BLIZNY- opowiadanie

BLIZNY- opowiadanie

Postprzez krzysiek4 » N lip 16, 2017 5:49 pm

Obrazek

Wyimaginowana rozmowa z profesor Yaffą Eliach





- Przepraszam, pan z Polski? – na twarzy starszej kobiety widać smutny uśmiech. – Urodziłam się w Polsce, na waszych Kresach. Potem wyjechałam.

Podróżny jest mile zaskoczony. Dokąd byś się, człowieku, nie ruszył, zawsze trafisz na rodaka. Jednak następne słowa rozmówczyni uderzają weń boleśnie, niczym bicz. Jej uśmiech znika bezpowrotnie.

- Widzi pan, Polacy zabili mi matkę. I brata. Zabili ich za to, że byli Żydami. Chaimek miał tylko pięć miesięcy. Stale zadaję sobie pytanie: jak można było zabić pięciomiesięczne niemowlę? Można to jakoś wyjaśnić? Jakoś uzasadnić?

Pogrom?

- Przyszli nocą – mówi kobieta. – Chcieli wybić wszystkich Żydów w mieście. Ostrzelali nasz dom. Obrzucili go granatami. To był wrzesień czterdziestego czwartego, jakieś dwa miesiące po odejściu Niemców. Czy pan wie, że w moim miasteczku na 3000 Żydów niemiecką okupację przeżyło tylko trzydziestu? A pańscy rodacy postanowili wytłuc jeszcze i nas. „Polska dla Polaków”, co?

- Jakimś cudem przeżyłam. Potem, przez te wszystkie lata, zbierałam informacje o moich stronach. Napisałam o tym książkę i sporo artykułów, na Zachodzie stały się nawet dość głośne.

Podróżny wpatruje się w rozmówczynię. Jego mózg pracuje intensywnie. Zaczyna kojarzyć fakty.

- Chyba czytałem tę książkę. Czyżby pani profesor...?

Niewiasta unosi głowę. Każdy autor odczuwa dumę, napotykając ślad swej popularności.

- A więc zna pan dzieje mojej rodziny. Przeżyłam, miałam to szczęście. Moja matka i brat go nie mieli.

- Pani profesor... Czytałem sporo o pani miasteczku. Ta sprawa mocno mnie zaintrygowała. I muszę sprostować: tam nie było żadnego pogromu!

- Nie było?! – gniew w głosie oskarżycielki zabarwiony jest ironią. – To matka i brat pewnie jeszcze żyją? Ich śmierć jest moim wymysłem, tak?

- To była wojna! – próbuje tłumaczyć mężczyzna. – Pani bliscy zginęli od przypadkowych kul!

W istocie sprawa przedstawiała się następująco: po odejściu Niemców w miasteczku i jego okolicy szalał terror NKWD. Polscy partyzanci z Armii Krajowej postanowili porwać kapitana SMIERSZ-a, sowieckiego kontrwywiadu, który montował tu właśnie siatkę szpicli. Kapitan i kilku innych Rosjan kwaterowali u żydowskiej rodziny. Gdy do budynku wkroczyli AK-owcy, wybuchła strzelanina. Jakaś seria, nie wiadomo nawet, przez kogo wystrzelona, dosięgła właścicielkę domu, tulącą w ramionach maleńkiego synka...

Pszczoły

Ernest Hemingway zachwycił się kiedyś morderczymi zaletami pistoletu maszynowego. Niekiedy, aby zabić człowieka, potrzeba bowiem większej ilości pocisków. Pojedyncze wystrzały z karabinu powtarzalnego są niczym ciosy topora – w każdy strzał wkładasz wysiłek z osobna. Celujesz, strzelasz, przeładowujesz, znowu celujesz, strzelasz… A w pistolecie maszynowym – tak teoretyzował sobie Hemingway – naciskasz spust tylko raz, a resztę wykonuje za ciebie sama broń.

W rzeczywistości jednak pistolet maszynowy to bestia, która trudno okiełznać. Gdy walisz serią, coś podrywa lufę do góry; łatwo stracić kontrolę nad bronią. Dlatego instruktorzy powtarzają stale: „- Tylko ogień pojedynczy i krótkie serie!”. Jak jednak pilnować długości serii w zgiełku nocnej walki, wśród huku wystrzałów i eksplozji granatów? Żołnierz, zwłaszcza ten niedoświadczony, spanikowany, naciska spust i nie zdejmuje z niego palca, aż do wyczerpania amunicji w magazynku.

Opuszczające lufę pociski są wtedy niczym rój stalowych pszczół, oszalałych, pędzących na oślep, gotowych kąsać każdego, kto stanie na ich drodze. Takie stalowe pszczoły, wypuszczone na wolność z broni Polaka lub Rosjanina (tego nie rozstrzygniemy nigdy, ale to najmniej istotne), dopadły w pewną wrześniową noc małego Chaimka i jego matkę.

Zadry

- Ach tak? – szyderczy ton kobiety godzi w słuchacza. – Tak łatwo pan sobie to wszystko wytłumaczył? Moi bliscy wprawdzie zginęli – ale to tylko przypadek? W powojennej Polsce zabito ponad dwa tysiące Żydów! To też był przypadek?

Rzeczywiście, w komunistycznej Polsce nie brakło żydowskich trupów – było ich wprawdzie nie dwa tysiące, a może z siedemset. Z tego ze dwie setki mundurowych - ubeków, wojskowych i milicjantów, poległych w potyczkach z podziemiem; podczas walki nikt im metryki nie sprawdzał. Dalej – cywilni kapusie i czerwoni aktywiści, likwidowani wcale nie za pochodzenie, choć dziś kreowani na „ofiary polskiego antysemityzmu”. Następnie – zgładzeni przez pospolitych bandytów, a skwapliwie zapisani przez rządową propagandę na konto podziemia. I jeszcze – zabici w komunistycznych prowokacjach, vide „pogrom kielecki”, gdzie Izraelitów masakrowały KBW, milicja i ORMO. Również i przypadkowe ofiary, które znalazły się w niewłaściwym miejscu, w niestosownym czasie – takie, jak Chaimek i jego matka. No i zamordowani faktycznie przez jakichś żydożerców – ale ilu ich mogło być, wśród tych siedmiuset? Czy ktoś to policzył? Póki co – mamy tu co najmniej sześć kategorii ofiar, wrzucanych dziś do jednego worka z nadrukiem: „polska nienawiść”.

Te argumenty jakoś nie trafiają do rozognionej niewiasty. Wyrzuca z siebie oskarżenia z szybkostrzelnością broni, która kiedyś zabrała życie jej bliskim. Wspomina przedwojenny pogrom w Przytyku, gdzie ogarnięty furią tłum zmasakrował trzech przedstawicieli Narodu Wybranego (- Nie trzech, a dwóch! – uściśla rozmówca. – Zlinczowanych po tym, jak wychowanek szkoły rabinackiej Szulim Chil Leska zastrzelił polskiego chłopa Stanisława Wieśniaka...).

Mówi o pogromach Izraelitów u zarania II Rzeczypospolitej (- No, tu bywało rozmaicie – mruczy oponent. – Taki Jędruś Galica, baca „podhalańczyków”, płakał rzewnymi łzami, że mu polskie władze nie pozwoliły rozstrzelać 450 pojmanych z bronią w ręku żydowskich bojówkarzy!).

Przywołany zostaje niegdysiejszy antysemityzm, szalejący ponoć w Wojsku Polskim, czego dowodem ucieczka 3 tysięcy żydowskich żołnierzy z armii Andersa, podczas przemarszu przez Palestynę (- Dezerterzy! – prycha z pogardą podróżny. – Mniej więcej tysiąc starozakonnych pozostało przecież wśród andersowców, i biło się potem dzielnie, ramię w ramię z Polakami. Dla pani pewnie byli zdrajcami...?).

Sąsiedzi

- Co mnie zadziwia najbardziej – szepce Żydówka. – To ta nienawiść. Jej odporność, jej trwałość. Jej niezniszczalność. Aż strach to powiedzieć – jej wieczność. Przyszedł Hitler, zabijał nas i was. Chciałoby się rzec – on nas pogodził. A przecież – nie pogodził nas wcale. Zaraz pan wspomni o Żegocie, o polskich zakonnicach, o drzewkach w Yad Vashem. I to mimo, podkreśli pan złośliwie, mimo żydowskich zdrajców, co strzelali w plecy obrońcom Grodna, a potem donosili na NKWD... No, a wasi szmalcownicy? W samej Warszawie było tysiąc szmalcowników, we Lwowie kilkuset. Nędzne kreatury, utrzymujące się z szantażowania Izraelitów, i ukrywających ich Polaków!

Trudno dyskutować z faktami. Szmalcownicy – było trochę tego ścierwa, niemal wyłącznie pospolitych kryminalistów. Polskie Podziemie nie patyczkowało się z nimi – krótki wyrok, odczytany z kartki i kula w łeb. Skoro jednak mowa o kreaturach, to w tej samej Warszawie, wśród Żydów ukrywanych przez polskie rodziny, znalazło się i ośmiuset konfidentów Gestapo. Ci bez skrupułów wydawali okupantowi ludzi, gotowych spieszyć im z pomocą...

Wojna generowała rozmaite postawy i sytuacje, których próżno szukać w ugrzecznionych podręcznikach. Zbrojne grupy uchodźców z gett, aby przeżyć, bywało, atakowały i grabiły polskie wioski. Potem były tępione przez Podziemie, jak zwykłe bandy rabunkowe. Bóg to osądzi... Żydowska partyzantka, podporządkowana komunistom, „biła reakcję, aż wióry leciały”. Krwawe wióry – Drzewica, Koniuchy, Naliboki... Kto to wszystko policzy? Kto, na dobrą sprawę, jeszcze o tym pamięta?

Ojciec

- Słowem – wy, Polacy, czujecie się bez winy – krzywi się z niesmakiem oskarżycielka. – Łatwo wybaczyliście sobie śmierć mojej rodziny. Rozgrzeszenie bez pokuty – jakież to przyjemne!

- Droga pani! – podróżny pierwszy raz okazuje zniecierpliwienie. – Może pani zdradzi, dlaczego ten kapitan SMIERSZ-a kwaterował akurat u was? Czemu właśnie w waszym domu czuł się bezpiecznie?

- Owszem, to żadna tajemnica – niewiasta wzrusza ramionami. – Ojciec był w NKWD. W istriebitielnym batalionie. Nie musi mi pan tłumaczyć, czym dla Polaków było NKWD. Ojciec wcale nie uważał się za komunistę. Przed wojną zaliczał się do zamożniejszych Żydów w miasteczku. Potem nie służył w sowieckiej, ani w żydowskiej partyzantce. Tylko, rozumie pan, dla nas, Żydów, Stalin był wybawcą. Stalin przegonił stąd Niemców. Nie Brytyjczycy, ani Amerykanie - to Stalin nas uratował! On – tyran, morderca, prawdziwy rzeźnik – był dla nas niczym mesjasz!

- Są relacje, że pani ojciec uczestniczył w obławach. Również w doraźnych egzekucjach – ponure słowa wędrowca burzą sielski wizerunek Stalina-mesjasza i jego wiernych akolitów. –Stale zwozili trupy do miasteczka – niekiedy piętnaście, dwadzieścia dziennie. Wystawiali je na targowisku, na postrach „reakcjonistom”.

- Tak było – przyznaje kobieta. – Jak raczył pan zauważyć, mieliśmy wtedy wojnę. Rewolucję, wojnę domową, pan pewnie nazwie to nową okupacją. Wiem jedno – ojciec nigdy nie strzelał do małych dzieci.

Bracia

- Widzi pani… - mężczyzna ostrożnie dobywa słowa. Czuje się parszywie, włażąc z butami w duszę tej starej Żydówki. Musi jednak zapytać. Przez wzgląd na małego Chaimka, poległego od, być może polskiej, kuli. – Był jeszcze brat.

- Tak! – w oczach rozmówczyni widać gorączkę. – Mój pięciomiesięczny brat, zabity przez Polaków. Dlaczego?!

- Nie ten – mężczyznę coś jakby ściskało za gardło. – Był jeszcze jeden.

***

Płacz dziecka w ciasnym, leśnym bunkrze brzmi przeraźliwie głośno. Zwłaszcza, gdy zewsząd dobiegają głosy niemieckiej obławy. Słychać trzask łamanych gałęzi, niefrasobliwe rozmowy, brzęk oporządzenia - coraz bliżej, bliżej…

- Niemcy byli już naprawdę blisko – mówi kobieta, bardziej do siebie samej. – A mały Szaul płakał. Rodzice próbowali go uciszyć. Byłam dzieckiem, miałam sześć lat. Ale przecież wiedziałam, że ten głośny płacz nas zgubi. Wie pan… Mój braciszek miał dopiero kilka miesięcy. Nawet nie wiem dokładnie, ile. Nie sposób wytłumaczyć niemowlęciu, że ma być cicho. Niemcy byli tuż, tuż… Coś trzeba było zrobić.

- Zamknęłam oczy. Razem z nami w bunkrze ukrywali się inni Żydzi. Jednak chyba rodzice wzięli to na siebie… Płacz ustał… Niemcy nas nie znaleźli.

- Pochowaliśmy małego w lesie. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Ale słyszałam po nocach, jak matka i ojciec płaczą. Ja też płakałam. Potem, może rok później, urodził się Chaimek. Dla rodziców był całym światem. Stale go dopieszczali, nosili na rękach.

I ciągle płakali.

Zemsta

Podróżny milczy. To jedna z tych chwil, gdy nawet abstynent ma ochotę sięgnąć, drżącą ręką, po papierosa, albo grzmotnąć sobie kielicha. Żydówka zaczyna znów mówić. Jej głos jest spokojny, wiele razy rozgryzała w sobie ten dramat.

- Potem przyszli Rosjanie. Istriebitielnyj batalion NKWD dał ojcu broń do ręki. Dał mu też władzę. Kiedyś ojciec poszedł na patrol wraz z przyjacielem, również Żydem. Złapali Litwina, dawnego szaulisa, który mordował Żydów w moim miasteczku. Ten Litwin to był sadysta, wyżywał się w egzekucjach. Nieważne – kobieta, staruszek, dziecko – on nigdy nie okazał litości. A wtedy, przed moim ojcem, padł na kolana na środku ulicy, i błagał o życie. Skomlał jak zwierzę.

Ojciec i jego przyjaciel mieli każdy pepeszę z bębnem na 72 naboje. Wpakowali w tamtego 144 pociski. Wie pan, jak wygląda człowiek nafaszerowany z bliska dwoma pełnymi bębnami z pepeszy? To krwawy ochłap. A kiedyś był taki butny, pan życia i śmierci…

- Innym razem ojciec przyuważył, że Rosjanie prowadzą niemieckich jeńców, pięciu czy sześciu, w tym oficera. Ojciec pogadał z konwojentami, dał im na wódkę… Razem zaprowadzili jeńców na żydowski cmentarz. I tam ich wystrzelali. Ten oficer też prosił o życie, wyciągnął zdjęcia żony i dzieci... Ojciec rozłupał mu czaszkę kolbą karabinu. Uderzał raz za razem, krzycząc: „- To za moich bliskich! To za mojego synka, którego musieliśmy udusić w leśnym bunkrze!” Pana to dziwi?

- Nie! – kręci głową słuchacz. – Nie dziwię się. Chociaż… Jest jedna rzecz, dla mnie niepojęta. Czytałem relację polskiego świadka tej egzekucji. Podobno, gdy było już po wszystkim, pani ojciec zanurzał dłonie we krwi Niemców, smarował sobie tą posoką twarz i szyję. A potem stał nad trupami z rękami wzniesionymi do góry i recytował coś po hebrajsku. Wyglądało to tak, jakby składał komuś ofiarę. Jakby się modlił.

- Modlił się? – kobieta zastanawia się głęboko. – Czy mój ojciec wierzył wtedy w Boga? Nie wiem…

- Proszę pani – mówi cicho podróżny. – Ten polski świadek w ciągu zaledwie pięciu lat przeżył okupację sowiecką, litewską, potem znowu sowiecką, następnie niemiecką i jeszcze raz sowiecką. Po wojnie przeszedł przez bolszewicki Gułag. Widział piekło na ziemi. Ale najbardziej przeraził go – tak napisał – najbardziej nim wstrząsnął obraz pani ojca, umazanego we krwi, wykrzykującego coś w niebo nad trupami Niemców.

Dzień Sądu

Żydówka słucha obojętnie. Ma twarz z kamienia. Zbudowała wokół siebie mur, którego nie skruszą łatwo czyjeś słowa. Jej tragedia, potworny ból zawładnęły każdą cząstką duszy, spychając w cień dramaty i cierpienia innych ludzi. Teraz odwraca się powoli i odchodzi. Na jej rozmówcę także już pora. Oboje udają się do świata, w którym nie ma stalowych pszczół kąsających dorosłych i dzieci. Nie ma też upiornej ciszy, gęstej od niemego płaczu niemowlęcia, zdławionego przed chwilą morderczym chwytem. Nie ma czaszek zdruzgotanych kolbą, umazanych krwią dłoni, ani bluźnierczego dziękczynienia nad trupami wrogów.

Kiedyś, przy końcu dziejów – tak nauczali mądrzy chasydzi – Bóg oddzieli łotrów od sprawiedliwych. Łajdaków wyśle tam, gdzie ich miejsce, zaś sprawiedliwych przygarnie do Swej ojcowskiej piersi. Popatrzą razem za siebie – na te udręczone ludzkie dzieje, na krew, łzy i znój, od czasów wygnania z raju – i wszyscy, Bóg i ludzie, wybuchną wielkim płaczem.



„Nowa Myśl Polska” 27.06.2004

http://cristeros1.w.interiowo.pl/crist/zydzi/blizny.htm



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5468
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Powrót do Instytut Zydoznawczy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości