Ucieczki przez morze z komunistycznej Polski

Ucieczki przez morze z komunistycznej Polski

Postprzez krzysiek4 » So sty 19, 2013 2:44 pm

Dwie słynne ucieczki z Marynarki Wojennej tuż po II wojnie światowej przyniosły wolność odważnym marynarzom i falę represji tym, którzy zostali w Polsce.


Lata powojenne były niezwykle trudne także dla marynarzy polskiej floty wojennej. Wraz z powołaniem na stanowisko Ministra Obrony Narodowej Konstantego Rokossowskiego w wojsku rozpoczęła się brutalna czystka. Na Wybrzeżu działała radziecka misja wojskowa. Na jej czele stał kontradmirał Nikołaj Abramow, który został dowódcą polskiej Marynarki Wojennej.

Część oficerów i marynarzy przyjmowała to z obojętnością, połączoną z całkowitą rezygnacją. Część natomiast zaczęła rozważać możliwość ucieczki do któregoś z krajów Zachodu.

Jedną z pierwszych ucieczek zakończonych sukcesem był lot ppor. mar. Arkadiusza Korobczyńskiego z Samodzielnej Eskadry Lotnictwa Marynarki Wojennej. Losy tego oficera nadają się na scenariusz filmu szpiegowskiego. Choć do kraju powrócił w szeregach Wojska Polskiego, walczącego u boku Armii Radzieckiej, jego stosunek do nowego ustroju był jednoznacznie negatywny. Wygłaszane głośno nieprzychylne uwagi i komentarze szybko zwróciły na niego uwagę służb radzieckich i polskiej Informacji Wojskowej. Wiedząc, że przygotowane jest jego aresztowanie, zdecydował się na ucieczkę.

Obrazek
Ił-2m3 - takim samolotem doleciał do Gotlandii ppor. mar. Arkadiusz Korobczyński.


Z Polski do Szwecji i z powrotem

W marcu 1949 roku razem z mechanikiem, bosmanem Zbigniewem Kaczorowskim, wystartował do rutynowego lotu swoim Iłem-2m3. W powietrzu, nie zważając na protesty mechanika, zmienił kurs i wylądował na Gotlandii. Szwedzi nie bardzo wierzyli w jego intencje, więc po przesłuchaniu przez kontrwywiad, Korobczyński trafił do pracy w hucie szkła.

Dopiero po kilku latach obserwacji zaproponowano mu pracę dla wywiadu. Polak miał zdobywać informacje o nastrojach panujących wśród załóg statków zawijających do Szwecji. Dodatkowo, w czasie wizyt w Polsce jako szwedzki turysta (ożenił się ze Szwedką i dostał szwedzkie obywatelstwo), miał zbierać wszelkie istotne z punktu widzenia wywiadu informacje.

Korobczyński zgodził się na taką współpracę. Został wysłany na kurs dla agentów, organizowany na terenie Niemiec. Co ciekawe, wśród kursantów byli też Rosjanie.

W 13 lat po zakończeniu szkolenia w Niemczech jego przełożeni uznali, że jest gotów odwiedzić Polskę. Przygotowania do misji trwały kolejne trzy lata. Na początku lat 70. jako turysta odwiedził Gdańsk.

Pierwsza wizyta kraju przebiegła bez niespodzianek, jednak podczas kolejnej, w roku 1973, został rozpoznany i zatrzymany przez polski kontrwywiad. Postawiono go przed sądem i oskarżono o dezercję. Początkowy wyrok kary śmierci zmieniono na 12 lat ciężkiego więzienia. W sprawę włączyła się szwedzka dyplomacja i dzięki osobistej rozmowie premiera Szwecji z polskimi decydentami Korobczyński w 1979 roku opuścił Polskę.

Oprócz burzy politycznej, jaką wywołała ucieczka pilota, trzeba tu wspomnieć o represjach, jakie dotknęły innych. Bosmanem Zbigniewem Kaczorowskim, który zdecydował się na powrót do Polski, zajęła się Informacja Wojskowa. Za "tchórzostwo w obliczu wroga" sąd wojskowy skazał go na wieloletnie więzienie. Dowódcę Eskadry Lotnictwa MW, kmdr Aleksandra Majewskiego i dowódcę klucza lotniczego, por. mar. Stanisława Kucielę oskarżono o obniżenie sprawności bojowej jednostki poprzez braki materiałowe (komisja stwierdziła brak w jednostce m.in. 525 litrów benzyny i 25 kg oleju) oraz brak nadzoru nad pilotami. Obaj skazani zostali na wieloletnie więzienie, z którego wyszli na fali odwilży w połowie lat 50.



Zbuntowany Żuraw oszukał Błyskawicę

Jedną z bardziej znanych i udanych ucieczek w Polskiej Flocie było porwanie ORP "Żuraw" przez część załogi. "Żuraw" należał do jednostek typu Jaskółka (pierwszych, które opuściły krajowe stocznie w okresie międzywojennym). Po kampanii wrześniowej okręt przejęli Niemcy i wcielili go do swej floty jako "Oxhöft". Po wojnie Polska Misja Morska odnalazła go w Travemünde, gdzie 25 stycznia 1946 roku podniesiono na nim polską banderę.

Początkowo "Żuraw" trafił do Szczecińskiego Obszaru Nadmorskiego, gdzie na wniosek Biura Hydrograficznego MW skierowano go do służby hydrograficznej. Dodatkowo okręt pomagał przy wytyczaniu nowych szlaków żeglugowych i oczyszczaniu istniejących z min morskich. W tym czasie "Żuraw" otrzymał miano "Przodującego Okrętu Marynarki Wojennej" za udaną akcję ratowniczą, w której uratowano rybaków z tonącej na morzu łodzi.

Latem 1951 roku, po zakończeniu pomiarów na wysokości Ustki, "Żuraw" udał się w drogę powrotną do portu w Gdyni. Na pokładzie byli świeżo zaokrętowani w Kołobrzegu nowy zastępca ds. politycznych por. mar. Bogumił i szef Biura Hydrografii MW, kmdr. ppor. Iwanow. Gdy wieczorem oficerowie spotkali się w kajucie dowódcy okrętu, zostali uwięzieni przez grupę marynarzy, którymi kierował znany z antykomunistycznych przekonań sternik, Henryk Barańczak.

Zbuntowana załoga zmieniła kurs na szwedzki port Ystad. Była to ryzykowna decyzja, bowiem wody wokół Bornholmu usłane były podwodnymi skałami, a oficerowie odmówili współpracy. Mimo to, 2 sierpnia 1951 roku, "Żuraw" przybył na wody terytorialne Szwecji, gdzie 12 podoficerów i marynarzy poprosiło o azyl polityczny.

Początkowo grupa była liczniejsza, ale po rozmowie z kmdr. Iwanowem część marynarzy zdecydowała się pozostać na okręcie i wrócić do kraju. Co ciekawe, Szwedzi zgodzili się, by "Żuraw" opuścił ich wody terytorialne dopiero po... uiszczeniu wszystkich opłat portowych.

Obrazek
Część załogi ORP Żuraw zdecydowała się na ucieczkę do Szwecji. Ci, którzy wrócili do Polski, trafili na wiele lat do więzienia.


Gdy polski okręt wpłynął na wody międzynarodowe, dowództwo otrzymało rozkaz nawiązania kontaktu i podanie swej pozycji wysłanemu naprzeciw niszczycielowi "Błyskawica". Akcja miała być wykorzystana propagandowo: "oto polski niszczyciel udaremnił ucieczkę zbuntowanego okrętu do krajów kapitalistycznych". Oficerowie z "Żurawia" wiedzieli, jaką rolę przyjdzie im odegrać w tej sytuacji. Zdecydowali się więc na niesubordynację. Na "Błyskawicę" podali fałszywą informację o położeniu "Żurawia". Niszczyciel pomknął w inne miejsce, a nie niepokojony "Żuraw" wpłynął do portu wojennego na Oksywiu.

Dla Informacji Wojskowej ucieczka "Żurawia" byłą ziszczeniem najczarniejszych scenariuszy, dlatego przy nabrzeżu czekali już przedstawiciele Dowództwa MW i Prokuratury Wojskowej. Cała załoga, jako niepewna politycznie, została zdjęta z okrętu. Rozpoczęły się również pokazowe procesy polityczne na podstawie kuriozalnego oskarżenia o oddanie okrętu wrogowi bez walki i tchórzostwo w obliczu nieprzyjaciela.

Na mocy wyroków dowódcę "Żurawia", por. Arkadiusza Ignatowicza, zdegradowano i skazano na 15 lat więzienia. Kmdr. Iwanowa i por. Bogumiła również zdegradowano i skazano na 12 i 15 lat więzienia. Pozostali podoficerowie i marynarze skazani zostali na kary więzienia od 5 do 10 lat. Marynarzy, którzy pozostali w Szwecji, sąd skazał zaocznie na kary śmierci.

Sama nazwa "Żuraw", jako symbol wielkiej wpadki i hańby, też została usunięta - okręt przemianowano na ORP "Kompas". Dodatkowo skierowano go do stoczni na radykalną zmianę sylwetki. Jednostkę wycofano ze służby w 1977 roku.

Obrazek
Po powrocie ze Szwecji Żurawia przebudowano i przemianowano na ORP Kompas.


http://historia.trojmiasto.pl/Ucieczki- ... 45093.html



-
„Ilość prawdy w polskich mediach liczymy w megabujdach”
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 3962
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Powrót do Historia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość