CZYTELNIA

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt gru 22, 2015 6:11 pm

II. BÓG ISLAMU


Islam utrzymuje, że Allah jest tym samym Bogiem, który został objawiony w Biblii. Logika nakazuje w pozytywnym sensie, że koncepcja Boga przedstawiona w Koranie będzie zgodna we wszystkim z tą, przedstawioną w Biblii. W negatywnym sensie natomiast, jeżeli okaże się, że Biblia i Koran przedstawiają różniące się wzajemnie koncepcje Boga, wówczas roszczenia islamu należy przyjąć jako bezpodstawne i fałszywe. Kwestię można rozstrzygnąć jedynie poprzez uważne porównanie obydwu dokumentów. Decyzji nie można podejmować kierując się uprzedzeniem religijnym ale rzetelnym porównaniem tekstów obu ksiąg.

Atrybuty Boga

Orientalista Samuel Zwemer zauważył w roku 1905:

Większość piszących na temat religii Mahometa w dziwny sposób zaniedbuje temat idei Boga w pojęciu Mahometa. Bardzo łatwo jest dać się zwieść etymologiom czy imionom. Niemal wszyscy piszący w temacie przyjmują, że Bóg Koranu jest tym samym i posiada te same atrybuty co Jahwe lub głowa Bóstwa Nowego Testamentu. Czy jednak jest to poprawne spojrzenie?1

Większość ludzi po prostu zakłada, że Bóg Biblii i ten z Koranu to jedno i to samo, jedynie o innym imieniu. Jednak pytanie jakie postawił Zemmer pozostaje, czy jest tak naprawdę?
Kiedy porównamy atrybuty Boga przedstawione w Biblii z atrybutami Allaha z Koranu, staje się oczywistym, że nie jest to ten sam Bóg. Rzetelność historyczna wymaga przypomnienia, że uczeni chrześcijańscy i muzułmańscy spierają się o to, kto posiada właściwy obraz Boga od czasów, gdy islam powstał jako religia. Biblijny obraz Boga nie da się zredukować do obrazu Allaha, podobnie jak Allah nie może zostać zredukowany do biblijnego Boga. Historyczne tło dotyczące pochodzenia znaczenia arabskiego "Allaha" przedstawia barierę nie do pokonania uniemożliwiającą przyjęcie Allaha za Boga biblijnych patriarchów, Żydów oraz chrześcijan. Allah jest po prostu odkurzonym i wywyższonym arabskim bóstwem księżycowym. Dr Samuel Schlorff w artykule poświęconym istotnym różnicom między Allahem Koranu a Bogiem Biblii zauważa:

Uważam, że najistotniejszą sprawą w kwestii istoty Boga jest to, w jaki sposób odnosi się On do Swoich stworzeń; islam i chrześcijaństwo mimo niewielkich formalnych podobieństw, w tej kwestii stoją na krańcowo przeciwstawnych pozycjach.2

Przyjrzyjmy się zatem historycznym różnicom jakie raz po raz są ukazywane między Bogiem Biblii a Allahem Koranu. Sporne kwestie te są przedmiotem naukowej debaty
liczącej już ponad tysiąc lat.3

Poznawalny a niepoznawalny

Według Biblii Bóg jest poznawalny. Jezus Chrystus przyszedł na świat abyśmy mogli poznać Boga (Jana 17:3). W islamie Allah jest niepoznawalny. Jego transcendentność, wywyższenie sprawiają, że żaden człowiek nie może poznać Allaha osobiście. Podczas gdy według Biblii człowiek może mieć osobistą relację z Bogiem, Allah z Koranu jest tak odległy, niedostępny i abstrakcyjny, że nie sposób człowiekowi poznać go.

Personalny a niepersonalny

Bóg w Biblii opisany jest jako posiadający intelekt, emocje oraz wolę. Jest to w sprzeczności z Allahem, którego nie można pojąć jako osoby. Obniżyło by to jego status do poziomu człowieka.

Duchowy a nieduchowy

Dla muzułmanina idea, że Allah jest osobą czy duchem jest bluźnierstwem, gdyż poniża to Wywyższonego. Jednak koncepcja, że "Bóg jest duchem" jest podwaliną biblijnej natury Boga, jak uczył sam Jezus Chrystus w Jana 4:24 .

Trynitarny a unitarny

Bóg w Biblii jest jednym Bogiem w trzech osobach, Ojca, Syna i Ducha Świętego. Trójca nie jest trzema bogami ale jednym Bogiem. W Koranie natomiast znajdziemy zaprzeczenie Trójcy. Koran stwierdza, że Bóg nie jest Ojcem, a Jezus nie jest Synem Bożym. Podobnie Duch Święty nie jest Bogiem.

Ograniczony a nieograniczony

Biblijny Bóg jest ograniczony swoją niezmienną i nieodmienianą naturą. Stąd Bóg nie może zrobić byle czego. Tytusa 1:2 mówi nam, że Bóg nie może kłamać. Potwierdza to także list do Hebrajczyków 6:18 Bóg nie może postępować sprzecznie ze Swoją naturą ( 2Tym.2:13 ).
W Koranie widzimy natomiast Allaha, który nie jest niczym ograniczony, nawet własną naturą. Może zrobić cokolwiek, kiedykolwiek, gdziekolwiek wszędzie bez jakichkolwiek ograniczeń.

Godny zaufania a kapryśny

Ponieważ Bóg Biblii jest ograniczony swoją sprawiedliwą naturą, są pewne rzeczy, których nie może uczynić, będąc przez to stałym i godnym zaufania. Kiedy natomiast przyjrzymy się postępowaniu Allaha w Koranie, dostrzeżemy, że jest on całkowicie kapryśny i niegodny zaufania. Nie jest on związany swoim słowem ani swoją naturą.



Miłość Boża a brak miłości Bożej

Miłość Boża jest głównym atrybutem Bożym objawionym w miejscach takich jak Jana 3:16 . Bóg okazuje swoje uczucia swemu stworzeniu a w szczególności człowiekowi. Gdy natomiast zwrócimy się do Koranu, nie znajdziemy tam miłości jako głównej cechy Allaha. Zamiast niej uderza nas znajdująca się na pierwszym miejscu jego transcendentność. Podobnie Allach pozbawiony jest wszelkich uczuć wobec człowieka. Jest to obca koncepcja w islamie. Oznaczałoby to zredukowanie Allaha do zwykłego człowieka, co jest bluźnierstwem dla muzułmanina.

Aktywny a pasywny

Allah osobiście nie wkracza w historię ludzkości i nie uczestniczy w niej osobiście. Oddziałuje na świat poprzez swoje słowo, proroków i aniołów. Nie wkracza osobiście w sprawy ludzi. Jakże odmienny obraz Boga mamy przedstawiony w biblijnym opisie wcielenia, gdzie sam Bóg wkracza w historię i dokonuje dzieła zbawienia człowieka.

Atrybuty a brak atrybutów

Koran nigdy nie podaje w pozytywnym sensie jaka jest natura i istota Boga. Wszystkie tak zwane 99 atrybutów Allaha podane są w negatywnej formie, podkreślając jaki Allah nie jest, nie mówiąc nic jaki jest. Biblia podaje nam zarówno pozytywne jak i negatywne atrybuty Boga.

Łaska a prawo

Na koniec, Biblia mówi wiele o łasce Boga, przez którą umożliwił On człowiekowi darmowe zbawienie dzięki Zbawicielowi, który jest orędownikiem między Bogiem a człowiekiem ( 1Tym.2:5 ). W Koranie natomiast nie ma koncepcji łaski Allaha. Nie ma również zbawiciela ani pośrednika w Koranie.

Podsumowując, kiedy przyjrzymy się bliżej atrybutom Boga, które objawił On w Biblii z Allahem opisanym w Koranie, dostrzeżemy, że nie jest to jeden i ten sam Bóg.

Ten sam Bóg?

Po przedstawieniu powyższego materiału grupie ludzi, jeden człowiek odpowiedział, że jest przekonany, że islam i chrześcijaństwo oddaje cześć temu samemu Bogu ponieważ uznają one "tylko jednego Boga." To czego nie dostrzegł ów człowiek to to, że monoteizm sam w sobie nie mówi jeszcze nic o tożsamości owego jedynego Boga. Innymi słowy, nie wystarczy po prostu powiedzieć, że jest tylko jeden Bóg, kiedy wskazuje się na niewłaściwego Boga! Ktoś może utrzymywać, że Ra, Izys czy Ozyrys jest jednym prawdziwym Bogiem, co wcale nie oznacza, że chrześcijańskie i egipskie bóstwa są jednym i tym samym. Starożytni mogli uczyć, że Baal albo Moloch był jedynym prawdziwym Bogiem. Podobnie Grecy mogli utrzymywać, że Zeus czy Jupiter był jedynym prawdziwym żywym Bogiem. Utrzymywanie tylko, że jest jeden prawdziwy Bóg nie daje jeszcze podstaw do automatycznego utrzymywania, że Bóg, którego się wybrało jest prawdziwy.

W tym wypadku, Bóg jaki objawił się w Biblii, ukazał Swoją naturę i Swoje imię aby niemożliwe było mylenie Go z otaczającymi pogańskimi bóstwami.

Kult bożka księżycowego jaki praktykowali Arabowi za czasów Mahometa został przeistoczony w monoteistyczną religię. Ponieważ Mohamet rozpoczął z pogańskim bóstwem, nie dziwi, że skończył z pogańskim bogiem.

Jak zauważył niemiecki uczony Johannes Hauri:

Monoteizm Mahometa jest odejściem od prawdziwego monoteizmu tak jak idee politeistyczne - koncepcja Boga według Mahometa jest na wskroś deistyczna.4

Allach w Biblii?

W rozmowie z ambasadorem muzułmańskiego państwa zwróciłem uwagę, że imię Allah pochodzi od arabskiego słowa, które dotyczyło kultu księżyca w przed-islamskiej Arabii. Jako takie nie może znaleźć się w hebrajskim Starym Testamencie czy greckim Nowym Testamencie. Ambasador posłużył się dwoma argumentami, według których miał nadzieję uda mu się udowodnić, że Biblia mówi o Allahu. Najpierw, starał się przekonać, że imię Allaha pojawia się w słowie alleluja. Początek alle miał według niego oznaczać Allah!
Zwróciłem mu uwagę, że hebrajskie słowo alleluja nie jest słowem złożonym. To znaczy nie składa się z dwóch odrębnych słów. Jest to jedno słowo hebrajskie oznaczające "chwała Jahwe."5 Także imię Boga znajduje się w ostatniej części wyrazu jah, odnosząc się do Jahwe. Imię Allah po prostu nie występuje nigdzie w tym słowie. Następnie starał się on przekonać, że Jezus wisząc na krzyży zawołał "Eli, Eli," co tak naprawdę oznaczało "Allah, Allah." Oczywiście i to jest nieprawdą, jako że grecki Nowy Testament informuje nas, że słowa te były wypowiedziane po aramejsku a nie po Arabsku i były cytatem początku Psalmu 22. Jezus wołał: "Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?"

Doprawdy daleko Eli, Eli do Allah, Allah. Po prostu tak się nie da.

Nie ten okres

Dla historycznej ścisłości należy wspomnieć, że jest niemożliwym aby autorzy Biblii wspominali o Allahu jako o Bogu. Dlaczego?

Aż do siódmego wieku, kiedy Mahomet uczynił Allaha "jedynym" Bogiem, imię Allah oznaczało pogańskie bóstwo!

Skoro Biblia została dawno napisana zanim Mahomet urodził się, skąd może mówić o Allahu po Mahomecie?

Słowo Allah nigdy nie znalazło się na ustach autorów Pisma Świętego.Do czasów Mahometa Allah był po prostu jednym z wielu pogańskich bóstw, jego imię oznaczało konkretnego bożka księżycowego czczonego w Arabii.Autorzy Biblii nie mieliby problemu odróżnić Allaha od Jahwe tak jak nie mieli trudności odróżnić Jahwe od Baala.
Arabska Biblia

W czasie programu radiowego w Kalifornii, arabski rozmówca próbował powołać się na następujący argument: "Ale przecież arabska Biblia używa słowa Allah na określenie Boga, stąd Allah jest biblijnym imieniem Boga."

Odpowiedź zależy od przedziału czasu. Czy Biblia została przetłumaczona na arabski za czasów Mahometa? Nie! Pierwsze tłumaczenie Biblii nie pojawiło się wcześniej niż w dziewiątym wieku. W tym czasie islam stał się siłą polityczną panującą na terytoriach arabskich. Tak więc ci, którzy tłumaczyli Biblię na arabski znaleźli się w trudnej sytuacji politycznej. Jeśli nie zostanie użyte imię Allah w miejsce Boga, można się liczyć z prześladowaniami z rąk fanatycznych muzułmanów, którzy jako część ich religii wierzyli, że Allah z Koranu jest Bogiem Biblii. Odkąd "Allah" stało się potocznym słowem oznaczającym "Boga" z powodu postępującej dominacji islamu, tłumacze poddali się politycznej presji i użyli słowa Allah w Biblii arabskiej.

Bez logicznych konsekwencji

Skoro arabski przekład Biblii miał miejsce 900 lat po ukończeniu Biblii, nie może on mieć jakiegokolwiek wpływu na to, czy Allah był pierwotnie imieniem Boga w Biblii. Ostatecznie, jest chyba dość oczywistym fakt, że dziewięciowieczny przekład Biblii arabskiej nie może stanowić argumentu, że biblijni autorzy piszący wiele stuleci wcześniej po grecku i hebrajsku używali arabskiego słowa Allah w miejsce Boga. Łatwowierność ma swoje granice!

Konkluzja

Wielu ludzi na Zachodzie uważa, że Allah jest kolejnym imieniem Boga. U podłoża tego przekonania leży ignorancja różnic pomiędzy Allahem Koranu a Bogiem Biblii oraz propaganda muzułmańskich ewangelistów, którzy utrzymując, że Allach jest tylko innym imieniem Boga próbują nawracać ludzi zachodu na islam.

Biblia i Koran są dwoma rywalizującymi dokumentami, które przedstawiają odmienne koncepcje boskości. Nie można nad tym faktem przejść obojętnie tylko dlatego, że obecnie popularny jest religijny relatywizm.













IV. Prorok islamu


ŻYCIE MAHOMETA

ŻYCIE MAHOMETA WRAZ Z JEGO INTERESUJĄCYMI EPIZODAMI MOŻE BYĆ POZNANE Z MATERIAŁU ZAWARTEGO W KORANIE, HADISACH ORAZ WCZESNYCH PRZEKAZACH MUZUŁMAŃSKICH. WIELU BIOGRAFÓW ZARÓWNO MUZUŁMAŃSKICH I ZACHODNICH PISAŁO O TYM CZŁOWIEKU. TAK SIĘ SZCZĘŚLIWIE SKŁADA, ŻE PODSTAWOWE FAKTY DOTYCZĄCE ŻYCIA MAHOMETA NIE SĄ PRZEDMIOTEM KONTROWERSJI.1

NARODZINY I WCZESNY OKRES

MAHOMET PRZYSZEDŁ NA ŚWIAT W ROKU 570 W MEKCE W RODZINIE ABDULLAHA (ABD-ALLAH) I AMINY. RODZINA JEGO NALEŻAŁA DO PLEMIENIA KURAJSZYTÓW, KTÓRZY SPRAWOWALI PIECZĘ NAD KABBY I RELIGIJNYM KULTEM SKUPIONYM WOKÓŁ NIEJ. MIMO ODLEGŁEGO POKREWIEŃSTWA Z KRÓLEWSKĄ RODZINĄ HASZYMITÓW, RODZINA MAHOMETA NALEŻAŁA DO JEDNYCH Z UBOŻSZYCH.
OJCIEC MAHOMETA UMARŁ ZANIM PRZYSZEDŁ ON NA ŚWIAT, A W WIEKU 6 LAT UMIERA JEGO MATKA. ZOSTAJE WÓWCZAS WYSŁANY NA WYCHOWANIE DO BOGATEGO DZIADKA. PO JEGO ŚMIERCI WYCHOWANIEM MAHOMETA ZAJMUJE SIĘ JEDEN Z BRACI OJCA MAHOMETA. WARTO TUTAJ ZAZNACZYĆ, ŻE WIELU SPOŚRÓD NAJBLIŻSZYCH W RODZINIE NIE PRZYJĘLI ROSZCZEŃ MAHOMETA DO BYCIA PROROKIEM. JEGO WŁASNY DZIADEK, ŻYŁ I UMARŁ POGANINEM NIGDY NIE PRZYJĄWSZY ISLAMU.

BIOGRAFOWIE ZGODNIE Z WCZESNĄ TRADYCJĄ UTRZYMUJĄ, ŻE WE WCZESNYM OKRESIE ŻYCIA MAHOMET NIE MIAŁ SZCZEGÓLNYCH OSIĄGNIĘĆ. BYŁ ON ZWYKŁYM ARABSKIM CHŁOPCEM, KTÓRY LUBIŁ GAWĘDZIĆ Z PODRÓŻUJĄCYMI KARAWANAMI KUPCAMI. LUBIŁ WYPRAWY W PUSTYNIĘ, A SZCZEGÓLNIE W JASKINIE. JEDYNĄ NIEZWYKŁĄ RZECZĄ Z WCZESNEGO OKRESU JEGO ŻYCIA BYŁY POWTARZAJĄCE SIĘ RELIGIJNE WIZYTACJE.

WCZESNE WIZJE

WEDŁUG WCZESNYCH MUZUŁMAŃSKICH PRZEKAZÓW, MŁODY, POGAŃSKI MAHOMET DOŚWIADCZAŁ CUDOWNYCH WIZJI. MAMY WIĘC WIARYGODNE ZEZNANIE MAHOMETA, WEDŁUG KTÓREGO NIEBIAŃSKA ISTOTA ROZCIĘŁA MU BRZUCH, ZAMIESZAŁA WNĘTRZNOŚCIAMI, PO CZYM ZASZYŁA GO!2 SAM MAHOMET PÓŹNIEJ OPISUJE EPIZOD W SURZE 94:2 CO DOSŁOWNIE BRZMI:

CZYŻ NIE OTWORZYLIŚMY CI BRZUCHA?

PODCZAS GDY WSZYSCY WCZEŚNI MUZUŁMAŃSCY PISARZE JAK I KREWNI MAHOMETA UMIEJSCAWIAJĄ INCYDENT TEN WE WCZESNYM OKRESIE ŻYCIA MAHOMETA, TO JUŻ JEGO PÓŹNIEJSI APOLOGECI, ZE WSTYDEM STARAJĄ SIĘ PRZESUNĄĆ EPIZOD TEN DO CZASU PO POWOŁANIU MAHOMETA NA PROROKA. JEDNAK MATERIAŁ HISTORYCZNY JEST PRZECIW TAKIEMU PRZESUNIĘCIU. JEŚLI CHODZI O ZNACZENIE I SENS OTWIERANIA BRZUCHA I PRZESUWANIA WNĘTRZNOŚCI NIE MAMY JAKIEJKOLWIEK INFORMACJI. TYM NIEMNIEJ EPIZOD TEN JEST ZBYT DOBRZE UDOKUMENTOWANY ABY GO POMINĄĆ MILCZENIEM.
WIELU BADACZY UWAŻA, ŻE WCZESNE RELIGIJNE EPIZODY MAHOMETA SPOWODOWANE BYŁY CHOROBĄ PSYCHICZNĄ LUB ATAKAMI EPILEPSJI.
MATKA MAHOMETA

MATKA MAHOMETA AMINA BYŁA POBUDLIWA Z NATURY, CZĘSTO MÓWIŁA, ŻE NAWIEDZANA BYŁA PRZEZ DUCHY LUB DŻINY. UTRZYMYWAŁA TAKŻE, ŻE MIAŁA WIZJE I PRZEŻYCIA RELIGIJNE. MATKA MAHOMETA ZAJMOWAŁA SIĘ TYM, CO DZISIAJ NAZYWAMY SZTUKI OKULTYSTYCZNE. JAK UTRZYMUJĄ NIEKTÓRZY BADACZE, NATURALNE INKLINACJE TE ODZIEDZICZYŁ JEJ SYN MAHOMET.3

PADACZKA?

INNI BADACZE SUGERUJĄ, ŻE BYĆ MOŻE WCZESNE WIZJE MAHOMETA BYŁY SPOWODOWANE POŁĄCZENIEM ATAKÓW EPILEPSJI I NAD WYRAZ BUJNĄ WYOBRAŹNIĄ. WCZESNE PRZEKAZY MUZUŁMAŃSKIE ODNOTOWUJĄ FAKT, ŻE KIEDY MAHOMET MIAŁ OTRZYMAĆ OBJAWIENIE OD ALLAHA, CZĘSTO PADAŁ NA ZIEMIĘ W KONWULSJACH, MAJĄC WYWRÓCONE OCZY, OBFICIE PRZY TYM POCĄC SIĘ. NAKRYWANO GO WÓWCZAS KOCEM. TO WŁAŚNIE W TYM PODOBNYM DO TRANSU STANIE OTRZYMYWAŁ ON SWOJE NIEBIAŃSKIE OBJAWIENIA. PO ATAKU WSTAWAŁ I OŚWIADCZAŁ CO ZOSTAŁO MU OBJAWIONE.
Z OPISU ZACHOWANIA I RUCHÓW JAKIE TOWARZYSZYŁY CZĘSTO TYM TRANSOM, WIELU NAUKOWCÓW UTRZYMUJE, ŻE BYŁY ONE WYNIKIEM ATAKÓW EPILEPSJI.

NA PRZYKŁAD MAŁA ENCYKLOPEDIA ISLAMU WYDANA PRZEZ UNIWERSYTET CORNELL NA STRONIE 274 PISZE, ŻE SAME HADISY OPISUJĄ "NA WPÓŁ NIENORMALNE STANY EKSCYTACJI JAKIE GO OPANOWYWAŁY." NALEŻY PRZY TYM PAMIĘTAĆ, ŻE W KULTURZE ARABSKIEJ ZA CZASÓW MAHOMETA ATAKI EPILEPSJI BYŁY POSTRZEGANE JAKO RELIGIJNE SYMPTOMY DEMONICZNEGO OPĘTANIA ALBO NIEBIAŃSKIEJ WIZYTACJI.

POCZĄTKOWO MAHOMET ROZWAŻAŁ OBIE MOŻLIWOŚCI JAKO WYTŁUMACZENIE SWEGO STANU. MOŻLIWOŚĆ DEMONICZNEGO OPĘTANIA DOPROWADZIŁA GO DO PRÓBY POPEŁNIENIA SAMOBÓJSTWA.
JEDNAK JEGO ODDANA ŻONA WYPERSWADOWAŁA MU, ŻE JEST ZBYT DOBRYM CZŁOWIEKIEM BY BYĆ OPĘTANYM. DO TEGO WRÓCIMY PÓŹNIEJ. ZDAJEMY SOBIE SPRAWĘ, ŻE ROZWAŻANIE MOŻLIWOŚCI ATAKÓW PADACZKI U MAHOMETA JEST DLA WIELU MUZUŁMANÓW OBRAŹLIWE. STANOWI TO DLA NICH BLUŹNIERSTWO NAWET ROZWAŻAĆ TAKĄ MOŻLIWOŚĆ. NIE WSPOMINAJĄC JEDNAK O TYM TRZEBA BY PRZED CZYTELNIKIEM UKRYĆ OCZYWISTE FAKTY Z ŻYCIA MAHOMETA. JAK WIĘC MAMY UKRYWAĆ COŚ, O CZYM WIELU NAUKOWCÓW WYPOWIADAŁO SIĘ?

ZACHODNI BADACZE NIE PRZECZĄ, ŻE MAHOMET MIAŁ JAKIEŚ DOŚWIADCZENIA. SĄ JEDNAK PRZEKONANI, ŻE NALEŻY JE PODDAĆ WSZELKIEJ MOŻLIWEJ INTERPRETACJI TAK, ABY KAŻDY MÓGŁ WYCIĄGNĄĆ Z NICH WŁASNY WNIOSEK ODNOŚNIE TEGO, CZYM ONE W KOŃCU BYŁY.

TAK JAK MUZUŁMANIE MAJĄ PRAWO TŁUMACZYĆ JE NIEBIAŃSKIMI WIZYTACJAMI, TAK NIE-MUZUŁMANIE MAJĄ PRAWO OKREŚLAĆ JE JAKO ATAKI EPILEPSJI, DEMONICZNE OPĘTANIE, NAD POBUDLIWA WYOBRAŹNIA, OSZUSTWO, RELIGIJNA HISTERIA, LUB COKOLWIEK INNEGO, CO MOŻE WYSTARCZAJĄCO WYJAŚNIĆ TO, CO SPOTYKAŁO MAHOMETA.4

CZYTELNIK MA ZATEM SAM OKREŚLIĆ DLA SIEBIE ZADOWALAJĄCE WYTŁUMACZENIE.


W ENCYKLOPEDII MCCLINTOCK & STRONG CZYTAMY CO NASTĘPUJE:

MAHOMET BYŁ NERWOWEGO USPOSOBIENIA I BYŁ OBDARZONY BUJNĄ WYOBRAŹNIĄ. NIE BYŁO NICZYM NIEZWYKŁYM DLA NIEGO UZNAĆ SIĘ PO JAKIMŚ CZASIE ZA POWOŁANEGO PRZEZ BOGA DO BUDOWANIA NOWEJ WIARY WŚRÓD SWEGO PLEMIENIA.

JAK DONOSZĄ NAJSTARSZE I NAJBARDZIEJ WIARYGODNE PRZEKAZY, MAHOMET BYŁ EPILEPTYKIEM, A STĄD UWAŻANO GO ZA OPĘTANEGO.

Z POCZĄTKU PODZIELAŁ ON TĄ OPINIĘ O NIM I DOPIERO STOPNIOWO POD WPŁYWEM PRZYJACIÓŁ, PRZEKONYWAJĄCYCH GO, ŻE PORZĄDNY I CZYSTY CZŁOWIEK JAKIM BYŁ NIE MÓGŁ BYĆ OPĘTANYM ALE NAWIEDZANYM PRZEZ ANIOŁÓW, KTÓRYCH DZIĘKI SKŁONNOŚCIOM DO HALUCYNACJI CZĘSTO WIDZIAŁ W CZASIE PRZYKRYCH ATAKÓW, JAKIE NAWIEDZAŁY JEGO UDRĘCZONE CIAŁO I UMYSŁ, LUB TEŻ NA JAWIE. TO, CO WYDAWAŁO SIĘ BYĆ DOBRE I PRAWDZIWE DLA NIEGO PO ATAKACH, PRZYJMOWAŁ JAKO OBJAWIENIE, KTÓRE NAPAWAŁO JEGO ZAMYŚLONY I ZMIENNY CHARAKTER ODWAGĄ I WYTRWAŁOŚCIĄ NIEZBĘDNĄ BY ZNIEŚĆ WSZELKIE ZAGROŻENIA I UMARTWIANIA SIĘ.5

WSPÓŁCZESNA POWŚCIĄGLIWOŚĆ

W PEŁNI ROZUMIEMY SKĄD BIERZE SIĘ NIECHĘĆ DO WSKAZYWANIA ATAKÓW EPILEPSJI MAHOMETA JAKO ŹRÓDŁA JEGO OBJAWIEŃ RELIGIJNYCH. ZDAJEMY SOBIE SPRAWĘ, ŻE STWIERDZENIE TO MOŻE DOTKNĄĆ NIEKTÓRYCH MUZUŁMANÓW. NASZĄ INTENCJĄ NIE JEST OBRAŻANIE LECZ INFORMOWANIE I USTALENIE, ŻE WEDŁUG OPISÓW SYMPTOMÓW TOWARZYSZĄCYCH TRANSOM MAHOMETA PODANYCH WE WCZESNYCH PRZEKAZACH MUZUŁMAŃSKICH NIE MOŻNA AUTOMATYCZNIE WYKLUCZYĆ MOŻLIWOŚCI EPILEPSJI. TO, ŻE ATAKI EPILEPSJI BYŁY POSTRZEGANE JAKO NAWIEDZENIA BOGÓW LUB DEMONÓW W PRZED ISLAMSKIEJ ARABII JEST NIEKWESTIONOWANYM FAKTEM HISTORYCZNYM. RZECZYWISTOŚĆ TA W POŁĄCZENIU Z TYMI DWOMA MOŻLIWOŚCIAMI JAKIE SAM MAHOMET BRAŁ POD ROZWAGĘ ZMUSZA DO WNIOSKU, ŻE U PODŁOŻA JEGO TRANSÓW BYŁA EPILEPSJA LUB COŚ JEJ POKREWNEGO.

NIE MOŻEMY IGNOROWAĆ FAKTÓW HISTORYCZNYCH ALBO ZMIENIAĆ HISTORII TYLKO DLATEGO, ABY NIE RANIĆ UCZUĆ TYCH, KTÓRZY NIE CHCĄ ZNAĆ PRAWDY. FAKTY POZOSTAJĄ FAKTAMI NIEZALEŻNIE OD TEGO, JAKIE KTOŚ ŻYWI DO NICH UCZUCIA. CAŁE POKOLENIE UCZONYCH ISLAMISTÓW OFICJALNIE STWIERDZIŁO, ŻE NALEŻY WSIĄŚĆ POD UWAGĘ MOŻLIWOŚĆ EPILEPSJI, JAK ZAMANIFESTOWAŁA SIĘ WE WCZESNYM OKRESIE ŻYCIA MAHOMETA WIZJĄ OTWIERANEGO BRZUCHA, ORAZ WE WSZYSTKICH PÓŹNIEJSZYCH JEGO "PROROCKICH" TRANSACH.

KONTEKST RELIGIJNY

JAK ZAUWAŻYLIŚMY WCZEŚNIEJ, KURAJSZYCKIE PLEMIĘ, W KTÓRYM NARODZIŁ SIĘ MAHOMET, BYŁO SZCZEGÓLNIE PRZYWIĄZANE DO KULTU KSIĘŻYCOWEGO BÓSTWA ALLAHA. MAHOMET WZRASTAŁ W POBLIŻY KABBY, GDZIE MIEŚCIŁO SIĘ 360 BOŻKÓW ORAZ MAGICZNY CZARNY KAMIEŃ UWAŻANY ZA PRZYNOSZĄCY SZCZĘŚCIE PLEMIENIU KURAJSZYTÓW. CO ROKU BYŁ ŚWIADKIEM LICZNYCH PIELGRZYMEK PRZYBYWAJĄCYCH DO MEKKI. OBSERWOWAŁ PIELGRZYMÓW ODDAJĄCYCH CZEŚĆ W KABBIE OKRĄŻAJĄCYCH JĄ SIEDEM RAZY, CAŁUJĄCYCH CZARNY KAMIEŃ, PO CZYM BIEGNĄCYCH DO NIE ZBYT ODLEGŁEGO WADI ABY CISKAĆ KAMIENIAMI W DIABŁA.

NIE DZIWI ZATEM, ŻE WIĘKSZOŚĆ ELEMENTÓW SKŁADOWYCH JEGO WYCHOWANIA RELIGIJNEGO ZNALAZŁO SIĘ PÓŹNIEJ W ISLAMIE NIE BĘDĄC "NOWYM" OBJAWIENIEM OD ALLAHA JAK USIŁUJE UTRZYMAĆ ISLAM.

PIERWSZA ŻONA

MŁODOŚĆ MAHOMETA POZBAWIONA BYŁA SZCZEGÓLNYCH WYDARZEŃ. W WIEKU 25 LAT DOGLĄDAŁ KARAWANY. WŁAŚCICIELKĄ BYŁA STARSZA OD NIEGO O 15 LAT WDOWA. SPODOBAŁ JEJ SIĘ MAHOMET I WYSZŁA ZA NIEGO. RAZEM MIELI DWÓCH SYNÓW, KTÓRZY ZMARLI WCZEŚNIE ORAZ CZTERY CÓRKI. JEDNA Z CÓREK WYSZŁA ZA USMANA, KTÓRY ZOSTAŁ KALIFEM ODPOWIEDZIALNYM ZA UJEDNOLICENIE TEKSTU KORANU. POŚLUBIAJĄC ZAMOŻNĄ WDOWĘ, ŻYCIE MAHOMETA PŁYNĘŁO BEZTROSKO, JEDYNYM OBOWIĄZKIEM BYŁO ZARZĄDZANIE RODZINNYM STRAGANEM Z WARZYWAMI NA RYNKU.

POWOŁANIE NA PROROKA

W WIEKU 40 LAT MAHOMET DOŚWIADCZYŁ KOLEJNEJ "WIZYTACJI." NA SKUTEK TEGO RELIGIJNEGO DOŚWIADCZENIA ZACZĄŁ ON OSTATECZNIE UTRZYMYWAĆ, ŻE TO ALLAH POWOŁAŁ GO NA PROROKA I APOSTOŁA. NALEŻY W TYM MIEJSCU ZAZNACZYĆ, ŻE WŚRÓD ARABSKICH RELIGII NIE WYSTĘPOWALI ZARÓWNO PROROCY ANI APOSTOŁOWIE. TYTUŁ PROROKA POJAWIŁ SIĘ W NADZIEI, ŻE UDA MU SIĘ ZWRÓCIĆ UWAGĘ ŻYDÓW, PODCZAS GDY TYTUŁ APOSTOŁA MIAŁBY PRZYGARNĄĆ DO NIEGO CHRZEŚCIJAN.

W TEN SPOSÓB W KULCIE KABBY RAZEM Z POGANAMI DOŁĄCZYĆ MIELI ŻYDZI I CHRZEŚCIJANIE.

CZTERY SPRZECZNE WERSJE

KORAN MÓWI NAM, ŻE ALLAH POWOŁAM MAHOMETA NA PROROKA I APOSTOŁA. ALE JAK ZAUWAŻYŁ DR WILLIAM MONTGOMERY:

NIESTETY, MAMY DO CZYNIENIA Z KILKOMA ZMIENNYMI WERSJAMI TYCH WYDARZEŃ.6

KORAN PODAJE NAM CZTERY SPRZECZNE RELACJE PIERWOTNEGO POWOŁANIA NA PROROKA. ALBO JEDEN Z NICH JEST PRAWDZIWY I WSZYSTKIE POZOSTAŁE FAŁSZYWE. ALBO WSZYSTKIE RAZEM SĄ FAŁSZYWE; NIE MOGĄ WSZYSTKIE BYĆ JEDNOCZEŚNIE PRAWDZIWE.

W KORANIE MAHOMET OPISUJE SWOJE PIERWOTNE POWOŁANIE NA PROROKA I APOSTOŁA NA CZTERY RÓŻNE SPOSOBY.

NAJPIERW INFORMUJE NAS O TYM SURA 53: 2-18 I SURA 81: 19-24, MÓWIĄC NAM, ŻE SAM ALLAH OSOBIŚCIE OBJAWIŁ SIĘ MAHOMETOWI POD POSTACIĄ CZŁOWIEKA I ŻE MAHOMET SŁYSZAŁ I WIDZIAŁ GO. PÓŹNIEJ, WERSJA TA JEST PORZUCONA I JAK MÓWI SURA 16: 102 I SURA 26: 192-194 POWOŁANIE TO WYSZŁO OD "DUCHA ŚWIĘTEGO." JAKO ŻE MAHOMET NIE ROZWIJA TEJ MYŚLI ANI WYJAŚNIA KIM LUB CZYM JEST OWY "DUCH ŚWIĘTY" WĄTEK TEN ZOSTAJE RÓWNIEŻ PORZUCONY. TRZECIA WERSJA PIERWOTNEGO POWOŁANIA OPISANA JEST W SURZE 15: 8. WEDŁUG NIEJ, DO MAHOMETA ZOSTALI POSŁANI "ANIOŁOWIE" I ONI OZNAJMILI, ŻE ALLAH POWOŁAŁ GO NA PROROKA. RELACJA TA JEST NASTĘPNIE SKORYGOWANA W SURZE 2: 98 I UTRZYMUJE, ŻE JEDYNIE ANIOŁ GABRIEL POWOŁAŁ MAHOMETA I WRĘCZYŁ MU KORAN. TA OSTATNIA WERSJA PIERWOTNEGO POWOŁANIA Z UDZIAŁEM GABRIELA MOCNO PRZYPOMINA JEGO ROLE PRZY NARODZINACH ZARÓWNO JEZUSA JAK I JANA CHRZCICIELA. NIEKTÓRZY UCZENI SĄ PRZEKONANI, ŻE MAHOMET UZNAŁ ZA NATURALNE, ŻE KOLEJNY PROROK JAK ON POWINIEN BYĆ POWOŁANY PRZEZ GABRIELA. TEN CZWARTY I OSTATNI SCENARIUSZ JEST TYM, O KTÓRYM SŁYSZAŁA WIĘKSZOŚĆ MUZUŁMANÓW I NIE MUZUŁMANÓW.

ISLAMSKIE OBJAWIENIE

W TYM MIEJSCU NALEŻY PRZYPOMNIEĆ, ŻE KONCEPCJA OBJAWIENIA W ISLAMIE ODBIEGA ZNACZNIE OD CHRZEŚCIJAŃSKIEJ KONCEPCJI OBJAWIENIA W BIBLII.

SŁOWO "OBJAWIENIE" W ARABSKIM OZNACZA DOSŁOWNIE "PRZEKAZANIE." OZNACZA TO, ŻE KORAN NIE POJAWIŁ SIĘ "PRZEZ" KOGOKOLWIEK WLICZAJĄC W TO MAHOMETA. KORAN PRZYSZEDŁ "DO" CZŁOWIEKA, W TYM WYPADKU DO MAHOMETA. STĄD NIE MA LUDZKICH AUTORÓW KORANU. ALLAH MÓWIŁ BEZPOŚREDNIO PRZEZ GABRIELA DO CZŁOWIEKA, I CZŁOWIEK, JAKO ODBIORCA, NIE JEST TYM, KTÓRY "POCZĄŁ" KORAN. JEST TO W KONTRAŚCIE DO BIBLIJNYCH AUTORÓW, KTÓRZY NAWET IDENTYFIKOWALI SIĘ JAKO AUTORZY POSZCZEGÓLNYCH KSIĄG. CHRZEŚCIJANOM NIE SPRAWIA TRUDNOŚCI PRZYZNAĆ, ŻE KSIĘGĘ IZAJASZA NAPISAŁ IZAJASZ ALBO EWANGELIĘ WG MATEUSZA NAPISAŁ MATEUSZ. W NICZYM NIE UJMUJE TO INSPIRACJI BIBLII.

Z KORANEM JEDNAK JEST INACZEJ; NIE MA TU ŻADNYCH LUDZKICH CZY ZIEMSKICH ŹRÓDEŁ JAKO ŻE MATERIAŁ ZOSTAŁ PRZEKAZANY OD ALLAHA PRZEZ GABRIELA.

WĄTPLIWOŚCI I SAMOBÓJSTWO

PO PIERWSZYM RELIGIJNYM DOŚWIADCZENIU, NA SKUTEK KTÓREGO MAHOMET ZOSTAŁ PRZEKONANY, ŻE ZOSTAŁ POWOŁANY NA PROROKA I APOSTOŁA, ZACZĄŁ ON MIEĆ WĄTPLIWOŚCI CO DO TEGO, CZY JEST PRZY ZDROWYCH ZMYSŁACH. W SZCZEGÓLNOŚCI ZACZĄŁ SIĘ OBAWIAĆ, CZY PRZYPADKIEM NIE JEST OPĘTANY PRZEZ DEMONY. FIZYCZNE ZACHOWANIE TOWARZYSZĄCE JEGO RELIGIJNYM TRANSOM NAWET DLA MAHOMETA WYDAWAŁY SIĘ BYĆ ZBYT ZBLIŻONE DO TYCH, JAKIE MIEWALI INNI PADAJĄCY W ATAKACH NA ZIEMIĘ, O KTÓRYCH MÓWIONO, ŻE SĄ OPĘTANI. DEPRESJA W JAKĄ POPADŁ STAŁA SIĘ TAK NIEZNOŚNA, ŻE ZDECYDOWAŁ POPEŁNIĆ ON SAMOBÓJSTWO. JEDNAK W DRODZE NA MIEJSCE, GDZIE CHCIAŁ ODEBRAĆ SOBIE ŻYCIE DOZNAŁ ON KOLEJNEGO ATAKU. TYM RAZEM WIZJA JAKIEJ DOZNAŁ ZDAWAŁA SIĘ MÓWIĆ, ŻE NIE MA ODBIERAĆ SOBIE ŻYCIA, GDYŻ FAKTYCZNIE ZOSTAŁ POWOŁANY PRZEZ BOGA. JEDNAK MIMO TEJ WIZJI NADAL BYŁ PRZYGNĘBIONY I PEŁEN WĄTPLIWOŚCI.

ROZPOCZYNA ZWIASTOWANIE

KIEDY W KOŃCU ZWIERZYŁ SIĘ ŻONIE, PRZED KTÓRĄ OTWORZYŁ SWOJE SERCE, ZNALAZŁ W NIEJ OPARCIE I PRZEKONANIE, ŻE ZOSTAŁ POWOŁANY PRZEZ BOGA NA PROROKA I APOSTOŁA. ZACHĘCIŁA ONA GO, ABY ZACZĄŁ DZIELIĆ SIĘ DOBRĄ NOWINĄ Z RODZINĄ I PRZYJACIÓŁMI. Z POCZĄTKU MAHOMET PODZIELIŁ SIĘ SWOIM POWOŁANIEM Z RODZINĄ I BLISKIMI W TAJEMNICY. FAKTYCZNIE PIERWSZYMI, KTÓRZY NAWRÓCILI SIĘ BYLI CZŁONKOWIE JEGO RODZINY.

POWSTAJE OPOZYCJA

WKRÓTCE JEDNAK POSELSTWO JEGO WYCHODZI NA ŚWIATŁO DZIENNE I NATYCHMIAST STAJE SIĘ ON OBIEKTEM KPIN I POŚMIEWISK NIE TYLKO RESZTY SPOŁECZEŃSTWA , LECZ RÓWNIEŻ JEGO WŁASNEJ RODZINY.

SYTUACJA STAŁA SIĘ W PEWNYM MOMENCIE TAK NAPIĘTA, ŻE LUDNOŚĆ MEKKI OBLEGŁA TĄ CZĘŚĆ MIASTA GDZIE MIESZKAŁ MAHOMET. NASTĄPIŁ MOMENT KRYTYCZNY.

SZATAŃSKIE WERSETY

ABY RATOWAĆ SYTUACJĘ I USPOKOIĆ POGAŃSKĄ RODZINĘ I RESZTĘ PLEMIENIA KURAJSZYTÓW, ZDECYDOWAŁ ON, ŻE NAJLEPIEJ BĘDZIE, JEŻELI PRZYZNA, ŻE JEST JAK BARDZIEJ NA MIEJSCU ODDAWAĆ CZEŚĆ I MODLIĆ SIĘ DO TRZECH CÓREK ALLAHA: AL-LAT, AL-UZZA I MANAT.

DOPROWADZIŁO TO DO POWSTANIA TAK ZWANYCH "SZATAŃSKICH WERSETÓW" W KTÓRYCH W MOMENCIE SŁABOŚCI I POD PRZYPUSZCZALNYM WPŁYWEM SZATANA (WEDŁUG WCZESNYCH MUZUŁMAŃSKICH AUTORYTETÓW) MAHOMET PODDAŁ SIĘ POKUSIE UDOBRUCHANIA POGAŃSKIEJ RZESZY W MEKCE (SURA 53: 19). TEMATYCE TEJ JEST POŚWIĘCONA OGROMNA BIBLIOGRAFIA I MOŻNA BY NAPISAĆ KOLEJNY TOM DOTYCZĄCY JEDYNIE TEJ SPRAWIE. KAŻDA PRACA DOTYCZĄCA ISLAMU, MUZUŁMAŃSKA CZY ZACHODNIA JAK RÓWNIEŻ BIOGRAFIE MAHOMETA PORUSZAJĄ JĄ. HISTORIA TYMCZASOWEGO USPOKOJENIA POGAN ZEZWOLENIEM IM NA PRAKTYKI POLITEISTYCZNE NIE MOŻE BYĆ PRZEMILCZANA CZY WRĘCZ ZAPRZECZONA. JEST TO FAKT HISTORYCZNY PODTRZYMYWANY ZARÓWNO PRZEZ WSZYSTKICH ZACHODNICH JAK I MUZUŁMAŃSKICH UCZONYCH. JESTEŚMY PRZY TYM ŚWIADOMI, ŻE ISTNIEJĄ WSPÓŁCZEŚNI APOLOGECI MUZUŁMAŃSCY, KTÓRZY ODRZUCAJĄ HISTORIĘ "SZATAŃSKICH WERSETÓW." JEDNAK CZYNIĄ TO NIE W OPARCIU O FAKTY HISTORYCZNE,LECZ NA PODSTAWIE ZAŁOŻENIA, ŻE MAHOMET BĘDĄC BEZGRZESZNYM NIE MÓGŁBY DOKONAĆ CZEGOŚ TAKIEGO.7

MAHOMET UPOMNIANY

KIEDY UCZNIOWIE MAHOMETA W MEDYNIE USŁYSZELI O JEGO NAWROCIE DO POLITEIZMU, NATYCHMIAST POŚPIESZYLI DO NIEGO Z UPOMNIENIEM I PORADĄ. PÓŹNIEJ MAHOMET BĘDZIE UTRZYMYWAŁ, ŻE SAM GABRIEL PRZYSZEDŁ Z NIEBA SKARCIĆ GO ZA TO, ŻE DAŁ SIĘ SZATANOWI NATCHNĄĆ DO ZGODY NA ŻĄDANIA MEKKAN DO ODDAWANIA BOSKIEJ CZCI CÓRKOM ALLAHA. WKRÓTCE POWRÓCIŁ ON DO SWEGO MONOTEIZMU I STWIERDZIŁ, ŻE ALLACH MA MOC "ANULOWAĆ" SWOJE WCZEŚNIEJSZE OBJAWIENIE.
PO ŚMIERCI MAHOMETA "SZATAŃSKIE WERSETY" NIE ZOSTAŁY WŁĄCZONE DO KORANU. ZOSTAŁY ONE ANULOWANE.8 OCZYWIŚCIE SPRAWIŁO TO NIE KOŃCZĄCE SIĘ SZYDERSTWA. POGAŃSCY MIESZKAŃCY MEKKI ZE SWADĄ WYKAZYWALI, ŻE ALLAH MAHOMETA PO PROSTU NIE MOŻE ZDECYDOWAĆ SIĘ: W JEDNYM MOMENCIE NIE MOGĄ ODDAWAĆ CZCI TRZEM CÓRKOM ALLAHA. PÓŹNIEJ ALLAH POWIEDZIAŁ, ŻE MOGĄ CZCIĆ TRZY CÓRKI. TERAZ ZNOWU MÓWI IM, ŻE NIE MOGĄ CZCIĆ JEGO CÓREK. CZY ALLAH NIE MOŻE ZDECYDOWAĆ SIĘ? POTĘGUJĄCE SIĘ SZYDERSTWO I NASILAJĄCA SIĘ WROGOŚĆ SPRAWIAJĄ, ŻE MAHOMET OPUSZCZA MEKKĘ I UDAJE SIĘ DO TAIFU. NIE ZNAJDUJE TAM JEDNAK POSŁUCHU I DECYDUJE SIĘ NA POWRÓT DO MEKKI. W DRODZE POWROTNEJ DO MEKKI, JAK PODAJE KORAN (SURA 46:29-35 I 72: 1- 18) MAHOMET ZWIASTOWAŁ ISLAM DŻINOM I ZDOŁAŁ NAWRÓCIĆ ICH!
WEDŁUG KORANU, DŻINY TE NASTĘPNIE ZWIASTOWAŁY ISLAM LUDZIOM. STĄD, MĘSKIE I ŻEŃSKIE DUCHY ZAMIESZKUJĄCE DRZEWA, SKAŁY I WODY ARABII DOSTAŁY SIĘ POD PANOWANIE MAHOMETA.9

JEST TO KLASYCZNA FORMA SZAMANIZMU, W KTÓREJ MAHOMET UTRZYMYWAŁ, ŻE WŁADA ON OBECNIE DUCHAMI ZIEMI. PO POWROCIE DO MEKKI OKAZAŁO SIĘ, ŻE WROGIE NASTAWIENIE DO JEGO POSELSTWA JESZCZE SIĘ WZMOGŁO. W SZCZEGÓLNOŚCI PRYM WIEDLI KUPCY, KTÓRZY WIDZIELI ZAGROŻENIE ICH INTERESOM PŁYNĄCE Z PERSPEKTYWY ZMNIEJSZENIA SIĘ PANTEONU BÓSTW W KABBIE ATAKOWANEMU PRZEZ MAHOMETA.

UCIECZKA DO MEDYNY

PONOWNIE ZMUSZONY DO UCIECZKI, MAHOMET ZNAJDUJE PRZYCHYLNE SCHRONIENIE W MEDYNIE. TAM PRZEKONUJE SIĘ ON,ŻE JEGO POGAŃSKA RODZINA NIE WYRZEKNIE SIĘ SWOICH BOŻKÓW NA DRODZE PERSWAZJI. RODZI SIĘ WIĘC IDEA UŻYCIA DO TEGO PRZEMOCY.

PIERWSZA BITWA

ZACZĄŁ ON SPRAWDZAĆ SWOJĄ MOC PROWADZENIA WOJNY WYSYŁAJĄC WPIERW SZEŚCIU SWOICH ZWOLENNIKÓW, KTÓRZY ZAATAKOWALI KARAWANĘ, ZABILI CZŁOWIEKA, UPROWADZILI RESZTĘ DO NIEWOLI I SPLĄDROWALI TOWARY. INCYDENT TEZ ZNANY JEST JAKO "NAPAD NAKHALA." MIAŁ ON MIEJSCE PODCZAS PANUJĄCEGO TRADYCYJNIE W ARABII MIESIĄCA POKOJU I ROZEJMU. SPADŁA NA MAHOMETA NIE KOŃCZĄCA SIĘ KRYTYKA ZA ZŁAMANIE OBOWIĄZUJĄCEGO WSZYSTKICH ZWYCZAJU POKOJU I ROZEJMU NAPADAJĄC NA KARAWANĘ.10

DRUGA BITWA

POZNAWSZY SMAK PLĄDROWANIA I ROZLEWU KRWI ZWOLENNICY MAHOMETA TYM RAZEM POD PRZYWÓDZTWEM SAMEGO PROROKA UDAJĄ SIĘ DO DRUGIEJ BITWY. ODNOSZĄ ONI ZWYCIĘSTWO W BITWIE POD BADR. ODNIESIONY WIELKI SUKCES SPRAWIA, ŻE CORAZ WIĘCEJ ZWOLENNIKÓW CHĘTNYCH JEST UCZESTNICZYĆ W ROZBOJACH, RZEZIACH I PLĄDROWANIU.

MAHOMET OBRACA SIĘ PRZECIW ŻYDOM

W TYM OKRESIE MAHOMET PRZEKONUJE SIĘ, ŻE ŻYDZI NIE PRZYJMĄ JEGO POSELSTWA. MUZUŁMAŃSKI UCZONY ALI DASHTI KOMENTUJE:

PO WYPADZIE W NAKHLA I KOLEJNYCH UDANYCH ATAKACH NA KURAJSZYCKIE I OBCO-PLEMIENNE KARAWANY POZYCJA FINANSOWA MUZUŁMANÓW ULEGŁA WZMOCNIENIU. NAPADY STAŁY SIĘ SPOSOBEM ZDOBYWANIA WŁADZY PRZEZ PROROKA MAHOMETA I JEGO TOWARZYSZY, KTÓRA OSTATECZNIE ROZCIĄGNĘŁA SIĘ NA CAŁĄ ARABIĘ. JEDNAK DECYDUJĄCYM KROKIEM W UZYSKANI DOMINACJI EKONOMICZNEJ I PRESTIŻU BYŁO ZAGARNIĘCIE WŁASNOŚCI MIENIA ŻYDOWSKIEGO W MIEŚCIE JATRIB.11

POCZĄTKOWO MAHOMET STARAŁ SIĘ POZYSKAĆ AKCEPTACJĘ ŻYDÓW DO SWOJEGO PROROCTWA ZWIASTOWANIEM MONOTEIZMU, PRZESTRZEGANIEM ŻYDOWSKIEGO SZABASU, MODLITWY W KIERUNKU JEROZOLIMY, CZĘSTEMU ODWOŁYWANIU SIĘ DO ABRAHAMA I PATRIARCHÓW, ADOPTOWANIU NIEKTÓRYCH ZWYCZAJÓW KULINARNYCH I WYCHWALANIU ICH PISMA.

KIEDY JEDNAK STAŁO SIĘ OCZYWISTYM, ŻE ŻYDOWSCY KUPCY NIE ZAMIERZAJĄ ZOSTAĆ UCZNIAMI MAHOMETA, ZANIECHAŁ ON WSZELKICH ŻYDOWSKICH AKCENTÓW W SWOIM OBRZĄDKU. ZMIENIŁ ON KIERUNEK MODLITWY DO MEKKI, ZAMIAST ŻYDOWSKIEGO SZABASU PRZYJĄŁ ON POGAŃSKI SABAT PIĄTKOWY. PONOWNIE PRZYJĄŁ ON POGAŃSKIE ZWYCZAJE, W KTÓRYCH WZRASTAŁ WYCHOWYWANY PRZEZ RODZINĘ. NIE NA TYM JEDNAK KONIEC. W TYM TO CZASIE ZACZĄŁ ON RÓWNIEŻ ZABIJAĆ ŻYDÓW. Z POCZĄTKU WYSYŁAŁ ON ZABÓJCÓW Z POLECENIEM ZAMORDOWANIA INDYWIDUALNEJ OSOBY. PÓŹNIEJ ZACZĄŁ ATAKOWAĆ CAŁE ŻYDOWSKIE OSADY. U PODŁOŻA ATAKÓW NA ŻYDÓW BYŁY PRZYCZYNY ZARÓWNO FINANSOWE JAK I RELIGIJNE. NIEKTÓRE Z OSAD ŻYDOWSKICH BYŁY OŚRODKAMI HANDLU ZŁOTEM I SREBREM. ZDOBYCIE ICH OZNACZAŁO NATYCHMIASTOWE WZBOGACENIE SIĘ.

ENCYKLOPEDIA BRITANNICA INFORMUJE:

KIEDY ODKRYŁ ON ICH MILITARNĄ NIEKOMPETENCJĘ, NIE MÓGŁ POWSTRZYMAĆ SIĘ POKUSIE ZAWŁADNIĘCIA ICH DOBRAMI. ATAK I SPLĄDROWANIE KWITNĄCEGO OSIEDLA ŻYDOWSKIEGO KHAIBARU WYDAJE SIĘ ZASPOKOIĆ APETYT JEGO NIEZADOWOLONYCH ZWOLENNIKÓW.12

PIERWSZA PORAŻKA

OSTATECZNIE MEKKAŃCZYCY ZDECYDOWALI ROZPRAWIĆ SIĘ Z ZAGROŻENIEM, JAKIE STWARZAŁ MAHOMET. W ROKU 622 JEGO BANDA ZOSTAJE ZAATAKOWANA PRZEZ DUŻĄ ARMIĘ. MIMO PRZEPOWIADANIA ZWYCIĘSTWA MAHOMET ODNOSI SROMOTNĄ PORAŻKĘ. DOSTAJE CIOS SZABLĄ PRZEZ TWARZ, TRACI ZĘBY I CUDEM UCHODZI Z ŻYCIEM. JEST TO DOTKLIWA PRZEGRANA ZARÓWNO DLA NIEGO JAK I JEGO ZWOLENNIKÓW. NIEKTÓRZY Z NICH PORZUCAJĄ GO NA SKUTEK PORAŻKI. CZUJĄ SIĘ OSZUKANI, MAJĄC OBIECANE POWAŻNE UDZIAŁY W ŁUPACH PO CHWALEBNYM ZWYCIĘSTWIE, KTÓRE NIGDY NIE NASTĄPIŁO. ZAMIAST NIEGO BYŁA UCIECZKA Z CIĘŻKO RANNYM PRZYWÓDCĄ "PROROKIEM."

DLACZEGO MEKKAŃCZYCY OSZCZĘDZILI MAHOMETA I JEGO ZWOLENNIKÓW POZOSTANIE ZAGADKĄ. WYDAJE SIĘ, ŻE ZADOWOLILI ONI SWOJE POCZUCIE ARABSKIEJ ZEMSTY I WRÓCILI SIĘ DO SWYCH MIAST POZOSTAWIAJĄC MAHOMETA W SPOKOJU.

ŻYDOWSKIE OSADY

PONOWNIE ZWRACA MAHOMET SWOJĄ UWAGĘ NA ŻYDÓW, KTÓRZY STANOWIĄ ŁATWIEJSZY CEL NIŻ MEKKAŃCZYCY. ROZPOCZYNA SIĘ MORDOWANIE ŻYDÓW I RABOWANIE ICH MIENIA. KIEDY JEDNO Z MIASTECZEK ŻYDOWSKICH PODDAŁO SIĘ 700 DO 1000 MĘŻCZYZN ZOSTAŁO ŚCIĘTYCH JEDNEGO DNIA PODCZAS GDY KOBIETY I DZIECI ZOSTAŁY SPRZEDANE W NIEWOLĘ A ICH MIENIE ZRABOWANE. FAKT TEN JEST POTWIERDZONY ZARÓWNO PRZEZ MUZUŁMAŃSKICH JAK I ZACHODNICH HISTORYKÓW.13

TRIUMF NAD MEKKĄ

WZMOCNIWSZY ZNACZNIE SWOJE SIŁY MAHOMET PONOWNIE KIERUJE SWOJĄ UWAGĘ NA MEKKĘ. ZAWIERA Z WŁADZAMI MIASTA ROZEJM DZIESIĘCIOLETNI. DZIĘKI WARUNKOM ROZEJMU MOŻE ON UDAWAĆ SIĘ DO MEKKI JAKO PIELGRZYM W DRODZE DO KABBY. WYKORZYSTUJE ON TĄ OKAZJĘ BY NA NOWO ROZGŁASZAĆ SWOJE NAUKI, TYM RAZEM BEZ UŻYCIA SIŁY.

NIECAŁY ROK PÓŹNIEJ ŁAMIE ON ROZEJM I MAJĄC ZA SOBĄ TYSIĄCE ZWOLENNIKÓW ZMUSZA WŁADZE MEKKI DO PODDANIA SIĘ POD JEGO PRZYWÓDZTWO. STAJE SIĘ W TEN SPOSÓB MAHOMET NIEKWESTIONOWANYM PRZYWÓDCĄ RELIGIJNYM. UPRZĄTNĄŁ Z KABBY WSZYSTKIE BOŻKI. UCIEKAJĄC SIĘ DO PRZEMOCY ZABRONIŁ PRAKTYK BAŁWOCHWALCZYCH. NIEJEDNA Z ZABITYCH OSÓB PADŁA W TEN SPOSÓB OFIARĄ JEGO OSOBISTEJ WENDETY. NA PRZYKŁAD JEDNA Z POETEK W SWOIM WIERSZU OŚMIESZYŁA MAHOMETA WYKAZUJĄC, ŻE NIEKTÓRE FRAGMENTY KORANU ZOSTAŁY SKRADZIONE Z POEZJI JEJ OJCA. ZOSTAŁA ZA TO ZAMORDOWANA WRAZ ZE SWOIM DZIECKIEM. ODPIERAJĄC ZARZUTY OBURZONYCH MORDERSTWEM MEDYŃCZYKÓW MAHOMET POWIEDZIAŁ, WSKAZUJĄC NA MORDERCĘ: "KTO Z WAS CHCE ZOBACZYĆ CZŁOWIEKA, KTÓREMU ALLAH I JEGO WYSŁANNIK UDZIELIŁ SWEGO POPARCIA, NIECH SPOJRZY NA OMARA IBN-ADŻIDŻI."14 MAHOMET ODNIÓSŁ W TYM MOMENCIE HISTORYCZNYM NIEWYOBRAŻALNY SUKCES. JAKO NIEKWESTIONOWANY PRZYWÓDCA I POTENTAT MEKKI I JEJ RELIGIJNEGO CENTRUM ZNAJDUJE ON UZNANIE WŚRÓD ARABSKICH PLEMION, KTÓRE ZACZYNAJĄ PRZYBYWAĆ DO NIEGO ZE WSZYSTKICH STRON.

ŻYCIE OSOBISTE MAHOMETA

JEGO ŻYCIE OSOBISTE CECHOWAŁY DWIE SŁABOŚCI. PIERWSZĄ Z NICH BYŁA CHCIWOŚĆ. RABUJĄC KARAWANY I ŻYDOWSKIE OSIEDLA ZGROMADZIŁ ON OLBRZYMI MAJĄTEK DLA SIEBIE, SWOJEJ RODZINY I PLEMIENIA.

JEGO DRUGĄ SŁABOŚCIĄ BYŁY KOBIETY. POMIMO TEGO, ŻE W KORANIE OGRANICZYŁ SWOICH WYZNAWCÓW DO NIE WIĘCEJ NIŻ CZTERECH ŻON, SAM POSIADAŁ ZNACZNIE WIĘCEJ ŻON I KONKUBIN.

KWESTIA ILOŚCI KOBIET, Z KTÓRYMI MAHOMET UTRZYMYWAŁ STOSUNKI ZARÓWNO ŻON, KONKUBIN I INNYCH ODDANYCH MU WIELBICIELEK BYŁA WYPOMINANA MU PRZEZ ŻYDÓW. ALI DASHTI KOMENTUJE:

WSZYSTKIE KOMENTARZE SĄ ZGODNE, ŻE WERSET 57 CZWARTEJ SURY AL-NISA ZOSTAŁ ZESŁANY PO TYM, JAK ŻYDZI KRYTYKOWALI APETYT MAHOMETA NA KOBIETY, ZARZUCAJĄC MU, ŻE NIE MA NIC INNEGO DO ZAJĘCIA, JAK TYLKO POJMOWAĆ ŻONY.15

ODKĄD POLIGAMIA BYŁA PRAKTYKOWANA W OKRESIE STAROTESTAMENTOWYM PRZEZ PATRIARCHÓW TAKICH JAK ABRAHAM, SAM FAKT, ŻE MAHOMET MIAŁ WIĘCEJ NIŻ JEDNĄ ŻONĘ NIE STANOWI SAM W SOBIE DOWODU, ŻE NIE BYŁ ON PROROKIEM. JEDNAK FAKT TEN RZUCA SNOP ŚWIATŁA NA SYLWETKĘ MAHOMETA JAKO CZŁOWIEKA. DODATKOWO STANOWI ON LOGICZNY PROBLEM DLA MUZUŁMANÓW. PONIEWAŻ KORAN W WERSECIE TRZECIM CZWARTEJ SURY ZABRANIA POSIADANIA WIĘCEJ NIŻ CZTERECH ŻON, POJĘCIE WIĘKSZEJ LICZBY ŻON PRZEZ MAHOMETA BYŁO BY GRZECHEM. TAK OTO Z PROBLEMEM TYM RADZĄ SOBIE NIEKTÓRZY APOLOGECI MUZUŁMAŃSCY:

MAHOMET BYŁ BEZGRZESZNY. KORAN NAZYWA GRZECHEM POSIADANIE WIĘCEJ NIŻ CZTERY ŻONY, STĄD MAHOMET NIE MÓGŁ MIEĆ WIĘCEJ NIŻ CZTERY ŻONY. DLACZEGO? DLATEGO, ŻE MAHOMET BYŁ BEZGRZESZNY.

PRÓBOWAŁEM ZWRÓCIĆ UWAGĘ, ŻE KWESTIA ILOŚCI ŻON MAHOMETA POWINNA BYĆ USTALONA WEDŁUG KRYTERIÓW HISTORYCZNYCH A NIE NA PODSTAWIE ŚLEPEJ WIARY.

MUZUŁMAŃSKI UCZONY I DYPLOMATA ALI DASHTI PODAJE NASTĘPUJĄCĄ LISTĘ KOBIET W ŻYCIU MAHOMETA:

1. CHADZIŻA
2. SAUDA
3. AISZA
4. OMM SULMA
5. HAFSA
6. ZAJNAB (Z DŻASZ)
7. DŻOŁAJRIJA
8. OMM HABIBA
9. SAFIJA
10. MAJMUNA (Z HARET)
11. FATEMA
12. HEND
13. ASMA (Z SABY)
14. ZAJNAB (Z KOZAJMA)
15. HABLA
16. ASMA (Z NORMAN)
17. MARIA (CHRZEŚCIJANKA)
18. RAJANA
19. OM SZARIK
20. MAJMUNA
21. ZAJNAB (TRZECIA)
22 KHAWLA

NALEŻY PRZY TEJ OKAZJI WSPOMNIEĆ, ŻE PIERWSZYCH SZESNAŚCIE IMION NA LIŚCIE TO ŻONY. NUMERY 17 I 18 TO KONKUBINY. OSTATNIE CZTERY NIE BYŁY ANI ŻONAMI ANI KONKUBINAMI, LECZ ODDANYMI WIELBICIELKAMI ODDAJĄCYMI SIĘ PRAGNIENIOM MAHOMETA.

ZAJNAB Z DŻASZ BYŁA PIERWOTNIE ŻONĄ PRZYBRANEGO SYNA MAHOMETA. FAKT JEJ POJĘCIA PRZEZ MAHOMETA BYŁ DLA WIELU Z OTOCZENIA PROROKA PROBLEMEM.

AISZA MIAŁA TYLKO OSIEM ALBO DZIEWIĘĆ LAT, GDY ZNALAZŁA SIĘ W OBJĘCIACH MAHOMETA. TA STRONA POPĘDU MAHOMETA JEST SZCZEGÓLNIE BULWERSUJĄCA DLA LUDZI ZACHODU. PODCZAS GDY W KRAJACH ISLAMSKICH OŚMIOLETNIA DZIEWCZYNKA MOŻE ZOSTAĆ WYDANA ZA DOROSŁEGO MĘŻCZYZNĘ, WIĘKSZOŚĆ LUDZI NA ZACHODZIE WZDRYGA SIĘ NA MYŚL O WYDAWANIU OŚMIOLETNIEGO DZIECKA W MAŁŻEŃSTWO KOMUKOLWIEK. TA STRONA ŻYCIA MAHOMETA CZĘSTO POMIJANA JEST PRZEZ WSPÓŁCZESNYCH BADACZY, KTÓRZY ZNOWU PRAGNĄ OSZCZĘDZIĆ MUZUŁMANOM WSTYDU I RANIĆ ICH UCZUCIA. JEDNAK HISTORII NIE DA SIĘ PRZEPISAĆ, ABY UNIKNĄĆ KONFRONTACJI Z FAKTEM, ŻE MAHOMET POSIADAŁ NIENATURALNE POŻĄDANIA WOBEC MAŁYCH DZIEWCZYNEK.

NA KONIEC, MARIA, - KOPTYJSKA CHRZEŚCIJANKA - ODMÓWIŁA POŚLUBIENIA MAHOMETA, ZACHOWUJĄC WIARĘ CHRZEŚCIJAŃSKĄ. ODWAŻNIE WYBRAŁA POZOSTANIE NIEWOLNICĄ, A NIE MUZUŁMANKĄ.

SPRAWA KOBIET W ŻYCIU MAHOMETA JEST TAK DOKŁADNIE UDOKUMENTOWANA I WIELOKROTNIE PRZEDSTAWIONA PRZEZ BADACZY, ŻE JEDYNIE ZAMKNIĘTA, POKRĘTNA ARGUMENTACJA ICH NIE DOPUSZCZA DO WIADOMOŚCI.

ŚMIERĆ MAHOMETA

JEŚLI CHODZI O SAMĄ ŚMIERĆ MAHOMETA W ROKU 632 JEST WOKÓŁ NIEJ NIECO ZAMIESZANIA.
TRADYCYJNY POGLĄD GŁOSI, ŻE ZOSTAŁ ON OTRUTY PRZEZ ŻYDÓWKĘ, KTÓREJ RODZINA ZOSTAŁA WYMORDOWANA W JEDNYM Z POGROMÓW MAHOMETA PRZECIW ŻYDOM. JEDNAK INCYDENT OTRUCIA MÓGŁ MIEĆ MIEJSCE OD DWÓCH DO TRZECH LAT PRZED FAKTYCZNĄ ŚMIERCIĄ, TRUDNO UWIERZYĆ, ŻE OTRUCIE BYŁO PRZYCZYNĄ ZGONU. JEST RÓWNIE SZCZEGÓLNE, JAK ZAUWAŻAJĄ WCZEŚNI BIOGRAFOWIE MAHOMETA, ŻE NIE MIAŁ ON ŻADNEGO PRZECZUCIA ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ ŚMIERCI. NIE POCZYNIŁ ON ŻADNYCH KROKÓW ABY WSKAZAĆ NA NASTĘPCĘ PO SOBIE. NIE POZOSTAWIŁ PO SOBIE JAKIEJKOLWIEK STRUKTURY RZĄDÓW SPRAWOWANYCH NA WYPADEK JEGO ŚMIERCI. RÓWNIEŻ NIE ZEBRAŁ ANI ZŁOŻYŁ RAZEM SWOICH RÓŻNYCH OBJAWIEŃ, KTÓRE DZISIAJ STANOWIĄ KORAN. JEGO ŚMIERĆ BYŁA NAGŁA I NIE ZOSTAWIŁA MU CZASU ZAKOŃCZYĆ SWOJE SPRAWY. PONIEWAŻ MAHOMET NIE POZOSTAWIŁ ŻADNYCH INSTRUKCJI JAK POSTĘPOWAĆ PO JEGO ŚMIERCI, WKRÓTCE ISLAM PODZIELIŁ SIĘ NA RÓŻNE ZWALCZAJĄCE SIĘ SEKTY TAKIE JAK SZYICI I SUNNICI.

KONKLUZJA

ZADZIWIAJĄCY GENIUSZ I STANOWCZA OSOBOWOŚĆ MAHOMETA UMOŻLIWIŁY MU Z MAŁO ZNANEGO POGAŃSKIEGO KULTU KSIĘŻYCOWEGO BOŻKA ALLAHA UCZYNIĆ DRUGĄ CO DO WIELKOŚCI RELIGIĘ ŚWIATA!


MAHOMET A JEZUS CHRYSTUS

ISLAM UTRZYMUJE, ŻE MAHOMET I JEZUS Z NAZARETU BYLI MUZUŁMANAMI I PROROKAMI WYSŁANYMI PRZEZ ALLAHA, STĄD OBYDWAJ WIELCY PROROCY MUSZĄ BYĆ ZGODNI I NIE MOGĄ PRZECZYĆ SOBIE. W KOŃCU JEŚLI TEN SAM ALLAH WYSŁAŁ OBYDWU, LOGIKA NAKAZUJE, ŻE ICH POSELSTWO I MISJA NIE MOŻE W ZASADZIE PRZECZYĆ JEDNA DRUGIEJ. W PRZECIWNYM RAZIE ALLAH PRZECZYŁBY SAMEMU SOBIE! OCZYWIŚCIE ZAŁOŻENIE TO PRZYJMOWANE JEST PRZEZ ORTODOKSYJNYCH MUZUŁMANÓW JAK O PODSTAWA WIARY NIE PODLEGAJĄCA KWESTIONOWANIU.

JEDNAK LUDZIE ZACHODU NIE MOGĄ SOBIE POZWOLIĆ NA BEZKRYTYCZNE PRZYJĘCIE TAKIEGO ZAŁOŻENIA NIE DOKONAWSZY NAJPIERW PORÓWNANIA SŁUŻBY I POSELSTWA OBYDWU TYCH MĘŻÓW, ABY PRZEKONAĆ SIĘ, CZY FAKTYCZNIE ZGADZAJĄ SIĘ ONE WE WSZYSTKIM.

JAK TO ZROBIĆ

ALE JAK TEGO DOKONAĆ? KAŻDY ZGODZI SIĘ, ŻE ŻYCIE MAHOMETA MOŻE ZOSTAĆ ZREKONSTRUOWANE NA PODSTAWIE KORANU. ALE CO W PRZYPADKU JEZUSA Z NAZARETU? NIEKTÓRZY MUZUŁMANIE PRÓBUJĄ UDAREMNIĆ JAKIEKOLWIEK PORÓWNANIE BIBLIJNEGO JEZUSA Z KORANICZNYM MAHOMETEM, UTRZYMUJĄC, ŻE BIBLIA JEST BEZNADZIEJNIE SFAŁSZOWANA I JEZUS Z NOWEGO TESTAMENTU NIE JEST PRAWDZIWYM JEZUSEM. JEDNAK STRATEGIA TA KOMPLIKUJE ZNACZNIE ICH POZYCJĘ. PONIEWAŻ KORAN CZERPIE INFORMACJE O JEZUSIE Z NOWOTESTAMENTOWYCH EWANGELII (NP JEGO NARODZINY Z DZIEWICY), JEŚLI SĄ ONE FAŁSZYWE, FAŁSZYWYM JEST TAKŻE I KORAN. WYSIŁKI WSPÓŁCZESNYCH MUZUŁMANÓW ZMIERZAJĄCE DO OGRANICZENIA NASZEJ WIEDZY O JEZUSIE DO INFORMACJI Z KORANU ODZWIERCIEDLA PONOWNIE ICH ZAMKNIĘTE KOLISTE ROZUMOWANIE.

ODZWIERCIEDLA JE PONIŻSZA PRZYJAZNA ROZMOWA Z MUZUŁMAŃSKIM STUDENTEM:

MUZUŁMANIN: KORAN JEST PRAWDZIWY WE WSZYSTKIM.
nie-muzułmanin: Ale zaprzecza biblijnemu Jezusowi.
M.: W TAKIM RAZIE BIBLIA JEST FAŁSZYWA.
N-M.: SKĄD WIESZ, ŻE BIBLIA JEST FAŁSZYWA? CZY MASZ NA TO JAKIŚ DOWÓD NA PIŚMIE?
M.: NIE POTRZEBUJĘ DOWODU NA PIŚMIE, BO WIEM, ŻE BIBLIA JEST FAŁSZYWA.
N-M.: ALE SKĄD O TYM WIESZ?
M.: KORAN JEST PRAWDZIWY WE WSZYSTKIM

INNE PODEJŚCIE

MOŻE NAJLEPSZYM SPOSOBEM ROZWIĄZANIA TEJ KWESTII BĘDZIE ODSUNIĘCIE WSZELKICH WCZEŚNIEJSZYCH ZAŁOŻEŃ CO DO INSPIRACJI BIBLII I KORANU I PO PROSTU PORÓWNANIE ICH JAKO DWÓCH DOKUMENTÓW PIŚMIENNICZYCH. TAKIE PODEJŚCIE DO TEKSTÓW POZWOLI ZACHOWAĆ NA OBIEKTYWNOŚĆ PORÓWNUJĄC ŻYCIE JEZUSA I ŻYCIE MAHOMETA.

PODSTAWOWE DOKUMENTY

LITERACKIE PORÓWNANIE JAKIE PRZEPROWADZIMY, BĘDZIE OGRANICZONE WYŁĄCZNIE DO TEKSTÓW ZAŁOŻYCIELSKICH OBYDWU RELIGII. ŻYCIE MAHOMETA BĘDZIE WIDOCZNE JEDYNIE W ŚWIETLE KORANU, PODOBNIE JAK ŻYCIE JEZUSA BĘDZIE POCHODZIĆ Z NOWEGO TESTAMENTU. W TEN SPOSÓB ZACHOWANA BĘDZIE BEZSTRONNOŚĆ I UCZCIWOŚĆ. NIE BĘDZIEMY POSŁUGIWAĆ SIĘ PÓŹNIEJSZYMI LEGENDAMI O MAHOMECIE, KTÓRE ZA WSZELKĄ CENĘ USIŁUJĄ WYNIEŚĆ ŻYCIE MAHOMETA PONAD PRZECIĘTNOŚĆ PRZYPISUJĄC MU CUDOWNE ELEMENTY. Z RACJI OGRANICZONEGO MIEJSCA PRZEDSTAWIMY TYLKO SKRÓCONY PRZEGLĄD PORÓWNANIA JEZUSA I MAHOMETA.

CZYTELNIK ZAINTERESOWANY POGŁĘBIENIEM WIEDZY W TEMACIE ZNAJDZIE W KSIĄŻCE ALFREDA GUILLAUMA PT THE TRADITIONS OF ISLAM WYCZERPUJĄCE ŹRÓDŁO INFORMACJI.

PROROCTWA

PO PIERWSZE, NARODZINY, ŻYCIE I ŚMIERĆ JEZUSA BYŁY JASNO PRZEPOWIEDZIANE W STARYM TESTAMENCIE WEDŁUG TEGO CO MÓWI NOWY TESTAMENT. WYSTARCZY PARĘ PRZYKŁADÓW. MICHEASZ 5:2 PODAJE NAM NAZWĘ MIASTECZKA, W KTÓRYM NARODZI SIĘ MESJASZ. W DNIU ŚMIERCI CHRYSTUSA CO NAJMNIEJ 33 STAROTESTAMENTOWE PROROCTWA WYPEŁNIŁY SIĘ. PRZYJŚCIE CHRYSTUSA BYŁO ZAPOWIEDZIANE PRZEZ JANA CHRZCICIELA W MOCY I DUCHU ELIASZA, WEDŁUG PROROCTWA IZAJASZA 40 I MALACHIASZA 4.

JAKŻE ODMIENNIE WYGLĄDA PRZYJŚCIE NA ŚWIAT MAHOMETA. NIE PRZEPOWIEDZIANY PRZEZ POGAŃSKICH WRÓŻBITÓW, STARY TESTAMENT ANI NOWOTESTAMENTOWYCH APOSTOŁÓW. JAK BARDZO TO WAŻNY PROBLEM DLA MUZUŁMANÓW DOWODZI JAK WIELU Z NICH USIŁUJE WYNALEŹĆ JAKĄŚ BIBLIJNĄ ZAPOWIEDŹ NADEJŚCIA MAHOMETA. NIEKTÓRE Z TYCH PRÓB SĄ TAK ŻENUJĄCE, ŻE WYSTARCZY TYLKO JE WSPOMNIEĆ. NA PRZYKŁAD JEDEN Z AMERYKAŃSKICH CZARNYCH MUZUŁMANÓW USIŁOWAŁ PRZEKONAĆ, ŻE SŁOWO "AMEN" W BIBLII OZNACZA "AHMED" CZYLI MAHOMET! INNA PRÓŻNA PRÓBA MUZUŁMANÓW PRZEKONANIA, ŻE JEZUS OBIECUJĄC ZESŁANIE POCIESZYCIELA W EW. JANA 14, 15 I 16 ZAPOWIADA NADEJŚCIE MAHOMETA, UPADA W GRUZY GDY W JANA 14:26 POCIESZYCIEL JEST ZIDENTYFIKOWANY JAKO DUCH ŚWIĘTY, KTÓREGO OJCIEC ZEŚLE W IMIENIU JEZUSA CHRYSTUSA.

INNE FRAGMENTY BIBLIJNE SĄ PRZYTACZANE OD CZASU DO CZASU PRZEZ MUZUŁMAŃSKICH APOLOGETÓW Z POMINIĘCIEM KONTEKSTU I ZNACZENIA ORYGINALNYCH JĘZYKÓW. WSZYSTKIE ONE ZOSTAŁY ODPARTE PRZEZ ZACHODNICH UCZONYCH.16

MAHOMET NIGDY NIE UTRZYMYWAŁ, ŻE JEST DUCHEM ŚWIĘTYM, KTÓRY PRZYSZEDŁ W IMIENIU JEZUSA CHRYSTUSA. STĄD WIDZIMY, ŻE O ILE PRZYJŚCIE CHRYSTUSA ZOSTAŁO ZAPOWIEDZIANE SZEREGIEM PROROCTW, PRZYJŚCIE MAHOMETA NIE ZOSTAŁO PRZEZ NIKOGO ZAPOWIEDZIANE.

NARODZINY

URODZINY JEZUSA CHRYSTUSA BYŁY CUDOWNE STĄD, ŻE POCZĄŁ SIĘ ON Z DUCHA ŚWIĘTEGO W ŁONIE DZIEWICY MARII. KORAN I ORTODOKSYJNY ISLAM PRZYJMUJĄ DZIEWICZE NARODZINY JEZUSA. JEDYNIE OBECNIE MOŻNA ZNALEŹĆ NIEWIELKIE HERETYCKIE UGRUPOWANIA MUZUŁMAŃSKIE, KTÓRE ODRZUCAJĄ I OŚMIESZAJĄ DOKTRYNĘ O DZIEWICZYM NARODZENIU JEZUSA. CZYNIĄ TO ONI Z REAKCJI NA FAKT, ŻE Z NARODZINAMI MAHOMETA NIE WIĄŻE SIĘ NIC SZCZEGÓLNEGO. POJAWIŁ SIĘ ON NA SKUTEK NATURALNEGO STOSUNKU PŁCIOWEGO MIĘDZY JEGO OJCEM A MATKĄ.

BEZGRZESZNOŚĆ

NA PODSTAWIE NOWEGO TESTAMENTU, JEZUS CHRYSTUS ŻYŁ DOSKONAŁYM I BEZGRZESZNYM ŻYCIEM (II KORYNTIAN 5: 21). KIEDY JEGO NIEPRZYJACIELE OSKARŻALI CHRYSTUSA PRZED PIŁATEM I HERODEM, ZMUSZENI BYLI WYMYŚLAĆ OSKARŻENIA, GDYŻ NIE MOGLI MU NIC ZARZUCIĆ.

KIEDY JEDNAK PRZYJRZYMY SIĘ MAHOMETOWI, WIDZIMY, ŻE BYŁ ON NORMALNYM CZŁOWIEKIEM BORYKAJĄCYM SIĘ Z TYMI SAMYMI GRZECHAMI JAKI OTACZAJĄ NAS. KŁAMAŁ ON, OSZUKIWAŁ, POŻĄDAŁ, NIE DOTRZYMYWAŁ SŁOWA, ITD. NIE BYŁ ANI DOSKONAŁYM ANI BEZGRZESZNYM.

GRZESZNY MAHOMET?!

PO WYKŁADZIE NA TEMAT ISLAMU W UNIWERSYTECIE TEKSASU W AUSTIN W ROKU 1991, ZOSTAŁO POSTAWIONE PRZEDE MNĄ WYZWANIE UDOWODNIENIA GRZESZNOŚCI MAHOMETA PRZEZ MUZUŁMAŃSKICH STUDENTÓW. PIERWSZĄ MOJĄ ODPOWIEDZIĄ BYŁO TO, ŻE CIĘŻAR DOWODU SPOCZYWA NIE NA MNIE, LECZ NA NICH. ZAPYTAŁEM WIĘC, "GDZIE W KORANIE MAMY NAPISANE, ŻE MAHOMET BYŁ BEZGRZESZNY?" NIE BYLI W STANIE WSKAZAĆ NA NAJMNIEJSZY FRAGMENT, KTÓRY BY TO SUGEROWAŁ NIE MÓWIĄC JUŻ BY TAK UCZYŁ. ŻĄDALI ONI Z KOLEI ABYM POKAZAŁ GDZIE W KORANIE JEST NAPISANE, ŻE MAHOMET BYŁ GRZESZNIKIEM. ODPOWIEDZIAŁEM NA WYZWANIE CYTUJĄC SZEREG FRAGMENTÓW KORANU, KTÓRE KAŻDY UCZCIWY CZYTELNIK PRZYZNA, ŻE MÓWIĄ O GRZESZNOŚCI MAHOMETA.





KORANICZNY MAHOMET

W SURZE 18: 111 I INNYCH MIEJSCACH, MAHOMET JEST UPOMNIANY PRZEZ ALLAHA:

POWIEDZ: JAM JEST CZŁOWIEKIEM TAK JAK I WY.

NIGDZIE W KORANIE NIE JEST NAPISANE, ŻE MAHOMET BYŁ BEZGRZESZNYM CZŁOWIEKIEM. ZAMIAST TEGO, ALLAH MÓWI MAHOMETOWI, ŻE JEST ON TAKIM SAMYM JAK WSZYSCY CZŁOWIEKIEM. CI Z MUZUŁMANÓW, KTÓRZY UTRZYMUJĄ, ŻE MAHOMET BYŁ BEZGRZESZNY, PRZEOCZYLI SURĘ 40: 55, W KTÓREJ ALLAH NAKAZUJE MAHOMETOWI POKUTOWAĆ Z GRZECHÓW!

W TŁUMACZENIU MAHOMETA PICKTHAL'A SURA 40:55 BRZMI:

PROŚ PRZEBACZENIA TWYCH GRZECHÓW.

JEDYNYM WYJŚCIEM Z Z TEJ SYTUACJI JEST STWIERDZENIE, ŻE ALLAH NIE MIAŁ RACJI MÓWIĄC MAHOMETOWI, ABY PROSIŁ O PRZEBACZENIE, JAK ŻE NIE BYŁO NICZEGO DO WYBACZENIA!

TŁUMACZENIE PICKTHALA SURY 48: 1, 2 STWIERDZA:

ZAPRAWDĘ, MY DALIŚMY CI (O MAHOMECIE!) ZNAK ZWYCIĘSTWA, ABY ALLAH DAŁ CI ODPUSZCZENIE TWOICH GRZECHÓW, TYCH Z PRZESZŁOŚCI I TYCH PRZYSZŁYCH I ŻEBY DOPEŁNIŁ ON SWEJ ŁASKI WOBEC CIEBIE, I POPROWADZIŁ CIĘ NA WŁAŚCIWĄ DROGĘ.

NIE TYLKO ZOSTAŁ MAHOMET WEZWANY DO POKUTY ZE SWOICH GRZECHÓW ALE RÓWNIEŻ PRZYPOMNIANO MU O JEGO PRZESZŁYCH GRZECHACH, KTÓRE ALLAH WYBACZYŁ, JAK I O PRZYSZŁYCH, ZA KTÓRE BĘDZIE POTRZEBOWAŁ PRZEBACZENIA! NA PODSTAWIE KORANU MAHOMET NIE BYŁ BEZGRZESZNYM CZŁOWIEKIEM. BYŁ PO PROSTU JESZCZE JEDNYM NĘDZNYM GRZESZNIKIEM POTRZEBUJĄCYM PRZEBACZENIA I ODKUPIENIA.

CUDA

W CZASIE SWEGO ŻYCIA JEZUS DOKONAŁ WIELU WSPANIAŁYCH CUDÓW. UZDRAWIAŁ ON CHORYCH, WSKRZESZAŁ ZMARŁYCH, WYGANIAŁ DEMONY, A NAWET UCISZYŁ WIATR I BURZĘ. ALE WEDŁUG KORANU W LICZNYCH MIEJSCACH TAKICH JAK SURA 17: 91- 95 MAHOMET NIE DOKONAŁ ŻADNEGO CUDU. JEDYNY ZNAK, JAKI POTRAFIŁ WSKAZAĆ MAHOMET TO ISTNIENIE JEGO OBJAWIEŃ, SUR, Z KTÓRYCH SKŁADA SIĘ KORAN (SURA 29: 47- 51).

ZAUWAŻA ALFRED GUILLAUME:

ZATARG Z CHRZEŚCIJANAMI ODNOŚNIE RYWALIZUJĄCYCH ZASŁUG JEZUSA I MAHOMETA, MOŻE Z POWODZENIEM BYĆ UZNANY ZA PRZYCZYNĘ POWSTANIA RZEKOMYCH CUDÓW, WBREW JEDNOZNACZNYM STWIERDZENIOM MAHOMETA ORAZ WIELU JEGO BEZPOŚREDNICH NASTĘPCÓW, CO DO TEGO, ŻE NIE ZOSTAŁ ON POSŁANY Z MOCĄ CZYNIENIA CUDÓW. TO, CZY CELEM TYCH, KTÓRZY PRZYPISYWAĆ ZACZĘLI CUDA MAHOMETOWI BYŁO PODNIESIENIE GO DO RANGI JEZUSA W OCZACH JEGO SŁUG, CZY TEŻ ZAOPATRZENIE SIĘ I SWOICH UCZNIÓW W POSŁAŃCA BOŻEGO, KTÓRY ZA DOŚĆ CZYNIŁBY PRAGNIENIOM LUDZKIEGO SERCA DOŚWIADCZANIA NIEZWYKŁYCH ZJAWISK MANIFESTACJI MOCY BOŻEJ NIE JEST PRZEDMIOTEM NASZYCH DOCIEKAŃ. JEST WIELE RACJONALNYCH POWODÓW, PODANYCH TUTAJ, DLA KTÓRYCH Z PRZEKONANIEM MOŻNA UTRZYMYWAĆ, ŻE MIAŁA MIEJSCE PRZEMYŚLANA IMITACJA, JAKO ŻE ASABU-L-HADITH NIE COFAJĄ SIĘ PRZED PRZYPISYWANIEM CUDÓW CHRYSTUSA SWOJEMU PROROKOWI. JEGO SŁOWA ORAZ SŁOWA JEGO APOSTOŁÓW W NIESKRĘPOWANY SPOSÓB WKŁADANE SĄ W USTA MAHOMETA.17

MAHOMET NIE DOKONAŁ ŻADNEGO CUDU. NIE UZDROWIŁ CHOREGO, WSKRZESIŁ ZMARŁEGO, WYPĘDZIŁ DEMONA, NIE MIAŁ WŁADZY NAD WIATREM I BURZĄ. NIE POSIADAŁ WIĘCEJ MOCY NIŻ KAŻDY NORMALNY CZŁOWIEK.
KOMENTUJE ALI DASHTI:

MUZUŁMANIE WESPÓŁ Z INNYMI, ZLEKCEWAŻYLI FAKTY HISTORYCZNE. NIE USTAJĄ W DĄŻENIACH, ABY Z TEGO CZŁOWIEKA (MAHOMETA) UCZYNIĆ NADLUDZKĄ ISTOTĘ, NA KSZTAŁT BOGA W LUDZKIM PRZEBRANIU, IGNORUJĄC LICZNE DOWODY JEGO CZŁOWIECZEŃSTWA. SĄ GOTOWI PRZEDSTAWIAĆ SWOJE FANTAZJE JAKO CUDA.18

WIELU IRAŃCZYKÓW WYCHOWANYCH NA DIECIE LEGEND JEST GOTOWYCH WIERZYĆ, ŻE KAŻDA EMAMZADA, JAKIEGOKOLWIEK POCHODZENIA, MOŻE W KAŻDEJ CHWILI DOKONAĆ CUDU. GDYBY JEDNAK ZADALI SOBIE TRUD PRZECZYTANIA QUR'ANU, ZE ZDUMIENIEM ODKRYLIBY, ŻE NIE MA TAM NAJMNIEJSZEJ WZMIANKI O CUDZIE. DOWIEDZIELIBY SIĘ Z CO NAJMNIEJ DWUDZIESTU FRAGMENTÓW QUR'ANU, ŻE ILEKROĆ PYTANO MAHOMETA BY UCZYNIŁ CUD, W ODPOWIEDZI BYŁO JEGO MILCZENIE, LUB STWIERDZENIE, ŻE JEST ON TAK JAK KAŻDY CZŁOWIEK POZBAWIONY NADZWYCZAJNYCH FUNKCJI POZA TĄ, ABY "BYĆ POSŁAŃCEM DOBREJ NOWINY I OSTRZEGAJĄCYM."19

MIŁOŚĆ BOGA

WEDŁUG NOWEGO TESTAMENTU JEZUS ZWIASTOWAŁ MIŁOŚĆ BOŻĄ I SAM BYŁ NAJWIĘKSZYM PRZYKŁADEM TEJ MIŁOŚCI:

ALBOWIEM TAK BÓG ŚWIAT UMIŁOWAŁ, ŻE SYNA SWEGO JEDNORODZONEGO DAŁ, ABY KAŻDY KTO WEŃ WIERZY, NIE ZGINĄ ALE MIAŁ ŻYWOT WIECZNY (JANA 3:16).

JEDNAKŻE NA PRÓŻNO SZUKAĆ W POSELSTWIE MAHOMETA CZY W KORANIE PRZESŁANIA O MIŁOŚCI BOŻEJ. NIE STANOWI ONO ISTOTNEJ CZĘŚCI ZARÓWNO POSELSTWA MAHOMETA, KORANU CZY ISLAMU.
PODCZAS GDY CHRZEŚCIJAŃSTWO WSKAZUJE NA PRZYJŚCIE CHRYSTUSA JAKO NAJWIĘKSZY DOWÓD I PRZYKŁAD MIŁOŚCI BOŻEJ, ISLAM NIE MOŻE WSKAZAĆ NICZEGO, CO BY POKAZYWAŁO MIŁOŚĆ BOŻĄ.

LUDZKA I BOŻA NATURA

WEDŁUG NOWEGO TESTAMENTU JEZUS CHRYSTUS BYŁ UNIKALNY, JAKO ŻE POSIADAŁ ZARÓWNO BOŻĄ JAK I LUDZKĄ NATURĘ. DLATEGO JEZUS NAZWANY JEST BOGIEM W J.1:1,18; J.20:28; DZ.20:28; RZ.9:5; TT.2:13; HEB.1:8; 10; 2P.1:1 , ITD.

KIEDY SPOJRZYMY NA MAHOMETA, WIDZIMY, ŻE BYŁ TO TYLKO CZŁOWIEK.
PIĘKNO MOWY

STUDIUJĄC MOWY JEZUSA ZAPISANE W EWANGELIACH, JAK NA PRZYKŁAD KAZANIA NA GÓRZE DOSTRZEGAMY, ŻE BYŁ ON NAJWIĘKSZYM MÓWCĄ NA ZIEMI. NAWET JEGO WROGOWIE PRZYZNAWALI, ŻE NIKT NIE MÓWIŁ TAK JAK ON. KIEDY JEDNAK CZYTAMY EKSTATYCZNE I POMIESZANE MOWY MAHOMETA SPISANE W KORANIE, NIE ODNAJDUJEMY W NICH NICZEGO NADZWYCZAJNEGO. NIE MA W NICH NICZEGO, CO BY MOGŁO BY PORÓWNAĆ SIĘ Z PIĘKNEM, TREŚCIĄ CZY STYLEM W JAKICH JEZUS ZWIASTOWAŁ EWANGELIĘ ZA ŻYCIA.

WYSOKI PRZYKŁAD MORALNY

SPOSÓB W JAKI JEZUS ŻYŁ I BYŁ GOTÓW UMRZEĆ STANOWI DLA NAS WYSOKI PRZYKŁAD MORALNY DO NAŚLADOWANIA. KIEDY SPOJRZYMY NA ŻYCIE MAHOMETA, NIE ODNAJDZIEMY W NIM WYSOKIEGO PRZYKŁADU MORALNEGO, GODNEGO NAŚLADOWANIA. WRĘCZ PRZECIWNIE, ZNAJDZIEMY WIELE PRZYKŁADÓW CZYNÓW WYSOCE NIEMORALNYCH I NIESPRAWIEDLIWYCH.

ZABIJANIE I RABOWANIE

JEZUS NIGDY NIE ZABIŁ ANI NIE OBRABOWAŁ NIKOGO. GDYBY TO ZROBIŁ, NA PEWNO PRZED SĄDEM WYPOMNIANO BY MU TO. KIEDY NATOMIAST OBSERWUJEMY MAHOMETA W KORANIE, DOSTRZEGAMY BEZ TRUDU, ŻE ZABIJAŁ ON I RABOWAŁ LUDZI W IMIĘ ALLAHA.

PRZYMUS

JEZUS NIGDY NIE STOSOWAŁ PRZEMOCY FIZYCZNEJ ABY ZMUSIĆ LUDZI DO PRZYJĘCIA JEGO POSELSTWA LUB UZNANIA GO ZA MESJASZA. DLA ŚCISŁOŚCI NALEŻY PRZYPOMNIEĆ, KIEDY PIOTR OBNAŻYŁ MIECZ, JEZUS POLECIŁ MU GO SCHOWAĆ, JAKO ŻE NA PRZEMOC NIE MA MIEJSCA W JEGO KRÓLESTWIE (MAT. 26: 51- 54). PRZYKŁAD MAHOMETA Z DRUGIEJ STRONY, POKAZUJE NAM, ŻE UCIEKAŁ ON CZĘSTO DO FIZYCZNEJ PRZEMOCY ZMUSZAJĄC LUDZI DO PORZUCENIA SWYCH BOŻKÓW I PRZYJĘCIA ISLAMU.

PROWADZĄC UCZNIÓW DO MORDOWANIA

JEZUS NIGDY NIE PROWADZIŁ SWOICH NAŚLADOWCÓW ROZKAZEM CZY PRZYKŁADEM DO ZABIJANIA W JEGO IMIENIU, RABOWANIA, CZY PODBIJANIA NIEPRZYJACIÓŁ W JEGO IMIENIU. NATOMIAST MAHOMET ROBIŁ DOKŁADNIE TO. UCZYŁ SWOICH PODWŁADNYCH PRZYKŁADEM, ROZKAZEM I WYMOGIEM, ŻE MOGĄ I POWINNI ZABIJAĆ I RABOWAĆ W IMIĘ ALLAHA I ZMUSZAĆ LUDZI DO PRZYJĘCIA ISLAMU SIŁĄ.

BIORĄC CUDZĄ ŻONĘ

JEZUS NIGDY NIE WZIĄŁ NICZYJEJ ŻONY ZA SWOJĄ ŻONĘ. JEDNAK MAHOMET NIE COFNĄ SIĘ PRZED TYM. JEST TO JEDEN Z BULWERSUJĄCYCH ASPEKTÓW ŻYCIA MAHOMETA. PRZYBRANY SYN MAHOMETA, SAID POŚLUBIŁ PIĘKNĄ DZIEWCZYNĘ, W KTÓREJ BYŁ MOCNO ZAKOCHANY. PEWNEGO DNIA, WEDŁUG WCZESNEJ TRADYCJI MUZUŁMAŃSKIEJ, MAHOMET ZAUWAŻYŁ ŻONĘ SAIDA BEZ NAKRYCIA TWARZY. JEJ PIĘKNO BYŁO TAK WIELKIE, ŻE ZACZĄŁ POŻĄDAĆ JEJ. POPROSIŁ WIĘC SAIDA ABY ROZWIÓDŁ SIĘ Z ŻONĄ I DAŁ MU JĄ. JEDNAK SAID I JEGO ŻONA ODMÓWILI TEJ HANIEBNEJ PROPOZYCJI. WOBEC ODMOWY SAIDA I JEGO ŻONY MAHOMET OTRZYMUJE PRZYCHYLNE OBJAWIENIE OD ALLAHA, W KTÓRYM SAID OTRZYMUJE ROZKAZ ODDANIA ŻONY PROROKOWI JAK I POTWIERDZENIE, ŻE NIE MA NIC ZŁEGO W TYM, ŻE TEŚĆ ZABIERA DLA SIEBIE SYNOWĄ SWEGO ADOPTOWANEGO SYNA!

SAID I JEGO ŻONA ZOSTALI POINFORMOWANI, ŻE W TEJ SPRAWIE NIE MAJĄ WYBORU. MUSZĄ SIĘ PODPORZĄDKOWAĆ WOLI ALLAHA.

I NIE PRZYSTAJE WIERZĄCEMU MĘŻCZYŹNIE LUB WIERZĄCEJ NIEWIEŚCIE - GDY ALLAH I JEGO POSŁANIEC ZADECYDUJĄ O CZYMŚ - ONI SAMI PODEJMOWALI SWÓJ WYBÓR W SPRAWIE ICH DOTYCZĄCEJ. JEŚLI KTO NIE JEST POSŁUSZNY ALLAHOWI I JEGO POSŁAŃCOWI, TEN Z PEWNOŚCIĄ WKRACZA W POWAŻNY BŁĄD. I PRZYPOMNIJ SOBIE, KIEDY POWIEDZIAŁEŚ TEMU, KTÓREGO ALLAH OBDAROWAŁ SWYMI ŁASKAMI I KTÓREGO TAKŻE I TY OBDAROWAŁEŚ ŁASKAMI; "TRZYMAJ SWĄ ŻONĘ DLA SIEBIE I BÓJ SIĘ ALLAHA," A TY UKRYŁEŚ W SWYM SERCU TO, CO ALLAH ZAMIERZAŁ UJAWNIĆ, I OBAWIAŁEŚ SIĘ LUDZI, PODCZAS GDY ALLAH POSIADA WIĘKSZE PRAWO, ABYŚ SIĘ JEGO WŁAŚNIE BAŁ. WÓWCZAS KIEDY ZAID DOPEŁNIŁ TEGO, CZEGO WZGLĘDEM NIEJ CHCIAŁ, MY POŁĄCZYLIŚMY JĄ MAŁŻEŃSTWEM Z TOBĄ, ABY WIERNI NIE MIELI TRUDNOŚCI, JEŚLI CHODZI O MAŁŻEŃSTWO Z ŻONAMI ICH ADOPTOWANYCH SYNÓW, KIEDY CI DOPEŁNILI ZWIĄZANYCH Z NIMI WŁASNYCH PRAGNIEŃ. A DEKRET ALLAHA MIAŁ BYĆ WYPEŁNIONY (SURA 33:37-38).

NIE POWINNO DZIWIĆ, ŻE TEN FRAGMENT KORANU SPRAWIA, ŻE WIELU MUZUŁMANÓW PORZUCA ISLAM

DZIECIĘCE ŻONY

JEZUS NIGDY NIE MOLESTOWAŁ DZIECI ANI NIE BYŁ ZWIĄZANY SEKSUALNIE Z DZIEĆMI. JEDNAK TYLKO TAKI WNIOSEK NASUWA SIĘ NA INFORMACJĘ O POJĘCIU PRZEZ MAHOMETA OŚMIOLETNIEJ DZIEWCZYNKI, KTÓRA NADAL BAWIŁA SIĘ LALKAMI WEDŁUG HADDISÓW.

NIECZYSTA ŻYWNOŚĆ

JEZUS UWOLNIŁ SWOICH NAŚLADOWCÓW OD OBLIGATORYJNYCH ŻYDOWSKICH PRAW DIETETYCZNYCH. CZYNIĄC TO, OGŁOSIŁ WSZELKĄ ŻYWNOŚĆ CZYSTĄ (MK. 7: 14- 23). MOHAMET, Z DRUGIEJ STRONY ZACHOWAŁ PRAWA DIETETYCZNE OBOWIĄZUJĄCE ZA JEGO CZASÓW, TAK WIĘC I DZISIAJ JEGO WYZNAWCY NIE MOGĄ JEŚĆ WIEPRZOWINY ANI PIĆ WINA.

UMIERANIE ZA INNYCH

KIEDY JEZUS CHRYSTUS UMARŁ, UMARŁ ON ZA GRZECHY SWOICH LUDZI ABY UCHRONIĆ ICH OD GNIEWU BOŻEGO ( 1KOR.15:3-4 ). KIEDY NATOMIAST UMARŁ MAHOMET, UMARŁ ON ZA SWOJE WŁASNE GRZECHY. NIE UMARŁ ON ZA NIKOGO INNEGO.

ZMARTWYCHWSTANIE

JEZUS NIE POZOSTAŁ W GROBIE. ZWYCIĘŻYŁ GRZECH, PIEKŁO I ŚMIERĆ FIZYCZNIE POWSTAJĄC Z MARTWYCH TRZECIEGO W TYM SAMYM CIELE, W JAKIM UMARŁ NA KRZYŻU. TAK JAK UMARŁ ZA NASZE GRZECHY, TAK TEŻ POWSTAŁ DLA NASZEGO USPRAWIEDLIWIENIA ( RZ.4:25 ).

KIEDY MAHOMET UMARŁ, POZOSTAŁ ON MARTWYM. NIE POWSTAŁ ON Z MARTWYCH. MAHOMET NIE ŻYJE PODCZAS GDY JEZUS CHRYSTUS ŻYJE.



WNIEBOWSTĄPIENIE

JEZUS WSTĄPIŁ DO NIEBA W CIELE. ŚWIADKAMI BYLI APOSTOŁOWIE ( DZ.1:9-11 ).
NATOMIAST MAHOMET NIE WSTĄPIŁ DO NIEBA. KORAN NIGDZIE NIE MÓWI, ŻE WSTĄPIŁ.

NIEBIAŃSKIE WSTAWIENNICTWO

JEZUS JEST OBECNIE W NIEBIE JAKO NASZ ORĘDOWNIK I ZBAWICIEL, JEDYNY POŚREDNIK MIĘDZY BOGIEM I CZŁOWIEKIEM ( 1TYM.2:5 ). MAHOMET NIE JEST POŚREDNIKIEM ANI ZBAWICIELEM. JEŚLI O TO CHODZI, TO KORAN STWIERDZA, ŻE NIE MA POŚREDNIKA CZY ZBAWICIELA (SURA 6:51, 70; 10: 3). MUSISZ SIĘ ZBAWIĆ SAM.

CZEŚĆ

WEDŁUG NOWEGO TESTAMENTU, JEZUS JEST CZCZONY JAKO ŻYJĄCY ZBAWICIEL ( J.20:28 ). KORAN NIGDY NIE SUGERUJE, ŻE MAHOMET MA BYĆ CZCZONY. RÓWNOZNACZNE BYŁOBY TO Z BLUŹNIERSTWEM. MUZUŁMANIE PRZYZNAJĄ, ŻE MAHOMET NIE MOŻE BYĆ CZCZONY PONIEWAŻ BYŁ TYLKO CZŁOWIEKIEM.

OSOBISTA RELACJA

WEDŁUG NOWEGO TESTAMENTU LUDZIE MOGĄ MIEĆ OSOBISTĄ RELACJĘ Z JEZUSEM CHRYSTUSEM PRZEZ OBECNOŚĆ DUCHA ŚWIĘTEGO W MOMENCIE NAWRÓCENIA. STĄD CHRZEŚCIJANIE MÓWIĄ O ICH MIŁOŚCI DO JEZUSA. Z DRUGIEJ STRONY, CO TAKIEGO MÓWIĄ MUZUŁMANIE W SPRAWIE ICH MIŁOŚCI DO MAHOMETA? NIE MA ŻADNEJ RELACJI OSOBISTEJ DO MAHOMETA. JEST ON W KOŃCU MARTWY!

POWRÓT NA ZIEMIĘ

JEZUS POWRÓCI I WSKRZESI WSZYSTKICH I BĘDZIE SĄDZIŁ LUDZI. NAWET ORTODOKSYJNI MUZUŁMANIE CZĘSTO PRZYZNAJĄ, ŻE TO PRAWDA. JEDNOCZEŚNIE NALEŻY PRZYPOMNIEĆ, ŻE NIE MA W KORANIE WZMIANKI, ŻE MAHOMET POWRÓCI PEWNEGO DNIA, WZBUDZI Z MARTWYCH I BĘDZIE SĄDZIŁ KOGOKOLWIEK.

W POSZUKIWANIU HISTORYCZNEGO MAHOMETA

OCZYWIŚCIE ZACHODNI BADACZE SĄ DOSKONALE ŚWIADOMI FAKTU, ŻE NA SKUTEK PÓŹNIEJSZYCH KONFLIKTÓW POMIĘDZY MUZUŁMANAMI A CHRZEŚCIJANAMI, NIEKTÓRZY MUZUŁMANIE USIŁOWALI "WZBOGACIĆ" ŻYCIE MAHOMETA, TAK ABY BLIŻEJ PRZYPOMINAŁO ŻYCIE JEZUSA CHRYSTUSA. WEDŁUG ALEGO DASHTI, HISTORIE TE SĄ "PRZYKŁADEM POWSTAWANIA MITÓW I FABRYKACJĄ LEGEND PRZEZ MUZUŁMANÓW."20

PÓŹNIEJSZE LEGENDY TE STARAJĄ SIĘ PRZEDSTAWIĆ ZAPOWIEDZI NADEJŚCIA MAHOMETA, NADZWYCZAJNE OKOLICZNOŚCI JEGO NARODZIN, PRZEDSTAWIĆ GO CZYNIĄCYM CUDA ORAZ UTRZYMYWAĆ, ŻE BYŁ ON BEZGRZESZNY I DOSKONAŁY, JAK I TO, ŻE WSTĄPIŁ DO NIEBA. JEDNAK ŻADNE Z TYCH ROSZCZEŃ NIE ZNAJDUJĄ SIĘ W KORANIE ANI WCZESNYCH MUZUŁMAŃSKICH TRADYCJACH.


JAK ZGODNIE WYKAZUJĄ WSZYSTKIE STANDARDOWE OPRACOWANIA, SĄ ONE PÓŹNIEJSZYMI FABRYKACJAMI ZAFRASOWANYCH MUZUŁMANÓW Z POWODU OCZYWISTEJ NIŻSZOŚCI MAHOMETA WOBEC JEZUSA CHRYSTUSA. Z TEGO POWODU KONIECZNE BYŁO UBARWIENIE ŻYCIA MAHOMETA, ABY BARDZIEJ PRZYPOMINAŁO ŻYCIE I CUDA CZYNIONE PRZEZ JEZUSA. JAK ZAUWAŻA PROFESOR GUILLAUME:

MUZUŁMAŃSCY TEOLODZY... ZAPOŻYCZYLI TAKŻE WYDARZENIA Z ŻYCIA JEZUSA, PRZYPISUJĄC JE SWOJEMU PROROKOWI.21

MUZUŁMAŃSCY APOLOGECI NIE MOGLI ZEZWOLIĆ, ABY ICH APOSTOŁ MOZOLIŁ SIĘ POD PRZEWAGĄ TAK OCZYWISTĄ KIEDY PORÓWNA SIĘ JEGO CODZIENNE ŻYCIE Z POTĘŻNYMI DZIEŁAMI CHRYSTUSA... CIEKAWY I INTERESUJĄCY FAKT, ŻE PÓŹNIEJSZY OBRAZ MAHOMETA ZACZYNA PRZYPOMINAĆ...JEZUSA Z EWANGELII.22

HINDUSKA ANALOGIA

PRZYPOMINA TO NIECO WYZNAWCÓW KRISZNY W INDIACH, KTÓRZY W ODPOWIEDZI NA NAUCZANIE CHRZEŚCIJAŃSKIE, ŻE JEZUS UMARŁ NA KRZYŻU ZA NASZE GRZECHY NATYCHMIAST ZAREAGOWALI, ŻE "ZATEM KRISZNA TEŻ MUSIAŁ UMRZEĆ NA KRZYŻU ZA NASZE GRZECHY." OCZYWIŚCIE FABRYKACJA TA NIE UTRZYMAŁA SIĘ W ŚWIETLE ANALIZY TEKSTÓW DOTYCZĄCYCH KRISZNY. NIE ISTNIEJE ŻADNA WZMIANKA TAKIEJ ŚMIERCI ZANIM WYZNAWCY KRISZNY NIE ZAANGAŻOWALI SIĘ W POLEMIKĘ Z CHRZEŚCIJANAMI. W TEN SAM SPOSÓB MUZUŁMAŃSKIE LEGENDY DOTYCZĄCE CUDOWNYCH EPIZODÓW WOKÓŁ MAHOMETA POWSTAŁY DOPIERO PO TYM, JAK POJAWIŁY SIĘ INTENSYWNE DEBATY POMIĘDZY CHRZEŚCIJANAMI A MUZUŁMANAMI. WSZYSTKIE TE MITY I LEGENDY ZOSTAŁY STWORZONE, ABY ZMNIEJSZYĆ OCZYWISTĄ PRZEWAGĘ JEZUSA NAD MAHOMETEM.

KONKLUZJA

KAŻDY KTO UCZCIWIE PORÓWNA RÓŻNICE POMIĘDZY BIBLIJNYM JEZUSEM A KORANICZNYM MAHOMETEM MUSI DOJŚĆ DO WNIOSKU, ŻE NIE REPREZENTUJĄ ONI JEDNEGO I TEGO SAMEGO BOGA. NIE ŻYLI ONI ANI UCZYLI W PODOBNY SPOSÓB. WE WSZYSTKICH ISTOTNYCH SPRAWACH STALI ONI NA SKRAJNIE PRZECIWSTAWNYCH POZYCJACH.




-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt gru 22, 2015 6:13 pm

V. KORAN - ŚWIĘTA KSIĘGA ISLAMU


STRUKTURA KORANU

KIEDY KTOŚ ZAZNAJOMIONY Z BIBLIĄ WEŹMIE DO RĘKI KORAN I ZACZNIE CZYTAĆ, NATYCHMIAST ZAUWAŻY, ŻE MA ON DO CZYNIENIA Z ZUPEŁNIE INNEGO RODZAJU LITERATURĄ NIŻ TĄ, JAKA JEST W BIBLII. PODCZAS GDY BIBLIA ZAWIERA WIELE HISTORYCZNYCH NARRACJI, W KORANIE JEST ICH BARDZO MAŁO. PODCZAS GDY BIBLIA ROBI WSZYSTKO, ABY WYJAŚNIĆ NIEZNANĄ TERMINOLOGIĘ I POJĘCIA, KORAN TEGO NIE ROBI.

RÓŻNICE STRUKTURALNE

SAM SPOSÓB W JAKI BIBLIA JEST UŁOŻONA, JAKO ZBIÓR 66 KSIĄG, OBJAWIA, ŻE JEST ONA UPORZĄDKOWANA POD WZGLĘDEM CHRONOLOGII, TEMATU I WĄTKU. W KORANIE NATOMIAST ZNAJDUJEMY POMIESZANY PORZĄDEK POJEDYNCZYCH SUR. NIEKTÓRZY ZACHODNI BADACZE STWIERDZAJĄ, ŻE STRUKTURA KORANU JEST TAK POMIESZANA, ŻE WYMAGA ONA NAJWIĘKSZEGO POCZUCIA OBOWIĄZKU ABY PRZEZ NIĄ PRZEBRNĄĆ!

ZACHODNIE KOMENTARZE

SZKOCKI BADACZ THOMAS CARLYLE RAZ STWIERDZIŁ:

MOZOLNA LEKTURA JAK NIGDY DOTĄD, MĘCZĄCA, POMIESZANA SIECZKA, PROSTACKA, NIEOKRASZONA. NIC POZA POCZUCIEM OBOWIĄZKU NIE MOŻE ZMUSIĆ EUROPEJCZYKA DO PRZEBRNIĘCIA PRZEZ KORAN.1

NIEMIECKI BADACZ SALOMON REINACH STWIERDZIŁ:

Z LITERACKIEGO PUNKTU WIDZENIA KORAN NIE MOŻE WIELE ZAOFEROWAĆ. DEKLAMACJE, REPETYCJE, INFANTYLIZM, BRAK LOGIKI I SPÓJNOŚCI CZYHA NA NIEPRZYGOTOWANEGO CZYTELNIKA NA KAŻDEJ STRONIE. TO DOPRAWDY PONIŻAJĄCE DLA LUDZKIEGO INTELEKTU UŚWIADOMIĆ SOBIE, ŻE MARNA LITERATURA TA STAŁA SIĘ PRZEDMIOTEM NIESKOŃCZONYCH KOMENTARZY ORAZ TO, ŻE MILIONY LUDZI MARNUJĄ CZAS PRZYSWAJAJĄC JĄ SOBIE.2

HISTORYK EDWARD GIBBON OPISAŁ KORAN JAKO "ROZKLEKOTANA RAPSODIA BAJEK, NAKAZÓW, DEKLAMACJI, CZASEM TARZAJĄCYCH SIĘ W KURZU, A CZASEM ZAGUBIONYCH W CHMURACH."3

ENCYKLOPEDIA MCCLINTOCK & STRONG KONKLUDUJE:

TREŚĆ KORANU JEST WYJĄTKOWO NIESPÓJNA I SENTENCJONALNA; KSIĘGA WIDOCZNIE BEZ JAKIEGOKOLWIEK LOGICZNEGO PORZĄDKU ZARÓWNO W CZĘŚCI JAK I W CAŁOŚCI. JEST TO W ZGODZIE ZE ZDAWKOWYM I PRZYPADKOWYM SPOSOBEM W JAKI UTRZYMUJE SIĘ, ŻE ZOSTAŁA ONA PRZEKAZANA.4

NAWET MUZUŁMAŃSKI UCZONY ALI DASHTI UBOLEWA NAD DEFEKTAMI KORANU:

NIESTETY, KORAN ZOSTAŁ NIEPOPRAWNIE ZREDAGOWANY; JEGO TREŚĆ ZOSTAŁA UŁOŻONA W BARDZO PRZYPADKOWY SPOSÓB. WSZYSCY STUDENCI KORANU ZASTANAWIAJĄ SIĘ DLACZEGO REDAKTORZY NIE UŁOŻYLI GO W NATURALNYM I LOGICZNYM PORZĄDKU WEDŁUG DATY OBJAWIEŃ, JAK TO MIAŁO MIEJSCE Z ZAGUBIONĄ KOPIĄ TEKSTU 'ALI B. ABI TALEBA.5

STANDARDOWE ŹRÓDŁO WIEDZY O ISLAMIE MAŁA ENCYKLOPEDIA ISLAMU PODKREŚLA "ODERWANY I NIEREGULARNY CHARAKTER" TEKSTU KORANU.6 ABY ODNALEŹĆ PODOBNE ZABYTKI LITERACKIE TRZEBA SIĘ COFNĄĆ DO PRZED ISLAMSKIEJ ARABSKIEJ LITERATURY, GDZIE ZNAJDUJĄ SIĘ PODOBNE PRZYKŁADY EKSTATYCZNYCH DEKLAMACJI I ZDEZORIENTOWANEGO MATERIAŁU POETYCKIEGO.

MEKKA I MEDYNA

AKTYWNOŚĆ RELIGIJNA MAHOMETA ZAWARTA W KORANIE ROZKŁADA SIĘ NA DWA RÓŻNE OKRESY. PIERWSZY Z NICH ROZPOCZĄŁ SIĘ PRAWDOPODOBNIE OKOŁO ROKU 612 W MEKCE I TRWAŁ OKOŁO 10 LAT. DRUGI OKRES SKONCENTROWANY JEST WOKÓŁ MEDYNY I PODOBNIE TRWA OKOŁO 10 LAT, AŻ DO ŚMIERCI MAHOMETA W ROKU 632.

PODZIAŁ NA OKRES MEKKAŃSKI I MEDYŃSKI RELIGIJNEJ AKTYWNOŚCI MAHOMETA JEST PRZYJĘTY PRZEZ WIĘKSZOŚĆ SPECJALIZUJĄCYCH SIĘ NIM BADACZY.

NIEPRZEWIDZIANA ŚMIERĆ

JAK WSPOMNIELIŚMY WCZEŚNIEJ, MAHOMET NIE PRZEWIDZIAŁ WŁASNEJ ŚMIERCI, MIMO ŻE, JAK UTRZYMYWAŁ, BYŁ PROROKIEM BOŻYM. STĄD BRAK JAKICHKOLWIEK PRZYGOTOWAŃ DO ZEBRANIA SWOICH OBJAWIEŃ TAK, ABY MOGŁY ZOSTAĆ UMIESZCZONE W JEDNYM DOKUMENCIE.

BRAK ORYGINALNYCH RĘKOPISÓW

NIEPODWAŻALNE RELACJE HISTORYCZNE INFORMUJĄ NAS, ŻE ILEKROĆ MAHOMET WPADAŁ W SWOJE TRANSY LUB ATAKI, A NASTĘPNIE MÓWIŁ INNYM O TYM CO WIDZIAŁ W CZASIE TYCH EPIZODÓW, NIGDY NIE ZAPISYWAŁ ICH WŁASNORĘCZNIE. NIEZALEŻNIE OD TEGO, CO UTRZYMUJĄ NIEKTÓRZY DZISIEJSI APOLOGECI MUZUŁMAŃSCY, MAHOMET NIE NIE NAPISAŁ ANI PRZYGOTOWAŁ OSTATECZNEGO RĘKOPISU KORANU. NIEOCZEKIWANA ŚMIERĆ ZASKOCZYŁA NIE TYLKO JEGO WYZNAWCÓW ALE RÓWNIEŻ JEGO SAMEGO. NIE ZDOŁAŁ ON NAWET ZEBRAĆ ROZPROSZONE ZAPISY SWOICH SUR.

KOŚCI, LIŚCIE I KAMIENIA

ZADANIE SPISANIA TEGO, CO MÓWIŁ MAHOMET SPADŁO NA JEGO WYZNAWCÓW. ZAPISKI TE BYŁY DOKONYWANE NA NAJRÓŻNIEJSZYCH PRZEDMIOTACH JAKIE ZNAJDYWAŁY SIĘ POD RĘKĄ, ILEKROĆ MAHOMET WPADAŁ W SWOJE NIEPRZEWIDYWALNE TRANSY.

MAŁA ENCYKLOPEDIA ISLAMU INFORMUJE:

KORAN ZOSTAŁ ZEBRANY Z PRZYPADKOWYCH POWIERZCHNI NA JAKICH ZOSTAŁ ZAPISANY: "FRAGMENTÓW PAPIRUSU, PŁASKICH KAMIENI, LIŚCI PALMOWYCH, ŁOPATEK I ŻEBER ZWIERZĘCYCH, KAWAŁKÓW SKÓRY, DESZCZUŁEK I LUDZKICH SERC."7

MANDUDI - ZNANY NA CAŁYM ŚWIECIE MUZUŁMAŃSKI UCZONY PRZYZNAJE, ŻE PIERWOTNIE KORAN ZAPISANY ZOSTAŁ NA "LIŚCIACH PALM DAKTYLOWYCH, KORZE DRZEW, KOŚCIACH, ITP."8 NIETYPOWY MATERIAŁ NA JAKIM SPISANY ZOSTAŁ KORAN POTWIERDZAJĄ ZGODNIE WSZYSTKIE SZANUJĄCE SIĘ PRACE NAUKOWE, ENCYKLOPEDIE I OPRACOWANIA POŚWIĘCONE ISLAMOWI. KIEDY NIE BYŁO POD RĘKĄ NICZEGO, NA CZYM MOŻNA BYŁO ZAPISAĆ OBJAWIENIA MAHOMETA, PAMIĘĆ LUDZKA STAWAŁA SIĘ JEDYNYM MOŻLIWYM SPOSOBEM UTRWALENIA ICH CZĘSTO NIEZROZUMIAŁEJ TREŚCI. JAK STWIERDZA MANDUDI, ZADANIE JAKIE SPADŁO NA WYZNAWCÓW MAHOMETA PO JEGO NIEOCZEKIWANYM ZEJŚCIU POLEGAŁO NA ZEBRANIU ROZPROSZONYCH MÓW MAHOMETA, KTÓRYCH CZĘŚĆ SPISANA ZOSTAŁA NA NA PRZEDMIOTACH ULEGAJĄCYCH BIO-DEGRADACJI, ORAZ INNYCH, KTÓRE NIE ZOSTAŁY SPISANE, LECZ POWIERZONE JEDYNIE LUDZKIEJ PAMIĘCI.9 OCZYWIŚCIE ZADANIE TO NAPOTKAŁO OGROMNE TRUDNOŚCI. CZĘŚĆ KORY ROZPADŁA SIĘ, NIEKTÓRE Z KAMIENI ZAGUBIŁY SIĘ. CO GORSZA, JAK ZAUWAŻA ALI DASHTI, ZDARZAŁO SIĘ, ŻE DOMOWE ZWIERZĘTA ZJADAŁY LIŚCIE PALM I MATY, NA KTÓRYCH ZAPISANE BYŁY SURY.10 NIEKTÓRZY Z TYCH, KTÓRZY BYLI JEDYNYMI PAMIĘTAJĄCYMI PEWNE SURY POLEGLI W BITWACH ZANIM ZDOŁALI ZAPISAĆ ICH TREŚĆ.

PROCES ZBIERANIA MATERIAŁU KORANU TRWAŁ WIELE LAT. ODBYWAŁ SIĘ ON W ATMOSFERZE NIEPOROZUMIENIA, JAKO ŻE PAMIĘĆ JEDNYCH NIE ZBYT DOKŁADNIE POTWIERDZAŁA PAMIĘĆ DRUGICH.
JEST TO NIEUNIKNIONY FAKT NATURY LUDZKIEJ. ILEKROĆ WIĘCEJ NIŻ JEDNA OSOBA JEST OBECNA I SŁYSZY TĄ SAMĄ MOWĘ, POWSTAJĄ NIEPOROZUMIENIA ODNOŚNIE TEGO, O CO DOKŁADNIE CHODZIŁO MÓWCY.
JAK ZOBACZYMY PÓŹNIEJ, PROBLEM TEN ZOSTAŁ ROZWIĄZANY PRZY POMOCY UŻYCIA SIŁY I PRZYMUSU DO PRZYJĘCIA TEJ A NIE INNEJ WERSJI TEGO, CO MIAŁ POWIEDZIEĆ MAHOMET

PORZĄDEK SUR

BIORĄC DO RĘKI KORAN DOSTRZEGAMY, ŻE 114 SUR, JAKIE SKŁADAJĄ SIĘ NA JEGO TREŚĆ NIE SĄ UŁOŻONE W CHRONOLOGICZNYM PORZĄDKU, W JAKIM OTRZYMAŁ JE MAHOMET. GDYBY TAK BYŁO, PIERWSZA SURA BYŁABY PIERWSZYM OBJAWIENIEM MAHOMETA, A OSTATNIA SURA BYŁABY OSTATNIM JEGO OBJAWIENIEM JAKIE OTRZYMAŁ. RÓWNIEŻ BRAK JEST W KORANIE JAKIEJKOLWIEK KOLEJNOŚCI NARRACJI HISTORYCZNEJ, DZIĘKI KTÓREJ MOGLIBYŚMY PRZEŚLEDZIĆ ŻYCIE, DZIAŁANIE I NAUCZANIE MAHOMETA OD POCZĄTKU DO KOŃCA. TO Z CZYM ZAMIAST TEGO MAMY DO CZYNIENIA, TO BEZŁADNA MIESZANINA SUR, KTÓRE ODMAWIAJĄ PRZYJĘCIA JAKIEJKOLWIEK SYSTEMATYKI WZGLĘDEM KONTEKSTU. TAK WIĘC CI, KTÓRZY PO ŚMIERCI MAHOMETA ZEBRALI KORAN, KIEROWALI SIĘ WYŁĄCZNIE OBJĘTOŚCIĄ SUR. STĄD KORAN ROZPOCZYNA NAJWIĘKSZA SURA, A KOŃCZY GO NAJKRÓTSZA, NIEZALEŻNIE OD CHRONOLOGII W JAKICH ZOSTAŁY PRZEKAZANE.

KOMPLETNY CHAOS

TAKI STAN RZECZY JEST PRZYCZYNĄ NIESŁYCHANYCH PROBLEMÓW I ZAMIESZANIA. MOŻNA ZNALEŹĆ NA POCZĄTKU KORANU JASNE INSTRUKCJE, KTÓRE W DALSZEJ CZĘŚCI KORANU SĄ "ANULOWANE" TO ZNACZY ZAPRZECZONE CZYMŚ, CZEGO UCZY KORAN W DALSZYCH SURACH. ABY ZREKONSTRUOWAĆ ŻYCIE I NAUCZANIE MAHOMETA W CHRONOLOGICZNYM PORZĄDKU, NALEŻY PRZESKAKIWAĆ PO CAŁYM KORANIE Z JEDNEJ SURY DO DRUGIEJ. OCZYWIŚCIE POWODUJE TO OGROMNE ZAMIESZANIE DLA KOGOŚ, KTO USIŁUJE ZROZUMIEĆ KORAN JAKO DZIEŁO LITERACKIE.

DATOWANIE SUR

ODKĄD ZNANYM JEST, ŻE PRZYWÓDCY RELIGIJNI WYDŁUŻAJĄ SWOJE KAZANIA W MIARĘ POWIĘKSZANIA SWEGO STAŻU, WIĘKSZOŚĆ UCZONYCH PRZEKONANYCH JEST, ŻE NAJKRÓTSZE SURY NALEŻĄ DO PIERWSZYCH JAKIE UCZYŁ MAHOMET W MIARĘ UPŁYWU CZASU SURY STAJĄ SIĘ DŁUŻSZE, JAKO ŻE MA ON WIĘCEJ DO POWIEDZENIA. JEDNAK POJAWIA SIĘ CZASAMI MIESZANINA OBJAWIEŃ MEKKAŃSKICH I MEDYŃSKICH W JEDNEJ I TEJ SAMEJ SURZE, TAK WIĘC SAMA OBJĘTOŚĆ SUR NIE JEST ICH NIEZAWODNYM PROBIERZEM CHRONOLOGICZNYM.

PIERWSZA OSOBA

MUZUŁMANIE UTRZYMUJĄ, ŻE KORAN JEST ZAWSZE NAPISANY W PIERWSZEJ OSOBIE, JAKO ŻE SAM ALLAH PRZEMAWIA DO CZŁOWIEKA. JEDNAKŻE NIE ZNAJDUJE TO POTWIERDZENIA W TEKŚCIE KORANU. JEST W NIM WIELE USTĘPÓW, GDZIE OCZYWISTYM JEST, ŻE NIE ALLAH PRZEMAWIA ALE MAHOMET.

NIEKOŃCZĄCE SIĘ POWTARZANIA

DODATKOWY PROBLEM W LEKTURZE KORANU STANOWIĄ NIEUSTANNE POWTARZANIA TEGO SAMEGO MATERIAŁU, PRZEWIDZIANE WIDOCZNIE DLA NIEUMIEJĄCYCH CZYTAĆ, NIEWYKSZTAŁCONYCH LUDZI DLA ŁATWIEJSZEGO ZAPAMIĘTANIA. MOŻNA W KORANIE SPOTKAĆ TE SAME HISTORIE POWTARZAJĄCE SIĘ RAZ PO RAZ. NIEWĄTPLIWIE DLA ANALFABETYCZNYCH MAS, JAKIE CZĘSTO ZNAJDUJĄ SIĘ W ŚWIECIE ISLAMSKIM, JEST TO POMOCNE, NATOMIAST DLA LUDZI WYKSZTAŁCONYCH STANOWI TO OGROMNĄ BARIERĘ.

"CZEGOŚ TU BRAK"

OSTATNIM SPOSTRZEŻENIEM JAKIE MOŻNA ZANOTOWAĆ ODNOŚNIE KORANU JEST TO, ŻE BRAK W NIM POCZUCIA KOMPLETNOŚCI.

KIEDY BIERZEMY DO RĘKI BIBLIĘ, WIDZIMY, ŻE ROZPOCZYNA SIĘ ONA OD POCZĄTKU WSZECH RZECZY; STWORZENIU NIEBA I ZIEMI (GENESIS 1: 1). W MIARĘ CZYTANIA BIBLII DOWIADUJEMY SIĘ O CHRONOLOGICZNYM PORZĄDKU STWORZENIA, UPADKU CZŁOWIEKA W GRZECH, WIELKIM POTOPIE, WIERZY W BABEL, POWOŁANIU ABRAHAMA, PATRIARCHÓW, POWOŁANIU MOJŻESZA, WYJŚCIU Z EGIPTU, POWSTANIU NARODU IZRAELSKIEGO, OSTATECZNEMU PODBICIU TEGO NARODU, WYGNANIU I POWROCIE ZA PANOWANIA CYRUSA, ODBUDOWIE PAŃSTWA, ZAPOWIEDZI PRZYJŚCIA MESJASZA, PRZYJŚCIU MESJASZA, JEGO ŻYCIU I ŚMIERCI, ZMARTWYCHWSTANIU I POCZĄTKU ERY KOŚCIOŁA. DOCHODZĄC DO OSTATNIEJ KSIĘGI BIBLII CZYTAMY O KOŃCU ŚWIATA. BIBLIA ZAPEWNIA NAM POCZUCIE CAŁOŚCI I PEŁNI, JAKO ŻE ROZPOCZYNA SIĘ NA POCZĄTKU I KOLEJNO OPISUJĄC HISTORIĘ DOBIEGA DO JEJ NATURALNEGO KOŃCA.



BEZ POCZĄTKU I KOŃCA

KIEDY NATOMIAST PATRZYMY NA KORAN, Z POWODU JEGO NIEUPORZĄDKOWANEGO STANU, OGARNIA NAS POCZUCIE NIEKOMPLETNOŚCI.CZYTELNIK ZOSTAJE NIEJAKO ZAWIESZONY Z KOŃCEM KAŻDEJ SURY, JAKO ŻE BRAK LOGICZNEGO POŁĄCZENIA JEDNEJ SURY Z DRUGĄ. NA PRZYKŁAD JEDNA Z SUR DOTYCZY TAKIEJ PROZAICZNEJ SPRAWY JAK ŻĄDANIE ALLAHA ABY ŻONY MAHOMETA ZAPRZESTAŁY KŁÓTNI I SPRZECZEK W JEGO OBECNOŚCI, PODCZAS GDY NASTĘPNA SURA ATAKUJE POGAŃSKIE BOŻKI ARABÓW.
STĄD POZOSTAJE NAM UCZUCIE NIEPEŁNOŚCI I NIEDOSYT Z POWODU BRAKU PEŁNEGO OBRAZU.

KONKLUZJA

JEŻELI MAMY PORÓWNAĆ 66 KSIĄG BIBLII SPISANYCH NA PRZESTRZENI KILKU TYSIĘCY LAT PRZEZ CO NAJMNIEJ 40 RÓŻNYCH AUTORÓW Z KORANEM, KTÓRY POWSTAŁ PRZEZ JEDNEGO CZŁOWIEKA MAHOMETA ZA JEGO ŻYCIA, Z GÓRY WIADOMO, KTÓRA KSIĘGA MA PRZEWAGĘ LITERACKĄ.

SAM FAKT, ŻE KORAN ODWOŁUJE SIĘ DO STAREGO I NOWEGO TESTAMENTU JAKO ICH KONTYNUACJA, GODZI W INTERES MUZUŁMANÓW, PONIEWAŻ W OSTATECZNEJ ANALIZIE, KORAN PO PROSTU NIE PASUJE LITERACKIM STYLEM I STRUKTURĄ CHARAKTERYSTYCZNĄ STAREMU I NOWEMU TESTAMENTOWI.

WIĘKSZOŚĆ ZACHODNICH BADACZY STWIERDZA, ŻE PRZEJŚCIE Z BIBLII DO KORANU JEST RÓWNOZNACZNE Z ZEJŚCIEM Z WYŻYNY W NIZINĘ; OD WSPANIAŁOŚCI DO POŚLEDNIOŚCI; OD PRAWDZIWEGO DO PODROBIONEGO.


MUZUŁMAŃSKIE ROSZCZENIA DO KORANU

ROSZCZENIA JAKIE WYSUWAJĄ MUZUŁMANIE CO DO POCZĄTKÓW, HISTORII, SKŁADU I ZACHOWANIA TEKSTU KORANU SĄ TAK NIESŁYCHANE, ŻE NALEŻY IM SIĘ PRZYJRZEĆ DOKŁADNIEJ.

DOSKONAŁY JĘZYK ARABSKI

MUZUŁMANIE UTRZYMUJĄ, ŻE TEKST KORANU NAPISANY JEST W DOSKONAŁYM JĘZYKU ARABSKIM W KAŻDYM ASPEKCIE, JAKO ŻE ZOSTAŁ NAPISANY PRZEZ ALLAHA W NIEBIE.

MAŁA ENCYKLOPEDIA ISLAMU STWIERDZA:

DLA MUZUŁMANÓW ABSOLUTNA DOSKONAŁOŚĆ JĘZYKA KORANU JEST NIEPODWAŻALNĄ DOGMĄ.11

SKORO WSZYSTKO, CO CZYNI ALLAH JEST DOSKONAŁE, KORAN MUSI BYĆ DOSKONAŁY JĘZYKOWO. ROSZCZENIA TE ZNAJDUJĄ SIĘ W SURZE 12: 2; 13: 37: 41: 41, 44.

STÓŁ W NIEBIE

MUZUŁMANIE WIERZĄ, ŻE ALLAH NAPISAŁ KORAN W NIEBIE NA KAMIENNEJ TABLICY WIELKOŚCI STOŁU ZANIM ZOSTAŁ ON PRZEKAZANY MAHOMETOWI





PEŁNA ZGODNOŚĆ TEKSTÓW

DODATKOWO MUZUŁMANIE UTRZYMUJĄ, ŻE SKORO KORAN JEST DOSKONAŁY, NIE MA ŻADNYCH ODMIENNYCH WERSJI TYCH SAMYCH TEKSTÓW, ZAGUBIONYCH WERSETÓW, CZY NIEZGODNYCH MANUSKRYPTÓW. W TYM MIEJSCU MUZUŁMAŃSCY APOLOGECI WYKAZUJĄ, ŻE PODCZAS GDY W BIBLII ZNAJDUJĄ SIĘ RÓŻNE MIEJSCA MÓWIĄCE CO INNEGO, KORAN BĘDĄCY DOSKONAŁYM, JEST OD NICH WOLNY.

ODNALEZIONE ORYGINAŁY

WIELU MUZUŁMANÓW MÓWI NAM Z CAŁKOWITĄ PEWNOŚCIĄ SIEBIE, ŻE "ORYGINALNY MANUSKRYPT" KORANU, KTÓRY ZOSTAŁ ZEBRANY PRZEZ SAMEGO MAHOMETA NADAL ISTNIEJE, I ŻE WSZYSTKIE KORANY POCHODZĄ OD TEGO JEDNEGO MANUSKRYPTU.

BRAK TŁUMACZEŃ

PONIEWAŻ KORAN JEST JĘZYKIEM ALLAHA, MUZUŁMANIE UTRZYMUJĄ, ŻE ŻADEN ŚMIERTELNIK NIE MOŻE PRZETŁUMACZYĆ GO NA INNY JĘZYK.

NIEPORÓWNYWALNOŚĆ

WEDŁUG MUZUŁMANÓW, NIKT NIE JEST W STANIE NAPISAĆ LITERATURY TAKIEJ JAKA JEST ZAWARTA W KORANIE (SURA 10: 37, 38).

CZY JEST TAK FAKTYCZNIE?

CZY ROSZCZENIA TE SĄ PRAWDZIWE? CZY ZGADZAJĄ SIĘ Z FAKTAMI? MUSIMY ZDECYDOWANIE STWIERDZIĆ, ŻE ROSZCZENIA TE SĄ FAŁSZYWE.

NIEDOSKONAŁY ARABSKI

PO PIERWSZE KORAN NIE JEST NAPISANY W DOSKONAŁYM JĘZYKU ARABSKIM. ZAWIERA WIELE BŁĘDÓW GRAMATYCZNYCH, CHOĆBY W NASTĘPUJĄCYCH SURACH: 2: 177; 3: 59; 4: 162; 5: 69; 7: 160; 13: 28; 20: 66; 63: 10; ITD.

ALI DASHTI KOMENTUJE:

KORAN ZAWIERA NIEKOMPLETNE ZDANIA, ZROZUMIAŁE JEDYNIE PRZY POMOCY KOMENTARZY; OBCE SŁOWA, NIEZNANE SŁOWA ARABSKIE ORAZ ZWYKŁE SŁOWA UŻYTE W ODMIENNYM OD PRZYJĘTEGO ZNACZENIA; PRZYMIOTNIKI I CZASOWNIKI ODMIENIONE Z POGWAŁCENIEM ZASAD RODZAJU I LICZBY; NIELOGICZNIE I NIEGRAMATYCZNIE ZASTOSOWANE ZAIMKI CZASAMI POZBAWIONE ODNIESIENIA; ORZECZENIA, KTÓRE W RYMOWANYCH FRAGMENTACH ODBIEGAJĄ DALEKO OD PODMIOTU.12



PODSUMOWUJĄC, W KORANIE WYSTĘPUJĘ PONAD STO ABERRACJI PRZYJĘTYCH ZASAD I NORM STRUKTURY JĘZYKA ARABSKIEGO.13

SŁOWA OBCEGO POCHODZENIA

MAŁO TEGO, SĄ FRAGMENTY W KORANIE, KTÓRE NIE SĄ W JĘZYKU ARABSKIM!

W KSIĄŻCE PT. OBCE SŁOWNICTWO W KORANIE ARTHUR JEFFREY DOKUMENTUJE FAKT WYSTĘPOWANIA W KORANIE PONAD SETKI SŁÓW POCHODZENIA OBCEGO (NIE ARABSKIEGO).14

WYSTĘPUZĄ W NIM EGIPSKIE, HEBRAJSKIE, GRECKIE, SYRIACKIE, HAKIDNIAŃSKIE, ETIOPSKIE, PERSKIE SŁOWA I ZWROTY.

ORIENTALISTA CANON SELL ZAUWAŻA:

LICZBA OBCYCH SŁÓW JEST ZNACZNA. ZOSTAŁY ONE ZAPOŻYCZONE Z WIELU JĘZYKÓW. W MUTAWAKKIL JALALU-DIN AS-SYUTIEGO WYMIENIONYCH JEST I SKOMENTOWANYCH STO SIEDEM SŁÓW OBCEGO POCHODZENIA.

WARTOŚCIOWA KSIĄŻKA TA ZOSTAŁA PRZETŁUMACZONA PRZEZ W. Y. BELLA Z UNIWERSYTETU YALE. ARABSKI TEKST ZOSTAŁ RÓWNIEŻ PODANY. DZIĘKI TEMU WIDAĆ, JAK WIELE POJĘĆ ZOSTAŁO ZAPOŻYCZONYCH.15

WIELORAKOŚĆ BRZMIENIOWA

MUZUŁMANIE ATAKUJĄ BIBLIĘ Z POWODU RÓŻNEGO BRZMIENIA TYCH SAMYCH FRAGMENTÓW POCHODZĄCYCH Z RÓŻNYCH MANUSKRYPTÓW. JEDNAK TO SAMO MA MIEJSCE W PRZYPADKU KORANU. JEST W NIM WIELE RÓŻNOBRZMIĄCYCH MIEJSC, CO UDOKUMENTOWAŁ ARTHUR JEFFERY W SWOJEJ KSIĄŻCE PT. MATERIAŁ HISTORYCZNY TEKSTU KORANU.16 W JEDNYM PRZYPADKU JEFFERY PODAJE 90 STRON ODMIENNEGO BRZMIENIA TEKSTU. NA PRZYKŁAD, SURA DRUGA ZAWIERA 140 SPRZECZNYCH I ODMIENNYCH INTERPRETACJI TEKSTU KORANU. WSZYSCY ZACHODNI I MUZUŁMAŃSCY BADACZE SĄ ZGODNI, ŻE TEKST KORANU ZAWIERA RÓŻNE INTERPRETACJE.17 GUILLAUME ZAUWAŻA, ŻE POCZĄTKOWO KORAN ZAWIERAŁ "ZNACZNĄ ILOŚĆ ODMIAN W TEKŚCIE NIE ZAWSZE BŁAHYCH."18

WARTO PRZY TYM ODNOTOWAĆ, ŻE CHOĆ Z WIELKIM OPOREM I NIECHĘCIĄ, W MUZUŁMAŃSKICH PUBLIKACJACH NAUKOWYCH POJAWIA SIĘ POTWIERDZENIE FAKTU, ŻE ISTOTNIE W KORANIE MAJĄ MIEJSCA ODMIENNE WERSJE TEKSTU.19

MUZUŁMAŃSKA ZASŁONA DYMNA

POSTĘP PRAC BADAWCZYCH ZACHODNICH NAUKOWCÓW TAKICH JAK ARTHUR JEFFERY I INNYCH JEST UTRUDNIANY PRZEZ MUZUŁMANÓW UNIEMOŻLIWIAJĄCYCH DOSTĘP DO WCZESNYCH KOPII KORANU OPARTYCH NA TEKSTACH POCHODZĄCYCH Z OKRESU PRZED UJEDNOLICENIEM KORANU DOKONANYM PRZEZ KALIFA USMANA. PROF. JEFFERY OPISUJE TAKI PRZYPADEK:

INTERESUJĄCYM WSPÓŁCZESNYM PRZYKŁADEM JEST INCYDENT JAKI WYDARZYŁ SIĘ W CZASIE WIZYTY W KAIRZE ZMARŁEGO JUŻ PROFESORA BERSTRASSERA. PRACOWAŁ ON NAD ZBIORAMI ARCHIWALNYMI FOTOGRAFUJĄC WCZESNE KODEKSY KUFICKIE ZNAJDUJĄCE SIĘ W BIBLIOTECE EGIPSKIEJ, KIEDY ZWRÓCIŁEM JEGO UWAGĘ NA ZBIÓR ZNAJDUJĄCY SIĘ W BIBLIOTECE AHZAR, KTÓRY ZAWIERAŁ PEWNE INTERESUJĄCE ZABYTKI PIŚMIENNICZE. JEDNAK ODMÓWIONO POZWOLENIA I DOSTĘPU DO KODEKSU, GDYŻ NIE JEST TO ZGODNE Z PRAWOWITYMI ZASADAMI, ABY ZACHODNI NAUKOWIEC POSIADŁ ZNAJOMOŚĆ TAKIEGO TEKSTU.20

JEFFERY KOMENTUJE:

JEŚLI CHODZI O RÓŻNE ODMIANY TEKSTU JAKIE ZACHOWAŁY SIĘ, W INTERESIE ORTODOKSJI LEŻY UTRZYMANIE ICH ISTNIENIA W ŚCISŁEJ TAJEMNICY .21

BRAK NIEKTÓRYCH WERSETÓW

WEDŁUG PROFESORA GUILLAUME, JAK PODAJE ON W SWOJEJ KSIĄŻCE ISLAM (STR. 191), NIEKTÓRE Z ORYGINALNYCH WERSETÓW KORANU ZAGUBIŁY SIĘ. NA PRZYKŁAD JEDNA Z SUR PIERWOTNIE SKŁADAŁA SIĘ Z 200 WERSETÓW ZA CZASÓW AISZY. KIEDY USMAN UJEDNOLICIŁ TEKST KORANU , Z SURY TEJ ZACHOWAŁY SIĘ JEDYNIE 73 WERSETY! WSZYSTKIE 127 BRAKUJĄCYCH WERSETÓW ZOSTAŁO BEZPOWROTNIE ZAGUBIONYCH. SZYICCY MUZUŁMANIE UTRZYMUJĄ, ŻE USMAN Z POWODÓW POLITYCZNYCH POZOSTAWIŁ POZA KORANEM 25 PROCENT ORYGINALNEGO MATERIAŁU.22 TO, ŻE USMAN POZOSTAWIŁ WERSETY POZA KORANEM JEST POWSZECHNIE PRZYJĘTE.23 KSIĄŻKA JOHNA BURTONA KORAN ZEBRANY OPUBLIKOWANA PRZE UNIWERSYTET W CAMBRIDGE DOKUMENTUJE W JAKI SPOSÓB WERSETY ZOSTAŁY ZAGUBIONE.24 ODNOŚNIE MUZUŁMAŃSKICH ROSZCZEŃ CO DO DOSKONAŁOŚCI KORANU BURTON PISZE:

RELACJE MUZUŁMANÓW CO DO HISTORII TEKSTÓW KORANU PEŁNE SĄ NIEPOROZUMIEŃ, SPRZECZNOŚCI I NIEKONSEKWENCJI.25

ZMIANY W KORANIE

JEDNYM Z INTERESUJĄCYCH SPOSOBÓW, W JAKI CZĘŚĆ ORYGINALNYCH WERSETÓW KORANU ZAGUBIŁA SIĘ POLEGAŁ NA TYM, ŻE NIEJAKI ABDULLAH SARH, UCZEŃ MAHOMETA PODSUNĄ SWEMU MISTRZOWI POMYSŁ, ABY TEN POWTARZAŁ, DODAWAŁ, LUB ODEJMOWAŁ Z TREŚCI ISTNIEJĄCYCH JUŻ SUR. MAHOMET CZĘSTO POSTĘPOWAŁ TAK JAK SUGEROWAŁ SAHR.

ALI DASHTI KOMENTUJE TO, CO SIĘ PÓŹNIEJ WYDARZYŁO:

ABDULLAH PORZUCIŁ ISLAM, GDYŻ WEDŁUG NIEGO, JEŚLI OBJAWIENIA MIAŁY BYĆ OD BOGA, NIE MOŻNA BY ICH ZMIENIĆ POD WPŁYWEM ZWYKŁEGO PISARZA JAKIM BYŁ ON SAM. PO APOSTAZJI UDAŁ SIĘ ON DO MEKKI I PRZYŁĄCZYŁ SIĘ DO KURAJSZYTÓW.26

NIE DZIWI ZATEM FAKT, ŻE KIEDY MAHOMET ZDOBYŁ MEKKĘ JEDNYM Z PIERWSZYCH LUDZI, KTÓRYCH ZABIŁ, BYŁ ABDULLAH, WIEDZIAŁ ON BOWIEM ZBYT WIELE I ZBYT WIELE MÓWIŁ.

ANULOWANE WERSETY

W PROCESIE ANULOWANIA, O JAKIM WSPOMNIELIŚMY WCZEŚNIEJ, NIEKTÓRE WERSETY NIEZGODNE Z MUZUŁMAŃSKĄ WIARĄ I PRAKTYKĄ ZOSTAJĄ USUNIĘTE, TAK JAK DOBRZE ZNANE "SZATAŃSKIE WERSETY," W KTÓRYCH MAHOMET PRZYZWALA NA KULT TRZECH CÓREK BOGINEK, CÓREK ALLAHA.

ARABISTA E. WHERRY KOMENTUJE:

MIMO ŻE ISTNIEJĄ W KORANIE FRAGMENTY PRZECZĄCE SOBIE, MUZUŁMAŃSCY DOKTORZY UCIEKAJĄ SIĘ DO DOKTRYNY ANULOWANIA, MÓWIĄC, ŻE BÓG W KORANIE NAKAZUJE RÓŻNE RZECZY, KTÓRE PÓŹNIEJ Z WAŻNYCH POWODÓW ODWOŁUJE I ANULUJE.27

WHERRY NASTĘPNIE DOKUMENTUJE SZEREG PRZYKŁADÓW USUWANIA WERSETÓW Z KORANU. CANON SELL W SWOJEJ PRACY HISTORYCZNY ROZWÓJ KORANU RÓWNIEŻ KOMENTUJE PRAKTYKĘ ANULOWANIA WERSETÓW KORANU SPRAWIAJĄCYCH PROBLEMY:

ZDUMIEWAJĄCE JAK KOMPROMITUJĄCA TA PRAKTYKA ZNAJDUJE ZASTOSOWANIE W SYSTEMIE ZARÓWNO PRZEZ LUDZI PRZYJAZNYCH JAK I WROGÓW.28

DODANE WERSETY

NIE TYLKO NIEKTÓRE FRAGMENTY KORANU ZAGUBIŁY SIĘ ALE TAKŻE CAŁE WERSETY I ROZDZIAŁY ZOSTAŁY DODANIE DO NIEGO. NA PRZYKŁAD, UBAI W SWOIM RĘKOPISIE KORANU MA SZEREG SUR, KTÓRE NIE ZNALAZŁY SIĘ W STANDARDOWEJ WERSJI KORANU USMANA. STĄD WIEMY, ŻE BYŁY W OBIEGU WERSJE KORANU, W KTÓRYCH NIEKTÓRE OBJAWIENIA MAHOMETA SZCZEGÓLNIE NIE PASOWAŁY USMANOWI DLATEGO WYKLUCZYŁ ON JE Z UJEDNOLICONEGO TEKSTU KORANU.

BRAK ORYGINAŁU

W SPRAWIE ROSZCZENIA JAKOBY ZNAJDOWAŁ SIĘ GDZIEŚ " ORYGINALNY" RĘKOPIS KORANU, JAK WSPOMNIELIŚMY WCZEŚNIEJ NIE BYŁO JEDNEGO RĘKOPISU KORANU.



JAK PISZE ARTHUR JEFFERY:

NIE MA NIC BARDZIEJ PEWNIEJSZEGO JAK TO, ŻE KIEDY PROROK UMARŁ, NIE BYŁO ZEBRANEGO, UŁOŻONEGO I UPORZĄDKOWANEGO MATERIAŁU OBJAWIENIA. NAJWCZEŚNIEJSZA WARSTWA TRADYCJI JAKA, JEST NAM DOSTĘPNA WYRAŹNIE DAJE DO ZROZUMIENIA, ŻE KORAN JAKO SPUŚCIZNA DLA SPOŁECZEŃSTWA NIE BYŁ JESZCZE GOTOWY. PROROK USTNIE OGŁASZAŁ SWOJE ORĘDZIA, I ZA WYJĄTKIEM PÓŹNIEJSZEGO OKRESU JEGO SŁUŻBY, TO CZY BYŁY ONE SPISYWANE CZY NIE, BYŁO CZĘSTO SPRAWĄ ZWYKŁEGO PRZYPADKU.29

CO ZATEM Z ROSZCZENIAMI TYCH MUZUŁMANÓW, KTÓRZY NADAL UPIERAJĄ SIĘ, ŻE MAHOMET ZANIM UMARŁ, ZEBRAŁ KOMPLETNY KORAN? JEFFERY ODPOWIADA:

NIEWIELE POTRZEBA, ABY POKAZAĆ FAKT, ŻE PRÓBA TA NIE MA PODSTAW.30

CAESAR FARAH W SWOJEJ KSIĄŻCE O ISLAMIE STWIERDZA:

W MOMENCIE ŚMIERCI MAHOMETA NIE BYŁO ANI JEDNEGO EGZEMPLARZA ŚWIĘTEGO TEKSTU.31

MAŁA ENCYKLOPEDIA ISLAMU KOMENTUJE:

JEDNO JEST PEWNE I OTWARCIE POTWIERDZONE TRADYCJĄ, MIANOWICIE TO, ŻE NIE BYŁO OSTATECZNEGO ZBIORU OBJAWIEŃ DLATEGO, ŻE DOPÓKI BYŁ ON PRZY ŻYCIU NOWE OBJAWIENIA CIĄGLE BYŁY DODAWANE DO WCZEŚNIEJSZYCH.32

STĄD OCZYWISTYM JEST, ŻE KOŚCI, KAMIENIE, LIŚCIE PALMOWE, KORA Z DRZEW I INNE MATERIAŁY NA KTÓRYCH SPISANO TREŚCI WYPOWIEDZI MAHOMETA PO JEGO ATAKACH CZY TRANSACH ZOSTAŁY ZEBRANE DOPIERO PO JEGO ŚMIERCI. FAKTEM JEST RÓWNIEŻ TO, ŻE ŻADNA Z TYCH RZECZY NIE ISTNIEJE DZISIAJ. DAWNO JUŻ ZGINĘŁY LUB ULEGŁY ZNISZCZENIU. WCZESNE WERSJE KORANU POZOSTAWAŁY W KONFLIKCIE ZE SOBĄ. NIEKTÓRE MIAŁY WIĘCEJ SUR NIŻ INNE. CZĘSTO RÓŻNIŁY SIĘ SŁOWAMI. ZA KAŻDYM RAZEM, GDY PYTAMY MUZUŁMAŃSKICH APOLOGETÓW BY WSKAZALI NA MIEJSCE GDZIE ZNAJDUJE SIĘ "ORYGINALNY" RĘKOPIS KORANU, MÓWIĄ ONI ŻE NIE WIEDZĄ GDZIE SIĘ ZNAJDUJE ALE SĄ PEWNI ŻE ISTNIEJE, PONIEWAŻ NIE MOŻE BYĆ INACZEJ. ARGUMENT TAKI JEST GORSZY OD BRAKU JAKIEGOKOLWIEK ARGUMENTU!

TEKST USMANA

PRZECHODZĄC DO PRACY KALIFA USMANA, NALEŻY POSTAWIĆ NASTĘPUJĄCE HISTORYCZNE PYTANIA:

• DLACZEGO ZMUSZONY BYŁ UJEDNOLICIĆ STANDARDOWY TEKST, JEŻELI STANDARDOWY TEKST JUŻ ISTNIAŁ?
• DLACZEGO USIŁOWAŁ ZNISZCZYĆ WSZYSTKIE "INNE" RĘKOPISY, JEŻELI NIE BYŁO ŻADNYCH SPRZECZNYCH RĘKOPISÓW?
• DLACZEGO UCIEKAŁ SIĘ ON DO GROŹBY ODEBRANIA ŻYCIA, ZMUSZAJĄC LUDZI DO PRZYJĘCIA JEGO TEKSTU, JEŻELI WSZYSCY MIELI TEN SAM TEKST?
• DLACZEGO WIELU ODRZUCIŁO JEGO TEKST POZOSTAJĄC PRZY SWOICH TEKSTACH?

POWYŻSZE PYTANIA ODDAJĄ CAŁKOWITY STAN ZAMIESZANIA I SPRZECZNOŚCI JAKI MIAŁ MIEJSCE ZA CZASÓW USMANA WOKÓŁ TEKSTU KORANU. FAKT, ŻE NAKAZAŁ ON ZNISZCZENIE WSZYSTKICH STARSZYCH KOPII KORANU DOWODZI, ŻE OBAWIAŁ SIĘ ON, ŻE WYKAŻĄ ONE JAK BARDZO NIEDOSKONAŁY BYŁ JEGO TEKST NA SKUTEK DODATKÓW BĄDŹ POMINIĘĆ TEGO, CO MAHOMET FAKTYCZNIE POWIEDZIAŁ. NA SZCZĘŚCIE, NIEKTÓRE Z TYCH STARSZYCH KOPII OCALAŁY I ZOSTAŁY ODNALEZIONE PRZEZ UCZONYCH TAKICH JAK ARTHUR JEFFERY. ZACHODNI UCZENI WYKAZALI PONAD WSZELKĄ WĄTPLIWOŚĆ, ŻE TEKST USMANA NIE ZAWIERA CAŁEGO KORANU. PODOBNIE TEŻ TO, CO ZAWIERA, NIE JEST POPRAWNE WE WSZYSTKICH SŁOWACH.

RÓŻNE PRZEKŁADY

CO DO STWIERDZENIA, ŻE KORAN NIE MOŻE ZOSTAĆ PRZETŁUMACZONY, ZE ZDUMIENIEM PRZYJMUJEMY NASTĘPUJĄCE SŁOWA WE WSTĘPIE DO DOSKONAŁEGO ANGIELSKIEGO PRZEKŁADU KORANU DOKONANEGO PRZEZ MUZUŁMANINA MAHOMETA PICKTHALA; "KORAN NIE MOŻE ZOSTAĆ PRZEŁOŻONY"!
Jest więc oczywiste, że Koran może zostać z powodzeniem przetłumaczony, choćby przez samego Pickthala.

SURY PODOBNIE PISANE

WYZWANIE, ABY NAPISAĆ SURY PODOBNE DO TYCH W KORANIE ZOSTAŁO PODJĘTE WIELOKROTNIE. CANON SELL KOMENTUJE:

LUDZIOM UDAWAŁO SIĘ PISAĆ Z PODOBNĄ ELOKWENCJĄ I ARANŻACJĄ. NIEJAKI NADIR IBN HARITHA ZDOŁAŁ UŁOŻYĆ NIEKTÓRE HISTORIE PERSKICH MONARCHÓW W ROZDZIAŁY I SURY ORAZ RECYTOWAĆ JE.33

MCCLINTOCK & STRONG KOMENTUJE:

HAMZAH BEN-AHED NAPISAŁ SZEREG KSIĄŻEK PRZECIW KORANOWI Z NIE MNIEJSZĄ ELEGANCJĄ, MASLEMA NAPISAŁ KOLEJNĄ, JESZCZE WSPANIALSZĄ, NA SKUTEK KTÓREJ WIELU MUZUŁMANÓW PORZUCIŁO ISLAM.34

ODCISKI MAHOMETA

SKORO MUZUŁMANIE TWIERDZĄ, ŻE KORAN ZOSTAŁ PRZEKAZANY Z NIEBA, I ŻE MAHOMET NIE JEST JEGO LUDZKIM AUTOREM, WARTO ZAUWAŻYĆ, ŻE WEDŁUG MAŁEJ ENCYKLOPEDII ISLAMU, JĘZYK ARABSKI KORANU JEST DIALEKTEM KOGOŚ, KTO BYŁ CZŁONKIEM PLEMIENIA KURAJSZYTÓW ZAMIESZKUJĄCEGO MIASTO MEKKA. STĄD ODCISKI MAHOMETA WIDOCZNE SĄ W CAŁYM KORANIE.35 JEŻELI KORAN MIAŁBY BYĆ NAPISANY JAKIMŚ NIEBIESKIM, DOSKONAŁYM ARABSKIM, TO DLACZEGO POKAZUJE ON OTWARCIE, ŻE BYŁ ON MÓWIONY PRZEZ KOGOŚ, KTO BYŁ Z PLEMIENIA KURAJSZYTÓW MIESZKAJĄCYCH W MEKCE?
MUSIMY W TYM MIEJSCU PRZYZNAĆ, ŻE ARGUMENT MUZUŁMANÓW NA NIEBIAŃSKIE POCHODZENIE KORANU I JEGO DOSKONAŁY ARABSKI NIE MOŻE ODERWAĆ SIĘ OD ZIEMI. KORAN W SWOIM DIALEKCIE, SŁOWNICTWIE I TREŚCI ODZWIERCIEDLA STYL JEGO AUTORA, - MAHOMETA A NIE JAKIEGOŚ NIEBIAŃSKIEGO ALLAHA.

KONKLUZJA

FAKTYCZNA HISTORIA ZEBRANIA I POWSTANIA TEKSTU KORANU DOWODZI JEDNOZNACZNIE, ŻE MUZUŁMAŃSKIE ROSZCZENIA SĄ FIKCYJNE I NIEZGODNE Z FAKTAMI. ODCISKI MAHOMETA WIDOCZNE NA KAŻDEJ STRONIE DOWODZĄ LUDZKIEGO POCHODZENIA KORANU.


NAUKOWE SPOJRZENIE NA KORAN

NIE PRZESTAJE ZADZIWIAĆ NAS, ŻE WSPÓŁCZEŚNI MUZUŁMANIE UZNAJĄ, ŻE MAJĄ DOSKONAŁE PRAWO KRYTYKOWAĆ BIBLIĘ JAKO SFAŁSZOWANĄ I PEŁNĄ SPRZECZNOŚCI I JEDNOCZEŚNIE OBRAŻAĆ SIĘ I OBRZUCAĆ EPITETAMI TAKIMI JAK RASISTA TYCH, KTÓRZY W PODOBNY SPOSÓB PODCHODZĄ DO KORANU!

KSIĄŻKA BUCAILLA

PRZYKŁADEM TEGO JEST PRACA MAURYCEGO BUCAILLA, BIBLIA, KORAN I NAUKA. PODCZAS GDY BUCAILLE PRZYPUSZCZA OTWARTY ATAK NA INSPIRACJĘ I TEKST BIBLII, KIEDY DOCHODZI DO KORANU, ZAPEWNIA ON CZYTELNIKA, ŻE POSIADA ON "NIEKWESTIONOWANĄ AUTENTYCZNOŚĆ!". NIE PODEJMUJE ON WIELU PROBLEMÓW JAKIE ISTNIEJĄ W KORANIE, NATOMIAST POŚWIĘCA CZAS ATAKUJĄC BIBLIĘ.36 TAK NAPRAWDĘ, LUDZIE NIGDY NIE PRZESTALI WĄTPIĆ W KORAN OD SAMEGO POCZĄTKU, I DO DZISIAJ JEST ON STALE PODWAŻANY.

SZEREG PROBLEMÓW

ISTNIEJE SZEREG PROBLEMÓW W METODZIE BUCAILEGO

PO PIERWSZE, ZARÓWNO KORAN JAK I HADDISY PODTRZYMUJĄ, ŻE BIBLIA JEST NATCHNIONYM SŁOWEM BOŻYM I CZĘSTO ODWOŁUJĄ SIĘ DO NIEJ, JAKO AUTORYTETU TEGO, CZEGO UCZYŁ MAHOMET TAK WIĘC JEŚLI UPAŚĆ MA BIBLIA, WRAZ Z NIĄ UPADA KORAN I HADDISY.37

PO DRUGIE, BUCAILLE GWAŁCI JEDNO Z PODSTAWOWYCH PRAW LOGIKI. MAŁO TEGO JEGO KSIĄŻKA PEŁNA JEST WSZELKICH MOŻLIWYCH LOGICZNYCH BŁĘDÓW ZNANYCH CZŁOWIEKOWI. W SZCZEGÓLNOŚCI JEDNAK ZAKŁADA ON, ŻE JEŻELI UDA MU SIĘ "OBALIĆ" BIBLIĘ, TO W TEN SPOSÓB UTRZYMA ON KORAN.
NIESTETY, NIE MOŻNA UDOWODNIĆ SWOJĄ POZYCJĘ JEDYNIE OBALAJĄC CZYJĄŚ.

JEŚLI CHODZI O ŚCISŁĄ LOGIKĘ, TO ZARÓWNO BIBLIA, KORAN JAK I HADDISY, WSZYSTKIE ONE MOGĄ BYĆ W BŁĘDZIE! KORAN NIE JEST NATCHNIONY TYLKO DLATEGO, ŻE JAKAŚ INNA ŚWIĘTA KSIĘGA JEST OBALONA. KAŻDA Z NICH MUSI OSTAĆ SIĘ NA "WŁASNYCH NOGACH."


BŁĘDNE KOŁO

NIEKTÓRZY MUZUŁMANIE UCIEKAJĄ SIĘ DO POKRĘTNEJ ARGUMENTACJI W KWESTII KORANU. ZAKŁADAJĄ ZA PRAWDZIWE TO, CO MUSZĄ JESZCZE UDOWODNIĆ.

MUZUŁMANIN: MAHOMET JEST PROROKIEM BOŻYM.
nie-muzułmanin: Dlaczego jest to prawda?
MUZUŁMANIN: TAK MÓWI KORAN.
NIE-MUZUŁMANIN: DLACZEGO KORAN JEST PRAWDZIWY?
MUZUŁMANIN: KORAN JEST BEZ BŁĘDÓW.
NIE-MUZUŁMANIN: DLACZEGO JEST TO PRAWDA?
MUZUŁMANIN: DLATEGO, ŻE TAK MÓWI KORAN.
NIE-MUZUŁMANIN: ALE DLACZEGO KORAN JEST PRAWDZIWY?
MUZUŁMANIN: KORAN JEST BEZBŁĘDNY.

ZAMIAST WIOSŁOWAĆ W KÓŁKO JEDNYM WIOSŁEM MUSIMY PODDAĆ KORAN KRYTYCZNEMU NAUKOWEMU PRZEBADANIU. JEŚLI JEST PRAWDZIWY, OSTANIE SIĘ POD KAŻDĄ PRÓBĄ. JEŚLI JEST FAŁSZYWY, LEPIEJ JEST O TYM WIEDZIEĆ TERAZ, ZANIM WYKONA SIĘ ŚLEPY SKOK WIARY.

EWANGELIA BARNABY

OBECNE PRÓBY NIEKTÓRYCH MUZUŁMANÓW POSŁUŻENIA SIĘ GNOSTYCZNYM DZIEŁEM ZATYTUŁOWANYM EWANGELIA BARNABY JAKO DAWNO ZAGUBIONA EWANGELIA UCZNIA, KTÓREGO NAZWĘ NOSI, RZEKOMO BARDZIEJ AUTORYTATYWNA NIŻ SAM NOWY TESTAMENT ZASŁUGUJĄ NA SZEREG OBSERWACJI.

ZACHODNI UCZENI WIELOKROTNIE WYKAZALI, ŻE TAK ZWANA EWANGELIA BARNABY JEST PRZYKŁADEM OSZUSTWA W KAŻDYM DETALU.38 NA PRZYKŁAD, BARNABA NIE MÓGŁ NAPISAĆ JEJ, GDYŻ SŁOWNICTWO JAKIM SIĘ POSŁUGUJE WYJAWIA, ŻE NIE ZOSTAŁA NAPISANA W PIERWSZYM WIEKU. CO WIĘCEJ, ZAWIERA ONA STWIERDZENIA, KTÓRE W OCZYWISTY SPOSÓB PRZECZĄ KORANOWI, HADDISOM ORAZ BIBLII! JEST TO MIECZ, KTÓRY TNIE NA TRZY STRONY! TAK JAK MUZUŁMANIN MOŻE POSŁUŻYĆ SIĘ TĄ RZEKOMO ZAGINIONĄ EWANGELIĄ ABY ZAPRZECZYĆ BIBLII, NIE-MUZUŁMANIN MOŻE RÓWNIE DOBRZE POSŁUŻYĆ SIĘ NIĄ ABY ZAPRZECZYĆ KORANOWI I HADDISOM.39NA PRZYKŁAD, EWANGELIA BARNABY POTĘPIA POSIADANIE WIĘCEJ NIŻ JEDNEJ ŻONY, PODCZAS GDY KORAN ZEZWALA NA POSIADANIE DO CZTERECH ŻON. RÓWNIEŻ ZEZWALA ONA NA SPOŻYWANIE WIEPRZOWINY, PODCZAS GDY KORAN TEGO ZABRANIA. KIEDY MUZUŁMANIN OGŁASZA EWANGELIĘ BARNABY ZA NATCHNIONĄ, TAK NAPRAWDĘ PRZYKŁADA SOBIE NÓŻ DO GARDŁA!

WOLNOŚĆ KRYTYKI

MUZUŁMANIE MUSZĄ ZROZUMIEĆ, ŻE SKORO WOLNO IM KRYTYKOWAĆ BIBLIĘ, INNYM LUDZIOM WOLNO KRYTYKOWAĆ KORAN. WIELU MUZUŁMANÓW UWAŻA, ŻE JAKAKOLWIEK KRYTYKA KORANU JEST BLUŹNIERSTWEM I POWINNA BYĆ ZAKAZANA. STĄD WIADOMO, DLACZEGO MUZUŁMAŃSCY APOLOGECI NIE GODZĄ SIĘ NA UDZIAŁ W DEBATACH NAD BŁĘDAMI I SPRZECZNOŚCIAMI W KORANIE. CHCĄ ONI UCZESTNICZYĆ W DEBATACH PRZECIW CHRZEŚCIJAŃSTWU, BIBLII ITP., ALE NIGDY W OBRONIE KORANU.

NA POCZĄTEK ZGODA

PO WIELU LATACH OBRACANIA SIĘ WŚRÓD MUZUŁMANÓW ODKRYLIŚMY, ŻE NA SAMYM POCZĄTKU NALEŻY UZYSKAĆ OD NICH ZGODĘ NA TO, ŻE NA ZACHODZIE MAMY WOLNOŚĆ RELIGIJNĄ, KTÓRA OZNACZA, ŻE MOŻEMY KRYTYKOWAĆ BIBLIĘ, KORAN, WEDY, KSIĘGĘ MORMONA ORAZ KAŻDĄ INNĄ "ŚWIĘTĄ" KSIĘGĘ.

BEZ URAZY

DYSKUSJE TAKIE NIE MOGĄ BYĆ POSTRZEGANE JAKO OSOBISTY ATAK CZY OBELGA. POWINNY ONE BYĆ PROWADZONE W SPOSÓB OBIEKTYWNY Z ZACHOWANIEM PRZYJĘTYCH KRYTERIÓW BADAWCZYCH PO TO, ABY MOŻNA BYŁO DOTRZEĆ DO PRAWDY. JAKAKOLWIEK RELIGIA ZABRANIAJĄCA LUDZIOM BADANIA SWOICH ŚWIĘTYCH KSIĄG OGÓLNIE PRZYJĘTYMI METODAMI BADAWCZO LOGICZNYMI MA NAJPRAWDOPODOBNIEJ COŚ DO UKRYCIA.

PROSTA PRAWDA

PROSTA PRAWDA TO TO, ŻE KORAN ZAWIERA SZEREG PROBLEMÓW. DO NIEKTÓRYCH Z NICH WŁAŚNIE PRZEJDZIEMY. SKORO KORAN UTRZYMUJE, ŻE JEST WOLNY OD BŁĘDÓW JAKO DOWÓD SWEGO NATCHNIENIA W SURZE 85: 21, 22, OBECNOŚĆ CHOĆBY JEDNEGO BŁĘDU W KORANIE WYSTARCZA, BY RZUCIĆ NA TO POWAŻNY CIEŃ.



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt gru 22, 2015 6:15 pm

BIBLIA A KORAN

NA POCZĄTKU SWEJ SŁUŻBY MAHOMET NIEUSTANNIE ODWOŁYWAŁ SIĘ DO STAREGO I NOWEGO TESTAMENTU JAKO PROBIERZA SWOICH NAUK.

MÓWIŁ ON, ŻE ILEKROĆ KTOŚ CHCIAŁ SPRAWDZIĆ, CZY TO CZEGO ON UCZYŁ JEST PRAWDĄ, POWINIEN UDAĆ SIĘ DO "LUDZI KSIĘGI" I SPYTAĆ SIĘ, CZY RZECZYWIŚCIE TAK TO STOI W ICH PISMACH (SURA 2-13, 16, 17, 20, 21, 23, 25, 26, 28, 29, 32, 34, 35, 38, 39-48, 53, 54, 61, 62, 66, 74, 80, 87, 98, ITD.).

ZDROWA ZASADA

ZASADA, KTÓREJ TRZYMAŁ SIĘ MAHOMET Z POCZĄTKU BYŁA POPRAWNA. STARSZE OBJAWIENIA MAJĄ OCENIĆ WSZYSTKIE TAK ZWANE "NOWE OBJAWIENIA." DLATEGO BIBLIA MUSI BYĆ STANDARDEM WEDŁUG KTÓREGO WSZYSTKIE PÓŹNIEJSZE OBJAWIENIA MAJĄ BYĆ MIERZONE, W TYM TAKŻE I KORAN.
JEST TO PROSTA KWESTIA CHRONOLOGII. MAHOMET PRZYSZEDŁ 600 LAT PO CHRYSTUSIE. KORAN POWSTAŁ ZATEM JUŻ PO SKOMPLETOWANIU NOWEGO TESTAMENTU.

STARE WERYFIKUJE NOWE

WAŻNOŚĆ NOWEGO TESTAMENTU OPARTA JEST NA FAKCIE WYPEŁNIENIA ZAPOWIEDZI, SYMBOLIZMU ORAZ TYPOLOGII STAREGO TESTAMENTU. W TEN SAM SPOSÓB, JEŚLI KORAN MA ZOSTAĆ PRZYJĘTY JAKO SŁOWO BOGA MUSI ZOSTAĆ PODDANY TESTOWI ZGODNOŚCI Z PISMEM ŚWIĘTYM JAKIE ZNAJDUJE SIĘ W BIBLII. KORAN UTRZYMUJE, ŻE JEST KONTYNUACJĄ BIBLII I JEST Z NIĄ ZGODNY (SURA 2: 136).

SPRAWA LOGIKI

OZNACZA TO, ŻE ILEKROĆ ISTNIEJE SPRZECZNOŚĆ POMIĘDZY BIBLIĄ A KORANEM, USTĄPIĆ MUSI KORAN, A NIE BIBLIA.

DOTYCZY TO W SZCZEGÓLNOŚCI SYTUACJI, KIEDY TEKST KORANU PRZECZY TEKSTOWI BIBLII. MUZUŁMANIE STOJĄ NA STANOWISKU, ŻE TEN SAM BÓG (ALLAH) OBJAWIŁ BIBLIĘ I KORAN. TAK WIĘC KORAN NIGDY NIE MOŻE ZAPRZECZAĆ BIBLII, W PRZECIWNYM RAZIE ALLAH PRZECZYŁBY SOBIE SAMEMU. OCZYWISTYM STAJE SIĘ, ŻE JEŚLI ALLAH PRZECZY SOBIE NIE JEST ON DOSKONAŁYM. A JEŚLI NIE JEST ON DOSKONAŁYM, NIE MOŻE BYĆ BOGIEM.

PORÓWNANIE LITERACKIE

TAK WIĘC PORA NA LITERACKIE PORÓWNANIE TEKSTU BIBLII Z TEKSTEM KORANU. NIE JEST PRZY TYM NAWET POTRZEBNE PRZEKONANIE O NATCHNIENIU BIBLII ABY DOKONAĆ TAKIEGO PORÓWNANIA Z KORANEM. MÓWIĄC LOGICZNIE, ATEISTA, SCEPTYK, HINDUS ALBO ŻYD MOŻE DOKONAĆ TAKIEGO PORÓWNANIA RÓWNIE DOBRZE JAK WIERZĄCY CHRZEŚCIJANIN.

KTÓRA KSIĘGA MA PRIORYTET?

JEŻELI KORAN NIE ZGADZA SIĘ Z TEKSTEM I NAUCZANIEM BIBLII, TO ZNACZY ŻE JEST W SPRZECZNOŚCI Z BIBLIĄ. JEŻELI KORAN ZAPRZECZA BIBLII MUSI ON WÓWCZAS USTĄPIĆ. DLACZEGO? PONIEWAŻ BIBLIA POWSTAŁA PRZED KORANEM I SKORO KORAN ODWOŁUJE SIĘ DO BIBLII PO SWOJĄ WERYFIKACJĘ, WÓWCZAS ILEKROĆ MA MIEJSCE KONFLIKT POMIĘDZY NIMI, MŁODSZY I NIŻSZY (KORAN) MUSI USTĄPIĆ STARSZEMU I WYŻSZEMU (BIBLII).

CZY BIBLIA JEST SFAŁSZOWANA?

MUZUŁMANIE ZAZWYCZAJ REAGUJĄ NA TAKIE STAWIANIE SPRAWY STWIERDZENIEM, ŻE KORAN MA ZAWSZE RACJĘ, NAWET WTEDY, KIEDY NIE ZGADZA SIĘ Z BIBLIĄ. DLACZEGO? DLATEGO, ŻE BIBLIA ZOSTAŁA SFAŁSZOWANA I NIE MOŻNA JEJ UFAĆ. PODCZAS GDY JEST NIEZMIERNIE ŁATWO POWIEDZIEĆ, ŻE BIBLIA JEST SFAŁSZOWANA, UDOWODNIĆ TO, TO ZUPEŁNIE INNA SPRAWA. W NIEZLICZONYCH SPOTKANIACH Z MUZUŁMANAMI ILEKROĆ KORAN ZAPRZECZA TEMU CO MÓWI BIBLIA, ZAWSZE SŁYCHAĆ TO SAMU: "BIBLIA W TYM MIEJSCU JEST SFAŁSZOWANA." KIEDY PYTAM O JAKIŚ DOWÓD NA TO, ŻE HEBRAJSKI CZY GRECKI TEKST JEST SFAŁSZOWANY, ZNOWU SŁYSZĘ TO SAMO: "NIE MUSZĘ DOWODZIĆ, ŻE JEST SFAŁSZOWANY, JEŻELI BY NIE BYŁ SFAŁSZOWANY ZGADZAŁBY SIĘ ZE ŚWIĘTYM KORANEM."

NA PRZYKŁAD KORAN ZAPRZECZA BIBLII MÓWIĄC, ŻE JEZUS NIE BYŁ UKRZYŻOWANY. CZY JEST ZATEM JAKIKOLWIEK DOWÓD TEKSTOWY, ŻE WERSETY W BIBLII MÓWIĄCE O UKRZYŻOWANIU CHRYSTUSA POCZĄTKOWO BYŁY W BIBLII NIEOBECNE? CZY ZNAJDUJE SIĘ JAKIKOLWIEK DOWÓD NA TO, ŻE POCZĄTKOWO BIBLIA NIE UCZYŁA NIC O UKRZYŻOWANIU? NIE MA NAJMNIEJSZEGO DOWODU NA TO, ŻE TEKST BIBLIJNY DOTYCZĄCY UKRZYŻOWANIA ZOSTAŁ SFAŁSZOWANY. BIBLIA OD SAMEGO POCZĄTKU JASNO PRZEDSTAWIAŁA, ŻE JEZUS CHRYSTUS UMARŁ NA KRZYŻU.40

LOGICZNY DYLEMAT

W TYM MIEJSCU MUZUŁMANIN ZNAJDUJE SIĘ W POTRZASKU. JEŻELI PRZYZNA ON, ŻE OD POCZĄTKU BIBLIA NAUCZA, ŻE JEZUS UMARŁ NA KRZYŻU, WÓWCZAS KORAN STOI W BEZPOŚREDNIEJ SPRZECZNOŚCI ZE STARSZYMI OBJAWIENIAMI. ALE MAHOMET OBIECAŁ, ŻE TAK NIE BĘDZIE. DLACZEGO? KORAN MUSI ZGADZAĆ SIĘ ZE WSZYSTKIMI WCZEŚNIEJSZYMI OBJAWIENIAMI, PONIEWAŻ WSZYSTKIE ONE RZEKOMO POCHODZĄ OD TEGO SAMEGO BOGA. Z JEDNEJ STRONY, JEŻELI MUZUŁMANIN ODRZUCA BIBLIĘ, MUSI JEDNOCZEŚNIE ODRZUCIĆ KORAN, JAKO ŻE TEN ODWOŁUJE SIĘ DO NIEJ JAKO DO BOŻEGO SŁOWA. Z DRUGIEJ STRONY, JEŻELI AKCEPTUJE BIBLIĘ, MUSI ODRZUCIĆ KORAN, PONIEWAŻ JEST Z NIĄ SPRZECZNY. W KAŻDYM PRZYPADKU KORAN PRZEGRYWA.

ŚLEPY SKOK WIARY

CO ZATEM CZYNI MUZUŁMANIN? WYKONUJE ON ŚLEPY SKOK WIARY I MÓWI: "TEKST BIBLII W TYM MIEJSCU MUSI BYĆ SFAŁSZOWANY. PIERWOTNIE NIE UCZYŁA ONA, ŻE JEZUS UMARŁ NA KRZYŻU. NIE MUSZĘ TEGO UDOWADNIAĆ. WIEM ŻE TAK JEST, PONIEWAŻ W PRZECIWNYM RAZIE NIE MAM WYJŚCIA I MUSZĘ ZANIECHAĆ KORANU DLATEGO ŻE ODWOŁUJE SIĘ ON DO BIBLII JAKO PODSTAWY SWOJEGO AUTORYTETU."

NIELOGICZNOŚĆ ARGUMENTACJI MUZUŁMANINA JEST SPRZECZNA Z NAUKOWYM UMYSŁEM. JEŻELI NIE MA NAJMNIEJSZEGO ŚLADU DOWODU NA TO, ŻE KONKRETNY FRAGMENT TEKSTU W BIBLII ZOSTAŁ SFAŁSZOWANY, JEST ZATEM NIERACJONALNE UTRZYMYWANIE, ŻE JEST SFAŁSZOWANY TYLKO DLATEGO, ŻE NIE ZGADZA SIĘ Z KORANEM. MUZUŁMANIE PRÓBUJĄ WYBRNĄĆ Z MATNI UTRZYMUJĄC, ŻE BIBLIA ZOSTAŁA SFAŁSZOWANA PO NAPISANIU KORANU. MAMY JEDNAK MANUSKRYPTY STAREGO TESTAMENTU POCHODZĄCE Z 200 ROKU PRZED CHR.. ORAZ FRAGMENTY NOWEGO TESTAMENTU Z PIERWSZEGO WIEKU, STĄD WIEMY JAK WYGLĄDAŁA BIBLIA ZA CZASÓW JEZUSA I APOSTOŁÓW. KIEDY PORÓWNAMY SPRAWDZONĄ W TEN SPOSÓB BIBLIĘ Z POMIESZANYMI PRZEKAZAMI, IMIONAMI I MOWAMI JAKIE ZNAJDUJĄ SIĘ W KORANIE, WIDZIMY, ŻE TO TEN OSTATNI JEST FAŁSZYWY.

NALEŻY PRZY TYM PRZYPOMNIEĆ, ŻE MUZUŁMANIE UTRZYMUJĄ, ŻE KORAN JEST DOSKONAŁY DLATEGO, ŻE BÓG MIAŁ ZACHOWAĆ SWOJE SŁOWO NIEOMYLNE. ZATEM JEŻELI BÓG NIE BYŁ W STANIE DOKONAĆ TEGO Z BIBLIĄ, JAK UTRZYMUJĄ, DLACZEGO MIAŁBY ZROBIĆ TO Z KORANEM?

WYŻSZY AUTORYTET

MÓWIĄC LOGICZNIE BIBLIA ZYSKUJE PREFERENCJĘ NAD KORANEM NIE TYLKO DLATEGO, ŻE POCHODZI PRZED KORANEM, ALE RÓWNIEŻ DLATEGO, ŻE KORAN ODWOŁUJE SIĘ DO NIEJ JAKO UZNANEGO JUŻ WYŻSZEGO AUTORYTETU.



SPOJRZENIE NAUKOWE

PO NINIEJSZYM WSTĘPIE PRZEJDŹMY ZATEM DO NAUKOWEGO SPOJRZENIA NA KORAN. PONIEWAŻ KORAN PRZEDSTAWIA WIELE PROBLEMÓW, OGRANICZYMY SIĘ Z KONIECZNOŚCI DO STU NAJBARDZIEJ OCZYWISTYCH.

ILE DNI STWORZENIA?

PIERWSZY PROBLEM JAKI NAPOTYKAMY W KORANIE DOTYCZY ILOŚCI DNI, JAKIE ZAJĘŁY BOGU STWORZENIE ŚWIATA. KIEDY ZSUMUJE SIĘ WSZYSTKIE DNI O KTÓRYCH MÓW SURA 41: 9, 10, 12 W KORANIE, OKAZUJE SIĘ, ŻE ZAJĘŁY ONE BOGU OSIEM DNI DO STWORZENIA ŚWIATA (4 DNI + 2 DNI + 2 DNI = 8 DNI). WEDŁUG BIBLII NATOMIAST WIEMY ŻE ZAJĘŁO BOGU SZEŚĆ DNI STWORZENIE ŚWIATA (KS. RODZAJU 1: 31). TAK WIĘC KORAN ZACZYNA ZAPRZECZAĆ BIBLII JUŻ W JEJ PIERWSZYCH ROZDZIAŁACH. MUZUŁMAŃSKI INTERLOKUTOR NIE ZGODZIŁ SIĘ Z TYM TWIERDZĄC, ŻE HEBRAJSKI TEKST W BIBLII MUSI BEZ WĄTPIENIA BYĆ SFAŁSZOWANY I NA PEWNO PIERWOTNIE MÓWIŁ O OŚMIU DNIACH STWORZENIA. WSKAZAŁEM, ŻE NIE MA NAJMNIEJSZEGO DOWODU NA TO, ŻE HEBRAJSKI TEKST ZOSTAŁ SFAŁSZOWANY. POZA TYM BIBLIA W INNYCH MIEJSCACH WSPOMINA O SZEŚCIU DNIACH STWORZENIA (KS. WYJŚCIA 20: 11). WSKAZAŁEM NASTĘPNIE, ŻE KORAN W SURZE 7: 51 I 10: 3 JEST W ZGODNOŚCI Z BIBLIJNYM PRZEKAZEM STWORZENIA W SZEŚĆ DNI. JEŻELI SZEŚĆ DNI TO NIEPRAWDA, W TAKIM RAZIE KORAN W SURZE 7 I 10 MÓWI NIEPRAWDĘ. JEŚLI OSIEM DNI TO NIEPRAWDA, W TAKIM RAZIE SURA 41 MÓWI NIEPRAWDĘ.

UCIEKAJĄC SIĘ DO KLASYCZNEGO MUZUŁMAŃSKIEGO ROZUMOWANIA ODPOWIEDZIAŁ ON, ŻE KORAN NIE MÓWI OSIEM DNI. DODAŁEM ZATEM PONOWNIE DNI WYMIENIONE W SURZE 41 JAKO 4+2+2=8. ON NATOMIAST DODAŁ JE I OTRZYMAŁ 4+2+2=6 "PONIEWAŻ 4 JEST PODZIELNE PRZEZ 2 I STĄD 4 TO TAK NAPRAWDĘ 2"! PRZYPOMNIENIE, ŻE ARABSKI ORYGINALNY TEKST MÓWI CZTERY NIE PRZEJĘŁO GO WCALE. UTRZYMYWAŁ ŻE 4=2, W PRZECIWNYM RAZIE NIE WYDOSTAŁ BY SIĘ Z POTRZASKU PRZYZNANIA, ŻE KORAN JEST W BŁĘDZIE.

STĄD NIE OBAWIAŁ SIĘ OŚMIESZYĆ UTRZYMUJĄC, ŻE 4=2 ZAMIAST PRZYZNAĆ, ŻE W TYM MIEJSCU MAHOMET NIE MIAŁ RACJI.

NOE, POTOP I JEGO SYNOWIE

WEDŁUG BIBLII WSZYSCY TRZEJ SYNOWIE NOEGO SCHRONILI SIĘ W ARCE Z OJCEM I ZOSTALI URATOWANI OD POTOPU (WYJŚCIA 7: 1, 7, 13).

KORAN NATOMIAST W SURZE 11: 32-48 MÓWI, ŻE JEDEN Z JEGO SYNÓW ODMÓWIŁ WEJŚCIA DO ARKI I ZATONĄŁ W WODACH POTOPU!

SURA 11: 44 PODAJE, ŻE ARKA NOEGO SPOCZĘŁA NA GÓRZE JUDI, PODCZAS GDY BIBLIA MÓWI, ŻE NA GÓRZE ARARAT. TRUDNO O BARDZIEJ DOSADNE SPRZECZNOŚCI.

BŁĘDY DOTYCZĄCE ABRAHAMA

KORAN ZAWIERA SZEREG BŁĘDÓW JEŚLI CHODZI O ABRAHAMA:

KORAN PODAJE, ŻE IMIĘ OJCA ABRAHAMA BYŁO AZAR, PODCZAS GDY BIBLIA MÓWI, ŻE JEGO OJCIEC NAZYWAŁ SIĘ TERAH (SURA 6: 74).

NIE MIESZKAŁ ON ANI NIE ODDAWAŁ CZCI W DOLINIE MEKKI (SURA 14: 37) ALE W HEBRONIE, JAK PODAJE BIBLIA.

TO IZAAKA, A NIE, JAK PODAJE KORAN (SURA 37: 100-112) - IZMAELA, UDAŁ SIĘ ON OFIAROWAĆ.

MIAŁ ON OŚMIU SYNÓW, A NIE TYLKO DWÓCH, JAK PODAJE KORAN.

MIAŁ ON TRZY ŻONY, A NIE TYLKO DWIE JAK PODAJE KORAN.

NIE ZBUDOWAŁ ON KABBY, MIMO ŻE TAK UTRZYMUJE KORAN W SURZE 2: 125-127.

NIE ZOSTAŁ WRZUCONY W OGIEŃ PRZEZ NEMRODA, JAK UTRZYMUJE KORAN W SURACH 21: 68, 69 I 9: 69.

OSTATNI BŁĄD JEST NAJPOWAŻNIEJSZY, PONIEWAŻ POTWIERDZA ON CZĘSTO POWTARZAJĄCY SIĘ PROBLEM W KORANIE.

NEMROD ŻYŁ NA WIELE STULECI PRZED ABRAHAMEM. JAK ZATEM MÓGŁ ON WRZUCIĆ ABRAHAMA W OGIEŃ BĘDĄC SAMEMU W GROBIE OD STULECI?

CZAS LINIOWY

SIEDMIOWIECZNY ARAB, W SZCZEGÓLNOŚCI MAHOMET NIE MYŚLAŁ W KATEGORIACH CZASU LINIOWEGO, TO JEST HISTORYCZNIE CHRONOLOGICZNEGO. NA ZACHODZIE, LUDZIE POJMUJĄ HISTORIĘ W KATEGORIACH LINIOWYCH, Z POCZĄTKIEM, ŚRODKIEM I KOŃCEM. NA WSCHODZIE DOMINUJE CYKLICZNE POJĘCIE CZASU JAKO NIEKOŃCZĄCYCH SIĘ POWTARZAJĄCYCH CYKLI. WYGLĄDA NA TO, ŻE W CZASACH MAHOMETA NA BLISKIM WSCHODZIE, ARABOWIE W OGÓLE NIE POSIADALI WYPRACOWANEJ KONCEPCJI CZASU. ARABSKIE LEGENDY I PODANIA PEŁNE SĄ HISTORII LUDZI, MIEJSC I WYDARZEŃ PRZEDSTAWIANYCH W JEDNYM UJĘCIU TAK, JAKBY WSZYSCY ONI ŻYLI W JEDNYM CZASIE! STĄD W KORANIE NEMROD I ABRAHAM, HAMAN I MOJŻESZ, MARIA I AARON, ITD., SĄ PRZEDSTAWIENI JAKO WSPÓŁŻYJĄCY I WSPÓŁPRACUJĄCY RAZEM. STĄD KORAN JEST W STANIE PRZEDSTAWIĆ POTOP I MOJŻESZA, FARAONA I WIERZĘ BABEL, ITD., TAK JAK BY WYDARZENIA TE MIAŁY MIEJSCE JEDNOCZEŚNIE.
JEST TO POWAŻNY ZARZUT GODZĄCY W INTEGRALNOŚĆ KORANU PONIEWAŻ GWAŁCI ON NIE TYLKO HISTORYCZNĄ CHRONOLOGIĘ BIBLII ALE RÓWNIEŻ ŚWIECKĄ HISTORIĘ.

BŁĘDY ODNOŚNIE JÓZEFA

KORAN POPEŁNIA KOLEJNY BŁĄD NAZYWAJĄC CZŁOWIEKA, KTÓRY KUPIŁ JÓZEFA, SYNA JAKUBA AZIZEM (SURA 12: 21FF.) PODCZAS GDY IMIĘ JEGO BYŁO POTYFAR (RODZAJU: 37: 36).

BIBLIJNE OSOBISTOŚCI

TEN SAM BŁĄD KONTYNUUJE KORAN NAZYWAJĄC GOLIATA JALUTEM, KORAHA KARUNEM, SAULA TALUTEM, ENOCHA IDRISEM, EZEKIELA DHUŐL-KHIFLEM, JANA CHRZCICIELA JAHJEM, JONASZA JUNUSEM, ITD.

PONIEWAŻ MAHOMET NIE MIAŁ DOSTĘPU DO BIBLII (ARABSKIE TŁUMACZENIE BIBLII NIE ISTNIAŁO W TYM CZASIE) CZĘSTO MYLIŁ NAZWY, WYDARZENIA I KOLEJNOŚĆ CHRONOLOGICZNĄ.SIEDZĄC PRZY OGNIU POGAŃSCY, ŻYDOWSCY I CHRZEŚCIJAŃSCY KUPCY WYMIENIAJĄC SWOJE ULUBIONE HISTORIE MIESZALI W TEN SPOSÓB IMIONA, WYDARZENIA I CZASY.

ENCYKLOPEDIA BRITANNICA STWIERDZA:

ODEJŚCIE OD BIBLIJNEGO NARRATYWU JEST BARDZO ZNACZNE I W WIĘKSZOŚCI PRZYPADKÓW MOŻE WSKAZYWAĆ NA LEGENDARNE ANEGDOTY ŻYDOWSKIEJ HAGGADY I APOKRYFICZNE EWANGELIE. WIELE PISANO NA TEMAT ŹRÓDEŁ INFORMACJI MAHOMETA; NIE MA DOWODU, ŻE BYŁ ON W STANIE CZYTAĆ, A JEGO OGRANICZENIE DO PRZEKAZÓW USTNYCH MOŻE WYTŁUMACZYĆ NIEKTÓRE Z JEGO BŁĘDNYCH KONCEPCJI JAK NA PRZYKŁAD, POMYLENIE HAMANA, MINISTRA NA DWORZE ASWERUSA Z MINISTREM FARAONA (XL, 38), UTOŻSAMIENIEM MIRIAM, SIOSTRY MOJŻESZ Z MARIĄ, MATKĄ JEZUSA.41

DALEKO IDĄCE NIEZROZUMIENIE BIBLIJNYCH HISTORII I DOKTRYN ODZWIERCIEDLA JEDYNIE PŁYTKĄ WIEDZĘ OPARTĄ NA POGŁOSKACH. TAKIEGO ZDANIA JEST WIELKI ARABISTA CANON EDWARD SELL NAWIĄZUJĄC DO LICZNYCH BŁĘDNYCH NAZW:

Z PEWNOŚCIĄ NIE ZDOBYŁ ICH ZE STAREGO TESTAMENTU. POMIESZANIE NAZW JEST NAD ZWYCZAJ SZCZEGÓLNE.42

BŁĘDY ODNOŚNIE MOJŻESZA

KORAN ZAWIERA WIELE BŁĘDÓW DOTYCZĄCYCH MOJŻESZA:

TO NIE ŻONA FARAONA ADOPTOWAŁA MOJŻESZA JAK UTRZYMUJE KORAN W SURZE 28: 8, 9. TO CÓRKA FARAONA ADOPTOWAŁA GO (WYJŚCIA 2: 5).

POTOP NIE MIAŁ MIEJSCA ZA DNI MOJŻESZA (SURA 7: 136 PORÓWNAJ 7: 59FF). TEGO BŁĘDU NIE DA SIĘ BEZTROSKO ZIGNOROWAĆ.

KORAN PODAJE, ŻE HAMAN ŻYŁ W EGIPCIE ZA CZASÓW MOJŻESZA I PRACOWAŁ DLA FARAONA BUDUJĄC WIEŻĘ BABEL (SURA 27: 4-6; 28: 38; 29: 39; 40: 23, 24, 36, 37). HAMAN JEDNAK ŻYŁ W PERSJI I SŁUŻYŁ U KRÓLA ASWERUSA. (SZCZEGÓŁY W KSIĘDZE ESTERY.43) JEST TO SZCZEGÓLNIE POWAŻNY BŁĄD, JAKO ŻE ZAPRZECZA NIE TYLKO BIBLII ALE I ŚWIECKIEJ HISTORII.

KRZYŻOWANIE NIE BYŁO PRAKTYKOWANE ZA CZASÓW FARAONÓW JAK UTRZYMUJE KORAN W SURZE 7: 124.

BŁĘDY ODNOŚNIE MARII

KORAN ZAWIERA NASTĘPUJĄCE BŁĘDY WYPOWIADAJĄC SIĘ O MARII, MATCE JEZUSA:

JEJ OJCIEC NIE NAZYWAŁ SIĘ IMRAM (SURA 66: 12).

NIE URODZIŁA ONA JEZUSA POD PALMĄ ALE W STAJENCE (SURA 19: 22 A ŁUKASZA 2:1-20).

MAHOMET MYLIŁ MATKĘ JEZUSA Z MIRIAM, KTÓRA BYŁA SIOSTRĄ MOJŻESZA I AARONA (SURA 19: 28).44 POWAŻNY TEN BŁĄD PODKREŚLA CAŁKOWITĄ IGNORANCJĘ MAHOMETA W SPRAWIE RÓŻNYCH OKRESÓW BIBLIJNYCH WYDARZEŃ.

Z PEWNOŚCIĄ WYPOWIEDZI JAKI PRZYPISUJE MARII SĄ WYTWOREM WYOBRAŹNI MAHOMETA (SURA 19: 23-26).

ZACHARIASZ ZANIEMÓWIŁ DO CZASU NARODZIN SWEGO SYNA, A NIE JAK PODAJE KORAN, TYLKO NA TRZY DNI (SURA 19: 10 A ŁUKASZA 1: 20).

FIKCYJNE MOWY

MAHOMET WYMYŚLAŁ FIKCYJNE PRZEMÓWIENIA LUDZI OPISANYCH W BIBLII Z UŻYCIEM SŁÓW TAKICH JAK "MUZUŁMANIE" I "ISLAM" CHOĆ NIE BYŁY ONE ZNANE LUDZIOM, KTÓRYM JE WKŁADAŁ ON W USTA. TO TAK, JAKBY MAHOMET POWIEDZIAŁ: "NAJBARDZIEJ LUBIĘ KENTUCKY FRIED CHICKEN."

OCZYWIŚCIE TAKA TERMINOLOGIA NIE ISTNIAŁA W CZASACH MAHOMETA! PODOBNIE NIE ISTNIAŁA TERMINOLOGIA JAKĄ USIŁOWAŁ MAHOMET WTŁOCZYĆ W USTA POSTACI BIBLIJNYCH. WSZYSTKIE Z RZEKOMYCH MÓW ABRAHAMA, IZAAKA, JAKUBA, NOEGO, MOJŻESZA, MARII, JEZUSA, ITD, ZAWIERAJĄ ZWROTY I WYRAZY, KTÓRE WSKAZUJĄ NA ICH FAŁSZERSTWO (SURY 2: 60, 126-128, 132-133, 260; 3: 49-52, 67; 6: 74-82; 7: 59-63, 120-126; 10: 71, 72; 18: 60-70; 19: 16-33; ITD.).

PRÓBA WODY

PRÓBA PICIA WODY ZE STRUMIENIA MIAŁA MIEJSCE NIE ZA CZASÓW KRÓLA SAULA GDY DAWID ZWYCIĘŻYŁ GOLIATA LECZ WIELE LAT WCZEŚNIEJ ZA CZASÓW GIDEONA. PORÓWNAJ SURĘ 2: 249, 250 I SĘDZIÓW 7: 1-8.

BŁĘDY POWSZECHNEJ HISTORII

KORAN ZAWIERA NASTĘPUJĄCE BŁĘDY HISTORYCZNE:

PRZYKŁAD TAKI ZNAJDUJE SIĘ W SURZE 105, GDZIE MAHOMET UTRZYMUJE, ŻE SŁONIOWA ARMIA ABRAHA ZOSTAŁA ZWYCIĘŻONA PRZEZ PTAKI ZRZUCAJĄCE NA NIĄ KAWAŁKI SPIECZONEJ GLINY. WEDŁUG DOSTĘPNYCH ZAPISÓW HISTORYCZNYCH WIEMY, ŻE ARMIA ABRAHA WYCOFAŁA SIĘ SPOD MEKKI NA SKUTEK WYBUCHU OSPY W JEJ SZEREGACH.45

KABBA NIE ZOSTAŁA ZBUDOWANA PRZEZ ADAMA A NASTĘPNIE ODBUDOWANA PRZEZ ABRAHAMA. ZOSTAŁA ZBUDOWANA PRZEZ POGAN ABY ODDAWAĆ CZEŚĆ CZARNEMU KAMIENIOWI, KTÓRY SPADŁ Z NIEBA. ABRAHAM NIE ŻYŁ W POBLIŻU MEKKI.

W SURZE 20: 87, 95 JEST MOWA, ŻE ŻYDZI ULALI ZŁOTEGO CIELCA NA PUSTYNI ZA RADĄ "SAMARYTAŃCZYKA." JEST TO OCZYWISTY BŁĄD, JAKO ŻE ANI KRAJ TAKI ANI LUDZIE O TEJ NAZWIE NIE WYSTĘPOWALI W TYM OKRESIE HISTORYCZNYM. SAMARIA POWSTAŁA WIELE WIEKÓW PÓŹNIEJ, DOPIERO PO UPROWADZENIU W NIEWOLĘ IZRAELITÓW PRZEZ ASSYRIĘ, A NASTĘPNIE PRZEZ BABILONIĘ. JASUF ALI USIŁUJE UCIEC OD TEGO BŁĘDU ZACIEMNIAJĄC TŁUMACZENIE TEGO IMIENIA ALE JĘZYK ARABSKI JEST TUTAJ JEDNOZNACZNIE OCZYWISTY.

JEDNA Z NAJWIĘKSZYCH WPADEK W KORANIE DOTYCZY ALEKSANDRA WIELKIEGO, KTÓRY JEST NAZWANY DHUL-QARANIAN. KORAN UTRZYMUJE, ŻE BYŁ ON MUZUŁMANINEM, ODDAJĄCYM CZEŚĆ ALLAHOWI ORAZ TO, ŻE DOŻYŁ ON PODESZŁEGO WIEKU (SURA18:89-98). WYMOWA TEGO BŁĘDU JEST SZCZEGÓLNEJ WAGI ZWAŻYWSZY HISTORYCZNY MATERIAŁ NA PODSTAWIE KTÓREGO WIEMY, ŻE ALEKSANDER NIE BYŁ MUZUŁMANINEM ANI ŻE DOŻYŁ PODESZŁEGO WIEKU.

ENCYKLOPEDIA BRITANNICA STWIERDZA:

JEGO [MAHOMETA] RELACJA O ALEKSANDRZE, PRZEDSTAWIONYM JAKO "TEN Z DWOMA ROGAMI" (XVIII, 82), POCHODZI Z ROMANSU ALEKSANDRA, POPULARNEGO WŚRÓD NESTORIAN W SIÓDMYM WIEKU W WERSJI SYRIACKIEJ.46

W ŚWIETLE OCZYWISTEGO BŁĘDU HISTORYCZNEGO NIEKTÓRZY WSPÓŁCZEŚNI MUZUŁMANIE PRÓBUJĄ PRZEKONAĆ, ŻE KORAN MÓWI O KIMŚ INNYM NIŻ ALEKSANDRZE WIELKIM.

JEDNAK W OPARCIU O ORTODOKSYJNĄ INTERPRETACJĘ TEGO FRAGMENTU NAWET SAM JUSUF ALI ZMUSZONY JEST PRZYZNAĆ:

NIE MAM NAJMNIEJSZEJ WĄTPLIWOŚCI, ŻE DUHL-QARANIAN OZNACZA ALEKSANDRA WIELKIEGO, HISTORYCZNEGO ALEKSANDRA, A NIE JAKIEGOŚ LEGENDARNEGO ALEKSANDRA.47

MAŁA ENCYKLOPEDIA ISLAMU RÓWNIEŻ PODTRZYMUJE POGLĄD, ŻE CHODZI W TYM FRAGMENCIE O ALEKSANDRA WIELKIEGO.48

PROBLEMY NATURY NAUKOWEJ

KORAN ZAWIERA BŁĘDY NAUKOWE. UTRZYMUJE NA PRZYKŁAD, ŻE ALEKSANDER WIELKI PODĄŻAJĄC ZA ZACHODZĄCYM SŁOŃCEM DOTARŁ DO MIEJSCA, GDZIE ZACHODZI ONO W MĘTNYCH WODACH PEWNEGO STRUMIENIA (SURA 18: 85, 86).

SPRZECZNOŚCI WŁASNE

KORAN PRZECZY SOBIE NA WIELE SPOSOBÓW. SKORO KORAN UTRZYMUJE W SURZE 39: 23, 28 BYĆ WOLNYM OD JAKIEJKOLWIEK SPRZECZNOŚCI, WYSTARCZY JEDNA SPRZECZNOŚĆ, ABY WYKAZAĆ, ŻE NIE JEST ON SŁOWEM BOŻYM. JAK WYKAZALIŚMY WCZEŚNIEJ, KORAN PODAJE CZTERY SPRZECZNE WERSJE TEGO, JAK ZOSTAŁ ON PRZEKAZANY MAHOMETOWI:

NAJPIERW MÓWI NAM, ŻE ALLAH POD POSTACIĄ CZŁOWIEKA PRZYSZEDŁ DO MAHOMETA I ŻE MAHOMET WIDZIAŁ GO (SURA 53: 2-18; 81: 19-24).

NASTĘPNIE DOWIADUJEMY SIĘ, ŻE TO "DUCH ŚWIĘTY" PRZYSZEDŁ DO MAHOMETA (SURY 16: 102; 26: 192-194).

PÓŹNIEJ, JAK MÓWI KORAN ANIOŁOWIE PRZYSZLI DO MAHOMETA (SURA 15: 8).

NA KONIEC, NAJBARDZIEJ POPULARNA WERSJA UTRZYMUJE, ŻE ANIOŁ GABRIEL DOSTARCZYŁ KORAN MAHOMETOWI (SURA 2: 97).

KORAN NIE JEST ZDECYDOWANY, CZY DZIEŃ JEST W OCZACH BOŻYCH JAK TYSIĄC, CZY PIĘĆDZIESIĄT TYSIĘCY LAT (SURA 32:5 A SURA 70: 4).

W SURACH 2: 58 I 7: 161 MAMY TEN SAM CYTAT Z RÓŻNYM BRZMIENIEM JEST TO JEDEN Z CZĘSTO POWTARZAJĄCYCH SIĘ PROBLEMÓW W KORANIE. OBECNOŚĆ SPRZECZNYCH CYTATÓW JEST SZCZEGÓLNIE POWAŻNYM PROBLEMEM, ZWAŻYWSZY, ŻE MUZUŁMANIE UTRZYMUJĄ, ŻE KORAN JEST ABSOLUTNIE DOSKONAŁY NAWET W SWOICH CYTATACH. CHRZEŚCIJAŃSTWO NIE CZYNI TAKICH ROSZCZEŃ ODNOŚNIE BIBLII, ALE POSTRZEGA ZAPISANE MOWY W BIBLII JAKO STRESZCZENIA TEGO, CO ZOSTAŁO POWIEDZIANE. STĄD RÓŻNE EWANGELIE W SWÓJ SPOSÓB PRZEKAZUJĄ STRESZCZENIE KAZAŃ JEZUSA UŻYWAJĄC RÓŻNYCH SŁÓW, CO JEST NORMALNĄ PRAKTYKĄ.

NA POCZĄTKU MAHOMET NAKAZAŁ SWOIM WYZNAWCOM ZWRACAĆ SIĘ W MODLITWIE TWARZĄ DO JEROZOLIMY. NASTĘPNIE POWIEDZIAŁ IM, ŻE SKORO BÓG JEST WSZĘDZIE, MOGĄ ZWRACAĆ SIĘ GDZIE CHCĄ. PO CZYM ZNOWU ZMIENIŁ ZDANIE I NAKAZAŁ ZWRACAĆ SIĘ W STRONĘ MEKKI (SURA 2: 115 A SURA 2: 144). WIELU UCZONYCH JEST ZDANIA, ŻE ZMIANY KIERUNKU MODLITWY PODYKTOWANE BYŁY PRÓBAMI ZYSKANIA UZNANIA NAJPIERW ŻYDÓW, A PÓŹNIEJ POGAN.49

NAJPIERW MAHOMET MÓWIŁ, ŻE JEGO WYZNAWCY MOGĄ SIĘ BRONIĆ, KIEDY ZOSTAJĄ ZAATAKOWANI (SURA 22: 39). PÓŹNIEJ ROZKAZUJE IM UDAĆ SIĘ NA WOJNĘ ZA NIEGO (SURA 2: 216-218). MIAŁO TO PRZYSPORZYĆ BOGACTW Z GRABIEŻY KARAWAN. W MIARĘ WZROSTU LICZEBNOŚCI JEGO ARMII WZRASTA APETYT NA ŁUPY (SURA 5: 33). STĄD ROZKAZUJE PRZEŚLADOWAĆ INNE RELIGIE I W TEN SPOSÓB POMNAŻAĆ SWOJE DOBRA (SURA 9:5, 29). WOLA ALLAHA WYDAJE SIĘ ZMIENIAĆ W ZALEŻNOŚCI OD SUKCESÓW MAHOMETA W RABOWANIU I PLĄDROWANIU.50

KTO BYŁ PIERWSZYM, KTÓRY UWIERZYŁ? ABRAHAM CZY MOJŻESZ (SURA 6: 14 A SURA 7: 143)? NIE MOŻE BYĆ DWÓCH "PIERWSZYCH."

FAKT ŻE JUDAIZM I CHRZEŚCIJAŃSTWO ROZPADŁO SIĘ NA RÓŻNE SEKTY W KORANIE PRZEDSTAWIANY JEST JAKO DOWÓD, ŻE NIE BYŁY ONE Z BOGA (SURY 30: 30-32; 42: 13, 14). JEDNAK SAM ISLAM ROZPADŁ SIĘ NA WIELE ZWALCZAJĄCYCH SIĘ SEKT I STĄD NIE MOŻE BYĆ PRAWDZIWY JEŚLI KORAN MA RACJĘ.

DOGODNE OBJAWIENIA

KORAN ZAWIERA WYGODNE OBJAWIENIA SŁUŻĄCE OSOBISTEMU ZYSKOWI LUB PRZYJEMNOŚCI MAHOMETA:

KIEDY MAHOMET ZAPRAGNĄŁ ŻONY SWEGO PRZYBRANEGO SYNA, NAGLE OTRZYMAŁ OBJAWIENIE OD ALLAHA, ŻE JEST NA MIEJSCU ZABIERANIE ŻONY DRUGIEMU CZŁOWIEKOWI (SURA 33: 36-38).

KIEDY ZAPRAGNĄŁ WIĘKSZEJ ILOŚCI ŻON, LUB CHCIAŁ BY PRZESTAŁY SIĘ ZE SOBĄ KŁÓCIĆ DOSTAWAŁ NATYCHMIASTOWE OBJAWIENIA W TEJ SPRAWIE (SURA 33: 28-34).

KIEDY LUDZIE ZACZĘLI UPRZYKRZAĆ SIĘ POD JEGO DOMEM OTRZYMAŁ WYGODNE OBJAWIENIE OKREŚLAJĄCE ZASADY, KIEDY WOLNO DO NIEGO PRZYCHODZIĆ, A KIEDY DAĆ MU SPOKÓJ (SURY 33: 53-58; 29: 62-63; 49: 1-5).

MATERIAŁY LEGENDARNE

MAHOMET CZERPAŁ RÓWNIEŻ Z MATERIAŁÓW LEGENDARNYCH I FANTASTYCZNYCH JAKO ŹRÓDEŁ KORANU.51 JEDEN Z WIĘKSZYCH FRANCUSKICH UCZONYCH SPECJALISTÓW BLISKIEGO WSCHODU PROFESOR JOMIER ZAUWAŻA:

MUZUŁMANIE TRAKTUJĄ TE NARRACJE JAKO SŁOWO BOGA, NIE ZADAJĄC SOBIE TRUDU TŁEM HISTORYCZNYM. FAKTYCZNIE MAMY TUTAJ DO CZYNIENIA Z POPULARNYMI LEGENDAMI W FORMIE POETYCKIEJ PRZEPLATANYMI WĄTKAMI RELIGIJNYMI ZNANYMI Z INNYCH ŹRÓDEŁ.52

ŹRÓDŁA ARABSKIE

KORAN POWTARZA BAJKI ARABSKIE JAK BY BYŁY PRAWDĄ. ARABSKIE LEGENDY O BAJECZNYCH DŻINACH WYPEŁNIAJĄ JEGO STRONY.53 LEGENDA O WIELBŁĄDZICY, KTÓRA WYSKOCZYŁA ZE SKAŁY I STAŁA SIĘ PROROKIEM BYŁA ZNANA NA DŁUGO PRZED MAHOMETEM (SURY 7: 73-77, 85; 91: 14; 54: 29). OPOWIEŚĆ O CAŁEJ WIOSCE LUDZI ZAMIENIONYCH W MAŁPY Z POWODU ZŁAMANIA SZABASU PRZEZ ŁOWIENIE RYB BYŁA DOBRZE ZNANĄ LEGENDĄ ZA CZASÓW MAHOMETA (SURY 2: 65; 7: 163-166).
W HISTORII ZNANEJ POD NAZWĄ "SIEDMIU ŚPIĄCYCH" JEST MOWA O SIEDMIU LUDZIACH I ICH ZWIERZĘTACH, KTÓRZY PRZESPALI W JASKINI 309 LAT PO CZYM PRZEBUDZILI SIĘ NAJNORMALNIEJ W ŚWIECIE (SURA 18: 9-26)! LEGENDA TA ZNANA JEST RÓWNIEŻ W GRECKICH I CHRZEŚCIJAŃSKICH WERSJACH. BAJKA O POĆWIARTOWANYCH KAWAŁKACH CZTERECH PTAKÓW, KTÓRE ZERWAŁY SIĘ I ODLECIAŁY BYŁA RÓWNIEŻ DOBRZE ZNANA ZA CZASÓW MAHOMETA (SURA 2: 260). JEST OCZYWISTYM, ŻE MAHOMET POSŁUGIWAŁ SIĘ TAKIMI PRZED ISLAMSKIMI ŹRÓDŁAMI LITERACKIMI JAK SABA MOLAKAT IMREGO-UL KAJEGO W KOMPOZYCJI NASTĘPUJĄCYCH SUR: 21: 96; 29: 31, 46; 37: 59; 54: 1 I 93: 1.

ŹRÓDŁA ŻYDOWSKIE

WIELE Z HISTORII OPISYWANYCH W KORANIE MA SWOJE ŹRÓDŁA W ŻYDOWSKIM TALMUDZIE, MIDRASZU ORAZ WIELU DZIEŁACH APOKRYFICZNYCH.ZWRÓCIŁ NA TO UWAGĘ ABRAHAM GIEGER W ROKU 1833, A DODATKOWĄ DOKUMENTACJĘ PRZEDSTAWIŁ INNY ŻYDOWSKI BADACZ, DR ABRAHAM KATSH Z UNIWERSYTETU NOWOJORSKIEGO W ROKU 1954.54
ŹRÓDŁEM SURY 3: 35-37 JEST FANTASTYCZNA KSIĘGA ZNANA JAKO PROTOEWANGELION JAKUBA MNIEJSZEGO.

ŹRÓDŁEM SURY 87: 19 JEST TESTAMENT ABRAHAMA.

ŹRÓDŁEM SURY 27: 17-44 JEST DRUGI TARGUM ESTERY.

FANTASTYCZNE OPOWIADANIE JAK BÓG SPRAWIŁ, ŻE "CZŁOWIEK UMARŁ NA STO LAT" BEZ JAKIEGOKOLWIEK WPŁYWU NA JEGO ŻYWNOŚĆ I NAPÓJ ORAZ OSŁA JEST ŻYDOWSKĄ BAJKĄ (SURA 2: 259FF.). POMYSŁ, ŻE MOJŻESZ ZMARTWYCHWSTAŁ ORAZ PODOBNY MATERIAŁ POCHODZI Z ŻYDOWSKIEGO TALMUDU (SURA 2: 55, 56, 67). HISTORIA Z SURY 5: 30, 31 MOŻE BYĆ ZNALEZIONA RÓWNIEŻ W PRZED ISLAMSKICH PRACACH PIRKE RABBIEGO ELEAZARA, TARGUMIE JONATANA BEN UZZYJASZA ORAZ TARGUMACH JEROZOLIMSKICH. OPOWIADANIE O WYRATOWANIU ABRAHAMA OD OGNIA NEMRODA POCHODZI Z MIDRASZU RABBAHA (SURY 21: 51-71; 29: 16, 17; 37:, 97, 98). NALEŻY PRZY TYM WSPOMNIEĆ, ŻE NEMROD I ABRAHAM ŻYLI W RÓŻNYCH CZASACH. MAHOMET JEDNAK ZNANY JEST Z MIESZANIA LUDZI, KTÓRZY NIE ŻYLI W TYM SAMYM CZASIE. NIEBIBLIJNE SZCZEGÓŁY WIZYTY KRÓLOWEJ SABY W SURZE 27: 20-44 POCHODZĄ Z DRUGIEGO TARGUMU KSIĘGO ESTERY. ŹRÓDŁEM SURY 2: 102 JEST NIEWĄTPLIWIE MIDRASZ JALKUT (ROZDZIAŁ 44). HISTORIA JAKA ZNALAZŁA SIĘ W SURZE 7: 171, OPISUJĄCA JAK BÓG UNIÓSŁ GÓRĘ SYNAJ I TRZYMAŁ JĄ NAD GŁOWAMI ŻYDÓW GROŻĄC IM ZMIAŻDŻENIEM W PRZYPADKU ODMOWY PRZYJĘCIA PRAWA (PRZYKAZAŃ) POCHODZI Z ŻYDOWSKIEJ KSIĘGI ABODA SARA. HISTORIA ODLANIA ZŁOTEGO CIELCA NA PUSTYNI, GDZIE WYSKOCZYŁ ON W PEŁNI UKSZTAŁTOWANY Z OGNIA I ZARYCZAŁ (SURA 7: 148 I 20: 88), POCHODZI OD PIRKE RABIEGO ELEAZARA. SIÓDME NIEBO I PIEKŁA OPISANE W KORANIE POCHODZĄ Z ZOHAR I HAGGADY. MAHOMET POSŁUGIWAŁ SIĘ TESTAMENTEM ABRAHAMA NAUCZAJĄC, ŻE WAGA BĘDZIE MIERNIKIEM OCENY W DNIU SĄDU, KTÓRY ZADECYDUJE O PRZEZNACZENIU DO NIEBA LUB DO PIEKŁA (SURY 42: 17 I 101: 6-9).

HERETYCKIE ŹRÓDŁA CHRZEŚCIJAŃSKIE

JEDNYM Z NAJLEPIEJ UDOKUMENTOWANYCH I OBALAJĄCYCH KORAN FAKTÓW JEST POSŁUGIWANIE SIĘ PRZEZ MAHOMETA HERETYCKIMI "CHRZEŚCIJAŃSKIMI" EWANGELIAMI GNOSTYKÓW ORAZ ICH BAJECZNYMI WYMYSŁAMI W KONSTRUOWANIU KORANU.

ENCYKLOPEDIA BRITANNICA KOMENTUJE:

EWANGELIA BYŁA MU ZNANA GŁÓWNIE ZE ŹRÓDEŁ APOKRYFICZNYCH I HERETYCKICH.55

ZOSTAŁO TO WIELOKROTNIE UDOKUMENTOWANE PRZEZ RÓŻNYCH NAUKOWCÓW.56 NA PRZYKŁAD, W SURZE 3: 49 DZIECIĄTKO JEZUS PRZEMAWIA Z KOŁYSKI! PÓŹNIEJ KORAN MÓWI, ŻE JEZUS LEPIŁ PTASZKI Z GLINY, KTÓRE ODFRUWAŁY. BIBLIA MÓWI NAM, ŻE PIERWSZYM CUDEM, JAKI UCZYNIŁ JEZUS BYŁO PRZEMIENIENIE WODY W WINO NA WESELU W KANIE (JANA 2: 11).




ŹRÓDŁA SABEJSKIE

MAHOMET ZAADOPTOWAŁ CZĘŚĆ RELIGII SABEJCZYKÓW DO ISLAMU.57 ZAADOPTOWAŁ ON NASTĘPUJĄCE POGAŃSKIE RYTUAŁY:

• KULT KABBY
MODLITWA PIĘĆ RAZY DZIENNIE W STRONĘ MEKKI (TE SAME PORY W JAKICH MODLILI SIĘ SABEJCZYCY).
POST PRZEZ CZĘŚĆ DNIA W CIĄGU CAŁEGO MIESIĄCA.

ŹRÓDŁA RELIGII DALEKIEGO WSCHODU

NIEKTÓRE Z POMYSŁÓW MAHOMETA POJAWIŁY SIĘ NA SKUTEK WPŁYWU TAKICH RELIGII JAK ZOROASTRIANIZM I HINDUIZM. WSZYSTKIE Z NICH BYŁY DOBRZE ZNANE ZANIM MAHOMET PRZYSZEDŁ NA ŚWIAT. KORAN OPISUJE NASTĘPUJĄCE WYDARZENIA JAKIE PRZYTRAFIŁY SIĘ MAHOMETOWI BĘDĄCE JEDNAK ZNANE JUŻ WCZEŚNIEJ, MIMO TEGO, ŻE KORAN UTRZYMUJE, ŻE WYDARZYŁY SIĘ WŁAŚNIE PO RAZ PIERWSZY:58

OPOWIEŚĆ O PODRÓŻY PRZEZ PRZESTWORZA DO SIÓDMEGO NIEBA
Huzy z raju
AZAZYL I INNE DUCH WYCHODZĄCE Z HADESU
"ŚWIATŁO" MAHOMETA"
MOST W SYRACIE
RAJ Z WINEM, KOBIETAMI I MUZYKĄ (OD PERSÓW)
KRÓL ŚMIERCI
HISTORIA O PAWIU

BŁĘDY O JEZUSIE

KORAN ZAPRZECZA NAUCE BIBLII O OSOBIE I DZIELE JEZUSA CHRYSTUSA MÓWIĄC W SURACH 4:157; 5:19,75; 9:30

JEZUS NIE BYŁ SYNEM BOŻYM
NIE UMARŁ ON ZA NASZE GRZECHY
NIE ZOSTAŁ ON UKRZYŻOWANY
NIE BYŁ ON Z NATURY BOŻY I LUDZKI
NIE JEST ON ZBAWICIELEM59

NIE SPOSÓB USUNĄĆ NA STRONĘ TAK OCZYWISTE SPRZECZNOŚCI MIĘDZY KORANICZNYM A BIBLIJNYM OPISEM JEZUSA. OCZYWIŚCIE NIE JEST TO KWESTIA SFAŁSZOWANIA LECZ SPRZECZNOŚCI. JEST TO JEDEN Z FUNDAMENTALNYCH PROBLEMÓW, KTÓRY DO KOŃCA BĘDZIE DZIELIŁ CHRZEŚCIJAN I MUZUŁMANÓW.

BŁĘDY ODNOŚNIE TRÓJCY

KORAN ZAWIERA WIELE BŁĘDNYCH OCEN ODNOŚNIE PRAKTYKI I WIARY CHRZEŚCIJAN. JEDNĄ Z WAŻNIEJSZYCH JEST FAŁSZYWA INTERPRETACJA CHRZEŚCIJAŃSKIEJ DOKTRYNY TRÓJCY ŚW. MAHOMET BŁĘDNIE NAUCZAŁ, ŻE CHRZEŚCIJANIE CZCZĄ TRZECH BOGÓW; OJCA, MATKĘ (MARIĘ) I SYNA (JEZUSA) (SURA 5: 73-75, 116).60

JAK ZAUWAŻA RICHARD BELL:

[MAHOMET] NIGDY NIE ROZUMIAŁ DOKTRYNY O TRÓJCY.61

ENCYKLOPEDIA BRITANNICA STWIERDZA:

W KORANIE ZNAJDUJĄ SIĘ BŁĘDNE KONCEPCJE TRÓJCY.62

JUSEF ALI USIŁUJE UCIEC OD TEGO BŁĘDU W KORANIE OPACZNIE TŁUMACZĄC SURĘ 5:73. ARABSKI TEKST POTĘPIA TYCH, KTÓRZY MÓWIĄ, ŻE ALLAH JEST JEDNYM Z TRZECH, TO JEST, ŻE ALLAH JEST JEDYNIE JEDNYM Z TRZECH BOGÓW!.ZARÓWNO ARBERRY JAK I PICKTHALL TŁUMACZĄ TO POPRAWNIE. ALI BŁĘDNIE PRZEKŁADA SURĘ 5:73 ABY BRZMIAŁA:

BLUŹNIĄ CI, KTÓRZY POWIADAJĄ, ŻE ALLACH JEST JEDNYM (TRZECIM) Z TRÓJCY.

SŁOWA "Z TRÓJCY" NIE WYSTĘPUJĄ W TEKŚCIE ARABSKIM. ALI UMIESZCZA JE W SWOIM TŁUMACZENIU KORANU ABY UNIKNĄĆ OCZYWISTEGO BŁĘDU, ŻE CHRZEŚCIJANIE WIERZĄ W TRZECH BOGÓW. W RZECZYWISTOŚCI CHRZEŚCIJANIE WIERZĄ W JEDNEGO BOGA KTÓRY JEST W TRZECH OSOBACH: OJCA, SYNA I DUCHA ŚWIĘTEGO. NIE WIERZĄ ONI, ŻE MARIA JEST CZĘŚCIĄ TRÓJCY.

NAWET MAŁY SŁOWNIK ISLAMU PRZYZNAJE:

W NIEKTÓRYCH PRZYPADKACH "MATERIAŁ" STANOWIĄCY TREŚĆ NARRACJI KORANU, NA PRZYKŁAD SZCZEGÓŁY WYZNAŃ CHRZEŚCIJAŃSKICH I ŻYDOWSKICH ODBIEGAJĄ OD PRZYJĘTEGO ZROZUMIENIA ICH WŁASNYCH WYZNAWCÓW. MA TO MIEJSCE NA PRZYKŁAD W SPRAWIE POJĘCIA TRÓJCY W KORANIE, HISTORII ODMOWY SZATANA ODDANIA POKŁONU ADAMOWI, DOCEISTYCZNEMU POGLĄDOWI NA UKRZYŻOWANIE. WSZYSTKO TO MA U PODŁOŻA NAUKI GNOSTYCZNYCH SEKT, ZNAJDUJĄCE SIĘ HERETYCKIEJ RELACJI Z PRAWOWITYM CHRZEŚCIJAŃSTWEM I JUDAIZMEM. TRÓJCA JAKĄ WIDZIMY W KORANIE TO NIE TA SAMA TRÓJCA WYZNANIA APOSTOLSKIEGO CZY KREDA NICEŃSKIEGO.63

KORAN JEST TAK DALEKO W BŁĘDZIE W TEJ KWESTII, ŻE MUZUŁMANIE TACY JAK JUSEF ALI UCIEKAJĄ SIĘ DO FAŁSZYWEGO PRZEKŁADU KORANU ABY UCIEC OD PRAWDY!

BŁĘDY ODNOŚNIE "SYNA" BOŻEGO

KORAN POPEŁNIA KOLEJNY BŁĄD ZARZUCAJĄC CHRZEŚCIJANOM WIARĘ, ŻE JEZUS JEST "SYNEM" BOŻYM W ZROZUMIENIU, ŻE BÓG "OJCIEC" MA CIAŁO MĘSKIE I Z MARIĄ MIAŁ DZIECKO. WEDŁUG MAHOMETA, POWIEDZIEĆ ŻE BÓG MIAŁ SYNA JEST BLUŹNIERSTWEM, GDYŻ ZAKŁADA ONO, ŻE BÓG MUSIAŁ MIEĆ SEKS Z KOBIETĄ (SURY 2:116; 6: 100, 101; 10: 68; 16: 57; 19: 35; 23: 91; 37: 149, 157; 43: 16-19). CHRZEŚCIJANIE WIERZĄ, ŻE MARIA BYŁA DZIEWICĄ, KIEDY JEZUS POCZĄŁ SIĘ W NIEJ Z DUCHA ŚWIĘTEGO (ŁUKASZA 1: 35). STĄD JEZUS JEST "SYNEM" BOŻYM ALE NIE W CIELESNYM SENSIE JAK POJMOWAŁ MAHOMET BÓG OJCIEC NIE JEST CZŁOWIEKIEM I NIE POSIADA ON CIAŁA MĘŻCZYZNY I NIE MA ON SEKSU Z NIKIM. W TEJ KWESTII KORAN JEST 100 PROCENT W BŁĘDZIE.

MODLITWA W STRONĘ JEROZOLIMY

KORAN POPEŁNIA KOLEJNY BŁĄD TWIERDZĄC, ŻE CHRZEŚCIJANIE MODLĄC SIĘ KŁANIAJĄ SIĘ W STRONĘ JEROZOLIMY (SURA 2:144, 145). CHRZEŚCIJANIE NIE KŁANIAJĄ SIĘ W ŻADNĄ STRONĘ PODCZAS MODLITWY.

CZY ALLAH JEST IMIENIEM CHRYSTUSA?

CHRZEŚCIJANIE NIE UTRZYMUJĄ, ŻE ALLAH JEST IMIENIEM MESJASZA CZY JAK TO UTRZYMUJE SURA 5: 72, CHRYSTUSA. WIERZĄ ONI W JEDNEGO BOGA W TRZECH OSOBACH ORAZ W TO, ŻE JEZUS BYŁ Z NATURY ZARÓWNO CZŁOWIEKIEM JAK I BOGIEM.

BŁĘDY W SPRAWACH WIERZEŃ JUDAISTYCZNYCH

KORAN POPEŁNIA KOLEJNY BŁĄD UTRZYMUJĄC, ŻE ŻYDZI WIERZYLI, ŻE EZDRASZ BYŁ SYNEM BOŻYM, MESJASZEM, TAK JAK CHRZEŚCIJANIE UTRZYMUJĄ O JEZUSIE (SURA 9: 30). NIC NIE MOŻE BYĆ DALEJ OD PRAWDY.

JAK PODAJE MAŁY SŁOWNIK ISLAMU:

WIELE SZCZEGÓŁÓW DOTYCZĄCYCH JUDAIZMU STOI W SPRZECZNOŚCI Z ŻYDOWSKIMI WIERZENIAMI.64

RASIZM ARABSKI

WEDŁUG DOSŁOWNEGO PRZEKŁADU SURY 3: 106, 107 W DNIU SĄDU JEDYNIE LUDZIE Z BIAŁYMI TWARZAMI BĘDĄ ZBAWIENI. LUDZIE Z CZARNYMI TWARZAMI BĘDĄ POTĘPIENI. JEST TO RASIZM W NAJGORSZEJ SWOJEJ FORMIE! JAK PODAJĄ VICTOR I DEBORAH KHALIL W SWOIM ARTYKULE O ISLAMIE:

MURZYNI AMERYKAŃSCY ZOSTALI PRZYCIĄGNIĘCI W SZEREGI ISLAMU POPRZEZ DEZINFORMACJĘ. MÓWI SIĘ IM "CHRZEŚCIJAŃSTWO TO RELIGIA BIAŁEGO CZŁOWIEKA; ISLAM JEST RELIGIĄ CAŁEJ LUDZKOŚCI." MÓWI SIĘ IM, ŻE ALLAH I MAHOMET SĄ CZARNI. W RZECZYWISTOŚCI, MUZUŁMANIE NA BLISKIM WSCHODZIE NADAL UWAŻAJĄ MURZYNÓW ZA NIEWOLNIKÓW. TO GORSZE NIŻ BLUŹNIERSTWO UWIERZYĆ IM, ŻE ZARÓWNO ALLAH CZY MAHOMET BYLI CZARNYMI.65

NALEŻY PRZY TYM WSPOMNIEĆ, ŻE ARABSCY MUZUŁMANIE BRALI W NIEWOLĘ CZARNYCH AFRYKAŃCZYKÓW NA DŁUGO ZANIM DO HANIEBNEGO PROCEDERU PRZYŁĄCZYŁ SIĘ ZACHÓD.

CIELESNE NIEBO

KORAN OBIECUJE NIEBO PEŁNE WINA I UCIECH CIELESNYCH (SURY 2: 25; 4: 57; 11: 23; 47: 15).
JEŻELI PIJAŃSTWO I NIEMORALNOŚĆ JEST GRZECHEM TU NA ZIEMI, JAK ZATEM MOŻE BYĆ W PORZĄDKU W RAJU? CZY TO NIE KOLEJNY DOWÓD NA TO, ŻE ISLAM JEST ODZWIERCIEDLENIEM SIEDMIOWIECZNYCH IDEAŁÓW I ZWYCZAJÓW ARABSKICH? OBRAZ RAJU JAKI MALUJE KORAN JEST DOKŁADNIE TAKI, JAKI SIEDMIOWIECZNY POGAŃSKI ARAB UZNAWAŁ ZA CUDOWNY. CIELESNA KONCEPCJA HAREMU PEŁNEGO PIĘKNYCH KOBIET I OBFITOŚCI WINA STOI W JASKRAWEJ SPRZECZNOŚCI Z DUCHOWYM I ŚWIĘTYM OBRAZEM RAJU BIBLIJNEGO (OBJAWIENIE 22: 12-17). TRUDNO O BARDZIEJ KONTRASTOWE PORÓWNANIE.

PROBLEM LICHWY

W SIÓDMYM WIEKU W ARABII, PRAKTYKA NALICZANIA PROCENTU NA POŻYCZONE SUMY PIENIĘŻNE BYŁA ZABRONIONA JAKO LICHWA. STĄD NIE DZIWI NAS, ŻE MAHOMET RÓWNIEŻ ZABRONIŁ TEJ PRAKTYKI W KORANIE (SURY 2: 275FF; 3: 130; 4: 161; 30: 39). PRZYCZYNĄ DLA KTÓREJ PRZYTACZAMY POWYŻSZY PROBLEM JEST TO, ŻE WSPÓŁCZEŚNI MUZUŁMANIE OTWARCIE SPRZECIWIAJĄ SIĘ KORANOWI W TEJ KWESTII. MUZUŁMANIE NALICZAJĄ ODSETKI OD POŻYCZONYCH PIENIĘDZY I PŁACĄ ODSETKI SPŁACAJĄC POŻYCZKI. GDYBY MUZUŁMANIE ZASTOSOWALI SIĘ DO POTĘPIAJĄCYCH LICHWĘ NAKAZÓW KORANU NIE BYŁO BY DZISIAJ BANKÓW MUZUŁMAŃSKICH. NAWET MUZUŁMAŃSKIE RZĄDY NIE NALICZAŁY BY ODSETEK OD POŻYCZONYCH KWOT I PRZYJMOWAŁY BY DOCHÓD Z ODSETEK. STĄD WIELU MUZUŁMAŃSKICH APOLOGETÓW STARA SIĘ UNIKAĆ KWESTII LICHWY, LUB PRÓBUJĄ ZDEFINIOWAĆ JĄ JAKO NALICZANIE ZAWYŻONEGO ZYSKU. JEST JEDNAK OCZYWISTE NIE TYLKO Z KORANU ALE TAKŻE Z KONTEKSTU HISTORYCZNEGO,ŻE MAHOMET ZABRANIAŁ NALICZANIA JAKIEGOKOLWIEK ZYSKU OD POŻYCZEK UDZIELANYCH SZCZEGÓLNIE MUZUŁMANOM.

INTERESUJĄCA DYSKUSJA

W ROZMOWIE Z PEWNYM MUZUŁMANINEM PORUSZYŁEM KWESTIĘ POTĘPIENIA PRZEZ KORAN PRAKTYKI NALICZANIA PROCENTÓW NA SUMY POŻYCZANE INNYM. ODRZUCIŁ ON TEN PROBLEM, GDYŻ JAK MÓWIŁ KORAN W TEJ SPRAWIE ODZWIERCIEDLA JEDYNIE KULTUROWE ZWYCZAJE PANUJĄCE W ARABII W SIÓDMYM WIEKU, STĄD MOŻNA JE ZIGNOROWAĆ! ZWRÓCIŁEM UWAGĘ, ŻE JEŻELI TAKIE PODEJŚCIE ZASTOSOWAĆ DO INNYCH POZOSTAŁYCH ELEMENTÓW KULTURY W ISLAMIE, TAKICH JAK PIĘĆ FILARÓW, PRAWA CYWILNE, PRZEPISY DIETETYCZNE, UBIÓR, ITD, ISLAM ZAWALI SIĘ JAK DOMEK Z KART. PO PRZEMYŚLENIU ODPARŁ ON, ŻE POTĘPIENIE LICHWY W KORANIE NIE JEST PRAWEM "KULTUROWYM" LECZ ODWIECZNYM PRAWEM ALLAHA. NIE MOGŁEM POWSTRZYMAĆ SIĘ OD ZWRÓCENIA UWAGI, ŻE ALBO POTĘPIENIE LICHWY W KORANIE JEST SPRAWĄ KULTURY I MOŻE BYĆ ZIGNOROWANE ALBO JAKO ODWIECZNE PRAWO ALLAHA ZMUSZA GO DO POZBYCIA SIĘ JAKICHKOLWIEK OPROCENTOWANYCH RACHUNKÓW BANKOWYCH JAKIE POSIADA.
NA TO NIE UZYSKAŁEM JUŻ ŻADNEJ ODPOWIEDZI.

DLA RACJONALNIE MYŚLĄCEGO CZŁOWIEKA JEST OCZYWISTYM, ŻE ILEKROĆ MUZUŁMANIN OTRZYMUJE ODSETKI BANKOWE, SPŁACA OPROCENTOWANE POŻYCZKI, DEMONSTRUJE TYM WSZYSTKIM WOBEC, ŻE KORAN FAKTYCZNIE JEST PRODUKTEM KULTURY ARABSKIEJ SIÓDMEGO WIEKU A NIE ODWIECZNYM SŁOWEM BOŻYM.

KONKLUZJA

PODCZAS GDY ODDANY MUZUŁMANIN JEST PRZEKONANY CAŁYM SERCEM, ŻE DOKTRYNY I RYTUAŁY MUZUŁMAŃSKIE SĄ CAŁKOWICIE POCHODZENIA NIEBIAŃSKIEGO I STĄD NIE POSIADAJĄ ZIEMSKICH ŹRÓDEŁ, BADACZE BLISKIEGO WSCHODU WYKAZALI PONAD WSZELKĄ WĄTPLIWOŚĆ, ŻE KAŻDY RYTUAŁ I WIERZENIE W ISLAMIE MA SWÓJ PIERWOWZÓR W PRZED ISLAMSKIEJ KULTURZE ARABII. INNYMI SŁOWAMI, MAHOMET NIE ZWIASTOWAŁ NICZEGO NOWEGO. WSZYSTKO CZEGO UCZYŁ BYŁO ZNANE I WIERZONO W TO W ARABII NA DŁUGO ZANIM SIĘ ON URODZIŁ. NAWET SAM POMYSŁ "JEDNEGO BOGA" ZOSTAŁ POŻYCZONY OD ŻYDÓW I CHRZEŚCIJAN. NIEPODWAŻALNE FAKTY TE OBALAJĄ ROSZCZENIA MUZUŁMANÓW DO TEGO, ŻE ISLAM PRZYWĘDROWAŁ Z NIEBA. SKORO WSZYSTKIE JEGO RYTUAŁY, WIERZENIA, A NAWET SAM KORAN, MOGĄ BYĆ WYTŁUMACZONE W OPARCIU O PRZED ISLAMSKIE ŹRÓDŁA W KULTURZE ARABSKIEJ, DOWODZI TO, ŻE RELIGIA ISLAMU JEST FAŁSZYWA. NIE DZIWI ZATEM, ŻE ZACHODNI UCZENI DOSZLI DO WNIOSKU, ŻE ALLAH NIE JEST BOGIEM, MAHOMET NIE BYŁ PROROKIEM, ANI KORAN NIE JEST SŁOWEM BOŻYM.





-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt gru 22, 2015 6:17 pm

DODATEK A. ANALIZA HADISÓW


WPROWADZENIE

WIĘKSZOŚĆ LUDZI, KTÓRZY WIEDZĄ, ŻE "BIBLIĄ" MUZUŁMANÓW JEST KORAN JEST NIEŚWIADOMA FAKTU, ŻE RELIGIA ISLAMU POSIADA RÓWNIEŻ INNE ŚWIĘTE PISMA, TRAKTOWANE PRZEZ MUZUŁMANÓW JAKO RÓWNIE NATCHNIONE I AUTORYTATYWNE JAK SAM KORAN. TA INNA ISLAMSKA "BIBLIA" NAZYWA SIĘ HADISY. JEST TO ZBIÓR WCZESNYCH PRZEKAZÓW MUZUŁMAŃSKICH, W KTÓRYCH ZAPISANE ZOSTAŁY SŁOWA I CZYNY MAHOMETA PRZEKAZANE PRZEZ JEGO ŻONY, CZŁONKÓW RODZINY, PRZYJACIÓŁ ORAZ PRZYWÓDCÓW RELIGIJNYCH, KTÓRE ZAZWYCZAJ NIE ZNALAZŁY SIĘ W KORANIE.

NATCHNIONE HADISY

MUZUŁMAŃSKI UCZONY, DR MUHAMMAD HAMIDULLAH W SWOJEJ KSIĄŻCE PT. "WPROWADZENIE DO ISLAMU" OZNAJMIA, ŻE "KUSTOSZEM I DEPOZYTARIUSZEM PIERWOTNEJ NAUKI ISLAMU" JEST "PRZEDE WSZYSTKIM KORAN I HADISY" (S. 250). DODAJE ON DO TEGO, "KORAN I HADISY SĄ PODSTAWĄ CAŁEGO [ISLAMSKIEGO] PRAWA" (S. 163). POWODEM, DLA KTÓREGO - WEDŁUG DR HAMIDULLAHA, MUZUŁMANIE CZCZĄ HADISY NA RÓWNI Z KORANEM JEST ICH RÓWNIE BOSKIE NATCHNIENIE!

NAUKI ISLAMU SĄ OPARTE PRZEDE WSZYSTKIM NA KORANIE I HADISACH; JAK ZATEM WYKAZUJEMY, OBYDWA SĄ OPARTE NA BOSKIM NATCHNIENIU (S. 23).

STĄD MUZUŁMAŃSCY PISARZE TACY JAK HAMMUDULLAH ABDALATATI W SWOJEJ KSIĄŻCE PT. "SPOJRZENIE NA ISLAM" TWIERDZĄ, ŻE HADISY "UWAŻANE SĄ ZA DRUGIE ŹRÓDŁO ISLAMU" DLATEGO, ŻE:

WSZYSTKIE ARTYKUŁY WIARY... OPIERAJĄ SIĘ I POCHODZĄ Z NAUKI KORANU ORAZ TRADYCJI [HADISY] MAHOMETA (S. 21).

DLATEGO NIE MOŻE DZIWIĆ, ŻE MATERIAŁ Z JAKICH SKŁADAJĄ SIĘ HADISY UZNAWANY JEST ZA WIERNYCH MUZUŁMANÓW ZA AUTORYTATYWNY I NATCHNIONY.

TŁUMACZENIA JAKIMI POSŁUGUJEMY SIĘ

POSŁUGUJEMY SIĘ DZIEWIĘCIOTOMOWYM ANGIELSKIM PRZEKŁADEM HADISÓW DOKONANYM PRZEZ DR MUHAMMADA MUSHIN KHANA ZATYTUŁOWANYM "TŁUMACZENIE ZNACZENIA 'SAHIH AL-BUKKARI'" (KAZI PUBLICATIONS, LAHORE, PAKISTAN, 1979). JEST ONO ZATWIERDZONE I POLECANE PRZEZ WSZYSTKIE MUZUŁMAŃSKIE AUTORYTETY, ŁĄCZNIE Z DUCHOWYMI PRZYWÓDCAMI W MEKCE I MEDYNIE.

OPARTE NA AL-BUKKARIM

DZIEŁO DR KHANA JEST WIERNYM PRZEKŁADEM HADISÓW ZEBRANYCH PRZEZ NAJWIĘKSZEGO BADACZA HADISÓW AL-BUKARIEGO.



WSTĘP ZAPOWIADA:

PANUJE JEDNOGŁOŚNA ZGODA, ŻE PRACA IMAMA BUKHARIEGO JEST NAJBARDZIEJ AUTORYTATYWNA ZE WSZYSTKICH PRAC DOTYCZĄCYCH HADISÓW RAZEM WZIĘTYCH. JEGO AUTENTYCZNOŚĆ JEST TAK WIELKA, ŻE RELIGIJNI UCZENI ISLAMU TRAKTUJĄ JĄ JAKO "NAJBARDZIEJ AUTORYTATYWNA KSIĄŻKA ISLAMU PO KSIĘDZE ALLAHA [KORANIE]" (S.XIV). WYBRAŁ ON JEDYNIE OKOŁO 7275 [HADISÓW] CO DO KTÓRYCH NIE BYŁO WĄTPLIWOŚCI JEŚLI CHODZI O ICH AUTENTYCZNOŚĆ. [ALLAH] OBJAWIŁ MU CHWALEBNY KORAN ORAZ DRUGIE NATCHNIENIE, TO JEST JEGO TRADYCJE. STĄD SPOCZYWA NA TOBIE OBOWIĄZEK WYTRWALE WYPEŁNIAĆ DOBRE UCZYNKI WEDŁUG TRADYCJI MAHOMETA W TAK OCZYWISTY SPOSÓB PRZEKAZANEJ W JEGO HADISACH (S. XVII).

DR KHAN NIE WAHA SIĘ NAZWAĆ HADISY DRUGIM NATCHNIENIEM I STWIERDZIĆ, ŻE DO KAŻDEGO MUZUŁMANINA NALEŻY W NIE WIERZYĆ I WYPEŁNIAĆ JE.

DYLEMAT MUZUŁMANINA

POWÓD DLA KTÓREGO ZAJMUJEMY TYLE MIEJSCA, ABY WYKAZAĆ, ŻE NAJWIĘKSZE AUTORYTETY ISLAMSKIE TRAKTUJĄ HADISY ZA NATCHNIONE I AUTORYTATYWNE JEST TEN, ŻE WIELU MUZUŁMANÓW BĘDZIE SIĘ TEMU STARAŁO ZAPRZECZYĆ GDY SKONFRONTUJE SIĘ ICH Z NIEKTÓRYMI ABSURDALNYMI NAUKAMI MAHOMETA

W JEDNYM Z RADIOWYCH PROGRAMÓW JEDEN MUZUŁMANIN W KOŁO ARGUMENTOWAŁ:

MAHOMET BYŁ PROROKIEM ALLAHA. DLATEGO NIEMOŻLIWYM JEST, ABY MÓWIŁ COŚ TAK GŁUPIEGO JAK SUGEROWAĆ, ŻE MAMY PIĆ MOCZ WIELBŁĄDA. STĄD JEST PAN KŁAMCĄ DR. MOERY. HADISY NIE MOGĄ MÓWIĆ CZEGOŚ TAKIEGO.

KIEDY UDOWODNIŁEM DZWONIĄCEMU Z HADISÓW, ŻE FAKTYCZNIE MAHOMET ZALECAŁ MOCZ WIELBŁĄDA, TAK BRZMIAŁA ODPOWIEDŹ ROZMÓWCY:

MY MUZUŁMANIE UZNAJEMY JEDYNIE ŚWIĘTY KORAN JAKO BOŻĄ KSIĘGĘ. NIE PRZYJMUJEMY HADISÓW ZA NATCHNIONE.

OCZYWIŚCIE POZOSTAŁ ON BEZ WYJŚCIA. MUSIAŁ ZAPRZECZYĆ NATCHNIENIU HADISÓW ABY OBRONIĆ MAHOMETA W SPRAWIE PICIA MOCZU.

ROZUMIEMY DYLEMAT MUZUŁMANÓW; Z JEDNEJ STRONY ZAWZIĘCIE PRÓBUJĄ UTRZYMAĆ, ŻE MAHOMET BYŁ PROROKIEM ALLAHA, Z DRUGIEJ STRONY HADISY JASNO POKAZUJĄ, ŻE NIE MÓGŁ ON BYĆ NATCHNIONY, JAKO ŻE UCZYŁ RZECZY, KTÓRE NIE TYLKO SĄ NIEPRAWDĄ ALE SĄ WRĘCZ ABSURDALNE. DLA MYŚLĄCEGO CZŁOWIEKA ZACHODU, MATERIAŁ PRZEDSTAWIONY W HADISACH JEST PRZYSŁOWIOWĄ SŁOMKĄ, KTÓRA ŁAMIE GRZBIET WIELBŁĄDA! JEŻELI MAHOMET BYŁ PRAWDZIWYM PROROKIEM I APOSTOŁEM, WÓWCZAS MUZUŁMANIN ZMUSZONY JEST BRONIĆ STRACONEJ POZYCJI.

PRA-ISLAMSKA INFORMACJA

HADISY ZAWIERAJĄ WIELE INFORMACJI O PRZED ISLAMSKIEJ ARABII, JAKIEJ NIE ZNAJDUJEMY W KORANIE. NA PRZYKŁAD W HADISACH NR. 658 TOM III I V NR 583 DOWIADUJEMY SIĘ, ŻE W KABBIE W MOMENCIE ZDOBYCIA MEKKI PRZEZ MAHOMETA ZNAJDOWAŁO SIĘ 360 BOŻKÓW. INFORMACJI TEJ NIE ZNAJDZIEMY W KORANIE. JEDNAK STANOWI ONA WAŻNY SZCZEGÓŁ DOTYCZĄCY ÓWCZESNYCH PRAKTYK RELIGIJNYCH WŚRÓD ARABÓW.

RYTUALIZM

W HADISACH ZNAJDUJĄ SIĘ SZCZEGÓŁOWE INSTRUKCJE JAK NALEŻY PRAKTYKOWAĆ RYTUAŁY ISLAMSKIE ORAZ WYPEŁNIAĆ PRAWA. WNIKLIWA ANALIZA WSZYSTKICH DZIEWIĘCIU TOMÓW HADISÓW PRZEDSTAWI CZYTELNIKOWI ZWIĘZŁE PODSUMOWANIE Z POZA KORANICZNYMI PRAKTYKAMI I NAUKAMI MAHOMETA.

POCHODZENIE ISLAMSKICH RYTUAŁÓW

ZATEM ZE SZCZEGÓLNĄ SATYSFAKCJĄ PREZENTUJEMY NASZE PODSUMOWANIE HADISÓW DLA ZACHODNIEGO CZYTELNIKA, KTÓRY ZASTANAWIA SIĘ NAD POCHODZENIEM NIEKTÓRYCH RYTUAŁÓW ORAZ PRAW ISLAMSKICH, KTÓRE SĄ DLA NIEGO WYBITNIE NIEZROZUMIAŁE. WIELE Z TYCH "DZIWNYCH" RYTUAŁÓW TAK NA PRAWDĘ POCHODZĄ Z HADISÓW, A NIE Z KORANU.

SIŁA NAPĘDOWA

MOTOREM NAPĘDOWYM HADISÓW JEST DRĄŻĄCE PYTANIE: "CO MAM ROBIĆ, ABY ALLAH WYBACZYŁ MI I POZWOLIŁ MI WEJŚĆ DO RAJU?" W HADISACH MAHOMET NIE PODAJE NAM OGÓLNIKÓW. PODAJE ON CZYTELNIKOWI DOKŁADNIE CO NALEŻY ROBIĆ, JAK ROBIĆ I W JAKIEJ KOLEJNOŚCI. NA PRZYKŁAD MAHOMET W SZCZEGÓŁOWY SPOSÓB USTALA JAK, GDZIE I W JAKI SPOSÓB NALEŻY ODDAWAĆ MOCZ. OD TEGO CZY BĘDZIE SIĘ POSTĘPOWAŁO WEDŁUG TYCH ZASAD BĘDZIE ZALEŻAŁO, CZY ZOSTANIE SIĘ SKAZANYM NA OGIEŃ PIEKIELNY LUB ZOSTANIE SIĘ WPUSZCZONYM DO RAJU.

ZAŁOŻENIE WSTĘPNE

HADISY ZAKŁADAJĄ, ŻE BEZ WYBACZENIA ALLAHA, NIKT NIE MOŻE WEJŚĆ DO RAJU. OGIEŃ PIEKIELNY OCZEKUJE TYCH, KTÓRZY NIE ZASŁUŻĄ NA UŁASKAWIENIE ALLAHA. UZYSKANIE PRZYCHYLNOŚCI I WYBACZENIA ALLAHA TO JEDNAK NIE TAKA PROSTA SPRAWA. KAŻDY MUSI ZAROBIĆ NA WYBACZENIE PRZESTRZEGAJĄC SZCZEGÓŁOWYCH ZASAD I RYTUAŁÓW. JEDEN BŁĄD MOŻE ZNIWECZYĆ WSZYSTKIE DOTYCHCZASOWE OSIĄGNIĘCIA. W HADISACH NA PRÓŻNO SZUKAĆ KONCEPCJI ZBAWIENIA Z ŁASKI. HADISY WYZNACZAJĄ ZASADY SPRAWOWANIA RYTUAŁÓW I PRZEPISÓW, KTÓRE MUSZĄ BYĆ PRZESTRZEGANE, ABY ZASŁUŻYĆ NA ZBAWIENIE. CI MUZUŁMANIE, KTÓRZY NIE PRZESTRZEGAJĄ TYCH ZASAD I RYTUAŁÓW NARAŻAJĄ SWOJE DUSZE NA WIECZNE ZATRACENIE.

PO TYM KRÓTKIM WSTĘPIE PRZEJDŹMY DO PRZEGLĄDU ZAWARTOŚCI HADISÓW.

SEKCJA I


MAHOMET JAKO CZŁOWIEK

HADISY PRZEDSTAWIAJĄ NAM WIELE INFORMACJI O MAHOMECIE, JAKICH NIE ZNAJDUJEMY W KORANIE. JEST TO WAŻNE, GDYŻ MUZUŁMANIE CHCĄ ABYŚMY WIERZYLI ŻE BYŁ ON APOSTOŁEM ALLAHA.

STĄD CHARAKTER MAHOMETA JAKO CZŁOWIEKA JEST BARDZO ISTOTNY. CZY MAHOMET BYŁ CZŁOWIEKIEM GODNYM NAŚLADOWANIA? HADISY DAJĄ NAM ISTOTNE INFORMACJE O JEGO OSOBOWOŚCI I CHARAKTERZE JAKIE SĄ NAM POTRZEBNE ABY MÓC SOBIE ODPOWIEDZIEĆ W SPOSÓB INTELIGENTNY I POINFORMOWANY.

BIAŁY CZŁOWIEK

PO PIERWSZE, W KWESTII RASY, HADISY JEDNOZNACZNIE STWIERDZAJĄ, ŻE MAHOMET BYŁ BIAŁYM CZŁOWIEKIEM. JEST TO STWIERDZONE WIELOKROTNIE NA WIELE RÓŻNYCH SPOSOBÓW, SKĄD STAJE SIĘ OCZYWISTYM, ŻE AUTOROM HADISÓW CHODZIŁO O TO, ABY NIE POZOSTAWIĆ JAKICHKOLWIEK WĄTPLIWOŚCI, ŻE MAHOMET MÓGŁBY BYĆ CZARNYM CZŁOWIEKIEM. STĄD WIELE NACISKÓW NA "BIAŁOŚĆ" MAHOMETA. NIEWĄTPLIWIE STANOWI TO SZOK DLA "CZARNYCH MUZUŁMANÓW," KTÓRZY UTRZYMUJĄ, ŻE ISLAM JEST RELIGIĄ CZARNYCH LUDZI DLATEGO, ŻE MAHOMET BYŁ CZARNYM CZŁOWIEKIEM. SKORO JEDNAK MAHOMET BYŁ BIAŁYM CZŁOWIEKIEM, "NARÓD ISLAMU"(ANG. "NATION OF ISLAM", -MUZUŁMAŃSKA SEKTA POPULARNA WŚRÓD MURZYNÓW AMERYKAŃSKICH. PRZYP. TŁ) JEST RELIGIĄ BIAŁEGO CZŁOWIEKA!

MAHOMET - BIAŁY DIABEŁ?

W ROZLICZNYCH DEBATACH RADIOWYCH Z UDZIAŁEM CZARNYCH MUZUŁMANÓW, WYDAWALI SIĘ ONI BARDZO ZASKOCZENI SŁYSZĄC, ŻE HADISY JASNO STWIERDZAJĄ, ŻE MAHOMET BYŁ BIAŁYM CZŁOWIEKIEM. ALE SKORO ONI SAMI POWOŁUJĄ SIĘ NA NATCHNIONE HADISY ZMUSZENI SĄ W KOŃCU PODDAĆ SIĘ POD ICH AUTORYTET. FAKTYCZNIE, JEŚLI "WSZYSCY BIALI LUDZIE SĄ DIABŁAMI" JAK GŁOSIŁ ELIASZ MAHOMET I LUIS FARRAKAHAN, TO I SAM MAHOMET ORAZ WALLACE FARD BYŁ BIAŁYM DIABŁEM!

JEZUS - BIAŁY DIABEŁ?

HADISY NAWET PODAJĄ, ŻE MAHOMET WIDZIAŁ JEZUSA WE ŚNIE JAKO BIAŁEGO CZŁOWIEKA Z PROSTYMI WŁOSAMI (TOM IX NR 242). CZARNYM MUZUŁMANOM HADISA TA JEST NIE W SMAK. WEDŁUG NIEJ JEZUS TEŻ JEST BIAŁYM DIABŁEM!

ŚWIADECTWO HADISÓW

W TOMIE I NR 63 CZYTAMY:

KIEDY SIEDZIELIŚMY WRAZ Z PROROKIEM W MECZECIE PODJECHAŁ CZŁOWIEK NA WIELBŁĄDZIE. SPRAWIŁ ON, ŻE WIELBŁĄD PRZYKLĘKNĄ W MECZECIE, PRZYWIĄZAŁ JEGO PRZEDNIĄ NOGĘ I POWIEDZIAŁ: "KTO SPOŚRÓD WAS JEST MAHOMETEM?" W TYM CZASIE PROROK SIEDZIAŁ MIĘDZY NAMI OPARTY NA RAMIENIU. ODPOWIEDZIELIŚMY: "TEN BIAŁY CZŁOWIEK OPARTY NA RAMIENIU." PRZYBYSZ WÓWCZAS ZWRÓCIŁ SIĘ DO NIEGO: "OCH SYNU 'ABDUL MUTTALIBA."

HADISA NR 122 TOM II ODNOSI SIĘ DO MAHOMETA JAKO "BIAŁEGO CZŁOWIEKA." DALEJ, NR 144 MÓWI NAM, ŻE KIEDY MAHOMET UNIÓSŁ W GÓRĘ RAMIONA, "BIEL JEGO PACH STAŁA SIĘ WIDOCZNA." GDYBY TEGO BYŁO MAŁO, CZYTELNIK JEST INFORMOWANY DALEJ W HADISIE 367, ŻE ANAS "UJRZAŁ BIEL PENISA PROROKA ALLAHA."

CZARNI LUDZIE - RODZYNKOWE GŁOWY

CO DO NASTAWIENIA MAHOMETA DO CZARNYCH LUDZI, JAK INFORMUJE NAS HADISA 662 TOM I I 256 T.IX, NAZYWAŁ ON ICH "RODZYNKOWYMI GŁOWAMI." GDZIE INDZIEJ W HADISACH MOWA JEST O CZARNYCH LUDZIACH JAKO O NIEWOLNIKACH. JEŚLI NIE JEST TO WYSTARCZAJĄCO OBRAŹLIWE DLA CZARNYCH LUDZI, TO MOŻNA JESZCZE WSPOMNIEĆ O HADISIE 162 I 163 T. IX GDZIE JEST MOWA O TYM, ŻE JEŚLI PRZYŚNIE SIĘ KOMUŚ CZARNA KOBIETA JEST TO ZŁY OMEN ZAPOWIADAJĄCY NADCHODZĄCĄ EPIDEMIĘ ZARAZY.

MAHOMET - WŁAŚCICIEL NIEWOLNIKÓW

HADISA 435 T. VI INFORMUJE, ŻE KIEDY UMAR BIN AL-KHATTAB PRZYBYŁ DO DOMU MAHOMETA ZASTAŁ NA SCHODACH SIEDZĄCEGO CZARNEGO NIEWOLNIKA APOSTOŁA ALLAHA. Z TEGO I INNYCH FRAGMENTÓW WYNIKA, ŻE MAHOMET BYŁ WŁAŚCICIELEM I PANEM CZARNYCH NIEWOLNIKÓW. JEŚLI O TO CHODZI, TO ILEKROĆ W HADISACH JEST WZMIANKA O CZARNYCH LUDZIACH, NAJCZĘŚCIEJ DOTYCZY ONA OSOBISTYCH NIEWOLNIKÓW MAHOMETA! JEST TO W WYRAŹNYM KONTRAŚCIE DO JEZUSA Z NAZARETU, KTÓRY ŻYJĄC WIELE WIEKÓW WCZEŚNIEJ NIE POSIADAŁ NIEWOLNIKÓW, LECZ PRZYSZEDŁ, ABY DAĆ LUDZIOM WOLNOŚĆ.

NIECIERPLIWY

PO DRUGIE, JEŚLI CHODZI O OSOBOWOŚĆ MAHOMETA, CHARAKTERYZOWAŁA GO NIECIERPLIWOŚĆ I POBUDLIWOŚĆ. KIEDY MAHOMET SŁYSZAŁ JAK KTOŚ PROWADZI DŁUGIE MODLITWY, HADISA REJESTRUJE:

NIGDY NIE WIDZIAŁEM U PROROKA WIĘKSZEJ FURII GDY DAWAŁ ON RADĘ TEGO DNIA
(t. I nr 90).

PONIEWAŻ UTRZYMYWAŁ ON, ŻE JEST ON PROROKIEM, PEWIEN CZŁOWIEK ZAPYTAŁ MAHOMETA GDZIE MOŻE ON ZNALEŹĆ SWOJEGO ZGUBIONEGO WIELBŁĄDA. JAK PODAJE HADISA,

PROROK ROZZŁOŚCIŁ SIĘ I POLICZKI JEGO STAŁY SIĘ CZERWONE (T. I NR 91).

NIE ZNOSIŁ PYTAŃ

MAHOMET SZCZEGÓLNIE NIE ZNOSIŁ ZADAWANIA PYTAŃ DOTYCZĄCYCH JEGO ROSZCZEŃ DO OBJAWIEŃ I PROROCTWA. POSUWAŁ SIĘ PRZY TYM TAK DALEKO...

ALLAH NIENAWIDZI WAS...[ZA TO] ŻE ZADAJECIE ZA DUŻO PYTAŃ
(T. II NR 555; T. III NR 591).

NAWET WTEDY, GDY ZADAWANO MU PYTANIA HADISY PODAJĄ,

ZADAWANO PROROKOWI PYTANIA, KTÓRYCH ON NIE LUBIŁ, KIEDY PYTAJĄCY NALEGAŁ, PROROK WPADAŁ W ZŁOŚĆ (T. I NR 92).

KIEDY PYTAJĄCY DOSTRZEGALI "ZŁOŚĆ MALUJĄCĄ SIĘ NA TWARZY PROROKA," WYCOFYWALI CZĘSTO SWOJE PYTANIA (T. I NR 92).

JEDNAK TO NIE ZAWSZE ZADOWALAŁO MAHOMETA KIEDY LUDZIE SŁUSZNIE SKARŻYLI SIĘ, ŻE ŻĄDA ON PRZYJĘCIA PRZEZ NICH TEGO, CO IM MÓWI BEZ ZADAWANIA ŻADNYCH PYTAŃ,

PROROK POWIEDZIAŁ IM WIELOKROTNIE[ W ZŁOŚCI] BY PYTALI GO, O CO CHCĄ (T. I NR 30).

JEDNAK LUDZIE NAUCZYLI SIĘ NIE ZADAWAĆ PYTAŃ.

BEZ POCZUCIA HUMORU

PO TRZECIE, MAHOMET NIE MIAŁ POCZUCIA HUMORU. NIE ZEZWALAŁ NIKOMU NA ŻARTY Z SIEBIE ANI SWOICH NAUK. W TOMIE II NR 173 HADISY INFORMUJĄ NAS O STARSZYM CZŁOWIEKU, KTÓRY PRZYGLĄDAŁ SIĘ JAK MAHOMET ZE SWOIMI UCZNIAMI KŁANIALI SIĘ I DOTYKALI CZOŁAMI ZIEMI RECYTUJĄC SURĘ AL-NAJM. (POCZĄTKOWO MUZUŁMANIE SZCZYCILI SIĘ BRUDNYMI CZOŁAMI I Z POGARDĄ ODNOSILI SIĘ DO INNYCH FORM MODŁÓW). KIEDY STARSZY CZŁOWIEK SPOSTRZEGŁ, JAK ICH CZOŁA STAJĄ SIĘ CORAZ BRUDNIEJSZE, DLA ŻARTU SCHYLIŁ SIĘ I ZGARNĄWSZY NIECO ZIEMI UBRUDZIŁ SOBIE NIĄ CZOŁO MÓWIĄC PRZY TYM: "DLA MNIE TYLE WYSTARCZY." STARSZY CZŁOWIEK SUGEROWAŁ TYM, ŻE SKORO WAŻNE JEST MIEĆ BRUDNE CZOŁO, TO JEST ŁATWIEJSZY SPOSÓB BY TO OSIĄGNĄĆ; WYSTARCZY WZIĄĆ GARŚĆ ZIEMI I ROZMAZAĆ NA CZOLE. HA! HA! OCZYWIŚCIE ŻART TEN ZWRÓCONY BYŁ PRZECIW DUMIE Z JAKĄ MUZUŁMANIE TRAKTOWALI SWOJE BRUDNE CZOŁA. JEDNAK MAHOMET NIE BYŁ ROZBAWIONY POCZUCIEM HUMORU STARSZEGO CZŁOWIEKA. JAK PODAJE HADISA, MUZUŁMANIE Z ZIMNĄ KRWIĄ ZAMORDOWALI STAREGO!

GORZKI I MŚCIWY

PO CZWARTE, MAHOMET BYŁ ZGORZKNIAŁYM I MŚCIWYM TYPEM, KTÓRY ZLECAŁ MORDOWANIE WIELU LUDZI, KTÓRZY STALI SIĘ DLA NIEGO NIEWYGODNI. PODCZAS GDY ON SAM MÓWIŁ INNYM ABY NIE ZABIJAĆ LUDZI W MEKCE, A W SZCZEGÓLNOŚCI W KABBIE, KIEDY JEDNAK DOWIEDZIAŁ SIĘ, ŻE IBN KHATAL SCHRONIŁ SIĘ DO KABBY ROZKAZAŁ: "ZABIJCIE GO!" ZOSTAŁ WIĘC ON WYCIĄGNIĘTY I ZARŻNIĘTY (T. III NR 72).

JEDNYM ZE SZCZEGÓLNYCH PRZYKŁADÓW ŻĄDZY KRWI MAHOMETA JEST HADISA NR 687 W III T.

PROROK ALLAHA POWIEDZIAŁ: "KTO ZABIJE KA'B BIN AL-ASHRAFA JAKO ŻE ON SKRZYWDZIŁ ALLAHA I JEGO APOSTOŁA?" MUHAMMAD BIN MASLAMA WSTAŁ I POWIEDZIAŁ: "JA ZABIJĘ GO." PRZYSZLI ONI [MASLAMA I TOWARZYSZE] DO NIEGO JAK OBIECALI I ZABILI GO. PO CZYM PRZYSZLI DO PROROKA I POWIEDZIELI MU O TYM.

PLEMIENNY KONFLIKT

ŻĄDANIA MAHOMETA DOKONANIA MORDERSTWA NA ZLECENIE CZASAMI WZBUDZAŁO PLEMIENNE WAŚNIE. JEDNA Z TAKICH OKAZJI NADARZYŁA SIĘ GDY PIĘTNASTOLETNIA ŻONA MAHOMETA, AISZA ZOSTAŁA POSĄDZONA O CUDZOŁÓSTWO. WEDŁUG JEJ RELACJI ZAPISANEJ W HADISACH (T. III NR 829) PRZEZ ROZTARGNIENIE ZOSTAWIŁA ONA SWÓJ NASZYJNIK UDAJĄC SIĘ ZA POTRZEBĄ. KIEDY WRÓCIŁA SIĘ BY GO ODNALEŹĆ, KARAWANA RUSZYŁA BEZ NIEJ, NIE WIEDZĄC, ŻE AISZA POZOSTAŁA W TYLE. PÓŹNIEJ, PEWIEN MUZUŁMANIN IMIENIEM SAFWAN NATRAFIŁ NA NIĄ I NA WŁASNYM WIELBŁĄDZIE DOPROWADZIŁ JĄ DO JEJ RODZINNEJ KARAWANY.


NIEWYBREDNE PLOTKI

EPIZOD TEN DAŁ POCZĄTEK POGŁOSKOM, ŻE AISZA MIAŁA ROMANS Z SAFWANEM. CAŁA MUZUŁMAŃSKA SPOŁECZNOŚĆ WKRÓTCE ZACZĘŁA SIĘ GOTOWAĆ. WEDŁUG AISZY, PRZYWÓDCA TYCH, KTÓRZY OSKARŻALI JĄ NAZYWAŁ SIĘ 'ABDULLAH BIN UBAI BIN SALUL. JEGO POPLECZNICY ROZPROWADZALI FAŁSZYWE ZEZNANIA OSKARŻAJĄC JĄ O NIEWIERNOŚĆ. WRÓCIŁA ONA DO RODZICÓW PODCZAS GDY MAHOMET,

WEZWAŁ 'ALI BIN ABU TALIBA I USAMĘ BIN ZAIDA... ABY PORADZIĆ SIĘ W SPRAWIE ROZWODU Z ŻONĄ [AISZĄ].

PORADZILI ONI WSTRZYMAĆ SIĘ Z ROZWODEM NA PODSTAWIE JEDYNIE POGŁOSEK I ZAPYTAĆ SIĘ SŁUŻĄCEJ AISZY BURAIRY CZY NIE WIDZIAŁA ONA CZEGOŚ PODEJRZANEGO WOKÓŁ JEJ PANI.

BURAIRA ODPOWIEDZIAŁA, "PRZEZ ALLAHA, KTÓRY PRZYSŁAŁ CIEBIE Z PRAWDĄ, NICZEGO NIE WIDZIAŁAM OPRÓCZ TEGO, ŻE JEST JESZCZE ONA DZIEWCZYNKĄ MŁODĄ W LATACH I CZASAMI ZASYPIA PRZY CIEŚCIE I ZJADAJĄ JE KOZY."

PRZYPIS W HADISACH PODAJE, ŻE AISZA MIAŁA WTEDY PIĘTNAŚCIE LAT. WEDŁUG HADISÓW MIAŁA ONA ZALEDWIE 6 LAT, KIEDY POŚLUBIŁ JĄ MAHOMET! MAŁŻEŃSTWO ZOSTAŁO SKONSUMOWANE GDY UKOŃCZYŁA ONA 9 LAT!

ŻĄDANIE MORDERSTWA

PO TYM JAK BURAIRA POTWIERDZIŁA NIEWINNOŚĆ AISZY,

PROROK ALLAHA STANĄŁ ZA PULPITEM I ZAŻĄDAŁ ABY GO KTOŚ POPARŁ W SPRAWIE UKARANIA 'ABDULLAHA BIN UBAI BIN SALULA. PROROK ALLAHA POWIEDZIAŁ: "KTO POPRZE MNIE I UKARZE TEGO, KTÓRY SKRZYWDZIŁ MNIE I OCZERNIŁ MOJĄ RODZINĘ?" SA'D BIN MU'ADH POWSTAŁ I POWIEDZIAŁ: "OCH APOSTOLE ALLAHA! NA ALLAHA, JA UWOLNIĘ CIĘ OD NIEGO. JEŻELI TEN CZŁOWIEK JEST Z PLEMIENIA ANUS WÓWCZAS UTNIEMY MU GŁOWĘ, ALE JEŚLI JEST ON SPOŚRÓD NASZYCH BRACI KHAZRAJÓW, WÓWCZAS DAJ ROZKAZ, A MY WYPEŁNIMY GO."

PRZYWÓDCA KHAZRAJÓW, S'AD BIB ÔUBADA ZERWAŁ SIĘ Z MIEJSCA W OBRONIE SWOJEGO PLEMIENIA MÓWIĄC: "NIE MOŻECIE GO ZABIĆ." Z KOLEI SA'D BIN MU'ADH MÓWIŁ: "NA ALLAHA, ZABIJEMY GO."
Sytuacja zaczynała wymykać się spod kontroli. Plemiona Anus i Khazraj gotowe były stanąć do walki. Zajęło to niemało czasu Mahometowi doprowadzić sytuację do ładu.
NAJPROSTSZYM SPOSOBEM BYŁO DLA MAHOMETA OTRZYMANIE SPECJALNEGO OBJAWIENIA OD ALLAHA O NIEWINNOŚCI AISZY. CAŁA SPRAWA NATYCHMIAST PRZYCICHŁA, JAKO ŻE SAM ALLAH WYPOWIEDZIAŁ SIĘ. TYCH NIEWIERNYCH, KTÓRZY NADAL BY ODWAŻYLI SIĘ KWESTIONOWAĆ ORZECZENIE ALLAHA W TEJ SPRAWIE SPOTKAŁBY LOS ZGOTOWANY WSZYSTKIM NIEWIERNYM.

MAHOMET NIE BYŁ NIEWINNY

PO PIĄTE, WEDŁUG HADISÓW, MAHOMET BYŁ GRZESZNIKIEM POTRZEBUJĄCYM PRZEBACZENIA. W PRZECIWIEŃSTWIE TO TEGO, CO OBECNIE ROŚCI SOBIE ISLAM NIE BYŁ ON BEZ GRZECHU. KIEDY ABU HURAIRA ZAPYTAŁ MAHOMETA,

CO MÓWISZ W CZASIE PAUZY MIĘDZY TAKBIREM A RECYTACJĄ? MAHOMET ODPARŁ: MÓWIĘ "OCH ALLAHU, ODDAL MNIE OD MOICH GRZECHÓW JAK WSCHÓD OD ZACHODU I OCZYŚĆ MNIE OD GRZECHÓW JAK BIAŁĄ SZATĘ Z BRUDU [PO PRANIU]. OCH ALLAHU! OMYJ MNIE Z GRZECHÓW WODĄ, ŚNIEGIEM I GRADEM" (T. I NR 711).

W HADISACH NR 319 T. VIII ABU HURAIRA POWIADA,

SŁYSZAŁEM APOSTOŁA ALLAHA JAK MÓWIŁ: "PRZEZ ALLAHA! PROSZĘ O PRZEBACZENIE ALLAHA I ZWRACAM SIĘ KU NIEMU W POKUCIE PONAD SIEDEMDZIESIĄT RAZY DZIENNIE."

ŻONA MAHOMETA AISZA PODAJE, ŻE NA POCZĄTKU MUZUŁMANIE NIE UWAŻALI MAHOMETA ZA BEZGRZESZNEGO.

MÓWILI ONI, "OCH PROROKU ALLAHA! NIE JESTEŚMY JAK TY. TOBIE ALLAH WYBACZYŁ WSZYSTKIE TWOJE GRZECHY TERAŹNIEJSZE I PRZYSZŁE" (T. I NR 19).

W TEJ HADISIE WYZNAWCY MAHOMETA UWIELBIAJĄ GO DLATEGO, ŻE JEGO GRZECHY ZOSTAŁY MU WYBACZONE, A NIE DLATEGO, ŻE NIE MIAŁ ON ŻADNYCH GRZECHÓW DO WYBACZENIA. DALEJ W HADISIE NR 781 T. I:

PROROK ZWYKŁ POWTARZAĆ BIJĄC POKŁONY I WYCIĄGAJĄC SIĘ "OCH ALLAHU! NASZ PANIE! WSZELKA CHWAŁA TOBIE. OCH ALLAHU! WYBACZ MI."

W HADISIE NR 375 KURAJSZYCI WIELOKROTNIE POWTARZALI,

NIECH ALLAH WYBACZY SWOJEMU APOSTOŁOWI!

OCZYWISTYM JEST, ŻE LUDZIE CI NIE TRAKTOWALI MAHOMETA JAKO BEZGRZESZNEGO! TO SAMO MOŻNA POWIEDZIEĆ O TRZECH LUDZIACH, KTÓRZY W HADISIE NR 1 T. VII DYSKUTUJĄ O WYBACZENIU GRZECHÓW MAHOMETOWI PRZEZ ALLAHA. NR 724 T.V POWIADA, ŻE AISZA SŁYSZAŁA JAK MAHOMET MODLIŁ SIĘ,

OCH ALLAHU! PRZEBACZ MI I OKAŻ MI SWOJE MIŁOSIERDZIE.

W CZASIE SWOJEJ DOMNIEMANEJ PODRÓŻY PRZEZ SIÓDME NIEBO JEZUS MÓWI O MAHOMECIE,

MAHOMECIE, NIEWOLNIKU ALLAHA, TWOJE GRZECHY Z PRZESZŁOŚCI I PRZYSZŁE ZOSTAŁY CI ODPUSZCZONE PRZEZ ALLAHA (T. VI NR 3).

HADISA NR 494 T. VI PRZEDSTAWIA SAMEGO ALLAHA NAKŁANIAJĄCEGO MAHOMETA DO PROŚBY O PRZEBACZENIE JEGO GRZECHÓW. ABU MUSA USŁYSZAŁ JAK MAHOMET MODLIŁ SIĘ NASTĘPUJĄCYMI SŁOWY:

OCH MÓJ PANIE! WYBACZ MOJE GRZECHY I MĄ NIEWIEDZĄ. WYBACZ MI GRZECHY PRZESZŁOŚCI I PRZYSZŁOŚCI, TE POPEŁNIONE OTWARCIE, I TE W UKRYCIU (T. VIII NR 407).

JEDYNYM NIE "DOTKNIĘTYM" (TO JEST ZEPSUTYM) PRZEZ SZATANA W MOMENCIE NARODZIN BYŁ JEZUS WEDŁUG TEGO CO PODAJE MAHOMET W HADISIE NR 506 T. IV. TAK WIĘC I SAM MAHOMET BYŁ "DOTKNIĘTY" PRZEZ SZATANA.

WŚRÓD GRZECHÓW POPEŁNIONYCH PRZEZ MAHOMETA BYŁY TORTURY LUDZI, KTÓRYM ODCINANO RĘCE I NOGI, WYPALANO OCZY ROZPALONYM ŻELAZEM (T. I NR 234); POZOSTAWIANIE ICH NA ŚMIERĆ Z WYKRWAWIENIA PO UCIĘCIU KOŃCZYN (T. VIII NR 794, 795); POZOSTAWIANIE LUDZI NA ŚMIERĆ Z PRAGNIENIA (T.VIII NR 796).

PO SZÓSTE, MAHOMET BYŁ PRZESĄDNY.

MAHOMET WIERZYŁ W MOC "ZŁEGO OKA" PRZECIW CZEMU ZALECAŁ CYTOWANIE KORANU (NR 636 T. VII). WIERZYŁ RÓWNIEŻ W ZŁE I DOBRE OMENY TAKIE JAK POJAWIENIE SIĘ PEWNYCH PTAKÓW LUB ZWIERZĄT (T. IV NR 110, 111; T. VII NR 648, 649, 650). MAHOMET OBAWIAŁ SIĘ NAWET, ŻE ZŁE DUCHY MOGĄ GO POSIĄŚĆ W POSIADANIE ILEKROĆ ODDAWAŁ MOCZ LUB KAŁ. DLATEGO MODLIŁ SIĘ O SZCZEGÓLNĄ OCHRONĘ (T. I NR 144).

OBAWIAŁ SIĘ ON RÓWNIEŻ SILNYCH WIATRÓW.

PODAJE ANAS: ILEKROĆ WIAŁ SILNY WIATR, NA TWARZY PROROKA POJAWIAŁA SIĘ OBAWA [LĘK PRZED OZNAKĄ GNIEWU ALLAHA] (T.II NR 144).

KIEDY MIAŁO MIEJSCE ZAĆMIENIE SŁOŃCA LUB KSIĘŻYCA MAHOMET BYWAŁ ZDJĘTY STRACHEM, ŻE OTO NASTAŁ DZIEŃ SĄDU.

SŁOŃCE ZAĆMIŁO SIĘ I PROROK POWSTAŁ PEŁEN OBAW, ŻE WYBIŁA GODZINA [DZIEŃ SĄDU]. PO CZYM POWIEDZIAŁ: "ZNAKI TE, KTÓRE ZSYŁA ALLAH NIE OZNACZAJĄ CZYJEJŚ ŚMIERCI LECZ PRZEZ NIE ALLAH SPRAWIA, ŻE JEGO WYZNAWCY SĄ W BOJAŹNI PRZED NIM. TAK WIĘC KIEDY WIDZICIE COŚ TAKIEGO, WSPOMNIJCIE NA ALLAHA, WOŁAJCIE DO NIEGO I PROŚCIE PRZEBACZENIA." (T.II NR 167)

ZABOBONNA NATURA MAHOMETA NIE JEST NIGDZIE INDZIEJ BARDZIEJ UWIDOCZNIONA JAK W JEGO KULCIE CZARNEGO KAMIENIA JAKI ZNAJDOWAŁ SIĘ W KABBIE W MEKCE. TO JAK CAŁOWAŁ I ADOROWAŁ GO JEST JASNO STWIERDZONE W T. II NR 667. MAHOMET WIERZYŁ, ŻE LIŚĆ PALMY POŁOŻONY NA GROBIE CIERPIĄCYCH W NIM ZWŁOK W MIARĘ WIĘDNIĘCIA UŚMIERZA ICH CIERPIENIA (T. II NR 443). BYŁ ON PRZESĄDNIE UPRZEDZONY DO LICZB PARZYSTYCH. STĄD ZAWSZE STARAŁ SIĘ UNIKAĆ ICH. NAWET W CZYNNOŚCI TAKIEJ JAK OCZYSZCZANIE SIĘ PO ODDANIU KAŁU NALEŻY UŻYWAĆ NIEPARZYSTEJ ILOŚCI KAMIENI (T. I NR 162). WEDŁUG MAHOMETA, LUDZIE MOGĄ SIĘ ZAMIENIĆ W SZCZURY, MAŁPY I ŚWINIE. W SZCZEGÓLNOŚCI UTRZYMYWAŁ ON, ŻE ŻYDZI ZAMIENILI SIĘ W SZCZURY! (T. IV NR 524, 569 I ROZDZIAŁ 32).

W HADISIE 660 T. VII CZYTAMY:

PRZEZ MAGIĘ APOSTOŁ ALLAHA WYOBRAŻAŁ SOBIE, ŻE ODBYWAŁ STOSUNKI ZE SWYMI ŻONAMI, PODCZAS GDY NAPRAWDĘ NIE MIAŁY ONE MIEJSCA.

ABY PRZEKONAĆ SIĘ O GŁĘBI WIARY I OBAWY MAHOMETA W MAGIĘ WYSTARCZY PRZECZYTAĆ HADISY 656 DO 664 T. VII).


FARBOWAŁ WŁOSY NA CZERWONY KOLOR

PO SIÓDME, MAHOMET FARBOWAŁ SWOJĄ GŁOWĘ NA POMARAŃCZOWO-CZERWONY KOLOR.

PODAJE 'UBAID IBN JURAIJ: A JEŚLI CHODZI O FARBOWANIE WŁOSÓW HENNĄ; BEZ WĄTPIENIA WIDZIAŁEM PROROKA ALLAHA FARBUJĄCEGO SOBIE NIĄ WŁOSY, I DLATEGO JA RÓWNIEŻ CHĘTNIE FARBUJĘ [SOBIE WŁOSY NIĄ] (T. I NR 167).

PO ŚMIERCI MAHOMETA, ZACHOWANO NIECO JEGO CZERWONYCH WŁOSÓW I POKAZYWANO INNYM
(T. IV NR 747; T. VII NR 785).

ALE MIAŁ WSZY

MIMO ŻE ZACHOWAŁ WŁOSY OD SIWIZNY FARBUJĄC JE NA CZERWONO, NIE UCHRONIŁ ICH OD WSZY
(T. IX NR 130).

POPĘD SEKSUALNY MAHOMETA

PO ÓSME, AKTYWNOŚĆ SEKSUALNA MAHOMETA BYŁA LEGENDARNYCH ROZMIARÓW. JEGO HAREM LICZYŁ PONAD 20 KOBIET. HADISY UTRZYMUJĄ, ŻE BYŁ ON W STANIE ODBYĆ Z KAŻDĄ Z NICH STOSUNEK PRZED MODLITWAMI. RZEKOMO POSIADAŁ W TYM WZGLĘDZIE SIŁĘ 30 MĘŻCZYZN! TEGO RODZAJU ROSZCZENIA MIAŁY WYWRZEĆ WRAŻENIE NA ARABACH, KTÓRZY NA ONE CZASY WIERZYLI, ŻE RAJ TO NIEUSTAJĄCE ORGIE.

PODAJE QATADA: ANAS BIN MALIK POWIEDZIAŁ: "PROROK ZAZWYCZAJ ODWIEDZAŁ WSZYSTKIE SWOJE ŻONY PO KOLEI, ZA DNIA I NOCĄ I BYŁO ICH JEDENAŚCIE." ZAPYTAŁEM ANASA: "CZY PROROK MIAŁ DOŚĆ SIŁY NA TO?" ANAS ODPOWIEDZIAŁ: "POWIADALIŚMY, ŻE PROROK DOSTAŁ SIŁĘ TRZYDZIESTU [MĘŻCZYZN]" (T. I NR 268). AISZA MÓWIŁA: "WYPERFUMOWAŁAM PROROKA ALLAHA I UDAŁ SIĘ ON NA RUNDĘ DO SWOICH ŻON"
(t. I nr 270 i 267).

TO SAMO PODAJĄ T.VII NR 5, 6 I 142. CO DO ILOŚCI ŻON PROROKA JAK PODAJE ANAS BIN MALIK W T. I NR 268 "BYŁO ICH JEDENAŚCIE." DO LICZBY TEJ DOŁĄCZAŁY NOWE "ZDOBYCZE" PODBOJÓW (T. I NR 367). ZAPRZECZA TEMU HADISA NR 142 T. VII MÓWIĄC, ŻE MAHOMET MIAŁ JEDYNIE DZIEWIĘĆ ŻON. JEGO HAREM ZAWIERAŁ W SWOICH SZEREGACH RÓWNIEŻ ODDANE WIELBICIELKI.

PRZYBYŁA DO PROROKA ALLAHA KOBIETA I POWIEDZIAŁA: "OCH APOSTOLE ALLAHA! CHCĘ ODDAĆ SIĘ TOBIE" (T. III NR 505 A).

JEŻELI MAHOMETOWI SPODOBAŁA SIĘ OFIARUJĄCA SIĘ WIELBICIELKA PRZYJMOWAŁ JE DO SWOJEGO HAREMU. JEŚLI NATOMIAST NIE PRZYPADŁA MU DO GUSTU, ZOSTAŁA ONA "DAWANA" INNYM LUDZIOM. W TEJ SPRAWIE NIE LICZYŁO SIĘ JUŻ ZDANIE KOBIETY. ZOBACZ T. VII NR 24 GDZIE KOBIETA OFERUJE SWOJE WDZIĘKI MAHOMETOWI. POZA ŻONAMI I WIELBICIELKAMI, MAHOMET UTRZYMYWAŁ STOSUNKI Z NIEWOLNICAMI JAKIE ZAKUPIŁ BĄDŹ DOSTAŁ (T. VII NR 22, 23).




SEKCJA II


MAHOMET JAKO PROROK

PIECZĘĆ PROROCTWA

NIEWĄTPLIWIE NAJBARDZIEJ ZDUMIEWAJĄCE STWIERDZENIE W HADISACH ZNAJDUJE SIĘ W MIEJSCU, GDZIE JAKO DOWÓD NA PROROCKI STAN MAHOMETA PRZYTACZA SIĘ TŁUSZCZOWĄ NAROŚL NA JEGO SZYI POMIĘDZY RAMIONAMI!

PODAJE AS-SA'IB BIN YAZID: "STAŁEM ZA NIM I WIDZIAŁEM PIECZĘĆ PROROCTWA POMIĘDZY RAMIONAMI; BYŁA ONA JAK "ZIR-AL HIJLA" [ZNACZY TO GUZIK OD NAMIOTU, CHOĆ NIEKTÓRZY MÓWIĄ ŻE JAK "JAJO PRZEPIÓRKI"] (T. 1 NR 189; TAKŻE T. IV NR 741).

HADISA TA JEST SZCZEGÓLNA W SWEJ WYMOWIE, BOWIEM WYKAZUJE, ŻE ARABOWIE WIERZYLI, ŻE PIECZĘCIĄ PROROCKĄ JEST FIZYCZNA NAROŚL NA SZYI MAHOMETA!

POGAŃSKI SZAMAN

MAHOMET BYŁ SZAMANEM. KTÓRY MIAŁ WŁADZĘ NAD DŻINAMI, TO JEST DUCHAMI ZAMIESZKUJĄCYMI W SKALACH, DRZEWACH I WODZIE (T. I NR 740; T. V NR 199).

FIZYCZNE ZNAKI TOWARZYSZĄCE OBJAWIENIOM

W HADISACH ZNAJDUJEMY PEŁNY OPIS TEGO, CO DZIAŁO SIĘ, KIEDY MAHOMET OTRZYMYWAŁ SWOJE OBJAWIENIA "INTENSYWNIE CZĘSTO I REGULARNIE." JAK WSPOMNIELIŚMY WCZEŚNIEJ SĄ TO TYPOWE OBJAWY EPILEPSJI LUB INNEGO SCHORZENIA MÓZGU. NIECH CZYTELNIK SAM ZADECYDUJE.


ŚWIADECTWO HADISÓW

MAHOMET USKARŻAŁ SIĘ NA DZWONIENIE W USZACH, JAKBY SŁYSZAŁ DZWONY T. I NR 1, T. IV NR 438.

JEGO SERCE ZACZYNAŁO BIĆ RAPTOWNIE T. I NR 3.

JEGO TWARZ STAŁA SIĘ CZERWONA T. II ROZDZIAŁ 16 S.354; T. V NR 618; T. VI NR 508.

CIĘŻKO ODDYCHAŁ T.VII NR 508.

CZASAMI NAGLE PADAŁ LUB KŁADŁ SIĘ: T. II ROZDZIAŁ 16 S. 354; T. IV NR 461, "UPADŁEM NA ZIEMIĘ"; T. V NR 170, "UPADŁ NIEPRZYTOMNY NA ZIEMIĘ Z OCZAMI [OTWARTYMI] KU NIEBU" T. VI NR 448, "UPADŁEM NA ZIEMIĘ." PROSIŁ BY NAKRYTO GO KOCEM LUB PRZEŚCIERADŁEM: T. I NR 3; T. II ROZDZIAŁ 16 S. 354; T. III NR 17; T. IV NR 461 "UPADŁEM NA ZIEMIĘ...I POWIEDZIAŁEM: "PRZYKRYJCIE MNIE KOCEM, PRZYKRYJCIE MNIE!" WÓWCZAS ALLACH ZESŁAŁ OBJAWIENIE: OCH TY, OWINIĘTY KOCEM!" T. V NR 170, "UPADŁ ON NIEPRZYTOMNY NA ZIEMIĘ Z OCZAMI UTKWIONYMI W NIEBO. KIEDY ODZYSKAŁ ŚWIADOMOŚĆ ZAWOŁAŁ: "MOJA SUKNIA! MOJA SUKNIA!" T. VI NR 447, 448, 468, 481.

JEGO USTA DYGOTAŁY GDY LEŻAŁ NA ZIEMI: T. I NR 4.

SŁYSZAŁ I WIDZIAŁ RZECZY JAKICH INNI NIE WIDZIELI ANI SŁYSZELI: T. I NR 2, 3; T. IV NR 458, 461; T. VI NR 447.

OBFICIE POCIŁ SIĘ: T. I NR 2; T. II NR 544; T. III NR 829; T. IV NR 95; T. V NR 562.

CZASAMI CHRAPAŁ JAK WIELBŁĄD: T. II ROZDZIAŁ 16 S. 354; T. III NR 17.

CZASAMI ŚNIŁO MU SIĘ: T. I NR 3; T.V NR 659; T. VI NR 478.

SEKCJA III


CUDA MAHOMETA

W KORANIE NIE MA ZAPISANYCH CUDÓW DOKONANYCH PRZEZ MAHOMETA. JAK WYKAZALIŚMY WCZEŚNIEJ Z KORANU SAM MAHOMET ZAPRZECZA JAKOBY MIAŁ DOKONAĆ JAKICHKOLWIEK CUDÓW POZA SAMYM KORANEM. JEDNAK ZARAZ PO JEGO ŚMIERCI WYZNAWCY MAHOMETA ZACZĘLI WYMYŚLAĆ RÓŻNE CUDA ABY UCIEC OD STYGMY GORSZEGO PROROKA OD MOJŻESZA, JEZUSA I POGAŃSKICH ZAKLINACZY. CO ZDUMIEWA SZCZEGÓLNIE SPOŚRÓD TYCH RZEKOMYCH CUDÓW TO TO, ŻE BYŁY ONE WCZEŚNIEJ DOKONANE WŁAŚNIE PRZEZ MOJŻESZA, JEZUSA, POGAŃSKICH MAGÓW, A TERAZ ZOSTAŁY PRZYPISANE PROROKOWI! POJAWIA SIĘ WRAŻENIE, ŻE ILEKROĆ ŻYD LUB CHRZEŚCIJANIN WSKAZAŁ NA JAKIŚ CUD ZAPISANY W BIBLII, MUZUŁMANIN ODPOWIADAŁ: "NASZ PROROK MAHOMET TEŻ MUSIAŁ UCZYNIĆ TO." PODAJEMY ZATEM PODSUMOWANIE CUDÓW MAHOMETA JAKI ZNAJDUJĄ SIĘ W HADISACH. SĄ TAM WSPOMNIANE JESZCZE I INNE CUDA W POŁĄCZENIU Z WCZESNYMI MUZUŁMANAMI TAKIE JAK MÓWIĄCE WILKI I PALMY OGŁASZAJĄCE ISLAM, JEDNAK NIE DOTYCZĄ ONE BEZPOŚREDNIO MAHOMETA I NIE BĘDZIEMY SIĘ NIMI ZAJMOWAĆ.

I. KSIĘŻYC PRZECIĘTY NA PÓŁ

KIEDY MEKKAŃCZYCY ZAPYTALI MAHOMETA ABY W DOWÓD ŻE JEST PROROKIEM ALLAHA DOKONAŁ JAKIEGOŚ CUDU, SIĘGNĄ ON RZEKOMO PO SZABLĘ I PRZECIĄŁ KSIĘŻYC NA PÓŁ.

T. IV NR 830, 831, 832

T. V NR 208, 209, 210, 211

T. VI NR 387, 388, 389, 390

JAK I PRZEZ KOGO ROZCIĘTE POŁOWY ZOSTAŁY ZŁĄCZONE PONOWNIE NIE WIEMY. OCZYWIŚCIE BYŁBY TO JESZCZE WIĘKSZY CUD DLA NAS! CUD TEN OZNACZA DLA NAS, ŻE ALBO MAHOMET MIAŁ WIELKĄ SZABLĘ, ALBO KSIĘŻYC BYŁ BARDZO MAŁY. HISTORYCZNIE ARABOWIE WIERZYLI, ŻE SŁOŃCE I KSIĘŻYC BYŁY TEJ WIELKOŚCI W JAKIEJ BYŁY WIDOCZNE GOŁYM OKIEM. STĄD KSIĘŻYC WIELKOŚCI PIŁKI NIE STANOWIŁ PROBLEMU DLA SZABLI MAHOMETA.JEDNAK CUD TEN JEST BARDZO WĄTPLIWY.


SKORO MEKKANIE WIDZIELI MAHOMETA PRZECINAJĄCEGO KSIĘŻYC NA PÓŁ DLACZEGO JESZCZE MUSIAŁ UCIEKAĆ SIĘ ON DO UŻYCIA SIŁY BY ZDOBYĆ MIASTO? CZY TAKI WSPANIAŁY CUD NIE WYSTARCZYŁ BY NAWRÓCIĆ ICH NA ISLAM?

II. PŁACZĄCA PALMA

PALMA PŁAKAŁA JAK DZIECKO PONIEWAŻ MAHOMET STANĄŁ ZA PULPITEM WYGŁASZAJĄC KAZANIE ZAMIAST PRZY DRZEWIE. MAHOMET WYSZEDŁ ZZA PULPITU, POGŁASKAŁ PIEŃ DRZEWA, AŻ PRZESTAŁ PŁAKAĆ.

T. II NR 41

T. IV NR 783

III. WODA NA PUSTYNI

PEWNEGO RAZU, KIEDY MUZUŁMANOM ZABRAKŁO WODY, MAHOMET ZAŻĄDAŁ BY PODANO MU MISKĘ. PO CZYM SPRAWIŁ, ŻE ZZA PAZNOKCI DO MISKI POPŁYNĘŁA WODA, AŻ KAŻDY MIAŁ JEJ DOSYĆ.

T. I NR 170, 194

T. IV NR 773,774, 775, 776, 779

ILU LUDZI PIŁO TĄ WODĘ? JEDNA HADISA PODAJE ŻE 70 (T. 4 NR 774). INNA MÓWI ŻE 80 (T. IV NR 775). Z KOLEI INNA PODAJE ŻE OKOŁO 300 (T. IV 772). JESZCZE INNA MÓWI ŻE BYŁO ICH 1500 (T. IV 776I T. V NR 473).

DWIE RZECZY STAJĄ SIĘ OCZYWISTE; HADISY CZĘSTO PRZECZĄ SOBIE, ORAZ CUDA MAHOMETA STAJĄ SIĘ CORAZ WIĘKSZE ILEKROĆ SĄ POWTARZANE!

IV. ROZMNOŻENIE CHLEBA

MAHOMET NAKARMIŁ TŁUMY ROZMNAŻAJĄC CHLEB TAK JAK JEZUS. ABY TEGO BYŁO MAŁO, SPRAWIŁ ON, ŻE PODCHODZILI ONI GRUPAMI PO DZIESIĘCIU.

T. IV NR 778, 781

V. WOŁAJĄCA ŻYWNOŚĆ

ŻYWNOŚĆ WOŁAŁA I WYCHWALAŁA ALLAHA KIEDY MAHOMET SPOŻYWAŁ JĄ. NIESAMOWITY TO OBRAZ KOGOŚ SPOKOJNIE JEDZĄCEGO MÓWIĄCY CHLEB I MIĘSO.

T. IV NR 779

VI OTWARTY GRÓB

CZŁOWIEK, KTÓRY NIEGDYŚ BĘDĄC MUZUŁMANINEM NAWRÓCIŁ SIĘ NA CHRZEŚCIJAŃSTWO GDY UMARŁ I ZOSTAŁ POCHOWANY, ZIEMIA NIE PRZYJĘŁA CIAŁA I WYRZUCIŁA JE NA POWIERZCHNIĘ. MIAŁ TO BYĆ CUD MAHOMETA.

T. IV NR 814

VII ROZMNOŻENIE DAKTYLI

MAHOMET ROZMNOŻYŁ KILKA KOPCY DAKTYLI ABY POKRYĆ DŁUG MUZUŁMANINA.

T. IV NR 780

VIII OTWARTE WNĘTRZNOŚCI MAHOMETA

GABRIEL OTWORZYŁ WNĘTRZNOŚCI MAHOMETOWI I OMYŁ JE RÓŻANĄ WODĄ. NASTĘPNIE WLAŁ ON MĄDROŚĆ I WIARĘ PO CZYM ZAMKNĄŁ JE Z POWROTEM.

T. I NR 345

IX NOCNA PODRÓŻ

NOCNA PODRÓŻ DO JEROZOLIMY I SIÓDMEGO NIEBA GDZIE ROZMAWIAŁ ON Z ADAMEM, IDRISEM, MOJŻESZEM, JEZUSEM I ABRAHAMEM UWAŻANA JEST ZA NAJWIĘKSZY CUD MAHOMETA POZA OCZYWIŚCIE SAMYM KORANEM.

T. I NR 211 I 345

X PAMIĘĆ NA PRZEŚCIERADLE

MAHOMET UMOŻLIWIŁ JEDNEMU Z JEGO WYZNAWCÓW ZAPAMIĘTANIE HADISÓW. ROZKAZAŁ ON MU ZDJĄĆ Z SIEBIE ODZIENIE I POŁOŻYĆ JE NA ZIEMI. PO CZYM MAHOMET UDAŁ ŻE ZBIERA COŚ, A NASTĘPNIE ZGARNIA TO NA LEŻĄCE NA ZIEMI PRZEŚCIERADŁO, PO CZYM KAZAŁ CZŁOWIEKOWI PRZYODZIAĆ SIĘ. CZŁOWIEK ÓW JUŻ WIĘCEJ NICZEGO NIE ZAPOMNIAŁ PO TYM.

T. I NR 119

T. IV NR 841

XI ZAKLINACZ DESZCZU

KIEDY SUSZA ZACZĘŁA ZAGRAŻAĆ LUDZIOM PRZYSZLI ONI DO MAHOMETA Z PROŚBĄ BY SIĘ MODLIŁ DO ALLAHA O DESZCZ. PO MODLITWIE ZACZĘŁO PADAĆ.

T. II NR 55

XII ZAKLINACZ SUSZY

KIEDY PLEMIĘ MUDARÓW NIE UZNAŁO MAHOMETA ZA PROROKA ALLAHA, PRZEKLĄŁ ON ICH MODLĄC SIĘ ABY SUSZA I GŁÓD NISZCZYŁA ICH PRZEZ SIEDEM LAT. W CIĄGU ROKU LUDZIE CI ZMUSZENI BYLI JEŚĆ SKÓRY, PADLINĘ I ROZKŁADAJĄCE SIĘ ZWIERZĘTA.

T. II NR 120, 121

XIII ZAPOWIEDŹ WIATRÓW

MAHOMET BYŁ W STANIE ZAPOWIEDZIEĆ NADEJŚCIE SILNYCH WIATRÓW. OSTRZEGAŁ LUDZI ABY BYLI PRZYGOTOWANI NA NIE. PEWIEN CZŁOWIEK, KTÓRY ZIGNOROWAŁ JEGO OSTRZEŻENIA ZOSTAŁ ZDMUCHNIĘTY NA GÓRĘ TAJ.

T. II NR 559

XIV PROROCTWO URODZAJU

MAHOMET BYŁ W STANIE PRZEWIDZIEĆ JAKI BĘDZIE PLON DAKTYLI ZANIM ZOSTAŁ ON ZEBRANY.

T. II NR 559

XV UZDROWIENIE OCZU PLWOCINĄ

MAHOMET ULECZYŁ CHOROBĘ OCZU SPLUWAJĄC W NIE. CHORY JUŻ WIĘCEJ NIE MIAŁ DOLEGLIWOŚCI.

T. IV NR 192

T. V NR 51

WSZELKIEGO RODZAJU DOLEGLIWOŚCI MOGŁY ZOSTAĆ WYLECZONE SPLUNIĘCIEM MAHOMETA WEDŁUG HADISÓW NR 641 I 642 T. VII.

XVI PLWOCINA ZAMIENIA SIĘ W WODĘ

KIEDY MAHOMET NAPLUŁ DO SUCHEJ STUDNI, NAPEŁNIŁA SIĘ ONA WODĄ W WYSTARCZAJĄCYM STOPNIU ABY UGASIĆ PRAGNIENIE 1400 LUDZI I ICH WIELBŁĄDY.

T. IV NR 777

T. V NR 471, 472

XVII ROZMNOŻENIE WODY

MAHOMET ROZMNOŻYŁ WODĘ W DWÓCH BUKŁAKACH ABY ZADOWOLIĆ WSZYSTKICH. PO CZYM BUKŁAKI BYŁY PEŁNIEJSZE NIŻ NA POCZĄTKU.

T. IV NR 771

XVIII CUDA PRZEZ POCIERANIE

MAHOMET UZDROWIŁ ZŁAMANĄ NOGĘ PRZEZ POCIERANIE.

T. V NR 371

XIX UZDROWIENIA PRZEZ RECYTACJĘ

UKĄSZENIA WĘŻY, ŻĄDŁA SKORPIONÓW ORAZ WSZELKIEGO RODZAJU DOLEGLIWOŚCI ZOSTAŁY WYLECZONE PRZEZ MAHOMETA ZBLIŻAJĄCEGO SWĄ DŁOŃ DO CHOREGO MIEJSCA, RECYTOWANIE KORANU ORAZ PLUCIE W CHORE MIEJSCE.

T. VII NR 637, 638, 639, 640, 641, 642

XX WYKŁADANIE SNÓW

MAHOMET TŁUMACZYŁ SNY INNYCH ORAZ SWOJE. UTRZYMYWAŁ ON, ŻE SEN MUZUŁMANINA JEST JEDNĄ Z CZTERDZIESTU SZEŚCIU CZĘŚCI PROROKOWANIA. STĄD BYŁ ON UWIKŁANY W OKULTYSTYCZNE ZAJĘCIE INTERPRETACJI SNÓW.

T. II NR 468, T. IX NR 111- 171

KONKLUZJE

NIEKTÓRE Z TYCH CUDÓW SĄ JAWNYMI KOPIAMI CUDÓW MOJŻESZA (III), JEZUSA (IV, XVI), I POGAŃSKICH PROROKÓW (IX). POZOSTAŁE ODZWIERCIEDLAJĄ OKULTYSTYCZNE PRAKTYKI POWSZECHNE W CZASACH MAHOMETA (XIX).

SEKCJA IV


DŻIHAD (ŚWIĘTA WOJNA)

HADISY WYKAZUJĄ, ŻE PRAGNIENIEM MAHOMETA BYŁO SZERZENIE JEGO RELIGII GŁÓWNIE PRZY POMOCY MIECZA. SĄ ONE PEŁNE ROZKAZÓW PROWADZENIA WOJNY Z NIE-MUZUŁMANAMI ABY ZMUSIĆ ICH DO PRZYJĘCIA ISLAMU. DŻIHAD BYŁ TAK WAŻNY DLA MAHOMETA, ŻE UCZYNIŁ ON GO DRUGIM NAJWAŻNIEJSZYM ELEMENTEM ISLAMU.

ZAPYTANO APOSTOŁA ALLAHA "JAKI JEST NAJLEPSZY UCZYNEK?" ODPOWIEDZIAŁ ON: "WIERZYĆ W ALLAHA I JEGO APOSTOŁA." PYTAJĄCY ZADAŁ KOLEJNE PYTANIE: "A JAKI JEST NASTĘPNY?" -"UCZESTNICZYĆ W ŚWIĘTEJ WOJNIE W SPRAWIE ALLAHA" (T. 1 NR 25).

ANAS BIN MALIK ZANOTOWAŁ:

APOSTOŁ ALLAHA ZDOBYWAŁ ICH SIŁĄ A ICH WALECZNI ZOSTALI ZABICI. DZIECI I KOBIETY ZOSTAŁY WZIĘTE DO NIEWOLI. SAFIJA ZABRANA ZOSTAŁA PRZEZ DIHJA AL-KALIBIEGO I PÓŹNIEJ STAŁA SIĘ ŻONĄ APOSTOŁA ALLAHA (T. II NR 68).

KRÓTKIE PODSUMOWANIE NAUKI MAHOMETA ODNOŚNIE DŻIHADU PRZYDA SIĘ LUDZIOM ZACHODU.
TŁUMACZ HADISÓW, DR MUHAMMAD MUHSIN KHAN NAPISAŁ WPROWADZENIE DO HADISÓW, W KTÓRYM ZAMIESZCZA ON DYSKURS NA TEMAT DŻIHADU AUTORSTWA SZEIKA ABDULLAHA BIN MUHAMMADA BIN HAMIDA ZE ŚWIĘTEGO MECZETU W MEKCE, ARABII SAUDYJSKIEJ (T.I STR. XXII-XI).

JEST TO NAJBARDZIEJ OTWARTA MUZUŁMAŃSKA PERSPEKTYWA DŻIHADU JAKĄ KIEDYKOLWIEK SPOTKALIŚMY. NIE USIŁUJE ON ZAPRZECZYĆ ANI UMNIEJSZYĆ ŻĄDANIU MAHOMETA ABY MUZUŁMANIE ZMUSZALI ŻYDÓW, CHRZEŚCIJAN JAK I POGAN DO PRZYJĘCIA ISLAMU, ALBO PODPORZĄDKOWALI SIĘ POLITYCZNEJ I FINANSOWEJ OPRESJI. MAŁO TEGO, USIŁUJE ONA STYMULOWAĆ I MOTYWOWAĆ MUZUŁMANÓW DO DŻIHADU W DOBIE OBECNEJ. WEDŁUG SZEJKA ABDULLAHA BIN MUHAMMADA BIN HAMIDA, MAHOMET,

ROZKAZAŁ MUZUŁMANOM WALCZYĆ PRZECIW POGANOM JAK I PRZECIW LUDZIOM KSIĘGI [ŻYDZI I CHRZEŚCIJANIE] JEŚLI NIE PRZYJMĄ ISLAMU, AŻ ZGODZĄ SIĘ OPŁACAĆ DŻIZJA [PODATEK OBŁOŻONY NA ŻYDÓW I CHRZEŚCIJAN, KTÓRZY NIE PRZYJMUJĄ ISLAMU] (STR. XXIV).


TAK WIĘC DŻIHAD ZAKŁADA SZEREG METOD:

1. DŻIHAD PRZY POMOCY MIECZA.

LUDZIE MAJĄ ZOSTAĆ NAWRÓCENI LUB PODPORZĄDKOWANI PRZY UŻYCIU PRZEMOCY (T. 1, STR. XXII). ROZDZIAŁ 19 HADISÓW MÓWI O TYCH, KTÓRZY NAWRACAJĄ SIĘ NA ISLAM,

Z PRZYMUSU LUB Z OBAWY O ŻYCIE (T. 1 STR. 27).

MAHOMET POWIEDZIAŁ:

ROZKAZAŁEM WALCZYĆ Z LUDŹMI DOPÓKI NIE WYZNAJĄ, ŻE NIKT NIE MOŻE BYĆ CZCZONY JAK TYLKO ALLAH I ŻE MAHOMET JEST PROROKIEM ALLAHA, ORAZ TO, ŻE MUSZĄ OFIAROWAĆ MODŁY ORAZ JAŁMUŻNĘ, A GDY WYPEŁNIĄ TO WSZYSTKO WÓWCZAS ZACHOWAJĄ SWOJE ŻYCIE I SWOJĄ WŁASNOŚĆ (T. 1 NR 24).

DLATEGO MAHOMET PRZESTRZEGŁ KRÓLA BIZANTYJSKIEGO:

JEŻELI STANIESZ SIĘ MUZUŁMANINEM BĘDZIESZ BEZPIECZNYM (T. I NR 6).

JEŚLI KRÓL NIE NAWRÓCI SIĘ JEGO KRÓLESTWO ZOSTANIE ZNISZCZONE A ON SAM UPROWADZONY W NIEWOLĘ. HADISY PODAJĄ JAK MEKKA ZOSTAŁA ZDOBYTA DLA ISLAMU SIŁĄ (T.I NR 104). W T. II NR 495 CZYTAMY, ŻE:

ALLAH PRZYDAŁ PROROKOWI BOGACTW POPRZEZ ZDOBYCZE.

KIEDY MUZUŁMANIN ZAMORDOWAŁ KOGOŚ W CZASIE DŻIHADU DOSTAWAŁ ZA TO JEGO WŁASNOŚCI.

PROROK POWIEDZIAŁ: "KTOKOLWIEK ZABIŁ NIEPRZYJACIELA I MA NA TO DOWÓD DOSTANIE JEGO ŁUPY" (T. IV NR 370).

TO WŁAŚNIE STANOWI CZYNNIK MOTYWACYJNY DLA MUZUŁMANÓW W DZISIEJSZYM KONFLIKCIE W AFRYCE PÓŁNOCNEJ. W KRAJACH TAKICH JAK NIGERIA I SUDAN SETKI TYSIĘCY CHRZEŚCIJAN I POGAN ZOSTAŁO BRUTALNIE ZAMORDOWANYCH I ZNIEWOLONYCH W IMIĘ DŻIHADU, PONIEWAŻ NIE PRZESZLI NA ISLAM.

NASZ PROROK, POSŁANIEC OD PANA, ROZKAZAŁ NAM WALCZYĆ Z WAMI AŻ BĘDZIECIE CZCIĆ TYLKO ALLAHA LUB PŁACIĆ DŻIZJA. (T. IV NR 386).

2. DŻIHAD OPODATKOWANIA

CI, KTÓRZY ODMAWIAJĄ PRZYJĘCIA ISLAMU ZMUSZENI SĄ PŁACIĆ SPECJALNY PODATEK NAZWANY AL-DŻIZJA (T. IV ROZDZIAŁ 21 STR. 251-252). TEN FISKALNY CIĘŻAR DOTYKA WSZYSTKICH NIE-MUZUŁMANÓW I STANOWI OGROMNĄ UCIĄŻLIWOŚĆ ŻYCIOWĄ.

3. DŻIHAD KORZYŚCI FINANSOWYCH

W IRAKU BEZPŁATNE STUDIA SĄ OFEROWANE CHRZEŚCIJANOM I ŻYDOM, KTÓRZY PRZYJMĄ ISLAM. NAGRODA 1000 DOLARÓW CZEKA NA CZARNYCH CHRZEŚCIJAN W AFRYCE POŁUDNIOWEJ, KTÓRZY ODSTĄPIĄ OD CHRZEŚCIJAŃSTWA I PRZYJMĄ ISLAM. DODATKOWO DOSTANĄ 500 DOLARÓW ZA KAŻDEGO INNEGO CZARNEGO, KTÓREGO NAWRÓCĄ NA ISLAM. JEST CZĘSTYM ZJAWISKIEM W ARABII SAUDYJSKIEJ, ŻE EUROPEJCZYKOM I AMERYKANOM, KTÓRZY PRACUJĄ W RAFINERIACH I POLACH NAFTOWYCH PRZYPOMINA SIĘ, ŻE JEŚLI CHCĄ KONTYNUOWAĆ ZATRUDNIENIE MUSZĄ PRZYJĄĆ ISLAM. W TYM KRAJU NIE ZEZWALA SIĘ NA BUDOWĘ KOŚCIOŁÓW ABY W TEN SPOSÓB UNIEMOŻLIWIĆ ROZWÓJ CHRZEŚCIJAŃSTWU.

4. DŻIHAD STRACHU

KARA ŚMIERCI CZEKA KAŻDEGO, KTO POZOSTAWI ISLAM I PRZEJDZIE NA INNĄ RELIGIĘ JAK NA PRZYKŁAD CHRZEŚCIJAŃSTWO. W EGIPCIE I ARABII SAUDYJSKIEJ PRZETRZYMYWANI SĄ W WIĘZIENIACH LUDZIE, KTÓRYCH JEDYNYM PRZESTĘPSTWEM BYŁO PRZYJĘCIE CHRZEŚCIJAŃSTWA.

5. DŻIHAD NIEWOLNICTWA

JEDYNYM MIEJSCEM NA ŚWIECIE, GDZIE PRAKTYKOWANE JEST NIEWOLNICTWO CZARNYCH SĄ KRAJE MUZUŁMAŃSKIE. GAZETA THE LONDON ECONOMIST (1/6/90) PODAŁA, ŻE SUDAŃSCY MUZUŁMANIE BIORĄ W NIEWOLĘ I SPRZEDAJĄ CZARNE KOBIETY I DZIECI Z CHRZEŚCIJAŃSKIEGO PLEMIENIA DINKA W CENIE SIĘGAJĄCEJ 15 DOLARÓW ZA GŁOWĘ! NAWET RAPORT ONZ O NIEWOLNICTWIE POTWIERDZA, ŻE MUZUŁMANIE NADAL POSIADAJĄ CZARNYCH NIEWOLNIKÓW. POŚWIĘCONY TEMU BYŁ MAJOWY NUMER NEWSWEEK'A (4/5/92). NIE-MUZUŁMAŃSKIE KOBIETY, KTÓRE UDAJĄ SIĘ DO ARABII SAUDYJSKIEJ DO PRACY JAKO POKOJÓWKI SĄ CZĘSTO ZNIEWALANE PRZEZ MUZUŁMAŃSKICH PRACODAWCÓW, BITE I GWAŁCONE. KIEDY PRÓBUJĄ UCIEC, RZĄD ARABII NIE ZEZWALA IM NA OPUSZCZENIE KRAJU LECZ ODSYŁA JE DO ICH PRACODAWCÓW.

6. DŻIHAD SĄDÓW

NIE-MUZUŁMANIE POZBAWIENI SĄ RÓWNEGO TRAKTOWANIA PRZEZ WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI; ICH ŚWIADECTWO W SĄDZIE PRZECIW MUZUŁMANINOWI NIE JEST WAŻNE (T. III ROZDZIAŁ 31 STR. 525-526). DOTYCZY TO NAWET MORDERSTWA! ŻADEN MUZUŁMANIN NIE MOŻE ZOSTAĆ ZABITY ZA ZABÓJSTWO NIEWIERNEGO (T. III NR 283; T. IX NR 50).



7. DŻIHAD PO ŚMIERCI

MUZUŁMANIN MA WALCZYĆ DLA MAHOMETA ZA ŻYCIA I PO ŚMIERCI (T. I ROZDZIAŁ 43).

8. DŻIHAD W RAJU

KAŻDY MUZUŁMANIN, KTÓRY GINIE WALCZĄC W DŻIHADZIE UDAJE SIĘ BEZZWŁOCZNIE DO ZMYSŁOWEGO RAJU UCIECH (T. I NR 35; T. IV NR 386).


SEKCJA V


O KORANIE I HADISACH

JAK PODAJĄ HADISY NR 643 T. IX KORAN ZOSTAŁ NAPISANY W NIEBIE. STĄD NA ZIEMI NIE POWINNY ZNALEŹĆ SIĘ JAKIEKOLWIEK PRZED-ISLAMSKIE ŹRÓDŁA MATERIAŁU, KTÓRY ZNAJDUJE SIĘ W KORANIE. JEDNAK WYSTĘPUJE ON W WIELKIEJ OBFITOŚCI. STĄD NIE DZIWI FAKT, ŻE KORAN ZOSTAŁ ZAPISANY W KURAJSZYCKIM DIALEKCIE (T. VI NR 507). FAKT TEN NIE JEST ZNANY WIELU NIE-ARABSKIM MUZUŁMANOM. PO ŚMIERCI MAHOMETA KORAN ZNAJDOWAŁ SIĘ W "ROZSYPCE" NA LIŚCIACH PALMOWYCH, KAMIENIACH, KOŚCIACH ZWIERZĘCYCH, ITP. (T. VI NR 509). TAK WIĘC SAME HADISY STANOWIĄ DOWÓD, ŻE MAHOMET NIE PRZYGOTOWAŁ MANUSKRYPTU KORANU PRZED ŚMIERCIĄ. JEŚLI CHODZI O ŚCISŁOŚĆ, TO HADISY POTWIERDZAJĄ, ŻE KORAN ZOSTAŁ ZEBRANY PRZEZ KALIFA USMANA PO ŚMIERCI MAHOMETA. PRÓBUJĄ TEMU PRZECZYĆ CZĘSTO NIEDOINFORMOWANI MUZUŁMANIE.

USMAN ZEBRAŁ KORAN I WYSŁAŁ KILKA KOPII DO ODLEGŁYCH MIEJSC (T. I NR 63). USMAN SPISAŁ MANUSKRYPT ŚWIĘTEGO KORANU W FORMIE KSIĘGI (T. IV NR 709).

KIEDY USMAN ZAKOŃCZYŁ SPISYWANIE SWOJEJ WERSJI KORANU, JAK PODAJĄ HADISY, ZAJĄŁ SIĘ ON NISZCZENIEM WSZYSTKICH POZOSTAŁYCH SPRZECZNYCH KORANÓW (T.VI NR 510). JEST TO OCZYWISTY DOWÓD NA ISTNIENIE WERSJI KORANU BĘDĄCYCH ZE SOBĄ W SPRZECZNOŚCI. FAKT ŻE W KORANIE BRAKUJE SZEREG WERSETÓW, ORAZ TO, ŻE WIELE INNYCH ZOSTAŁO UNIEWAŻNIONYCH PRZYZNAJĄ HADISY W T. IV NR 57, 62, 69, 299; T. VI NR 510, 511. DODATKOWO HADISY INFORMUJĄ, ŻE KIEDY PEWNI LUDZIE UMIERALI, TE FRAGMENTY KORANU ZNANE TYLKO IM GINĘŁY BEZPOWROTNIE RAZEM Z NIMI (T. VI NR 509). HADISY ZAPISUJĄ TAKŻE, ŻE MAHOMET BYŁ CZASAMI OPĘTANY I MÓWIŁ ORAZ WIDZIAŁ RZECZY POD WPŁYWEM SZATANA (T. IV, NR 400, 409). TO MIAŻDŻĄCE ŚWIADECTWO HADISÓW OBALA ROSZCZENIA MUZUŁMANÓW, ŻE MAHOMET BYŁ NIEOMYLNIE NATCHNIONY. SKORO HADISY PRZYZNAJĄ, ŻE MAHOMET CZASAMI MÓWIŁ I CZYNIŁ RZECZY POD WPŁYWEM SZATANA, WYSTARCZY TO BY KWESTIONOWAĆ W ZASADZIE WSZYSTKO TO, CO ROBIŁ ON I MÓWIŁ.

PODOBNIE JAK KORAN, HADISY WKŁADAJĄ SŁOWA W USTA BIBLIJNYCH POSTACI TAKICH JAK NOE, MOJŻESZ, JEZUS, ITD., KTÓRYCH NIE MOGLI ONI MÓWIĆ Z POWODU UŻYTEGO SŁOWNICTWA, NAUCZANEJ DOKTRYNY, HISTORYCZNYCH ALUZJI, ITP. SĄ ONE OCZYWISTYMI OSZUSTWAMI.

T. I ROZDZIAŁ 1 STR. 16

T. I NR 74, 78, 124

HADISY PRZYZNAJĄ, ŻE SĄ W NICH ODMIENNE WERSJE I SPRZECZNOŚCI (T. I NR 42, 47, 74, 78, 80, 81, 86, 102, 107, 112, 159, 160, 161; T. III NR 159-161).

PRZYZNAJE TO RÓWNIEŻ TŁUMACZ W PRZYPISIE W T. II NR 159:

HADISY NR 159 PRZECZĄ HADISOM AL-HASSAN.

PODOBNIE JAK KORAN, NIEKTÓRE HADISY ZOSTAŁY ANULOWANE LUB WYCOFANE: T. I NR 179, 180.


SEKCJA VI


O APOSTAZJI

HADISY POWTARZAJĄ TWIERDZENIE, ŻE NIKT NIGDY NIE OPUSZCZA ISLAMU.

WÓWCZAS ZAPYTAŁ ON: "CZY KTOKOLWIEK Z TYCH CO PRZYJĘLI JEGO [MAHOMETA] RELIGIĘ ZAWIÓDŁ SIĘ PÓŹNIEJ I OPUŚCIŁ JĄ?" ODPOWIEDZIAŁEM -NIE (T. I. NR 6 I 48).

ZAPRZECZA SOBIE JEDNAK MÓWIĄC, ŻE ŚMIERĆ CZEKA TYCH, CO OPUSZCZAJĄ ISLAM.

PROROK POWIEDZIAŁ, "JEŻELI KTOKOLWIEK [MUZUŁMANIN] PORZUCI SWOJA RELIGIĘ [ISLAM] ZABIJCIE GO" (T. IV NR 260).

HADISY ZAWIERAJĄ OPIS MORDERSTW TYCH, KTÓRZY PORZUCILI ISLAM DLA INNYCH RELIGII (T. V NR 630). TOM DZIEWIĄTY HADISÓW ZAWIERA CAŁĄ SEKCJĘ POŚWIĘCONĄ OSTRZEŻENIU TYCH, KTÓRZY RACZYLI BY PORZUCIĆ ISLAM; O CZEKAJĄCEJ ICH ŚMIERCI (T. IX STR. 10-11, 26, 45-50, 341-342).

WIĘC GDZIEKOLWIEK ZNAJDZIESZ ICH, ZABIJAJ ICH, BO KAŻDY, KTO ZABIJA ICH BĘDZIE NAGRODZONY W DNIU ZMARTWYCHWSTANIA (T. IX NR 64).


SEKCJA VII


O ŻYDACH I CHRZEŚCIJANACH

MAHOMET UCZYŁ, ŻE ŻYDZI CZCILI EZDRASZA JAKO SYNA ALLAHA, TAK JAK CHRZEŚCIJANIE CZCILI JEZUSA JAKO SYNA ALLAHA (T.1 STR. XVII).MYLIŁ SIĘ ON W OBU PRZYPADKACH.

MAHOMET MÓWIŁ:

WSZELKI ŻYD I CHRZEŚCIJANIN, KTÓRY SŁYSZAŁ O MNIE I NIE UWIERZYŁ WE MNIE I TO, CO ZOSTAŁO MI OBJAWIONE W ŚWIĘTYM KORANIE I MOICH TRADYCJACH, JEGO OSTATECZNYM PRZEZNACZENIEM JEST [PIEKIELNY] OGIEŃ (T. I STR. LI).

WEDŁUG HADISÓW NR 414 T. II MAHOMET POWIEDZIAŁ:

ALLAH PRZEKLĄŁ ŻYDÓW I CHRZEŚCIJAN, PONIEWAŻ Z GROBÓW SWOICH PROROKÓW URZĄDZILI MIEJSCA KULTU.


SEKCJA VIII


MAHOMET O KOBIETACH

MAHOMET UCZYŁ, ŻE WIĘKSZOŚĆ LUDZI W PIEKLE TO KOBIETY!

PROROK POWIEDZIAŁ, "POKAZANO MI OGIEŃ PIEKIELNY I WIĘKSZOŚĆ JEGO MIESZKAŃCÓW BYŁA KOBIETAMI" (T. I NR 28, 301; T. II NR 161).

POWÓD, DLA KTÓREGO WIĘKSZOŚĆ ZNAJDUJĄCYCH SIĘ W PIEKLE LUDZI BYŁA KOBIETAMI PODAJE HADISA NR 541 T. II:

OCH KOBIETY! NIE WIDZIAŁEM KOGOŚ BARDZIEJ WYBRAKOWANEGO UMYSŁOWO I RELIGIJNIE JAK WY.

MAHOMET BYŁ PRZEKONANY, ŻE KOBIETOM NIE DOSTAJE POD WZGLĘDEM INTELEKTUALNYM, STĄD NIE MOŻNA DAĆ IM RÓWNYCH PRAW WEDŁUG PRAWA ISLAMSKIEGO. NA PRZYKŁAD W SĄDZIE WAGA ŚWIADECTWA KOBIETY JEST WARTA JEDYNIE POŁOWĘ TEGO, CO MĘŻCZYZNY. STĄD POTRZEBA ZEZNAŃ DWÓCH KOBIET ABY PRZEWAŻYĆ ŚWIADECTWO JEDNEGO MĘŻCZYZNY. MOŻNA SOBIE WYOBRAZIĆ JAK TRAKTOWANE JEST ZEZNANIE ZGWAŁCONEJ KOBIETY!

PROROK POWIEDZIAŁ "CZY ZEZNANIE KOBIETY RÓWNE JEST POŁOWIE ZEZNANIA MĘŻCZYZNY?" KOBIETY ODPOWIEDZIAŁY -TAK. POWIEDZIAŁ ON, "JEST TAK DLATEGO, ŻE UMYSŁ KOBIETY MA BRAKI" (T. III NR 826).

MAHOMET ZARZĄDZIŁ RÓWNIEŻ, ŻE KOBIETY MAJĄ OTRZYMYWAĆ W SPADKU TYLKO POŁOWĘ TEGO, CO ICH BRACIA (T. IV NR 10). STĄD KOBIETY SĄ KARANE FINANSOWO ZA BYCIE KOBIETAMI.

NAJBARDZIEJ JEDNAK DEGRADUJĄCYM OBRAZEM KOBIETY JEST RAJ; PEŁEN PIĘKNYCH KOBIET, KTÓRYCH JEDYNĄ ROLĄ JEST ZASPOKAJANIE CHĘCI MĘŻCZYZN, NA KTÓRYCH CZEKAJĄ PRZYKUTE W ROGACH KOMNAT.

STWIERDZENIE ALLAHA "PIĘKNE KOBIETY ZATRZYMANE [NP. PRZYKUTE] W KOMNATACH. APOSTOŁ ALLAHA POWIEDZIAŁ, "W RAJU ZNAJDUJE SIĘ KOMNATA Z JEDNEJ PERŁY SZEŚĆDZIESIĄT MIL SZEROKIEJ, W ROGACH KTÓREJ BĘDĄ ŻONY. NIE BĘDĄ ONE WIDZIEĆ TYCH W PRZECIWLEGŁYCH ROGACH; WIERNI BĘDĄ JE ODWIEDZAĆ I RADOWAĆ SIĘ NIMI."




SEKCJA IX


O MOCZU I FEKALIACH

MAHOMET MIAŁ PSYCHOLOGICZNĄ OBSESJĘ NA PUNKCIE MOCZU I FEKALII. RZECZYWIŚCIE POŚWIĘCIŁ WIELE CZASU UCZĄC GDZIE, KIEDY I JAK WYPRÓŻNIAĆ SIĘ. OBSESJA TA BYŁA TAK INTENSYWNA, ŻE UCZYŁ ON, ŻE WYSTARCZY ABY MOCZ DOSTAŁ SIĘ NA ODZIEŻ BY ZOSTAĆ SKAZANYM NA OGIEŃ PIEKIELNY! JEDNYM Z NAJWIĘKSZYCH GRZECHÓW JEST NIE OCHRONIĆ SIĘ [CIAŁA I ODZIEŻY] OD MOCZU. PEWNEGO RAZU PROROK PRZECHODZĄC PRZEZ CMENTARZ W MEDYNIE LUB MEKCE USŁYSZAŁ GŁOSY DWÓCH LUDZI TORTUROWANYCH W SWOICH GROBACH. PROROK WÓWCZAS POWIEDZIAŁ: "TAK! [SĄ TORTUROWANI Z POWODU WIELKIEGO GRZECHU]. ZAPEWNE JEDEN Z NICH NIE ZACHOWAŁ SIEBIE OD SKAŻENIA MOCZEM" (T. 1 ROZDZIAŁ 57, NR 215). WEDŁUG HADISY NR 443 T. II MAHOMET UTRZYMYWAŁ, ŻE LUDZIE SĄ TORTUROWANI W PIEKLE PONIEWAŻ ZABRUDZILI SIĘ MOCZEM.
A jednocześnie Mahomet rozkazał ludziom picie moczu wielbłąda z mlekiem jako lekarstwo! Tak więc Prorok rozkazał udać się im do stada wielbłądów i pić ich mleko z moczem [jako lekarstwo] (t. I nr 234).

PRZEPISY REGULUJĄCE ZAŁATWIANIE POTRZEB WYGLĄDAJĄ NASTĘPUJĄCO.

1. NIE WOLNO BYĆ SKIEROWANYM TWARZĄ DO MEKKI W CZASIE ZAŁATWIANIA POTRZEBY (T. I NR 146, 147, 150, 151).

2. NIE WOLNO UŻYWAĆ PRAWEJ RĘKI DO WYCIERANIA SIĘ (T. I NR 155, 156).

3. TRZEBA PODMYWAĆ SIĘ PO ZAŁATWIANIU SIĘ (T. I NR 152, 153, 154, 157).


SEKCJA X


NIE DO WIARY

MAHOMET UCZYŁ WIELU RZECZY, KTÓRE DLA WSPÓŁCZESNEGO CZŁOWIEKA SĄ PO PROSTU ABSURDALNE. NIEKTÓRE Z JEGO WIERZEŃ SĄ TAK NIEPRAWDOPODOBNE, ŻE NIKT DZISIAJ NIE BĘDZIE ICH PRZYJMOWAŁ ANI BRONIŁ. JEDNAK ROZUMIEMY, ŻE SZCZERZY MUZUŁMANIE MUSZĄ TO ROBIĆ ALBO PRZYZNAĆ, ŻE MAHOMET NIE BYŁ APOSTOŁEM ALLAHA. ZDAJEMY SOBIE SPRAWĘ Z TRUDNEJ POZYCJI W JAKIEJ SIĘ ZNAJDUJĄ. JAK BRONIĆ CZEGOŚ CO JEST NA STRACONEJ POZYCJI? JAK MOŻNA BRONIĆ CZEGOŚ, CO JEST OCZYWISTYM ABSURDEM? W TYM SĘK. PONIŻSZE NAUKI MAHOMETA STANOWIĄ CZĘŚĆ LISTY NIESAMOWITYCH RZECZY JAKICH UCZYŁ SWOICH WYZNAWCÓW.

I. KOLOSALNY ADAM

W HADISACH 543 T. IV CZYTAMY:

PROROK POWIEDZIAŁ, "ALLAH STWORZYŁ ADAMA CZYNIĄC GO WYSOKIM NA 60 KUBITÓW."

WEDŁUG TEGO, ADAM MIAŁBY 30 METRÓW WZROSTU! CZY ADAM RZECZYWIŚCIE BYŁ WIELKOŚCI CZTEROPIĘTROWEGO BUDYNKU? JAK WYSOKĄ BYŁA EWA? A ICH DZIECI? DLACZEGO MY NIE JESTEŚMY TAK WYSOCY? JAK MÓGŁBY ON STANĄĆ BĘDĄC TAK CIĘŻKIM? CZY ANATOMIA CIAŁA LUDZKIEGO NIE MÓWI NAM ŻE ADAM NIE MÓGŁ MIEĆ 30 METRÓW WZROSTU? KTÓRY Z MUZUŁMANÓW ZECHCE BRONIĆ 30 METROWEGO ADAMA MAHOMETA?

II. MUCHA W FILIŻANCE

JEŻELI WPADNIE CI DO FILIŻANKI MUCHA, NIE MARTW SIĘ, PONIEWAŻ MAHOMET POWIEDZIAŁ, ŻE PODCZAS GDY JEDNO SKRZYDŁO MUCHY ZAWIERA ZARAZKI, DRUGIE ZAWIERA ANTIDOTUM. TAK WIĘC PIJ SPOKOJNIE (T. IV NR 537).

III. PSOM WSTĘP ZABRONIONY

ANIOŁOWIE NIE WSTĄPIĄ DO DOMU, JEŻELI ZNAJDUJE SIĘ W NIM PIES (T. IV NR 539). STĄD HADISA NR 540 T. IV MÓWI:

APOSTOŁ ALLAHA NAKAZAŁ ABY ZABIĆ PSY.

MIŁOŚNICY PSÓW NIE BĘDĄ DOBRYMI MUZUŁMANAMI.

IV. ISLAMSKA GENETYKA

MAHOMET UTRZYMYWAŁ, ŻE GABRIEL PRZEKAZAŁ MU SEKRET DLACZEGO DZIECKO WYGLĄDA JAK JEGO OJCIEC CZY MATKA. ODPOWIEDŹ BYŁA DANA JAKO DOWÓD, ŻE MAHOMET BYŁ APOSTOŁEM ALLAHA.
OGŁOSIŁ ON:

JEŚLI CHODZI O PODOBIEŃSTWO DZIECKA DO RODZICÓW: JEŚLI MĘŻCZYZNA OSIĄGNIE ORGAZM PIERWSZY, DZIECKO BĘDZIE PRZYPOMINAĆ OJCA, JEŚLI KOBIETA OSIĄGNIE ORGAZM PIERWSZA WÓWCZAS DZIECKO BĘDZIE PRZYPOMINAĆ MATKĘ (T. IV NR 546).

CZY JEST JAKIKOLWIEK WSPÓŁCZESNY MUZUŁMANIN GOTOWY DOWIEŚĆ ŻE ORGAZM A NIE GENETYKA DECYDUJE O FIZYCZNYCH CHARAKTERYSTYKACH POTOMSTWA?

V. GWIAZDY JAKO POCISKI

GWIAZDY WEDŁUG MAHOMETA ZOSTAŁY STWORZONE PRZEZ ALLAHA JAKO POCISKI DO CISKANIA NIMI W DIABŁY (T. IV ROZDZIAŁ 3 STR. 282). ASTRONOMOWIE POWINNI ZAJĄĆ SIĘ TĄ TEORIĄ MAHOMETA.

VI. RÓB TAK JAK MÓWIĘ -NIE JAK ROBIĘ

MAHOMET KAZAŁ KAŻDEMU SPORZĄDZIĆ TESTAMENT, SAM JEDNAK TEGO NIE UCZYNIŁ.

ZAPYTAŁEM ABDULLAHA BIN AUFĘ, "CZY PROROK SPORZĄDZIŁ TESTAMENT?" ODPOWIEDZIAŁ ON - NIE. ZAPYTAŁEM GO WIĘC, "DLACZEGO ZATEM SPORZĄDZANIE TESTAMENTU ZOSTAŁO PRZYKAZANE LUDZIOM?" (T. IV NR 3, 4).


VII. CO JEDZĄ DUCHY?

DŻINY LUB DUCHY JEDZĄ GNÓJ I KOŚCI WEDŁUG MAHOMETA (T. 5 NR 200)! TRUDNO O BARDZIEJ NIEPRAWDOPODOBNE TWIERDZENIE.

VIII. BRAK PEWNOŚCI

MAHOMET NIE MIAŁ PEWNOŚCI ZBAWIENIA.

PROROK POWIEDZIAŁ, "NA ALLAHA, CHOĆ JESTEM APOSTOŁEM ALLAHA, JEDNAK NIE WIEM CO ALLAH UCZYNI ZE MNĄ" (T. V NR 266).

IX. MORDERSTWA I WYBIEGI

MAHOMET ZGODZIŁ SIĘ ZAMORDOWAĆ CZŁOWIEKA POPRZEZ KŁAMSTWA I OSZCZERSTWA (T. V NR 369). JAK WIDAĆ OBCA MU BYŁA ŚWIĘTOŚĆ ŻYCIA I PRAWDY.

X. SZEŚĆSET SKRZYDEŁ

WEDŁUG MAHOMETA ANIOŁ GABRIEL MA 600 SKRZYDEŁ (T. VI NR 380).

XI. SZATAN W NOSIE

MAHOMET WCIĄGAŁ WODĘ NOSEM PO CZYM WYDMUCHIWAŁ JĄ DLATEGO, ŻE:

SZATAN ZASADZA SIĘ W GÓRNEJ CZĘŚCI NOSA CAŁĄ NOC (T. IV NR 516).

NADAL SZUKAM MUZUŁMANINA GOTOWEGO BRONIĆ I PRAKTYKUJĄCEGO TĄ DOKTRYNĘ MAHOMETA.

XII. GORĄCZKA Z PIEKŁA

MAHOMET WIERZYŁ, ŻE GORĄCZKA PRZY CHOROBIE POCHODZIŁA Z PIEKŁA.

PROROK POWIEDZIAŁ, "GORĄCZKA JEST Z GORĄCA [PIEKIELNEGO] OGNIA, DLATEGO CHŁODZIĆ JĄ TRZEBA WODĄ" (T. IV NR 483-486).

CIŚNIE SIĘ WIELE PYTAŃ DOTYCZĄCYCH TEJ NAUKI MAHOMETA.

XIII. ARKA NOEGO

ARKA NOEGO POJAWIŁA SIĘ I UNOSIŁA SIĘ PRZED ICH OCZAMI (T. VI NR 391 ROZ. 288). JAK I DLACZEGO TO SIĘ STAŁO, TEGO NIE WIEMY.

XIV. MAGICZNA BRUDNA WODA

WYZNAWCY MAHOMETA WALCZYLI MIĘDZY SOBĄ O TO, KOMU PRZYPADNIE BRUDNA WODA PO MYCIU PROROKA. MAZALI SIĘ NIĄ PO CIAŁACH I PILI JĄ, ABY UZYSKAĆ MAGICZNE MOCE OD NIEJ (T.1 NR 187, 188).

XV. ŚWIĘTA ŚLINA

DALEKO BARDZIEJ ODRAŻAJĄCA BYŁA PRAKTYKA SPLUWANIA MAHOMETA W DŁONIE JEGO WYZNAWCÓW, KTÓRZY ROZSMAROWYWALI JĄ SOBIE PO TWARZY!

NA ALLAHA, ILEKROĆ APOSTOŁ ALLAHA SPLUNĄŁ, PLWOCINA ZAWSZE LĄDOWAŁA NA CZYJEJŚ DŁONI [KOMPANÓW PROROKA] I BYŁA WCIERANA W TWARZ I SKÓRĘ (T. III NR 891).

W TYM ŚWIETLE MOŻEMY ZROZUMIEĆ DLACZEGO MAHOMET SMAROWAŁ MARTWE CIAŁA SWOJĄ ŚLINĄ (T. II NR 360, 433).

XVI. SZATAN SIKAJĄCY DO UCHA

SZATAN ODDAJE MOCZ DO UCHA TYM, KTÓRZY ZASYPIAJĄ PODCZAS MODŁÓW (T. II NR 245).

XVII. PUSZCZANIE WIATRÓW

WEDŁUG MAHOMETA, JEŚLI ZDARZY SIĘ TOBIE POPEŁNIĆ GRZECH "HADATH" (TJ. "PUŚCIĆ BĄKA") PODCZAS MODŁÓW, WÓWCZAS ALLAH NIE WYSŁUCHA ICH! (T. I NR 628; T. IX NR 86). DLACZEGO ALLAH MIAŁBY BYĆ OBRAŻONY NATURALNYM ZAPACHEM CIAŁA LUDZKIEGO PRZECHODZI NASZE POJĘCIE.

XVIII NIEŚWIEŻY ODDECH

NIEŚWIEŻY ODDECH OZNACZA TO, ŻE ALLAH NIE USŁYSZY MODLĄCEGO SIĘ. NIE WOLNO SPOŻYWAĆ CZOSNKU ANI CEBULI PRZED UDANIEM SIĘ NA MODLITWY, PONIEWAŻ ALLAH NIE WYSŁUCHA ICH Z POWODU ZAPACHÓW JAKIE WYDAJĄ (T. I NR 812, 813, 814, 815; T. VII NR 362, 363).

XIX. ZIEWANIE POCHODZI Z PIEKŁA

ZIEWANIE JEST OD SZATANA WEDŁUG MAHOMETA (T. IV NR 509). JEST OCZYWISTYM Z TEJ HADISY I DWÓCH POPRZEDNICH, ŻE MAHOMET NIE TOLEROWAŁ TAKICH RZECZY JAK NIEŚWIEŻY ODDECH, ZIEWANIE CZY PUSZCZANIE WIATRÓW. TO, ŻE BÓG MIAŁBY BYĆ DOTKNIĘTY NATURALNYMI PROCESAMI CIAŁA LUDZKIEGO, KTÓRE SAM STWORZYŁ JEST NIE DO PRZYJĘCIA RACJONALNYM UMYSŁEM.

XX. ZIELONE PTASZKI

WEDŁUG SZEJKA ABDULLAHA BIN MUHAMMADA BIN HAMIDA ZE ŚWIĘTEGO MECZETU W MEKCE,

APOSTOŁ ALLAHA POWIEDZIAŁ: DUSZE MĘCZENNIKÓW PRZEBYWAJĄ W CIAŁACH ZIELONYCH PTAKÓW, KTÓRE MIESZKAJĄ W RAJU (T. I STR. XXVIII).

JEŚLI JEST TAK FAKTYCZNIE, JAK ZATEM OWE ZIELONE PTASZKI SĄ W STANIE ZAŻYWAĆ ROZKOSZY Z TYMI WSZYSTKIMI PIĘKNYMI KOBIETAMI PRZYKUTYMI W RÓŻNYCH ROGACH W RAJU!

WNIOSKI

JEŻELI MAHOMET BYŁ PRAWDZIWYM APOSTOŁEM ALLAHA, WSZYSTKO, CZEGO UCZYŁ POCHODZIŁO OD ALLAHA I MUSI BYĆ PRAWDĄ. JEŚLI JEDNAK SĄ TO RZECZY ABSURDALNE I NIE DO PRZYJĘCIA BO NIE PRAWDZIWE, JAK ZATEM MOŻE BYĆ ON APOSTOŁEM ALLAHA?

NIE DA SIĘ UNIKNĄĆ LOGIKI. HADISY SĄ PRZYSŁOWIOWYM OSTATNIM GWOŹDZIEM DO TRUMNY ROSZCZEŃ MUZUŁMANÓW, ŻE MAHOMET BYŁ APOSTOŁEM I PROROKIEM BOŻYM.






-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt gru 22, 2015 6:23 pm

DODATEK B. ANGIELSKIE PRZEKŁADY KORANU


Twierdzenia muzułmanów, że Koranu nie można przełożyć z języka arabskiego na jakikolwiek inny język doprowadziły do absurdalnej sytuacji, w której nie-arabscy muzułmanie modlą się i recytują arabskie teksty, nie mając pojęcia co do ich sensu!
Jest to jednocześnie obraza całego pokolenia arabistów, którzy bez problemu przełożyli Koran na wiele języków. Pierwszy przekład Koranu na język angielski dokonany przez zachodniego uczonego miał miejsce w 1734 roku. Dokonał tego George Sale.W roku 1861 pojawił się kolejny przekład Koranu dokonany przez Rodwell'a. Po nim Palmer w roku 1880, Wherry w 1882, Pickthal w 1939, Arberry w 1955, Mercier w 1956 i Dawood w 1974. Muzułmańskie przekłady Koranu na język angielski rozpoczęły się w roku 1905 przez Abdull'a Hakima Khana. W roku 1919 Mizra Hairat dokonał swego przekładu. W roku 1915 Ahmadiyah wydała swoją wersję. Yusuf Ali wydał swój przekład w 1934 a Raszad Khalifa w 1981. Odkąd wielu angielskojęzycznych muzułmanów na zachodzie posługuje się tłumaczeniem Aliego, od niego zapożyczyliśmy numerację wersetów Koranu. Może to spowodować pewne nieporozumienie jako że Koran oryginalnie nie posiadał numeracji wersetów. Numerowanie jest zachodnim pomysłem. Stąd tłumacze mogą różnić się sposobem numeracji wersetów. To, co u Aliego jest wersetem 5, u Pickthala może być wersetem 4. Arberry nie numeruje wersetów tylko całe akapity.
Jeżeli sprawia trudność odnalezienie przytaczanego wersetu w niniejszej pracy, nie mając do dyspozycji przekładu Alego, należy sprawdzić wersety przed i za podanym numerem.
Jak wykazaliśmy wcześniej , tacy muzułmańscy tłumacze jak Yusuf Ali nie stronią od świadomego przekręcania znaczenia tekstu arabskiego aby ukryć przed angielskojęzycznym czytelnikiem oczywiste błędy w Koranie. Ali jest przede wszystkim islamskim apologetą a następnie tłumaczem. Jednak Ali nieuchronnie przysłużył celowi jakiemu się nie spodziewał. Dzięki ciągłym odnośnikom i przypisom, w których próbuje on uratować Koran od jego wielu błędów i sprzeczności, nieświadomie zwraca on uwagę czytelnika na obecność tych właśnie błędów i sprzeczności. Podobnie jego nieracjonalne argumenty i oczywiste przekręcanie pewnych tekstów (np dotyczących Trójcy św.) sprawia, że czytelnik zaczyna podejrzewać, że Ali usiłuje coś ukryć. Czytelnicy posługujący się tym przekładem powinni być świadomi jego ukrytej apologetycznej agendy.













Dodatek C. Bóg Księżyc i archeologia


BÓG KSIĘŻYC A ARCHEOLOGIA

JAK DOWIEDZIELIŚMY SIĘ, RELIGIA ISLAMU MA W CENTRUM SWOJEGO KULTU BÓSTWO ZWANE "ALLAHEM." MUZUŁMANIE TWIERDZĄ, ŻE W PRZED-ISLAMSKICH CZASACH ALLAH BYŁ BIBLIJNYM BOGIEM PATRIARCHÓW, PROROKÓW I APOSTOŁÓW.1 POJAWIA SIĘ ZATEM KWESTIA CIĄGŁOŚCI. ROSZCZENIA MUZUŁMANÓW CO DO CIĄGŁOŚCI STANOWIĄ PODSTAWĘ ICH WYSIŁKÓW ZMIERZAJĄCYCH DO NAWRACANIA ŻYDÓW I CHRZEŚCIJAN. JEŻELI BOWIEM "ALLAH" JEST CZĘŚCIĄ STRUMIENIA BOŻEGO OBJAWIENIA W PIŚMIE ŚW. WÓWCZAS JEST ON KOLEJNYM STOPNIEM BIBLIJNEJ RELIGII. STĄD POWINNIŚMY WSZYSCY STAĆ SIĘ MUZUŁMANAMI. JEŚLI JEDNAK Z DRUGIEJ STRONY OKAZUJE SIĘ, ŻE ALLAH BYŁ PRZED-ISLAMSKIM POGAŃSKIM BÓSTWEM, WÓWCZAS ROSZCZENIE TO NIE MA RACJI BYTU.

RELIGIJNE ROSZCZENIA CZĘSTO UPADAJĄ W ŚWIETLE KONKRETNYCH DOWODÓW NAUKOWYCH, JAKIE NA PRZYKŁAD NIESIE Z SOBĄ ARCHEOLOGIA. TAK WIĘC ZAMIAST PROWADZIĆ NIEKOŃCZĄCE SIĘ SPEKULACJE DOTYCZĄCE PRZESZŁOŚCI, PRZYJRZYJMY SIĘ NA MOMENT TEMU, CO NAUKA PRZEDSTAWIA JAKO MATERIAŁ DOWODOWY. JAK PRZEKONAMY SIĘ, MATERIAŁ DOWODOWY WYKAŻE, ŻE BÓG ALLAH BYŁ PO PROSTU POGAŃSKIM BÓSTWEM. W RZECZYWISTOŚCI BYŁ ON BOGIEM KSIĘŻYCEM JEGO ŻONĄ BOGINI SŁOŃCE, A GWIAZDY BYŁY JEGO CÓRKAMI.

ARCHEOLODZY ODKRYLI ŚWIĄTYNIE BOGA KSIĘŻYCA ROZRZUCONE PO BLISKIM WSCHODZIE. ZARÓWNO NA GÓRZYSTYCH TERENACH TURCJI JAK I NA BRZEGACH NILU NAJBARDZIEJ ROZPOWSZECHNIONĄ RELIGIĄ ŚWIATA ANTYCZNEGO BYŁ KULT KSIĘŻYCA. SUMEROWIE JAKO PIERWSZA PIŚMIENNA CYWILIZACJA POZOSTAWIŁA PO SOBIE TYSIĄCE GLINIANYCH TABLICZEK OPISUJĄCYCH ICH WIERZENIA RELIGIJNE. JAK WYKAZALI SJOBERG I HALL, STAROŻYTNI SUMEROWIE ODDAWALI CZEŚĆ KSIĘŻYCOWEMU BOGU O RÓŻNYCH IMIONACH. NAJPOPULARNIEJSZYMI IMIONAMI BYŁY: NANNA, SUEN ORAZ ASIMBABBAR.2 JEGO SYMBOLEM BYŁ PÓŁKSIĘŻYC. BIORĄC POD UWAGĘ LICZBĘ EKSPONATÓW ZACHOWANYCH SZCZĄTKÓW TEGO KSIĘŻYCOWEGO BOGA OCZYWISTYM JEST, ŻE BYŁA TO DOMINUJĄCA RELIGIA SUMERÓW. KULT KSIĘŻYCA BYŁ NAJBARDZIEJ ROZPOWSZECHNIONĄ RELIGIĄ STAROŻYTNEJ MEZOPOTAMII. ASYRYJCZYCY, BABILOŃCZYCY I HAKIDIANIE ZAPOŻYCZYLI IMIĘ SUEN I PRZEKSZTAŁCILI JA NA SIN BĘDĄCY IMIENIEM ICH GŁÓWNEGO BÓSTWA. JAK TWIERDZI PROFESOR POTTS "SIN JEST IMIENIEM WŁAŚCIWIE POCHODZENIA SUMERYJSKIEGO POŻYCZONYM PRZEZ SEMITÓW."4

W STAROŻYTNEJ SYRII I KANIE, KSIĘŻYCOWY BÓG SIN PRZEDSTAWIONY BYŁ ZWYKLE JAKO PÓŁKSIĘŻYC. CZASAMI KSIĘŻYC W PEŁNI BYWAŁ UMIESZCZANY NAD PÓŁKSIĘŻYCEM PODKREŚLAJĄC TYM WSZYSTKIE FAZY KSIĘŻYCA. BOGINI SŁOŃCE BYŁA MAŁŻONKĄ SINA A GWIAZDY BYŁY ICH CÓRKAMI. ISTAR BYŁA CÓRKĄ BOGA SIN.5

OFIARY SKŁADANE KSIĘŻYCOWEMU BOGU OPISANE SĄ W TEKSTACH RAS SHAMRA. W TEKSTACH UGARYCKICH BÓG KSIĘŻYC NAZWANY JEST CZASAMI KUSZ. W PERSJI JAK I EGIPCIE BÓG KSIĘŻYC PRZEDSTAWIANY BYŁ NA DEKORACJACH ŚCIENNYCH ORAZ GŁOWACH POMNIKÓW. BYŁ ON SĘDZIĄ LUDZI I BOGÓW. JEŚLI CHODZI O ŚCISŁOŚĆ, ŚWIAT ANTYCZNY PEŁEN JEST SYMBOLI PÓŁKSIĘŻYCA. ZNAJDUJĄ SIĘ ONE NA ODCISKACH PIECZĘCI, STELACH, WYROBACH GARNCARSKICH, AMULETACH, TABLICZKACH GLINIANYCH, CIĘŻARKACH I ODWAŻNIKACH, NAUSZNICACH, NASZYJNIKACH, ŚCIENNYCH DEKORACJACH, ITP. W TELL-EL-OBEID ZNALEZIONO MIEDZIANEGO CIELCA Z PÓŁKSIĘŻYCEM NA CZOLE. BOŻEK Z CIAŁEM BYKA I GŁOWĄ CZŁOWIEKA MA NA CZOLE UŁOŻONY Z MUSZELEK SYMBOL PÓŁKSIĘŻYCA. W UR STELA UR-NAMMU PRZEDSTAWIA SYMBOL PÓŁKSIĘŻYCA NA SAMEJ GÓRZE REJESTRU BÓSTW, JAKO ŻE KSIĘŻYC BYŁ ICH GŁOWĄ. NAWET CHLEB BYŁ PIECZONY W FORMIE PÓŁKSIĘŻYCA JAKO AKT CZCI KSIĘŻYCOWEGO BOGA.6

UR CHALDEJSKIE BYŁO TAK ODDANE KSIĘŻYCOWEMU BOGU, ŻE NAZYWANO JE CZASAMI NANNAR NA TABLICZKACH POCHODZĄCYCH Z OKRESU JEGO ŚWIETNOŚCI. ŚWIĄTYNIA BOGA KSIĘŻYCA ZOSTAŁA ODKRYTA W UR PRZEZ SIR LEONARDA WOOLLEY'A. WYDOBYŁ ON NA ŚWIATŁO DZIENNE WIELE ARTYKUŁÓW ZWIĄZANYCH Z KULTEM KSIĘŻYCA, KTÓRE OBECNIE ZNAJDUJĄ SIĘ W BRYTYJSKIM MUZEUM. HARAN BYŁ KOLEJNYM MIASTEM ZNANYM Z ODDANIA KULTOWI KSIĘŻYCA. W ROKU 1950 W HAZOR W PALESTYNIE (PÓŁNOCNY IZRAEL) ODNALEZIONO WIELKĄ ŚWIĄTYNIĘ KSIĘŻYCOWEGO BOGA. ZNALEZIONO DWA BOŻKI PRZEDSTAWIAJĄCE BOGA KSIĘŻYCA. KAŻDY Z NICH PRZEDSTAWIAŁ SIEDZĄCEGO CZŁOWIEKA Z PÓŁKSIĘŻYCEM WYRZEŹBIONYM NA PIERSI. Z NAPISÓW JAKIE TOWARZYSZYŁY BOŻKOM WYNIKA, ŻE BYŁY ONE BÓSTWAMI KSIĘŻYCOWYMI. KILKA MNIEJSZYCH STATUETEK ODNALEZIONO W POBLIŻU, KTÓRE ZIDENTYFIKOWANO NA PODSTAWIE INSKRYPCJI JAKO CÓRKI BOGA KSIĘŻYCA.7

A JAK SIĘ MA SPRAWA Z ARABIĄ? JAK ZAUWAŻA PROFESOR COON, "MUZUŁMANIE NOTORYCZNIE GARDZĄ ZACHOWANIEM TRADYCJI WCZESNEGO OKRESU POGAŃSKIEGO I SKŁONNI SĄ PRZEKRĘCAĆ WYMOWĘ PRZED-ISLAMSKIEJ HISTORII JAKĄ POZWALAJĄ ZACHOWAĆ NADAJĄC JEJ ANACHRONICZNE BRZMIENIE."8

W DZIEWIĘTNASTYM WIEKU ARNAUD, HALEVY I GLASER UDALI SIĘ DO POŁUDNIOWEJ ARABII W WYKOPALI TYSIĄCE SABEAŃSKICH, MINEAŃSKICH I KATABAŃSKICH INSKRYPCJI, KTÓRE NASTĘPNIE ZOSTAŁY PRZETŁUMACZONE. W LATACH CZTERDZIESTYCH DWUDZIESTEGO WIEKU ARCHEOLOGOWIE G. CATON THOMPSON I CARELTON S. COON DOKONALI NIEZWYKŁYCH ODKRYĆ W ARABII. W LATACH PIĘĆDZIESIĄTYCH WENDELL PHILLIPS, F.W. ALBRIGHT, RICHARD BOWER I INNI KONTYNUOWALI WYKOPALISKA W QATABAN, TIMNA I MARIB (STAROŻYTNA STOLICA SZEBY). ZEBRANO RÓWNIEŻ TYSIĄCE NAPISÓW ZE SKAŁ I ŚCIAN ZNAJDUJĄCYCH SIĘ W PÓŁNOCNEJ ARABII. ODKRYTO TAKŻE TYSIĄCE PŁASKORZEŹB I WOTYWNYCH MIS UŻYWANYCH W KULCIE "CÓREK ALLAHA." TRZY CÓRKI AL-LAT, AL-UZZA I MANAT CZASAMI SĄ PRZEDSTAWIONE WSZYSTKIE RAZEM Z ALLAHEM, BOGIEM KSIĘŻYCEM PRZEDSTAWIONYM JAKO PÓŁKSIĘŻYC NAD NIMI.9 DOWODY ARCHEOLOGICZNE WYKAZUJĄ, ŻE DOMINUJĄCĄ RELIGIĄ ARABII BYŁ KULT KSIĘŻYCOWEGO BOGA. STARY TESTAMENT NIEUSTANNIE GANIŁ ODDAWANIE CZCI BOGU KSIĘŻYCOWEMU (VIDE PWT.4,19; PWT.17,3; 2KRL.21:3 I 2KRL.21:5; 2KRL.23:5; JER.8:12; JER.19:13; SOF.1:5). KIEDY IZRAELICI POPADALI W PRAKTYKI BAŁWOCHWALCZE, BYŁ TO NAJCZĘŚCIEJ KULT KSIĘŻYCA. W CZASACH STAROTESTAMENTOWYCH NABONIDUS (555-539 PRZ. CHR.), OSTATNI KRÓL BABILOŃSKI ZBUDOWAŁ TAYMA W ARABII JAKO CENTRUM KULTU BOGA KSIĘŻYCA. STWIERDZA SEGALL "GWIEZDNA RELIGIA POŁUDNIOWEJ ARABII ZAWSZE BYŁA ZDOMINOWANA KSIĘŻYCEM-BOGIEM W RÓŻNYCH ODMIANACH."10 WIELU UCZONYCH ZAUWAŻA, ŻE IMIĘ KSIĘŻYCOWEGO BOGA "SIN" OBECNE JEST W ARABSKICH NAZWACH TAKICH JAK GÓRA SYNAJ, PUSTYNIA SYNAJ ITD.

KIEDY GDZIE INDZIEJ POPULARNOŚĆ BOGA KSIĘŻYCA ZMALAŁA, ARABOWIE POZOSTALI WIERNI SWEMU PRZEKONANIU, ŻE KSIĘŻYC-BÓG JEST NAJWIĘKSZYM ZE WSZYSTKICH BOGÓW. MIMO ŻE ODDAWALI CZEŚĆ 360 BOŻKOM W KABBIE, KSIĘŻYC-BÓG NADAL POZOSTAWAŁ ICH NAJWAŻNIEJSZYM BÓSTWEM. OSTATECZNIE MEKKA ZOSTAŁA ZBUDOWANA JAKO SANKTUARIUM DLA BOGA-KSIĘŻYCA. TO ONA WŁAŚNIE SPRAWIŁA, ŻE MEKKA BYŁA NAJŚWIĘTSZYM MIEJSCEM POGAŃSKIEJ ARABII. W 1944 ROKU G. CATON THOMPSON W SWOJEJ KSIĄŻCE GROBY I KSIĘŻYCOWE ŚWIĄTYNIE HUREIDHY PRZEDSTAWIŁA SWOJE ODKRYCIE ŚWIĄTYNI BOGA-KSIĘŻYCA W POŁUDNIOWEJ ARABII. ZNALEZIONO SYMBOLE PÓŁKSIĘŻYCA I NIE MNIEJ JAK 21 INSKRYPCJI Z IMIENIEM SIN W RUINACH ŚWIĄTYNI.11 ZNALEZIONO RÓWNIEŻ POSĄG, KTÓRY BYĆ MOŻE JEST WŁAŚNIE OWYM KSIĘŻYCOWYM BOŻKIEM. INNI ZNANI ARCHEOLOGOWIE PÓŹNIEJ POTWIERDZILI TO.12 MATERIAŁ ZEBRANY NA MIEJSCU WYKOPALISKA POTWIERDZA, ŻE ŚWIĄTYNIA BYŁA CZYNNA W CZASACH CHRZEŚCIJAŃSKICH. DOWODY POCHODZĄCE ZARÓWNO Z PÓŁNOCNEJ I POŁUDNIOWEJ ARABII POKAZUJĄ, ŻE KULT KSIĘŻYCA-BOGA BYŁ NIE TYLKO AKTYWNY W CZASIE MAHOMETA, ALE ŻE BYŁ TO GŁÓWNY KULT RELIGIJNY. WEDŁUG ROZLICZNYCH INSKRYPCJI IMIĘ BOGA-KSIĘŻYCA BYŁO SIN, JEDNAK JEGO TYTUŁ AL-ILAH OZNACZAJĄCY BÓSTWO SUGEROWAŁ, ŻE BYŁ ON GŁÓWNYM BÓSTWEM WŚRÓD WIELU BOGÓW. JAK ZAUWAŻYŁ COON "BÓG IL ALBO ILAH POCZĄTKOWO BYŁ FAZĄ KSIĘŻYCA-BOGA."13 KSIĘŻYCOWY BÓG ZWANY AL-ILAH, BÓG, ZOSTAŁ SKRÓCONY DO FORMY ALLAH JUŻ W PRZED-ISLAMSKICH CZASACH. POGAŃSCY ARABOWIE DAWALI IMIĘ ALLAH SWOIM DZIECIOM. TAK BYŁO NA PRZYKŁAD Z OJCEM MAHOMETA I JEGO WUJEM. FAKT TEN DOWODZI, ŻE ALLAH BYŁ TYTUŁEM BOGA-KSIĘŻYCA JUŻ W CZASACH MAHOMETA. PROFESOR COON KONTYNUUJE: "PODOBNIE, POD WPŁYWEM MAHOMETA, MAŁO ZNANY ILAH STAJE SIĘ AL-ILAHEM, BOGIEM CZY JAK KTO WOLI ALLAHEM, NAJWYŻSZYM BYTEM."14 FAKT TEN JEST ODPOWIEDZIĄ NA NASTĘPUJĄCE PYTANIA: "DLACZEGO ALLAH NIE JEST ZDEFINIOWANY W KORANIE?" ORAZ "DLACZEGO MAHOMET ZAKŁADAŁ, ŻE POGAŃSCY ARABOWIE WIEDZIELI JUŻ KIM BYŁ ALLAH?" MAHOMET ZOSTAŁ WYCHOWANY W RELIGII KSIĘŻYCOWEGO BOGA ALLAHA. JEDNAK POSUNĄ SIĘ ON O KROK DALEJ NIŻ JEGO POGAŃSCY WSPÓŁPLEMIEŃCY ARABSCY. PODCZAS GDY WSZYSCY ONI WIEDZIELI ŻE ALLAH (BÓG-KSIĘŻYC) JEST NAJWIĘKSZY ZE WSZYSTKICH BÓSTW W ICH PANTEONIE, MAHOMET ZDECYDOWAŁ, ŻE ALLACH BYŁ NIE TYLKO NAJWIĘKSZYM, ALE JEDYNYM BOGIEM. WŁAŚCIWIE POWIEDZIAŁ ON: "SŁUCHAJCIE, WIERZYCIE PRZECIEŻ, ŻE ALLACH (BÓG-KSIĘŻYC) JEST NAJWIĘKSZYM ZE WSZYSTKICH BOGÓW. TO CZEGO CHCĘ, TO TO, ŻEBYŚCIE PRZYJĘLI, ŻE JEST ON JEDYNYM BOGIEM. NIE ODBIERAM WAM ALLAHA, KTÓREGO ZNACIE I CZCICIE. ODBIERAM JEDYNIE JEGO ŻONĘ I CÓRKI ORAZ WSZYSTKICH INNYCH BOGÓW."

POLITEISTYCZNY KONTEKST KULTU ALLAHA WIDOCZNY JEST RÓWNIEŻ Z PIERWSZEGO ZDANIA MUZUŁMAŃSKIEGO CREDO: "ALLAH JEST NAJWIĘKSZY." ARABSKIE SŁOWO DOBITNIE PODKREŚLA KONTRAST MIĘDZY WIĘKSZYM A MNIEJSZYM. PRAWDĄ JEST RÓWNIEŻ, ŻE POGAŃSCY ARABOWIE NIGDY NIE ZARZUCALI MAHOMETOWI, ŻE OGŁASZA ON IM INNEGO ALLAHA OD TEGO, KTÓREGO JUŻ ZNALI I CZCILI. STĄD "ALLAH" BYŁ BOGIEM-KSIĘŻYCEM JAK WYKAZUJĄ ARCHEOLOGICZNE DOWODY. TAK WIĘC MAHOMET USIŁOWAŁ OSIĄGNĄĆ SWÓJ CEL NA DWA SPOSOBY. POGANOM MÓWIŁ, ŻE WIERZY W KSIĘŻYCOWEGO BOGA ALLAHA. ŻYDOM I CHRZEŚCIJANOM MÓWIŁ, ŻE ALLAH JEST TAKŻE ICH BOGIEM.

JEDNAK ŻYDZI I CHRZEŚCIJANIE WIEDZĄ LEPIEJ I ODRZUCILI JEGO ALLAHA JAKO FAŁSZYWEGO BOGA.

AL-KINDI, JEDEN Z WCZESNYCH CHRZEŚCIJAŃSKICH APOLOGETÓW PRZECIW ISLAMOWI, WYKAZAŁ, ŻE ISLAM I JEGO BÓG ALLAH NIE POCHODZĄ Z BIBLII LECZ OD POGAŃSKICH SABEAN. NIE CZCILI ONI BOGA BIBLII ALE KSIĘŻYCOWEGO BOGA I JEGO CÓRKI AL-UZZA, AL-LAT I MANAT.15
DR NEWMAN PODSUMOWUJE SWOJE STUDIUM WCZESNYCH DEBAT CHRZEŚCIJAŃSKO-MUZUŁMAŃSKICH NASTĘPUJĄCYM STWIERDZENIEM: "ISLAM OKAZAŁ SIĘ BYĆ ODRĘBNĄ I ANTAGONISTYCZNĄ RELIGIĄ, KTÓRA POWSTAŁA Z BAŁWOCHWALSTWA."16 ISLAMISTA CESAR FARAH KONKLUDUJE: "NIE MA WIĘC POWODU, ABY PRZYJĄĆ, ŻE IDEA ALLAHA PRZEKAZANA ZOSTAŁA MUZUŁMANOM OD CHRZEŚCIJAN I ŻYDÓW."17 ARABOWIE ODDAWALI CZEŚĆ KSIĘŻYCOWEMU BOGU JAKO NAJWYŻSZEMU BÓSTWU. JEDNAK TO NIE BYŁ BIBLIJNY MONOTEIZM. PODCZAS GDY BÓG-KSIĘŻYC BYŁ NAJWIĘKSZYM SPOŚRÓD INNYCH BOGÓW I BOGIŃ, JEDNAK NADAL BYŁ TO POLITEISTYCZNY PANTEON BÓSTW. TERAZ, KIEDY ODKRYTO WYKOPALISKA KSIĘŻYCOWYCH BOŻKÓW NIE SPOSÓB DŁUŻEJ UNIKAĆ FAKTU, ŻE ALLAH BYŁ POGAŃSKIM BOGIEM W PRZED-ISLAMSKIEJ EPOCE.

CZY NIE ZASTANAWIA WIĘC, ŻE SYMBOLEM ISLAMU JEST PÓŁKSIĘŻYC? ŻE ZNAJDUJE SIĘ ON NA SZCZYTACH MINARETÓW I MECZETÓW? ŻE JEST ON NA FLAGACH PAŃSTW ISLAMSKICH? ŻE MUZUŁMANIE POSZCZĄ PRZEZ CAŁY MIESIĄC, KTÓRY ROZPOCZYNA I KOŃCZY SIĘ POJAWIENIEM SIĘ NA NIEBIE PÓŁKSIĘŻYCA?

WNIOSEK

POGAŃSCY ARABOWIE CZCILI KSIĘŻYCOWEGO BOGA ALLAHA MODLĄC SIĘ W STRONĘ MEKKI KILKA RAZY DZIENNIE, ODBYWAJĄC PIELGRZYMKĘ DO MEKKI, OKRĄŻAJĄC BIEGIEM ŚWIĄTYNIĘ BOGA KSIĘŻYCA ZWANĄ KABBA, CAŁUJĄC CZARNY KAMIEŃ, ZABIJAJĄC ZWIERZĘ NA OFIARĘ DLA KSIĘŻYCOWEGO BOGA, RZUCAJĄC KAMIENIEM W DIABŁA, POSZCZĄC PRZEZ CAŁY MIESIĄC ROZPOCZYNAJĄCY I KOŃCZĄCY SIĘ POJAWIENIEM SIĘ SIERPU KSIĘŻYCA, DAJĄC JAŁMUŻNĘ BIEDNYM, ITD. TWIERDZENIE MUZUŁMANÓW, ŻE ALLAH JEST BOGIEM BIBLII, I ŻE ISLAM POWSTAŁ Z RELIGII PROROKÓW I APOSTOŁÓW ROZPADA SIĘ W ŚWIETLE KONKRETNYCH, NIEKWESTIONOWANYCH DOWODÓW ARCHEOLOGICZNYCH. ISLAM NIE JEST NICZYM INNYM, JAK TYLKO OŻYWIENIEM STAROŻYTNEGO KULTU BOGA KSIĘŻYCA. ZAPOŻYCZYŁ ON SYMBOLIKĘ, OBRZĘDY , CEREMONIE, A NAWET IMIĘ SWEGO BOGA OD POGAŃSKIEJ RELIGII KSIĘŻYCA. JAKO TAKI JEST WIĘC CZYSTYM BAŁWOCHWALSTWEM I MUSI POZOSTAĆ ODRZUCONY PRZEZ WSZYSTKICH, KTÓRZY TRZYMAJĄ SIĘ TORY I EWANGELII.




-------------------------------Obrazek






-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » So sty 02, 2016 5:59 pm

---------------------------Obrazek



https://wolnelektury.pl/katalog/lektury/


-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Pn sty 04, 2016 9:36 pm

Mein Kampf: książka, o której Adolf Hitler chciał zapomnieć

http://histmag.org/Mein-Kampf-ksiazka-o ... niec-10505




Obrazek



Mein Kampf po Polsku – całość
https://www.radioislam.org/historia/hit ... df/pol.pdf




-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Cz lut 25, 2016 11:28 am

„Wiry” Sienkiewicza – księga zakazana


Obrazek



Kilka lat przed odzyskaniem niepodległości na ziemiach Polski wybuchła rewolucja socjalistyczna, która miała być początkiem nowego ładu, nowego porządku i nowej rzeczywistości. Umiłowanie piękna, ziemi ojczystej, godności ludzkiej, a przede wszystkim Boga, zakorzenione tak głęboko w umysłach i sercach warstw wszelkich, nie pozwoliło rozprzestrzenić się temu przewrotowi. Aby lepiej zrozumieć, co działo się w owym czasie, warto sięgnąć po dzieło „Wiry”, napisane przez Henryka Sienkiewicza.

Jeden z mych ulubionych zagranicznych pisarzy zacytował niegdyś słowa, które zdecydowanie zmieniły moje spojrzenie na rzeczywistość: „Kłamstwo obiegnie świat, zanim Prawda założy buty”. Nie da się ukryć, że wiele prawdy mieści się w tym jednym zdaniu. Świat przez ostatnie stulecie zdziczał, rozwarstwił się, uległ degradacji. Cnoty stały się powodem do wstydu, a wszelkiego rodzaju grzechy – zdrada, nienawiść, oszustwo - towarem pożądanym.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy proces ten się rozpoczął. Czy była to rewolucja francuska, wojna secesyjna w Stanach Zjednoczonych, a może rewolucja przemysłowa. Możemy jedynie przypuszczać, które z tych wydarzeń miało największy wpływ na kształt dzisiejszego świata. Pewnym jest jedynie to, że przez upadek Rzeczpospolitej Obojga Narodów ziemie polskie zostały narażone na proces zmian, w tak wypaczonym kształcie.

Powieść Sienkiewicza przenosi nas do czasów autorowi współczesnych, dzięki czemu tak doskonale przezeń znanych i opisanych. Na początku poznajemy dwie ważne postaci. Pierwsza to młody panicz Krzycki, właściciel dworku i główny bohater książki. Drugą, niemniej ważną jest Groński, człowiek-lekarstwo na wszelkie zło, doskonały doradca, powiernik i przyjaciel. W kolejnych tomach powieści czytelnik poznaje panią Krzycką, przykład konserwatywnej gospodyni, szlachcianki z krwi i kości, a także lekkoducha Dołhańskiego, młodą utalentowaną Marię Zbytłowską, jej siostrę Zofię Otocką, która owdowiała już w wieku dwudziestu czterech lat. Z czasem wyłaniają się dwie również ważne postaci: Angielka Agnes Anney oraz pracujący dla Krzyckich guwerner Laskowski. Obok panicza Krzyckiego stają się oni czołowymi bohaterami powieści.

Wszyscy spotykają się w dość nieprzyjemnej okoliczności, jaką jest pogrzeb ich krewnego Żarnowskiego, który zostawił po sobie znaczny majątek. Kiedy wszystkie formalności związane z pochówkiem zostały załatwione a zmarły spoczął w grobowcu, bliscy udali się do Jastrzębia, rodzinnego majątku Krzyckich, aby tam spędzać czas na rozrywce i pogawędkach.

Akcja powieści rozwija się powoli, lecz zaskakująco. Pojawiają się nowe postaci, fakty i wydarzenia, mające na zawsze zmienić życie głównych bohaterów.

Zderzenie politycznych światów

Powieściowa szlachta reprezentowała konserwatywny porządek świata, który w sposób naturalny miał się rozwijać i odnosić do zmiennej rzeczywistości. Przeciwko tej warstwie społecznej występowała Polska Partia Socjalistyczna, której reprezentantem na kartach książki jest guwerner Laskowski. Rolę swego rodzaju rozjemców pomiędzy obiema obozami stanowili nacjonaliści, podzielali poglądy konserwatystów, ale pragnęli zmian szybszych i bardziej radykalnych.

Nacjonaliści owych czasów stawiali naród ponad Boga. Sienkiewicz nie skupiał się jednak zbytnio na idei narodowej, prowadził jedynie na kartach powieści polemikę pomiędzy konserwatywną szlachtą a jej ideowymi przeciwnikami z PPS.

Laskowski, człowiek hardy, w szlachcie, dla której notabene pracował, widział największego wroga idei socjalistycznej. Uważał, że tylko całkowite unicestwienie tej warstwy społecznej może przynieść ratunek dla umęczonego proletariatu. Swoim postępowaniem sprowadził wiele zamętu i zła do spokojnego domu rodziny Krzyckich. Po zamachu na panicza Laskowski został wygnany z dworu za agitację i podburzanie chłopów. Młody socjalista nie stracił kontaktu z dworem Krzyckich, a kolejne podjęte przezeń działania przyjęły tragiczny obrót, którego on sam nie był w stanie przewidzieć. Pragnął bowiem żyć z kobietą, którą kochał i której jednocześnie nienawidził, której pożądał i która zarazem budziła w nim odrazę. Gotów był spalić cały świat, zniszczyć jej życie, zabić bliskich i zniewolić duszę młodego i pięknego dziewczęcia jedynie dla zaspokojenia własnego pożądania. Wbrew wszelkich planom, marzeniom i fantazjom przyprawił ją o śmierć, a i bez niej żyć nie potrafił. Taki był Laskowski, który dla Sienkiewicza stał się uosobieniem socjalizmu i wszelkich jego konsekwencji.

Lud „wrogiem ludu”

Autor od początku wprowadza nas w zawirowania z lat 1905-1907. Robi to jednak powoli, krok po kroku odkrywając przed czytelnikiem naturę socjalizmu. Piewcy tego ustroju przekonują, że dba on o każdego człowieka, zabiegając by ludzie - niezależnie od urodzenia - mieli w życiu jednakowe szanse.

Powieść ukazuje nad wyraz widoczną różnicę poglądów pomiędzy szlachtą a chłopami. Ci drudzy pragną jedynie otrzymać ziemię na własność. Nie oczekują pomocy, a z drugiej strony nie chcą pracować na rzecz innych. Żądają pieniędzy i wolności w działaniu. Wierzą iż sami będą wstanie zadbać o edukację i zdrowie dzieci. Nie biorą pod uwagę, że być może kiedyś z czasem zabraknie pieniędzy, że potrzebna jest współpraca i dobry zarządca.

Nic dziwnego, że socjalizm zyskał w warstwie chłopskiej dużą popularność. Tymczasem według Laskowskiego, to nie burżuazja jest największym wrogiem socjalizmu, ale właśnie chłopi. Szlachta i burżuazja, przechodzące na stronę socjalistów były niezbędne aby uzyskać finansowanie działalności. Kiedy pieniądze się kończyły to i życie „burżuja” czekał bliski kres.

Chłopi natomiast to już warstwa zgoła odmienna. Nie posiadali pieniędzy, a gdyby nawet je mieli, i tak bardziej ceniliby kawałek własnej ziemi. Socjalizm nie przewidywał własności prywatnej, toteż chłopi mieli być wykorzystani do usunięcia szlachty, a następnie wywłaszczeni. Po to aby powstać mogły gospodarstwa wspólne, zarządzane przez Komitet Centralny. W powieści pojawiają się również pracownicy fabryk, którzy posługiwali się hasłami i sztandarami „czerwonych”, kompletnie nie rozumiejąc ich znaczenia.

Henryk Sienkiewicz w jednej książce opisał wiele absurdów socjalizmu. Odkrył przed czytelnikiem „prawdę, która właśnie założyła buty”. Współcześni naszemu nobliście nie byli jednak w stanie tej prawdy zaakceptować, zatem zaszufladkowali zarówno powieść, jak i jej autora. Socjalizm zdobywał poparcie, nie tylko wśród warstw chłopskich i mieszczańskich, ale również wśród szlachty. Sienkiewicz pragnął przestrzec przed niebezpieczeństwem trującej ideologii. Niestety, potrzeba było wielu lat, aby polski naród poznał – niestety, na własnej skórze – jak jest niebezpieczna i jakie śmiertelne żniwo ze sobą niesie.

Przeciwnik rewolucji na indeksie
Współcześnie cały świat, od Las Vegas po Tokio, przesiąknięty jest kolejną odsłoną idei socjalizmu – marksizmem kulturowym. W prasie, radiu, telewizji słyszymy wzniosłe hymny na jego temat. Tam zaś, gdzie nie można ustanowić socjalizmu kulturowego (tzw. aborcji, eutanazji, wolności urzędowego wyboru płci, małżeństw sodomitów, poprawności politycznej), wprowadza się przynajmniej socjalizm finansowy. Karze ludzi za pracę, a nagradza tych, którzy nic nie robią. Wszystko to jest następstwem wydarzeń opisanych w powieści „Wiry”.

Pewne wydawnictwo, pragnąc zwiększyć swoje dochody, postanowiło wydać „Dzieła Henryka Sienkiewicza”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w 21-tomowym zbiorze zabrakło miejsca dla „Wirów” właśnie. Ponieważ to powieść edukacyjna, ukazująca prawdę o ideach lewicowych, jasnym jest, że jako niewygodna winna być skazana na zapomnienie. Dużo się mówi o katolickim indeksie ksiąg zakazanych, niewiele o tym, iż takim indeksem szermuje również lewica, a „Wiry” są jedną z ważniejszych umieszczonych na nim utworów. Nic więc dziwnego, że tak niepoprawna politycznie, godząca w „dobre imię socjalizmu” książka została pominięta przez lewackie wydawnictwo. Dziwi jednak fakt, że owi „literaci” w ogóle podjęli się wydawania powieści Sienkiewicza - najbardziej znanego konserwatysty wśród polskich elit. Ten zaciekły przeciwnik rewolucji - nie tylko socjalistycznych, ale i nacjonalistycznych - pragnął tworzyć państwo, w którym miłość do Boga i Ojczyzny byłaby ważniejsza od wszelkich zysków prywatnych. Wspomina o tym w każdej swej powieści, ale najdobitniej przekazuje to w jednym z ostatnich zdań „Wirów”: „Przecie zaraz jutro moglibyśmy odetchnąć, moglibyśmy być szczęśliwsi. Dośćby każdemu powiedzieć - Jej, tej Polsce, o której Świdwicki mówi, że ginie: «Zanadto mnie bolisz zanadto mi dolegasz, więc się Ciebie wyrzekam i od dziś chcę o Tobie zapomnieć...». A jednak nikt tego nie mówi – nawet taki Świdwicki, który łże że mu wszystko jedno – nawet tacy, którzy rzucają bomby i mordują siostry i braci! – A jeśli tak, jeśli wolimy cierpieć, niż Jej się wyrzec, to gdzie nam do szakalów i gdzie Jej do zguby! Szakale szukają ścierwa, nie cierpienia! Więc Ona żyje w każdym z nas, we wszystkich razem na świecie. A my ściśniemy zęby i będziem cierpieć dla Ciebie Matko, dalej – i my – a jeśli Bóg tak zechce – to i nasze dzieci nasze wnuki – i nie wyrzeczemy się, nie tylko Ciebie, ale i nadziei”.



Kamil Pytka, autor serwisu PolskaTradycja.pl


http://www.pch24.pl/wiry-sienkiewicza-- ... z41AqWEVUx


-





HENRYK SIENKIEWICZ
WIRY


http://wsercupolska.org/przeczytaj/SIENKIEWICZ_Wiry.pdf



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt kwi 05, 2016 3:30 pm

Obrazek





Współczesna Polska to raj dla złodziei, a piekło dla ludzi uczciwych. Aby przetrwać w chaszczach i cierniach codzienności musisz zgłębić obowiązujące w niej reguły gry. Podstaw prawa, ekonomii, politologii i metodyki popełnianych przestępstw nauczy Cię praktyk-specjalista ds. bezpieczeństwa i wywiadu gospodarczego.


W cenie równej jednej porady u radcy prawnego otrzymasz obszerny pakiet informacji i sztuczek prawniczych, za które liderzy warszawskich gangów, Mafii Paliwowej i zamieszani w liczne afery politycy płacili asom palestry setki tysięcy złotych. Dziś ta sama wiedza znajduje się w Twoim zasięgu. Dowiesz się, jak legalnie:



- uniknąć obowiązku składania zeznań w każdym postępowaniu karnym
- uniemożliwić egzekucję komorniczą
- zupełnie pozbawić wiarygodności dowody zebrane przez przeciwnika procesowego lub prokuratora
- oszukać wykrywacz kłamstw
- uchylić się od zapłaty faktury VAT
- ochronić swój prywatny majątek
- zniechęcić organa ścigania do węszenia
- oszukać... tzn. nie dać się przechytrzyć kontrahentowi



Po lekturze zrozumiesz, dlaczego w Polsce „białe kołnierzyki” nie idą do więzienia, a szarym obywatelom sądy nie okazują litości. Słuchając wieczornych wiadomości bez trudu ocenisz, w jaki sposób zakończy się właśnie ujawniona afera i dlaczego właśnie umorzeniem śledztwa.



Przekonasz się, jak łatwo uniknąć płacenia podatków i dlaczego zwalczanie procederu prania brudnych, mafijnych pieniędzy to nad Wisłą fikcja. Nauczysz się niskim nakładem konstruować pozornie wiarygodne, międzynarodowe holdingi spółek kapitałowych z centralą w rajach podatkowych. Zgorszy Cię świadomość powszechnego okradania klientów przez banki oraz firmy ubezpieczeniowe. Przestaniesz ufać giełdzie i banknotom w Twoim portfelu. A jeśli nudzi Cię wielki biznes, w wolnej chwili zgłębisz tajemnice włamywaczy i złodziei samochodów. Kto wie, może kiedyś zostaniesz jednym z nich? A nawet jeśli nie, to chociaż będziesz wiedział, jak zabezpieczyć przed niedoszłymi „kolegami” własny dom lub auto...



Znając sposób myślenia złodziei, oszustów, finansistów i polityków, nie dasz się więcej nabrać na ich kłamstwa. I tylko od Ciebie zależeć będzie, czy pozyskaną wiedzę wykorzystasz w dobrym, czy złym celu. Publikację szczególnie polecić należy osobom planującym karierę: przestępcy, biznesmena, prawnika, ekonomisty, specjalisty ds. bezpieczeństwa, prywatnego detektywa, windykatora, policjanta lub funkcjonariusza innych formacji powołanych do ochrony bezpieczeństwa publicznego, sędziego, kontrolera podatkowego, dziennikarza śledczego, politologa, lobbysty, a także wszystkim tym, którzy nie chcą być nabijani w butelkę przez cwaniaków.

Konsultacje w zakresie bezpieczeństwa informatycznego i wybranych zagadnień socjotechnicznych – Adrian Norejko





Kazimierz Turaliński

Doktorant nauk prawnych, studiował prawo, nauki polityczne oraz ekonomię w specjalizacji podatkowej. Uczestniczył w szkoleniach prowadzonych przez specjalistów służb cywilnych i wojskowych: polskich, amerykańskich, izraelskich i rosyjskich. Przez szereg lat zawodowo zajmował się wywiadem gospodarczym i windykacją karno-gospodarczą. Uprawnienia do licencji II stopnia ochrony osób i mienia.

Autor kilkudziesięciu reportaży publikowanych w prasie polskiej, brytyjskiej i niemieckiej, a także sześciu publikacji książkowych z zakresu przestępczości zorganizowanej oraz aspektów prawno-finansowych międzynarodowej przestępczości gospodarczej.

Od 2000 roku związany z prywatnym sektorem bezpieczeństwa gospodarczego, włącznie z organizacją i zarządzaniem pionami wykonawczymi (obsługa prawna, detektywistyka) podmiotów operujących na rynkach m.in. Polski, Rosji, Ukrainy, Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA.


http://cyfroteka.pl/ebooki/Jak_krasc___ ... 205915i020


xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx




Jak kraść. Podręcznik złodzieja

Jak wielu Polaków zadaję sobie pytanie: co się stało z tym krajem nad Wisłą? Dlaczego uczciwym ludziom żyje się coraz gorzej, a nawet podczas przyjacielskich spotkań nie należy szczycić się solidnie wykonaną pracą, lecz skutecznym oszukiwaniem fiskusa i kontrahentów? Złodziej postrzegany jest jako człowiek zaradny. Odpowiedzialny. Dobrze pilnujący swych interesów. Dbający o rodzinę. O jej byt i przyszłość. Uczciwy przedsiębiorca to naiwniak, relikt minionej epoki niedostosowany do realiów społecznych XXI wieku. Skazany na wyginięcie, niczym kalekie zwierzę służące tygrysom biznesu za łatwostrawny posiłek. Kantowski imperatyw kategoryczny zastąpiono imperatywem cwaniactwa i forsy.

(...) Przestępstw coraz częściej popełnianych za pełną, już nie tylko milczącą, aprobatą instytucji państwowych. Trafiające na moje biurko zlecenia dowodzą tego, jak wielu szarych Polaków pozostawia się bez jakiejkolwiek pomocy, gdyż prokuratura i Policja zainteresowanie okazują wyłącznie sprawom nadawanym przez politycznych zwierzchników lub ewentualnie drobnym występkom kryminalnym. Te pierwsze gwarantują rolę pupila aktualnej władzy i awans, drugie zaś umożliwiają zapełnienie statystyki jednostkami z marginesu społecznego – pozbawionymi wpływowych znajomości, a więc niegroźnymi. Nic innego się nie liczy. Nawet interwencje wiodących mediów nie przynoszą efektów. Śledztwa są umarzane albo prowadzone niemrawo gasną po latach bez rezultatów, a już ostatecznie pociągają przed oblicze Temidy jedynie mało istotnych figurantów z dołów przestępczych struktur. Tak umarły sprawy uprowadzenia Krzysztofa Olewnika, większość przestępstw liderów „Pruszkowa”, czy oszustwa tzw. Mafii Paliwowej. A tymczasem państwowi dostojnicy jawnie określają pokrzywdzonych mianem pieniaczy, życiowych nieudaczników, czy naiwniaków niegodnych poświęcania im cennego czasu. No bo czego oni właściwie chcą? Wciąż tylko przeszkadzają w degustacji aromatycznej kawy...

Ja jednak wolę tą naiwność nazywać określeniem w istocie synonimicznym – uczciwością. Tacy właśnie są moi klienci. Ludzie uczciwi wychodzą z założenia, że każdy chce grać fair. Pozbawieni na starcie podejrzliwości i wrogości względem innych „graczy” branżowych, pozostają odsłonięci na uderzenie i niemal zawsze kończą biznes z plikiem nieopłaconych przez klientów faktur VAT. Sami nie mogą liczyć na podobną pobłażliwość. Bezlitośnie wyeksploatowani przez urząd skarbowy, udzielający ryzykownego (drogiego) kredytu bank i innych przedsiębiorców – skutecznie egzekwujących spłatę należności, smutno kończą swą wycieczkę po krainie kapitalizmu. Po spotkaniu z „graczem”, czy to w życiu prywatnym, czy zawodowym, osoba uczciwa zazwyczaj latami łata podziurawiony budżet, a niekiedy nigdy już nie przywraca stanu posiadania do pierwotnej formy. Wtedy dostrzega swoją bezsilność. Nadchodzi rozczarowanie skutkami wierności prawom moralnym i przewartościowanie dotychczasowego światopoglądu.

Widziałem to nie raz. Gdy opadnie kurz bitwy, pokonani zazwyczaj zaczynają dostrzegać prostą alternatywę: pogrążenie w marazmie i depresji lub zmiana frontu, a z nią z kluczowe w takich przypadkach pytanie:

J a k k r a ś ć ? Odpowiedź: ł a t w o.

Porządek prawny i realia gospodarcze początku trzeciego tysiąclecia nie napawają optymizmem ani praktyków małego biznesu, ani oscylujących wokół granicy minimum socjalnego, ledwie wiążących koniec z końcem, zwykłych obywateli. Coraz więcej praw, a zarazem coraz mniej wolności i sprawiedliwości. Nadmiernie wysokie podatki i niejasny sposób ich naliczania, absurdalny obowiązek regulowania ZUS-u pomimo braku dochodów, czy podatku VAT od nieopłaconych przez nabywców faktur, a także inne ustawowe obostrzenia skutecznie spowalniają rozwój gospodarczy kraju. Zwiększają jednak pulę zagarniętych do podziału pieniędzy. Dodatkowo, uczciwych prześladuje wciąż realnie wzrastająca w siłę przestępczość zorganizowana, przenosząca ciężar działania z brutalnych i mało opłacalnych przestępstw kryminalnych na rzecz operowania papierem. Bezpieczne. Popularne. I dużo bardziej rentowne od przemytu alkoholu za czasów Al'a Capone, czy handlu narkotykami.

Metodyka działania współczesnych ośmiornic, jak i samotnych freelancerów, pozostaje zależna od ich wiedzy, statusu społecznego, w pewnym stopniu etyki i dostępnych środków inwestycyjnych. Zawodowy złodziej nigdy nie będzie bezrobotny. Potrafi z łatwością dostosować swą profesję do aktualnej sytuacji rynkowej, obowiązujących przepisów prawnych i osób piastujących (zwykle chwilowo) stanowiska w aparacie państwowym – centralnym, samorządowym i w organach ścigania. Do tego liberalna linia orzecznictwa w praktyce uczyniła obrót gospodarczy niemal wyjętym spod jurysdykcji przestępstw takich, jak oszustwo. Natomiast przestępstwa skarbowe przez dwie ostatnie dekady niewiele różniły się, w zakresie przedawnienia i grożących kar, zwykle grzywien, od niskiej szkodliwości społecznej wykroczeń. Dzieliło je tylko jedno: wykroczenia obejmowały np. kradzież batonów w sklepie, zaś oszustwa na szkodę Skarbu Państwa straty w setach tysięcy lub milionach zł. Z większą gorliwością karano jednak tych, którzy ośmielili się ukraść coś na śniadanie, niż finansowych potentatów machlojkami osuszających budżet ojczyzny.

Sycylijska Omerta zapewniła spokój mafii, u nas zmowa milczenia też sprzyja przestępcom. Zróbmy im więc na złość i odkryjmy ich sekrety. Złodziej, to jedyny dobrze płatny zawód, w którym nigdy nie braknie wolnych etatów. Nie wymaga kierunkowego wykształcenia, zdawania egzaminów, ani rodzinnych koneksji. Dodatkowo, w ramach swoistej aktywizacji bezrobotnych i rozwoju rodzimego przemysłu, władze bez wytchnienia pracują nad ułatwieniem startu w tej konkretnej, samodzielnej działalności gospodarczej. I to niestety skutecznie.

W ciągu minionych 12 lat setki razy byłem świadkiem takiej bezwarunkowej akceptacji reguł otaczającego nas świata, czyli kapitulacji. Przejścia na drugą stronę... Niniejszy podręcznik ukaże przed Tobą, drogi Czytelniku, blaski i cienie kontrowersyjnej ścieżki kariery – od najniższych stanowisk przestępczego imperium, aż po sam szczyt. Po lekturze zdecydujesz, po której stronie wolisz stać. Czy będziesz tym dobrym, czy tym złym. W obu przypadkach szanse zostaną wyrównane a zmowa milczenia złamana...


Kazimierz Turaliński "Jak kraść. Podręcznik złodzieja."


viewtopic.php?f=6&t=25141




-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Śr kwi 20, 2016 2:50 pm

Gospodarczy rozbiór Polski. Łupieska transformacja lat 1989-201


Obrazek


Prawdziwe oblicze klęski narodowej, popularnie nazywanej transformacją, ukazuje się w pełniejszym świetle w kolejnych dobrych opracowaniach. Z za zasłony skompromitowanej już ideologii neoliberalnej i propagandy politycznej wyłania się konkretna, szara i czarna rzeczywistość. To nie tylko zniszczenie ponad połowy polskiego majątku produkcyjnego, ale jakiś podstęp czy zdrada gospodarcza, a przy tym nowy podział społeczno-polityczny i rozwarstwienie; na nielicznych bogaczy i masy zubożałych obywateli. Trzeba tę rzeczywistość lepiej poznać, zrozumieć i przybliżyć młodszym, aby ją mądrze naprawić i zabliźnić rozdwojenie społeczne.



Obrazek


Autor opisuje w jaki sposób nasi wiarołomni "przyjaciele" z Zachodu skolonizowali Polskę.



1 Etap I wyprzedaży polskiego przemysłu

Czarna ksiega prywatyzacjiNajnowszą książkę p.t. Czarna księga prywatyzacji 1988-1994, czyli jak likwidowano przemysł(wyd. Wektory, Wrocław 2016) opracował wybitny specjalista finansów państwowych i międzynarodowych dr. Ryszard Ślązak.
W ciągu ostatnich kilku lat autor opublikował już szereg artykułów na ten trudny temat, teraz ukazała się, z dawna oczekiwana, pełna książka. Po raz pierwszy przedstawia tak obszerny i w znacznej części kompletny, finansowy materiał faktograficzny dotyczący 314 przedsiębiorstw państwowych sprywatyzowanych w pierwszym okresie transformacji do 1994 r. Ale niejako z za zasłony tej, częściowo niszczycielskiej (w dużym zakresie złodziejskiej) prywatyzacji, książka ukazuje szerokie tło likwidacji, upadku i zniszczenia w tym samym czasie dalszych 1239 przedsiębiorstw. O nich nie udało się autorowi uzyskać bliższych informacji, i podaje jedynie, że ich likwidacja nie przyniosła żadnych wpływów do budżetu państwa. Kogo więc wzbogaciła ?

Oprócz tablic z danymi liczbowymi (nie wszędzie kompletnymi), dotyczących prywatyzowanych w tym okresie przedsiębiorstw, książka podaje wykaz dalszych 520 przedsiębiorstw przekazanych do Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, a następnie likwidowanych lub prywatyzowanych. W zestawieniach podano poniesione koszty obszerniejszych, tzw. analiz sektorowych, koszty doradztwa prywatyzacyjnego poszczególnych przedsiębiorstw oraz wpływy z samej prywatyzacji każdego z 314 przedsiębiorstw – razem wpłynęło około 1 mld ówczesnych dolarów-$. (wpłacanych przeważnie w złotówkach, zamiast w dewizach). Analizy sektorowe, to były szersze studia penetrujące poszczególne polskie branże, opracowywane przez firmy zagraniczne i wskazujące zagranicznym nabywcom najbardziej dla nich atrakcyjne obiekty. Niemcy interesowali się przede wszystkim zakładami na Ziemiach Zachodnich, o nowoczesnych technologiach i dużym eksporcie. Podobnie jak kapitał innych krajów, zainteresowani byli dodatkowo zakładami dla nich konkurencyjnymi.

Do doradztwa prywatyzacyjnego angażowano z reguły drogie firmy zagraniczne, którym płacono bardzo wygórowane wynagrodzenia.(Autor podaje wysokość tych wynagrodzeń). Znacznie tańsze firmy krajowe zatrudniano jedynie marginesowo (np. w 1994 r. firmy zagraniczne zatrudniono za 134 mln $, a firmy polskie za 1,1 mln $). Natomiast owe renomowane firmy zagraniczne w szerokim zakresie korzystały z pomocy polskich firm i specjalistów, bez których nie dałyby sobie rady.

Książka przypomina, że Państwo Polskie już dawno, w latach powojennych wypłaciło dwunastu państwom odszkodowania za majątek zagranicznych właścicieli, pozostawiony i przejęty na terenie Polski. W tym wypłacono również odszkodowania za wszystkie zgłoszone nieruchomości pożydowskie.Zostały też spłacone prawie wszystkie długi i zobowiązania finansowe państwa z okresu przedwojennego. Natomiast Polska i Polacy nie otrzymali dotychczas prawie żadnych odszkodowań za polskie mienie pozostawione i przejęte poza naszymi granicami. Nie otrzymaliśmy też żadnych odszkodowań wojennych. Do tego należy dodać, o czym też Autor wspomina, że Polska, jako jedyny kraj postkomunistyczny, nie dokonała zwrotu prywatnego mienia bezprawnie zabranego swoim obywatelom. Zasadne jest pytanie – kto wszedł w posiadane majątku, który powinien być reprywatyzowany?

Dodatkowo warto przypomnieć, że już w latach 1986-1988 nad programem polskich reform gospodarczych pracowała komisja rządowa z udziałem m.in. prof. Władysława Baki i prof. Zdzisława Sadowskiego. Został opracowany racjonalny program stopniowego odchodzenia od pełnego planowania centralnego i zwrotu ku gospodarce rynkowej. Książka R. Ślązaka wskazuje, że założeniem polskiej reformy bankowej z 1988 r. było dokonanie jej w oparciu o kapitał krajowy, z udziałem przedsiębiorstw państwowych, prywatnych i obywateli. Nowe prawo pozwalało na powstawanie banków prywatnych, ale wyłącznie z kapitałem polskim. Program Samorządnej Rzeczypospolitej na lata 1989-1992 przewidywał przeprowadzenie powszechnej komercjalizacji przedsiębiorstw państwowych, co miało być wstępem do planowanej, częściowej prywatyzacji, z dużym udziałem własności pracowniczej i samorządności oraz z zachowaniem w rękach państwa sektorów i przedsiębiorstw strategicznych. Niestety, realizacja tych programów została w całości zakulisowo odrzucona już latem, po czerwcowych wyborach parlamentarnych 1989 r.

Książka wymienia podstawowe akty prawne jakie uruchomiły proces przekształceń własnościowych. Zniesiono szereg dawnych ograniczeń i normalnych regulacji majątkowych, nie wprowadzając jednocześnie niezbędnych zabezpieczeń i systemu kontroli. Nad wszystkim dominowało złośliwie głoszone, niezwykłe zamieszanie pojęć: postępu i zacofania, patriotyzmu, wrogości i sabotażu, a również niszczycielska „terapia szokowa”; galopująca inflacja, skokowe zmiany kursów walutowych i stóp procentowych, kompetencji urzędników i dyrektorów przedsiębiorstw oraz zmiany przynależności partyjnej, gwarantującej utrzymanie się przy władzy i dochodach. Do tego dochodziły masowe zwolnienia z pracy setek tysięcy pracujących, akcje majątkowe dla pracowników (jako forma partycypacji we własności, co okazało się fikcją) i inne niespełnione obietnice.

W ciągu pięciu lat wymieniło się sześciu premierów rządu, a co za tym idzie i władz niższego szczebla. Towarzyszył temu proces stanowienia nowego prawa. Wszystko to stwarzało dogodne warunki aby „zabezpieczyć” i zawłaszczyć różne składniki majątku narodowego przez miejscowych działaczy partyjnych i dyrektorów oraz nowych kombinatorów (powszechnie nazywano to uwłaszczeniem nomenklatury). Autor przybliża niektóre mechanizmy takich działań: umyślne zadłużanie przedsiębiorstw i obniżanie ich wartości, sztuczne doprowadzanie do bankructwa, dzielenie przedsiębiorstw i zawłaszczanie ich najbardziej dochodowej części z aktywami (produkcyjnymi, socjalnymi, sportowymi itd. oraz pozostawiania mało wydajnej części z długami przerzuconymi z części dochodowej).

Nowi, zagraniczni nabywcy majątku narodowego korzystali z wielu zachęt i ułatwień. Były to przede wszystkim znacznie zaniżone wyceny majątkowe, często bez właściwej wyceny otrzymywanych, najbardziej wartościowych, uzbrojonych terenów przemysłowych, różnych budynków, a nawet osiedli mieszkalnych i ośrodków wczasowych. Należności za nabyty majątek rozkładano niekiedy na raty i przyjmowano często w złotych, zamiast w dewizach. Były przypadki niepłacenia tych rat. Do tego dochodziły paroletnie zwolnienia podatkowe, w praktyce przedłużane bez końca oraz wolne od podatku specjalne strefy ekonomiczne. Za nabywcami stały wspierające ich władze państwowe, banki, biura prawne, a nawet interwencje dyplomatyczne. Dalszą dogodność stanowiła możliwość taniego wykupienia pracowniczych akcji własnościowych oraz prawie całkowity brak w transakcjach konkurencji kapitału i przedsiębiorstw krajowych. Do przygotowania i realizacji transakcji z reguły nie dopuszczano polskich specjalistów i rzeczoznawców, aby nie przeszkadzali i nie psuli interesu zagranicznym „inwestorom”.

W całym procesie przekształceń własnościowych odradzająca się przedsiębiorczość krajowa była dyskryminowana. Z reguły nie dopuszczano jej do poważniejszych przetargów i zleceń, obciążano natomiast w pełni podatkami, a często i dodatkowymi domiarami i procesami sądowymi. Trudności i ryzyko towarzyszyło korzystaniu z kredytów w zagranicznych bankach. Duże też trudności formalne stwarzały organy administracyjne, a także napór nowych, zagranicznych monopolistów, którzy różnymi sposobami dokonywali niszczenia lub wrogich przejęć polskiej konkurencji.

W działaniach prywatyzacyjnych trudno dopatrzyć się racjonalności i dbałości o interes narodowy. Przykładowo, już w 1991 r. amerykański koncern International Paper nabył za ćwierć wartości (za 120 mln $) 80 % akcji naszych, może najbardziej wówczas nowoczesnych w świecie, wielkich zakładów papierniczych w Kwidzynie, jakie kosztowały Polskę około 500 mln $. Znany w świecie, dawny zakład produkcji mebli w Swarzędzu koło Poznania został sprzedany za połowę kosztu doradztwa i obsługi prywatyzacyjnej (to znaczy – państwo dopłaciło do pozbycia się tego zakładu, w tym przypadku aż 3 mln $). Osiągnięto aż takie szczyty absurdu!

Książka wprowadza czytelnika w proces i mechanizm zniszczeń szybko dokonanych już w pierwszych latach transformacji. Do 1994 r. w samej Warszawie zlikwidowano 89 przedsiębiorstw, a w całym Województwie Mazowieckim – 149. Na Górnym Śląsku w pierwszym rzucie zlikwidowano (zniszczono) 17 kopalń zatrudniających 74 tyś. pracowników, a wkrótce 7 dalszych. Zatrudnienie w górnictwie spadło z 435 tyś w 1990 r. do 190 tyś. w 1995 r. Sprywatyzowano w zagraniczne ręce prawie cały ówczesny eksport, to jest 49 central handlu zagranicznego, z którymi współpracowały biura radcy handlowego przy polskich ambasadach w ponad 60 państwach świata.

W sposób wyjątkowo nieracjonalny i wprost barbarzyński dokonano w latach 1991-93 administracyjnej likwidacji wszystkich 1665 państwowych gospodarstw rolnych, pozostawiając na wsi około 1,5 mln obywateli bez pracy i własności, a często także bez mieszkań i pomocy socjalnej. Jednocześnie władze głosiły program znacznej redukcji indywidualnych „zacofanych”, rodzinnych gospodarstw rolnych. Podjęto również, parokrotnie ponawiany w następnych latach, zamach na rozwiniętą, polską spółdzielczość, inicjując przekształcenia i zindywidualizowanie własności, a w końcu tani wykup i zawłaszczanie tego majątku. Władze zleciły również pełną prywatyzację przedsiębiorstw gospodarki komunalnej, co znacznie poszerzało możliwości uwłaszczenia się miejscowej nomenklatury partyjnej i prominentów.

Kluczowe znaczenie dla procesu zawłaszczania i niszczenia gospodarki narodowej miała prywatyzacja polskich banków i przejęcie ich prawie w całości przez kapitał zagraniczny. W międzyczasie doprowadzono też do upadku 106 małych banków spółdzielczych oraz wszystkich 55 nowo powstałych polskich banków branżowych. To banki zagraniczne przejęły większość polskich lokat, kapitały obrotowe i obsługę rozliczeniową gospodarki narodowej, a ponadto podjęły na szeroką skalę kreację własnego kredytu, omijając monopol państwa w zakresie emisji pieniądza. Wszystko to przynosi im ogromne zyski czerpane z kraju i wyprowadzane za granicę. Przejęły też tak istotną i drażliwą sprawę finansowych przepływów międzynarodowych, często anonimowych i nie zawsze legalnych. One również transferowały różne „pomocowe” kredyty zagraniczne i promowały narastanie zagranicznego zadłużenia, wyprowadzając z tego tytułu dalsze sumy z kraju.

Zawarty w książce mały albumik 28 zdjęć zniszczonych, znanych dawniej zakładów przemysłowych, uwidacznia tą czarną rzeczywistość transformacji. Zachęca nie tylko do bliższego przejrzenia całości starannie przygotowanej książki Ryszarda Ślązaka, ale też do szerszej refleksji nad polską transformacją. Autor podjął dzieło niezwykle trudne i żmudne, w sytuacji gdy te dane powinny być normalnie przez władze państwowe kompletowane i co roku publikowane

Łupieska, niszczycielska transformacja

Ciemne działania transformacji, przybliżone przez R. Ślązaka z pierwszych lat jej realizacji, były niestety kontynuowane z różną intensywnością przez wiele następnych lat aż do 2015 r., przez kolejne rządy „układu okrągłostołowego”: Akcji Wyborczej Solidarność-AWS, Unii Wolności i innych partii, a w ostatniej dekadzie przez rząd Platformy Obywatelskiej wraz z Polskim Stronnictwem Ludowym. Dopiero w początku 2016 r. rząd Prawa i Sprawiedliwości-PiSu ogłosił koniec prywatyzacji – wyprzedaży majątku narodowego.

Szerszy przegląd transformacji wszystkich 1615 zakładów przemysłowych, wybudowanych po wojnie, dokonali autorzy: Andrzej Karpiński, Stanisław Paradysz, Paweł Soroka i Wiesław Zółtkowski w książce pt. Jak powstawały i jak upadały zakłady przemysłowe w Polsce (wyd. Muza, Warszawa 2013) oraz w następnych książkach tych autorów. To były zakłady duże, stosunkowo nowoczesne, o zatrudnieniu powyżej 100 pracowników, wybudowane najczęściej na nowym gruncie i odpowiednio wyposażone. Bogate zestawienia podają dla każdego zakładu wielkość zatrudnienia i wartość produkcji oraz wskazują, które z nich zostały zlikwidowane. Brak natomiast danych dotyczących pozostałych, wykazanych zakładów. Brak też danych o kosztach czy zyskach dokonanych przekształceń. Autorzy wykazują, że 40 % zakładów wybudowanych po wojnie zostało zlikwidowanych w okresie transformacji. Ze względów techniczno-ekonomicznych i ekologicznych na likwidację zasługiwało tylko kilkanaście procent istniejących zakładów, dlaczego więc zlikwidowano znacznie więcej? To autorzy wyjaśniają tylko częściowo. Niektóre sprawy wymagają zapewne dochodzeń prokuratorskich czy specjalnej komisji śledczej.

W 1988 r. było w Polsce 6233 dużych zakładów przemysłowych o zatrudnieniu powyżej 100 pracowników. Z tego wykazane w książce 1615 nowszych zakładów dawało 55% wartości całej produkcji przemysłowej. Niestety, brak bliższej informacji o pozostałych 4618 starszych zakładach, dających jednak wówczas 45 % wartości krajowej produkcji przemysłowej. Wiadomo tylko, że ogólne zatrudnienie w całym przemyśle wynosiło w 1980 r. – 5,2 mln ludzi, a w 2010 r. – tylko 2,9 mln . W samym przemyśle transformacja doprowadziła do likwidacji około 2 mln miejsc pracy.

Stale brakuje pełniejszego rozliczenia, co się stało z byłym majątkiem narodowym oraz wyjaśnienia pozycji i odpowiedzialności ludzi-głównych decydentów tak łupieskiej działalności. Klęska transformacji to wielka sprawa narodowa, jaka niestety nie przeminęła, a trwa i będzie w szkodliwy sposób oddziaływać w przyszłości. Dlatego trzeba ją poznawać i bliżej zrozumieć, aby bardziej racjonalnie wychodzić ku przyszłości. Dobrze, że przybywa poważnych studiów na ten temat. Oprócz wskazanych powyżej, można przypomnieć jeszcze kilka szerszych ujęć:

- Anghel Rugina: Rugina contra Sachs!; Wyd. Chrz. Klub Przedsiębiorczości, 1993.

- Mathis Bortner: Jak dobija się gospodarkę polską po 1989 roku; Wy. Publikations, Nicea-Francja, 1995,

- Henryk Pająk : Piąty rozbiór Polski 1990-2000; Wyd. Retro, Lublin 1998/2000,

- Tadeusz Kowalik: Systemy gospodarcze. Efekty i defekty reform i zmian systemowych; Wyd. Fundacja Innowacja, warszawa 2005.

Polska transformacja; Wyd. Muza, Warszawa 2009,

- Włodzimierz Bojarski: Jak było i jak jest naprawdę; Wyd. Klub Inteligencji Polskiej 2009

Sztafeta pokoleń budowniczych Polski -1914-1939-2013-;Wyd. Warsz. Szkoła Zarządzania

SW, 2014.

- Witold Kieżun: Drogi i bezdroża polskich przemian; Wyd. Ekotv, Warszawa 2011,

- Rudolf Jaworek: Długotrwałe skutki zbrodniczej transformacji; Wyd. własne, Warszawa 2011,

- Józef Białek: Czas spekulantów. Wzlot i upadek polskiej przedsiębiorczości; Wyd. Wektory, Wrocław 2014,

- Paweł Bożyk: Apokalipsa według Pawła. Jak zniszczono nasz kraj; Wyd. Wektory, Wrocław 2015.

- Kazimierz Golinowski: Czy w Polsce wprowadzono gospodarkę rynkową? Witryna klubinteligencjipolskiej.pl14.02.2016.

Gwałtownie podjęta w 1989-1991 r. akcja przekształceń własnościowych nie została poprzedzona właściwą inwentaryzacją i wyceną majątku narodowego. Pomimo kilku inicjatyw nie powołano wówczas urzędu Skarbu Państwa, nadzorującego proces przekształceń własnościowych, ani urzędu antymonopolowego i kontroli rynku. Nie podjęto też priorytetowego zadania reprywatyzacji majątku polskich obywateli, bezprawnie zajętego przez państwo. Dopiero po latach wycinkowo powrócono do tej sprawy, ale do dziś nie jest ona załatwiona do końca. Pozostał również bolesny fakt, że polskim przesiedleńcom, którzy pozostawili swoje własności na terenie ZSRR, nie nadano praw własności do przydzielonych im gospodarstw na Ziemiach Odzyskanych.

W procesach transformacji, nie tylko zakładów, ale i terminologii, mieszają się i nakładają same określenia, takie jak prywatyzacja, likwidacja i zniszczenie. Cóż bowiem przykładowo znaczy sprzedaż i prywatyzacja Huty Warszawa, która dawniej była prawdziwą, nową hutą, produkującą i przerabiającą stal oraz zatrudniającą 9500 pracowników, a obecnie istnieje i zachowała nazwę, ale stali nie robi i zatrudnia tylko 420 pracowników ? Sprzedane przedsiębiorstwa wkrótce pozrywały dotychczasowe powiązania kooperacyjne z polskimi dostawcami, przechodząc na zaopatrzenie zagraniczne, co dodatkowo podcięło naszą gospodarkę. Wiele z nich zaprzestało dawnej działalności produkcyjnej, organizując jedynie działania logistyczne (magazynowo-transportowe i handlowe).

Czy może cieszyć „transformacja” jakiejś starej kopalni w Dąbrowie Górniczej (może tej, wybudowanej jeszcze z inicjatywy Stanisława Staszyca?), przy której jakieś francuskie przedsiębiorstwo zorganizowało zakład przeróbki i składowania toksycznych odpadów, przywożonych z różnych stron świata ? Szczególnie drastyczny przykład prywatyzacji, zrealizowany pod koniec działań rządu Platformy Obywatelskiej, dotyczy sprzedaży pierwszorzędnego, strategicznego przedsiębiorstwa PKP Energetyka (od którego zależy funkcjonowanie całych polskich kolei) amerykańskiemu, praktycznie anonimowemu, funduszowi CVC Capital Partners z Luksemburga. W normalnych kategoriach pojęciowych akt wyzbycia się takiego obiektu strategicznego – to sabotaż i zdrada !.

Brak jasnego rozróżnienia przedsiębiorstw i instytucji prawdziwie polskich (z większością polskiego kapitału i polskim kierownictwem) od przedsiębiorstw zagranicznych działających w Polsce powoduje liczne, szkodliwe nieporozumienia. I tak np. okazało się, że ponad 80 % środków, jakie Polska uzyskała z Unii Europejskiej na innowacje techniczne, zostało skierowanych do przedsiębiorstw zagranicznych w Polsce, zamiast do przedsiębiorstw polskich. Trzeba dobrze uważać, aby po transformacji się nie pomylić i rozróżniać – co jest jeszcze nasze, a co już nie. Na przykład Związek Banków Polskich stanowi w istocie związek zagranicznych banków w Polsce i głównie takie reprezentuje interesy.

Zgodnie z zapisami wszelkich programów naprawy polskiej gospodarki, z hasłami transformacji i zapisami polskiej Konstytucji, w kraju powinien panować system wolnej gospodarki rynkowej. Tymczasem w wyniku szerokiego otwarcia granic, niszczycielskiej prywatyzacji i braku skutecznej bariery dla monopolistów, do kraju wkroczyły wielkie, światowe korporacje monopolistyczne, jakie w znacznym stopniu opanowały nasz rynek, niszcząc rodzimą wytwórczość i handel. Tylko w niewielkim, ograniczonym zakresie mamy do czynienia w kraju z rzeczywistą, wolną i konkurencyjną gospodarką rynkową.

Gospodarka polska w wyniku transformacji została faktycznie rozdarta na część polską, kierującą się przeważnie polskim interesem i polskim prawem, opłacającą polskie podatki, powiększającą polskie dochody i ambicje oraz na część zagraniczną, w większości nie opłacającą w Polsce podatków, zorientowaną na zagraniczne zyski i interesy oraz odwołującą się do zagranicznego prawa. Pomiędzy tymi częściami jest mało dobrej współpracy i kooperacji. Raczej występuje ostra konkurencja oraz różne sposoby wrogich przejęć i zniszczenia słabszej, polskiej przedsiębiorczości.

Efekty transformacji: klęska i wygrana

Istnieje ważna potrzeba dokonania obywatelskiego, choćby znacznie uproszczonego, ale ogólnego spojrzenia na efekty i skutki całości szeroko traktowanej transformacji lat 1989-1994-2014. Z dużym uproszczeniem trzeba tu wymienić najważniejsze trwałe polskie straty:

- utratę około połowy państwowego majątku przemysłowego i przejęcie znacznej jego części przez kapitał i korporacje zagraniczne,

- zniszczenie całych gałęzi polskiego przemysłu i znanych w świecie polskich wyrobów,

- zniszczenie wielu tradycyjnych branż przemysłowych.

- utratę znacznej większości banków i przejęcie go przez kapitał zagraniczny,

- podporządkowanie większości polskiej gospodarki obsłudze finansowej obcych banków i kapitałowi światowemu,

- zniszczenie wielu ośrodków naukowo-badawczych i instytutów,

- utratę znacznej części polskiego rynku na rzecz obcych monopolistycznych korporacji,

- zawłaszczenie przez obcych znaczącej części polskiej ziemi i terenów przemysłowych,

- częściowa prywatyzacja służby zdrowia,

- nieprzyjazny i wrogi stosunek do polskiej przedsiębiorczości, spółdzielczości i rolnictwa,

- utratę w mieście i na wsi ponad 3 mln miejsc pracy,

- wielomilionowe bezrobocie, poszerzający się obszar biedy, brak perspektyw rozwojowych,

- masową emigrację zarobkową 2,5 mln młodych, wykształconych ludzi,

- trwałą, głęboką zapaść demograficzną,

- postępującą destrukcję organów państwowych i wymiaru sprawiedliwości,

- ogromne zadłużenie zagraniczne państwa (dług publiczny w 1990 r. wynosił 53 mld zł, a w 2014 r. ponad 1000 mld zł) i coroczne wyprowadzanie za granicę, tylko z tego tytułu, ponad 45 mld zł, to jest około 1400 zł na obywatela.

Pozytywne krajowe efekty majątkowej transformacji funkcjonują jako mity w ramach szeroko nagłaśnianej propagandy. A bardziej konkretne „efekty” można zauważyć w majątku uwłaszczonej nomenklatury partyjnej, prominentów i kombinatorów oraz wąskiego klanu nie zawsze uczciwych oligarchów. Wszystko to stanowi wynik zgubnej, a może i przestępczej transformacji w kraju oraz zewnętrznej agresji gospodarczej: działań przeciwko polskiej gospodarce, społeczeństwu i Państwu Polskiemu.

Niewątpliwe pozostają wielkie i trwałe zdobycze naszych współczesnych zagranicznych partnerów – ideologicznych i ekonomicznych agresorów oraz łupieżców.Trzeba tu wymienić :

- opanowanie polskiej prasy i mediów oraz poddanie społeczeństwa dalszej zagranicznej indoktrynacji i propagandzie,

- przejęcie polskich banków i poddanie gospodarki dominacji kapitału zagranicznego,

- zniszczenie zdolności do dynamicznego wzrostu polskiej gospodarki i niedopuszczanie do przeprowadzenia reformy gospodarczej, podejmowanej w końcu lat osiemdziesiątych i później.

- opanowanie ponad połowy polskiego rynku i przejęcie ówczesnego, polskiego eksportu,

- zawłaszczenie przez zagraniczne koncerny najbardziej nowoczesnych i nowatorskich zakładów produkcyjnych,

- znaczne zadłużenie kraju i czerpanie z tego stałych, znacznych korzyści,

- zyskanie masowej, taniej, wykwalifikowanej, polskiej siły roboczej.

Polska stała się zależnym krajem neokolonialnym. Tragiczne skutki transformacji rzucają też ostre światło na sam „układ okrągłostołowy” rozpoczynający ten proces oraz na siły stojące za nim. Młode pokolenie Polaków, służące w obcych zakładach pracy w kraju, czy za granica, powinno wiedzieć, jak wielkiego dziedzictwa zostało pozbawione, kiedy i przez kogo oraz dlaczego musi teraz pracować za tak niskie wynagrodzenia.Niestety, młodzi nie znają historii i podobnie jak starsi są nadal indoktrynowani dawnymi fałszami o rzekomych zachodnich sojusznikach Polski i o wschodnim wrogu.

Zagraniczni partnerzy – agresorzy ideologiczni i ekonomiczni

Szeroka, agresywna i łupieska transformacja była niewątpliwie dobrze przygotowana przez naszych przeciwników i wrogów. Polska w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku należała do najbardziej dynamicznych krajów świata, dołączając do dziesiątki państw najwięcej rozwiniętych gospodarczo. W ciągu trzydziestolecia 1950-1980 każdego roku oddawano w kraju do ruch średnio 50 nowych, dużych zakładów produkcyjnych. Towarzyszyła temu odpowiednia rozbudowa ośrodków naukowo-badawczych i pionierskich rozwiązań. Przy utrzymywaniu niskiej stopy życiowej, do 1980 r. zlikwidowano prawie całkowicie bezrobocie w kraju, rozwinięto szeroką działalność socjalną i oddawano do użytku 200 do 300 tys. nowych mieszkań rocznie.

Taka Polska, ze swoim ówczesnym znaczącym potencjałem i dynamiką rozwojową, stanowiła istotną część groźnego, światowego bloku socjalistycznego. Dlatego podjęto przeciwko niej ukryte, wrogie działania agenturalne, szczególnie nasilone za czasów prezydenta Reagana. USA przede wszystkim inspirowały i wspomagały finansowo opozycję w Polsce oraz popularyzację ideologii rynku i skrajnego liberalizmu. Pisze o tym szerzej Peter Schweitzer w książce: Victory czyli zwycięstwo. Tajna historia świata lat osiemdziesiątych. CIA i Solidarność.(Wyd. Polska Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1994).

Niewątpliwie początki transformacji dokonały się pod wpływem George Sorosa i wielkich „proroków” amerykańskiego neoliberalizmu: Jeffreya Sachsa, Stanisława Gomółki, Leszka Balcerowicza i Jacques Rostowskiego (późniejszego ministra w RP). Za nimi stał Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Światowa Organizacja Handlu i międzynarodowy dyktat gospodarczy, sformułowany w 1989 r. pod nazwą Konsensusu Waszyngtońskiego. Przez całe dziesięciolecie, od stanu wojennego, ta ideologia była bogato popularyzowana w prasie podziemnej. Faktycznie, to był atak medialny, przy czym zastosowano wysoce profesjonalne podejście aksjologiczno-ideologiczne i techniczne dużej skuteczności, wyższej, aniżeli w propagandzie socjalistycznej.

W ciągu 1987 i 1988 r. agentury pracowały już konkretnie nad przygotowaniem polskiej transformacji i wczesną wiosną 1989 r. zebrał się w Warszawie Okrągły Stół, aby spektakularnie dokonać zasadniczych uzgodnień. Do obrad nie dopuszczono przedstawicieli nurtu narodowo-chrześcijańskiego, ani demokratycznie wybranych władz Solidarności. Spotkały się tylko opcje: postkomunistyczna, kosmopolityczna i syjonistyczna. Łatwo uzgodniono wspólny, personalno-polityczny „układ okrągłostołowy” oraz neoliberalny kierunek polskiej transformacji.

„Okrągły stół” stanowił pokojowy punkt zwrotny od dominacji ZSRR nad Polską do poddania Polski wieloaspektowej dominacji USA, sił globalnych i Unii Europejskiej. Nie było przy tym mowy o żadnej suwerennej, narodowej, wolnej Polsce. Było to niewątpliwie echo i konsekwencja dokonanego już wcześniej w 1986 r. porozumienia Michaiła Gorbaczowa z Ronaldem Reganem (kończącego nieoficjalnie trzydziestoletnią „zimną wojnę”). W tym duchu przeprowadzono czerwcowe, kontraktowe wybory 1989 r. Narodowy program naprawy i społeczny program Solidarności zostały definitywnie, zakulisowo odrzucone jeszcze tego samego lata.

Patrząc z dystansu trzeba pytać – jakie to państwa angażowały wówczas swoje agentury, fundacje, korporacje, banki i dyplomatów na rzecz naszej transformacji ? Trzeba pytać dalej – jakie państwa, na tym etapie naszej najnowszej historii, okazały się agresorami i uczestniczyły w rozbiorze naszej gospodarki oraz wzbogaciły się naszym kosztem ? Odpowiedź na te pytania częściowo wskazaliśmy już wyżej. Były to Stany Zjednoczone Ameryki i Niemcy (które dotychczas nie wypłaciły nam nawet części odszkodowań wojennych). Ponadto czynnie zaangażowały się w agresję gospodarczą pozostałe rozwinięte państwa zachodnioeuropejskie; Francja, Anglia, Włochy, Hiszpania, Holandia i dalsze. Większość to państwa byłej polskiej koalicji z czasów drugiej wojny światowej, którym oddaliśmy wiele polskiej krwi we wspólnych walkach i które tak nas haniebnie zdradziły w czasie tej wojny i po wojnie.

Warto zauważyć, że w tym rozbiorze gospodarczym nie uczestniczyła Rosja, a rozpad ZSRR ułatwił agresję z Zachodu. Tymczasem propaganda zachodnia skutecznie odwracała uwagę od dokonywanego rozbioru polskiej gospodarki, wskazując stale na Wschód i na Rosję jako na największe zagrożenie dla Polski.

Niestety, przy okazji naszej nieszczęsnej transformacji te same państwa zachodnie znowu nie okazały nam pomocy, a jedynie zaborczą agresję ideologiczną i ekonomiczną oraz zaangażowały się w gospodarczy rozbiór Polski. Uczyniły z nas swoją kolonię i to częściowo pod hasłami solidarności europejskiej, w Unii Europejskiej. Trzeba mieć tę świadomość i o tym pamiętać oraz brać to pod uwagę, gdy kolejne polskie władze rozglądają się za wiarygodnymi partnerami i sojusznikami. Nie wolno się poddawać fałszom stale nam sączonej, światowej indoktrynacji politycznej.

Złodzieje, zdrajcy i kolaboranci miejscowi

Historyczną szansę odzyskania pełnej wolności i odrodzenia narodowego, z lat 1989-1995 zablokowały nam wrogie agentury, promując i forsując, od „okrągłego stołu”, swoich i naszych, polskich ludzi. Niestety, władze w Polsce to im umożliwiły.Skutecznie wspierały ich również niektóre naiwne i niezorientowane osoby duchowne.

Od 1989 r. kolejne rządy w Warszawie, t.zw. solidarnościowe i postsolidarnościowe, zmieniające nazwy i partie, realizowały z niewielkimi zmianami przez 25 lat ten sam kierunek liberalnej transformacji, to jest niszczenia, wyprzedaży i zadłużania gospodarki. Do narodowego programu reformy gospodarczej usiłował powrócić jedynie rząd Jana Olszewskiego w 1992 r., ale dlatego też został po sześciu miesiącach brutalnie odsunięty od władzy przez prezydenta Wałęsę i innych. Wielu też czołowych działaczy nowej, agenturalnej Solidarności lat osiemdziesiątych stało się następnie, w ramach Akcji Wyborczej Solidarność -AWS oraz innych partii, rzecznikami szokowej transformacji, zapominając o niedawnych postulatach mas związkowych, na których barkach doszli do władzy.

Od 1994 r. rządy w Warszawie rozpoczęły negocjacje przedakcesyjne z Unią Europejską, trwające całych 10 lat. Rząd przyjął, wspomniany wyżej, tzw. Konsensus Waszyngtoński, wymagający prywatyzacji majątku państwowego i pełnego otwarcia gospodarki na potężną konkurencję światową. Ponadto Unia Europejska wymagała spełnienia szeregu dalszych, drastycznych warunków, w tym samozniszczenia przez Polskę wskazanych, konkurencyjnych zakładów przemysłowych, niektórych kopalń i hut oraz pełnego otwarcia naszego rynku na żer obcego kapitału.

Te warunki unijne były od początku przez władze w Warszawie akceptowane, ale starannie ukrywane i nieznane nawet parlamentarzystom. Tym bardziej społeczeństwo, uczestniczące w referendum o przystąpieniu do Unii Europejskiej, nie miało pojęcia o kosztach takiej aneksji. Władze stopniowo podjęły realizację warunków unijnych, w ramach ogólnie promowanej transformacji. Tak więc oprócz szerokiej akcji uwłaszczania się nomenklatury i prominentów na majątku narodowym, oprócz akcji prywatyzacji i wyprzedaży przedsiębiorstw za granicę, była jeszcze realizowana państwowa akcja niszczenia i burzenia obiektów przemysłowych. Do tego dołączyła się akcja zagranicznych korporacji, ukierunkowana na wrogie przejęcia, niszczenie polskiej konkurencji oraz opanowanie naszego rynku. Zgubne efekty takiej transformacji zasygnalizowaliśmy powyżej.

Przy takim przebiegu zdarzeń cóż można powiedzieć o rządzących premierach, licznych wicepremierach i ministrach rządu w Warszawie, o prezydentach oraz o prezesach i dyrektorach czynnie zaangażowanych w realizację zgubnej i katastrofalnej transformacji ? Najbardziej znani ludzie transformacji to niewątpliwie Leszek Balcerowicz i Donald Tusk, a także Janusz Lewandowski, Waldemar Kuczyński, Jan Krzysztof Bielecki, Andrzej Olechowski, Jerzy Osiatyński, Wiesław Kaczmarek, Tadeusz Syryjczyk, Henryka Bochniarz, Jerzy Buzek, a także Lech Wałęsa i wielu innych. Niektóre sylwetki tych ludzi zarysowane są z bliska we wspomnianej książce Pawła Bożyka; wymieniane są również w wielu publikacjach.

Z tymi ludźmi ściśle były związane setki różnych dyplomatów, agentów, lobbystów oraz żurnalistów, spikerów i zawodowych propagandzistów, którzy bez przerwy kłamliwie pouczali i przekonywali, że „najlepszą gospodarką jest brak własnej gospodarki”. Politycznych prominentów „trzymały się” mniej już znane i prawie anonimowe tysiące rożnych uległych urzędników, grupy parlamentarzystów-kolaborantów, całe środowiska członków wspierających partii oraz działaczy zainteresowanych karierą i zyskaniem majątkowym. Ci ludzie w dużej części jeszcze do dziś zajmują różne stanowiska partyjne i urzędnicze, zatruwając fałszami, egoizmem i nieuczciwością życie społeczne, polityczne i gospodarcze.

Co można powiedzieć o ludziach którym powierzono wielkie sprawy polskie i narodowy majątek, dorobek paru pokoleń, a którzy zamiast jego ochrony i powiększania – bezpośrednio lub pośrednio przyczynili się do jego zniszczenia oraz do bezrobocia i nędzy milionów obywateli ? Którzy zamiast bronić państwa i dobytku, doprowadzili organy państwowe do destrukcji, pootwierali wrogom granice i zapraszali ich do wnętrza? Dlaczego bez zastanowienia odrzucili oni narodowy program naprawy, odcięli się od krajowych kadr doświadczonych specjalistów i nie słuchali mądrych głosów z zagranicy. Dlaczego zlekceważyli stale ważne i zobowiązujące postulaty związkowe robotników i rolników, dlaczego tak negatywnie odnosili się do odradzającej się polskiej przedsiębiorczości ? Dlaczego nie powstrzymały ich wyraźnie już widoczne, negatywne skutki początków transformacji i realizowali ją nadal przez całe 25 lat ?

Ludzie ci wzięli na swe sumienia paromilionowe bezrobocie, krzywdę, zagubienie i rozpacz setek tysięcy ludzi oraz tysiące samobójstw, rozpad milionów rodzin, masową emigrację zarobkową młodego pokolenia. W różnym stopniu obarczyli swe sumienia wywołaniem biedy i niedożywienia polskich dzieci, osamotnieniem oraz wykolejeniem psychicznym tysięcy ludzi oraz bardziej niepewną przyszłością narodu. Czy mają tego świadomość, czy przyznają się do błędów i zła (dotychczas nie słyszeliśmy), jak patrzą w oczy innym ludziom ?

To nie były jakieś ich błędy w sztuce rządzenia, ale zaprzeczenie wszelkiej sztuce, i to nie były też chwilowe pomyłki i zaniedbania obowiązków służbowych, jak niektórzy próbują się usprawiedliwiać, ale systematyczne działania niszczycielskie i zdrada wszelkich obowiązków obywatelskich. Trochę błędów i zła na początku można tłumaczyć panującą wówczas atmosferą ogólnego uniesienia i naiwności, brakiem niezbędnych informacji i wiedzy, brakiem kompetencji i doświadczenia oraz masowego propagandowego zakłamania. Ale zło na zgubę narodu było realizowane całe lata. Podobało się to jedynie zagranicznym agresorom, tam przyjmowano i nagradzano tych ludzi, ale przecież oni pierwej ślubowali i przyrzekali Polsce – i zdradzili.

Z ich strony była to wielka zbiorowa zdrada, sprzeniewierzenie się, przestępcza dywersja przeciwko państwu i narodowi polskiemu. Poszczególni rządzący, działacze, urzędnicy, żurnaliści i kolaboranci uczestniczyli w niej w różnym stopniu i zwykle w jakichś układach, jednak każdy decydował i angażował się indywidualnie i ponosi indywidualną odpowiedzialność. Zapewne byli wśród nich ludzie zupełnie nieświadomi, dyletanci gospodarczy, zadufani i zaślepieni ideologowie, pospolici głupcy, przepłaceni agenci wpływu, zachłanni karierowicze partyjni, a w efekcie także złodzieje, przestępcy, zdrajcy, a może również zbrodniarze. Pokrzywdzony, okradziony naród może teraz pytać – gdzie są dziś ci ludzie i co robią ? Może mówić otwarcie nie tylko o złodziejach i defraudantach, ale także o przestępcach i zdrajcach czasu transformacji.Do stale wspominanych zbrodniarzy okresu komunistycznego i stanu wojennego dołączyła, zapewne dziś najliczniejsza i wstydliwie przemilczana, grupa przestępców, a może i zbrodniarzy ostatnich lat (sprawców wielu tajemniczych śmierci).

Środowiska związane z transformacją, różne grupy i partie oraz wybitniejsi działacze przez lata szeroko popularyzowali siebie w zagranicznych, ale polskojęzycznych mediach oraz trzymali się władzy i partii, a często również sponsorów z zagranicznego biznesu. Obca im była troska o wzrost gospodarki i byt społeczeństwa. Dziwi i oburza, że wielu z tych ludzi, obciążonych zdradą i krzywdami transformacji, ma czelność podnosić jeszcze dziś głos w polityce, parlamencie i opozycji. Jak jest wielkie ich wykorzenienie narodowe i moralne, że podejmują nawet za granicą działalność antypaństwową. Czy mają jeszcze prawo uważać się za Polaków ? Czy taką świadomość mają dziś młodsi ludzie wychodząc z nimi na demonstracje Komitetu Obrony Demokracji-KOD ?

Ku lepszej przyszłości

Miniony okres transformacji wymaga głębszej analizy i refleksji; nie może być zapomniana tak wielka zdrada, rabunek i klęska narodowa. Wprawdzie dziś ich skutki są nieco mniej widoczne, gdyż zacierają je pozytywy i rezultaty wieloletniej, wytężonej pracy całego społeczeństwa, ale wielkie zło zostało. W wyniku transformacji zwiększyła się niesprawiedliwość zarówno w skali międzynarodowej, jak i krajowej; bogaci jeszcze bardziej się wzbogacili, a ubożsi stali się relatywnie jeszcze biedniejsi. Nastąpiły nowe głębokie podziały polityczne i społeczne; najbardziej drastyczne między łupieżcami a okradzionymi i pokrzywdzonymi. W tym stanie trudno oczekiwać w kraju pokoju społecznego i odbudowy szerszej, wzajemnej solidarności i obywatelskiej współpracy. Przezwyciężenie tego złego stanu to wielki i trudny problem nas wszystkich. Z jednej strony potrzeba jakiegoś szerszego uznania i przyznania się do popełnionych błędów i krzywd oraz jakiejś szerszej ekspiacji i wynagrodzenia, z drugiej – przebaczenia i ogólnego pojednania narodowego.

Bywało już w naszej historii, że po latach wojen i zawieruchy zostały znacznie uszczuplone i zawłaszczone dobra narodowe. Wówczas odradzające się państwo podejmowało akcję „restytucji dóbr koronnych”. Tak też częściowo było w Polsce po pierwszej wojnie światowej; wprowadzono nadzwyczajny podatek od wzbogacenia się (przecież nie zawsze uczciwego), a także podatek katastralny, powyżej dosyć wysokiego progu majątkowego. Zapewne i teraz takie działania będą potrzebne w naszej rzeczywistości.

Po okresie tak wielkiego zamieszania majątkowego, krzywd i gwałtownego wzrostu nieuzasadnionych i niesprawiedliwych rozpiętości dochodowych, pora może powrócić do postulatów z przed 25 lat, powszechnego uwłaszczenia obywateli na majątku. Trzeba zdystansować się od fałszywego, krańcowo egoistycznego pojmowania zamkniętej własności prywatnej i skierować się ku własności otwartej i usłużnej oraz ku szerszej własności wspólnotowej. Współczesne, naukowe, racjonalne i sprawiedliwe zasady zarządzania w dowolnym zbiorowym wysiłku, czy biznesie, wymagają aby uczestnicy-pracownicy czuli się zaangażowani i powołani, mając odpowiedzialne uczestnictwo we własności i efektach pracy. To dziś jest szeroką praktyką w wielu przodujących przedsiębiorstwach w świecie, a było zainicjowane w Polsce już 150 lat temu uwłaszczeniem chłopów ziemią i ponad 100 lat temu pierwszym częściowym uwłaszczeniem pracowników w przedsiębiorstwie Gazolina.

Wszystkie umowy dotyczące sprzedaży majątku narodowego w okresie transformacji powinny być poddana fachowemu przeglądowi i rewizji. Umowy zawarte bezprawnie, czy z naruszeniem prawa, powinny zostać unieważnione i ewentualnie zawarte ponownie z wyegzekwowaniem odpowiedniego odszkodowania. Podobnie w wypadku stwierdzenia, że nabywca nie spełnił istotnych warunków umowy, czy złożonego zobowiązania. Za zaległe płatności i nie wpłacone podatki trzeba żądać pełnego uregulowania należności wraz z procentami. Wszystkie sprywatyzowane przedsiębiorstwa powinny na bieżąco opłacać polskie podatki.

Państwo musi odzyskać, a w ostateczności nawet odkupić nasze strategiczne przedsiębiorstwa, jak np. wymienione wyżej przedsiębiorstwo PKP Energetyka, czy niektóre banki i spichlerze zbożowe.

Szczęśliwie, w okresie transformacji nie wszystko zostało zniszczone. Część majątku uratowały patriotyczne dyrekcje zakładów i protestujące strajkami załogi, część właściwie działające organy publiczne i społeczne, a także środowiska techniczne, jak np. Polskie Lobby Przemysłowe we współpracy ze związkami zawodowymi. Opracowano już poważniejszy materiał na temat potrzebnej w kraju reindustralizacji oraz ostatnio – Narodowy Program Rozwoju nowych branż przemysłowych.

*

Społeczeństwo w swej świadomości żyje codziennymi wydarzeniami, ich doświadcza i o nich dowiaduje się z mediów. Niestety, również politycy w Polsce żyją głownie takimi wydarzeniami, jak np. nowe papiery prezydenta Wałęsy, spotkania unijne, czy święto żołnierzy wyklętych. Brak nam stale szerszej i bardziej syntetycznej myśli strategicznej, historyczno-przyszłościowej.

Dobre są analizy historyczne jeśli przybliżają nas do minionych wydarzeń i okoliczności. Z konieczności jednak pomijają zwykle szersze uwarunkowania społeczno-gospodarcze i polityczne oraz ich przyczynowo-skutkowe wplecenie w procesy długotrwałe. To powoduje, że w stosunku do realnej, bardzo złożonej i dynamicznej rzeczywistości, takie prezentacje analityczne, choć są prawdziwe ale niepełne, w odczycie mogą być rozumiane fałszywie.

Dla poważnej myśli historycznej i politycznej potrzebne są więc szersze i głębsze studia i opracowania o charakterze bardziej całościowym i syntetycznym. Niestety, stale brakuje nam szerokiego, wielodyscyplinarnego, syntetycznego spojrzenia na życie gospodarcze, społeczne, kulturalne i polityczne poszczególnych okresów naszej najnowszej historii, brak jest jakichś bilansów strat, zysków, klęsk i osiągnięć. Brak nam takiego podsumowania okresu Polski Ludowej i współpracy krajów socjalistycznych oraz brak jakiegoś ogólnego podsumowania szeroko rozumianego okresu transformacji i włączenia Polski do Unii Europejskiej, lat 1989-2014.

Jakże ważne, ciekawe i pouczające byłoby wszechstronne i wielodyscyplinarne porównanie dwu dwudziestopięcioletnich okresów naszej historii; okresu socjalizmu lat 1956-1980 i okresu transformacji 1990-2014. W przyszłości inni będą mogli porównywać np. okres okupacji niemiecko-sowieckiej i okres transformacji amerykańsko-unijnej.

W naszej niedawnej historii były już okresy dużych klęsk i zniszczeń wojennych oraz okresy wytężonej odbudowy i ciekawego rozwoju. Przypomina je autor w swojej, wspomnianej wyżej książce pt. Sztafeta pokoleń budowniczych Polski(Wyd. Warszawska Szkoła Zarządzania –S.W. 2014). Do takiej wielkiej pozytywnej pracy wzywa dziś nasz kraj wszystkich obywateli, a szczególnie młode pokolenia, także z „Nowoczesnej”.


Prof. dr hab. Włodzimierz Bojarski

Autor jest Wiceprezesem Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej


http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... 1989-2014/



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Pn lip 11, 2016 9:01 am

Obrazek





Albin Siwak „Pojedynek”


Rosyjska telewizja na swoich kanałach pokazuje bardzo ciekawe programy, z których można dużo się dowiedzieć i nauczyć. Ich dzienniki telewizyjne, lub jeśli ktoś woli wiadomości, trwają pełne pół godziny. Rosjanie mają wielu dobrych dziennikarzy, niemal w każdym państwie na świecie. Ich relacje są szczegółowe i wydają się wiarygodne, o ile dzisiaj ktokolwiek na świecie jest wiarygodny. Kłamstwo i fałsz, oszukiwanie opinii społecznej (np. wyborców przed wyborami) są chlebem powszednim, Politycy stali się wyspecjalizowaną grupą ludzi, którzy potrafią obiecać wszystko, a po wybraniu tracą całkowicie pamięć. Bo gdy już są wybrani i pewni siebie, spokojni, że chroni ich immunitet czy stanowisko, to działają we własnym interesie, a nie w interesie narodu. I to jest zjawisko powszechne, na całym świecie. Są nawet przykłady, że po przegranych wyborach niektórzy prezydenci nie chcą ustąpić ze stanowiska. Nasi i korespondenci i dziennikarze, przebywający w różnych krajach, choć spoczywa na nich obowiązek przekazywania do Polski prawdziwych informacji, bojąc się utracić dobrze płatną prace za granicą, piszą i mówią to, czego aktualna formacja polityczna sprawująca władzę sobie życzy, a nie prawdę o sytuacji na świecie. Jeśli tylko dzieje się coś, co niekorzystnie wpływa na wizerunek Izraela, to albo się to przemilcza albo „szlifuje” tak, żeby wyglądało korzystnie dla Żydów. Poza tym nasze wiadomości w Polsce są króciutkie.

Parę nieistotnych spraw ze świata filmowego: kto obecnie z kim żyje i ile ma na boku kochanek lub dzieci, jakie płaci alimenty i ile ma majątku. A na temat sprawach naprawdę ważnych informacje są przedstawiane w postaci migawek, z których widz niewiele rozumie. Ale za wszystkie nasze kanały będą w nieskończoność pokazywać np. jak samochód prezydenta USA utknął na podjeździe. To, co interesuje Polaków, jest dokładnie selekcjonowane i tylko kilka procent właściwych wiadomości jest w telewizji. Za to nawet dziennik w jedynce, ale i inne wiadomości w 50% mają reklamy, jakby ich jeszcze było mało!

Jeśli porównamy programy informacyjne w naszej telewizji i w rosyjskiej wypadamy słabo. Oni wypełniają wiadomościami z całego świata cały czas dziennika. U nas widzowie mówią, że nie warto tego oglądać. W związku z taką sytuacją przypomniały mi się słowa znanego kiedyś w Polsce pierwszego sekretarza komitetu fabrycznego z FSO Lechosława Goździka: „Jak ten, co pcha się do mówienia jest głupi, to należy mu dać jak najwięcej czasu, by mówił. Wtedy sam się skompromituje przed ludźmi”. Nasza telewizja jest jak ten głupi, uparty i nieodpowiedzialny mówca. I sama wyrobiła sobie opinię, polskojęzycznej, ale nie polskiej. Sama przekonała nas, że nie służy Polsce, tylko ludziom, którzy bardzo dobrze płacą za ten fałszowanie informacji.

Wróćmy jednak do telewizji rosyjskiej, a konkretnie do kanału Planeta, dostępnego w kablówce i przez dekoder. Ten kanał odznacza się tym, że prowadzi się w nim różne dyskusje z udziałem dużej publiczności. Tam odbywała się m.in. opisana przeze mnie całoroczna dyskusja i wybór z 500 osób bohatera Rosji za rok 2009. Prowadził ten program znany aktor i reżyser, Nikita Michałków. Obecnie od 2011 roku prowadzi on nowy program pt. „Pojedynek. W studiu na widowni jest podczas nagrania ok. pięciuset osób. Jak pisze rosyjska prasa zainteresowanie tym programem jest olbrzymie, i w porze nadawania tej audycji robi się pusto na ulicach.

Pojedynek nie polega na tym, że strzelają do siebie bądź sieką się szablami. To pojedynek dwóch osób na słowa. Na argumenty, jakimi walczą zawodnicy. Zawodnicy stoją oddaleni od siebie o dwa metry. Na sali są sędziowie, a telewizja łączy się z widzami przez internet i telefon. Odpowiednie zespoły zbierają dane napływające z całego kraju, a nawet z zagranicy. Obserwowałem już kilka takich pojedynków, gdzie zawodnikom puszczały nerwy a zaczynało brakować wiedzy i argumentów, więc opuszczali swoje stanowiska i rękoma przekonywali się nawzajem do swoich racji. Oczywiście wtedy wkraczały natychmiast służby porządkowe i kończyło się zazwyczaj na siniakach i podrapaniu twarzy. Zdarzało się te: że jeden z zawodników zrywał zainstalowane na sobie mikrofony i demonstracyjnie opuszczał studio.Niezwykle emocjonalnie dyskutują zwłaszcza panie. Prezentują cały repertuar niecenzuralnych określeń drugiej osoby, a w ruch idą ręce i nogi.

Ale też Rosjanie mają się o co pojedynkować. Którego by tematu nie ruszyć, to same kontrowersje. Chociażby rola mniejszości narodowych od czasów rewolucji październikowej do czasów Jelcyna. Chociażby Ukraina. Wiadomo, że Rosjan boli poparcie Hitlera przez Ukrainę w czasie wojny. Nie da się ukryć, że Własow stworzył armię, którą Niemcy umundurowali i uzbroili. Że ta armia niszczyła na terytorium Ukrainy partyzantkę rosyjską i polską. Że mordowali Rosjan i Polaków. Wielki żal i pretensje mają Rosjanie o tę armię, do której poszli na ochotnika Ukraińcy. Kiedy Rosja krwawiła walcząc o życie, to Ukraińcy strzelali do Rosjan na froncie. Obserwowałem taki właśnie pojedynek dwóch weteranów II wojny światowej, którzy walczyli po dwóch stronach barykady – jeden po stronie Stalina, drugi Hitlera.

– Dlaczego – pyta Rosjanin Ukraińca – poszliście służyć Hitlerowi?
– Bo Ukraina od wieków chciała być samodzielna i niezawisła. A Hitler chciał nam taką Ukrainę dać. Ale postawił nam warunek, że mamy mu pomóc pobić Stalina i jego armię. Więc poszliśmy, bo to była droga do wolnej Ukrainy.
– I wy uwierzyliście Hitlerowi i zdradziliście Rosję. Mordowaliście nie tylko – naszych partyzantów, ale i ludność cywilną, kobiety i dzieci. Mordowaliście ścinając toporami, rozpruwając brzuchy, nawet kobietom w ciąży. I to -nazywasz walką o wolność?
– Wszystkie drogi prowadzą do wolności. Ludność cywilna dawała schronienie ruskim partyzantom i należało ją zlikwidować, żeby pozbawić zaplecza partyzantów.
– Masz tu! Przyjrzyj się zdjęciom! Czy to jest walka o wolną Ukrainę? Na zdjęciach widać jak ruscy i polscy oficerowie są rozrywani końmi. Przyczepiano linę do nóg i rąk i konie rozrywały ludzi na części. Pytam się ciębię czy tak walczy się o wolność?
– Ja już ci powiedziałem, że wszystkie metody usunięcia przeciwnika są dobre. A ci akurat oficerowie, tak rosyjscy, jak i polscy, musieli przedtem nim ich złapano mordować Ukraińców i za to zapłacili. A wasz głównodowodzący armiami, marszałek Żuków, wydał rozkaz, żeby nie brać do niewoli na froncie Ukraińców. To co, nie morderstwo?
– Jak ty nie rozumiesz i nie widzisz różnicy między kulą w łeb za zdradę, a rozrywania ludzi końmi, to nie można z tobą dyskutować. Jeśli dla ciebie wszystkie metody dojścia do wolnej Ukrainy są dobre, to ja, żołnierz Czerwonej Armii, który przeszedł cały szlak bojowy spod Moskwy do Berlina, nie będę z takim przedstawicielem Ukrainy dyskutował. Ukraina to nie tylko tacy jak ty idioci, co Banderę, ludobójcę, uważają za bohatera. Ukraińcy to również odpowiedzialni ludzie, którzy umieją rzetelnie ocenić, co to zdrada i ludobójstwo, a co walka o wolność! – odpiął mikrofony i nie chciał z Ukraińcem więcej dyskutować.

Ale najciekawszy pojedynek moim zdaniem odbył się 20.01.2011 roku, ok godziny 22:00 naszego czasu, między Władimirem Żyrinowskim, członkiem dumy rosyjskiej, znanym z charakteru politykiem, a naczelnym rabinem Moskwy Leonidem Golzmanem. (Okazuje się, że mimo sporych wiadomości o Rosji i Rosjanach do tej pory nie wiedziałem, że Żyrinowski to Żyd.) Obaj to nieprzeciętni ludzie. Żyrinowski znany jest z licznych ekstrawagancji (np. z tego, że potrafił nieraz nawet spoliczkować przeciwnika a niejeden jego adwersarz usłyszał niecenzuralne słowo o sobie i był oblany tym, co stało akurat na stole) i z pomysłów, które może i teoretycznie są niezłe, ale zastosować w życiu na razie się nie dadzą. A rabin? Rabin nie może być głupi! Rabin to chodząca mądrość Żydów. Więc starli się dwaj, godni siebie, rywale.

Mówił Żyrinowski:
– Ja na twoim miejscu i po tym, co twój naród zrobił w Rosji ludziom, to bym nie odważył się ludziom pokazać na oczy.
– A cóż takiego złego zrobili Żydzi, że powinni się wstydzić?
– A NKWD, które składało się z 84% Żydów? Liczne gułagi i obozy? Ofiary, które wy macie na sumieniu, to więcej niż straty w ludziach w drugiej, wojnie światowej. Nic ci to nie mówi?
– Co ty opowiadasz? Te straty w ludziach, o których tu mówisz, to wina systemu i Stalina. To komunizm spowodował, że przeciwnicy byli niszczeni fizycznie. To Stalin bojąc się utracić władzę kazał zabijać przeciwników ustroju.
– A kto Stalinowi sporządzał listy ofiar do egzekucji? I ile na dobę? I kto fizycznie mordował tych ludzi? Może Rosjanie Rosjan?
– Oczywiście, że Rosjanie Rosjan. Nie wykluczam, że mógł tam być, w tej formacji, i Żyd, ale to działo się z rozkazu Stalina.
– A ja tu mam kserokopię dokumentu, w którym wasz Beria wydał rozkaz likwidacji ludzi, których uznał za przeciwników Związku Radzieckiego. Możesz iść do archiwum i sprawdzić. Więc likwidowaliście milionami ludzi, którym nie podobała się wasza działalność. Chcesz wiedzieć ile zbudowaliście gułagów i obozów na przykład w kamieniołomach przy regulacji rzek? W całym Związku Radzieckim było tego dwa i pół tysiąca. A wiesz, że tam nie siedział ani jeden Żyd? Że komendantami byli wyłącznie Żydzi? A jeśli już był Rosjanin, to taki, co zaprzedał się wam i robił to, co wy mu zlecaliście.
– Ale nie zaprzeczysz, że Żydzi w czasie drugiej wojny odegrali ogromną rolę w pokonaniu armii niemieckiej. Że zginęło ich, jako żołnierze i oficerowie, aż czterysta tysięcy za wolność Związku Radzieckiego.
– Żydowscy żołnierze, a raczej oficerowie, bo jak taki był Żydem, to automatycznie otrzymywał stopień oficera politycznego, to tylko krępowali ręce oficerowi radzieckiemu. Bez nich nie mógł nawet samodzielnie rozkazywać. Stalin to zrozumiał pod koniec wojny i trochę ukrócił panowanie oficerów politycznych, Żydów. Ale skoro to ty wyciągnąłeś temat jak żeście walczyli, to zaprezentuję ci wydarzenia z frontu i bohaterstwo twoich rodaków. Jak Niemcy byli pod Moskwą, to Rosjanie wywozili za Ural całe fabryki, żeby nie wpadły w ręce Niemców. Dzień i noc szły transporty za Ural. I twoi Żydzi, oficerowie NKWD, którzy obłowili się rabując z cerkwi obrazy i inne dzieła sztuki w czasie rewolucji i po niej, załadowali swoje kufry z różnymi kosztownościami w te transporty. Wywiad Żukowa doniósł mu o tym fakcie i Żuków zameldował o tym Stalinowi. Stalin nakazał rozstrzelać ich publicznie i ogłosić, za co ich rozstrzelano. Nie było w tej grupie ani jednego Rosjanina! I co ty na to?
Albo, gdy Stalin powierzył obronę Leningradu Żukowowi, w czasie oblężenia miasta przez Niemców, to tam też była taka historia z dwustoma oficerami politycznymi NKWD… Ci oficerowie, gdy ludność padała z głodu jak muchy, a żywność była racjonowana po parę deko na osobę w ciągu doby, to oficerowie Żydzi brali jedzenia ile chcieli. Ale to nie wszystko! Doradzali „politycznie” rosyjskim oficerom, nie wychodząc z ziemianek. Rosjanie ginęli, a wasi oficerowie chronili się w bunkrach i ziemiankach. I to też Żuków ujawnił. kazał, mimo ostrej zimy, rozebrać do gaci tych oficerów i ustawił ich pod ścianą. Ale zawahał się, bo przecież było ich aż dwustu. Zadzwonił do Stalina mówiąc, o co chodzi, a Stalin odpowiedział krótko: „Ty jesteś głównodowodzącym armiami i ty decydujesz, co z nimi zrobić. W tej sytuacji uważam, że trzeba ich zastrzelić.” I co ty Golzman powiesz? Za bohaterstwo tych czterystu waszych oficerów zostało rozstrzelanych? To ma być ten wkład w zwycięstwo nad Hitlerem?
– Ty to musisz powyciągać takie przykre sprawy! Jak jest wojna, to się ujawniają różne charaktery. Żydzi to tacy sami ludzie jak inne narody bywa, że wśród nich znajdują się źli ludzie. A co waszych to nie było w NKWD? Byli. I to jeszcze gorsi niż niektórzy Żydzi.
– Oczywiście, że byli i Rosjanie w NKWD. Ale człowieku, zobacz, jaka jest statystyka: 16% to byli Rosjanie, a 84% to Żydzi. Rosjan nie awansowano na oficerów. Chyba, że szczególnie zasłużył taki na awans, mordując swoich -rodaków. A już sama góra w Moskwie to wyłącznie Żydzi! Może tu powiesz, Golzman, jak topili w ludzi morzu twoi Żydzi. Nawet dzieci. Jak okna i drzwi zaspawali na statku, żeby się nikt nie mógł uratować. Co, może to Rosjanie zrobili?
– Tu by należało powołać obiektywną komisję do wyjaśnienia tych zarzutów. przecież te barki czy statki były rosyjskie, a nie żydowskie.
– Tak. Łubianka, gułagi, kamieniołomy i regulacja rzek też były ruskie. Tylko, kto nad tym miał władzę? Wy, Żydzi, byliście władzą. Wy skazywaliście w sądach Rosjan, a i bez sądu były wyroki wydawane przez dowódcę obozu czy więzienia. Wam Rosjanie zawdzięczają ludobójstwo, które za wszelką cenę chcecie zwalić na ustrój. A ten ustrój to kto wymyślił i wcielił w życie? Może rosyjski chłop lub robotnik w fabryce? Przecież to twoi rodacy, Marks Engels, wykombinowali jak Żydzi mają objąć władzę na całym świecie. Co? Mam ci tu wyliczać wasze zbrodnie, za które wg mnie kiedyś wasz naród zapłaci krwawo? Mydlenie oczu światu i pisanie po swojemu historii nic nie da. Bo już w narodzie rosyjskim coraz śmielej się mówi o waszych zbrodniach i ofiarach w dziesiątkach milionów. Są jeszcze pewne więzy, które w pełni nie pozwalają naszej władzy mówić o faktach i ludziach, ale układy na świecie ulegają zmianom i będzie tak, że ujawnimy wasze ohydne uczynki. Dlatego ci na początku powiedziałem, że ja na twoim miejscu nie występowałbym tutaj i to w dodatku ze mną.
– A któż ty taki jesteś, że powinienem się ciebie bać?
– Ja mam odwagę powiedzieć wam, że jesteście narodem przestępców a ubieracie się w szaty świętych. Macie morze krwi niewinnej na swych rękach, a krzyczycie na cały świat, że wam się dzieje krzywda. To Izrael wyrzucił z terenów, które są ojczyzną Palestyńczyków, ponad cztery miliony ludzi i zajął bezprawnie ziemie innego państwa. To wy, Żydzi, przywłaszczacie sobie ziemie Syrii, Libanu i Palestyny. Bo macie poparcie w Stanach Zjednoczonych, w których, podobnie jak w Polsce, rządzą Żydzi.
I to jak chytrze. Bo tak chytrze dzielicie wypracowane przez Amerykanów i Polaków pieniądze, żeby móc kupić sobie zdrajców i żeby dla was upadlali te narody. Ale to się skończy. Pracujecie na następny holocaust, który może być taki, że ci, co ocaleją, będą przysięgać, że nie są Żydami. Ta sytuacja zaczyna dojrzewać i nastąpi taki moment, że pękną więzy obawy o utratę pracy, przestaną się bać was całe narody i przejrzą na oczy. Zrozumiecie jakimi jesteście pasożytami świata. I co ty masz na obronę swojego bandyckiego narodu?

Golzman aż podskakiwał w swej ławce i machał obiema rekami, gdy Żyrinowski mówił. Teraz, kiedy jemu dano głos zaczął od niespodzianki dla mnie:
– Jak ty śmiesz, Żyrinowski, mówić tak wulgarnie i kłamliwie o narodzie z którego ty sam pochodzisz? Przecież twoi rodzice polscy Żydzi. Ty kalasz własne gniazdo. A to bezkarnie ci nie ujdzie bezkarnie. Ty zapłacisz za te publicznie wypowiadane brednie. My wniesiemy sprawę do sadu, tu, w Moskwie. Ty zostaniesz za te oszustwa surowo ukarany.
– Ty, Golzman, zapamiętaj, że teraz to już nie czasy Berii i Kaganowicza. Że z sądów pousuwano sędziów Żydów. A Rosjanie was nienawidzą. Ty, Golzman, nie tykaj mojej matki i ojca, bo ci tu i teraz zapłacę. – mówiąc to Żyrinowski ruszył w stronę Golzmana, ale służby porządkowe nie dopuściły do rękoczynów.
– Ja owszem, urodziłem się, jako Żyd, ale ja czuję się Rosjaninem i moją ojczyzną jest Rosja, a nie Izrael. Żyłem tak, że Rosjanie mnie akceptują. A spróbuj ty poddać się pod głosowanie tak jak ja i wygrać.

I tu dodam, że na wielkim monitorze widać było jak ludzie glosują. Żyrinowski miał już dwa i pół miliona głosów poparcia, a Golzman zaledwie dwa tysiące sto.

– Ty sam zobacz. – mówił Żyrinowski – Na ciebie głosowali tylko Żydzi. I to nie wszyscy, bo w Rosji jest dużo więcej Żydów, niż ci, co ciebie poparli. Jak ty możesz być rabinem, skoro jesteś taki głupi? Tobie już twój Bóg odebrał resztę rozumu.
Tym razem nie wytrzymał Golzman. Podszedł i opluł Żyrinowskiego, który zerwał się ze swojego miejsca jakby go ktoś z armaty wystrzelił i nim służby porządkowe zdążyły zareagować Golzman dostał parę razy pięścią w twarz upadł. Po chwili wstał i powiedział:
– Ty, Żyrinowski, za to ciężko zapłacisz.

Odrzucił mikrofon i wyszedł, a Żyrinowski dostał długie i mocne brawa w studiu, co mogło świadczyć o tylko jednym: Rosjanie myślą tak, jak Żyrinowski. Żyrinowski powiedział:

– Ten rabin nie rzucał słów na wiatr. Oni gotowi są dać duże pieniądze nawet wynająć zabójcę. A w Rosji są ludzie, którzy zajmują się na zlecenie zabijaniem kogoś. Trzeba będzie bardziej uważać. Przecież co jakiś czas kogoś niewygodnego zabijają i to są sprawy trudne do wykrycia. Ale nie żałuję, że mogłem tu powiedzieć, co myślę o nich. A wasz aplauz świadczy o tym, że myślimy podobnie i to mnie cieszy. Skoro go już nie ma, to na zakończenie powiem, że przyjdzie taki czas, że o sprawach tych ofiar NKWD mówić i pisać będzie się bez obawy i bez naruszenia interesów naszego państwa. I to się w Rosji zaczyna.

Myślę, że Żyrinowski ma rację. Dzisiejsza Rosja jest całkiem inna od tej, na którą mówiliśmy ZSRR. Byłem jesienią 2010 roku w Rosji, na zaproszenie przyjaciół Rosjan. Mieszkałem w domu marszałka W. Kulikowa, a on ma duże grono przyjaciół. Część z nich znałem z czasów PRL. Wtedy tylko z paroma osobami mogłem śmielej dyskutować. Dziś wszyscy, którzy byli gośćmi Kulikowa mówili bez obaw. Nie ukrywają, jaką krzywdę Żydzi wyrządzili narodowi rosyjskiemu mordując tyle milionów ludzi. Ale mówili też, że ten problem jeszcze istnieje. Oczywiście nie w takim wymiarze jak za czasów ZSRR.

Przecież Żydzi uciekali z Rosji w panice, gdy ustrój się zmieniał. Bali się, że naród rosyjski zechce rozliczyć ludobójstwo, jakiego dokonali w Rosji. Musi być w tym jednak jakiś interes Izraela, że nakazuje swoim rodakom pozostać w Rosji. A tym, którzy zostali usunięci z dobrze płatnej pracy, banki otworzyły konta, z których Żydzi czerpią tzw. wyrównanie strat, poniesionych z tytułu pozbawienia pracy. Jeszcze jest ich w Rosji sporo. Rosjanie są jednak przekonani, że już nie dojdzie do sytuacji, przejęcia władzy przez Żydów. Większość istniejących partii jest za tym, żeby zatrudniając w wojsku, w policji, w sadownictwie i aparacie bezpieczeństwa, solidnie sprawdzać kandydatów.

To oczywiście denerwuje Światowy Związek Żydów i państwo Izrael, ale mimo ich licznych zabiegów, by tego nie robić, władze stoją na stanowisku, że interes Rosji tego wymaga. Wielu rosyjskich Żydów jest członkami rosyjskiej partii komunistycznej i stąd ciągłe uliczne wojny z partią narodową Rosji, którą Żydzi uważają za partię skrajnie nacjonalistyczną. Każda manifestacja uliczna tych partii kończy się bijatyką i wtedy policja zamyka tych najbardziej agresywnych z obu stron.

W Rosji również cerkiew prowadzi prorosyjską politykę. Popi, jak wiemy, ponieśli największe ofiary w czasie rewolucji i później za panowania NKWD. Dlatego kierownictwo cerkwi czuwa nad tym, by ci ludzie spod znaku gwiazdy Dawida nie zajmowali się w Rosji wiarą. Niech sobie tam żyją, jeśli nie chcą wyjechać do Izraela, ale niech nie mają wpływu na życie Rosjan. Nie jest to i w Rosji łatwy temat, bo wielu Rosjan ma więzy rodzinne z Żydami. Trzeba czasu, żeby problemy narosłe przez wiele dziesięcioleci znikły. Przecież i u nas, gdyby poskrobać po rodowodach, to też okazałoby się, że są tacy, co powiązali się uczuciowo czy to biorąc za żonę Żydówkę czy Żyda za męża. I w zależności od tego, jaka formacja polityczna jest przy władzy są raz Polakami, a raz Żydami.

Albin Siwak

Rozdział XIV z książki „Bez Strachu” tom III




BEZ STRACHU –
CZĘŚĆ XXVI

http://www.ojczyzna.org/ZASOBY_WWW/DOKU ... _SIWAK.pdf



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt lip 26, 2016 9:11 am

Bohdan Szucki ps. Artur: Jak to na wojence ładnie. Wspomnienia partyzanta NSZ


Obrazek



Od czasu, gdy braliśmy udział w walkach partyzanckich, minęło 60 lat. Wyrosły dwa pokolenia, które znają te czasy z opowiadań rodziców i dziadków. Niestety, jak wiadomo, piśmiennictwo dotyczące tamtego okresu w większości przedstawia obraz z premedytacją zafałszowany i upolityczniony. Nieliczne tylko pozycje, wydane w ostatnim dziesięcioleciu, usiłują przedstawić prawdziwie tamte dni i ludzi, którym przypadło brać czynny udział w walkach partyzanckich, a właściwie – co bardziej odpowiada ówczesnej rzeczywistości – nie w „walkach partyzanckich”, ale w „codziennym życiu partyzanckim”.

Wiem z autopsji, że słuchacze oczekują barwnych opowieści, pełnych wybuchów granatów, melodyjnych serii broni maszynowej, szybujących w powietrzu kolorowych rakiet, sznurów pocisków świetlnych, łun pożarów, galopujących koni, rannych „chcących umierać za ojczyznę”, twarzowych temblaków, miłych i ślicznych sanitariuszek, ognisk na biwakach i tym podobnych obrazów, jakby żywcem wziętych z powstań dziewiętnastowiecznych lub z piosenki z I wojny światowej „jak to na wojence ładnie, kiedy ułan z konia spadnie”. Rozumiem słuchaczy i czytelników – oni są wychowani na apoteozie walki, w której główny bohater jest niezniszczalny, zwycięski, nie brudzący się, nie załatwiający potrzeb fizjologicznych, a jego broń strzela godzinami bez ładowania.

A jak wyglądało naprawdę codzienne życie partyzanta? Dzisiaj we wspomnieniach, po kilkudziesięciu latach, tamten okres jawi się na pewno innym, niż był w rzeczywistości. Gdy chcemy przywołać prawdziwy obraz przeszłości, bez zniekształceń spowodowanych dystansem czasu, musimy zdawać sobie sprawę, że niektóre elementy wspomnień wyostrzają się, zaś niektóre ulegają zatarciu. Trzeba też uwzględnić fakt, że w owym czasie byliśmy ludźmi młodymi, o specyficznym pojmowaniu rzeczywistości i przyszłości, pełni patriotycznego romantyzmu. Romantyzmu, tego jeszcze z XIX wieku, kiedy to ze śrutówką wypowiadano wojnę imperium dysponującemu wielką regularną armią.

Nasze życie codzienne pełne było wcale nie romantycznych i bohaterskich problemów, o których zazwyczaj nie pamiętamy, bowiem dominują w naszej pamięci sytuacje bardziej spektakularne, pełne przysłowiowego „huku wystrzałów i sznurów świetlnych pocisków wystrzelonych z broni maszynowej”. A jakie to codzienne problemy? Aby je wyliczyć, nie trzeba było być w partyzantce. Problemy te w większości związane są z całorocznym bytowaniem człowieka, który nie posiada stałego miejsca zamieszkania, oraz z fizjologicznymi potrzebami ludzkiego organizmu.

* * *

Zacznijmy od czynników zewnętrznych. Charakterystyczną cechą oddziałów partyzanckich była ich ruchliwość, ciągłe przemieszczanie się. Partyzanci to głównie piechota, stąd wielogodzinne marsze lub w najlepszym razie jazda furmankami czy saniami. Kawaleria to przeważnie nieliczne zwiady konne. Bez względu na pogodę większość czasu przebywaliśmy na wolnym powietrzu. Najbardziej uciążliwe były długotrwałe deszcze i niskie temperatury – przecież nie czekały na nas stałe koszary. Na postojach trzeba było wymyślać i stosować rozmaite sposoby, które umożliwiały choć częściowe wysuszenie się lub ogrzanie. Największym problemem były buty. Gdzie je wysuszyć i zakonserwować, by mogły dalej służyć? W tych warunkach najbardziej odpowiednimi były buty typu saperki, które miały niezbyt wysokie cholewy rozszerzające się ku górze. Ten krój cholewy miał wiele zalet. Stosunkowo łatwo było je zdejmować i wkładać. Poza tym nie utrudniały zbytnio drapania części łydek osłoniętych cholewami (o tym problemie piszę niżej). Trzeba też uświadomić sobie, że nie mieliśmy magazynów z zamiennymi częściami ubrania czy oporządzenia. Gdy na przykład rozleciały się buty, to trzeba było czekać kilka dni, zanim nie nadarzyła się okazja zdobycia innych. Tabory były z konieczności bardzo szczupłe, a to limitowało ilość posiadanych zapasów. Ponadto w wyprawach patrolowych wozy taborowe z reguły nie uczestniczyły.

Mokre, zziębnięte nogi, obtarte stopy, odmrożone palce. To wszystko utrudniało swobodne poruszanie i było nieprzyjemne i uciążliwe. Sprawne nogi to rzecz najważniejsza. Głowę powinien mieć dowódca, a żołnierz dodatkowo wygodne buty, celne oko, zaufanie do przełożonych i kolegów. Tak, to prawda. Każdy żołnierz, a szczególnie partyzant, może przytoczyć szereg przykładów, w których buty odegrały rolę bardzo ważną. Były to zdarzenia niekiedy humorystyczne (szczególnie z perspektywy czasu), przeważnie z niezapomnianym odczuciem bólu, a często wręcz dramatyczne. Dobre, wygodne buty i celny karabin to podstawa wyposażenia żołnierza. Pozwolę sobie zacytować krótkie fragmenty wspomnień Józefa Poray-Wybranowskiego „Świdra” o dramatycznym boju z Niemcami pod Borowem. „Świder” zapamiętał i wspomina dramat śmierci kolegów, praktycznie całego patrolu z oddziału „Stepa” oraz swoje buty.

Nadszedł dzień 23 lutego [1944 r.]. Pogoda ustaliła się prześliczna, słoneczna i mroźna z wyiskrzonym śniegiem i doskonałą widocznością. Połowa z nas wróciła nad ranem z nocnego patrolu i przekąsiwszy trochę, zamierzała udać się na dobrze zasłużony spoczynek. (…)
Nagle zatupotały kroki przed gajówką i wartownik nasz Most (Mostrąg z Borowa) wbiegł wołając: „Grupa jakaś idzie brzegiem lasu – to Niemcy”. Ledwo to zdołał powiedzieć, a wszyscy wyskoczyli na zewnątrz (…), to jest wszyscy oprócz mnie! Złapałem moje mokre buty i starałem się je naciągnąć na równie mokre onucki, lecz bez skutku. Ciągnąłem z całej siły, do tego stopnia, że onuce poszły w kawałki; próbowałem wciągnąć buty na gołe nogi, też bez skutku. Zrozumiałem, że aby się uratować, będę musiał pójść do walki boso! W tej samej chwili zagrały karabiny maszynowe i granatniki w wielkiej ilości. My odpowiedzieliśmy erkaemem i z karabinów. (…) Rzuciłem buty na ziemię, złapałem karabin oraz mój pas z ładownicami i pistoletem. Wywaliwszy kolbą okno (…) wyskoczyłem na podwórko. (…) [Świdrowi i Jurkowi Gnatowi, już rannemu, udało wycofać się do rzeki Sanny]. Podeszliśmy do brzegu wody. Moje nogi już tak były zmrożone, że właściwie niewiele co czułem. (…)
Niemcy nie pokazywali się na otwartym polu, lecz strzelanina w dalszym ciągu trwała i Motyl ciągle i uparcie dawał o sobie znać krótkimi seriami! (…) gałęzie olszyn, rzadko porastających brzegi rzeki Sanny, sypały nam się na głowy; (…) dotarliśmy do części Borowa nazywającej się Gąsiory. Ani jeden dom czy budynek gospodarski nie uratowały się od pożogi. (…) Chciałem co prędzej przejść przez to świadectwo polskiego męczeństwa. W rezultacie przeskakując przez popalone obejścia, nadepnąłem kilkakrotnie na gwoździe, które przebiły mi stopy prawie na wylot. Nie namyślając się, usiadłem na śniegu i zacząłem wyciągać zardzewiałe ćwieki. (…)
Coraz ciężej było nam iść. Zmrożone nogi pełne obrażeń, coraz więcej ranione ostrymi kikutami ściętej łozy, zaczynały odmawiać posłuszeństwa. (…) W międzyczasie zauważyliśmy, że strzelanina prawie ucichła. Wiedzieliśmy dobrze, co to znaczy „Wieczny pokój daj Im Panie”.

Powyższy cytat pochodzi ze wspomnień „Świdra” dotyczących walk w okolicy Borowa stoczonych po pacyfikacji tych okolic przez Niemców w dniu 2 lutego 1944 r. Tyle na temat, który by można szeroko rozbudować i zatytułować np. „Partyzantka a buty”.

* * *

Drugim ważnym elementem ekwipunku partyzanta, poza butami, jest odpowiednia odzież zewnętrzna. W dużym procencie nosiliśmy płaszcze wojskowe, a w zimie kożuchy, długie lub krótkie, przepasane pasem głównym z ładownicami i kaburą na broń krótką.

Od opisanego poniżej wydarzenia w naszym oddziale obowiązywał zakaz noszenia pasów głównych na płaszczach i kożuchach. Trzeba je było nosić bezpośrednio na kurtce mundurowej (marynarce, swetrze). A było to tak.

Pewnego razu znaleźliśmy się w sytuacji, z której jedynym wyjściem, dającym szanse wycofania się i zajęcia stanowisk obronnych, było pokonanie w możliwie krótkim czasie prawie kilometrowego odcinka podejścia na łagodne wzgórze, ale w kopnym, głębokim śniegu. Gdybyśmy nie zdążyli zająć stanowisk za pochyłością terenu, zostalibyśmy wystawieni na ogień nieprzyjaciela, posiadającego – w przeciwieństwie do nas – osłonę. Po kilkuset metrach biegu w tych warunkach, wierzchnie płaszcze i kożuchy stały się główną przeszkodą w dalszym marszobiegu. Zaczęto więc je zrzucać, ale to wymagało odpięcia pasów, a na porządne ponowne ich założenie nie było już czasu. Znaczna część partyzantów przy zdejmowaniu płaszczy i kożuchów pogubiła pasy z ładownicami. W tamtych chwilach odczuwałem krańcowe zmęczenie fizyczne. W tym stanie człowiek zatraca poczucie rzeczywistości i grożącego niebezpieczeństwa. Jedyne przemożne pragnienie to usiąść, i niech się dzieje co chce. Niektórzy, leżąc w śniegu, ściskali w dłoni odbezpieczony granat.

Cała ta przygoda zakończyła się jednak szczęśliwie. Dwa erkaemy zdążyły zająć pozycję za jakimiś zasłonami i ostrzelały wychodzących zza drzew na dole Niemców. Wstrzymało to dalszy pościg nieprzyjaciela i pozwoliło naszym chłopcom na bezpieczne wycofanie się. Po kilkunastu godzinach wróciliśmy na ten nieszczęsny stok i prawie wszyscy odnaleźli swoje oporządzenie i płaszcze. Po tym incydencie wydano rozkaz noszenia pasów z ładownicami pod płaszczami. Okazało się, że w pewnych sytuacjach zwykły płaszcz może decydować o dalszym życiu.

Najbardziej narażona na zgubienie w warunkach partyzanckich była broń krótka. Różnego rodzaju pistolety i rewolwery noszone były za pasem, w kaburach, a mniejsze – w kieszeni. Chcąc uchronić tę broń przed przypadkowym wypadnięciem, zabezpieczano ją umocowując do kolby odpowiedni sznur, którego drugi koniec zaopatrzony w pętlę zakładano na szyję. Wielkość pętli była regulowana przesuwaną, czasami ozdobną, metalową lub skórzaną obrączką (tulejką). Długość sznura była taka, aby nie utrudniał on posługiwania się bronią. Owe zabezpieczenia najczęściej wykonywane były ze skóry lub ozdobnego włókna. Najbardziej poszukiwane były sznury plecione misternie z miękkich pasków skóry w formie walca grubości ołówka. Naturalnie nie były one dostępne nigdzie w handlu. Były produktem chałupniczym wytwarzanym przeważnie przez dziewczyny. Dostanie od dziewczyny takiego sznura na pamiątkę miało podobne znaczenie jak ongiś ofiarowanie rycerzowi wstążki. Niektórzy mieli po kilka takich sznurów.

* * *

Napoleon podobno mówił, że żołnierz maszeruje brzuchem. Kwestia wyżywienia nawet w zorganizowanych armiach, dysponujących służbami pomocniczymi i technicznymi, jest problemem trudnym i odpowiedzialnym. W tej dziedzinie dwie podstawowe sprawy to: po pierwsze – aprowizacja, a po drugie – przygotowywanie posiłków. Kwestie te były różnie rozwiązywane, przede wszystkim w zależności od liczebności oddziału. Inaczej rozwiązywano sprawy wyżywienia w oddziałach patrolowych liczących kilkanaście osób, a inaczej w zgrupowaniach mających kilkudziesięciu czy kilkuset żołnierzy. Znaczenie miało również to, czy dany oddział miał dłuższe postoje, czy był w ciągłym ruchu. Zazwyczaj system wyżywienia organizował szef oddziału, natomiast w sprawę aprowizacji zaangażowany był również dowódca. Wynikało to z faktu, że zdobywanie żywności wymagało kontaktów organizacyjnych pomiędzy poszczególnymi jednostkami w terenie lub decyzji rekwizycyjnych, które były w gestii dowódcy.

Bez jedzenia człowiek nie może żyć. Dlatego ten problem był zagadnieniem podstawowym i – w zależności od wielu czynników – rozwiązywany był rozmaicie. Był tak samo ważny, a może bardziej, jak zaopatrzenie w broń czy amunicję. Posiłek trzeba było organizować przynajmniej trzy razy dziennie, a płyny do picia musiały być dostępne ciągle. Żywienie w oddziałach partyzanckich powinno doczekać się oddzielnego, wszechstronnego opracowania. W tym artykule sygnalizuję tylko problem, gdyż przeważnie w tekstach wspomnieniowych i innych opisujących partyzantkę, ten ważny, codzienny problem jest zupełnie pomijany.

Oddziały 1. Pułku Legii Nadwiślańskiej Ziemi Lubelskiej z czasem dorobiły się zawodowych kucharzy oraz wozów aprowizacyjnych zaopatrzonych w odpowiednie skrzynie obite wewnątrz blachą ocynkowaną, przeznaczone do przechowywania i transportowania produktów żywnościowych. Niezbędne wyposażenie stanowiły też kotły do gotowania i inne przybory kuchenne. Do dyspozycji kucharza były zmieniające się codziennie drużyny. Wiele oddziałów posiadało również kuchnie polowe. Najlepiej jednak problem wyżywienia rozwiązywany był wówczas, gdy kilka osób kwaterowało w jednym gospodarstwie. Dostarczano wtedy surowce (mięso, tłuszcze itp.), a miła gospodyni przygotowywała posiłki. Wykorzystanie takiej możliwości trzeba było uzgodnić z szefem i uzyskać na to jego zgodę.

Wspomniałem wyżej, że w niektórych naszych oddziałach byli „etatowi” kucharze. Osobiście znałem trzech: u „Zęba”, u „Juhasa” w kompanii szkoleniowej i – o ile pamiętam – u „Cichego”. Byli to Ormianie, żołnierze sowieckiej armii, którzy dostali się do niewoli niemieckiej. Niemcy tworzyli z Ukraińców, Azjatów i mieszkańców Kaukazu oddziały wojskowe przeważnie używane jako służby pomocnicze i policyjne. 30 czerwca 1995 r. byłem w odwiedzinach u Mieczysława Orła ps. „Oset” we wsi Kolonia Kępa. W czasie wojny była tam nasza silna placówka. Często też tam kwaterowałem. Miecio przypomniał mi, skąd ci kucharze się wzięli. Jest to zdarzenie, które warto odnotować, gdyż charakteryzuje stosunki panujące między polskim podziemiem, a niektórymi oddziałami będącymi na służbie niemieckiej. A oto relacja „Osta”, którą zanotowałem na taśmie magnetofonowej.

W Chodlu był posterunek żandarmerii niemieckiej, w skład którego wchodził również oddział rekrutujący się z byłych jeńców sowieckich. W czasie odpustu 8 września 1943 roku namówiłem trzech Ormian, aby przeszli z bronią do polskiej partyzantki. Warunek, że musi być przynajmniej jeden karabin maszynowy. Umówiliśmy się w pobliskim lesie na godzinę siedemnastą. Na spotkanie przyszło nas pięciu z placówki, uzbrojonych w karabiny. Mieliśmy taki plan, że jeżeli ich przyjdzie więcej, to wycofamy się w głąb lasu. Jeśli będzie ich trzech, to zabieramy ich ze sobą i przekażemy jeszcze w nocy do oddziału „Zęba”, który kwaterował niedaleko. Przyszło trzech, przynieśli RKM rosyjski, talerzowy, dwa karabiny, granaty i dość dużo amunicji. I tak zostali polskimi partyzantami w NSZ.

Cytuję tą wypowiedź, gdyż o tym zdarzeniu mało kto wie, a ma ono przecież pewne znaczenie historyczne. Z jednym z tych kucharzy o imieniu Arkadi zaprzyjaźniłem się. Nie bez znaczenia był fakt, że nie dzieliła nas bariera językowa, a oni lubili sobie pogadać. Co się z nimi stało po wkroczeniu Sowietów i przeorganizowaniu naszych oddziałów – nie wiem. Jeśli dostali się w łapy NKWD, to marny ich los. NKWD było w takich wypadkach bezwzględne.

* * *

Najprostsze codzienne czynności w warunkach partyzanckich urastały do poważnych problemów. Na przykład – kwestia podstawowej higieny osobistej. W lesie, gdy był dostęp do rzeki lub stawów (a wtedy wody powierzchniowe nie były jeszcze zanieczyszczone), mycie się nie przedstawiało większego problemu. We wsi też były studnie, a więc i woda. Jakąś miskę lub cebrzyk można było dostać, choć lepszy był system „pod bieżącą wodą”, czyli polewanie przez kolegę z wiadra. Goliliśmy się przeważnie brzytwami. W zimie powszechne było mycie się śniegiem od pasa w górę. Zdobyta w zaprzyjaźnionych domach ciepła woda służyła przeważnie do moczenia nóg. Najgorsze były okresy przejściowe, kiedy to było zimno i padały deszcze.

Oddzielny rozdział to insekty. Najbardziej rozpowszechnionymi były wszy odzieżowe. Walka z nimi okazała się walką z przysłowiowymi wiatrakami. Wymyślano różne specyfiki (DDT u nas jeszcze nie znano) i metody postępowania – niestety wszystko zawodziło. Odymianie i ogrzewanie odzieży nad ogniskiem przynosiło krótkotrwały skutek. Ręczne wyłapywanie tylko redukowało populację tych stworzeń, ale natychmiast rodziły się następne pokolenia żądne krwi. Trzeba było się po prostu przyzwyczaić. My ze zwiadu konnego byliśmy podobno uprzywilejowani. Gdy był czas, to koszulę czy spodnie wkładało się pod derkę najbardziej spoconego konia. Spocone konie przykrywało się również kożuchami czy płaszczami. Wszy podobno nie lubią zapachu potu końskiego. Praktykowałem ten sposób stale, ale wszy ciągle miałem. W każdym razie na poprawę samopoczucia działało to znakomicie. Te mało sympatyczne stworzenia najczęściej umiejscawiały się w zakamarkach odzieży, szwach, fałdach itp. Ich żerowanie wywoływało swędzenie, czasami bardzo dokuczliwe. Powodowało to konieczność drapania się. Drapanie łydek bardzo utrudniały wysokie cholewy butów. Do tego celu używano patyków, a najczęściej wyciorów do luf karabinowych, i tutaj swoje zalety wykazywały szerokie cholewy saperek.

Drugą dość rozpowszechnioną plagą był świerzb. To bardzo uciążliwe schorzenie było dość trudne do zwalczania w warunkach partyzanckich. Świerzb powszechnie leczono maścią siarkową o dość dużym stężeniu. Niepożądanym objawem kuracji było bolesne podrażnienie skóry. W zimie 1944 roku dostaliśmy flakony Novoscabinu – w owym czasie nowego leku. Ten dość skuteczny medykament nie powodował bolesnych zmian skórnych.

* * *

Pranie bielizny rozwiązywane było różnie. W tych placówkach-wsiach, w których przebywaliśmy często, organizowane były, nazwijmy to tak, punkty pralnicze. Koleżanki z PSK (Pomocniczej Służby Kobiet) urządzały z naszą pomocą wielkie pranie w oznaczonych dniach tygodnia czy miesiąca. W lecie pranie i – przede wszystkim – suszenie nie stanowiły większego problemu. Chętnych do pomocy ładnym dziewczętom nigdy nie brakowało. Trzeba było nosić wodę, wykręcać, rozwieszać, a czasami i pomagać przy prasowaniu. W lecie małą przepierkę (skarpety, onuce itp.) robiliśmy sami. Gorzej było z szyciem, ale nie słyszałem, aby panie, u których wypadło kwaterować, odmawiały pomocy.

* * *

Załatwianie potrzeb fizjologicznych, szczególnie w zimie i w deszczu, było czynnością kłopotliwą i nieprzyjemną. Podczas postoju większego oddziału kopane były rowy latrynowe, które przy odjeździe zasypywano. Ze względu na intymność, ten istotny problem jest pomijany we wspomnieniach i opracowaniach traktujących o życiu w partyzantce.

Centralny układ nerwowy człowieka wymaga cyklicznego wypoczynku. W unormowanych warunkach przypada to zazwyczaj na porę nocną – wieczorem ludzie kładą się spać. A jak wyglądały partyzanckie noclegi? Może pojęcie „nocleg” jest tu nieodpowiednie, bowiem noc była dla nas często najaktywniejszą porą doby. A więc jak organizowano spanie? W pierwszym rzędzie zależało to od liczebności oddziału i miejsca postoju. Inaczej organizowano wypoczynek (spanie) kilku- czy kilkunastoosobowego patrolu, a inaczej kilkudziesięcioosobowego oddziału. We wsiach tradycyjnym miejscem do spania były stodoły z magazynowaną słomą lub sianem. W zaprzyjaźnionych wioskach przyjmowano nas chętnie do domów, gdzie zazwyczaj rozkładano słomę na podłogę służącą za posłanie. Ze względu na posiadaną wszawicę z reguły odmawialiśmy korzystania z łóżek. Gdy były ku temu warunki, urządzałem sobie sypialnię na strychu nad stajnią lub oborą. Na takim strychu z reguły składowano siano, w którym można było wymościć wygodne miejsce do spania. Obecność zwierząt działa również uspokajająco. Poza tym obory i stajnie miały zawsze wyższą temperaturę niż zimne stodoły.

Spanie w lesie nie stanowiło większego problemu przy dobrej pogodzie. Najlepiej było urządzić posłanie pod nisko zwieszającymi się gałęziami rozłożystego świerka. Miejsce to chroniło również od nieprzyjemnej w tych warunkach porannej rosy. Kilkakrotnie w swojej karierze partyzanckiej uczestniczyłem w budowaniu prowizorycznych ziemianek i szałasów.

* * *

W naszym pułku obowiązywała zasada, że żołnierz musi mieć ciągle jakieś zajęcie. Gdy nie było się w drużynie wartowniczej, gospodarczej czy na wyjeździe patrolowym, uczestniczyło się w organizowanych stale różnych zajęciach. Do perfekcji opanowaliśmy musztrę i szermierkę karabinem, znaliśmy prawie na pamięć dość gruby tomPodręcznika dowódcy plutonu strzeleckiego, słuchaliśmy pogadanek i wykładów światopoglądowych i historycznych. Czas wypełniało też doprowadzanie do porządku ubrania i oporządzenia oraz – najważniejsze – czyszczenie i poznawanie broni. Tę dziedzinę opanowaliśmy po mistrzowsku. Po pewnym czasie doszliśmy do takiej wprawy, że na kocu rozbierało się np. trzy różnego typu karabiny maszynowe, po wymieszaniu części przykrywało się je następnym kocem i posługując się tylko dłońmi, bez patrzenia, składało się te karabiny na czas. Takie zawody urządzano również z pistoletami. Wymagało to wielu godzin ćwiczeń i ciągłego powtarzania. Również konsekwentnie wymagane było doskonalenie umiejętności czytania mapy oraz orientacji w terenie.

Posiadający konie mieli jeszcze dodatkowe zajęcia. Karmienie i czyszczenie zwierząt oraz utrzymywanie w porządku oporządzenia też zabierało sporo czasu. Ćwiczenia terenowe należały do stałego porządku dnia. Ze względu na bezpieczeństwo i konieczność oszczędzania amunicji, ćwiczyliśmy stale tzw. trójkąt błędów. Było to ćwiczenie uczące i sprawdzające umiejętność celowania. W terenie mieliśmy kilka rusznikarni zorganizowanych w warsztatach ślusarskich, których właściciele należeli do naszej organizacji. Niejeden z nich wyróżniał się wielkim znawstwem zawodu.

Nie było moim zamiarem szczegółowe relacjonowanie rozkładu zajęć przeciętnego dnia, ale podkreślenie, iż byliśmy ciągle zajęci doskonaleniem partyzanckiego rzemiosła.

* * *

To, o czym dotychczas napisałem, dotyczyło nie tylko mnie – mógł to opowiedzieć każdy z moich kolegów, z którymi tworzyliśmy społeczność 1. Pułku Legii Nadwiślańskiej NSZ, zgrupowani w oddziałach partyzanckich „Cichego”, „Stepa”, „Znicza”, „Juhasa” i innych, oraz w drużynach i plutonach licznych placówek. Teraz przedstawię epizod, w którym uczestniczyłem. Nawiązuje on do przytoczonego wyżej opisu codziennego życia w partyzantce.

Styczeń 1944 roku. Zima była mroźna i śnieżna. W majątku Radlin trwała kilkudniowa odprawa u szefa sztabu III Okręgu. Nieobecny był por. „Znicz”, który kwaterował ze swoim oddziałem w Bystrzycy oddalonej ponad 20 kilometrów. Przypadło mi zadanie dostarczenia pilnego meldunku ustnego, powiadamiającego „Znicza” o rozkazie zameldowania się u dowódcy pułku w Borowie. Miałem jechać konno późnym popołudniem, aby uniknąć jazdy w dzień. Drogę znałem, koń był wypoczęty. Dosiadałem wtedy pięcioletniego gniadego wałacha, o silnych przednich nogach, dość „twardego w pysku”, a więc typowego wierzchowca do jazdy terenowej. Znaliśmy się dobrze. Okulbaczyłem go, uważając, aby nie zaciągać zbyt mocno popręgów, gdyż wiedziałem, że tego nie lubi. Ubrany byłem w sukienne bryczesy i kożuszek. Za pasem i w kaburze nagan i vis, do tego trzy ładownice z amunicją karabinową, a na plecach mój krótki karabinek mauzer. Nie jechałem najkrótszą drogą. Omijałem zabudowania i laski. Chciałem mieć jak najlepszą widoczność i unikać miejsc potencjalnych zasadzek. Po zachodzie słońca zerwał się mroźny wschodni wiatr wiejący prosto w twarz. Widziałem, że koń nie był zbyt z tego zadowolony.

Zacząłem jechać zakosami, wystawiając to lewą, to prawą stronę na działanie wiatru. Po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że jestem zbyt wychłodzony. Jakoś zsunąłem się z siodła. Wziąłem konia za uzdę i szybkim marszem próbowałem się rozgrzać. Po kilkudziesięciu minutach marszu poczułem się trochę lepiej, jednak z trudnościami wdrapałem się na siodło. Pojechaliśmy dalej (to znaczy koń i ja). Nie miałem więcej sił i woli powtórzyć tego zabiegu z marszem. Pilnowałem tylko kierunku jazdy i powoli stygłem. Wreszcie znajomy zagajnik, sad, zabudowania i głośne wezwanie do zatrzymania się. Szczękając zębami, podałem wartownikowi hasło i poprosiłem, aby wskazał mi kwaterę „Znicza”. Po drodze spotkałem jeszcze dwie wewnętrzne warty. Ostatni wartownik (mój kolega) zaprowadził mnie do gospodarza, u którego kwaterował „Znicz”. Dowiedziałem się, że „Znicza” nie ma w obozie, wyjechał przed wieczorem dwoma saniami.

Dalszy ciag tej historii również pamiętam bardzo dobrze. W czasie tej mojej podróży zmarzłem osiągając granicę zamarznięcia. W dużej, ciepłej kuchni palił się ogień pod płytą, przy stole siedziało kilku kolegów, gospodyni coś gotowała, a w łóżku pod ścianą leżała już pod pierzyną nasza sanitariuszka o pseudonimie „Lu”. „Lu” miała szczególną pozycję w oddziale, gdyż była oficjalną narzeczoną „Znicza” (niedługo została jego żoną). Była więc dla innych absolutnym tabu i nikt nie patrzył na nią jak na kobietę. Mówię o tym, gdyż – jak mnie zobaczyła – wstała z łóżka, narzuciła na długą, ciepłą koszulę kożuch i głosem wykluczającym sprzeciw kazała mi się rozebrać ze wszystkiego (między innymi ze względu na potencjalne wszy) i iść pod pierzynę. Poprosiłem tylko kolegów, aby zaopiekowali się koniem, ale o tym nie trzeba było nawet mówić – to było oczywiste.

W łóżku dostałem drgawek. „Lu” kazała mi odwrócić się plecami i wsunęła się pod pierzynę. Przytuliła się do moich pleców i zaczęła mnie rozcierać. Myślałem, że dotyka mnie rozpalony do czerwoności kawał żelaza, a nie człowiek o normalnej temperaturze ciała. Po prostu parzyła. Po kilkunastu minutach przestałem się trząść, „Lu” wydawała się już nie taka gorąca. Wstała z łóżka i z gospodynią przygotowały przynajmniej półlitrowy garnek gorącego mleka z miodem, które miałem wypić. I tu doszliśmy do rzeczy dla mnie najważniejszej, o posmaku tragikomicznym – może dlatego ten epizod tak dobrze zapamiętałem. Mój organizm nie toleruje gotowanego mleka. Dostaję po prostu torsji. Tak było według opowiadań mamy od niemowlęcia. Co tu robić, żadne wymówki nie pomagały. „Lu” była nieustępliwa. Wypiłem i w krótkim czasie zasnąłem. Rano obudziłem się rześki i w pełni sił. Ani śladu żadnych objawów przeziębienia. Nigdy później nie próbowałem powtórzyć eksperymentu z gotowanym mlekiem.

* * *

Zapewne te moje wspomnienia różnią się od innych relacji i prezentują inne spojrzenie na wojnę partyzancką, ale to o czym piszę to też historia. Historia dotycząca jednostek, które razem tworzyły Historię (tę przez wielkie H), tak chętnie rozpatrywaną w skali makro. Przecież walka partyzancka, to nie tylko zasadzki, ataki, marsze, odwroty, rany, śmierć kolegów i przyjaciół, ale i jedzenie, spanie, zmęczenie, pogawędki przy herbacie czy kieliszku nalewki, tęsknota za domem i normalnym życiem, czystą pościelą i piżamą, kąpielą w wannie, szkołą czy uniwersytetem, czułością mamy i ustabilizowaną sytuacją, dającą poczucie bezpieczeństwa, bezpieczeństwa nie wymuszonego odbezpieczonym pistoletem.





Tekst jest fragmentem książki Bohdana Szuckiego ps. Artur pt Narodowe Siły Zbrojne w moim życiu. Wspomnienia „Artura” można zakupić przez mail: [email protected]. O autorze: dr toksykologii, myśliwy. Przed wojną uczęszczał do gimnazjum w Pińsku. W okresie okupacji żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych. Od października 1942 do sierpnia 1944 r. w oddziałach partyzanckich w III Okręgu NSZ (Lubelszczyzna), potem w konspiracji w Gdańsku. W 1943 r. uzyskał stopień podchorążego. Po wojnie represjonowany. Prezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych od początku jego istnienia.




http://3droga.pl/historia/bohdan-szucki ... zanta-nsz/



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt sie 09, 2016 2:29 pm

Obrazek


Najpełniejsza z wydanych dotychczas na świecie encyklopedii szpiegostwa, wywiadu i kryptografii. Zawiera ponad 2000 haseł o agentach, szefach wywiadu, instytucjach, organizacjach, operacjach, sprzęcie i terminach szpiegowskich. Barwnie napisana, obejmująca fakty od czasów najdawniejszych po współczesna, wprowadza czytelnika w tajemniczy świat tajnych operacji, podsłuchów, zamachów skrytobójczych oraz ludzi bez nazwisk. Świat, którego poznanie pozwala lepiej zrozumieć historię i wydarzenia współczesne.



http://niniwa22.cba.pl/ksiega_szpiegow_ ... edia_1.htm

http://niniwa22.cba.pl/ksiega_szpiegow_ ... edia_2.htm


-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Śr sie 10, 2016 8:44 am

Obrazek



W tej przełomowej książce autorka bestselleru „No Logo” opowiada, w jaki sposób amerykańskie strategie wolnorynkowe podbiły świat, wykorzystując to, że niektóre kraje i narody znajdują się w stanie szoku.

Irak ogarnia wojna domowa. Korzystając z chaosu, amerykańska administracja wprowadza nowe przepisy prawa, które pozwalają koncernom naftowym takim jak Shell czy BP uzyskać kontrolę nad irackimi zasobami ropy naftowej.
Zamachy z 11 września 2001 roku. Administracja Busha w tajemnicy zleca natychmiast firmom Halliburton i Blackwater prowadzenie „walki z terroryzmem”.
Potężne tsunami dewastuje wybrzeża Azji Południowo-Wschodniej. Zanim mieszkańcy otrząsną się z szoku, tamtejsze dziewicze plaże zostają wystawione na sprzedaż.
Huragan Katrina wypędza z domów tysiące mieszkańców Nowego Orleanu. Kiedy próbują wrócić do swego dawnego życia, okazuje się, że nie będzie już mieszkań socjalnych, a państwowe szpitale i szkoły nie zostaną ponownie otwarte.

Powyższe fakty są przykładami zastosowania w praktyce tego, co Naomi Klein nazywa doktryną szoku. Kiedy w wyniku potężnego, zbiorowego szoku, spowodowanego wojną, atakiem terrorystycznym czy klęską żywiołową, opinia publiczna wciąż jest zdezorientowana, wkrótce przeżywa kolejny szok, tym razem w postaci niepopularnych reform gospodarczych, często określanych mianem terapii szokowej. Jeżeli i to nie wystarczy, aby wyeliminować wszelki opór, sięga się po jeszcze jeden szok: elektrowstrząsy lub paralizatory.
Badania historyczne oraz cztery lata wytężonej pracy dziennikarskiej w strefach dotkniętych katastrofami pozwoliły autorce na zebranie materiału, który w „Doktrynie szoku” służy do obalenia tezy, jakoby globalny kapitalizm zwyciężył w pełni demokratycznie.

„Kapitalizm kataklizmowy” nie narodził się 11 września 2001 roku. Naomi Klein szuka jego intelektualnych korzeni u Miltona Friedmana, w jego pracach i działalności na wydziale nauk ekonomicznych Uniwersytetu Chicago jeszcze w latach pięćdziesiątych. Wpływy teorii tego amerykańskiego ekonomisty odczuwane są po dziś dzień. Autorka stara się wykazać związki polityki gospodarczej, kampaniami wojskowych typu „Szok i przerażenie” i finansowanych przez CIA tajnych prób z wykorzystaniem elektrowstrząsów oraz deprywacji sensorycznej. Prowadzone w latach pięćdziesiątych eksperymenty posłużyły do napisania podręczników tortur, wykorzystywanych obecnie w bazie Guantánamo.

Książka Naomi Klein pokazuje, w jaki sposób doktryna szoku doprowadziła do zdarzeń, które odmieniły oblicze świata, od wojskowego zamach stanu Pinocheta w Chile w 1973 roku po masakrę na placu Tiananmen w 1989 roku i upadek Związku Radzieckiego w roku 1991. Jednak wywód Klein radykalnie różni się od tego, co zwykle słyszeliśmy na ten temat. Po raz kolejny Naomi Klein napisała książkę, która niewątpliwie zmieni kontekst naszych debat.

Książka do pobrania za darmo w formacie PDF:


http://www.ebookownia.pl/pdf-doktryna-szoku/



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Pt sie 12, 2016 8:32 am

Wytresowani przez media przestajemy zadawać pytania i rozumieć odpowiedzi. Byle był grill i świąteczna wizyta w centrum handlowym. Taka Polska Kiepskich, szczęśliwych z ciepłej wody w kranie. System zniewolenia Polaków, tym razem przy pomocy karty kredytowej czy szwajcarskiego franka, powiódł się wręcz fantastycznie, nie były potrzebne żadne pancerne dywizje.

Stajemy się niewolnikami skorumpowanych błaznów i sprzedajnych oszustów w rolach medialnych wyroczni. Kłamcy z profesorskimi tytułami sączą z ekranów i gazet półprawdy o stanie naszego państwa. Paplanina TVN i „Gazety Wyborczej” o sukcesie, wzroście gospodarczym i dobrobycie to istny cyrk na kółkach.

Dyktaturę ciemniaków zastąpiła dyktatura pieniądza i mediów. Bogaci, banki i spekulanci uwielbiają dług i czasy kryzysu, bo właśnie wtedy najlepiej łupi się zwykłych szaraczków, najtaniej przejmuje majątek i dorobek wielu pokoleń. Ten właśnie wariant ćwiczymy nad Wisłą.


Obrazek




POLSKA – KRAJ ABSURDÓW - pod takim tytułem dr Janusz Szewczak wydał bulwersującą książkę ( Wyd. Słowa i Myśli, Lublin-Warszawa, 2013, str.174), która ukazuje rzeczywistość tzw. III RP, skrzętnie skrywaną w mediach, choć i tam czasem przemkną odpryski i sygnały złego stanu kraju, „w którym zdrada przekreśla normalność, a amatorszczyznę i polityczną poprawność media wynoszą na ołtarze profesjonalizmu. A - jak pisze Szewczak - polskie państwo dogorywa, isntytucje państwa na czele z ZUS, NFZ i urzędami skarbowymi skutecznie i zaciekle walczą z obywatelem. Bałagan, cenzura, marnotrawstwo, rządy kolesi, dojenie państwowej kasy, arogancja władzy są dziś wręcz powszechne, jak za najlepszych czasów PRL...” ( str.15). Pod lupą Autora są praktycznie wszystkie obszary państwowości, jest bowiem Szewczak prawnikiem i ekonomistą, specjalistą z zakresu finansów, bankowości, a także analitykiem gospodarczym. Jest też publicystą ekonomicznym, a bywał ekspertem i doradcą sejmowych komisji śledczych do spraw prywatyzacji PZU i prywatyzacji banków, a jest nieugiętym krytykiem prywatyzacji systemu bankowego w Polsce. A wyszło to i w jego nowej książce „Banksterzy” ( Kraków, Biały Kruk 2016)...
Człowiek z tak wielkim zakresem wiedzy nie rzuca słów na wiatr, a jego krytyka III RP jest solidnie udokumentowana, co czytelnik widzi na każdej stronie tej bezkompromisowej książki, wydanej w tej samej serii, co książki prof.A. Zybertowicza czy Seawolfa. Już sam wstęp poraża, a jest tylko mocną pigułką gorzkich rewelacji przedstawianych bliżej w 28 rozdziałach o wymownych tytułach jak „Służba zdrowia czy wykańczalnia?” , „Polskie państwo gnije” albo „Kłamstwo wspiera absurd”. Żywy styl sprawia, że nawet te hiobowe nowiny czyta się jednym tchem:
„Filozofia PO-nas choćby PO-top” ciągle obowiązuje. Kłamstwo i pogarda stały się dziś metodą sprawowania władzy.(...) Polską tak naprawdę od lat rządzą sitwy i banki zagraniczne. (...) Ocean kłamstw o polskiej gospodarce zaczyna występować z brzegów. (...) Ktoś musi zburzyć stare i wszcząć nowe. Spustoszenie finansów publicznych i życia politycznego, dewastacją sumień jest dziś przeogromna. Mistrzowie zamętu i chaosu jeszcze knują (...) lekceważąc prawo, Konstytucję, etykę biznesu i jakże często nawet zdrowy rozsądek. ( str.141).
Powyższa diagnoza raz jeszcze potwierdza wagę apelu Jana Pawła II o ludzi sumienia dla Polski. Bez nich Polska nigdy nie stanie się normalnym krajem, nigdy. A musi też stać się podmiotem swego losu, odzyskać suwerenność w wielu dziedzinach. Pokonać korupcję i ustanowić praworządność, bo III RP jest państwem bezprawia. Pisze Szewczak: „Liczba ustaw , jakie trafiają od 5 lat do Trybunału Konstytucyjnego jako rażąco niezgodnych z ustawą zasadniczą, jest rekordowa. (...) pogarda władzy i jej instytucji dla zwykłego obywatela osiąga już rozmiary katastrofy. (...) np. wymiar sprawiedliwości nie che oddać pieniędzy przedsiębiorcy, którego po pół roku aresztu i 6 latach procesu wreszcie uniewinniono. Pieniądze jego bowiem ukradziono z...depozytu sądowego ( str.142) A zatem kradną i pracownicy Temidy!
Wiemy już jak wielka jest ilość poszkodowanych w ten sposób przedsiębiorców, trzymanych nieraz latami w areszcie a uniewinnianych, gdy są ruiną człowieka. Są to ludzie, którzy próbowali robić biznes nie należąc do post-komunistycznego układu i padli ofiarą nietolerancji ex-peerelowskiej sitwy. Powstał już o nich film, a ofiary tej ekonomicznej wojny z narodem założyły organizację poszkodowanych,
Szewczak podaje też tragiczne kontrasty w tych absurdach bezprawia: „Sąd uniewinnił większość założycieli gangu pruszkowskiego, ale władz wkroczyła nocną porą do samotnej matki wychowującej dwoje dzieci, by ją zatrzymać na polecenie urzędu skarbowego i sądu za niezapłacenie 2 tysięcy złotych z tytułu błędnej faktury ( str.143) i dodaje „PO-landyzacja prawa zaczyna się przeradzać w legislacyjne bezprawie, a egzekucja prawa w prymitywny zamordyzm w stosunku do szaraczków”. Natomiast grube ryby jak marszałek województwa podkarpackiego jest oczyszczony z siedmiu zarzutów korupcyjnych, a sąd apelacyjny uniewinnia posłankę PO Beatę Sawicką od zarzutu korupcji, mimo że cała Polska widziała i słyszała jak ta przyjęła wysoką łapówkę. I tu Autor konkluduje: „To już prawdziwy dramat polskiego wymiaru sprawiedliwości – Himalaje kompromitacji. Polska gnije.” ( str.143)
Właściwie nie wiadomo jak dalej kontynuować opis absurdów III RP, bo jest ich mnóstwo i różnych dziedzin dotyczą, a Szewczak wymienia je na wszystkich stronach swej książki. W państwie o wielkim współczynniku bezprawia rząd PO chce poprawić życie złodziejom, o czym świadczy projekt zmiany kwalifikacji drobnej kradzieży ( do tysiąca złotych, przedtem pułap wynosił tylko 250 zł!) z przestępstwa na wykroczenie! Absurd czy może świadome przyzwolenie na jeszcze większe złodziejstwo...- komentuje Szewczak – skoro kradną miliony, giną miliardy, to po co pochylać się nad kilkuset złotową krzywdą ludzi najbiedniejszych? ( str.38) Jednocześnie władza w ramach oszczędności ( widać państwo bankrutuje ) ma plany likwidacji kilkuset komisariatów, części sądów okręgowych, prokuratur w terenie oraz blisko 1500 szkół.
Bezkarność aferzystów popycha ich do recydywy ( tu Autor podaje przykład Bagsika) lub do wyzywającej fanfaronady, np. A. Gąsiorowski – poszukiwany listem gończym – wystąpił ze... skargą do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka! I czytamy dalej:
„Absurdalne prawo, wymiar sprawiedliwości tylko dla zamożnych i ustosunkowanych, „rozgrzani sędziowie”, spolegliwi prokuratorzy, troska o celebrytów i pogarda dla maluczkich to przecież nasza codzienność. Bankierzy, prezesi, politycy, gangsterzy, łapówkarze, oszuści, malwersanci nie muszą się obawiać.(...) a w sprawach o korupcję, aż 90% wyroków zawieszono.” ( str.39)
O systemie służby zdrowia ( a raczej o systemie destrukcji zdrowia jak pisze Szewczak ) jest dłuższy rozdział ( str.107-118), który polecam szczególnej uwadze. Tu wspomnę jedynie zgon chorego w Niepołomicach,do którego wysłano karetkę aż z Nowej Huty zamiast z pogotowia położonego 250 metrów od jego domu! O wojnie rządu z własnym społeczeństwem mówią zwłaszcza dwa rozdziały ( „Bój się, Polaku” i „Ekonomiczna wojna z własnym narodem” ), godne wnikliwej lektury.
„Słowa pełne nienawiści i gróźb, wyzwisk to dziś dzień powszedni parlamentarzystów, uważających się za elitę IIIRP. Poseł PO Stefan Niesiołowski jest tu niedościgłym wzorem. Nie tylko ten medyczny przypadek pokazuje nam dobitnie jakość państwa, jak i klasę elit. Całkowity upadek moralny, pogarda dla wszystkiego co tradycyjne, narodowe, patriotyczne. ( ...) O jakości polskiego państwa świadczy nie tylko fakt, że nie potrafiono dopilnować, by w trumnach spod Smoleńska leżały właściwe osoby, ale również drobny, choć wiele mówiący fakt, że w sprawie policjanta sadysty, który brutalnie skopał uczestnika obchodów Święta Niepodległości, prokuratura zamiast oskarżać, zaapelowała o nieukaranie, gdyż działał w silnym zdenerwowaniu (!), a jego czyn ponoć miał niską szkodliwość społeczną. ( str.147/8). W kraju brakuje środków na wiele inicjatyw czy na dokarmienie dziatwy szkolnej, ale „publiczne środki posłużyły do nakręcenia i promocji skrajnie nieuczciwego i antypolskiego filmu ‘Pokłosie”...( str.148).
Szewczak daje wiele przykładów dyspozycyjności prokuratur, służalczości sądów i bezkarności władzy – a oficjalnie mamy demokrację! – podaje też, że od r.1992 aż 12-krotnie wzrosła liczba uzależnionych od narkotyków, gdyż coraz więcej jest załamań psychicznych, dewiacji i depresji. ( str.149). Tymczasem trwa dalej wyprzedaż narodowego majątku i zakładów, więc – jak ironizuje Szewczak – kiedyś „włączymy koreański telewizor, włożymy chiński t-shirt i turecke dżinsy, zjemy plasterek holenderskiego sera, uruchomimy amerykański komputer i zapłacimy rachunek za dostarczony przez Niemców prąd, wprost do włoskiego banku. Wypijemy kieliszek żubrówki produkowanej przez Rosjan czy piwka z browaru należącego do RPA...” ( str.174) . Tą przestrogą Autor kończy swoją książkę.



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Pt sie 19, 2016 6:18 am

Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne



To opowieść o dwóch miastach, w których produkowano pluton.


Oziorsk i Richland leżały po dwóch stronach żelaznej kurtyny. Powinno je dzielić wszystko, ale jednak miały wiele wspólnego. W Richland nie było prywatnej własności, wolnego rynku ani władzy samorządowej. Oziorsk oficjalnie nie istniał, próżno go szukać na mapach. W obu miastach obowiązywały restrykcje dotyczące poruszania się i pobytu. Ale mieszkańcom to nie przeszkadzało. Wyborcy w Richland dwukrotnie odrzucili propozycję nadania ich miejscowości praw miejskich, samorządu i wolnego rynku. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych w Oziorsku dziewięćdziesiąt pięć procent wyborców opowiedziało się za utrzymaniem systemu przepustek, bramek i strażników.

Osiedlano tam całe rodziny, którym zapewniano tanie mieszkania i znakomite szkoły. Mieszkańcy wspominali, że nie musieli zamykać drzwi domów, dzieci były bezpieczne, sąsiedzi przyjaźni, bezrobocie, bieda i przestępczość nie występowały. O inwigilacji, tajnych informatorach czy podsłuchach nikt nie wspomina. Tak jak o gigantycznym skażeniu środowiska.

Tak wyglądała plutopia. Jedyne w swoim rodzaju, odizolowane od świata miejscowości, które zaspokajały potrzeby powojennych społeczeństw Ameryki i Związku Radzieckiego.

Choć każdy słyszał o Czarnobylu, o Richland i Oziorsku tylko nieliczni. To nie dziwi, bo miejsca te ukrywano niczym tajne laboratoria z „Archiwum X”. Rosyjskie Ministerstwo Energii Atomowej nie udzieliło Kate Brown zgody na wjazd do Oziorska. Oba miejsca do dziś objęte są zmową milczenia. Wiele spotkań z tymi, którzy zgodzili się mówić, odbyło się w okolicznościach godnych powieści sensacyjnej. Informacje przekazywano nerwowym szeptem i zaszyfrowanym językiem, a informatorzy odmawiali zgody, by ich cytować. Ci, którzy próbowali ujawnić prawdę o wypadkach i zagrożeniach dla zdrowia ludzi, byli inwigilowani, nękani, śledzeni i zastraszani zarówno w USA, jak i w Rosji, nawet po zakończeniu zimnej wojny.



Książka zdobyła wiele nagród: Nagrodę Amerykańskich Historyków im. Ellisa W. Hawleya, Nagrodę Amerykańskiego Stowarzyszenia Historycznego im. Alberta J. Baveridge’a , Nagrodę Amerykańskiego Stowarzyszenia Historii Przyrodniczej im. George’a Perkinsa Marsha, Nagrodę Stowarzyszenia Nauk Słowiańskich, Wschodnioeuropejskich i Euroazjatyckich im. Wayne’a S. Vucinicha, Nagrodę Heldt w kategorii Najlepsza Książka Nauk Słowiańskich/Wschodnioeuropejskich/Euroazjatyckich Stowarzyszenia Kobiet w Naukach Słowiańskich oraz Nagrodę im. Roberta G. Athearna.

Obrazek


Fragment książki


Porzuceni

W Muslimowie, dużej wsi w zakolu Tieczy, zjawiłam się w sobotni sierpniowy ranek w 2009 roku. W centrum znajdują się stacja kolejowa, kilka bloków mieszkalnych i sklep. Murat Achmadiejew przyjechał po mnie na stację swoją poobijaną ładą w kolorze bordowym. Huśtało nami na wzburzonym morzu niewybrukowanych ulic tej dziwnej wsi, w połowie opuszczonej. Po obu stronach widziałam porzucone domy, częściowo rozebrane, ze zniszczonymi tapetami, pozostawionymi ubraniami i powywracanymi sprzętami. Muslimowo to jedna z trzech dużych wsi nad Tieczą, których nie ewakuowano po powodzi radioaktywnych odpadów w latach 1949–1951. Miejscowości te pozostawiono ze względu na ich wielkość, a także dlatego, że według wykonawców budowa osiedli dla przesiedleńców byłaby zbyt kosztowna. Ludzie mieszkali więc blisko rzeki, rezerwuaru radioaktywnych odpadów, przez sześćdziesiąt lat.

W Muslimowie nie ma pracy. Ludzie pracują w Czelabińsku albo uprawiają rolę na terenie dawno zlikwidowanego kołchozu. Mój gospodarz Murat wybrał to drugie rozwiązanie, czyli żyje z owoców ziemi – w Muslimowie, gdzie poziom skażenia jest niepokojąco wysoki, owo określenie nabiera nowego znaczenia. Kiedy zajechaliśmy pod dom Murata i wysiedliśmy, jego nastoletni syn zaczął iść za nami w milczeniu. Zauważyłam, że porusza się szarpanym krokiem, i się odwróciłam. Miał opadnięty kącik ust i poskręcane palce. Wyjąkał jakieś pozdrowienie. – To Karim, nasz łuczewik [nasz napromieniowany] – powiedział Murat tak niedbałym tonem, jakby każda rodzina miała swojego łuczewika. Posadził mnie przy stole zastawionym jedzeniem – cielęciną, gęsiną, sałatkami, burakami, ziemniakami – a następnie poszedł podgrzać saunę dla swojego amerykańskiego gościa. Wydedukowałam, że drewno pochodzi z drzew rosnących nad Tieczą, bo żadnych innych nie było w polu widzenia.

Powiedziałam, że nie skorzystam z sauny, ale Murat nalegał i rozpalił ogień. Patrzyłam na dym, który zakręcał w naszą stronę – taki podwórkowy Czarnobyl. Murat proponował, żebyśmy „zgodnie z tatarską tradycją” najpierw zjedli, a potem porozmawiali. Nie chciałam jeść. Była dziewiąta rano i nie byłam głodna, ale przede wszystkim nie miałam odwagi wkładać do ust jedzenia z własnego chowu i upraw. Było to oczywiste, ale nikt, ani ja, ani Murat, ani jego przysłuchująca się nam w milczeniu żona, o tym nie wspomniał.

To, czym z konieczności żywią się na co dzień, dla mnie było za bardzo napromieniowane, żebym zjadła chociaż jeden posiłek. Coraz bardziej poruszony Murat wyjął butelkę wódki i chciał mnie poczęstować, ale również odmówiłam. Wtedy tego nie wiedziałam, ale Murat chciał po prostu zadbać o moje zdrowie po wejściu do jego skażonego domu. W tamtych wsiach, podobnie jak w Oziorsku, wódka uchodziła za ważną substancję oczyszczającą organizm, za naturalny eliksir. Również saunie przypisywano takie właściwości.

Po jakimś czasie zjawił się sąsiad, uchodźca od wojny czeczeńskiej, który pod koniec lat dziewięćdziesiątych zamieszkał w porzuconym domu w Muslimowie. Zaczęli pić i po kilku godzinach Murat był pijany w sztok. Na temat zdrowia mieszkańców Muslimowa toczy się spór z podtekstem prawnym: czy są chorzy, a jeżeli tak, to czy na skutek działania radioaktywnych izotopów zrzucanych do rzeki, czy też na skutek nieodpowiedniej diety i nadużywania alkoholu? Badania naukowe przynoszą w tej kwestii sprzeczne wyniki.

W 1959 roku A. N. Marei napisał rozprawę, w której przekonywał, że mieszkańcy miejscowości nad Tieczą są chorowici z powodu niewłaściwego odżywiania. Rok później komitet wykonawczy w Czelabińsku powiązał choroby mieszkańców ze skażeniem rzeki. Spór trwa do dzisiaj. W 1962 roku czelabiński oddział instytutu biofizyki FIB-4 zainicjował regularne badania medyczne ludności Muslimowa. Lekarze zapraszali dzieci bawiące się na ulicach do pokoju w przychodni, żeby pobrać im próbki krwi i zębów. W Czelabińsku stworzyli magazyn napromieniowanych narządów: serc, płuc, wątrób, kości. Kolekcjonowali również zdeformowane z przyczyn genetycznych niemowlęta, zmarłe niedługo po urodzeniu, które przechowywali w wielkich szklanych słojach. Magazyn odwiedził holenderski fotograf Robert Knoth i zobaczył setki niemowląt w słojach. Sfotografował jedno niemowlę, którego skóra wygląda jak zgrzebne płótno. Inny chłopiec miał oczy na czubku głowy jak żaba. Lekarze nie informowali badanych o ekspozycji ani diagnozach chorób popromiennych. Mówili pacjentom, że mają dystonię wegetatywno-naczyniową – był to ogólnikowy termin oznaczający stan przedchorobowy.

Najbardziej narażeni na działanie rzecznego skażenia byli mieszkańcy Muslimowa, których funkcjonariusze MWD na początku lat siedemdziesiątych zatrudnili do pilnowania, żeby nikt nie zbliżał się do rzeki. Pełnili wartę po osiem godzin dziennie i umierali młodo. Ojciec Ramiły Kabirowej stróżował nad rzeką od 1952 roku. Po dwóch latach zachorował, a po siedmiu zmarł. Matka Kabirowej została sama z siedmiorgiem dzieci na utrzymaniu, dostała pracę, która wydawała się łatwa – pobierała z rzeki próbki wody dla naukowców od czasu do czasu odwiedzających Muslimowo. Nie miała pojęcia, że napromieniowane próbki są niebezpieczne i przechowywała szklane słoje pod łóżkami dzieci. U pięciorga z nich rozwinęły się choroby popromienne, a dwójka zmarła po czterdziestce. W latach dziewięćdziesiątych, kiedy mieszkańcy wsi dowiedzieli się o zagrożeniu radiologicznym i wieloletnich badaniach prowadzonych przez FIB-4, stworzyli organizacje o nazwach Białe Myszki i Atomowi Zakładnicy, a następnie postawili zarzut, że władze sowieckie zostawiły ich nad rzeką, aby móc ich wykorzystywać jako obiekty tajnych eksperymentów medycznych. Sprawa nie jest jednak taka prosta.

Mieszkańcy nadrzecznych miejscowości byli wyjątkowym w dziejach ochrony radiologicznej materiałem do badań – „naturalny eksperyment”, jak to nazywają naukowcy – mogącym udzielić odpowiedzi na ważne pytanie z dziedziny obrony cywilnej, które stawiały sobie władze sowieckie, a mianowicie jak przeżyć atak jądrowy. Eksperymentów w Muslimowie nie zaplanowano. Można powiedzieć, że było to przestępstwo z gatunku „okazja czyni złodzieja”. Istnienie grupy ludności, w której kolejne pokolenia narażano na działanie radioaktywnych izotopów w naturalnym otoczeniu, nabrało dużej wartości finansowej. W nadziei na przyciągnięcie zagranicznych funduszy rosyjskie Ministerstwo Zdrowia w opublikowanej w 2001 roku broszurze promowało „kohortę z Muslimowa” jako źródło danych „o ogólnoświatowym znaczeniu dla oceny ryzyka rakotwórczych i genetycznych skutków przewlekłego oddziaływania radiacji na ludzi”. Amerykański Departament Energii wiele zainwestował w tę bazę danych z Uralu. Japońscy naukowcy uznali jednak zapisy dozymetryczne za mało wiarygodne, aby można się na nich oprzeć.



Przypomina mi się Truman Show, nakręcony w 1998 roku film o agencie ubezpieczeniowym, który odkrywa, że całe jego życie zostało zainscenizowane jako program telewizyjny. Wyobraź sobie, że pewnego dnia budzisz się i zdajesz sobie sprawę, że byłeś obserwowany w ramach eksperymentu medycznego i właśnie z tego powodu mieszkasz w Muslimowie, a nie gdzie indziej, że właśnie z tego powodu lekarze z odległej kliniki znają imiona wszystkich członków twojej licznej rodziny i być może właśnie z tego powodu nie czujesz się zbyt dobrze.

Takiego przebudzenia doznała w 1986 roku doktor Głufarida Galimowa niedługo po katastrofie czarnobylskiej, kiedy była kierowniczką przychodni dziecięcej w swoim rodzinnym Muslimowie. Liczba chorób w tej miejscowości stanowiła dla niej zagadkę. Choroby były rzadkie, dziwne, skomplikowane i często o podłożu genetycznym – leczące się u Galimowej dzieci miały porażenie mózgowe, wodogłowie, jedną nerkę, dodatkowe palce, anemię, osłabiony system odpornościowy albo były przemęczone. Wiele z nich było sierotami albo miało rodziców inwalidów. Galimowa pytała o to innych lekarzy, którzy mówili, że mieszkańcy wsi chorują z własnej winy, bo źle się odżywiają i nadużywają alkoholu. Ta odpowiedź jej nie przekonała. Przyjrzała się sprawie dogłębniej i odkryła, że FIB-4 dysponuje dokumentacją medyczną mieszkańców Muslimowa obejmującą pięćdziesiąt cztery lata. Zażądała upublicznienia tej kartoteki, ale jej wnioski pozostały bez odpowiedzi. Zaczęła wypowiadać się dla prasy i pomagała mieszkańcom Muslimowa w organizowaniu się. Służba bezpieczeństwa oskarżała ją o ujawnianie tajemnic państwowych i zwolniono ją z pracy. Niezrażona Galimowa nawiązała współpracę z szefową Działu Genetyki Syberyjskiej Akademii Nauk Medycznych Niną Sołowiewą. Dwie lekarki zaczęły badać stan zdrowia noworodków i dzieci w Muslimowie.

W 1995 roku, gdy Sołowiewa zmarła na raka piersi, Galimowa samotnie kontynuowała te działania. Ustaliła, że ponad połowa dzieci urodzonych w Muslimowie w latach dziewięćdziesiątych wykazuje jakieś patologie. W 1999 roku zaburzenia genetyczne stwierdziła u dziewięćdziesięciu pięciu procent noworodków, a u dziewięćdziesięciu procent dzieci z Muslimowa – anemię, przemęczenie i zaburzenia immunologiczne. Galimowa przejrzała dokumentację dorosłych mieszkańców i stwierdziła, że tylko siedem procent z nich zasługuje na miano „zdrowych”. W 1992 roku lekarze z FIB-4 nareszcie odtajnili dokumentację medyczną mieszkańców Muslimowa. W swoich wypowiedziach publicznych skupiali się na chronicznym zespole radiacyjnym (CZR) i prawie nie podejmowali kwestii ogólnych skutków zdrowotnych, które w rosyjskim środowisku medycznym od dawna uchodziły za najbardziej niepokojące następstwo ekspozycji radiologicznej. Przez te wszystkie lata lekarze FIB-4 zdiagnozowali chroniczny zespół radiacyjny u dziewięciuset trzydziestu pięciu mieszkańców nadrzecznych miejscowości. Po czterdziestu pięciu latach sześćset siedemdziesiąt cztery z tych osób nadal żyło. Lekarze wyciągnęli z tego wniosek, że śmiertelność wśród chorych na CZR jest taka sama jak w grupie kontrolnej nienarażonej na działanie promieniowania jonizującego. U pacjentów z CZR zauważono jedynie podwyższony odsetek zaburzeń krążenia i nowotworów, przede wszystkim białaczki. Jednak zasadniczy komunikat brzmiał, że z CZR można się wyleczyć. Doktor Andżelina Guskowa, w 1991 roku twarz oficjalnej kampanii informacyjnej dotyczącej problemów zdrowotnych związanych z katastrofą w Czarnobylu, zakwestionowała wnioski FIB-4. Dowodziła, że wśród mieszkańców nadrzecznych miejscowości było tylko sześćdziesiąt sześć przypadków chronicznego zespołu radiacyjnego, a pozostali pacjenci cierpieli na bardziej prozaiczne choroby takie jak bruceloza, gruźlica, zapalenie wątroby i reumatyzm, spowodowane niewłaściwymi nawykami żywieniowymi i złymi warunkami sanitarnymi.

Jednocześnie urzędnicy państwowi stawiali zarzuty, że wiele osób symuluje choroby albo wiąże swoje codzienne dolegliwości z prawdziwą lub wyimaginowaną radioaktywną przeszłością, żeby móc wystąpić o odszkodowanie, a zatem w ich przypadku nie można mówić o chronicznym zespole radiacyjnym, lecz o chronicznym wyłudzaniu zasiłków. Oba stanowiska – że mieszkańcy nadrzecznych miejscowości chorują z powodu promieniowania albo z powodu czynników socjokulturowych – można wpisać w jeden schemat. Choroba popromienna nie jest wyodrębnioną jednostką chorobową. Jej objawy wiążą się z innymi chorobami. Radioaktywne izotopy osłabiają system odpornościowy, a także uszkadzają tkanki narządów i arterie, wywołując choroby krążenia i układu pokarmowego. W latach powojennych mieszkańcy nadrzecznych miejscowości rzeczywiście źle się odżywiali, niekiedy głodowali, żyli w ciągłym stresie i od małego ciężko pracowali fizycznie – ze wszystkich tych powodów byli bardziej podatni zarówno na szkodliwe działanie radiacji, jak i na inne choroby. Analizując te sprzeczne ze sobą badania, nie mogłam przestać myśleć o dwóch siostrach, które spotkałam w Czelabińsku – urodzonych w Muslimowie Róży i Aleksandrze. Kiedy poznałam Aleksandrę, miała czterdzieści cztery lata. Wyjęła sztuczną szczękę i pokazała mi, że zostały jej tylko cztery własne zęby. Pozostałe straciła w wieku trzydziestu dwóch lat. Przyniosła druk FIB-4, z którego wynikało, że zawartość radioaktywnego cezu w jej ciele wynosiła sto dziewięćdziesiąt. Cez odkłada się w kościach.[to stront odkłada sie w kościach. MD] – Mój ojciec miał sto dziewięćdziesiąt pięć – powtórzyła kilka razy. Dopiero później dowiedziałam się, dlaczego ta liczba miała dla niej takie znaczenie. Aleksandra i jej siostra powiedziały mi, że kiedy ich ojciec umierał, jego kości kruszyły się od środka: najpierw zaczął utykać, potem mógł chodzić tylko z czyjąś pomocą, a pod koniec w ogóle się nie poruszał. Lekarze zdiagnozowali u niego bardzo rzadką chorobę Pageta kości. Dopiero kiedy ojciec Aleksandry był na łożu śmierci, lekarze z FIB-4 zaczęli mówić o chorobie kości i stwierdzili, że wiąże się ona z radioaktywną Tieczą spokojnie płynącą przez Muslimowo. Aleksandra tego nie powiedziała, ale zapewne spodziewa się, że podzieli los ojca, bo ma podobną ilość cezu w organizmie i tylko cztery zęby. Zapytałam, czy w dzieciństwie pływały w Tieczy. Wybałuszyły na mnie oczy. – Nie pływałyśmy w rzece! Nie zbliżałyśmy się do niej ani nie piłyśmy mleka od miejscowych krów. Ojciec był traktorzystą w kołchozie i prowadził prace likwidacyjne, po awariach orał napromieniowaną ziemię. Wiedział wszystko o skażeniu Tieczy i pilnował nas, żebyśmy się do niej nie zbliżały. Nazywaliśmy rzekę atomnaja. Wszyscy wiedzieli, że jest niebezpieczna.

– Czyli wiedziałyście też o zakładach atomowych w pobliżu? – Oczywiście, że wiedziałyśmy. Teraz ja nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. Rówieśnicy sióstr, którzy wychowywali się w Oziorsku, mówili mi, że nie mieli pojęcia o fabryce, w której ich rodzice wytwarzali pluton. Jedna kobieta sądziła, że jej ojciec produkuje papierki do zawijania cukierków. Zapytałam siostry, czy ich rodzina miała ogródek. – Jasne, wszyscy mieli, a ojciec jeździł do ewakuowanych wsi w okolicy po drewno, którym paliliśmy w piecu.

Pomyślałam o prowadzonych w 1943 roku przez Josepha Hamiltona badaniach na temat wojny radiologicznej – z tak wielkim entuzjazmem pisał o dymach zaprawionych strontem, według jego szacunków „milion razy bardziej zabójczych od najgroźniejszych gazów bojowych”. Aleksandra powiedziała, że w dzieciństwie miała straszne bóle głowy i zdarzało jej się przeleżeć z tego powodu wiele dni w łóżku. Obie miały chorobę tarczycy i zaburzenia autoimmunologiczne, ale największe problemy zdrowotne występowały u ich dzieci. Aleksandra urodziła ich czworo, jedno zmarło po urodzeniu, a jedna z córek miała ostrą cukrzycę. Róża urodziła dwójkę dzieci. Córka Ksenia miała problemy zdrowotne jako niemowlę. Noga rosła krzywo, pojawiły się też zaburzenia układu krążenia i układu pokarmowego. Słaba i kaleka dziewczynka nie mogła chodzić. Róża wszędzie ją nosiła aż do ukończenia przez nią trzynastego roku życia. Wsadzała ją do pociągu w Muslimowie, z dworca w Czelabińsku przenosiła na przystanek autobusowy i wreszcie do kliniki FIB-4. Tę wyczerpującą wyprawę odbyły wiele razy, ale lekarze nie mieli dla nich żadnych odpowiedzi. Zalecili, żeby Róża podawała córce witaminy i robiła jej masaże. Kobieta miała rodzinę w Tatarstanie i w końcu tam poleciała. Tamtejsi lekarze powiedzieli jej, że Kseni trzeba zoperować nogi.

Róża pożyczyła pieniądze na ten cel. Po pierwszej operacji Ksenia zaczęła trochę chodzić, a po drugiej, już piętnastoletnia dziewczyna, mogła się poruszać za pomocą chodzika. Z kolei wówczas dziewięcioletni syn Róży, który do tej pory nie miał żadnych problemów zdrowotnych, położył się wieczorem do łóżka i już nigdy się nie obudził. Nie był chory, nie miał gorączki. Lekarze orzekli, że jego zaburzony system odpornościowy nie poradził sobie z jakimś wirusem. Róża mi powiedziała, że na studiach, przed ślubem i urodzeniem dziecka, chodziła ze studentem medycyny. Po roku z nią zerwał, bo na zamkniętym wykładzie w swoim czelabińskim instytucie usłyszał o problemach genetycznych w kohorcie z Muslimowa. Uznał, że nie chce mieć z nią dzieci, i doradził jej, żeby się na to nie decydowała. – Bardzo mnie to zraniło – wspominała Róża. – Uważałam, że jest bardzo okrutny. Ale teraz widzę, że próbował mi pomóc. Nadieżda Kutiepowa, prawniczka reprezentująca mieszkańców Muslimowa, powiedziała, że kiedy dorastała w Oziorsku, nabawiła się trochę pogardliwego stosunku do mieszkańców rolniczych wsi wokół nuklearnego miasta. – Mówiono nam, że to ciemnota, że za dużo piją i żenią się między sobą, przez co ciągle chorują: od chowu wsobnego i płodowego zespołu alkoholowego. Ale kiedy zaczęłam wśród nich pracować, zdałam sobie sprawę, że niczym się nie różnią od innych ludzi. Owszem, niektórzy za dużo pili, ale tak jest wszędzie. W latach dziewięćdziesiątych, kiedy całe społeczeństwo dowiedziało się o napromieniowanej Tieczy, Muslimowo często skupiało na sobie uwagę opinii publicznej. Kamery telewizyjne pokazywały staruszki dojące napromieniowane krowy czy zbierające w lesie grzyby przy akompaniamencie żwawo tykającego dozymetru. Na następnym ujęciu dzieci beztrosko wskakiwały do rzeki, a mężczyźni łowili rozgrzane radioaktywnymi izotopami ryby. Materiały informacyjne o ciemnych chłopach bez ich wiedzy zatruwanych przez tajny kompleks nuklearny opierały się na polaryzacjach, które chętnie wykorzystują media: ignorancja i wiedza, bogaci i biedni.

Historia ta jest jednak bardziej skomplikowana. Dzieci z nadrzecznych miejscowości mówiły dziennikarzom, że za dwadzieścia dolarów popływają w Tieczy, i dziennikarze przystawali na taki układ. Mężczyźni z kolei zgadzali się, żeby ich sfilmować przy łowieniu ryb, jeśli dostaną za to pieniądze. Zasadniczo nie jedli ryb ani grzybów, bo wiedzieli, że są niebezpieczne – jechali z nimi na drogę Czelabińsk–Jekaterynburg i tam je sprzedawali.

W odróżnieniu od Oziorska większość mieszkańców Muslimowa wiedziała o istnieniu kombinatu i o awariach rozsiewających w regionie radioaktywne skażenie. Nie lekceważyli skutków zdrowotnych wieloletniej ekspozycji na niskie dawki promieniowania, dlatego że nieustannie je odczuwali. W Muslimowie wszyscy się znali i wiedzieli, kto i na co choruje. Niewidzialne skażenie radioaktywne dobywające się z kombinatu zmusiło ich do poszukiwania wiedzy medycznej na temat rosnącej listy dolegliwości. Aleksandra pracowała w aptece i codziennie przychodzili do niej inni mieszkańcy Muslimowa, którzy szukali ulgi w swoich cierpieniach. Motyw ciemnych, genetycznie upośledzonych, zapijaczonych chłopów jest w Rosji rozpowszechniony. Na południu Uralu stereotyp ten od kilkudziesięciu lat pomaga w bagatelizowaniu ludzkiego cierpienia związanego z niekontrolowanym zrzucaniem radioaktywnych odpadów do Tieczy. Na konferencjach dotyczących liczby ofiar katastrofy czarnobylskiej słyszałam tego typu wypowiedzi ze strony urzędników opłacanych przez nuklearne lobby. Trauma i strach są istotnymi czynnikami w życiu Róży i Aleksandry, sióstr z Muslimowa. Napięcia związane z chorobami w rodzinie, zaostrzane przez niskie zarobki, kiepską komunikację publiczną i trudności z dostępem do opieki zdrowotnej, a także stygmatyzację społeczną, silnie ciążą na ich życiu. Skażenie środowiska często zbiega się z niedostatkiem, a brak środków utrudnia reagowanie na traumę i podejmowanie decyzji, które zapewniłyby lepszą przyszłość. W Muslimowie skutki plutonowej katastrofy pogłębia brak zasobów, które pozwalałyby się bronić przed promieniowaniem.

AFP

Murat nie jest w stanie znaleźć kupca na swoją napromieniowaną chatę i pola uprawne, więc nie może się wyprowadzić, nie ma też żadnych kwalifikacji, które pozwoliłyby mu w wieku sześćdziesięciu lat zmienić pracę. Jego niepełnosprawny syn Karim będzie zależny od rodziców aż do ich śmierci. Drugi syn niedawno się ożenił, młodzi mieszkają z Muratem i jego żoną. Kiedy odłożą dostatecznie dużo pieniędzy, planują zbudować dom w Muslimowie, bo chcą być blisko przyjaciół i rodziny. A zatem życie toczy się dalej swoim torem. W latach dziewięćdziesiątych w Muslimowie zjawił się Borys Jelcyn i zakomunikował, że wieś trzeba przenieść. Po wyjeździe prezydenta nie podjęto jednak żadnych działań. W 2008 roku część mieszkańców Muslimowa przesiedlono, ale tylko na drugi brzeg rzeki, który urzędnicy uznali za bezpieczny. Miejscowi krytycy twierdzą, że posunięcie to miało na celu utrzymanie razem cennej kohorty z Muslimowa, żeby można było prowadzić na niej badania medyczne. I rzeczywiście trudno uwierzyć, że jeden brzeg rzeki może być mniej radioaktywny od drugiego. Aleksander Aklejew, dyrektor działu badawczego FIB-4, powiedział mi, że Muslimowo musi pozostać na miejscu, żeby można je było objąć właściwym nadzorem medycznym. – Ci ludzie w latach pięćdziesiątych otrzymali duże dawki radiacji. Teraz potrzebują dobrej opieki medycznej. Mają już stront w kościach i nic by nie pomogło, gdybyśmy przenieśli ich do Nowego Jorku czy Marylandu. Zapytałam, czy mają teraz dobrą opiekę medyczną. – Oczywiście, że nie mają, i dawnej też nie mieli. Większość zostanie w Muslimowie, ze względów rodzinnych albo z konieczności. Oznacza to dla nich „multimedialną dawkę” radioizotopów z powietrza, wody studziennej, pyłu, gleby i żywności. W 2005 roku badacze ustalili, że nawet włosy mieszkańców emitują cząstki beta.

Jakiś czas po tym, jak odmówiłam zjedzenia przygotowanego przez Murata posiłku, Nadieżda Kutiepowa w bagażniku taksówki przywiozła wiadro z zamarynowaną wieprzowiną. Starszy syn Murata upiekł mięso na grillu i w południe zasiedliśmy do wspólnego posiłku. Po jedzeniu poszliśmy na spacer nad rzekę. Wysoki trawiasty wał porastały krwawnik i dzięcielina, pośród których uwijały się pszczoły. Dotarliśmy do ruin dziewiętnastowiecznego młyna. Czytałam o nim w raporcie z 2005 roku – zmierzono, że wewnątrz dawka jest osiemdziesiąt trzy razy większa od promieniowania tła na zewnątrz, w miejscu, gdzie staliśmy. Był środek lata, co oznaczało niski stan wód. U naszych stóp płynął szeroki może na dwa metry strumień przejrzystej wody, która sięgała mniej więcej do kolan. – To jest rzeka czy odnoga? Murat zapewnił mnie, że strumyk, który mieliśmy przed oczyma, to osławiona, budząca grozę, silnie radioaktywna Tiecza. Na ogół jest tak, że kiedy patrzysz na katastrofę ekologiczną, to o tym wiesz. Katastrofy w widoczny i wyczuwalny sposób burzą naturalny porządek. Kojarzą się ze smrodem, dymem i paskudnymi szramami na krajobrazie. Tymczasem z tym sympatycznym strumykiem wszystko było w jak najlepszym porządku. Powietrze pachniało rześko. Nad wodą śmigały jaskółki. Robiło się gorąco i ogarnęła mnie chęć przeciągnięcia stopą po gładkich kamieniach na dnie rzeki, jakby przywoływała mnie jakaś syrena. Nie było ogrodzenia ani znaków ostrzegawczych, które by mnie przed tym powstrzymywały. Musiałam sama sobie przypomnieć, że stoję nad najbardziej napromieniowaną rzeką świata. Nigdy nie widziałam bardziej urodziwej i kuszącej katastrofy, mniej zasługującej na to miano.




-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt wrz 27, 2016 2:59 pm

Żołnierz i zapomniany pisarz. Do 1990 r. objęty cenzurą.

Eugeniusz Małaczewski

Choć gdy umierał miał zaledwie 25 lat, już za życia uważany był za jednego z najważniejszych pisarzy dwudziestolecia międzywojennego. Tom jego opowiadań „Koń na wzgórzu” był największym po pierwszych nowelach Sienkiewicza sukcesem literackim w ówczesnej Polsce. Wielokrotnie w swoim nauczaniu odwoływał się do niego Prymas Tysiąclecia ks. kard. Stefan Wyszyński.

http://niezlomni.com/korwin-malaczewski ... wyszynski/



Obrazek




WIELKA BITWA NARODÓW

Humoreska

„Wielka bitwa narodów”, zanim szerszą znalazła arenę, rozpoczęła się na pięterku jednej z knajp w pewnym portowym mieście moskiewskim, skąd do kola podbiegunowego tak niedaleko, że - po pijanemu i przy odrobinie fantazji - tylko sięgnąć ręką, a jest na czym się oprzeć, by nie upaść. Owa instytucja publiczna, po wieczne czasy tą bitwą wsławiona, wyglądała tak: nad wejściem znajdował się szyld z szafirowej blachy, a na nim - wymalowana żółtą farbą ryba podobna do śledzia oraz napis w języku rosyjskim:

Pod dochłoj trieskoj. Raspiwoczno i na wynos.

Wewnątrz lokal składał się z dwóch izb, jednej na dole, drugiej na piętrze, dokąd pielgrzymowało się po wątłych, kręconych schodach, niewiele różniących się od zwykłej drabiny i opatrzonych rozchybotaną poręczą. Na górze i na dole stały pod ścianą bufety z przekąskami i beczki z pompą do piwa. Stoły zasłane lepką ceratą i zasiedziane stołki sosnowe dokoła nich dopełniały umeblowania.

Pamiętnego wieczora zebranie było liczne, jak zwykle. Obie izby do ostatniego stolika zajęli żołnierze oddziałów, w Rosji Północnej działających przeciw bolszewikom. Drobni Francuzi, o roześmianych zawsze oczach,
w mundurze barwy niebieskiej; szczudłowaci Anglicy z końską wygoloną szczęką, o łokciach i kolanach wystających przez zielony, jak trawa, ubiór; Amerykanie, bezceremonialni w obejściu, tędzy chłopcy w żółto-zielonych khaki - wszyscy rozprawiali, usiłując przekrzyczeć jeden drugiego, i rżeli donośnym śmiechem ludzi, którzy są bez troski, bo dziś żyją, a jutro z nich łopian wyrośnie. Nawzajem klepano się przyjaźnie po ramionach i lędźwiach, wychylano zdrowie żywych, pito za poległych gorzkie, jak piołun, piwo
i siwuchę, którą gospodarz knajpy, z obawy przed milicją, podawał w butelkach od lemoniady. Handel szedł na cały regulator. Kelnerki, młode dziewczyny ubrane niedbale, z rozwianym od pośpiechu włosem, ledwo mogły nadążyć na wołania gości. Widać było, że kobiety te czują się w swoim żywiole: wszystkich bez różnicy wojowników darzyły jednakowo przymilnym uśmiechem,
a Francuzów nie umiejących się z nimi dogadać jak inni, dlatego tym zabawniejszych w swej niemej przedsiębiorczości, do trzymania rąk przy sobie nie zmuszały.

Ten gwar, w którym mieszały się: wielojęzyczna mowa ludzka, wytryski śmiechu, pisk kelnerek, podskubywanych anonimowo i znienacka, obfity dym
z papierosów i fajek, sinymi welonami snujący się po izbie - ów całokształt hałaśliwego obcowania z sobą ludzi, przygodnie zebranych razem - sprawiał wrażenie, jakie na przykład na kolei wywiera zatłoczona sala trzeciej klasy
w chwili nadejścia czterech naraz pociągów.

Mniej więcej około godziny dziewiątej, bo było już po apelu wieczornym, otworzyły się drzwi i w kłębach pary, wytworzonej od zetknięcia się 30-stopniowego mrozu z dusznym powietrzem izby, weszli dwaj żołnierze. Byli co prawda w płaszczach angielskich, lecz odlany z ołowiu orzełek na maciejówce oraz amarantowe patki na kołnierzu wskazywały, że żołnierze ci nie
w angielskiej służą armii.

Byli to: kapral Maciej Hałaburda, rodem spod Kutna, i starszy żołnierz Jan Śmigło, Poznańczyk - obaj z batalionu wojsk polskich.

Sądząc z tego, jak powitał ich gospodarz szynku, i ze sposobu, w jaki dokoła odpowiadano na ich ukłon wojskowy, należeli widocznie do gości honorowych, w sferach zaś wojskowych znano ich szeroko i ceniono bardzo.

Nowoprzybyli, którzy salutowali obecnym starannie, jednak z odcieniem pewnej wyższości, nie widząc dla siebie miejsca w izbie dolnej, weszli na piętro, idąc jak ludzie znający swą wartość i przez to uważający na każdy swój krok.

Na górze ich pojawienie się zrobiło na zebranych to samo wrażenie. I zaraz jeden z Anglików, widocznie znajomy, bo się bardzo na ich widok ucieszył, zaprosił ich do swego stołu, przy którym znalazło się jeszcze miejsce. Oprócz niego siedział tam młodzieniec z rudą czupryną i białymi rzęsami, kościsty
i kostropaty.

Młodzieniec dość ponuro uścisnął rękę Hałaburdy, a kiedy usiedli, zaczął mu się przyglądać ze zdecydowaną niechęcią.

Ponieważ zasób wspólnie znanych angielsko-niemiecko-rosyjskich wyrazów
i zwrotów wkrótce się wyczerpał i konwersacja utknęła, pozostało świadczenie sobie grzeczności i wzajemny poczęstunek. Uczciwie więc przykładali się do kieliszka, zaglądając jeden drugiemu tkliwie w oczy; Halaburda - swemu znajomemu Williamowi, tak się bowiem do niego zwracał, a Śmigło - rudemu młodzieńcowi, którego nazywał Dżekiem. Nie mogąc wylać serca
w pogawędce, powtarzali z rozrzewnieniem za każdą kolejką: Polacy - „Englisz wery gud!”, Anglicy zaś - „Polish dobra!” I chociaż po pewnym czasie kurzyło się im ze łbów, rozeszliby się spokojnie, gdyby nie weszła w rachubę - kobieta.

Helena trojańska wielkiej podbiegunowej waśni synów wojny znajdowała się - a raczej fruwała - tuż obok, roznosząc na tacy piwo. Fruwała, mówię, lecz fruwaniem nie tyle przypominała motyla lub błękit - noskrzydłą łątkę, czy innego jakiegoś owada, trzęsącego skrzydłem nad łąką poezji, co raczej do upasionego pod jesień jarząbka. Zresztą nie można jej było odmówić pewnego wdzięku. Owszem, wydawała się nawet bardzo ponętną. Zwłaszcza, że
w mieście, gdzie kwaterował liczny garnizon, jedna młoda kobieta wypadała na dziesięciu mężczyzn. Toteż fruwający z tacą powód waśni mężów zbrojnych ich oczom wydawał się dziesięciokroć ponętniejszy, niż był w rzeczywistości.

Kelnerka, skoro dostrzegła amarantowe patki legionistów, stała już przy Hałaburdzie i, krygując się z niewymowną zalotnością, zapytała współbiesiadników, czy im czego nie braknie.

- Jak się masz, Anisja? - rzekł Hałaburda.

- Dziękuję, Macieju Bartłomiejowiczu. Waszymi modlitwami! - odpowiedziała, składając ukarminowane usta w ciup. - A dlaczego pan o nas zapomina? Wczoraj pana znów nie widziałam...

- Miałem służbę.

- A nieprawda. Bo służbę miał pan w „Polarnej Gwieździe” z Olą Morżową. A ona, podła, wszystko mi opowiedziała, żeby mnie zmartwić. Widzi pan!...

„Gwiazda Polarna” był to kinematograf, w którym Hałaburda poprzedniego wieczora ciemność, panującą na sali podczas puszczania filmu, wyzyskał dla łatwiejszego zdobycia serca przyjaciółki Anisji. Rozmyślał teraz nad przewrotnością kobiet i nie wiedział, co odpowiedzieć. Z zakłopotania wybawiła go Anisja:

- Ale dziś odprowadzi mnie pan do domu. Prawda?

Tymczasem rudy Dżek ujął rękę dziewczyny obiema dłońmi i pociągając ją delikatnie ku sobie, pieszczotliwie powtarzał: „Miss... Miss!”. O czym rozmawiają z Hałaburdą, nie rozumiał. Ale serdeczne brzmienie głosu Anisji tłumaczył dla siebie niepomyślnie. Był w niej trochę zakochany. Jako syn narodu pozytywistów, starał się swój ideał pozyskać środkami pozytywnymi
i składał mu w ofierze cały „jam”, czekoladę i półporcje z galetów pszennych, jakie dostawał na dzienne wyżywienie. Ograniczał się i w paleniu, bo „Miss” żądała również papierosów. Co do papierosów - podejrzewał, że robi to
z namowy Hałaburdy, który je wypala. I miał rację, ale większą, niż przypuszczał. Bo niegodziwy „Polish”, przyzwyczajony mieć za darmo to, za co się płaci, i w dodatku korzystać z drobnych przyjemności, nie tylko puszczał
z dymem papierosy Dżeka, lecz zjadał i ów „jam”, i czekoladę. Stąd wzięła się
u Dżeka niechęć do Hałaburdy. A że nie potrafił w tak skomplikowanej materii powiedzieć mu, co czuje (raz nagadał mu wprawdzie dużo gorzkich prawd po angielsku, ale Hałaburda słuchał do czasu, potem poklepał go po ramieniu i śmiejąc się, pokiwał nad nim głową), więc piorunował go spojrzeniami pełnymi nienawiści.

Tak też patrzył teraz na Hałaburdę. Mrugał raz po raz białymi jak prosięca szczecina rzęsami, czując, że zazdrość chwyta go za grdykę, bo Anisja ręki
z jego dłoni nie wysuwała, ale i twarzą, i całą postawą zwracała się do Hałaburdy i w szeleszczącym jak szept ostrych liści, obcym języku, mówiła do niego słowa, które brzmiały inaczej niż te przeznaczone dla innych.

I ten moment jeszcze nie stanowił o niełasce. Zrobiła to dopiero czyniona
w najlepszych zamiarach polityka niewieścia, która - jak to wiemy z historii - potrafi powikłać współżycie narodów.

Anisja przeczuwała, co się dzieje z Dżekiem, i żywiła obawę, że ten zazdrośnik za ich idyllę zemści się na nich obojgu środkiem prostym, jak angielska logika: ogłosi z desperacji blokadę i zaprzestanie w końcu prowiantować słodkimi darami i paliwem dla Hałaburdy. Postanowiła więc pojednać rywali. I z takim wdziękiem, na jaki ją było stać, postawiła przed obydwoma po piwie, sama wzięła trzecią szklankę i uśmiechem, kiwaniem roztrzepanej główki i gestami ręki zachęcała, by stuknęli szkłem na zgodę. Hałaburda, chłop w myśleniu lotny, zrozumiał politykę dziewczyny, pochwalił rzecz porozumiewawczym mrugnięciem i rękę z piwem wyciągnął do Dżeka.

Anglik jeszcze prędzej zamrugał prosięcymi rzęsami, wydał nosem dźwięk, jaki wydaje niezadowolone cielę, i zastanowił się. Wreszcie zrobił dłonią ruch odpychający i krótko rzekł:

- No.

Przy stole zapanowała konsternacja. Hałaburda powoli, powoli podniósł się
i przechylił przez stół. Twarz Anisji rozbłysła nagłym wewnętrznym blaskiem
i zgasła. Zmalałymi naraz źrenicami, które przybrały wyraz jakiś inny, jakby nieludzki, obserwowała obu uważnie.

William coś perswadował Dżekowi. Ten nie zgadzał się, co chwila wskazując oczyma na przechylonego groźnie przez stół Halaburdę. Sprzeczali się dość długo. Powolne tempo angielskiej mowy, jej słowa, wypowiadane jakby
z wysiłkiem, dały Śmigle sposobność do uwagi:

- Maciuś, napchnij pełniuśką gębę gorącą pyrką, obracaj ozorem, jak te heretyki, to se fajnie z nimi dogodosz...

Maciuś błysnął gniewnie okiem i, w szewskiej pasji, wykrztusił ogłuchłym głosem do Dżeka po polsku:

- Te, Anglik... mówię ci, ruda małpo, napij się ze mną po dobroci, pokiel czas... bo jak nie - to zdzielę!

Śmigło śmiechem parsknął z wielkiej uciechy. Dżek zaś i w tym parsknięciu, i w słowach obcej mowy zrozumiał jakąś obelgę straszną i, nie panując nad sobą, wyciągniętą ku niemu rękę z pełną szklanką - odtrącił. Piwo bluznęło na ceratę i ciurkiem poczęło z niej skapywać. Halaburda wyprostował się
i przymrużył powieki.

- Loboga, Maciuś! - krzyknął Śmigło - Ratuj polski hunor! Wyrżnij w ten zakuty jangielski łeb!

Hałaburda spojrzał na Śmigłę, spojrzał na Dżeka, stęknął, jakby miał cepem uderzyć, i - wyrżnął.

Anisja wrzasnęła „Ajaj!” i rozpoczęła się wielka bitwa narodów.

Obaj Anglicy zdębieli. Koledzy ich, znajdujący się na sali, przewracając stołki, spieszyli już ku nim bez słowa, lecz z zamiarem wyraźnie wypisanym na twarzy. Amerykanie dołożyli tytoniu do fajek i pozostali na miejscach, czekając na rozwój wypadków. Anisja, oparta o ścianę, spoglądała na to wszystko nieco blada, z nozdrzami rozdętymi od wzruszenia.

Nigdy sprawa polska nie wyglądała marniej. Przeciw Maciusiowi Śmigle sunęło dwudziestu dwóch Williamów i Dżeków, zakasując do boksu żylaste ręce. Nagła cisza na piętrze uderzyła hałasujących na dole. Zamilkła cała knajpa, tak że zaczął z ulicy dolatywać aż tu melodyjny dźwięk „bubienczyków” od sanek i pogwar miasta.

Maciuś ponuro obejrzał sunących na niego murem synów Albionu, wytrawnym okiem oszacował sytuację i, jako że od Śmigły był starszy stopniem, wydał mu rozkaz:

- Łam stołek!

W okamgnieniu ze stojącego obok sprzętu wyłamał każdy po kanciastej nodze i przybrał postawę do ataku. I znów padła komenda Maciusiowa:

- Naprzód!

A potem - nieludzki zgoła wrzask obu:

- Bij takich synów!...

I, dodawszy sobie serca tym okrzykiem, do zwycięstw prowadzącym armie polskie od grunwaldzkiej potrzeby aż do dziś - runęli na żywy mur ludzki ze wzniesionymi do ciosu maczugami, ignorując w ten sposób i europejski boks,
i uświęcone wiekami istnienia Wielkiej Brytanii kunsztu tego tradycje.

Zakotłowało się na sali od tupotu podbitych gwoździami ciężkich butów, zaśmigało od razów. Nie wiadomo jednak, jaki by sprawa przyjęła obrót. Czyby nasi chłopcy zwyciężyli, czy też padli z honorem - jeśliby w grę nie weszły „czynniki nieprzewidziane”. Jakkolwiek inicjatywę walki chwyta w swoje ręce ten, który natrze pierwszy, jednakże w danym wypadku ta przewaga zdała się nie na wiele. Zaatakowane indywidua były zaprawione do walki wręcz, stosunek zaś dwóch do dwudziestu dwóch wojowniczego krzepił w nich ducha.

I tu właśnie wielka dusza „starszej siostrzycy naszej Francji” ujawniła się
w całej wspaniałości.

„Czynniki nieprzewidziane”, czyli pięciu drobnych wzrostem szaserów francuskich, przyglądały się zza pleców Maciusia tej całej awanturze.
Z początku nieśpieszno im było do wkładania palców między cudze drzwi. Zrazu bowiem obleciało ich uczucie, które przez kurtuazję dla zaprzyjaźnionej
z nami Republiki nazwę oględniejszym mianem rozwagi, też bardzo cennej cnoty wojskowej.

Gdy jednak ujrzeli tak bohaterskie natarcie, zagrał w nich temperament południowców (pochodzili wszyscy z Marsylii, ojczyzny płomiennej Marsylianki). Poza tym przypomnieli sobie, jak z tymi dwoma zwariowanymi polonezami pili przedwczoraj aż do utraty pamięci, by uczcić „marechal’a” Poniatowskiego, poległego za Francję. Ale najbardziej do udziału w batalii sprowokowała ich owa dziedziczna niechęć do Anglików, dymiąca ze stosu Joanny d’Arc i przez waterlooskie pole ścieląca się aż na słynną w tej wojnie „linię Hindenburga”, gdzie Francuzi ginęli w atakach zaplanowanych wspólnie
z Anglikami, gdy ci ostatni skrobali się brzytwą pod nosem, bo nie było im pilno. Zmiarkowali to wszystko i razem, jak na komendę, wielkim głosem, niby pięć galijskich kogutów do chóru, gdaknęli:

- En avant!!!

Anglicy zdębieli po raz drugi, tym razem wszyscy. I ta jedna chwila zdębienia skutki miała fatalne. Wspólnie nacierający Polacy i Francuzi dwoili się, troili wprost w czynie walecznym. Tumult stał się jeszcze większy, bo dotychczas siepano się milczkiem, postękując jeno, jak przy rzetelnej młocce, a teraz chóralnie a wniebogłośnie rozlegało się na przemian francuskie „Vive la Pologne!” i polskie: „Wiwlafrans!”. Po rycersku sobie poczynali, więc i byli względem siebie rycerscy.

I stała się rzecz niewytłumaczona - przynajmniej dla tych, którzy gromadzili się przy owych kręconych schodach na dole i z najwyższym zajęciem słuchali hałasów, dochodzących z góry. Oto nagle zbiegł stamtąd czerwony, spotniały Anglik bez czapki, z odpiętymi naramiennikami, podobnymi przez to do podrygujących skrzydełek. Upadł przed gapiami na kolana, porwał się
z klęczek; na pytanie, co jest, machnął beznadziejnie ręką i uciekł na ulicę. Za nim - drugi, trzeci, czwarty, aż do ostatniego. Niektórzy zjeżdżali głową na dół, piersią po schodach, a ich łokcie i kolana, zaczepiając się po kolei o 47 deszczułkowych stopni, wybębniały na nich jakby długą gamę, składającą się
z jednostajnego trylu. Inni podróżowali siedząc; ci mieli zapewne złudzenie, iż zażywają jazdy w jakimś Luna Parku po „diabelskiej” drabinie kołującej. Wyraz oblicza wojowników staczających się bez żadnej przerwy, jeden po drugim, był dostatecznie ogłupiały, a czasem do takiego stopnia wprost głupi, iż zebrani koło schodów każdego witali szalonym wybuchem śmiechu. Ostatni zsunął się rudy Dżek, a raczej zleciał, koziołkując przez miedzianowłosą głowę, z paszczą rozwartą na podobieństwo ryby, wyrzuconej na brzeg. A skoro znalazł się na dole - jednym susem wyskoczył na ulicę. Bo też i nie miał czasu do stracenia. Deptali mu po piętach zbrojni nogami od stołków Maciuś ze Śmigłą i pięciu niebieskich Francuzów, wszyscy w natchnionym rozwichrzeniu głów,
w wiatrakowym rozlataniu rąk, zlani potem, ochrypli, ale ryczący głosem strasznym: „Naprzód!” i „En avant!”. I wytoczyli się na ulicę, jak burza,
w pościgu za uciekającymi.

Tam Anglicy już na nich czekali. Jedni formowali tyralierę. Rozważniejsi zbroili się, łamiąc gwałtownie pobliskie sztachety, gdyż przekonali się na własnej obitej skórze, jak decydującym czynnikiem w wojnie jest przede wszystkim techniczna jej strona: broń lepsza lub gorsza od broni nieprzyjaciela. Hałaburda swoją armię również uszykował do boju i chciano się już prać
w dalszym ciągu.

Jaki by to wszystko miało koniec, trudno odgadnąć - homerowska nawet wyobraźnia powiedziałaby: pas - gdyby znowu nie coś zupełnie nieprzewidzianego.

Oto w zaśnieżonej po okna domów ulicy zaczerniał patrol, złożony z mniej więcej dwudziestu ludzi ubranych po marynarsku, uzbrojonych w karabinki bez bagnetów. Podeszli bliżej i przywódca ich zawołał:

- Ej tam, smirrrnaaa! Katoryje tut palaki - wychadi!...

Był to patrolujący miasto oddział marynarzy moskiewskich, którzy, zdradziwszy ogłodzonych bolszewików, wysługiwali się nowopowstałemu Rządowi Rosji Północnej za angielski żołd i nieodzowny „jam”. Gospodarz knajpy doniósł im o awanturze, a że komendant patrolu miał z Hałaburdą o tę samą Anisję porachunki, więc przymaszerowali pośpiesznie.

„Palaki” nie mieli wygodnej racji przyznawać się do obecności; wskutek tego marynarz zawołał ponownie:

- Katoryj tut Gałaburda? Skazano tiebie - wychadi. Isz ty jewo - złowriednyj lach...

W pewnej chwili zdało mu się, że „złowriednyj lach” jest tuż koło niego. Pomyłki winien był pewien Anglik, z tęgiej figury i sposobu noszenia się podobny do Maciusia. Mundur na obu jednakowy czynił po nocy podobieństwo w pierwszej chwili nie do odróżnienia. Uradowany Moskal chwycił ofiarę swej pomyłki za kołnierz i, by dokładniej przekonać się o tożsamości osoby, pociągnął ją, pomimo oporu, pod gazową latarnię.

Jak się rzekło wyżej, Hałaburda był to w myśleniu chłop lotny. W lot więc rozważył nową sytuację i zrozumiał jedno: wobec obrazy Anglika, należy wplątać wszystkich do bójki z Moskalami. Jak się dobrze uda, to za jednym zamachem da się nauczkę i Moskalom, a „jak będzie z tego guzik (myślał Maciuś) no... to się przezpiecznie da nura, a durnie niech sobie potem łby porozwalają”. I w nagłym natchnieniu rzucił się naprzód (zbytnio się jednak nie zapałaszowując) i krzyknął głosem okropnym:

- England forward!!!

Aż się przeraził skutku, jaki tym wywołał. Anglicy, powtórzywszy okrzyk, zwartą masą wpadli na patrol, jak jeden mąż. Francuzi, z właściwą sobie rozwagą nie ufając swej dotychczasowej broni, wyłamali dla pewności po sztachecie i ruszyli również. Zaś Halaburda (który nagle zmienił pierwotny zamiar wycofania się cichaczem) objął nad całą koalicją dowództwo naczelne. „Fosz sobie, a ja sobie” - przewinęło się mu przez myśl.

Prócz Polaków nikt nie zrozumiał, czego żąda komendant patrolu. Widziano tylko fakt: Moskal chwycił za kark żołnierza Wielkiej Brytanii! Odważył się na coś tak potwornie zuchwałego. Wprawdzie i on był sojusznikiem, ale właściwie to nie bardzo go odróżniano od bolszewika, przeciw któremu wespół z nimi, Anglikami, walczył. Dla nich bowiem każdy Moskal należał do innej, jak gdyby nie białej rasy. I zadraśnięta do żywego ambicja zdobywców świata, ludzi wielkiej białej rasy, pogodziła ich z niedawnym wrogiem i wszystkich razem popchnęła żywiołowo przeciw wspólnemu niebezpieczeństwu, grożącemu od rasy niższej.

I zanim Moskale, którzy bynajmniej nie chcieli zwady z nikim innym, tylko
z Polakami, zdążyli połapać się, co zaszło, byli już złomotani po łbach „na fest” (jak opowiadał potem Śmigło). Napad był o tyleż furiacki, o ile niespodziewany. Tego było za wiele dla dzielnych niegdyś pionierów rewolucji i poszli
w bezwładną rozsypkę, dodając sil do ucieczki starym jak Matuszka-Rosja, a
w chwili niebezpiecznej wprost niezastąpionym hasłem: „Bratcy, spasajś, kto możet!”.

Po chwili zostali na ulicy jedynie zwycięzcy oraz dwie czarne figury, pośród porozrzucanych karabinów skulone na śniegu i nieco farbujące krwią jego dziewiczą białość. Zostawieni na placu walki skowyczeli z bólu, wydając od czasu do czasu krzyk przeciągły jak wycie:

- Towariszczi, pomogiiitie!

Zwycięzcy dobrze sobie sprawy nie zdawali, co się stało i jak. Wiedzieli tylko, że byli narażeni na niesłychaną uzurpację nietykalności i honoru od tubylców kraju przez się podbitego. I z tej opresji uratował ich ów szalony „Polish”, dla którego teraz mieli za to wdzięczność i podziw oraz podświadomy szacunek, płynący stąd, że i ich samych przedtem tak dzielnie ogrzmocił.

Naradzili się z sobą i po naradzie rudy Dżek podszedł do Hałaburdy, zasalutował, jak się patrzy, i, uprzejmie wskazawszy na drzwi knajpy, rzekł po niemiecku:

- Bruderschaft!

Halaburda, jako człek polityczny, nie od razu zechciał zrozumieć, o co chodzi. Dopiero, gdy kamraci Dżeka otoczyli tych dwóch i, popychając ich ku sobie, chórem poczęli wołać: „Bruderschaft” - odsalutował z godnością i rzucił Śmigle:

- Chodź i ty, bracie. Widzi mi się, że będzie tera okruteczna wstawa i to na ich rachunek.

Triumfalnie poprowadzono pod ręce obu pogodzonych rywali na znane już nam pięterko. Tu rozegrała się scena romantyczna. Anisja, widząc obu swych pretendentów mniej więcej całych i już pogodzonych, rzuciła się z piskiem najpierw na szyję Hałaburdzie, a potem chciała zawisnąć i na Dżeku. Ale ten, nową przyjaźnią wyleczony ze starej miłości, zagrodził się dłonią od dziewczyny, jak przedtem od szklanki z piwem, i rzekł dobitnie:

- No.

Potem zsunięto kilka stołów, aby utworzyć jeden duży stół, i pogodzona koalicja w świetnym humorze zasiadła, żeby sprawę, oblaną krwią, oblać spirytusem.

Przy pierwszym kieliszku zmuszono Dżeka i Maciusia do kilkakrotnego ucałowania się, po którym nasz bohater, niegdyś krechowiecki ułan, nieznacznie otarł się rękawem i powiedział Śmigle:

- Niech go nie znam. Oślinił mię, jakbym swoją nieboszczkę kobyłę całował.

Przy którejś kolejce Dżek powstał z kieliszkiem w ręku i wygłosił do Hałaburdy po angielsku długą przemowę, którą w pauzach, niekrótkich i bardzo częstych, towarzystwo aprobowało jednogłośnym: „O yes!”. Halaburda, świadomy obyczajów wielkiego świata, słuchał gadaniny stojąc, a w momencie uroczystego podniesienia głosu kiwał głową potakująco i ze zrozumieniem, po skończonej zaś oracji rzekł:

- Aj not kombinejszen.

Krasomówca pomyślał dobrze, jak tu wyklarować rzecz lepiej, naradził się
z kolegami, w końcu wzniósł ręce uroczyście, jak pastor, i objaśnił:

- Polish dobra!

Po czym w wielkim zadowoleniu pożegnali się i rozeszli szybciej, niż się im zdawało, bali się bowiem, że zajście z patrolem moskiewskim ściągnie do knajpy inne jakieś, wyższej rasy wojsko, które trzeba będzie uszanować, gdyż - wobec ważności misji - może nim dowodzić oficer.

Maciuś ze Śmigłą szli do koszar w milczeniu, pełni wrażeń. Północne czarne niebo ziało przepaścistością i przejmującym do szpiku kości chłodem. Gwiazdy wyiskrzyły się od pierwszej do ostatniej, mrugając i lśniąc wskutek mrozu najbardziej nieoczekiwanymi barwami. Na czarnym niebie wyglądały one jak bisior, rozsypany garściami po żałobnym aksamicie. Z północnego horyzontu wstawała fosforyczna, chwiejąca się luna: zapowiedź zorzy borealnej. Miasto już spało. I tym donośniej pod stopami żołnierzy skrzypiał śnieg, suchy i zbity jak krochmal. A śniegu tego wszędzie było istne zatrzęsienie: pieniły się nim wszystkie dachy, z których krawędzi zwisał płachtami jakby piany skamieniałej, okapturzał latarnie i słupki przy chodnikach, i nawarstwiony na gałęziach drzew, wyglądał jak pasma najbielszej waty. Gdy się na to patrzyło, wydawało się, że nigdzie nie ma lata, nie ma zieleni, a cała ziemia od bieguna do bieguna jest białą pustynią i zaśnieżonym powyżej okien miastem.

Patrzyli na tę wspaniałą zimę polarną Hałaburda ze Śmigłą i ździebko się
w sobie rozmarzyli.

Rozmarzenie zmącił Maciuś:

- Te, Śmigło... coś się tak zafrasował? Nie bój się, koza nas nie ominie. Jutro, brachu, do karnego raportu... Obaczysz.

A po chwili dodał:

- Ale pokazaliśmy światu, co jest wart Polak, to pokazali!

- Ja nie o tym - odrzekł Śmigło - Ino tak miarkuje se, miarkuje
i wymiarkować nie mogę: niby on i janglik; fabrykuje toto dżem i wiskę; jeździ po wszystkich morzach i nie zabłądzi; water-klojzet, psiojucha, wymyślił -
a nijakiego nima ambitu... Kiejby mnie kto gębę tak sproł, jak ty jemu, do skonaniabym takiemu popamiętał. A on: polisz dobra... Aż dziw!

- E, wiadomo: Europejczyki heretyckie. Ale czasami to i poczciwy chłop między nimi się zdarzy. Ot ten...

- Hale! Nic poczciwego nam się tu nie zdarzy - narzekał dalej Śmigło
i wskazawszy na zorzę, szeregiem kolosalnych fal seledynowych zalewającą niebo, rzekł: - Ot, to licho, na przykład. Gdzie indziej jest jak u ludzi, a tu - Bóg wi co. Niby to ma świcie, ale ani świci, ani grzeje, ino psy na tę pierońską jasność wyją. Haj, haj, czas nam już do tej Polski, na Kujawy...

...




-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt paź 04, 2016 7:35 pm

Żydowskie lobby polityczne w Polsce.

Obrazek


MacGregor o Marianie Miszalskim

3.10.2016 http://macgregor.neon24.pl/post/134095, ... e-w-polsce



Według Grzegorza Brauna, jednym z istotnych elementów zespołu roszczeniowo-urojeniowego polskiego inteligenta jest judeo-idealizm, z jego hura-optymistycznym: „jeszcze będzie w Polsce git, z polską szlachtą polski Żyd”.


W polskiej wyobraźni pokutuje mickiewiczowski obraz Jankiela ( „Mówiąc ciągle szlochał, Żyd poczciwy Ojczyznę jako Polak kochał!” ), uzupełniany zupełnymi wyjątkami, takimi jak Berek Joselewicz i jego syn, czy rzeczywiście zafascynowany Polską Michał Landy ( zastrzelony w Warszawie podczas patriotycznej manifestacji 1861 ).

Tyle tylko, że patrzenie na relacje polsko-żydowskie przez pryzmat tych osób ( z czego jedna na cztery czyli 25% to fikcja literacka, a nawet i ona wymagałaby dekonstrukcji historycznej „podrabinka w Nowogródku” ) jest jak ograniczanie stosunków polsko-niemieckich w latach 1939-1945 do wzruszającej i pełnej heroizmu postawy służącego w Wehrmachcie austriackiego żołnierza Otto Schimka, rozstrzelanego za odmowę wykonania wyroku śmierci na polskich cywilach.

Jedynym sposobem na zastąpienie judeo-idealizmu judeo-realizmem jest poznanie prawdy, a nie jest to wcale takie łatwe w świecie, w którym zwykła spostrzegawczość bywa mylona z antysemityzmem.

Dlatego też tym większe wyrazy uznania należą się panu Marianowi Miszalskiemu ( http://www.marianmiszalski.pl ) za jego najnowszą książkę-niezbędnik pt. „Żydowskie lobby polityczne w Polsce”.

Muszę ostrzec, że mimo ścisłości i udokumentowania wykładu książkę czyta się jednym tchem i ani się zorientowałem, jak dwa wieczory zostały stracone dla życia towarzyskiego i tyleż przyjemnych, co jałowych „rozmów o starych Polakach”, a w trakcie lektury nawet taki stary antysemitnik jak ja ( świadomy roli Żydów w wykolejeniu dziejów pierwszej Rzeczpospolitej, m.in. przez niedopuszczenie do rozwoju polskiego mieszczaństwa ) co jakiś czas musiał przecierać oczy ze zdumienia ( zrywanie sejmów, szczególnie w pierwszej połowie XVIII wieku za pieniądze i w interesie Żydów ).

Książka obfituje w smakowite przykłady z historii ( np. niejaki Marek Czosnek [ sic! ], który w XVI wieku pobierał od krakowskiego kahału comiesięczną pensję za donoszenie, co o Żydach mówią na mieście – iluż to dziś takich Marków Czosnków zarabia na życie delatorstwem, tyle że pieniądze pobiera już nie od krakowskiego kahału, a z Fundacji Batorego; albo inny przykład, z roku 1905, kiedy to żydowscy towarzysze z PPS-u mieli za złe Piłsudskiemu podjęcie tematu niepodległości Polski; podczas jego przemówienia jedna z żydowskich towarzyszek puściła wśród słuchaczy karteczkę ze słowami: ”tego pana nie oklaskujemy” – czyż to nie prefiguracja Adama Michnika i metod jego żydowskiej gazety dla Polaków? ).

Autor prowadzi nas od przez tysiącletnie dzieje od „kupca” ( czytaj: handlarza niewolników ) z Kordoby, Abrahama, syna Jakuba, sprowadzanych przez piastowskich książąt z Zachodu „ekspertów-finansistów” ( polityka inflacyjna Mieszka Starego, łupiącego poddanych na spółkę ze „sługami skarbca książęcego” ), wypaczająca ustrój państwa „łaska pańska” króla Kazimierza, Wielkiego Parcelatora ( wg określenia Cat-a Mackiewicza ), państwo w państwie czyli przekazanie władzy absolutnej nad Żydami kahałom.

Tu warto się zatrzymać na chwilę. W związku ze zwolnieniem Żydów ze służby wojskowej ( rzekomo niezgodnej z judaizmem – do dzisiaj co Żydom niewygodne, to z judaizmem jest niezgodne, patrz choćby sprawa ekshumacji w Jedwabnem ) zobowiązani byli oni płacić pogłówne, tyle, że obliczaniem i ściąganiem pogłównego zajmowały się same kahały, które owszem, ściągały podatki od każdego łupiąc do gołej skóry, ale nigdy nie wypłacały więcej niż połowę należnych skarbu państwa należności, resztę po prostu kradnąc dla siebie i wykorzystując je do tworzenia parabanków.

Tu leżało źródło olbrzymich majątków elity kahalnej ( a nie w rzekomej smykałce ) i jednoczesnego ubóstwa reszty. Ażeby temu zaradzić, król Batory powołuje tzw. Wa’ad ( Sejm Czterech Ziem ) czyli czapę mającą za zadanie zdyscyplinować ściąganie podatku. Początkowo Żydzi byli temu przeciwni, dopóki nie uświadomili sobie, iż tym sposobem zyskują narzędzie dostępu do dworu królewskiego. Wa’ad rzecz jasna nie spełnił swojego zadania i został rozwiązany na sejmie konwokacyjnym w 1764.

Marian Miszalski zwraca uwagę na charakterystyczną rozbieżność: w drugiej połowie XVIII wieku Rzeczpospolitą zamieszkiwało ( w oparciu o dane Wa’adu ) poniżej 700 tys. Żydów, zaś 30 lat później, na ziemiach zabranych przez poszczególnych zaborców było ich w sumie dwa miliony. Jak widać nie mniej niż połowę należnego pogłównego kradły elity żydowskiego państwa w państwie.

Myślę zatem, że rozsądne byłoby dziś wystąpienie do Światowego Kongresu Żydów o odszkodowanie za zaległe podatki w kwocie minimum 60 mrd USD.

Przeskakując nieco: autor zwraca uwagę na stosunkową słabość lobby żydowskiego w Polsce odrodzonej – mimo, że Żydów liczebnie było bardzo dużo, byli politycznie rozproszeni i w swej masie stosunkowo biedni ( pozostałość po ucisku fiskalnym kahałów ), ale co najważniejsze, Druga Rzeczpospolita była państwem w pełni suwerennym [?? Hi, hi... md] i ani rząd amerykański ani niemiecki nie miał żadnego przełożenia na decyzje rządu polskiego. Dziś, na skutek dziedzictwa s.p. Lecha Kaczyńskiego, a więc przede wszystkim podpisanego Traktatu Lizbońskiego oraz polityki opartej na serwilizmie wobec USA, jesteśmy zdecydowanie mniej suwerenni niż królestwo kongresowe ( kolejny listopad za pasem, a jakoś nikt nie kwapi się z powstaniem ).

Złote żniwa dla lobby żydowskiego w Polsce to lata stalinizmu, czyli 1945-1956. I znów autor książki zwraca uwagę na fakt, że Żydzi, przyzwyczajeni do posiadania państwa w państwie, obok PPR tworzą PPR Frakcja, złożoną z Żydów i szabesgojów i dopiero powstanie z rozkazu Stalina jednolitej PZPR (1948) kładzie kres oddzielnej komunistycznej partii żydowskiej ( Stalin słusznie wnioskuje, że wcale nie musi aż tak odpłacać się Żydom za pacyfikowanie narodu polskiego, skoro i tak zrobią to w podskokach ).

Po 1956 roku, skutkiem wydarzeń w Związku Radzieckim dochodzi do przesilenia w PZPR i stalinowcy ( lobby żydowskie ) obawiając się odpowiedzialności za swoje zbrodnie dokonuje ucieczki do przodu, przepoczwarzając się we frakcję rzekomo reformatorsko-liberalną ( tzw. puławianie czyli „Żydy”,w odróżnieniu od natolińczyków czyli „chamów” ).

Pozwolę sobie przeskoczyć do roku 1983, w którym gen. Jaruzelski ostentacyjnie odznacza stalinowskiego zbrodniarza, Jakuba Bermana, medalem pamiątkowym KRN. Jest to odczytane jako propozycja wobec lobby żydowskiego wspólnego spacyfikowania narodu polskiego i gwarancji bezpieczeństwa w przyszłości. Oferta zostaje podjęta, zaś ustalenia nie tyle przygotowanej dla gawiedzi pokazuchy w postaci Okrągłego Stołu, co raczej tajnych obrad w Magdalence to wynik historycznego porozumienia Chamów z Żydami, czyli wojskowej bezpieki z tzw. opozycją demokratyczną, wyjałowioną z jakiejkolwiek „ekstremy” [ uwaga własna: jednym z uczestników obrad w Magdalence był ś.p. Lech Kaczyński, który do swojej tragicznej śmierci był wyjątkowo powolnym narzędziem w rękach lobby żydowskiego – chciałbym wierzyć, że kierowały nim zbożne intencje, ale w takim razie jego naiwność dyskwalifikowałaby go jako polityka ].

W niniejszej recenzji ledwo dotknąłem tematów poruszanych w wyjątkowej książce Mariana Miszalskiego i uważam, że powinna ona znajdować się w domowej biblioteczce każdego, komu dobro Ojczyzny leży na sercu i kto jednocześnie chce zrozumieć to, co się wokół nas dzieje [ wiem, że czasami prawicowi wydawcy przycinają na cenie, ale tu akurat warto odżałować 35,-PLN ].

Na zakończenie przytoczę końcowe słowa autora:

„Dzisiejsze żydowskie lobby polityczne w Polsce czerpie więc swoją siłę w głównej mierze z niesuwerenności III Rzeczpospolitej i z siły lobby żydowskiego w Ameryce. Powiedziałbym nawet, że w mierze przeważającej. Ale swoją rolę odgrywa tez serwilistyczna mentalność spodstolnych elit politycznych III RP. ( ... )

Często sila obcych bierze się z własnych słabości. I często fałszywe mniemanie o cudzej potędze wynika z fałszywego mniemania o własnej bezsilności”.

Nic dodać, nic ująć.

-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » So paź 29, 2016 6:04 pm

Obrazek



Przez cały okres PRL-u książka „Na probostwie w Wyszkowie” Stefana Żeromskiego była objęta cenzurą, nie weszła nawet w skład ówczesnej edycji dzieł zbiorowych pisarza.


Obrazek



***
Na odgłos strzałów, rozlegających się za Bugiem, dr Julian Marchlewski, jego kolega Feliks Dzierżyński, pomazany od stóp do głów krwią ludzką, i szanowny weteran socjalizmu Feliks Kohn – dali drapaka z Wyszkowa. Pozostał po nich tylko wielki swąd spalonej benzyny, trochę cukru, oraz wspomnienie dyskursów, prowadzonych przy stole i pod jabłoniami cienistego sadu. Przed wyjazdem dr Julian Marchlewski powtarzał raz wraz melancholijnie:

Miałeś, chłopie, złoty róg,
Miałeś, chłopie, czapkę z piór,
Został ci się ino sznur…

Jak w wielu innych rzeczach, tak i tutaj, niedoszły władca mylił się zasadniczo. Złotego rogu Polski wcale w ręku nie trzymał. Czapka krakowska również mu nie przystoi. Jeżeli jaki strój, to już chyba okrągła, aksamitna czapeczka moskiewska, obstawiona wokoło pawimi piórami prędzej mu będzie pasowała. Tę już do końca życia nosić mu wypadnie. Nawet do biednego sznura od polskiego złotego rogu nie ma prawa ten najeźdźca. Kto na ziemię ojczystą, chociażby grzeszną i złą, wroga odwiecznego naprowadził, zdeptał ją, splądrował, spalił, złupił rękoma cudzoziemskiego żołdactwa, ten się wyzuł z ojczyzny. Nie może ona być dla niego już nigdy domem, ni miejscem spoczynku. Na ziemi polskiej nie ma dla tych ludzi już ani tyle miejsca, ile zajmą stopy człowieka, ani tyle, ile zajmie mogiła. Złoty róg Polski trzyma w ręku z przepotężnej swej siły młode narodu pokolenie. I zadmie weń lada dzień, lada godzina pobudkę nową, nową pieśń życia, od której rozradują się kości pradziadów, dziadów i ojców, rozraduje się młoda krew, co za tej burzy sierpniowej spłynęła z ran w biedną polską ziemię.

Stefan Żeromski





http://www.ligatur.se/shop/free/zeromsk ... ostwie.pdf


-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Wt lis 01, 2016 7:34 pm

„- Nigdzie nie jedziemy. Polska tu wróci.-

Więc zostaliśmy. A Polska nie wróciła”. Zaczął się koszmar…




Obrazek


Postawili mnie przed sądem. Siedziałam w otoczeniu milicjantów i słuchałam wyroku. Kiedy to było? Niedawno. W roku 2013. Rozprawa odbyła się w Szczuczynie. Białoruskie władze nałożyły na mnie wysoką grzywnę ‒ równowartość mojej emerytury. Za co? Za kultywowanie pamięci o moich poległych towarzyszach. O żołnierzach kresowych oddziałów Armii Krajowej, którzy zginęli w walce z sowieckim najeźdźcą.

Formalnie postawiono mi zarzut zorganizowania nielegalnego zgromadzenia. Odbyło się ono we wsi Raczkowszczyzna. W miejscu, gdzie w 1949 roku poległ podporucznik Anatol Radziwonik „Olech”, dowódca jednego z ostatnich oddziałów Żołnierzy Wyklętych. Postawiliśmy tam krzyż, zorganizowaliśmy mszę polową. Pojawiło się dużo polskiej młodzieży, przyjechał nawet konsul. Doprowadziło to do wściekłości białoruskie władze. Dla nich my, akowcy, nadal jesteśmy „bandytami” i „faszystami”.

Organizacja, której jestem prezesem ‒ Związek Żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi ‒ cały czas boryka się z problemami ze strony reżimu. Krzyż, który postawiliśmy, został spiłowany przez „nieznanych sprawców” i gdzieś wywieziony.

Jeżeli jednak władze myślą, że mnie zastraszą, to się grubo mylą. Nie złamały mnie katownie NKWD i łagry na Workucie. Nie uda się więc to również im. Dopóki będę żyła, będę stawiała krzyże upamiętniające poległych Polaków.



Obrazek



Synagoga, kościół i cerkiew


Urodziłam się we wsi Pacewicze w powiecie wołkowyskim. Wtedy była to część II Rzeczpospolitej. Nasza, licząca około dwieście domów, wieś była mieszana. Większość mieszkańców stanowili Białorusini, ponadto dwadzieścia cztery polskie rodziny. I jedna żydowska.

Jak układały się nasze relacje z sąsiadami? Bardzo dobrze. Obie społeczności okazywały sobie szacunek. Kiedy wypadały prawosławne święta, nie robiliśmy prania ani innych prac domowych, żeby nie urazić Białorusinów. Oni postępowali tak samo w święta katolickie.
(…)
Ojciec mój, Józef Oleszkiewicz, był inżynierem, budował drogi i mosty. Mieliśmy mały, ładny domek, tata prowadził w nim swoją kancelarię. We współpracy z miejscowymi gospodarzami położył bruk na naszej wiejskiej drodze. Była to duma całej wsi.
Proponowali nam, żebyśmy przenieśli się do miasta, ale ojciec ‒ mimo że warunki pracy byłyby tam lepsze ‒ odrzucił tę ofertę. Tak jak my wszyscy, był fanatycznie przywiązany do naszej ziemi. To była dla nas świętość.

W domu było nas troje: Irena, Antoni i ja, najmłodsza. Mama, Stanisława, nie pracowała zawodowo, zajmowała się domem. W naszej przedwojennej szkole narodowość nie miała znaczenia. Polak czy Białorusin ‒ wszyscy byli traktowani jednakowo.

Synagoga, kościół i cerkiew stały blisko siebie. Wspomniałam już o tej rodzinie żydowskiej, która mieszkała w Pacewiczach. Ich dom znajdował się naprzeciwko naszego, po drugiej stronie drogi. Kiedy przychodził szabas, szliśmy z rodzeństwem przed ich dom i z ciekawością przyglądaliśmy się żydowskim rytuałom. Modlili się, nakręcając na ręce skórzane pasy. W szabas ‒ zgodnie z nakazem ich religii ‒ nie robili nic, nawet nie palili w piecu. Stosunek do tej rodziny był życzliwy.

W Wołkowysku mieszkała krawcowa Ilda, Żydówka. Ależ ona pięknie szyła! Kiedy Niemcy zaczęli wywozić Żydów, ludzie ze wsi proponowali, że ją ukryją. Nie zgodziła się. Z getta już nie wyszła. Ani ona, ani jej mąż, Muszwa, ani ich siedmioro dzieci. Wszyscy zostali zgładzeni.

Kula dla „polskiego pana”


Przyszedł nieszczęsny wrzesień 1939 roku. Najpierw na Polskę napadli Niemcy, a zaraz potem spadł kolejny cios: wkroczyli bolszewicy! Na Kresach rozegrały się wówczas dramatyczne, rozdzierające sceny.
(…)
Dwa dni po rozpoczęciu okupacji sowieckiej do naszego domu przyszedł znany miejscowy komunista. Na rękawie miał czerwoną opaskę. Przyszedł po to, żeby… zabić ojca. Na moich oczach rozegrała się przerażająca scena. Wszedł z załadowanym, gotowym do strzału karabinem. Ojciec akurat wychodził z kancelarii. Komunista podniósł broń i wycelował w tatę. Ojciec zamarł. Stali tak naprzeciwko siebie dobrą chwilę. Tata patrzył w czarny wylot lufy, a ten człowiek miał palec na spuście. W końcu ojciec wydusił z siebie:
‒ Za co?
A on mu odpowiedział, że za to, że on polski „pan”.

Zaczęłyśmy strasznie płakać, byłyśmy przerażone. Największą przytomnością umysłu wykazała się moja siostra Irena. W ostatnim momencie doskoczyła do tego komunisty, podbiła mu karabin i kula zamiast w tatę poszła w sufit. Ojciec skorzystał z zamieszania i uciekł. Schronił się w chlewie u sąsiada ‒ prawosławnego Białorusina. Komunista chodził wściekły po całej wsi i go szukał. Na szczęście nie znalazł.
(…)
W czerwcu 1941 roku rozpoczęła się wojna z Niemcami. Komuniści wpadli w panikę i uciekli w popłochu, a okupacja sowiecka zmieniła się w niemiecką. Rozpoczął się nowy rozdział naszego życia.

Pseudonim „Różyczka”


Pamiętam, jak przyjechali do nas żołnierze Wehrmachtu na ryczących motorach. Na pierwszy rzut oka wyglądali lepiej niż Sowieci. Mieli inteligentniejsze twarze, czystsze mundury. Szybko jednak przekonaliśmy się, że byli siebie warci. Najważniejsze było jednak to, że tata mógł wreszcie wrócić do domu.

We wsi był pewien młody chłopak, który zaciągnął się do stworzonej przez Niemców policji. To był nasz, Polak. Zakochał się po uszy w mojej siostrze, ale ona nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Dała mu kosza. Wtedy on ze złości zapisał ją na roboty do Niemiec. Przyszli po Irenę do domu i zabrali ją do Wołkowyska. Tam udało jej się jakoś uciec i wróciła do Pacewicz. Od tamtej pory musiała się jednak ukrywać.

Mój brat Antoni działał w konspiracji. Bardzo mu zazdrościłam, rwałam się do działania. Czasami powierzał mi jakieś drobne zadania, pozwalał, żebym mu pomagała ‒ przenosiła meldunki i jakieś paczki. Nie zgadzał się jednak na formalne wstąpienie przeze mnie do Armii Krajowej. Mówił, że jestem za mała, że nie wytrzymam, nie podołam. Tak długo jednak go prosiłam i namawiałam, że w końcu ustąpił. To był rok 1944, miałam trzynaście lat. Kazał mi przyjechać w umówione miejsce do lasu, miałam tam zostać zaprzysiężona. Na miejscu był już mój brat, Antoni Oleszkiewicz „Iwan”, lokalny komendant Bronisław Chwieduk „Cietrzew” oraz kapelan Antoni Bańkowski „Eliasz”. Byłam bardzo przejęta. Tosiek, czyli mój brat, nagle zmienił jednak zdanie. Powiedział, że to za wcześnie, że może za rok mnie przyjmie. Nie mogłam w to uwierzyć. Przecież już mi obiecał! W jednej sekundzie zalałam się łzami. Wtedy ksiądz kapelan zaczął przekonywać Antoniego.

‒ No, pozwólcie jej. Ona już przecież długo z nami współpracuje. Dużo wie, zna tę robotę. Po co zwlekać? ‒ mówił.

Antoni znowu musiał zmienić zdanie. Komendant wtedy zapytał, jaki bym chciała przyjąć pseudonim. Z tego wszystkiego nie pomyślałam o pseudonimie! Stałam jak oniemiała, próbując coś wymyślić, zanim znowu nie zmienią zdania. Wtedy ksiądz powiedział:

‒ Zobaczcie, jaka ona śliczna, jak różyczka. Niech będzie „Różyczką”.
Taki mi właśnie nadali pseudonim. Stałam się członkiem Armii Krajowej.

A w międzyczasie znowu zmieniła się okupacja. Niemcy odeszli, na ich miejsce wrócili bolszewicy. Nasze okolice zostały wydarte Polsce i włączone do Związku Sowieckiego. Rozpoczęła się epopeja Żołnierzy Wyklętych. Byłam jednym z nich.




Polska tu wróci

Na naszych oczach rozgrywał się wielki dramat. 19 stycznia 1945 roku Armia Krajowa została rozwiązana. Komendant naszego okręgu Władysław Liniarski „Mścisław” zniósł przysięgę i rozpuścił wojsko do domów.

Nie mogliśmy się z tym pogodzić. Polska przecież nie odzyskała wolności, nasza walka zatem nie dobiegła końca. W 1945 roku złożyliśmy powtórną przysięgę, teraz już w Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”.

Zadania dostawałam różne. Przenosiłam meldunki, zbierałam informacje na temat rozmieszczenia oddziałów Armii Czerwonej i NKWD. Gdy Sowieci urządzali obławę, razem z innymi łączniczkami nosiłam im zaopatrzenie do leśnych bunkrów. Byłam niepozorna, zwinna i niesamowicie zaangażowana w służbę.

Większość ludzi była jednak zmęczona trwającą od sześciu lat wojną. W naszych okolicach zginęło tylu Polaków… Nie było domu, w którym kogoś by nie opłakiwano. Modlono się, żeby ten koszmar się wreszcie skończył. Nikt, w najgorszych snach, nie przypuszczał jednak, że przegramy. Że zostaniemy potraktowani tak okrutnie.
Zakończenie wojny było dla Polaków szokiem. Wielu straciło ducha. Kiedy okazało się, że znaleźliśmy się w Związku Sowieckim, dużo osób postanowiło porzucić domy i wyjechać do komunistycznej Polski. Moja rodzina również. Mieliśmy już przygotowane dokumenty na tę podróż, byliśmy spakowani. Planowaliśmy dołączyć do sióstr ojca, które były już po tamtej stronie.

Ojciec nagle gdzieś jednak wyjechał. Wrócił dopiero po kilku dniach. Przestąpił próg, spojrzał na nas i powiedział:
‒ Nigdzie nie jedziemy. Polska tu wróci.
Więc zostaliśmy. A Polska nie wróciła.

Długo żyliśmy jednak tą nadzieją. Gdyby nie ona, nikt by nie służył w podziemiu, nikt nie szedłby na śmierć. A przecież walczyliśmy dalej. Mało kto wie, że po 1945 roku za linią Curzona jeszcze przez kilka lat biły się polskie oddziały partyzanckie.

Kresowiacy nie chcieli pogodzić się z zaborem ich ziemi, nie chcieli zgodzić się na stworzenie kołchozów. Młodzież chciała się bić.

Sytuacja stawała się jednak coraz trudniejsza. Ziemie nasze „oczyszczano” z Polaków, bezpieka była coraz groźniejsza, zaciskała się wokół nas pętla. Obławy, areszty, śmierć. Znam takie rodziny, które miały po pięcioro dzieci i wszystkie służyły w naszych leśnych oddziałach. I wszystkie zginęły…

Nie tak to sobie wyobrażaliśmy! Pamiętam rozmowy, jakie toczyliśmy jeszcze podczas wojny. Mówiliśmy o naszych planach, o tym, co będziemy robić, kiedy skończy się wojna, kiedy Polska odzyska niepodległość. Jedni mówili, że pójdą się uczyć, drudzy, że zostaną i będą uprawiać ziemię. Oczywiście żaden z tych planów nie został zrealizowany. Nasze pokolenie było stracone.


Po wojnie nadeszły ciężkie czasy. Ojca aresztowali z czterdzieści razy. Enkawudziści przychodzili zawsze nocą. Bili kolbami w okna i drzwi. Wrzeszczeli. A my trzęśliśmy się ze strachu. Każdej nocy, zasypiając, obawialiśmy się, że się pojawią.

Bolszewikom nie podobało się to, że ojciec pod okupacją niemiecką pracował w swoim zawodzie. Czyli budował drogi. Stąd te aresztowania. Za każdym razem jednak go wypuszczano, ktoś się musiał za nim wstawiać ‒ był w końcu świetnym fachowcem. Niestety, szczęście się od niego odwróciło. Po kolejnym aresztowaniu nie wrócił.
Ojca skazano na dziesięć lat. Daleko go nie wysyłali, siedział w więzieniu w Wołkowysku. Dwa razy go odwiedzałam. Enkawudziści powiedzieli mi tam, że ojca mogą wypuścić na wolność. Ale pod warunkiem, że mój brat wyjdzie z lasu. Ujawni się, zaprzestanie walczyć. Gdy powtórzyłam to Antoniemu, żachnął się:
‒ Czyś ty zwariowała? Złożyłem przysięgę i nigdy nie złożę broni. Nie porzucę swoich ludzi i nie zdradzę organizacji. Nigdy! Zresztą ‒ machnął ręką ‒ ojca i tak nie wypuszczą.

Rozumiałam go, bo przecież w podziemiu byliśmy wszyscy. Nawet mama pomagała. Potajemnie piekła chleb i prała bieliznę dla naszych chłopaków. Każdy Polak wspierał ich, jak mógł. Ryzyko było olbrzymie, bo bezpieka miała wszędzie swoje oczy i uszy.
W 1948 roku nasz komendant „Cietrzew” został aresztowany. Wpadł również kapelan. Wtedy na czele oddziału stanął Alfons Kopacz „Wróbel”. A mój brat został jego zastępcą. Nosił pseudonim „Iwan”. Walczyliśmy dalej.
(…)
Niedługo potem poznałam mojego Jasia. Był szalenie przystojny. Pochodził z zamożnej chłopskiej rodziny, bolszewicy takich jak oni nazywali kułakami. Mieli kawał lasu, czterdzieści hektarów ziemi. Na tamte czasy to był majątek. Byliśmy z jednej parafii.
(…)
Wkrótce zauważyłam, że jestem śledzona. Chodzili za mną wszędzie. Gdy pojechałam z meldunkiem, wsiedli nawet ze mną do pociągu. Musiałam uciekać. Schroniłam się w innej wiosce w powiecie wołkowyskim. Tam poczułam się bezpiecznie, przestałam się bać. I to mnie zgubiło.

Pojechałam w odwiedziny do siostry i wtedy dopadło mnie NKWD. Był 7 kwietnia 1951 roku. Wtrącili mnie do straszliwego więzienia w Grodnie. Moje dotychczasowe życie zostało raptownie przecięte, urwane. Rozpoczął się koszmar.

Bez przebaczenia

Bito mnie co noc. Gdy nocą zabierali mnie z celi, jakoś szłam o własnych siłach, nad ranem, z powrotem, ciągnęli mnie nieprzytomną po korytarzu. Na ogół zresztą po przesłuchaniach nie trafiałam do celi, tylko do betonowego karceru. To była niewielka klitka, miała może metr na metr. Biegały po niej szczury, a blaszany kubek był przytwierdzony łańcuchem do ściany. Wieczorem znowu zabierali mnie na te straszne przesłuchania. Pamiętam, że raz kazali mi klęczeć z rękami wyprostowanymi nad głową. A do każdej dłoni wsadzili mi po cegle. To była straszliwa tortura. Z ogromnego wyczerpania zemdlałam. Obudziły mnie potężne kopnięcia oficera śledczego. Pierwsze w bok, drugie w głowę. Innym razem oprawcy złamali mi dwa palce w drzwiach.
Chodziło im o Antoniego. „Gdzie jest twój brat? Gdzie jest twój brat? Gdzie jest twój brat?” − powtarzali to pytanie w kółko podczas bicia i katowania… Setki i tysiące razy. Nic im jednak nie mówiłam. W końcu urządzili mi konfrontację z pewnym młodym akowcem. Powiedział wszystko. Że mnie rozpoznaje, że byłam łączniczką komendanta… Nawet nie mam o to do niego wielkich pretensji. Zmaltretowali go w sposób nieludzki.
Po jednym z kopnięć w głowę pękła mi czaszka. Wgnieciona kość do dzisiaj uciska nerw. Wielokrotnie byłam z tym w szpitalu. Prześwietlali mnie, badali, niestety, lekarze są bezradni. Nic nie da się zrobić. Do dzisiaj co pewien czas mam ataki straszliwych bólów głowy. Kiedy to się zaczyna, krzyczę na cały dom.

Mówią mi często: „Trzeba wybaczyć”. A ja nie potrafię.
(…)
W sumie w więzieniu siedziałam pięć miesięcy. Pod koniec stałam się apatyczna, straciłam chęć do życia. Nie widziałam już sensu w tym, żeby dalej to znosić. Przestałam jeść bałande, czyli rzadką, paskudną więzienną zupę. Chciałam się zagłodzić na śmierć. Wtedy postawili mnie przed sądem. To była kpina. Trzech zbirów odczytało mi gotowy wyrok: jako „wróg ludu” zostałam skazana na dwadzieścia pięć lat łagru z artykułu 58. Ćwierć wieku. Po zakończeniu rozprawy podjęłam próbę samobójczą. Próbowałam powiesić się w celi na ręczniku.

W sądzie poprosiłam, żeby przysłali moją mamę do tego samego miejsca, gdzie ja będę. O dziwo, zrobili to. Ona podczas śledztwa wcale nie kryła się z tym, że pomagała partyzantom. Mówiła o tym otwarcie.

‒ Tam mój syn, tam dzieci, tam Polacy ‒ mówiła śledczym. ‒ Cóż więc dziwnego, że im nosiłam różne rzeczy.

W ten sposób również okazała się „zdrajcą sowieckiej ojczyzny” i „elementem kontrrewolucyjnym”. Kara mogła być tylko jedna ‒ obóz koncentracyjny na straszliwej, skutej lodem Workucie.

Tak rozpoczęła się nasza łagrowa tułaczka. Na stacji kolejowej w Grodnie, jeszcze przed załadowaniem nas do wagonów bydlęcych, spotkałam pewną polską staruszkę. Miała siedemdziesiąt pięć lat i była w naszym transporcie.

‒ Dzieci, a co to takiego ta polityka? ‒ dopytywała się zdezorientowana. ‒ Dostałam wyrok za to, że zajmuję się polityką. Ale ja nie wiem, o co chodzi. Przyszli chłopcy z mojej wioski, ci sami, którzy jako malcy bawili się z moimi synkami. Nakarmiłam ich, dałam chleba na drogę. Jaka to polityka?

Sowieci wlepili jej dwadzieścia pięć lat łagru za wspieranie „faszystowskiej organizacji podziemnej”. Nawet się z tego śmiała. Mówiła, że władze w ten sposób przedłużyły jej życie do stu lat. Tyle bowiem będzie miała, jak skończy jej się wyrok. Nawet nie dojechała do Workuty. Jej ciało wyrzucili w drodze z pędzącego pociągu.
(…)
Wkrótce przyjechała również moja mama. Wylądowałyśmy razem w łagrze numer cztery. Od razu zapędzono nas do katorżniczej pracy. Kopałyśmy kanał kilofami. Praca była nieprawdopodobnie ciężka. Brnęłyśmy po pas w śniegu, najpierw nasze ubrania były całkowicie przemoknięte, a po dwóch godzinach zamarzały na kość. Do tego ten straszliwy głód. Dzienna racja żywnościowa wynosiła zaledwie trzysta gramów chleba. Szybko zaczęłam chorować. Pewnego dnia dostałam ataku ślepej kiszki. Upadłam na ziemię, z której podniosło mnie dwóch strażników. Wzięli mnie pod pachy i zaczęli prowadzić do lazaretu. Znowu się jednak przewróciłam. Oni stanęli nade mną i jeden mówi do drugiego:
‒ Chyba zdechła.
A ja miałam dwadzieścia jeden lat! Chciałam żyć. Wycharczałam więc:
‒ Nie…
Wtedy mnie podnieśli i zaczęli prowadzić dalej.
(…)
Po tygodniu od powrotu do baraku przeniesiono mnie do innego łagru, tak zwanego specjalnego. Był to obóz o zaostrzonym rygorze, lepiej pilnowany. Rozdzielono mnie z mamą.

W łagrze specjalnym trzymali między innymi psychicznie chorych. Wielu ludzi w tym obozie zostało wykończonych. Pewnego dnia jedna z więźniarek powiedziała do mnie:
‒ Weronika, chodź do okna, zobacz, co się dzieje.

Podeszłam i to, co zobaczyłam, prześladuje mnie do dzisiaj. Do jednego z budynków podjechał ciężarowy samochód. Strażnicy zaczęli wrzucać do niego straszliwie wychudzone ludzkie ciała. Jedno na drugie, jak worki z kartoflami. Było ich mnóstwo. Nagle spostrzegłam coś, co zmroziło mi krew w żyłach. Niektóre ręce i nogi drgały, ruszały się. Wiele tych osób nadal żyło! Jedna z nich wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi, pełnymi cierpienia i rozpaczy oczami. Nie było w nich nawet błagania o pomoc. Ten człowiek wiedział, że nic nie mogę zrobić, że jego los jest przesądzony.

Kim byli ci ludzie? Chorzy, wycieńczeni głodem i pracą więźniowie. Wymieszano ich z trupami i wywieziono w step. Tam umierali, zwaleni na kupę. Takie transporty opuszczały obóz bardzo często. Dopiero kiedy przychodziła odwilż i ziemia odmarzała, władze obozowe kazały wykopywać wielkie doły i wrzucano tam te wszystkie ciała.
Gdyby Bóg zechciał wskrzesić wszystkich więźniów łagrów, to w całej Rosji podniosłaby się ziemia.

Jestem już w takim wieku, że miewam problemy z zaśnięciem. W takie bezsenne noce wraca do mnie ten obraz. Ta ruszająca się góra trupów i te oczy… Do rana nie mogę wtedy zasnąć. Może to grzech, ale do dziś czuję nienawiść do ludzi, którzy byli za to odpowiedzialni. Ludzi, którzy stworzyli ten straszliwy system. Dręczyli nas, upokarzali i mordowali.

W 1952 roku przewieziono mnie do łagru pod Krasnojarskiem. Tam pracowałam przy wyrębie lasu. Ważyłam czterdzieści pięć kilo, a piła, którą musiałam operować, ważyła trzydzieści sześć. Chleba dawali nam śmiesznie mało, do tego parzony owies ‒ taki jak dla koni. Były dni, gdy zazdrościliśmy tym, którzy umierali. Ich udręka wtedy się kończyła.

Pogoda była ekstremalna. Śnieg leżał do maja, a w lipcu temperatura dochodziła do ponad czterdziestu stopni na plusie. We wrześniu znowu jednak spadał śnieg i mróz trzymał aż do maja.
(…)
W październiku 1952 roku zostałam wezwana do obozowej kancelarii. Przyjął mnie tam oficer operatywny, czyli miejscowy bezpieczniak.
‒ Mogę cię pocieszyć… ‒ powiedział.

Zrobiło mi się gorąco, tysiące myśli przeleciało mi przez głowę. Czyżby moje modły przyniosły efekt?! Zwolnienie! Wracam do domu! Wtedy jednak on dokończył:
‒ …twój brat bandyta został zabity.



Gdy to usłyszałam, ugięły się pode mną nogi.
Okazało się, że bolszewicy zrobili obławę na oddział mojego brata. Został ranny, okrążony. Ostatni pocisk zostawił dla siebie, nie chciał dostać się żywcem w ręce wroga. Miał dwadzieścia cztery lata. Do dziś nie wiemy, gdzie zakopali jego ciało.
(…)


„Dawno wróciłaś?”


Pewnego dnia, był już rok 1953, wezwał mnie komendant obozu. Spytał, ile mam lat i na ile zostałam skazana. Okazało się, że właśnie zdechł Stalin. Użyłam takiego słowa, bo uważam, że słowo „umarł” jest zarezerwowane dla ludzi. A on człowiekiem nie był.
Ogłoszono amnestię, w ramach której zmniejszono mi wyrok o piętnaście lat. Potem moja sprawa została jeszcze raz rozpatrzona. Uznano, że skoro wstąpiłam do Armii Krajowej jako niepełnoletnia, to można mnie wypuścić. Wyszłam z łagru w 1955 roku, tuż przed Sylwestrem. Władze obozowe kupiły mi bilet, dały parę groszy na jedzenie. Wsadzili mnie do pociągu na zachód. Przed samą Moskwą zostałam napadnięta przez bandę chuliganów. Przystawili mi nóż do gardła i zabrali pieniądze. Kolejne trzy doby jechałam bez jedzenia.

Na wolność wypuszczono również moich rodziców. Zamieszkaliśmy u siostry w Skidlu, mieście w Białoruskiej Republice Sowieckiej. Tu mieszkam do dzisiaj. Do naszej wsi nie mogliśmy powrócić. Ojciec pracował fizycznie, robił beczki. Podobnie mama, którą przydzielono do palenia w szpitalnym piecu.

Dopiero latem 1956 roku postanowiłam odwiedzić naszą rodzinną wieś. Spotkałam tam wielu znajomych, krewnych i kolegów, z którymi chodziłam do szkoły. Wieczorem poszłam z kuzynką na zabawę, która ‒ zgodnie z dawnym zwyczajem ‒ odbywała się u nas zawsze po odpuście. Weszłam do środka i nagle go zauważyłam. Nie mogłam uwierzyć. Mój Jasio. Był na parkiecie, tańczył z jakąś pielęgniarką. Po chwili on również mnie zobaczył. Odprowadził natychmiast tę dziewczynę na ławkę i podszedł do mnie.

‒ Dawno wróciłaś? ‒ spytał.
‒ W zeszłym roku.
‒ I nie dałaś znać?!
Nie odpowiedziałam. Spytałam tylko:
‒ A ty jak, żonaty?
‒ Siądźmy, porozmawiajmy.
Usiedliśmy. Nie minęło pół godziny, gdy mi się oświadczył. Okazało się, że się nie ożenił, pozostał kawalerem. Odpowiedziałam mu jednak, że nie mogę wyjść za mąż, bo nie mam dosłownie nic. Ani pościeli, ani palta. Wszystko straciłam, wszystko rozkradli. Nie mam nawet pracy. Kiepska ze mnie partia. Wtedy on się uśmiechnął.

‒ Nie martw się tym ‒ powiedział. ‒ Od tej pory o wszystko będziemy się starać razem.

(…)
Było nam ciężko. W Związku Sowieckim panowała powszechna nędza, wszystkiego brakowało. A ja jeszcze nie mogłam dostać pracy. Trochę szyłam, potem sprzedawałam lody. Kiedy już miałam dzieci, skończyłam technikum handlowe.

Miałam dostać posadę, wszystko było już umówione. Aż tu nagle do tego zakładu zadzwonili z NKWD. Pracy oczywiście nie dostałam. Bezpieka mnie obserwowała, byłam inwigilowana. Nękali również mojego męża. Był w końcu synem kułaka, a poza tym również służył w Armii Krajowej.

Kiedy w 1991 roku Związek Sowiecki wreszcie się zawalił, świętowaliśmy. To był jeden z najwspanialszych dni w moim życiu, nadzieje miałam olbrzymie. Od razu przywrócono katolickie święta, wydawało się, że będzie tak jak dawniej. Niestety, trwało to bardzo krótko. Na Białorusi szybko cofnięto zmiany. Kraj ten dzisiaj niewiele różni się od Związku Sowieckiego.

Mojego wyroku nie anulowano, nigdy nie zostałam zrehabilitowana. Władze uważają mnie więc nadal za „wroga ludu”. A moich katów, zbirów z NKWD, za bohaterów. Wielokrotnie pisałam podania, żeby wskazano mi, gdzie znajduje się grób mojego brata. Za każdym razem odmawiano.

W ogóle Polakom jest tu źle. Musimy walczyć o to, żeby msza mogła być odprawiana po polsku, żeby nasze dzieci mogły w szkołach uczyć się polskiego. Wychodzimy na ulicę, protestujemy, a oni pakują nas do aresztów. Zupełnie jak dawniej. Chociaż mam osiemdziesiąt cztery lata, nie składam broni. Walczę. Mam tyle energii, jest tyle do zrobienia. (…)

Pozostaje już tylko nadzieja, że może naszym wnukom ułoży się lepiej. Wnuczkę Marynę, gdy tylko skończyła czternaście lat, wyprawiłam do Polski. Skończyła studia w Białymstoku. Wyszła za mąż, ma dwoje dzieci, Agatkę i Marcinka.

Czasami pytają mnie, dlaczego ja również nie wyjadę. Dlaczego nie opuszczę Białorusi. Odpowiadam, że nie ma o tym mowy. Że ja się stąd nie ruszę za żadne skarby. Jestem w tę ziemię wrośnięta korzeniami. To jest bowiem nasza ziemia. Tu są groby moich przodków i moich najbliższych. W tę ziemię wsiąkła krew mojego brata. Tu jedenaście lat temu pochowany został mój mąż. Chcę spocząć u jego boku.







Opublikowany fragment pochodzi z książki Anny Herbich „Dziewczyny z Syberii. Prawdziwe historie” Znak Horyzont, Kraków 2015






http://niezlomni.com/nigdzie-jedziemy-p ... e-koszmar/



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » N gru 11, 2016 7:41 am

Tomasz Sommer – Operacja Anty Polska NKWD 1937-1938


Książka to zwieńczenie trylogii poświęconej ludobójstwu dokonanemu na Polakach w ZSRS w latach 1937-1938. W wyniku sowieckiego terroru zginęło ok. 200 tys. spośród prawie miliona tamtejszych Polaków. Operację zleciło Biuro Polityczne KC WKP(b) pod przewodnictwem Józefa Stalina, a przeprowadził ówczesny szef NKWD Nikołaj Jeżow przy pomocy ściśle tajnego rozkazu 00485. Operacja polska NKWD była drugą pod względem ilości ofiar częścią sowieckiego Wielkiego Terroru. Książka jest najbardziej wyczerpującym opracowaniem na ten temat dostępnym na rynku europejskim!

Tomasz Sommer tzw. Operacją polską NKWD zajmuje się od 6 lat. W tym czasie wydał pierwszy zbiór poświęconych jej dokumentów – „Rozstrzelać Polaków – Ludobójstwo Polaków w Związku Sowieckim. Dokumenty z centrali” (2010) oraz zbiór relacji świadków tej sowieckiej zbrodni „Dzieci operacji polskiej mówią” (2013). Niniejsza monografia jest zwieńczeniem programu badawczego, który obejmował lekturę tysięcy dokumentów, setek opracowań, rozmowy z dziesiątkami świadków oraz konsultacje z czołowymi rosyjskimi
historykami epoki stalinizmu.




Obrazek



Opisywana przez Sommera „operacja polska” trwała od 1937 roku do 1938 roku. W trakcie jej przebiegu sowieci kierując się nienawiścią etniczną wymordowali 200.000 Polaków, czyli 20 proc. jedno milionowej populacji Polaków zamieszkujących tereny Związku Radzieckiego. O skali nienawiści sowietów świadczy to, że w tym okresie w ZSRR tylko 1 proc. obywateli został wymordowany, a Polacy wymordowani byli w 20 proc.

Ludobójstwo Polaków z pobudek etnicznych zlecił Stalin. Polacy zostali wymordowani przez NKWD, którym kierował Jeżow. Sowieci, by mieć pretekst do zagłady wymyślili istnienie rzekomej polskiej siatki wywiadowczej w ZSRR o nazwie POW. Pretekstem do aresztowań był także rzekomy antysemityzm Polaków. Antysemityzm w ZSRR był traktowany jako szczególna zbrodnia i surowo karany – krytykę Żydów traktowano jako krytykę władzy komunistycznej. „Na początku wielkiego terroru większość oficerów NKWD, także tych odpowiedzialnych za stalinowskie ludobójstwo, stanowili Żydzi, którzy nawet jeśli uznawali się tylko za komunistów, to jednak nie zapominali zwykle o swoim pochodzeniu”. „Żydzi byli jedną z tych narodowości sowieckich”, które nie podlegały represjom jako grupa etniczna. Polacy, inaczej niż Żydzi w ZSRR, byli mordowani za to, że byli Polakami. „Ludzie dostrzegali oczywiście nadreprezentację Żydów w sowieckich organach władzy a zwłaszcza w NKWD.”

Źródłem etnicznej nienawiści sowietów była pamięć o dwukrotnym zdobyciu przez Polaków Moskwy w 1605 i 1610, wyższość cywilizacyjna Polaków, przynależność Polski do cywilizacji zachodniej, uszczuplenie granic Rosji w wyniku odrodzenia Polski w 1918, i katolicyzm Polaków. Uprzedzenia Rosjan wobec Polski były tak wielkie, że biali woleli przegrać z bolszewikami niż skorzystać z pomocy Polaków za cenę zaakceptowania powstania niepodległej Polski.

Eksterminacja Polaków została poprzedzona antypolską propagandą. Polacy byli przedstawiani jako naród antysemicki, wyzyskiwaczy i kleru katolickiego. Polska miała być faszystowska i przeżarta wszelkimi patologiami: zapaścią demograficzną, epidemią chorób wenerycznych, powszechną przestępczością, głodem i brakiem demokracji.

„W kontekście rozmaitych sowieckich mordów masowych novum operacji polskiej było to, że władze na Kremlu po raz pierwszy ściśle określiły etniczno-kulturowe (a nie klasowe) korzenie ofiar”. W trakcie akcji sowieci mordowali Polaków w wieku od 16 do 60 roku życia. Wcześniej Polacy byli przez sowietów zabijani w akcjach mordowania kułaków, czyli chłopów posiadających ziemie i w akcji mordowania osób religijnych.

„Najczęściej przeznaczonych na śmierć (…) mordowano strzałem w tył głowy”. Zabitych chowano zbiorowych mogiłach na terenie poligonów NKWD lub w ich poliżu. Polacy byli też mordowani „poprzez duszenie, topienie w morzu (…) bicie drewnianymi klocami czy toporami”. Sowieci w czasie mordów nie stronili od sadystycznych metod – znany jest przypadek gdy żywym Polakom wyrywano gardła narzędziami. Przed egzekucją w placówkach NKWD musieli rozbierać się do naga i byli rozstrzeliwani w łaźniach, dzięki czemu można było łatwo oprzątnąć krew. Mordów dokonywali funkcjonariusze NKWD, żołnierze Armii Czerwonej i aktywiści partii komunistycznej. W wyniku bałaganu zabijano też osoby przypadkowe. Zabitym jeżeli mieli wyrywano złote zęby. Po latach oprawcy byli dumni ze swoich zbrodni.

Polaków aresztowano na podstawie uprzednich list proskrypcyjnych, przygotowanych przez lokalną administrację na zlecenie NKWD. Po aresztowaniu wymuszano torturami przyznanie się do stawianych nieprawdziwych zarzutów. Często umierali w trakcie tortur. Mienie aresztowanych i ich rodzin było konfiskowane. Rodziny zabitych nie były informowane o losie swoich bliskich, ani o miejscu ich pochówku. Operacje przeprowadzano w tajemnicy. Ludzie znikali z rzeczywistości i akt.

Dzieci zabitych wysyłano do sierocińców. Cześć z nich z powodu fatalnych warunków umierała. Te które przeżyły miały zmieniane nazwiska i pozbawiane były informacji o swoich rodzicach; likwidowano ich wszystkie związki z Polską. Te rodziny które przeżyły były prześladowane przez dziewięciolecia w ZSRR i musiały okrywać swoją polskość.

Praca Sommera – prócz niezwykle interesującej treści – zawiera liczne mapy, schematy represji, teksty dokumentów, relacje zbrodniarzy i ich ofiar oraz dzieci ofiar. Autor rozpoczyna swoją publikację opisami metodologii użytej w badaniach, oraz opisem stanu badań. Kolejne rozdziały ukazują czytelnikom antypolską politykę sowietów przed zagładą Polaków, antypolską propagandę sowietów, i przebieg samej zbrodni.





Jan Bodakowski
https://prawy.pl/7553-tomasz-sommer-ope ... 1937-1938/

-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » N sty 29, 2017 3:00 pm

Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » Śr cze 07, 2017 3:42 pm

"Przemówienia sądowe" Andrieja Wyszynskiego

Książka ta, była podręcznikiem, na którym kształciły się kadry systemu represji sądowych, a więc sędziów i prokuratorów PRL; stanowiła także materiał instruktażowy dla oficerów i podoficerów milicji, bezpieki i wojska


Obrazek



Zgodnie z zapowiedzią, publikuję w odcinkach zapomnianą dziś, gdyż planowo niszczoną książkę sowieckiego prokuratura generalnego Andrieja Wyszynskiego (Вышинский, Андрей Януарьевич), pt. „Przemówienia Sądowe”, będącej - bezcennym z punktu widzenia bolszewickiego aparatu terroru i zbrodni - zbiorem mów oskarżycielskich, które stanowiły podręcznik dla twórców podobnie zbrodniczego systemu w powojennej Polsce.

Książka ta, była podręcznikiem, na którym kształciły się kadry systemu represji sądowych, a więc sędziów i prokuratorów PRL; stanowiła także materiał instruktażowy dla oficerów i podoficerów milicji, bezpieki i wojska – patrz pieczątka Biblioteki Szkoły Podoficerów M.O. w Pile – i na niej „szlifowali” swe umiejętności tacy, wybitni zbrodniarze komunistyczni, jak Michnik, Wolińska, Baumann, czy Cimoszewicz (http://www.antyk.org.pl/ojczyzna/cimoszewicz.htm) i cała reszta bolszewickiej swołoczy, przywleczonej siłą czołgów i hord Stalina na stanowiska prokuratorów, sędziów, czy oficerów LWP i Informacji Wojskowej, a także „luminarzy kultury” i sadzących drzewka „społeczników”.

(Patrz także: Funkcjonariusze stalinowskiego aparatu represji w Polsce 1944-1956 na http://tiny.pl/g5x6h).

Na książce tej i jej rosyjskojęzycznych, wcześniejszych odpisach, wychowało się nie tyko pokolenie zbrodniarzy sądowych epoki stalinowskiej, lecz także i współcześni „luminarze prawa”, pobierający nauki od starych mistrzów…

Ze względu na swoją złowrogą wymowę, demaskującą intencje aparatu represji systemu bolszewickiego w Polsce, po roku 1956-tym, zaczęto usuwać i niszczyć podobne tej publikacje, nie tylko aby zatrzeć ideologiczną wymowę zbrodni, lecz także, aby tworzyć legendę „starych, dobrych czasów”, której przykładem jest stan „świadomości społecznej” około połowy dzisiejszych Obywateli, uważających stan wojenny, za zjawisko pozytywne. (Ciekawe, czy nie zmieniliby zdania, gdyby podsunąć im, pod wytworne nosy, smród owocześnie panujący np. w autobusach i tramwajach).

Niektóre egzemplarze tej książki przetrwały w zakamarkach niektórych bibliotek uniwersyteckich i są dostępne dla koneserów, (a może na wszelki wypadek), lecz żadna z nich nie zdobyła się na digitalizację „dzieła” Wyszynskiego, i szerokie udostępnienie podstaw ideologicznych funkcjonowania systemu sowieckiego tak, aby jasnym stały się motywy i żródła prawa wyroków ferowanych przez stalinowskich sędziów oraz, współcześnie np. wystąpień ulicznych w „obronie demokracji”, skąpo nawiedzane przez „młodzież”, która swą karierę polityczną i społeczną rozpoczęła od – dowodzącego wyższości socjalizmu nad kapitalizmem - V-go Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów.

(Patrz także: http://tiny.pl/g5x6q)

Publikowany poniżej egzemplarz „Przemówień” – a wraz z nim kilka innych, bezcennych pozycji, a w tym roczników „Myśli Narodowej” - ocalał dzięki inwencji B:.W:.Cz:.W:.M:.B:.Aleksandra Kalinowskiego, który już w wieku 7 lat, w roku 1950-tym, doznał okropności i brutalności systemu stalinowskiego, wielokrotnie przesłuchiwany przez toruńską prokuraturę, i sądzony za „działalność anty-państwową”, otrzymując kuratora sądowego oraz zakaz „bawienia się z pozostałymi podsądnymi”, będącymi wówczas przedszkolakami, w wieku lat 6-ciu. Całe „przestępstwo” polegało na tym, że owa, „zorganizowana grupa przestępcza” wspięła się w Toruniu na latarnią gazową… i z niej „zjeżdżała”.

Jeżeli w ogóle można mówić o „wartościach” tej książki, to posiada ona ogromne znaczenie w procesie uświadamiania współczesnym pokoleniom, kim był – często gloryfikowany pod postacią „dobrotliwej lewicy” - tak zwany „człowiek sowiecki”, z jego szczególną mentalnością i etyką.

Podczas czytania „Przemówień”, nasuwa się także pytanie: czemu miały służyć te wielogodzinne, bezsensowne i ohydne tyrady, skoro „wyroki” były ustalane z góry, decyzją zupełnie innych gremiów, niźli składu orzekającego?

Odpowiedź na to pytanie znajdziemy u Aleksandra Sołżenicyna, w „Archipelagu Gułag” – instytucji, do której istnienia nie przyznaje się „postępowa i łagodna lewica”. Otóż, według opowieści więźniów Butyrek i Łubianki, podczas procesów moskiewskich i im podobnych, ulicami Moskwy przechodziły wielotysięczne pochody, skandujące jedno słowo: „śmierć”, a dialektyka oskarżyciela miała na celu podstawowe zadanie systemu komunistycznego: odczłowieczenie podsądnych, a przy okazji wpojenie nienawiści do współobywateli – czyli atomizacji i skonfliktowania jednostek we wszystkich zrzeszeniach, by łatwiej było nimi rządzić „awangardzie klasy robotniczej”.

O głębokości demoralizacji „człowieków sowieckich”, których łatwo rozpoznać po poziomie dyskursu publicznego i wypowiedzi dzisiejszych „wybitnych dziennikarzy, artystów i polityków”, barwnie pisze, zapomniany pisarz rosyjski, Jakow Głosowker w książce pt. „Spalona powieść” – wstrząsającej krytyce systemu bolszewickiego i tego, co uczynił z Człowiekiem. W cytowanej książce, Isus – główna postać, symbolizująca Chrystusa Pana (częsty motyw w literaturze rosyjskiej, patrz: Dostojewski, Bułhakow) – przenika do celi skazanego na śmierć anarchisty i proponuje mu przebranie się za niego i pójście, zamiast niego na – mającą się odbyć o świcie – kaźń. W „Spalonej powieści”, Isus jeszcze dwukrotnie spotyka się z mieszkańcami Moskwy, oferując im pomoc, w trudnych chwilach, napotykając na Swej drodze właśnie „człowieków sowieckich”, wychowanych przez nowy system polityczno-filozoficzny, który Chrystusową zasadę „zło Dobrem zwyciężaj” zamienili na – sowieckie „zło złem zwyciężaj”.

Czy demoralizacja przez system sowiecki zanikła wraz upadkiem zssr i „obaleniem komunizmu” w Polsce, w roku 1989-tym? Na to pytanie, Czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam, uważnie analizując współczesną rzeczywistość.

Obecnie, w przestrzeni publicznej toczy się spór o „niezawisłość aparatu sądownictwa”, przy okazji którego publikowane i szeroko komentowane są „barwne” wybryki i wypowiedzi poniektórych sędziów i prokuratorów; komentowane kontrowersyjne i zadziwiające orzeczenia, i wyroki; wszystkie zaś przypadki wywołują zapytania o źródła moralności i mentalności tego środowiska.

Źródła te znajdują się w poniższym podręczniku, który – dla wielu – nic nie stracił ze swojej aktualności…


Marek Stefan Szmidt
http://polacy.eu.org/5929/-przemowienia ... -pierwsza/

http://ekotrendy.com/EBook.html




-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » So lip 22, 2017 4:48 pm

Pająk H. - Złodzieje Milionów
http://docer.pl/doc/e0nec


Pająk Henryk – Rockefellerowie
Obrazek
http://docer.pl/doc/s00v5x



Przedsiębiorstwo Holokaust – 6 milionów kłamstw
http://docer.pl/doc/115ece

-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: CZYTELNIA

Postprzez krzysiek4 » N sie 06, 2017 9:11 pm

Jak Piłsudski wariata udawał


Obrazek


Książka w formie esejów z dziejów polskiego socjalizmu, próba jego demitologizacji – teza główna – ten socjalizmu z przełomu XIX i XX wieku to teatrzyk z możnymi sponsorami (arystokracja i Żydzi), a martyrologia to ściema – autor uważa, że takie wydarzenia jak ucieczka Piłsudskiego ze szpitala wariatów w Petersburgu czy odbicie „10” z Pawiaka – to „ustawki”, w których główną role odgrywały potężne łapówki.

Autor – moim zdaniem słusznie – obnaża obłudę propagandy socjalistycznej, pisząc o wyjątkowo tolerancyjnym systemie więziennictwa w Rosji, z X Pawilonem Cytadeli Warszawskiej włącznie. Nie oznacza to, że wszystkie tezy tej książki są bezdyskusyjne. Ale charakterystyka głównych postaci ruchu socjalistycznego zbliżona jest do tego co pisał o nim Roman Dmowski – to było zbiegowisko wariatów, morderców, mitomanów, nawiedzeńców, i zwykłych prowokatorów. Sporo ludzi z ND zaczynało w tym bagienku, ale szybko z niego wyszli

Oto fragment rozdziału „X Pawilon”:
„Wspomnienia pozostawione nam przez towarzysza Wincentego Jastrzębskiego, który był – nigdy dość przypominania – wiceministrem kolejno w rządach Mołotowa, Bartla, Bieruta i Cyrankiewicza, nie pozostawiają żadnych wątpliwości, w jaki sposób Polacy powinni rozumieć swoją drogę do niepodległości. Jako drogę ku socjalizmowi, bo innej nie ma i być nie może.

Prawdę tę wyjawia nam towarzysz Jastrzębski, opisując swoją drogę do X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, dokąd wiozła go więzienna karetka pełna szpicli. Ze swadą opowiada nam towarzysz Wincenty o cierpieniach patriotów polskich dręczonych przez carat, zaczyna od niewinnych Polaków wywożonych na Syberię z ziem zabranych, czyli z tych części I Rzeczpospolitej, które zostały przyłączone do Rosji. Potem kolejno przez wszystkie XIX-wieczne powstania dochodzi do martyrologii Proletariatu. Nie wspomina ani razu, co działo się za Berezyną i Dnieprem po traktacie ryskim. Ciekawie za to opowiada o tym, w jaki sposób ludność Warszawy wyobrażała sobie warunki panujące w sławnym i groźnym X Pawilonie.

Oto wierzono w stolicy, że w Pawilonie tym zamyka się tylko niewinnych, a jak niewinny już tam trafi, to najpierw karmi się go słonymi śledziami i nie daje nic do picia, potem wbija drzazgi za paznokcie, a jeśli niewinny nie wyzna swojej winy, to mu się te paznokcie zrywa, następnie oprawcy przystępują do zdzierania pasów skóry z pleców, a rany posypują solą. Jeszcze przypalanie gorącym żelazem i można było wrzucić tak zmaltretowanego człowieka do specjalnego wirnika, który rozgniatał go na miazgę i resztki te odsysane były do kanału, którym płynęły do Wisły. I tak ślad po nieszczęśniku ginął. Jeśli niewinny miał fart, nie dręczono go, a jedynie zsyłano na Sachalin, by tam umarł w samotności i nigdy nie opowiedział nikomu, co spotkało go w X Pawilonie Cytadeli.

Towarzysz Jastrzębski, który był w latach dwudziestych w PPS, w sferach rządowych, zapewne wiedział, co spotkało po dostaniu się do niewoli bolszewickiej księcia Stanisława Wilhelma Radziwiłła, wiedział zapewne jako wiceminister w Rządzie Bieruta i Cyrankiewicza, co się wyprawiało w więzieniach UB na terenie kraju, ale próżno szukać tych projekcji w jego wspomnieniach.

Znajdujemy tam zupełnie inne opisy, nie mniej wcale interesujące, ale o całkowicie odmiennej dynamice. Oto po przybyciu do X Pawilonu i wyjściu na mały dziedziniec, otoczyli towarzysza Jastrzębskiego żołnierze z karabinami. I kiedy tak stali, patrząc mu w twarz niewidzącym wzrokiem, doznał on uczucia błogiego spokoju. Następnie poprowadzono go poprzez korytarze wyłożone grubymi chodnikami, na których stali żołnierze i żandarmi. Następnie przydzielono Jastrzębskiemu wygodną, suchą, pojedynczą celę. Różniła się ona znacznie od cel w budynku mieszczącym siedzibę ochrany, które były wieloosobowe, duszne i zapluskwione, a do tego pełne agentów.

W pojedynczej celi towarzysza Jastrzębskiego stało łóżko z pościelą, na którym położono siennik, poduszkę i koc. Pod oknem ustawiono taboret i stolik. Kiedy towarzysz Jastrzębski położył się do łóżka, prawie natychmiast zasnął i spał do popołudnia dnia następnego, a kiedy się obudził, ujrzał na swoim stoliku śniadanie i obiad. Na śniadanie dostał: pół pytlowego chleba, dwie kostki cukru i herbatę. Na obiad: zupę i kotlet z kaszą gryczaną. Wszystko niestety już wystygło, bo strażnik, w trosce o dobre samopoczucie Jastrzębskiego, nie odważył się go budzić.

Każdego dnia do celi Jastrzębskiego wchodzili dwaj ludzie – żołnierz i żandarm. Ten drugi przynosił śniadanie i stawał w otwartych drzwiach, a ten pierwszy sprzątał to, co tam poprzedniego dnia więzień porozrzucał na podłodze, łóżku i stoliku. Zamiatał, ścierał kurze i cały czas milczał, albowiem obowiązywał bezwzględny zakaz rozmowy z więźniami. Nie oznacza to wcale, że więźniowie nie mogli przekupywać żołnierzy lub w jakiś sposób wpływać na ich emocje. Jak pamiętamy, armia rosyjska była jedną z najbardziej zdemoralizowanych armii świata. Szeregowi traktowani byli źle, ograbiano ich z żołdu i zmuszano do różnych upokarzających czynności. Każdy więc, kto okazał żołnierzowi choć trochę serca i przychylności, mógł liczyć na jego wdzięczność. Była to w dodatku wdzięczność wygodna, bo milcząca. I tak towarzysz Jastrzębski rozsypywał codziennie na podłodze trochę papierosów, które sprzątający szeregowiec traktował jak śmieci i wymiatał na korytarz. Kiedy drzwi się zamykały, zbierał je i dzielił się nimi z żandarmem. W ten prosty sposób Wincenty Jastrzębski uzyskał wpływ na swoich strażników. Ktoś może się zainteresować, skąd Jastrzębski, siedząc w X pawilonie, miał papierosy. Tego niestety nam nie zdradził, ale opowiedział o innych ciekawych przygodach.

Przed południem albo wkrótce po południu więźniowie wychodzili na spacer. Wolno im było chodzić tylko po dziedzińcu Cytadeli, gdzie wysypana była żwirowa ścieżka, na końcu z jednej strony ścieżki stał tak jak na korytarzu więziennym żołnierz, a na drugim żandarm. Nie wolno było rozmawiać. Po spacerze był obiad. Codziennie Jastrzębski dostawał ciepłą zupę i drugie danie składające się z kaszy, ziemniaków i mięsa. Na kolację żołnierz przynosił tę samą zupę, która była na obiad i herbatę. Pisze nam Jastrzębski, że w ten sposób, bardzo przezeń chwalony, karmiono więźniów politycznych. Kryminaliści mieli ponoć gorzej, ale nie wiemy dokładnie, co to znaczyło. Musimy w tym miejscu jednak zwrócić jeszcze raz uwagę na rzecz znamienną. Oto w strasznych carskich więzieniach polityczni są karmieni lepiej niż kryminalni, a więc władza liczy się z nimi i traktuje ich, być może z przymusu, jako siłę, z którą kiedyś trzeba będzie siąść do negocjacji. W więzieniach socjalistycznych i komunistycznych polityczni traktowani byli jak zabawki wręczane kryminalistom do chwilowego użycia, ku większej jeszcze udręce tych pierwszych. O tym, by karmić ich lepiej niż bandytów, nie było mowy nawet wtedy, gdy godzili się na współpracę”.

Opr. JE
Gabriel Maciejewski, „Baśń jak niedźwiedź. Socjalizm i śmierć”, t.1, Szczęsne 2017, ss. 336.


http://www.mysl-polska.pl/1305


-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5447
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do "Linki" do polskich stron

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

cron