K.Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVIIW

K.Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVIIW

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Wt sty 08, 2013 1:52 pm

Kazimierz Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVII W. I.
6 Styczeń 2013
Źródło: http://gazetawarszawska.com/2013/01/03/ ... -xvii-w-i/

Data publikacji: 3.01.2013

Obrazek

WARSZAWA. GEBETHNER i WOLFF

KRAKÓW. G. GEBETHNER i Sp.

1914



http://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Bartoszewicz



Śmiało można powiedzieć, że antysemityzm w Polsce po­jawił się z chwilą, kiedy Żydzi, wszędzie prześladowani i wypędzani, zaczęli w coraz większej liczbie cisnąć się pod łagodne stosunkowo berło Piastowiczów. Z natury rzeczy ludność rdzenna zawsze niechętnie widzi napływ obcego ży­wiołu, przybywającego gromadnie, tem więcej, jeżeli goście ci osiadają na stałe i oddzieliwszy się murem chińskim od gospodarzy, ściśle zachowują swą odrębność językową, towa­rzyską i zwyczajową. Co do Żydów, „za karę przez Boga na rozproszenie skazanych”, nosili oni na sobie dodatkowo jeszcze klątwę religijną, byli uznawani za nieprzejednanych i zawziętych wrogów Kościoła, za plemię, tonące w błędach, gusłach i zabobonach, a oprócz tego za rasę przebiegłą, szkodliwą, żyjącą z wyzysku, zdolną do popełniania najohydniej­szych zbrodni. Łatwo pojąć, że poprzedzeni taką opinią, takiem „świadectwem moralności”, wystawionem przez całą chrześcijańską Europę, która tępiła ich bez litości, od razu spotkali się u nas z nieufnością, a bodaj czy nie ze wstrętem. Co więcej, sama wyłączność ich zatrudnienia, handel i lichwa, nie mogła wpływać na przychylne dla nich usposobienie.

Nie są to chyba bezpodstawne przypuszczenia. O do­wody trudno, gdyż, niestety, zbyt mało posiadamy wiadomo­ści, tyczących się naszych spraw domowych za panowania pierwszych Piastów, zbyt mało mamy szczegółów do charak­terystyki ówczesnych naszych stosunków wewnętrznych, go­spodarczych. Pierwsi nasi kronikarze byli prawie wyłącznie biografami książąt i historykami wojen, przez nich prowa­dzonych. Ale i tak już najdawniejszy z nich, Gallus oddając

2

hołd Judycie, żonie Władysława Hermana (f 1085), za jej dobre uczynki i dzieła pobożności, nadmienia, że „wielu chrześcijan własnymi środkami wykupywała z niewoli żydowskiej”1 Niewolę tę rozmaicie można rozumieć; -niewolnikami żydow­skimi, bowiem bywali zarówno jeńcy wojenni, jak dłużnicy, skazani przez wyroki sądowe na odsługiwanie długu, a na wet przestępcy, wykupieni od kary śmierci2. Tak czy owak (prawdopodobnie szło tu o dłużników), sam fakt tej niewoli musiał drażnić społeczeństwo, już i tak Żydom niechętne. Stąd znów przypuszczenie zupełnie uzasadnionej że ludność “rdzenna nieraz dawać musiała ujście swemu niezadowoleniu z przybyszów, zakreślających swemu „handlowi” tak rozległe granice. _

W kronice „mistrza Wincentego (Kadłubka), biskupa krakowskiego, spotykamy już pierwsze świadectwo czynnego wystąpienia przeciw Żydom szkolników krakowskich za Mieczysława Starego. Za „przypadkowe” pobicie Żyda sąd ich surowo ukarał, przeto kronikarz ganił i wyrok i sędziów, którzy wymierzyli karę jakby za świętokradztwo3). W roku 1219 wygnano Żydów po raz pierwszy z Wrocławia, który był wówczas miastem polskiem śląskiej dzielnicy Piastowiczów.

Sam słynny przywilej Bolesława księcia kaliskiego z r. 1264 jest jasnym dowodem, że ludność rdzenna była nie przychylnie usposobiona względem Żydów. Przywilej ten bo­wiem, otaczający Żydów szczególną opieką, nawet z pewną ujmą dla praw ludności rdzennej, stwierdza jednocześnie, że ich bito, rabowano, zabijano, że niszczono ich cmentarze, że ich posądzano o morderstwa rytualne, że rzucano kamieniami na ich szkoły (synagogi) i t. d.

1.Multos christianos de servitute Judeorum suis facultatibus re- ditnebat. (Bielowski: Monumenia, X, 429.)

2) Marylski: „Dzieje sprawy żydowskiej w Polsce”, Dr. Schip- per w „Studyach nad stosunkami gospodarczymi Żydów w Polsce pod­czas średniowiecza pisze: „Kraje słowiańskie, zwłaszcza za Czechy, Pol­ska i Ruś, posiadały pewien artykuł, który dla kupców żydowskich był szczególnie pożądany. Towarem tym — niewolnicy”. Wiadomo, że św. Wojciech Wykupywał z niewoli żydowskiej” W kronice Dytmara czytamy, źe Guncelin,”margrabia miśnijski, „familias multorum sepe id sibi querentiam Judeis vendidit*. (Bielowski; Monumenta, I, 284.)

2 „Judeum scholares casu percusserant: eidem pene (była wprzód mowa o 70 grzywnach) et eisdera iudicibus tamquam sacrilegi addicun- tur” (Kadłubek, wyd. Przezdzieckiego, str. 158).

3

Przywilej ten na razie miał ważność jedynie dla dziel­nicy Bolesławowej, ale we wszystkich dzielnicach Polski obowiązywały — uchwały synodów kościelnych. Przeciw Żydom oświadczyły się synody wrocławski (1267) i łęczycki (1285), oraz synod w Badzie (1279), zwołany przez Filipa, biskupa firminskiego, legata papieskiego, wysłanego do Polski i Węgier.

W konstytncyach tych zakazywano chrześcijanom pod kara, -ekskomuniki wszelkiej styczności z Żydami, dopuszcza­nia ich do urzędów, dzierżaw i innych zajęć. A ponieważ— słowa synodu w Budzie — „jest rzeczą bardzo niebezpieczną i świętym kanonom przeciwną, aby Żydzi, których pobożność chrześcijańska przyjęła i utrzymuje (pietus christidna receptai et sustimt), nie różnili się zewnętrznie od chrześcijan, przeto nakazano im, aby na ubraniu swem nosili przyszyte na pier­siach po lewej stronie kółka z sukna czerwonego (circulum de panno rubeo) 1).

Nowe badania wykazały, że antysemityzm kwitnął w naj­lepsze i za Kazimierza Wielkiego, który, choć przywilej bolesławowski rozszerzył na wszystkie swe dziedziny(1367)r. uchodzi — może nie całkiem słusznie — za” największego protektora Żydów (jeden z jego przywilejów żydowskich uznał Hube, a za nim inni uczeni, za sfałszowany). Źródła żydowskie wprost wspominają o rzezi Żydów w Krakowie za jego panowania, a w kronice oliwskiej pod r. 1349 zanotowano, że Żydzi w tym roku zostali wyniszczeni (deleti)w całych Niemczech i prawie (fere) w całej Polsce 2). Co do Polski, jest to oczywista przesada, ale bądź co bądź musiały być ja­kieś tumulty, o których doszła wiadomość do kronikarza. Wiemy, że w statucie wielkopolskim z 1347 r. ograniczono lichwę żydowską, motywując przepis tem, że „złość żydow­ska” dąży do tego, aby „chrześcijany nie tylko w wierze, ale też w bogactwie-zawżdy poniżyła i skaziła” 3). Wiemy, też, że w roku 1367 był pogrom w Poznaniu; Żydzi, nie doznaw­szy pomocy od króla, wysłali deputacyę aż do Rzymu. W roku 1369 mieszczanie krakowscy, przedstawiając w prośbie do

1.Konstytucya synodu w Budzie obowiązywała w Polsce. Od­znakę mieli nosić Żydzi „in terris nostrae ]egationis“. Helcel stwierdza, iż nasze „późniejsze synodalne wyroki i ustawy do statutów Filipa od­wołują się” (Helceł: „Starodawne prawa polskiego pomniki*, T, 338).

3) Dr. Bałaban: „Dzieje Żydów w Krakowie i na Kazimierzu*,

str.6.

a) Przekład Świętosława z Wojcieszyna (Swanthosław Swoczyeshyna) z r. 1449.

4

króla swe smutne położenie, skarżyli się na Żydów, że uchylają się od kar, ukrywają złodziejów, chwytają tych, co im zawinili i sami sobie wymierzają-sprawiedliwość. Za główną przyczynę swego złego położenia uważali mieszczanie to, że „miasto Kraków praw swych zostało pozbawione, a zapano­wali nad niem Żydzi, którzy wrogo przeciw chrześcijanom postępują i dopuszczają się bezprawi” l). Zasługuje Wreszcie na uwagę zanotowana przez współczesnych niechęć Krakowian do Żyda Lewka, który był jednym z dzierżawców salin w Bochni i Wieliczce, a przy tem ściągał miejskie należytości. Opowiadano o nim, że posiada zaczarowany pierścień, któ­remu, zawdzięcza swe bogactwa2).

Wobec tych faktów, a choćby ich nie było, już wobec nastroju jaki musiał panować względem Żydów dla przyczyn wymienionych, wysoce zabawne wrażenie czynią słowa Czac­kiego o Żydach za Kazimierza Wielkiego. „Kupiec chrześci­janin— pisze Czacki — nie sarkał na Izraelitę, a kiedy han­del kwitnął pod cieniem wolności, chrześcijanin w kościele a Żyd w szkole błogosławił niebu za jedną ojczyznę i za ró­wną sprawiedliwość” 3). Istna sielanka — jakże- daleka od rzeczywistości!

Nie mam zamiaru ani streszczać historii i Żydów Polsce, ani powtarzać rzeczy znanych o tem, jak się do nich odnosiło prawodawstwo polskie. Szło mi jedynie o zazna­czenie, że już za czasów piastowskich budzili niechęć, obja­wiającą się w mniej lub więcej ostrej formie.

Nie lepiej było i za czasów jagiellońskich. Już na wstę­pie do nich Ludwik węgierski wypędzał Żydów, jeżeli wie­rzyć Czackiemu. Była to zresztą epoka wielkiego i ogólnego ich prześladowania w całej Europie. Historia od drugiej po­łowy w. XIV do“ końca w- XV notuje całe szeregi faktów wypędzania Żydów z różnych państw i miast znaczniejszych.

1) Monumenta medii aevi, IV, 2, 23.

3) Lefko Judaeus (Helcei, I, c., str. XIV i 217). Lewko tęn był później „bankierem” Ludwika węgierskiego, Jagiełły, Jadwigi, Ziemo­wita mazowieckiego i wielu magnatów, którzy się u niego zadłużali i dobra mu w zastaw dawali. Szlachta wciąż się na niego skarżyła. Kle­mens z Kurowa, ojciec późniejszego arcybiskupa gnieźnieńskiego, z proś­bą o obronę przeciw niemu udawał się aż do papieża Bonifacego IX,który polecił sprawę zbadać, a ewentualnie zabronić chrześcijanom sto­sunków ż Lewkiem pod grozą cenzur kościelnych. (Kutrzeba: „Stano­wisko prawne Żydów w XV w/ (Przew, naukowo4iierackiy 1901 r.)

3) „Rozprawa o Żydach” (Wilno 1Ś07), str. 76.

5

Za Jagiełły w roku 1399 oskarżono Żydów poznańskich

O wykradzenie i zbezczeszczenie hostii; z tego powodu wy­buchły przeciw nim „tumulty” w Krakowie a w miejscu, gdzie znaleziono skradzioną i pokłutą hostię, stanął, kościół Bożego Ciała z klasztorem, o czem świadczy dekret Jagiełły z roku 1406. Na. ten sam rok (1406) przypada spalenie w Krakowie Żyda, fał­szerza pieniędzy; oprowadzano go po rynku w koronie, wy­sadzanej fałszywemu monetami. Wypadki te musiały oddzia­ływać na usposobienie pospólstwa. To też w następnym roku, za przyczyną kaznodziei, magistra Budka, który oskarżył w Krakowie Żydów o zamordowanie dziecka chrześcijańskiego

I rzucenie kamieniem, na księdza, idącego z wiatykiem, ude­rzył tłum na ulicę żydowską, i mimo, że starosta krakowski z burgrabią Litwosem na obronę im przybiegli pogrom przy­brał takie rozmiary, że wielu Żydów dla ratowania mienia i życia chrzest przyjęło1). Stanisław ze Skalmierza w ka­zaniach, wygłaszanych przed Jagiełłą, miał ganić Żydów i za­chęcać, żeby zrobić z nimi porządek2). Wystąpił przeciw nim synod kalisko-wieluński Mikołaja Trąby w roku 1420, wzywając Jagiełłę, aby uśmierzył ucisk, jaki wywierają przez branie niezwykłej lichwy (non moderatae usuraej3). Wskutek tego zapewne w statucie wartskim Jagiełły czytamy, że „ży­dowskie przewiarstwo, gdy chrześcijanom zawżdy jest prze­ciwne i nieprzyjacielne”, przeto chcąc „poddanym naszym łaskawie podpomódz…, zapowiadamy, aby Żydowie na listy a zapisy pieniędzy nie pożyczali, ale tylko na zakłady” (za­stawy, fanty)4). W roku 1423 Jan Tarnowski ścigał winnych tumultu, wznieconego przeciw Żydom w Krakowie.

Lepsze dla nich nastały/ czasy za Kazimierza Jagielloń­czyka. Deputacye żydowskie z całej Polski przybyły w roku 1453 do Krakowa, aby postarać się o zatwierdzenie przywi­lejów kazimierzowskich. Król dał przychylne ucho prośbom, potwierdził nawet ten przywilej, który dziś krytyka histo­ryczna uznaje za sfałszowany, a który nadawał Żydom prawo zabierania za długi dóbr szlacheckich. Przeciw temu potwier-

1) Długosz pod T. 1407.

2) Piszę: „miał1*, ponieważ wiadomość tę z rękopisów podaje

Czacki, który często się myli, Cytując nawet źródła dostępne, drukiem

ogłoszone.

3) „Starodawne prawa polskiego pomniki*, IV, 238.

4) Helcel, 1. c., 320, w przekładzie Świętosława z Wojcieszyna, „Quia valde periciilosum est et sacris-canonibus inimięum, quod Judaei. quos pietas Christiana receptat et sustinet i t. d.



6

dzeniu powstała gorąca opozycya, na której czele stanęli Zbigniew—Oleśnicki i Jan Długosz, dla którego przywileje Kazimierza W. miały „śmierdzący zapach”. Ale król nie zważał na ich przedstawienia Bezowocne były i zabiegi przy­byłego wówczas z Wrocławia do Polski słynnego ascety i kaznodziei, Franciszkanina, Jana Kapistrańa (Giovanni Ca­pistrano).

Kapistranowi powierzył papież Mikołaj V misyę do kra­jów północnych. Miał do zakonów wprowadzać ostrą dyscy­plinę, walczyć przeciw heretykom, przygotowywać umysły do krucjaty przeciw Turkom. Jego ognistych słów słuchały wszędzie tak olbrzymie rzesze, że musiał przemawiać na otwartem polu. “Kiedy powstawał przeciw zbytkom, kobiety najkosztowniejsze szaty rzucały w ogień. W Wiedniu miewał słuchaczy po sto tysięcy. Żydów gromił już we Wło­szech, w Niemczech piętnował lichwę…

Oleśnicki już w roku 1451 wzywał go do Krakowa, aby potęgą swej wymowy walczył przeciw zepsuciu obyczajów; wreszcie w roku 1453 Długosz „osobistem swem wstawien­nictwem wyjednał jego przybycie”1). A stało się to w chwili, kiedy Kazimierz Jagiellończyk wysłał posłów do bawiącego we Wrocławiu Ładysława Pogrobowca, króla czeskiego i wę­gierskiego, z prośbą o rękę jego siostry Elżbiety, córki ce­sarza Albrechta II. Posłowie, powracając, zabrali z sobą Kapistrana, na którego powitanie wyszło w Krakowie całe du­chowieństwo i tłumy ludu, mając na swem czele królowę Zo­fię, wdowę po Jagielle, oraz Kardynała Zbigniewa. Kapistran kazał na rynku krakowskim, a słowa jego, podawane przez tłumaczy in vulgari lingua, sprawiły olbrzymie wra­żenie. Ale Kazimierz Jagiellończyk nie ulegał wrażeniom. Napróżno Kąpistran, objaśniony przez Oleśnickiego i Długo­sza, przekładał królowi, że wszystkie nieszczęścia i klęski królestwa (Krzyżacy łupili kraje pruskie) pochodzą ze sprzy­jania „żydowskiej niewierności i lichwie”, napróżno wołał: „Strzeż się, aby. Cię za lekceważenie mych upomnień nie spotkała kara” 2). Więc skarżył się Kapistran w liście do pa­pieża, że król nie, posłuchał jego rady i posyłał papie-

1) Morawski; „Historya Uniw. Jag.11, II 26—32. Bałaban (1. c.), za­pewne na podstawie słów „osobiste wstawiennictwo**, pisze, że sam Dłu­gosz pojechał po Kapistrańa. W spisie posłów jednak go nie znaj­dujemy.

2) Balaban z roczników franciszkańskich wyd. Waddinga:

7

żowi kopię przywilejów żydowskich „wraz z innęmi książkami

przeciw potomstwu czarta”1

Oleśnicki jednak nie zasypiał sprawy. Przechował się list jego do króla z ostrymi wyrzutami, „Z ujmą i obrazą religii -— pisał kardynał — udzieliłeś Żydom pewnych wol­ności i przywilejów, które niby miał nadać Kazimierz. Lecz ojciec Twój w mojej obecności… te przywileje czytał i lubo ujmowany wielu darami przez Żydów, wzbraniał się je po­twierdzić”. Dalej wyrzucał królowi, że potwierdził te prawa, „nie porozumiawszy się ani ze mną…, ani z licznymi baronami. Co gorsza, pozwoliłeś na pewne artykuły przeciwne religii chrześcijańskiej”. Przypominał, że wielebny ojciec Kapistran „objaśnił” króla, „jak te przywileje obrażają Boga”, jak „przyćmiewają sławę” króla i, podają go w obrzydzenie”. Więc też Oleśnicki „prosił i zaklinał”, aby król odwołał te „zatwierdzenia i wolności”, aby pokazał, że jest królem katolickim, i „usunął rzeczy, z których niesława imieniu Twemu i jeszcze gorsze skutki powstać mogą”2). —Te „gorsze skutki” nie kazały w przekonaniu współczesnych długo na siebie czekać. Nietylko dla Oleśnickiego, lecz zapewne dla wielu lu­dzi wybitnych, nie mówiąc o tłumie szlacheckim i mieszczańskim, było rzeczą jasną, że klęska pod Chojnicami, ponie­siona w walce z zakonem krzyżackim (1454), była znakiem gniewu Bożego za potwierdzenie przywilejów żydowskich. Klasyczny przedstawiciel ówczesnej psychiki polskiej, Jan Długosz, twierdzi stanowczo, że „wolności, będące zniewagą wiary św., udzielone Żydom przez króla i radców jego, za które Zbigniew kardynał i Jan Kapistran, mąż świątobliwy, króla Kazimierza publicznie oskarżyli i gromili, a których je­dnak odwołać nie chciał, wywołały gniew Boży na króla i naród”…

Szlachta zaczęła się burzyć. Król, przerażony jej bun­tem, cofnął „listy jakiekolwiek, zabezpieczające rozmaite wol­ności Żydom…, a które, są przeciwne prawu boskiemu i konstytucyom ziemskim” 3). Odwołanie to nastąpiło w Nieszawie w roku 1454. W rok potem kardynał Zbigniew zstąpił do grobu, a wkrótce po jego śmierci król znowu dał ucho „rad­com” i odwołał statut nieszawski. Długosz, pisząc o pożarze

1) Tamże, sir. 34.

2) Monumenta medii aevi, codex epistolaris saeculi XV, t. II, str. 146.

3) Bandtkie: „Jus polonicum”. Statuty nieszawskie, 289.

8

Krakowa w roku 1459, stwierdza, iż „wielu wierzyło, że był karą niebios za nadane Żydom przywileje” (pożar ten wybuchł „u Tomasza, gdzie Żydzi mieli składy”).

Zatrzymałem się, wbrew założeniu, nieco dłużej nad tym epizodem, jako wybornie charakteryzującym walkę, toczącą się między przeciwnikami Żydów a ich obrońcami, mającymi poparcie u tronu. Z jednej strony szła do boju gorliwość religijna, z drugiejjak jednozgodnie twierdziła opinia, dzia­łał potężny wpływ bogactw żydowskich. Wreszcie dodać na­leży, iż sam skarb królewski miał interes w popieraniu Ży­dów1).

Jan Olbracht przywrócił postanowienia statutu nieszawskiego (1496). Za jego panowania wybuchły wskutek pożaru w Krakowie, rozruchy przeciwko Żydom, czego następstwem było wypędzenie ich z miasta i osadzenie na Kazimierzu (1494). Już zresztą w roku 1485 Żydzi krakowscy „dobrowolnie“ (?) zrzekli się prawa handlu i wykonywania przemy­słu. Występował przeciw nim ostro kardynał Fryderyk Ja­giellończyk, w obronie ich stawał Kallimach. Król Aleksan­der był im nieprzyjazny, za co go chwalił Zborowski, kasztelan sandomierski. Na Litwie, gdzie Aleksander rządził jako abso­lutny monarcha, postanowił zniszczyć Żydów i wypędzić ich; rozpoczął od wygnania ich z Grodna i jego okolic 2). Nato­miast Zygmunt I okazał się względniejszym dla Żydów. Odwołał banicyę ich na Litwie, organizował ich, ustanawiając nad nimi przełożonych, z pośród nich mianowanych. Żydzi znaleźli wielu obrońców i przyjaciół. „Choćby był chciał, nie mógł sejm polski nic złego zrobić Żydom, bo ujmowali się za nimi ciągle król, panowie i szlachta. Zauważono, że ża­den szlachcic polski nie może się obejść bez Żyda” mówi około roku 1523 słynny Maciej z Miechowa8).

Żydzi, ufni w protekcyę, zaczęli obchodzić ustanowione ograniczenia, co wywołało w roku 1538 skargę kupców krakowskich, żalących się na swój upadek materialny. Na skargę tę Żydzi odpowiedzieli broszurąAd quaerellam mercatorum Cracoviensium responsutn Judaeorum de mercałum (1539). w której rozwinęli pogląd na swe stanowisko. Co do dzielą­cej ich od społeczeństwa religii, powoływali się na to, że re-



) W przywileju bolesławowskim, zatwierdzonym przez Kazimie­rza W., krzywdzący Żydów był uważany „ut dissipałor nostre camere“ !) Narbutt: „Dzieje narodu litewskiego’, t. VIII, str. 490.

*) Maciejowski: „Historya prawodawts slowwiańskich”, IV, 301.

9

ligie podlegają, odmianie stąd nie godzi się prześladować wzajemnie. Lepiej posiadać Żydów z wyznaniem wiadomem, niż żądać od nich hipokryzji. Handel żydowski sprowadza pieniądze do kraju. Polaków (chrześcijan) rzemieślników cał­kiem niema; a kupców zaledwie 500; tymczasem kupców, ży­dowskich jest 3200, a rzemieślników trzy razy tyle. Niech kupiec chrześcijański nie zbytkuje, niech sprzedaje tanio jak Żyd, a każdy u niego kupować będzie 1).

Jednocześnie z tą polemiką stał się fakt dziwny, prawie nie do uwierzenia. Walka religijna, wywołana wzrostem protestantyzmu, doprowadzić miała do tego, że pomiędzy chrześcijaninami znaleźli się zwolennicy religii mojżeszowej. W r. 1539 — notuje Marcin Bielski — spalono na rynku krakowskim -Katarzynę Malcherową, rajczynię, która „przez Żydów omamiona, chrześcijańską wiarą wzgardziła”. Nie była ona jednak wyjątkiem, bo zaraz potem tak pan Marcin opowiada:

„Żydowie tego czasu, widząc, iż się ludzie ięli o wierze swej chrześciańskiey gadać i swarzyć, iakoby wątpiąc o niey, niemało chrześcian u nas na żydowską wiarę zwiedli i onych poobrzezowali: a żeby sie tego nie kaiali, z Korony je do Węgier, a po tym do Turek wysyłali. Względem czego gdy król Zygmunt kazał inquisicya wojewodzie i staroście kra­kowskiemu między Żydy czynić, Żydowie się przez sprawcę do cesarza tureckiego uciekli, prosząc o przyczynne listy do króla, aby Żydom do Turek wolno było jeździć. Cesarz tu­recki im powiedział, aby o to nie prosili, ale żeby mało po­czekali, a ja, powiada, w rychle tam będę i chrześciany wy­pędzę, a wam pokój uczynię i wszędzie wolną drogę otwo­rzę. Król Zygmunt, jako pan chrześcijański, tak się w tym poczuł, że za częstą i srogą inąuisicyą to prędko, ucichnąć i ustać musiało. Tak był nieźle począł szatan swe proporce rosciągać“ 2).

Słowa Bielskiego potwierdza list Zygmunta I do panów litewskich z roku 1539. „Zawiadomiono nas — pisze król,— jakoby niektórzy ludzie- wiary chrześcijańskiej z państwa naszego koronnego Polskiego, z miasta Krakowa i innych miast koronnych, przystąpili do zakonu żydowskiego i obrzezanie przyjęli, i że ci ludzie z tutejszych miast naszych, do Wiel-



1) Streszczenie broszury według Czackiego. Broszury tej niema w dostępnych mi bibliotekach. Zresztą oprócz Czackiego nikt jej wi­docznie nie miai w ręku, bo wszyscy go powtarzają.

2) Bielski, wyd. 1597 r., sir. 580:

1

kiego Księstwa Litewskiego wyjechali; insi wywiezieni zo­stali, i po tamecznych miastach naszych mieszkają, żyją w wie­rze żydowskiej i z tamecznymi obcując Żydami”. Więc król „chcąc ten błąd zatamować”, wysłał na Litwę dwóch dwo­rzan, a by takich neożydów wyszukiwać, śledzić i dawać wia­domość o nich urzędom, aby ich chwytały, więziły, a tych co ich ukrywają pojmały i majątki ich na rzecz skarbu za­brały. Ale od Żydów litewskich nadeszły skargi, że owi dwo­rzanie dla własnej korzyści niewinnych prześladują, po dro­gach przytrzymują, tak że Żydzi boją się jeździć po jarmar­kach, handel zaniedbują i dochodzą do upadku. Żydzi zarę­czali, że niema pomiędzy nimi owych zbiegów z Korony, ani też takich obywateli litewskich, co by odstąpili od wiary chrze­ścijańskiej i obrzezania dokonali. Za Żydami wstawiały się różne „Miłoście”, do których właśnie król list swój pisał, a byli między nimi biskupi, wojewodowie, hetman Jerzy Radziwiłł itd. Obwiniali oni dworzan królewskich o „bez­prawne postępki”, a pan Jan Gronostaj, „podskarbi ziemski, marszałek i pisarz nasz”, zwracał uwagę, że Żydzi wskutek prześladowań nie jeżdżą na jarmark lubelski, „przyczem w mytach naszych wielka szkoda się dzieje”.,. Więc król, nie od­wołując rozkazu poszukiwania winnych, napisał „do wszyst­kich starostów, dzierżawców i urzędników w W. Księstwie, aby Żydów, w żydostwie urodzonych i nowoobrzezańców nie ukrywających, otoczyli opieką, pozwolili im swobodnie i bezpiecznie mieszkać, jeździć za zakupami i targować bez żadnej przeszkody” 1).

Sprawa tych „odchrztów” — jeżeli się tak można wyra­zić — nie jest dość jasna. Wprawdzie Bielski, a za nim inni kronikarze, fakt ten przyjmują, ale królewskie „jakoby” budzić musi pewne wątpliwości. Bądź co bądź, pomijając Malcherową, wierzono w ich istnienie, a to musiało zwięk­szać nieprzyjazny nastrój przeciw Żydom, a na Litwie pro­wadziło tak do „bezprawnych postępków”, jak do obrony Ży­dów przez senatorów litewskich. Wśród senatorów koron­nych nie brakło antysemitów i filosemitów. Wiemy np. że do pierwszych należał kanclerz i biskup krakowski, Chojeński, do drugich—Łukasz Górka, wojewoda poznański. Słynny Piotr Kmita z Wiśnicza podburzał przeciw Żydom, „skubał” ich, wyciągał od nich wielkie sumy. Wystąpiła przeciw, Ży-

1) Cały list Zygmunta I podaje w przekładzie polskim Kraushar w swej „Historyi Żydów w Polsce* (str. 206 i dalsze).

11

dom i Akademia Krakowska. Na synodzie piotrkowskim w r. 1542, pod przewodnictwem Gąmrata postanowiono „zredukować Żydów w prowincji gnieźnieńskiej”, zwłaszcza w Kra­kowie, zmusić ich do sprzedaży domów, zburzyć synagogi, zabronić im handlu po rynkach, odsunąć ich od wszelkich urzędów, nakazać im nosić odmienną odzież itd.

Można poprzestać na tej garści faktów, które dostatecz­nie stwierdzają, że kwestia żydowska za czasów jagielloń­skich była wciąż na porządku dziennym, wywoływała starcia, burzyła umysły. Rzecz więc oczywista, że musiała ona znaleźć echo i w literaturze.



I.

Naszych pisarzy antysemitów XV—XVII “wieku należy podzielić na dwie grupy. Pierwszą z nich składają statyści, prawnicy, historycy, kaznodzieje, poeci, którzy jedynie mimochodem, przy nadarzonej sposobności, wypowiadają swe zda­nie w kwestii żydowskiej, lub wyrażają swą niechęć ku Ży­dom. Drugą grupę stanowią autorowie osobnych prac (dzieł, broszur, satyr, utworów humorystycznych), specjalni prze­ciw Żydom wymierzonych.

Wiemy już, że Gallus, Kadłubek, Maciej z Miechowa, Stanisław ze Skalmierza, a potem. Długosz i Bielski nie sprzy­jali Żydom1). Do antysemitów XV w. zalicza p. Marylski— nie wiem czy całkiem słusznie — Pawła z Brudzewa Włodkówicza, który w swym traktacie o władzy papieskiej i ce­sarskiej (koło 1400 r.) zastanawia się nad tem, czy książęta chrześcijańscy mogą Żydom i Saracenom zabierać mienie i wypędzać ich ze swych posiadłości, oraz czy papieże takie postępowanie mogą panom świeckim zalecać lub nakazać. Zdaniem autora traktatu, pan chrześcijański nie powinien tego czynić bez sprawiedliwych przyczyn, jeżeli Żydzi zachowują się spokojnie, lub jeżeli z ich strony nie grozi dla chrzęści-

1) Bielski w swej Kronice kilkakrotnie o nich wspomina. Mówi, że trudno było dochodzić na nich sprawiedliwości, bo sprzyjali im urzędnicy i często karano chrześcijanina, gdy się na nich skarżyi (str. 728) Przytacza, że ich oskarżano o bezczeszczenie sakramentu, opo­wiada o pogromie za podnietą Budka, o znanym napadzie na nich piel­grzymów, przechodzących do ziemi św. o wyniesieniu się ich na Kazi­mierz i t. d.



12

jan niebezpieczeństwo. „Łatwo jest domyślić się — dodaje p. Marylski, że przyczyny takie nastręczały się często”1).

Natomiast już zupełnie słusznie tenże autor zamieszcza między antysemitami Jana Ostroroga, największego statystę polskiego dawnych wieków, który żądał, aby kaci, nierządnice i Żydzi odróżniali, się odznakami. „Żydzi— pisał—.. także używają prawa niesłusznego, iż im wolno brać lichwę, obce rzeczy dzierżawic i posiadać, nie oddając ich, dopóki ich właściciel nie wyliczy tyle, ile żądają. Niechże to prawo zostanie zniesione i uchylone. Jeżeli im ta wolność zostanie odjęta, ustaną tem samem liczne kradzieże”2).

Po Ostrorogu Stanisław Zaborowski roztrząsał w II księdze swego Traktatu („ Tractatus quadrifidus de natura iurium et bonorum regis” — koło 1500 r.) sprawy heretyckie i żydowskie. Silnie zwłaszcza, w zgodzie z Ostrorogiem, wy­stąpił przeciw lichwie, która nietylko sama w sobie jest złem, ale daje podnietę do kradzieży i demoralizacyi. Grzeszą więc ciężko ci książęta, którzy nie zmuszają Żydów do zwrotu szkód, wyrządzonych przez lichwiarzy (Marylski).

Z kolei zabrał głos historyk Jodocus Jost (Justus) Lo- dovicus Decius (Dejcz, Dijecz), spolszczony Alzatczyk, sekretarz Zygmunta I, wójt piotrkowski, żupnik, wielkorządca kra­kowski, uczestnik poselstw do Wiednia i Wenecji, przez Cesarza tytułem hrabiego państwa rzymskiego obdarzony, a którego imię do tej chwili przechowało się w nazwie Woli Justowskiej pod Krakowem. Opisał on pierwsze lata pano­wania Zygmunta I, które z innymi swemu pismami i Kroniką Miechowity wydał w Krakowie. Historyk ten pod rokiem 1516 pisze: „Po Tatarskim splądrowaniu Ruskich kraiów okrutnym y krwawym, często ciż poganie do nas wpadać, serce przeciwko nam wziąwszy, poczęli. Co Bog za słusznym na grzechy ludzkie gniewem swoim, iako na on czas rozumiano, dopuścić raczył. Bo, iako pokoiu świętszego y szczęśliwszego powodzenia ludzie doznawać poczęli, oziębła w nich przeciwko Bogu y religiey boiaźń: bo nie tylo o rzeczy Boskie y po­bożność powinną nie dbali, ale też w obyczay to u nich było weszło, Bożym y religiey Chrześciańskiey nieprzyiaciołom znaczne fawory pokazować. Tego bowiem czasu (co y przed-

1) Marylski: „Dzieje sprawy żydowskiej

2) ,,Monumentum pro comitiis generalibus regni sub rege Casi- miro” etc. Powstanie tego dzieła odnoszą historycy do r. 1460. Ostro­róg umarł 1501.

13

tym iuż się było zaczęło) Żydzi poczęli być w więtszey cenie: ledwie Cło które abo Myto było, ktorego abo nie trzymali, abo się o nie mocno nie starali. Pospolicie w tym Chrześcijany Żydom pod moc poddawano, z przednich Panów y sa­mych Rzeczypospolitey Senatorów ledwie który był, u ktoregoby w domu Żyd potrzeb domowych nie zawiadował y władzey na Chrześciany -sobie powzdaney nie miał: y rychley ich Panowie niźli Cbrześciany choć od zmyśloney krzy­wdy bronili. Słusznie tedy to karanie przyszło na nich, któ­rym się na Zydy kiedyś Bog przegrażał. Bo iż Boże y krzyża świętego nieprzyjaciele przeciwko prawu Bożemu y kanonom kościelnym na rękach piastowali, sami też nieprzyjaciołom swoim na korzyść y rozszarpanie są sprawiedliwie podani. Poty słowa tego Historyka”1

W dwadzieścia lat później (1543) Stanisław Orzechow­ski w rozprawie „Respublica Polona” etc., którą złożył sej­mowi, ganił ostro „przywileje żydowskie zgubne dla chrze­ścijan”. Dają one wprost Żydom prawo okradania, rozbija­nia, oszukiwania. Przywileje te pozwalają chrześcijan gnę­bić i grabić, a rzeczami im skradzionymi dzielić się Żydom z sędziami i swymi przyjaciółmi. Samo wymaganie, aby dwu świadków żydowskich musiało stwierdzić winę Żyda, jest zapewnieniem bezkarności. Ubolewał Orzechowski, że będący plagą dla Wielkopolski przywilej Bolesława kaliskiego rozszerzono na całą Polskę. Nie poprzestał na tem głośny statysta, wyliczał bowiem nadużycia urzędników królewskich, jakich za jego czasów na korzyść Żydów się dopuszczali. Wspominał i o sprawie posądzania Żydów o szpiegostwo na rzecz Turcyi, i o deputacyi żydowskiej do króla. Oskarżeni okupili się i odzyskali wolność. Tymczasem jeżeli byli winni, należało ich skazać na gardło, a jeżeli byli niewinni, za co ich ukarano grzywnami?2)

Po historykach, prawnikach i statystach odezwała się i lutnia Apolłina pod wprawną ręką Jana Dantyszka, biskupa warmińskiego, słynnego posła i dyplomaty, towarzysza Zyg­munta I w wyprawie przeciw Moskwie i na kongres wiedeń­ski, ulubieńca dworów i cesarzy, który zwiedziwszy prawie całą Europę, powrócił do kraju jako poeta laureatus. Przy-



1) „Corpus hiśtoriae polonicae”, fol. 336. Podaję ten ustęp w prze­kładzie Mateusza Bembusa z broszury p. t. s, Kometa 10 jest pogróżka z nieba” i t. d. (1619).

2) Streszczenie podług Marylskiego (str. 98).

14

woził prócz tego z sobą sympatyę dla kultury Zachodu i antypatyę do Żydów. Julian Bartoszewicz twierdzi, że miał ku temu osobiste powody. Wstręt swój do Żydów wylał w „Car­men de Judaeis”, o którym dał wiadomość dopiero medyk Sebastyan Sleszkowski w swem „Odkryciu- zdrad… żydow­skich” (1621). Sleszkowski ten (będzie o nim poniżej), jako lekarz Szymona Rudnickiego, biskupa warmińskiego, mając sposobność przeglądać rękopisy biblioteki heilsberskiej, zna­lazł księgę z. napisem; „Poemata Joannis Dantisci episcopi varmiensis” 1), a w niej wiersz pomieniony, zaczynający się od słów:

„Barbara, inhumana est, petulans, fur i osa, .proterila,

Perfida, olanda, procax, insidiosa, rudis” etc.

i umieścił go w swem „Odkryciu”, tak „na wieczną pa­miątkę tego zacnego niekiedy poety i biskupa”, jak i „na pohańbienie tego przeklętego narodu”. W sto kilkadziesiąt lat później przetłumaczono ten utwór i wydrukowano w marnej (nawiasem mówiąc) broszurze „Błędy talmutowe“. Oto jak w tym przekładzie zapatrywał się Dantyszek na Żydów:



„Naród Żydów iest gruby, bez wszelkiej ludzkości,

Pełen wszelkiey rozpusty, także y wściekłości.

Trwa w nim upor niezmierny, naród to zdradliwy,

Usty pochlebiający, czołem nie wstydliwy,

Wszędzie stroi zasadzki, iednak nierozumny,

Omylny y zwodzący, obmierzły y dumny,

Naród, który na innych rozpościera wniki,

Bestyalski, okrutny, zazdrosny y dziki.

Niesłuszny, nic dobrego, co rad drugich zwodzi,

Zbrodzień, naród o którym mówić się nie godzi,

Rad przeciwny świętościom, srogi i straszliwy,

Chytry, także nieprawy, głupie gadatliwy,

Bez mądrości, bez zmysłu, naród głową drwiący,

Naród w złościach roztargnion, naród swywolący.

Każdego sławę ruszy, kłama ustawicznie,

Nic nie życzy nikomu, surowy rozlicznie.

Rozrywa cudze dobra, naród bardzo sztuczny,

Niestatek dwuięzyczny, potyczny, kałuczny.

Raz tak, drugi raz owak, nader niecierpliwy,

Lekkomyślny, gdy ma czas y honoru chciwy,

Nikomu nie iest wdzięczny, rad rozkazuiący,

Piianica, ciemiężnik, rebellizuiący.



1) Księgę tę zabrano później do Upsali (Wiszniewski).

Nietrzeźwy, cudzołożny, który nic nie robi,

Przecięż figlem do gardła łakotki sposobi

Naród to iest pletliwy, groźny y nikczemny,

Rozsądku nie maiący, w skargach swych daremny,

Łakomy, swarow chciwy, prędki do rwania się

Na kogo, y sposobny do powłoczenia się. ‘ \

Naród brzydki, .uszczypny, zmyślaiący siła,

Bezbożność mu y chardość aż nad zwyczay miła.

Fraszkami się bawiący, pasz sprawiedliwości,

Chłopski y melancholiczny, pełen wszeteczności.

Sprośny, nieubłagany y na gwałt zawzięty,

Bez, wszelkiey podcziwości, naród to przeklęty.

Nic po nim, y zaiadły, leniwy bez mienia,

Tchorzowaty, frant skryty, syty osławienia.

Nierostropny a krwawy, bez zdrowey pamięci,

Nieuk, potrzebuiący, szpetny wszystek w chęci

Żeby żyć w prożnowaniu, słowem iest to taki

Naród Żydów dzisieyszych bardzo ladaiaki,

Który nic nie uważa sprawiedliwych rzeczy,

Co słuszność wskazuie, nie ma nic na pieczy.

Żadney w nim nie znaydziesz cnoty, pobożności

Żadney dobroci nie ma, w swym sercu miłości”1).

Jakób Przyłuski w swych statutach (1553 r.) chwali króla Aleksandra, że nie przyjął podarunków żydowskich, wyliczyw­szy zaś srogie prawa zagraniczne, wymierzone przeciw Żydom, dodaje: „qucie leges apud nos desiderantur” poczem — jak się wyraża z bólem Czacki — „nie szczędzi im obelg”. Jakich — Czacki nie podaje, nadmieniamy więc tylko że Przyłuski przyrównywał Żydów do morowego powietrza, na­zywał ich zawodowymi nieprzyjaciółmi religii Chrystusowej, bluźniercami, oszustami, fałszerzami pieniędzy, psami zgło­dniałymi itd,2). Czackiego te „obelgi” tem więcej dziwią, iż Przyłuski, były ksiądz-katolicki, powinien był odznaczać się większą tolerancyą niż np. Hozyusz, który w dziele „Con- fessio fidei catholicae“ (1551) dwa razy tylko o błędach ży­dowskich wspomina.

Grzeczniejszy też dla Żydów — według Czackiego — był w swej Postylli Białobrzeski, biskup kamieniecki (1581),

1) Tytuł broszury: „Błędy talmutowe od samych, Żydów uznane

i przez nową sektę SiapWścieciuchow czyli Contra-Talmutystów wyra- chowane, dla ciekawości czytelnika za pozwoleniem starszych do druku podane Roku Pańskiego 1784“. Estreicher zna poprzednie wydania z 1758 i 1773 r.

2) „Leges seu statuta ac privilegia Regni Polonia©rf 1553 r. w glos- sie de Juatis (str. 353—356):. „Et si autem. Judaei Rempubl. sint ipsissi- mae pestes“ etc.

niż Mikołaj Rej. Wprawdzie w Postylli Reja, wydanej w r.1557, w liście I jest tylko lekka wzmianka o błędach żydow­skich, lecz w „wyłożeniu Męki Pańskiej przed zgromadzo­nymi Panami i chrześcijańskim ludem, tegoż roku wydru­kowanem, Rej w liście 8 woła, aby wszyscy chrześcijanie le­piej wypleniali Żydów, jak siebie wyplenić przez nich dozwo­lili”1). Coś tu się Czacki pomylił, bibliografia bowiem dzieł Reja nic nie wie o wydanem osobno przez niego „Wyłoże­niu Męki Pańskiej” ani w r. 1557, ani w żadnym innym. Wy­kład taki znajduje się natomiast w samej Postylli2), ale choć go przejrzeliśmy, słów zacytowanych przez Czackiego znaleźć nie mogliśmy. Zapewne więc Czacki, jak mu się to nieraz zdarza, zbytnio zaufał jakiejś niesprawdzonej notacie.

Kiedy mowa o Reju, zawsze przychodzi na myśl Kocha­nowski. Ale śpiewak czarnoleski, pędząc życie na „wsi spo­kojnej i wesołej”, mało widywał Żydów i mało go też obcho­dzili. Są o nich wzmianki zaledwie w dwu Fraszkach. We Fraszce „Na pany” porównywał panów dawnych ze współ­czesnymi sobie:

„Oni (dawni) się w męstwie, w dzielności kochali,

Dziś ledwie Żyda z workiem pieprzu wolą“…

We Fraszce zaś „Do Pawła” zauważył:

„A jeślibyśmy kłaniać się pieniądzom mieli,

Pewnieby tego po nas i Żydowie chcieli”.

Za to Klonowicz, jako mieszkaniec Lublina, który był przez czas pewien jakby stolicą Żydów polskich, ba! jako sę­dzia do spraw żydowskich, musiał się często stykać z tymi „niewiernymi”, zatem jako satyryk, chłoszczący wszystkie stany i o nich zapomnieć nie mógł w swojej „Victoria deorum” A więc pisze w niej w rozdziale XIV: „Żyd lichwą ciąży wielkim miastom, dziwnemi siły dobija się podłego zysku; przedaje wszystko: handluje wodą, handluje powietrzem, han­dluje pokojem, frymarczy przedajnem prawem! A wszędzie, gdzie się z handlem wciśnie, przymili się panującym, aby, zarzucić sieci zwykłego sobie obłowu; szarpią go i obdzierają

1) Czacki: „Rozprawa o Żydach”. Wilno, 1807, str. 88. ‘) „Świętych słów i spraw… Kronika albo Postylla”.

17

urzędnicy.. ale on ich nawzajem, bo nikt, celnik nawet, nie ustrzeże się jego fortelów — tak wszystkich nawet nagle oślepić może złoto. Otóż to Abrahama podobno jedyne potomstwo, naśladujące święte i sprawiedliwe obyczaje przod­ków”1) A dalej jeszcze pisze w rozdz. XXVI: „Oto Żyd bezwładny, z świata całego wygnany, łupiestwem nabywa skarby, które po miastach w wielkiej liczbie gromadzi, liczyć ich nie chce, mierzy je kupami, a jednak podły drży, oddy­chać nie śmie, choć jego skrzynie duszą złoto niezliczone, nie doda mu odwagi pieniądz, zgina spodloną głowę, nie śmiejąc podnieść oczu. Nie zmieni bogactwo rodu, majątek uczucia, nie podniesie głowy, spuszczonej -tchórzliwie ku ziemi”.

Pan Sebastyan zresztą nietylko w Victoria deorum dał upust swej ujemnej o Żydach opinii. W Roxolanii, opisując Lwów, powiada:

„…Hic etiam vanus coenosa suburbia verpus Irrecutuus habet, foetida tecta colens.

Gens redolens hyrcum, iugi pudore notsta Et cui perpetuus pallor in ore sedet”- etc.

co w polskim przekładzie tak Dam podał Władysław Syro­komla:

„Tu na przedmiejskich kałużach się wiodą

Chałupy Żydów, odartych nędzarzy;

Każdy jak kozieł oszpecony brodą,

Z wieczną bladością na uściech i twarzy.

Niesfornym krzykiem wre ich synagoga,

Wrzeszczą w sto głosów modlitwę szabatu,

Ich ślepa ciżba urąga się z Boga

I prosi o to, co już dano światu.

Spytasz: przecz wilka wpuszczać do owczarnie?

Co tutaj robi ów chytry ród węży,

Nieprawe zyski najłapczywiej garnie

I srogą lichwą ubogich ciemięży.

Wszak robak dębu me wyniszcza razem,

Lecz go na próchno przegryza pomału; }

Jak rdza się pastwi nad twardem żelazem,

Wól szkodzi sukniom, a pijawka ciału,

Tak Żyd-włóczęga przez sztukę bezprawi

W ciało społeczne wpije Się i wroście,

Nasze bogactwa pozrze i przetrawi,

Pochłonie wszystkie kraju posiadłoście.

1) Przekład Marylskiego.

Obaczą króle, skąd szkodliwa rana,

Rzeczpospolita jęknie po niewczasie,

Gdy krew z jej ciała będzie już wyssana

I wszelkie życie obumarłem zda się.

Zwróćmy oblicze od tego narodu,

Kląć się nie godzi — żegnajcie niewierni,

Wracajmy raczej do pięknego grodu,

Co się z daleka bieleje i czerni”.

Ale wróćmy do prozaików. Benedykt Herbest, słynny i kaznodzieja, autor, pedagog, nauczyciel wymowy w Akade­mii Krakowskiej, rektor szkoły Lubrańskiego w Poznaniu, spowiednik Katarzyny Jagiellonki, obrońca wiary, „apostoł Rusi“. (nawracał heretyków), przyjaciel Hozyusza, Skargi, Grzegorza z Sambora, w liście do Stanisława Herburta, ka­sztelana lwowskiego, opisywał swą podróż w r. 1566 z Po­znania na Ruś i z powrotem. W opisie tym znajdujemy taki ustęp o Żydach:

„Nawiedziliśmy też świętą onę u Opatowa Łysą Górą, gdzie iest cząstka Krzyża Pańskiego: a do Kalisza przy­jechawszy w dobrym zdrowiu z łaski Bożey, trafiliśmy na rozruchy żydowskie, którzy acz w niemałą szkodę… popadli, wszakże dali do thego wielką przyczynę, iż śmieli się targnąć na Zakonnika, na kapłana, u fary w Kaliszu kaznodzieję. Zaiste nazbyt wznaszają rogi Żydowie u nas w Polsce: anoby mieli być tymi, którymi chce ich mieć sam Pan Bóg: iako błoto po ulicach; tak wzgardzeni według Pisma Prorockiego maią być Żydowie, a to wszystko z Miłości mają czynić Chrze­ścijanie, aby thak dla czego dani są w niewolą y w wzgardę, tym łatwiej obaczyć mogli. Ukrzyżowali oni Syna Bożego, sługi iego pobili i pomordowali: y dziś (oprócz iawnego przez lichwę drapiestwa) iakimi są chrześcijanom Przyjacielmi; wy­pisał to niektóry Żyd okrzczony, Hieronymus de Sancta Fide. Abowiem Naukę Chrześcijańską, w swym Talmucie gorszą czynią niż pogańską: Biblią sfałszowali i Ewangelie gdzie mogą palą: Pana Christusą mają za nawiętszego na świecie złoczyńcę: y w Piekle w naplugawszym smrodzie mieysce iemu daią. Chrześcijańskie persony nasromotnieyszymi słowy mianuią — mimo nasze kościoły idąc, dom ten smrodliwy, powiadaią niechay Bóg rozwali: trzykroć przez dzień nas przeklinają: nietylko zdradzić chrześcijanina, ale też zabić nakoniec (gdyby iedno mógł) za ofiarę Bogu mają: wszystko to ten Hieronym, Żyd okrzczony, wypisał przed 150 lat: podobnieć nie odmienili do tego czasu wymyślnego y blużnierstwa pełnego żydowskiego Talmuthu swego. Oprócz zaślepienia serdecznego y kaźni wiecznej, odiął im Pan Bóg kró­lestwo, kapłana, ofiarę; y rozproszył ie iako lud wzgardzony po wszystkim świecie; przetosz Panowie Chrześcijańscy, któ­rzy Żydy wynoszą a przeciw woley Bożey to czynią, będą za to Panu Bogu odpowiadać. Azaby nie lepiey o to się starać, iakoby też w ich bóżnicach ich błędy im pokazowano? zaiste, trzeba tego; gdybyśmy woleli dusze ich pozyskać, ni­żeli czerwone złote, pieprze y szafrany od nich brać. Z mi­łości tho ja mówię: nie złym umysłem, Wie Pan Bóg iako sam w sobie Grzechu miłować nie chce; tak theż w bliźnich moich. Teżci szalonemu nie miło, gdy go wiążą, ale ku ro­zumowi przyszedszy, wdzięczen bywa tego; y Niemocni leka­rzom pierwej nie dziękuią, ażby dobrodzieystwa ich poznali”.

„Wiem też, co się dzieie w Jndiey: i w samym iuż (za łaską Bożą) i osobliwym staraniem prawie świętego Ojca, Papieża dzisieyszego w Rzymie: we wtorek świąteczny prze­szły sam Papież swymi rękami okrzcił jednego znacznego Żyda, Eliasza, w Rzymie u Żydów nawyższego kapłana, w bogactwiech, w nauce y w rozumie zawołanego; a z nim wespołek trzy iego syny i czwartego wnuka. Ten Eliasz, teraz iuż Michał, ma pilne o innych staranie: y okrzciło się ich niedługo potym więcey niż XXX; między którymi y żona jego była, przed tym barzo temu przeciwna. Panie Boże, day to, aby to naszy Nowowiernicy pierwey obaczyć chcieli, niźli nas z nimi Pan Bóg nawiedzi. Moglićby iuż iaśnie widzieć, iako Pan Bóg swą łaskę od iednych do drugich zwykł prze­nosić: nie tylko Żydowie uznawają Pasterza Chrześcijańskiego, ale też y Królestwa ine do posłuszeństwa papieskiego wra­cają się”1).

Przyjacielem Herbesta, jak już wspomniano, był wielki Skarga. W jego „Żywotach świętych” znajduje się opis „męczeństwa pacholęcia Szymona Trydentskiego”, umęczonego od Żydów (1475). Skarga wziął ten opis z listu doktora Jana Macieja Tyberyna do senatu Bryzji. Oczywiście niema potrzeby powtarzać całego tego opowiadania, dość, że Żydzi w Trydencie ukradli i zamordowali dziecko chrześcijańskie, aby mieć przed Wielkanocą krew chrześcijańską, potrzebną im do wybawienia się „od smrodu, którym od przyrodzenia śmierdzą“. Zbrodnia

1) Z książkis „Chrześcijańska porządna odpowiedź na tę Centes- sia, która pod titułetn Braciey Zakonu Christusowego iest wydana.” {Kraków, Siebeneycher, 1567). Była to odpowiedź na Konfesyę Braci czeskich, wydaną, u Wierzbięty.

się wydała, Żydów ukarano, a dziecię-męczennik cudami zasłynęło.

Po tym opisie Skarga podaje od siebie wypadek, zaszły w roku 1574 w W. Ks. Litewskiem, w miasteczku Puniach koło Wilna (12 mil) Żyd Joachim Szmurlowicz dziewczynkę Helżbietę Tarszowską porwał pod nieobecność matki i krew z niej wysączył. W dalszym ciągu pisze Skarga: „Ale iż ta rzecz bez karania uszła, boję się, aby Pan Bóg za to, przy innych grzechach, karania swego na wiele ludzi w tej ziemi nie rozciągał. Takiż jest pożytek tych nieszczęsnych Żydów, okrom wielu innych szkód, które Kościołowi i Rzeczypospo­litej, z jadu wrodzonego ku chrześcijanom, czynią. Ich rabi­nowie wykład Pisma świętego starego zakonu psują: wszyscy wielekroć na dzień imię Pana naszego Jezusa srodze i ha­niebnie bluźnią, za co pomsta idzie na królestwa, które tego dopuszczają, a nie bronią takiej krzywdy Boskiej, gdy mogą. Heretykom zbroje na Kościół, wiele z nimi artykułów trzy­mając, dodają. Czarnoksięstwa uczą; lichwę w chrześcijany wmawiają; panów, rozmaite im zyski na arendach, mytach, karczmach, gorzałkach obiecując, okrucieństwa i ucisków nad poddanymi uczą; stan kupiecki psują; czeladź chrześcijańską chowając, od Chrystusa je odwodzą; i niewiasty chrześcijań­skie, które im służą, brzemienne czynią, na wzgardę wielką krwie chrześcijańskiej; a gdy na mytach siedzą a chrześcijany ściskają, wielka się dzieje Imieniu Chrystusowemu zelżywość, iż się wierni tym bluźniercom Pana swego kłaniać muszą. Nie myślim o tem, aby byli wygnani, abo się do wiary świę­tej przywodzili”.

Uczniem Skargi i jego następcą na stanowisku kazno­dziei dworu królewskiego był ks. Mateusz Bembus, Jezuita (* 1567 + 1645). Uczeń nie dorósł do mistrz, pozostał za nim daleko w tyle, a jednak w swoim czasie cieszył się uznaniem jako „suavissimus concionator” W pracach jego, drukiem ogłoszonych, jest nieco materyału do obrazu życia za Zyg­munta III. Wyróżnia się pod tym względem „Kometa, to jest pogrożka z nieba, na postrach, przestrogę y upomnienie ludzkie pokazana w roku Pańskim 1618, miesiąca Grudnia, podana do uważenia przez X. Mattbeusza Bembusa, doktora theologa Societatis Jesu“ (1619 u Piotrkowczyka). Ukazanie się słynnej komety, którą powszechnie uważano jako zapo­wiedź klęsk nadzwyczajnych, dało powód Bembusowi do wy­liczenia całego szeregu „grzechów polskiej korony”. Więc prawił o herezyach i kacerstwach, o „odszczepieństwie greckiem na Rusi”, o „gwałceniu i zmazaniu” kościołów, o na­stępowaniu na przywileje i swobody kościelne i stanu du­chownego, o niesprawiedliwem sądownictwie, o krzywoprzysiężcach, o „drapaniu i szarpaniu” pieniędzy skarbowych, o ucisku ludności miejskiej przez szlachtę, o obojętności re­ligijnej i t. d.

W tym szeregu grzechów dziesiąte miejsce zajęły (po­daję dosłownie) „niesłuszne y nieprzystoyne fawory, ktore sie narodowi niewiernemu żydowskiemu, z wielkim uciążeniem i krzywdą Chrześpian, ale y z wielkim religiey Chrze­ściańskiey kontemptem czynią. A. to we dwu osobliwie rze­czach. Naprzód w tym, iż Panowie majętności swoie wielkie zwykli Żydom arendą do trzymania puszczać, na których arendach Żydzi zwierzchność nad Chrześciany maią, którzy ich czcić, szanować, y często na ziemię y krzyżem upadać, chcąc co na nich uprosić, muszą; Chrześciaństwo swoie, a za tym Chrystusa samego w nim, pod nogi niewiernikow y Chrystusowych głównych nieprzyjaciół kładąc. Ciż Żydzi siedzą na karczmach, trzymaią młyny, w gościnnych domach są go­spodarzami, tak iż Chrześcianie u nich mało nie wszystkiego muszą z rąk patrzyć, onym deferować, nadsługować, w do­mach u nich bywać, w towarzystwo sie bezpieczne z nimi wdawać, co grzechy wielkie, sprosne, zwłaszcza w niewia­stach Chrześciankach, za sobą zwykło prowadzić, bo ich do zaprzedania Sakramentu naświętszego, wydania dziatek Chrześciańskich na rzeź, y do sprosności cielesnych używaią. Ciż ieszcze Żydzi Cła, Myta wyciągaią, w czym nad Chrześciany barzo przewodzą, kogo chcą szarpaią, lżą, szamocą. Czego wszystkiego nie iest ina przyczyna, ieno łakomstwo Panów, którzy na podarek żydowski, abo na podniesienie arendy sie ułakomiwszy, w niewolą im sromotną Chrześciany podaią, tego nie upatruiąc, iż co im Żydzi daią, to na Chrześcianach poddanych ich niemiłosiernie wycisną. Przez też Żydy ubo­żeją kupcy y rzemięstnicy Chrześcianscy, a to dla ich zabie­gania, towarow zakupowania, przemysłów, fortelów, zdrad, oszukania: więc y dla tego, iż drugdy co przedaią taniey aniżeli ,Chrześcianie puszczają, którym powabem ludzie przyludzeni, od nich towarow dostawaią: a tego nie wiedzą; iż Żyd ieden towar tanio puściwszy, na drugim swego powetuie, y nieostrożnego chytrze oszuka. Iest drugi favor który Żydzi po Chrześcianach u nas maią, obrona w wielkich y znacznych zbrodniach y krzywdach, które ludzie czynią. Dziatki Chrześciańskie kiedy mogą okrutnie morduią, cielesności z Chrześciankami płodzą, miasta znacznie krzywdzą y na insze sie występki ciężkie ośmielaią, a rzadko słuszne karanie na sobie odnoszą, bo sie im Chrześcianie upomin­kami łapać dopuszczają, za czym pod obronę ich swoię bez żadnego wstydu biorą. Iako sie temi faworami znieważa Chrześciańska religia, y w pośmiech tym samym niewiernikom podawa, każdy baczny osądzi. Bo to być nie może, aby sie z tego Żydzi śmiać nie mieli, iż Chrześcianie tak lekće sobie religią* swoię y krew Chrześciańską poważaią, y dla pieniędzy wolą z nieprzyiaciołmi swemi, choć z wielkim swoiey religiey kontemptęm, przestawać, iż u nich sprawiedli­wość kupna y przedayna, iż bliźnich swoich ubogich, obrony im umykając, odstępują: czegoby Żydzi sami kwoli Chrześcianom, braciey swoiey uboższey nigdy nie uczynili. Coż tu do­brego o religiey naszey maią trzymać, iako serce swoie do niey skłaniać, kiedy widzą, iż y u samych Chrześcian tania iest, a sprawiedliwość y przeciwko bliźnim miłość ustała: Ale na upatrowanie tak wielkich nieprzystoyności niezbędne łakomstwo oczy Chrześcianom zawiera. Dobrzy Żydzi, mó­wią, dobrzy, bo pożyteczni, tanio przedaią, upominki daią. Nieszczęśliwy pożytek, który się tak wielkimi grzechami szkaradzi. Za to znieważanie Chrześciańskiey naszey religiey rozumiem, iż pomsty Bożey y ciężkiey ręki Chrystusowey, wprędce nie uydziemy, a to przez nieprzyiaciele naszey reli­giey, o którą tak mało dbamy. Bo przed stem lat, roku Pań­skiego 1516,. o podobny występek Pan Bóg oyczyznę naszę haniebnie przez Tatary pokarać raczył, iako się każdy, in corpore Histpriae Polonicae fol. 336, 337, snadnie doczyta”.

Szeroko o Żydach rozpisał się Piotr Gorczyn w swej rymowanej broszurze: „Zelus Korony polskiey na złe dzisieysze obyczaje” (1618). Jego też ma być (tak twierdzą Sobieszczański i Chmielowski) broszura „Łzy świeżo smutne Podola utrapionego przez Podolanina wierszem napisane“ (1618). W broszurze tej między innemi autor narzeka na matki chrześcijańskie sprzedające Żydom własne dzieci1)- „Zelus”, satyra bardzo słaba, posiada jednak wartość dla hi­storyka obyczajów. Zgromiwszy utracyuszów, Gorczyn pi­sze, że idą szukać rady u Żyda niezbożnego. Więc Korona polska odzywa się:

1) Maciejowski: „PiśmiennictwoIII, 96.

„Synowie mili, iak matka życzliwa,

Niepochlebnie co rzecz sprawiedliwa

Mówię, ..ta Waszey iest zguby przyczyna

Sprośna gadzina.

Obostrzcie tylko ten swoy rozum tępy,

Obaczycie wnet te piekielne sępy,

lako wam skrycie gryzą majętności

Z wrodzonej złości.

Pieniądze liczą, indziey wysyłaią,

Iedno kupuią, a drugie przedaią:

Za nasz Wierny grosz z nas się urągaią.

W głos powiadaią:

„My siedzim sobie, chociasz niebożęta,

„Nam sie kłaniaią wszelakie panięta,

„Do nas biegaiąc często dla pieniędzy,

Zostaią w nędzy”…

Jabym radziła, wczas o sobie czuycie,

A na mię potym nigdy nie styskuycie,

Gdy te Turkowi bogactwa wydadzą,

A was przedadzą.

Czyli dowodów tey rzeczy żądacie,

Aza sie o tym mało nasłuchacie:

Dobre pieniądze ślą poganinowi,

Ktoż o to mowi?

Żyd swą przewagą wszystkiego dostaie:

Arendy trzyma, poddane, rataie:

Trudno żywności iuż dostać inszemu,

Zwłaszcza nędznemu.

Nieżyczliwość to, łakomstwo panuie,

A złe zamysły do siebie kieruie,

Barziey Żydowi na wszem dogadzamy,

Siebie nie znamy.

Ktoby wyliczył? obaczmy to sami,

Co mamy czynić z tymi szkodnikami:

Odiąć im dobra, a do Tatar z niemi,

Wielce szkodnemi.

Mordercy to są niewinney młodości,

Krew wylewaią z wielkiey okrutności,

Każdy zaranek modły swe działaią,

Nas przeklinaią,

Iuż, cni Polacy, niechay ten brzydliwy

Wam w oczach będzie naród popędliwy:

Niechay tak z nami nie poczyna hardzie

Ku naszey wzgardzie.

Niech tych wolności Zbytnich iuż nie maią:

Niechay na lichwie łakomi przestąią:

Niechay nie stoią Żydzi w swoiey klubie

Polszczę ku zgubie.

Iuż dziś nikomu nie kupić, nie przelać:

Iuż do posady tylko żyda żądać.

Żyd iuż Doktorem, Żyd y rzemieśnikiem,

Żyd y złotnikiem.

Z godną miłością, Pospolitarzeczy,

Co baczę, miey to na swey dobrey pieczy,

Mówić gdzie trzeba, przystoi y czynić

Y złego winić.

Rozumem swym w to mądrze potrafiaycie,

lakoby ich znieść o to sie staraycie.

Niech, sie przeklęctwo, które Polskę dzierży,

Daley nie szerzy.

Ieśli to prawda, iako powiadacie,

Że z nich niektórzy swe pożytki macie:

Pokaż mi ie kto? coś nimi zbudował,

Czyliś ie schował.

Rychlieś stracił, bowiem grosz łakomy,

Wiem dobrze o tym iże wam świadomy:

Przy iednym dziesięć prędko sie rozchwieie,

Abo zniszczeie.

Niesłuszna rzeczesz wygnać ie z królestwa.

A czemuż słuszna z hiszpańskiego państwa;

Słuszna y z innych: słuszna y z naszego,

Uchodząc złego.

Zkąd do nas przyszli wygnani zbiegowie,

Cygański naród, brzydcy włóczęgowie:

Zaraza Polski, y prędki upadek,

Ieśli rozsądek.

Synów koronnych w to prędko nie wstąpi,

Za którym brzydki Żyd z Polski ustąpi.

O iakie szkody y nędze cierpimy,

Zaż nie widzimy?

Niechay kto palec zakrzywi na Żyda,

Niech żartem rzecze, żeś ty zła ohyda:

Dostanie prędko Żyd sprawiedliwości

A bez trudności.

Żydowi wolno kupić Chrześciany:

Wolno klin w łeb wbić, ma po sobie pany:

Musi zamilczeć nędzny Chrześcianin,

Lepszy poganin.

O mężoboycy, o nieszczęsne plemię,

Pożal sie. Boże, żeście kiedy ziemię

Opanowali Polską y iak chcecie:

Rozkazuiecie.

Obydź świat wszystek wkrąg, nigdzie wolności

Nie mają takiey, iako w Polskiey włości:

Bo tu o co sie pokuszą, dokażą

Z twoią urazą.

Wolno im bluźnić w Troycy iedynego

Boga, y świętych: wolno dziecinnego

Mordu zażywać: wolno szable stroić,

Y co chcą broić,

Wszystko Mamona pokrywa przeklęta,

Przed którą stęka sprawiedliwość święta:

Ztąd plagi Pańskie w Polszczę zakwitnęły,

Cnoty zginęły“.



Nie większej wartości literackiej, jak „Zelus”, są rymy Wład. Stan. Jeżowskiego, od którego o nim samym tylko tyle się dowiadujemy, że był studentem Akademii Krakow­skiej i jeździł w obce kraje. Wszelako jego „Oekonomia”1) po­siada tę samą co „Zelus” wartość materyału do odtworzenia ży­cia przeszłości. Wprawdzie prof. Rostafiński uważają słusznie, za plagiat z książeczki Stan. Słupskiego „Zabawy orackie“, ale bądź co bądź plagiat to znacznie rozszerzony. Jeżowski nie kochał zarówno Niemców iak Żydów.



„Przodkowie naszy przedtym w Roley się kochali,

O fałszywych kontraktach nigdy nie słychali

Których tych czasów w Polszczę, podostatku wszędzie,

Bo przed Szoty, Żydami wioski nie nabędzie

Szlachcic musi do miasta; bo na wsi nie może

Wskórać, zdrożały wioski, ach ktoż go wspomoże?

Arendować mu nie chcą, mówią że pieniędzy

Więcey daie Żyd; Szlachcic musi zostać w nędzy,

Z ubogiemi dziatkami w niwecz sie obraca.

Mieszkający na bruku wszystko to utraca,

Albo też gdzie na lichey musi kondycyey

Siedzieć, kończący swoy wiek, iak w Penitencyey:

To żadnemu nie szkodzi, który Szlachcic dawny

Z przodków swych? napisany wykład na to Prawny.

Szlachcic który poćciwy? by siedział w ogrodzie,

Równy kasztellanowi: także Woiewodzie.

1) „Oekoriomia Albo Porządek Zabaw ziemiańskich według czte­rech części roku“ i t. d. Znane są dwa wydania krakowskie z roku 1638 i 1640.



Ktoż iest. większą przyczyną? że Szlachta drobnieie;

Panowie niepobożni, Żydów dobrodzieie.

Wolą dawać bezbożnym z wiary wykrętaczom?

Co zmyślaią pokorę wielkim wykrętaczom.

Nie pożywi się teraz Szlachcic z Maiętności,

Żydzi wszędzie trzymaią, co naylepsze włości,

lak tym Pan Bog nagradzać, to surowo będzie

Uyrzy każdy, gdy na Sąd srogi swoy zasiędzie,

A ile tym którzy są życzliwszy Pogaństwu,

Więcey chleba dawaią, niźli Chrześciaństwu.

Lepięyby tę życzliwość czynić krwi Szlacheckiey,

Nie Żydowskiey, nie Szkockiey, ani też Niemieckiy,

Sporszaby beła zawsze Arenda pobożna:

Niżeli z Żydowskich rąk większa, a niezbożna:

Lepsze są cztery grosze; a z rąk sprawiedliwych,

Niżeli dziesięć groszy z Żydowskich fałszywych.

Rzecze snadniey mi z Żydem, aniżeli z swoim,

Wątpię, prędzey oszuka, y uciecze z twoim.

Kto widział niewiernego, by otrzymał wiary,

Każdy młody Żyd szałbierz, ieszcze większy stary.

Czemże lekce ważycie swe stany, Panowie?

Czemu swe animusze koronni Synowie

Pokładacie w tych ludziach, którzy brzydcy Bogu,

Kościołom Bożym, ludziom, ze swego nałogu.

Y to iak mogą cierpieć Panowie Sądowi,

Iakby nie należało nic ich urzędowi.

Co w Miastach y w Miasteczkach służby dopuszczaią Ćhrześciąńskiey czeladzi: Żydom nie zbraniaią,

Przez co iest wielka krzywda, wprzód Bogu samemu?

Z brzydkich nieznośnych zbrodni, zgorszenie każdemu”.

http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/20 ... -xvii-w-i/

Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: K.Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVIIW

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Śr sty 09, 2013 1:41 pm

Kazimierz Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVII W. II.
6 Styczeń 2013Dodaj komentarzPrzeskoczenie do uwag
Źródło: http://gazetawarszawska.com/2013/01/05/ ... xvii-w-ii/

Data publikacji: 5.01.2013

II.

Poprzestańmy na tych cytatach, bo czas nam przejść do dzieł i broszur, poświęconych wyłącznie sprawie żydowskiej. Podzielićby je można na dwie główne grupy: autorowie, nale­żący do pierwszej z nich, nie są właściwie antysemitami, lecz gorliwymi chrześcijanami, pragnącymi nawrócić „niewier­nych”, wyprowadzić ich z błędów religijnych, – natomiast druga grupa składa się ze stanowczych przeciwników rasy, plemie­nia żydowskiego, widząc w jego rozwoju na ziemi naszej niebezpieczeństwo, grożące zarówno religii i państwu, jak inte­resom ekonomicznym i podstawom etyki chrześcijańskiej.


Prócz tych jednak grup głównych znajdują się dziełka i broszury, których autorowie zajmują stanowisko pośredniego, jednej lub do drugiej grupy więcej zbliżone, a czasem zupełnie odrębne, schodzące z wyżyn poważnej propagandy lub bezwzględnego potępienia na niziny humorystyki, a nawet bardzo niesmacznych ulicznikowskich wybryków.

Trudno jednak i niepraktycznie byłoby uwzględniać po­dział na grupy, gdyż popsułby się porządek chronologiczny, który jedynie dać może dokładny obraz rozwoju antysemi­tyzmu w naszej literaturze.

Zdaje się, że pierwszem dziełkiem w sprawie żydow­skiej była rzecz, wyszła w Krakowie „ex officina Ungleriana” w roku 1538: „Epistoła albo List Rabi Samuela, Żyda ku drugiemu Rabi Isaakowi żidowi posłany, że Jezus Nazarański prawdziwym iest Messiaszem i t. d…. Item przeniesienie bardzo okrytey taiemnice żydowskiey od żyda Theodozego o panu Jesu Kriście iż on był synem bożim prawdziwem“… Broszura w 16-ce, ma kilkadziesiąt kartek, a rysunek, umie­szczony na tylnej stronicy karty tytułowej, przedstawia dwu Żydów, z których jeden drugiemu pismo podaje; obaj mają odznaki żydowskie, kółka, czerwone .

W przedmowie „ku czcicielowi” autor stwierdza, iż „iest zatwardzenie a

oślepienie, które człowieku nie da przeźrzeć k światłu prawdy”. Właśnie tak czynią Żydzi. „Mó­wiący sie być ludem wyzwolonym, Krześciany potępiaią, klną, a za odrzucone od boga maią, sami swego potępienia znać nie chczą”. Otóż znalazł się między Żydami rabi Samuel, który przeczytawszy zakon i proroków, „nie znalazł końca niewoli, tylko gniew boży”. Ale „w swoy rozum nie duphaiąc”, wyłuszczył swe poglądy w piśmie do doskonalszego, umiejętniejszego w zakonie, w radzie wyższego, rabina Izaaka.

Żydzi — pisał Samuel sami się zwodzą, trwają w grze­chu. Jezus był umęczony niewinnie, za pieniądze sprzedany – kto wie czy nie do niego się odnoszą świadectwa prorockie. Wszak Żydzi byli rozproszeni po Jego śmierci, jak to prorok Daniel przepowiadał. Ślepota żydowska, która nie chce wie­rzyć, że „już się spełnilo”, też przez proroków była przepo­wiedziana. Dalej Samuel dowodził „pismy świętemi”, że Bóg „posty, sabaty y ofiary żydowskie wzgardził, krześciańskie wybrał“, że śpiew chrześcijański jest Panu Bogu przyjemny…

Te wywody teologiczne zawarte są w 27 rozdziałach (capitulum), poczem następuje „koniecz Epistoły”, a po tym końcu „nieiaki spisek, wzięty z Suidy greczkiego uczyciela przez człowieka wielce nauczonego, Laurentium Walla tak wezwanego w łaciński ięzyk przełożony, w ktorem Philip, dworzanin cesarza Justiniana, żyda Theodozego chciał ku krześciańskiey wierze prziwieść”, a Żyd ten, odpowiadając mu, „bardzo skryte tajemnice żydowskie o Kristusie obiawił“. Teodozyusz ów, znany cesarzowi, przyjaciel Filipa, był „książęciem między żydy“. Filip mówił do niego: — Mądryś, a czemu nie przyjmiesz prawdziwej wiary? Wszak -tu idzie o twoje zbawienie… — Teodozyusz dziękował Filipowi za troskliwość o jego duszę, miał „za pewno”, że Chrystus jest Mesyaszem, ale chrześcijaninem zostać – nie chciał, „ludzką krewkością ogarniany”.—„A dlatego odzierżawam się (=pocią­gam się) — tak się tłumaczył, — bo teraz, gdyżem żydem, iestem też książęciem żidowskim, a w wielkiey poczciwości, w wielkim bogactwie i we wszech rzeczach, które ku szczę­snemu żywotu należą, postawiony”. Tymczasem gdyby się ochrzcił, choćby go zrobiono patryarchą Cerkwi, nie miałby tyle bogactw. — „A przetoż abych tego szwieckiego bogac­twa nie stracił, przyszły żywot gardzę”. — Jednocześnie je­dnak, wdzięczny Filipowi za dobre dla niego chęci, otworzył mu Teodozyusz „taiemności żydowskie”. — My wiemy — mówił, — że to ten Chrystus. W świątyni jerozolimskiej było 20 kapłanów,— jeżeli który z nich zmarł, pozostali wybierali innego na jego miejsce. Tak też był wybrany na kapłana Jezus, nim jeszcze zaczął uczyć. Wezwano Jego matkę, aby zapisała ojca, lecz ta powiedziała: „Bez ojca ziemskiego po­częłam”. I tak też do ksiąg zapisano, że tego a tego dnia „po śmierci Beniamina syna Abrahama i Sarzni“… na jego miejsce „głosem iednostaynym” (jednogłośnie) wszech kapła­nów wybrany y potwierdzony iest „Jezus, syn boga żywego, Mariey panny”. Księgi te znajdują się w przechowaniu w Tyberyadzie, o czem wielu Żydów wie dobrze, wierząc, że to Syn Boży. Filip chciał zawiadomić o tem cesarza, aby księgi sprowadził dla „przemożenia” niewiary żydowskiej, ale Teodozyusz uprzedził go, że usiłuje rzecz niemożliwą, bo Żydzi ksiąg nie wydadzą i „skażą je”.

Ten list rabi Samuela miał być napisany w 1000 r. po Chr. w języku arabskim; „półtrzecia (?) sta lat świata nie wi­dział, bo dopiero wyszedł po łacinie 1335 r.“ Dowiadujemy się o tem z prospektu („traktatu”), wydanego w Wilnie w r. 1705 w drukarni Soc. Jesu. Prospekt oznajmiał, iż „Traktat“ Samuela „pewna osoba świeżo na język polski przetłuma­czyła”. Prospekt podawał spis rozdziałów. Tłumacz, nie wiedzący nic o tem, że już od, dwu wieków Epistołę Samuela na język polski przełożono, „czynił tę przysługę maleńką Bogu, aby chrześcijanie mieli dowód przewrotno­ści (żydowskiej), przez co, czytelniku, w swojej wie­rze ugruntowanie – odbierzesz, przez co tamte w nienawiści mieć będziesz”. Początek prospektu brzmiał: „Głupi upór żydowski wiadomy tobie, czytelniku. Masz tysiąc dowodów codzień, jako ten obmierzły Bogu i ludziom naród jest zaślepiony”… Zdaje się, że „traktat” nie wyszedł, skończyło się tylko na prospekcie pod tym tytułem wydanym, a przez Estreichera niesłusznie za osobną broszurę uważanym.

Maciejowski pod rokiem 1541 przytacza broszurę: De stu-bendis erronbus Judaeorum, Cracoviae, bez autora. Nie tylko jednak, że jej nie znalazłem, ale nigdzie wzmianki o niej spotkać mi się nie zdarzyło. Również nie znalazłem bro­szury, której tytuł brzmi według Estreichera: „Leopoliensiś Stan. De sanctis mterfectis a Judaeis. Crac. apud Ungle- rum 1543”- A miała wyjść jednocześnie i w języku polskim, gdyż Chodyniecki pod Stan. Lwowczykiem (Dykcyonarz, 50) ma tytuł: „O świętych zamordowanych przez Żydów”.

Dopiero w roku 1569, jeżeli podanie Chodynieckiego uważać za wątpliwe, wyszła pierwsza polska broszura czysto antyse­micka. Wydał ją Jakób Górski, sławny w swoim czasie fi­lozof, teolog i mówca (ur.1525, + 1585), doktór obojga pra­wa, archipresbiter kościoła N. M. Panny w Krakowie, autor licznych dzieł, a między innemi dzieła Commentana artis dialecticae, które podziw u obcych wzbudzało, przyjaciel Padniewskiego, Orzechowskiego, Myszkowskiego, głośny z wykładów wymowy w Akademii, a przedewszystkiem z polemiki, którą, prowadził ze znanym już nam Herbestem o peryody. Mysz­kowski, zostawszy biskupem płockim, zabrał go z sobą i zrobił kanonikiem, kaznodzieją i profesorem prawa i teolo­gii w szkole płockiej. Kiedy Myszkowski zasiadł na katedrze krakowskiej, powrócił z nim i Górski do Krakowa; gdzie był podkanclerzym i rektorem Akademii. Walczył przeciw Stankarowi, rozkrzewiał w Akademii humanistów, bronił mło­dzieży od napadającego na nią pospólstwa. Stefan Batory powołał go na swego sekretarza. Zmarł jako kanonik kate­dry krakowskiej, w której został pochowany i skromnym po­mnikiem uczczony.

Górski roku 1565 i 1569 wyjeżdżał do Włoch, gdzie się poznał ze słynnym uczonym Dominikanem, Sykstusem Seneńskim. Sykstus ten, urodzony w Siennie (1520), był Żydem. Po przyjęciu chrztu oddał się studyom biblijnym. Wpadłszy w błędy kacerskie, skazany został na spalenie. Przełamał go jednak w uporze Michał Ghislieri, późniejszy papież Pius V. Wstąpiwszy do zakonu Dominikanów, został już wierny nauce katolickiej i wiódł życie nieposzlakowane. Gdy Ghislieri został papieżem, Sykstus ogłosił w Genui w roku 1569 wspaniałe dzieło Bibtiotheca Sancta, które wyszło w licznych edycyach, jako „istna kopalnia dla badaczy biblijnych”.

W Bibliotece tej Sykstus dał przekład niektórych części Talmudu. „Wyjeżdżając z Włoch — pisze Górski w dedykaeyi łacińskiej „optimo viro Paulo Vadiam, Hectoris civi Cracoviensi”, — między wielu innemi księgami przywiozłem z. sobą Bibliotekę Świętą Syxta Seneńskiego, z którym w stosunkach najbliższych żyłem w Genui”, W dziele tem są pewne nauki żydowskie wyjęte z Talmudu, dowodzące, czem jest naród żydowski, jaka jego wiara. Górski dziwił się, że naród ten może być u nas cierpiany, a nawet do honorów przypuszczany. Więc też dla pouczenia, czem są Żydzi, nie­przyjaciele imienia Chrystusowego, zamierzył Górski opubli­kować wyjątki z dzieła Syksta.

Broszura wyszła w Krakowie, u Łazarza, pod dwoma tytułami: łacińskim — Index errorum i polskim — „Okazanie błędów”. Pełny tytuł polski brzmi: „Okazanie kilka błędów z nierozlicznego bluźnierstwa, szaleństwa y niepobożnośći z Talmutha Żydowskiego zebranych: z których może każdy zrozumieć, y iako błądzą, y iako wielkimi są nieprzyjaciółmi krześcianom, źli a niecnotliwi żydowie: y iako cięszko nietylko Zbawiciela naszego Pana Jezusa, ale też Wszjstek Maiestat Boży bluźnią. Wyjęte z wtórych Ksiąg Biblioteki Swiętey Syxta Seńtekiego”.

Index errorum posiada obok tekstu łacińskiego i prze­kład polski, co jest dowodem, że broszurę wydął Górski w celach agitacyjnych. Tekst polski podaję w całości, naprzód dlatego, że stanowi on główne źródło, z którego czerpali przez dwa wieki późniejsi nasi antysemici, a powtóre ze względu, że jest to bądź co bądź zabytek języka polskiego ż czasów Reja. Z tego też powodu zachowuję pisownię oryginału:

„Na przeciw panu Krystusowi Zbawicielowi naszemu.

Blużnierstwo, którym śmierdzący Naród Żydowski pana Krystusa szpeci, tak iest nieznośne, że syę myśl zdumieć musi, gdy ie wspomni, a ręce pisząc ie drżą: a przeto dosyć będzie okazać mieysca niektóre, gdzie te blużnierstwa w ich Talmucie stoią.

1. Iako sye pan Krystus rodził, którą miął matkę y Oyca. Czytay w Porządku pierwszym, w traktacie dziewiątym, w wierszu 49, poczynaiąc od słowa Mehola.

2. Iakie było Czwiczenie, która nauka, a które Rzemio­sło pana Krystusowe. Czytay w Porządku iiij, Traktacie 4, w Rozdzieleniu piątym, na karcie 17,

3. Ktorego Boga pan Krystus chwalił. Czytay w Po­rządku czwartym, w Traktacie iiij. w Rozdzieleniu 2. na kar­cie 107.

4. Dlaczego y iako zamordowan od Żydów pan Kry­stus.(Dla skrócenia opuszczać odtąd będziemy traktaty, „roz­dzielenia” i karty. Przyp. autora.)

7. Na którym miejscu dusza pana Krystusowa iest za­hamowana.

Jako Bluźnią przeciwko Maiestatowi Bożemu.

8. Pąn Bóg niżli świat stworzył, aby prożnuiąc nie stał się gnuśnym, Cwiczył sye ustawicznie, buduiąc rozmaithe światy, które ubudowawszy wnet zasye psował, y zasye znowu budował: aże sye nauczył tego świata, który teraz iest, zbu­dować.

9. Pan Bóg całe trzy godziny na każdy dzień rano czyta Żydowski Zakon.

10. Moyzesz iednego czasu wstąpiwszy do nieba, nalazł pana Boga pisząc, Accenty, na piśmie świętym.

11. Pan Bóg pirwszego dnia nastania ksyężyca Wrze­śnia sądzi wszytek świat, a potym przez dziesięć dni tegoż ksyężyca udaye syę ku wpisowaniu sprawiedliwych w Ksyęgi Żywota, a złych w Ksyęgi śmierci.

5. Pan Bóg na każdy dzień nabożnie sye modli.

6. Pan Bóg na (ma?) mieysce iedno osobne, na którym pewnego czasu barzo płacze, y samego syebie dręczy, iż rozgniewawszy sye na Żydy dał zborzyć Kościoł w Jeruza­lem, a Żydy lud swoy w niewolą dął y po światu rozproszył.

7. Pan Bóg na każdy dzień kładzie sobie na głowę y na ramiona zawoie rzemienne kthore zowią Thelephin, a obłoczy sye w szatę płócienną którą nazywają Zyzyth: a tak sye ubrawszy, klęka na kolana y modli sye.

8. Pan Bóg rozkazał Żydom, aby na Nowie Ksyężyca każdego offiarę oczyścienia czynili, żeby grzech Boży, ktorego sye dopuścił, gdy odiął iasność Ksyężycowi a dał ią Słońcu, był oczyściony. ‘

9. Pan Bóg kiedykolwiek wspominie na krzywdy y udrę­czenie Żydowskie które cierpią między ludźmi, dla wielkiey żałości dwie łzie z oczu swych wylewa, w Morze które zowią Oceanum, a obiema rękoma bije sye w piersi.

10. Pan Bóg niekiedy ostateczne trzy godziny dnia każdego, aby pozbył Melankoliey, grawał z iedną Rybą barzo wielką, którą zowią Lewiathan.

11. Pan Bóg nie wiedzą dla czego rozgniewawszy sye zabił Rybę onę wielką Lewiathan, a mięso z niey nasolił, którym będzie karmił na onym świecie dusze świętych.

12. Pan Bóg na każdy dzień raz sye gniewa, a ten czas kurowie na iedney nodze stoią, a grzebienie im pobledną: a kiedyby kto na ten czas kogo przeklinał, tedy wnet padszy umrze.

13. Pan Bóg ogień stworzył w sobotę.

14. Gdy niekiedy Mistrzowie Żydowsćy przeciwko Mi­strzowi Eliezer uczynili gadanie y dysputacyą, Bóg z nieba głos spuściwszy, wydał Sentencyą za Mistrzem Eliezer. A oni Rabinowie rozgniewawszy sye na pana Boga dali klątffe. Bóg rozśmiawszy sye powiedział: Moi mie Synowie zwyciężyli.

15. Gdy iednego dnia pan Bóg na pałacu Niebieskim dowodził tego, iż niektóry trąd iest czysty, a temu sye inszy Rabinowie przeciwili, powiadając, żeby był nie czysty: dali sye na rozsądek iednego uczonego y mądrego Rabina, który gdy miał uczynić rozsądek, wnet z niego dusza wyleciawszy ięła wołać: Czysty, Czysty.

16. Był niekiedy thak barzo mądry ieden Rabbin, iż zaraz y Dyabła y Boga swą chytrością oszukał. Bo gdy on Rabbin iuż miał umierać, Dyabła prosił, który iuż był poń przyszedł, aby go pierwey niźliby umarł do Brony niebieskiey doniosł, i żeby oglądawszy mieysce mieszkania Bożego, z weselem s tego świata sszedł. Dyabeł chcąc mu tę ieszcze łaskę iako przyjacielowi swemu starodawnemu uczynić, za­niósł go tak iako go prosił: a on Rabbin werwawszy sye wnet w Bronę niebieską, przysiągł przez Boga żywego, iż nigdy ztamtąd nie miał wyniść, a tak go pan Bóg musiał s sobą zostawić w niebie, aby go nie uczynił krzywoprzysiężnikiem. A tym on mądry Rabbin Boga y Dyabła iednym razem oszukał.

Blasphemiae adversus sanctos veteris Testamenti.

1. Gdy sye był Anyoł Gabryel, wielkiego grzechu do­puścił, pan Bóg go kazał ognistym biczem usiec.

2. Jadam ze wszystkiem bydłem, tak z Samcami iako y z Samicami nieczystość pełnił, a nie mógł sye uspokoić aż kiedy Jewę wziął za Żonę.

3. Kruk gdy go Noe wypuścił z korabia, nie chciał od­lecieć boiąc sye aby mu sye Wrony Żony iego Noe nie roz­miłował.

4. Job nigdy nie był na świecie. Historia o nim iest zmyślona.

5. Dawid Czudzołostwem y mężoboystwem nie zgrze­szył, a ktokolwiek by go tymi rzeczami zgrzeszyć wierzył albo rozumiał, ten heretykiem iest.

Calumniae adversus legem Mosis. Naprzeciwko Zakonowi Moiżeszowemu-potwarzy.

1. Godzi sye (powiada Talmuth) z własną żoną Mężowi czynić co chce, Sodomią pełnić Przeciwko przyrodzeniu we­dle niecnoty swey. A przeto gdy dwie białe głowie w Zbo­rze Żydowskim oto sye na Męża skarżyły: Odpowiedzieli Rabbinowie, iż każdy Mąż iest panem swey Żony, a przeto iey może używać iako chce y obracać nią iako chce. Nie inaczey iako ten który Rybę kupuie, y obiera ią z obudwu stron wedle woley swey:

2. Ktoby córkę abo siostrę swą za żonę sobie poiął, ten rzecz wdzięczną panu Bogu uczyni.

3. Rabbin który nie przenaśladuie nieprzyjaciela swego aż do śmierci, a który nie szuka pomsty przeciw iemu, nie godzien iest aby był zwan Rabbinem.

4. Ciężey maią być ci karani ktorzyby sye słowom Rabbinowym przeciwili, a niżeli ci ktorzyby przeciwko sło­wom Zakonu Mojżeszowego byli. Bo kto sye Moiżeszowi sprzeciwi ten może być rozgrzeszon: a kto sye przeciwia Rdbbinom, ma gardło dać.

5. Gdy Świadkowie będą przeświadczeni o fałsz, maią być karani karaniem takowym, iakimby miał być karan ten na przeciwko któremu świadczyli, gdyby sye nalazł winien. A ieśliby sye trafiło, iżby kogo nie sprawiedliwie przesą­dzono y tak go skarano: tedy fałszywi świadkowie maią być wolni, a nie maią być kąrani.

6. Jeśli więtsza strona Sędziów skaże kogo na śmierć, tedy ma umrzeć: a ieśliby sye wszyscy nie wyymuiąc ża­dnego zezwolili na śmierć, tedy on ktorego przesądzą ma być wolen.

7. Jeśliby kto mieszek na ulicy nalazł, a wiedziałby że ten który, stracił, nie ma nadzieie żeby sye mu wrócić miał, tedy go nie powinien wracać.

Adversus charitatem et humanitatem. Naprzeciw Ludz­kości wszelakiey gdzie sye okazuie Yad żydowski naprzeciwko Krzescianom.

1. Rozkazuiemy aby każdy Żyd, trzy kroć przez dzień przeklinał wszystek Zbor Krześciański: a prosił pana Boga, aby ij stłoczył, stłumił y wykorzenił, pospołu z krolmi ich y ksyążęty y z pany ich. A to zwłaszcza maią czynić Ka­płani Żydowscy w Synagodze abo w Bożnicy trzy kroć sye modląc na każdy dzień, na zelżywość Jezusa Nazarańskiego.

2. Bóg rozkazał Żydom, aby iakokolwiek może, abo Zdradą, abo Gwałtem, Lichfą, Kradziestwem, Majętności Krześciańskie sobie przywłaszczali.

3. Maią też Żydowie to rozkazanie, aby sobie każdego Krześcianina nie inaczey iedno iako bydlę abo iaką bestyą ważyli, y tak sye przeciwko niemu sprawowali.

4. Jeśliby bydlę Żydowskie zabiło bydlę Krześciańskie, nie powinien go żyd płacić. Ale ieśliby bydlę Krześciańskie zabiło bydlę Żydowskie: tedy Krześcianina żyd powinien przy­cisnąć o zapłatę onego bydlęcia.

5. Żyd Poganom ani dobrze ani źle nie ma czynić, ale Krześcianina każdego o to sye ma wszystkim usiłowanim swym starać, aby go umorzył y z świata zgładził.

6. Jeśliby który Żyd chcąc zabić Krześcianina, a z trafunku omyliwszy sye, zabiłby żyda: godzien iest, aby od ka­rania był wolen.

7. Żyd kiedykolwiek Krześcianina na mieyscu nie prześpiecznym widział, a ratować go mógł: ratować go nie ma: ale owszem popchnąć na szyię. O tymże też pisze ieden Doktor Rawalfez w Rozdzieleniu ij na karcie 355, y w Ksyęgach też to iest które zowią Arba Turym et cet.

8. Panowanim Krześciańskim więcey sye Żydowie maią brzydzić, a niźli Panowanim pogańskim. Y mnieyszy grzech iest służyć poganinowi, aniżeli Krześcianowi.

9. Kościoły Krześciańśkie są domy zginienia, y mieysca Bałwochwalstwa, które żydowie powinni burzyć.

10.Ewangelie, krześciańskie, które maią być zwane. Złość obiawiona, y grzech iawny: maią być od żydów spalone, chociażby też y Boże imię w nich było.

Alias Haereses et Superstiiiones., Supersticye y Bałamuctwo Żydowskie.

1. Dusza z iednego ciała idzie w drugie ciało, z tą Condycyą, iż ieśliże w iednym ciele zgrzeszy, tedy ma być posłana do drugiego ciała: w którym ieśli też zgrzeszy, tedy do trzeciego musi iść. A ieśliże tam iuż nie przestanie grzeszyć, tedy bywa wrzucona w ogień piekielny.

2. Dusza Abelowa wleciała w ciało Setha, a dusza Sethowa w Moyzesza weszła.

3. Dusze nieuczonych ludzi czasu Zmartwychwstania ciała swego nie wezmą.

4. Byli dwa Rabbinowie którzy w wigilią dnia świę­tego Sobotniego dwu cielców stwarzali abo rodzili: a potyin obudwu do kęsa ziadali.

5. Ktokolwiek w Sobotę trzy kroć, ieść będzie, dostanie żywota wiecznego na onym świecie.

6. Żydowie nic równą liczbą nie maią ieść, ale nieró­wną, bo sie w nierowney liczbie pan Bog kocha.

7. Kto sye modli obrociwszy sye twarzą na południe, mądrości dostąpi. A kto sye modli na pułnocy, ten będzie bogatym.

8. Ktoby podszedł pod brzuch wielbłąda, abo między dwu wielbłądu, abo między dwie niewieście wnidzie, Ten sye z Talmuthu nic nie nauczy.

9. Jeśliby sye; kto zaprzał Talmuthu, w którym iest napisana ta święta nauka y ta ustawa: ten sye samego Pana Boga przy. Czytay o tym Prefacyą wszystkiego Talmuthu”.

Na tem się kończy Index errorum, po którym Górski w te słowa jeszcze przemawia „Lectori Pio“ po łacinie i po polsku:

Do czytelnika. „Prawdę Aristoteles aczkolwiek Poganin napisał: kto sye raz na bałamuctwie zasadzi, a Prawdy od­stąpi, musi zawsze błądzić: bo ieden błąd z drugiego roście. Widzisz iako Żydowie raz od Prawdy odszedszy, ustawicznie błądzą: a rzeczy niepodobne y nieprzystoyne powiadają. Iako to baczysz z tey nauki ich Talmuthów którą teraz czytasz.

„Aleć także dostawa sye też naszym Ewangelikom, którzy, iako raz z kościoła Rzymskiego wystąpili, drogi naleść nie mo­gą, którąby mogli do Prawdy przyść: a na każdy dzień nowe błędy sieią. Tak iże ktemu przychodzą, że iuż niewiedzą co maią wierzyć: bo pan Bóg obrócił iem opak rozum, przeto iż Prawdę w kościele świętym wzgardziwszy, udali sye za nieprawdą Heretyków, za któremi odstąpiwszy prawdziwego Pasterza, iako za wilki głodnemi biegaią: duchem nieprawdy napuszeni, którym panie Boże day obaczenie a do kościoła świętego wrócenie. Amen”.

Złożyło się tak dziwnie, że walkę z Żydami podjął po Górskim właśnie heretyk, słynny aryanin Maryan Czechowicz, „zboreczku małego w Lublinie y około minister” — jak się sam przedstawia w przedmowie do „Rozmów chrześcijańskich”. Pochodził on ze Zbąszyna w Wielkopolsce, gdzie się urodził w chacie włościańskiej. Był uczniem Uniwersytetu Lipskiego, a kiedy zasłynął jako polemista, Radziwiłł Czarny wezwał go na ministra do Wilna i utrzymywał przez niego stosunki z Ge­newą. Pisarze katoliccy srodze go nie lubili. Szczęsny Żebrowski nazywał go „dzwonnikiem z Zbąszyna, który bluźni wszeteczną paszczęką“, a ks. Hier. Powodowski, kanonik pozn, obdarzał go epitetami: bestya, dzika Świnia, koczkodan, morski kot, niemota1)… Zmarł Czechowicz w roku 1613 2).

Otóż ten Czechowicz wydał w r. 1575 grubą książkę in 4-to p. t. „Rozmowy christiańskie które z greckiego nazwiska Dialogami zowią a ty ie nazwać możesz wielkim Katechizmem. W których są rozmaite gadania o przednieyszych artykułach wiary Christiańskiey: A z osobna o Żydowskich gadkach któ­rymi Pana Jezusa Chrystusa y Ewangielią wyniszczyć chcą”3). Książka składa się z 268 „listów” (kartek) prócz nieliczbowanych. Czechowicz podzielił ją na 13 „Rozmów”, z których każda stanowi osobny dyalog, prowadzony między uczniem a nauczycielem. Uczeń jest przedstawicielem a raczej recy­tatorem „odmiennego zdania”, gdyż znosi nauczycielowi wszystko to, co usłyszał od przeciwników, przytacza ich za-

1)„Wędzidło na sprośne błędy a bluźnierstwa nowych aryanów“ (Poznatf, 1S82).

2) O stanowisku Czechowicza czytaj T. Grabowskiego rzecz „Li­teratura aryańska“.

3l Na egzemplarzu „Rozmów” biblioteki Czartoryskich napisano: rarissimum. Rzeczywiście jest to dzieło rzadkie.

rzuty, argumenty, a nauczyciel, polemizując z niemi, „pro­stuje drogi” ucznia.

Już w rozmowie piątej o Synu Bożym Jezusie Nazareńskim uczeń opowiada, że spotkał się z Żydami, którzy mu wiarę swą zalecali, a chrześcijańską i inne ganili. Stąd wy­nika rozmowa o tem, co Żydzi o chrześcijanach „trzymają”, przyczem nauczyciel obala przytoczone przez nich argumenta. Nauczyciel (oczywiście sam Czechowicz) wyraża przekonanie, że Żyda chrześcijaninowi nawrócić — „trudniejsza, niż wilka od mordowania owiec, abo kota od chwytania myszy odu­czyć”. Stąd udziela rad, czego ma przestrzegać ten, „coby z Żydy porządnie chciał mówić“. „Niech od razu z Chrystusem na plac nie wyjeżdża”, niech naprzód zaleca im „zacność i słowa Bożego przez Moyżesza y proroki podanego, przeto, iż oni nad nie Talmud swoy przekładają”. Potem należałoby ich przekonywać, że Talmud to „nowy wymysł”, w wielu miejscach ze sobą niezgodny, a mający w sobie „wiele plotek niezliczonych y babich baiek”. Następnie w długim, wywo­dzie Czechowicz wykazuje, jak „nieboraczkowie Żydowie” mylą się, gdy źle o Chrystusie trzymają, poczem podaje formalną rozprawę, skierowaną przeciw szabasowi i obrzezaniu.

W rozmowie szóstej „O żydowskich dowodziech, któ­rymi pokazuia, iż Jezus Nazarański nie iest Mesyaszem: ale się na tym mylą” — Czechowicz kładzie nacisk na to, że za­kon Mojżeszowy nie miał trwać na wieki, ani był doskonały, boć nie był to „zakon Boży”, lecz Mojżeszowy. Dalszą część rozmowy poświęca wykazaniu różnic między zakonem Moj­żeszowym a Ewangelią, między Chrystusem a Mojżeszem.

Po rozmowie siódmej o „innych wywodziech), ktoremi Żydzi chcą przeprzeć”, że jeszcze Mesyasz nie przyszedł, na­stępuje rozmowa, zajmująca się dalszemi „szkalowaniami przez Żydów Chrystusa i nowego Testamentu”. Pełno tu teologii, od cytat aż się roi. Czechowicz szeroko rozbiera kwestyę: „czemu Marya za mąż szła”, lub wdaje się w takie subtelno­ści, jak panna bez męża mogła rodzić.

Dopiero w rozmowie dziesiątej, kiedy pół tomu, poświę­cił Żydom, spostrzega się Czechowicz, że dość się już mówiło o „gadkach żydowskich”, dość się już odkryło nietylko „głupstwo ich wielkie, ale też y upor niepohamowany” oraz „znaczną ich złość i zazdrość przeciw Panu Naszemu J. Chrystusowi”. Więc „zaniechajmy Żydów” — mówi nauczyciel do ucznia, „do christianskich naszych rozmów się obróćmy”.

„Rozmowy” te miały wywołać odpowiedź ze strony Żyda Jakóba z Bełżyc, późniejszego lekarza nadwornego Zygmunta III, męża uczonego, autora kilku dzieł w języku hebrajskim 1). Może być, że odpowiedź ta była też napisana w języku hebrajskim, bo bibliografia polska nie zna jej wcale, a dowiaduje się o niej dopiero z tytułu drugiej książki Czechowicza2). A tytuł ten brzmi: „Odpis Jakóba Żyda z Beł­życ na Dyalogi Marcina Czecbowica: na który zaś odpowiada Jakóbowi Żydowi ten Marcin Czechowic”. (Raków 1581, w dru­karni Teofila Adamowica, str. 311.)

W przedmowie do Andrzeja Lasoty z Łopiennika, łowczego ziemi lubelskiej, usiłuje Czechowicz przekonać, że. „od­pis” Jakóba z Bełżyc na jego Rozmowy rzeczywiście istnieje. „Wasza Mość — pisze do Lasoty — słyszał o rozmowach, które z nowemi y zmyślonemi żydkami bywały, wszakże to z tych książeczek ieszcze dostateczniey W. M. wyrozumiesz y chlubę ich daremną obaczysz. Ponieważ się rzecz toczy nie z nowem zmyślonem a z własnem y starem żydem, którą rzecz iego na pisanie przeciwko mnie wydaną wziąłem ia przedsię, abych w tym chwale Bożey i Christusowey posłu­żył, żyda tego z innemi przekonał i ieślibych była wola Boża Panu pozyskał… Owo krotko mówiąc dla tegom tę pracę podiął, aby przez podanie książek na iaśnią pod imieniem W. M. iako tego który, y tego Żyda z którym się ta sprawa toczy dobrze znasz… aby kto za zmyśloną rzecz tego nie rozumiał”…

Pomimo tych zapewnień, a może właśnie dla nich, sprawa nie przedstawia się jasno. Nikt „odpisu” Jakóba z Bełżyc nie widział, pomimo, że miał być wydany. Powołanie się na Lasotę, że tego Żyda zna, może być tylko frazesem z góry umówionym dla uratowania pozorów. Co więcej, tak „odpis” przytaczany przez Czechowicza jak i „odpowiedź” jego pisane są jednym językiem, jednym stylem czynią więc wrażenie, że pochodzą z jednej ręki. Ale Jakób z Bełżyc miał istnieć, nie był fikcyjną postacią… Więc nie trudźmy się rozwiązaniem zagadki.

1) Krausbar: „Dzieje Żydów11, Ii, 268.

2) Kraushar widocznie książek Czechowicza nie znał, bo pisze, że „trudno wiedzieć, w jaki sposób polemika Czechowicza była prowa­dzona”. Geigerowi udało się tylko jeden egzemplarz odszukać Izaak ben Abraham — dodaje Kraushar — znał i pierwszą rozprawę Czecho­wicza „Trzech dni rozmowa1,(zapewne są to „Rozmowy Christiariskie”).

„Wielcem się uradował, moy miłyJakobie — pisze Czechowicz — gdym odpis ten twoy na Rozmowy moie widział y czytał… albowiem rozmawianie z Żydy i pisanie przeciw nim nie będzie bez pożytku”…

Jakób rozpoczął modlitwą do Boga Abrahamów, Izaa­ków, prosząc, aby otworzył jego serce ku prawdziwej nauce i aby go oświecił, dał wspomnienie prawdziwe proroctw i „za­warł serce ustą i oczy przed kłamliwym wyrozumieniem i wy­kładem świętego pisma”… Jakób nie chciał pisać ani mówić przeciw księgom Czechowicza, ale go do tego przywiodło pismo Salomonowe: „Nie odpowiaday głupiemu w iego głupości, abyś nie był iemu równym — odpowiaday głupiemu w iego głupości, iżby nie był rozumnym w oczach swoich” (Przypowieści, kap. 26), Te dwa zdania napozór sprzeczne, dopełniają się jednak w interpretacyi Jakóba. Gdzie głupi mówi „o rzeczach niepotrzebnych”, które ani Bogu ani lu­dziom nie zawadzają” — niema mu po co odpowiadać. Je­żeli jednak głupi mówi przeciw Bogu albo pismu — to „odpowiaday”. A więc odpowiada Jakób Czechowiczowi.

Jakóbowe pisanie dzieliło się na 4 części: na przedmowę, dowodzącą wyższości nabożeństwa żydowskiego, oraz na omówienie: Talmudu, szabatu i „obrzezki”. Więc też i Czechowicz w czterech częściach mu odpowiadał. Oczywiście tej polemiki teologicznej streszczać nie będę — czytelnik sam się też domyśli, że Czechowicz był górą, że rzecz całą „przenicował dobrym umysłem ku dobremu końcowi”. Należy przytem zaznaczyć, że Czechowicz znał hebrajszczyznę, ciągle cytatami z niej walczył, że wreszcie, studyował Talmud i da­wał bardzo zajmujący obraz jego powstania. Prawdopodobnie w języku polskim był to pierwszy jego opis szczegółowy, z wyliczeniem jego pierwotnych i późniejszych autorów. Na­wiasem, mówiąc przy wykazaniu „błędów talmutowych” nie powstrzymał się Czechowicz, aby nie ugryźć papieżników. „Talmutów ludzkich — pisał — podobno ieszcze więcey iest w Papiestwie niż u was, Żydów”. Sam Czechowicz te stare Talmudy chrześcijańskie porzucił, „a do nowego przystał”.

Zdruzgotawszy argumentami Jakóba, na końcu rozprawy o Talmudzie odzywa się do niego Czechowicz: „Zmiłuj się, Jakobie, sam nad sobą, odrzuć te studniska które w sobie wody żywey zatrzymać, nie mogą, staray się o zdroie wody żywey… odrzuć bałamuctwa szkodliwe tobie ku zbawieniu” — ale oczywiście zostań aryaninem , bo inaczej popadłbyś z błę­dów w inne błędy, z deszczu pod rynnę,..

Czy udało się Czechowiczowi jakiego Żyda zachęcić do aryanizmu, niewiadomo,— ale zdarzały się wypadki, że Żydzi przechodzili na katolicyzm. W r. 1583 zgłosił się jakiś młody Żyd do głośnego kaznodziei i pisarza politycznego, ks. Józefa Wereszczyńskiego, z prośbą o udzielenie mu chrztu świętego. Wereszczyński widocznie mu nie dowierzał, bo ociągał się z zadośćuczynieniem jego żądaniu, ale gdy ten trwał w postanowieniu, ochrzcił go i dał mu imię Michała. Ów „nowo- chrzczony” Michał napisał „List do wszystkich Żydów”, który Wereszczyński ogłosił drukiem w r. 1584 z dedykacyą królo­wej Annie Jagiellonce. Michał dowodził w tym liście, że Chrystus przyszedł, przytaczał na to świadectwa proroków i wzywał swych byłych współwyznawców, aby poszli za jego przykładem 1).

Z tych też czasów [1583) notuje bibliografia broszurę Tomasza Kerusa: „Historya o dziwnem znalezieniu Ciała Bo­żego” (hostyi skradzionej przez Żydów) — ale nigdzie się z nią nie spotkałem 2).

W roku 1588 według Maciejowskiego, a koło roku 1590 według Estreichera, wyszła: „Pokora wilcza która chocia iest sama chytra, ieszcze nam więtszą i zdradliwszą chytrość po­kazuje w tym fałszywym, obłudnym i niszczącym narodzie żydowskim” (bez miejsca druku i roku, 4 kartki in 4-to). Maciejowski przeglądał tę broszurę w bibliotece okręgu nau­kowego warszawskiego, zaznaczając, że jest to satyra wier­szem na żydowskie przebiegi. Ale biblioteka Uniwersytetu warszawskiego, spadkobierczyni Biblioteki Głównej, która objęła bibliotekę po okręgu naukowym, nic o tej broszurze nie wie. Muszę więc poprzestać na krótkiej wzmiance Maciejowskiego, według którego „Pokora wilcza” radzi urządzić obławę na Żydów, jak na wilków:

„Nie puszczać ich do domu, sieci na nie stawić,

Z rusznic do nich uderzyć y z działa wielkiego,

By więcej nie niszczyli Królestwa Polskiego”.

1) Maciejowski; Piśmiennictwo III. Estreicher wie, że egzem­plarz tego Listu znajduje się w Bibliotece Kórnickiej.

2) Tamże, str.35.

——————————————

Koniec części II


CDN

Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: K.Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVIIW

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Śr sty 09, 2013 1:45 pm

Kazimierz Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVII W. III.

KAZIMIERZ BARTOSZEWICZ.
Obrazek

ANTYSEMITYZM

LITERATURZE POLSKIEJ XV-XVII W.





III.



W roku następnym (1589) ukazała się spora broszura, prawie książka, będąca pierwszym na większą skalę atakiem

Ł) Maciejowski; Piśmiennictwo III. Estreicher wie, że egzem­plarz tego Listu znajduje się w Bibliotece Kórnickiej.

, Tamże, str. ‘ii.

na Żydów. Tytuł jej według Estreichera brzmi: „Żydowskie okrucieństwa, mordy y zabobony przez X. Przecława Moieckiego, opoczyńskiego i Wolisborskiego (tak) kan. spisane. W Krakowie w drukarni Jak. Siebeneychera roku Pańskiego 1589″ (w 4-ce kart 30 i 4 przedmowy). Drugie wydanie tej broszury, według Estreichera, wyszło w roku 1636, przypi­sane Marcinowi Morawcowi, lwowskiemu podsędkowi, wdztwa ruskiego deputatowi. To „drugie” wydanie ma się znajdo­wać w bibliotece Ossolińskich we Lwowie i w bibliotece Tar­nowskich w Dzikowie.

Nie było to jednak wydanie drugie, lecz trzecie, drugie, bowiem, którego nie zna Estreicher, wyszło w roku 1598 i znajduje się w bibliotece Czartoryskich. Z tego też wyda­nia korzystam1.

Ksiądz Mojecki, doktór Pisma świętego, późniejszy dzie­kan kamieniecki, nie na tej tylko broszurze ograniczył swą działalność literacką. Musiał mieć dobrą markę, kiedy głośny poeta Stanisław Grochowski razem z nim tłumaczył wierszem „Rythmy o zacności, dobrodzieystwach y pobożnym wzywa­niu Rodzicielki Boskiey Dziewice Mariey” (1598, wydane sta­raniem ks. Hieronima Powodowskiego). Jest to tłumaczenie hymnu „Omni die, die Mariae”, którego autorstwo przypisy­wano św.Kazimierzowi. Kiedy potem wyszedł Paprockiego „Ogród królewski” (Praga, 1599), zaraz po dedykacyi znajduje się pochwała tego dzieła, objęta 22 wierszami Mojeckiego; poczem jeszcze Mojecki w 12 wierszach przemawia „do czy­telnika”. Wreszcie ks. Jan Fox, archid. krakowski, polecił Mojeckiemu przetłumaczyć z rękopisu Długosza „Żywot św. Kunegundy”, który wydał w Krakowie u Cezarego (1617).

Książka Mojeckiego o „Żydowskich okrucieństwach” znana była Czackiemu, który jako obrońca Żydów dwukrotnie ją napiętnował. Raz w dziele „O litewskich i polskich pra­wach” (I, 97) mówi, że „zapala opowiedzeniem więcej gorli­wych, jak rozsądnych”, następnie w „Rozprawie o Żydach11 (str. 96) pisze, że „Mojecki i Mieżyński (ma być: Miczyński) wyzionęli to wszystko, co wściekłość przybrana w religijną gorliwość wydać może”.

1) Tytuł tego wydania: „Żydowskie okrucieństwa, mordy y za­bobony przez ks. Przecława Moieckiego O. y W. kan. spisane. Psalm 139: Cognovi quia faciet dominus indicium inofis & v indict am pauperum. W Krakowie w drukarni Jak. Siebeneychera Roku Pańskiego 1598“. Oprócz znanych Estreicherowi i mnie wydań, było jeszcze wydanie lwowskie, jak świadczy Hubicki, o którym poniżej. .

Przypatrzmy się więc bliżej tej „wściekłości”.

W dedykacyi księciu Januszowi Ostrogskiemu, panu krakowskiemu, Mojecki utrzymuje, że „szatan stara się, aby ród ludzki upadkiem swoim za sobą potargnął”. On to ku­sił pierwszych rodziców, on namówił Heroda, aby zamordo­wał Jezusa Chrystusa, on usiłował szkodzić Kościołowi, on „wreszcie niewierne Żydy za iedno naczynie sobie obrał, ktorzyby członki Chrystusowe prześladuiąc, trapiąc y okrutnie morduiąc, iako naczęściey pamiątkę dziecinnego mordu He­rodowego obchodzili. W czym iako mu są posłuszni,wszyst­kich prawie kraiów świata, gdzie iedno ten przemierzły na­ród nogę swą wstawił, oczywiste przykłady świadczą i znać dawaią”. Wprawdzie przykładów tych u „somsiadów postron­nych” szukać nie trzeba bo ich dość w samej Polsce, ale ponieważ wielu jest takich, co „z uporu li czyli z złotego mu­su” faktom tym wiary nie dają, owszem Żydów „forytują i haniebne łotrostwa ich temi y tak dosyć rozpuszczonemi wolnościami y prawy naszemi zaszczycają i bronią” — przeto Mojecki spisał „naprędce i krótko” kilkadziesiąt przykładów mordów i okrucieństw żydowskich, spodziewając się, że za wzorem innych państw „i z tej Korony precz wygnana i wy­korzeniona będzie tą szkodliwa zaraza” ktorey na zgubę pra­wie zdrowia y majętności swoich między sobą się tak za­gęszczać i rozpościerać dopuszczamy”. A ponieważ autor wie, iż Ostrogski, gorący obrońca czci Chrystusowej, „prze­mierzły żydowski naród w słusznej ohydzie mieć raczy”, przeto pracę swoją pod jego zacnem imieniem „między lu­dzie puszcza” i prosi go, aby się przychylić raczył, „iakoby ten przeklęty y bezecny naród więcey się na zdrowie y do­bra nasze nie nasadzał”. Ściągnęlibyśmy bowiem na siebie wieczną karę („pokutę”), gdybyśmy pozwalali na „żydowskie przeciwko Bogu y majestatowi yego blużnierstwa, urągania nad Sakramentem naświętszym, pośmiewiska sromotne z na­bożeństwa naszego, przeklinania Chrześcian, przenaimowanie złodziei, aby kościoły nasze okradali a do nich wynosili, gwałcenia praw koronnych, oszukiwania, zabobony czartowskie y inne łotrostwa, które się niżey po wierzchu namieniaią”. Mając nadzieję, że Ostrogski wysłucha jego prośby, przez co „imię swe i chwalebnych spraw swych sławę, tą wieczną y nieśmiertelną pamiątką ozdobi y rozszerzy”, Mo­jecki składa mu życzenia „zdrowia y pociech pomyślnych”, prosząc, aby tę „małą pracę” z chęcią przyjął i łaską swą autora obdarzał. Pod „przemową”: Dan w Krak. 14 dnia Lutego Roku Pańskiego 1598” i, podpis: „Sługa i bogomodlec Przecław Moiecki Op(atowski) y Wolb(orski) Kanonik”.

Pierwszą część swej pracy rozpoczął Mojecki od krótkiej wzmianki „o pokaraniu i rozproszeniu Żydów”, poczem zastanawiał się nad „rodzajem tutecznych Żydów”. Niech się nie chlubią, jakoby pochodzili z „umiłowanego od Boga ludu izraelskiego”. Cytuje słowa proroków, że lud ten, uległszy szatanowi, skazany został na wygubienie. „Toć ich własny kronikarz Jozephus świadczy, że za czasów iego tylko w Pa­lestynie trocha jakaś licha Żydów była”, ale i ci przez czę­ste wojny zostali zapewne wygubieni; Stąd „prawdziwe snać iest zdanie tych, którzy Żydów teraźniejszych z nierządnego łoża początek bydź pokazuią”. Pochodzą oni mianowicie od niemieckich żołnierzy, którzy po zburzeniu Jeruzalem zanie­śli żydówki w różne kraje i z niemi mieszańców płodzili; dlatego to, aby dzisiejsi żydzi wiedzieli, z jakich ojców po­chodzą, „język niemiecki przy nich y po dziś dzień został”.

Gdy się w ten sposób nowy naród żydowski rozmnażał, matki wychowywały go w obyczaju dawnym, a jako „nie­wiadome w zakonie”, krzewiły wśród niego jedynie baśnie i czartowskie zabobony. „Plotki” te z czasem zebrane do kupy nazwali Talmudem, przyczyniwszy wiele potwarzy y bluźnierstw przeciwko P. Chrystusowi”. Walkę z Kościołem Chrystusowym nieustannie prowadzą, wynajdując wciąż nowe bluźnierstwa i potwarze. „Ale — mówi Mojecki iż to nie iest przedsięwzięcie moie chcieć wszystkie żydowskie prze­ciwko Bogu y ludziom srogie występki… wypisać”, więc po­przestaje na samych tylko „okrucieństwach, które nad krwią chrześciańską pokazować zwykli”.

Naprzód przytacza „przykłady” dawniejsze, zacząwszy od zabójstwa rytualnego z czasów Honoryusza i Teodozyusza. Potem idą „przykłady” z Kronik czeskich, angielskich, francuskich, niemieckich od roku 1053 do 1401. Dalszy roz­dział obejmuje „przykłady drugie świeższe”, wzięte od po­stronnych narodów, poczem dopiero mamy przykłady „do­mowe”, t. j. wzięte z krajów polskich. Wszystkich przykła­dów dzieciobójstwa podał Mojecki 34, z czego obcych 25, polskich 9.

Następnie przechodzi Mojecki do „praw żydowskich i wymówek, których w tych mordach używaią”. Narzeka na wielu ludzi zacnych, że nietylko w okrucieństwa żydowskie nie wierzą, ale zjednani „przeklętemi upominkami”, tak się, w Żydach kochają, „że z nimi biesiady, towarzystwo, cła, j pobory, kupie y majętności swe społeczne maiąc”, i siebie samych i swych poddanych „w niewolstwo i pośmiech Ży­dom podawaią”. Broniąc Żydów, przytaczają oni chętnie za nimi ich „prawa”, które, zważywszy na ich „sprośny począ­tek”, powinny się nazywać nie prawami, lecz „nieprawościami y innych praw naszych oszpeceniem”. „Wiemy z kronik, że Asswerus nasz polski, Kazimierz Wielki, na mieysce własney żony, wzgardzoney Adleidy, Żydówkę Hester wziąwszy, spło­dził z nią syny Niemirę y Pełkę, także y córki1), które iako za perswazią Hester po żydowsku wychowywać dozwolił, tak zateyże łagodnemi słowy tę szkaradę prawa pod imieniem książęcia Bolesława, dawno przedtym zmarłego, k woli Żydom uknować kazał”. A choćby nawet Bolesław w swem księstwie wielkopolskiem takie „sromotne, y zelżywe“ ustawy wydał, toć one nie mogły obowiązywać w innych prowincyach. Ponieważ: ów statut powołuje się na opinię papieża, nie wymieniając jego nazwiska, przeto Mojecki przytacza fakta, dowodzące, iż papieże przeciw Żydom występowali. Jeżeli nawet rzeczywiście „Żydowie lubo od papieża którego, lubo też od kogo innego ku swej obronie co maią, (to) z inszey miary mieć nie mogą, chybaby z tey, że im Zakonnie nie ukazuie, aby krwie używać mieli. Wiemy o tem dobrze, ani z tey przyczyny Żydów obwiniamy, aby z podania Zakonu te mordy czynili: dla inszych iednak swych zabobonów y nie­chęci przeciwko Chrześcianom te okrucieństwa czynić zwykli… I owszem więtszegoby ten naród okrutny karania godzien, że mimo zakazania w Zakonie tych rzeczy się waży y haniebne swe występki listami jakiemi przednich Monar­chów pokrywać chce”. Ale „nie nowina” Żydom iść prze­ciw Zakonowi: opowiada Dawid, jak rozlewali „k woli czar­tom krew córek swoich i synów”. Mieliżby „folgować” chrzecijanom? Więc też i zakaz Zakonu nie broni Żydów od słusznego oskarżenia. Pius V w roku 1568 zniósł „prawa” żydowskie, w akcie wywołania ich z państw swoich wylicza „wszystkie ich przestępstwa y zbrodnie”. A nieprawość owych praw widna już z tego, że wymagały, aby trzech Żydów za­świadczyło morderstwo chrześcijańskiego dziecięcia; „Któż, przebóg, temu kiedy uwierzyć może, aby Żyd niewierny „przeciwko równemu sobie łotrowi świadczyć miał”. Druga

1Ńiemira i Pełka, według najnowszych badań, urodzili się z Cudki’ kasztelanki Sieciech o wskiej, żony Niemierzy z Gołczy (J. K. Kochanowski: „Kazimierz Wielki”, str. 69).

nieprawość”: Chrześcianin, któryby na Żyda tego nie do­wiódł, temu karaniu, które Żyd cierpieć, miał podpadać.

Następnie Mojecki wykazuje, jak są lekceważone przez Żydów wszelkie ich ograniczenia prawne. Potem zbijał „wymówkę”, że neofici nic o mordach rytualnych powiedzieć nieumieją. Są one tajemnicą garstki wybranych, więc młodzi Żydzi, którzy się chrzczą, nic o tem nie wiedza,. A gdy ra­bin Samuel, „Żyd letni”, porzucił wiarę żydowską, Żydzi w obawie, aby „morderstw dziecinnych” nie wydał, wyna­jęli mężobójcę, który go z Rusznicy zastrzelił.

„Folgując krótkości”, opuszcza Mojecki zeznania Żyda Emanuela z Genui i „innych Żydów krzczonych”. Następuje rozdział: „Przyczyną pierwsza żydowskiego mordu w Chrześcianach11.. Jest nią nienawiść do Chrześcijan, którą Mojecki illustruje wyjątkami z ich ksiąg i przytoczeniem zwyczajo­wych przeklinań i bluźnierstw. W dalszym rozdziale podaje „przykłady nieprzyjaźni żydowskiey y prześladowania chrześciańskiego”. Z rozdziału tego wyjmujemy obszerniejszy ustęp, tyczący się stosunków polskich:

„U nas w Polszczę — pisze Mojecki — wszystko zapaczało, żydowie w tókim kochaniu u niektórych Panow są, takiey wolności zażywaią, że o co sie iedno pokuszą wszyst­kiego dokażą. Jedź do Litwy abo do Ruśi, żydźi na cłach, żydźi Arendarzami, Mytnikami, Żupnikami, żydzi w gościn­nych domach samokupstwo dzierżą, że żadnych potrzeb nigdziey indżiey oprócz żydów dostać nie możesz, ani sie go­dzi. Jakoż ten, który sie niemi iako nieprzyiaciołmi Bożymi słusznie brzydźić musi, na sobie to będźie mógł przewieść, aby sie do nich skłonić miał, iako potrzeby żywności u nich kupować, wiedząc że nas Chrześciany nietylko przeklinają, krwie naszey pragną, ale też y rzeczy ku żywnośći, te co sie im już nie godzą, na despekt Chrześcianom w plugastwach (cego cęstokroć doyrzano y doświadczono) obrzydziwszy, plugawą zaś wodą swą opłokawszy, przedawaią. Ano y na same te judasze weyźrzawszy iako są plugawi, przemierzli, smrodliwi, musi to bydź barzo żołądek głodny, który sie na taki smak w ich potrawach zdobędzie. W kupiectwach zaś swych iako sztucznie skarb królewski y koronny kradną, kiedy cudzoziemskie towary przez cła y, myta pod imieniem swoim, a podczas też ukradkiem przeprowadzają, w kotcze, tłomoki, sobole, kuny, bobry, y inne towary skromnieysze kryiąc y kobiercami- nakrywając, iż o tym dobrże powie­dzieć mogą, którym sie tego doyźrzeć częstokroć przytrafia.

Chrześcianin cudzoziemiec, gdy chce w którym mieście ośieść y kupczyć, wiela powinnościami Koronie, krolowi y miastu ońemu z przysięgą obowiązany bydź musi: Żyd tego wszytkiego workiem pieprzu zbędzie, y w rownym prawie kupiec­kim z każdym Ćhrześcianinem zostanie. A jeśliże co uczyni, a przysiądż mu przyjdzie, wszakże przedsie nie tak iakoby potrzeba: a pogotowiu że przysiędze ich żaden ufać nie mo­że, którzy y przez przysięgę y wszelakim sposobem Chrześcianina oszukać za błogosławieństwo sobie w swoim Tal­mudzie pokładają, biorąc na podporę wymówkę łotrostwa swego kradzież onę w Egiptcie złota, srebra y rzeczy drogich, gdy stamtąd uciekali, że im za grzech poczytana nie była. A to pewna, że nas w lepszey cenie nad Egiptczyki nie maią, chocia u nas robotę y ciężarów takich, w iakich tam byli, na sobie nie ponoszą, przedsie jednak wszelakimi fortelami nas kradną, gdyż o tey robocie wszytka myśl żydowska, skoro wstaną, iest, iakoby Chrześcianina oszukać y do szkody przywieść. Wiadome iest w Krak. ,(że cudze przykłady opu­szczę) iasne oszukanie młodzieńca iednego, ktorego że kredit u kupców miał, namówili, że towarow na borg nabrał, a onym za lada co przedał: za czym y sam siebie y chudobę swoię zawiódł y wniwecz obrocił. Wielom y przy pamięci zdrady y szpiegierstwa ich są: ci do Turek, do Tatar, do Moskwy sprawy Koronne wynoszą: iako niedawno iednego, który do Moskwy zdradzieckie listy przenosiel, z Ościkiem ścięto: lecz przedsie niektórym chocia w takich występkach przyścignieni byli, przeklęte podarki wszystko przeprawiły. Swiadomem y tego, iako niedawnych czasów tu w Polszczę kapłany rozkrwawiali, ludzie szlacheckie mordowali, zabiali: nie widzia­łem iednak, aby który godnie skazany za to bydź miał. Nie wspominam, tu sług Piłatowych, którzy kwoli żydom chrześciany nietylko prześiaduią y dręczą, lecz y Chrystusa sa­mego podobnoby znowu ukrzyżowali. A co ieszcze żałośnieysza iest, że też y wiele zacnych Panów tym Kaimom w tey mierze kwoli bydź y służyć muszą: a słusznie: gdyż nie darmo rzeczono, kto, od kogo co bierze, powinien mu bydź swobodę straciwszy musi.

„Patrzmyz iakochmy od tego sprosnego y bezecnego narodu w sweyże ziemi przy naszym chlebie zniewoleni y uciśnieni są, y w własne pęta, w ktorychbycbmy żydy mieć mieli, sami sie pętamy y żydom w niewolą podawamy.

„Tak też słusznie mówić możem, co Poeta dawny Rutilius Clementianus napisał:

„Boday był raczey Titus żydów nie zwoiowal,

Boday był y w swym gniaździe raczey ie zachował:

A niż sie ta zaraza tak rozszerzyć miała,

Która, choć iest w niewoli, Pany swe skukłała“.

„Ktosz nie widzi, że sie tak właśnie w wielu miastach, dzieie, że Chrześciany przemysłami swemi łotrowskiemi zubożywszy, z domow własnych powyciskali, y przeciwko pra­wom do rynku sie pownaszali: aby tym snadniey, gdy sie processie chrześciańskie odprawują, z nabożeństwa naszego y Sakramentu naświętszego pośmiewać się mogli“

Następny rozdział zawiera przykłady „pastwienia się” nad Sakramentem. „Krótkości folgując”, opuszczam je, nad­mieniając tylko, że jest tych przykładów siedem zagranicz­nych i siedem „domowych”.

„Przyczyną wtóra mordu żydowskiego w chrześcijanach” są egipskie gusła i czary, ludzi ofiarowania, które im się „spadkiem dostały”. Po prostu do swych czartowskich nauk „krwie potrzebują”. Trzecia przyczyna to dawna „a bardzo skryta y przedniejszym tylko starszym wiadoma ustawa”, że należy co rok jedno przynajmniej dziecię chrześcijańskie umęczyć i zamordować, co „starsi Żydowie w Tirnawie na mę­kach wyznali. Czwarta przyczyna, polegająca również na ich zeznaniu, jest ta, że im „krew człowieka chrześcijańskiego przy ich obrzezaniu barzo pożyteczna”. Piątą przyczyną jest to, że krew chrześcijańska Żydom, według ich przekonania, „ku jednaniu chęci i miłości iest pomocna”. Dlatego — do­wodzi Mojecki — „te pieprze y szafrany, które chrześcianom darują, krwią takową pokrapiają, częścią aby ich poniekąd tego mordu uczestnikami uczynili, a częścią też, aby łaskę przez to u nich sobie iednali. Aczkolwiek w te zabobony dobrym chrześcijanom wierzyć się nie godzi, widziem to iednak na oko, że ci, którzy się raz z Żydami pokumaią, a pieprzów y szafranów ich skuszą, takiemi ich przyjaciółmi zostawaią, że ledwie a ledwie z nimi rozbratać się mogą”.

Szóstą przyczyną — „używanie krwie chrześcijańskiej na płynienie krwie”, której chorobie nietylko Żydówki ale i Żydzi podlegają, co sami zaświadczyli. Siódma przyczyna— „potrzeba krwie chrześciańskiej do wody, w której Żydzi się myią, aby pozbyć się smrodliwego świerzbu, abo raczey parszywości”. Ósma przyczyna — to niepewność Żydów, czy Mesyasz już nie przyszedł, więc też „Żydy umierające krwią chrześciańską pomazuią, z tą jednak wymową: Jeśliże w za­konie y przez proroki obiecany Messiasz iuż przyszedł, a ten iest Chrześciański Zbawiciel Jezus, to krew niewinnego dzie­cięcia, w tej wierze zmarłego, niechay tobie będzie do zba­wienia pomocna”.

Dziewiątą przyczynę „przydawa Eckius” 1), że Żydzi ja­koby się rodzą z dwoma palcami do ciała przylepionemi, i tylko krwią chrześcijańską można te palce odczepić.

Dziesiątej, ale już na szczęście ostatniej przyczyny „stąd niektórzy doszli”, że Żydzi w obawie, aby czasem ich potom­stwo „miększym z natury” ku chrześcijanom się nie okazało, zadaniem krwi „ku śmiałości” je zaprawiają i „do mordów i wszelkich łotrostw” zachęcają.

Wszystkie te dziesięć przyczyn Mojecki szeroko omawia, cytując różnych autorów, powołując się na rozmaite świadectwa i zeznania. A ponieważ są „zarzutki” niektórych, iż niesłusznie Żydów uważa się za ciężar kraju, że owszem są oni potrzebni i pożyteczni, bo ponoszą ciężary koronne, pieniędzy potrzebującym na zastawy dostarczają, a „w kupiectwach ten dank mają”, że nikt „żadney rzeczy nigdziey snadniey przedać y kupić taniey jako u Żydów nie może” — przeto Mojecki polemizuje z temi zapatrywaniami. Wskazuje na przykład „ziemię moskiewską, o którey acz podłożnie których miar rozumiemy, atoli iednak w tym się przed innemi pochlubić może, że ten przemierzły naród w pośrzodku siebie uprzątnąwszy, nietylko z tey przyczyny szkody w so­bie żadney nie czuie, ale owszem w taki się skarb zapomogła, że z nim żaden monarcha chrześciański trudno poró­wnać (się) ma”. Żydzi wprawdzie niektóre „powinności odprawuią”, ale czemże one są w porównaniu z powinnościami innych obywateli? Wszak obywatele koronni w czasie wojny krwią, zdrowiem i majątkiem służą — a Żydzi „na iaką li­chą summę pieniężną się złożywszy, w pokoiu sobie siedząc, o tym tylko myślą, iakoby chrześciany machlerstwami swemi plondrowali”. Umieją oni tak chodzić za sobą, że uchwalone pogłówne zbywają „ogólną małą summą” — choć ich tylu się „nawnosiło y napłndziło”, że, biorąc od główy, sześć razy większy dochód miećby można. Pożyczanie na lichwę pro­wadzi jedynie do nędzy — „rzecz tak iasna, że iey wykładać nie potrzeba”. Kupcy i rzemieślnicy przez te pożyczki niszczeją. A „utratniki, szalbierze, złodzieie kto w Polszczę za-

1) Walenty Ekldus z Lindau byl na Uniwersytecie krakowskim, potem przebywaj na Węgrzech, skąd powrócił do Krakowa, gdzie po Pawle z Krosna uczył poetyki. Wiele pisał i wydał w Krakowie.

gościł ieśli nie Zydowie, którzy zbytkom pomoc dają? „Gdyby ich pożyczek nie było, „podałby się plac do oddawania powinności, chrześcijańskiej, którą ieden drugiego ratować powinien, iako przedtym w Polszczę bywało”. „Hamowaliby się kosterowie”, rzemieślnicyby z „gębą swą“ się rachowali… Zydowie „dzierżą komorę złodziejską”, skradzione srebro i złoto przelewają, „przemachlują, abo z Polski dla przecięcia wywożą”. Jako kupcy są Żydzi szachrajami, sprzedają starzyznę, długiem leżeniem „od molów i wilgotności zakażoną”, towarom idącym na wagę (pieprz, szafran, ryże) dodają cię­żaru odwilżaniem, kamykami lub sztucznemi przysadam. Lichwą tak zarazili, że są tacy obywatele, „co pod płaszczem żydowskim bliźnie swoje… skradają i rozbijają”. Wspomniaw­szy wreszcie o rozlewaniu krwi niewinnej, Mojecki kończy ten rozdział mocną apostrofą przeciw, żydowskim obrońcom i wspólnikom, przytaczając po raz drugi czynione im poprze­dnio zarzuty.

Kończy „część pierwszą” cap. XVIII; w którym autor reasumuje swe wywody i przedstawia, „jako tym Bóg błogosławi, którzy Żydy prześladują i wyganiają”. Czemu nie idziemy w tem za przykładem innych królestw, zwłaszcza, że … „Pan Bóg tych fortunił i błogosławił, którzy ten naród przemierzły prześladowali y wykorzeniali”. Podaje na to przy­kłady z dziejów Rzymu, a jedynie dla krótkości opuszcza przykłady na dowód, że „Bóg nie szczęścił y karał tych, któ­rzy Żydom pomagali i onym przychylni byli”, — ale tego i „z domowego doświadczenia nauczyć się możem”.

Część wtóra „Żydowskich okrucieństw” jest znacznie mniejsza, bo zaledwie kilka kartek zawiera. Okazuje w niej Mojecki „błędy y rozliczne bluźnierstwa y szalone niepobożności z Talmuda żydowskiego zebrane…, aby każdy zrozu­miał, iako błądzą y iako wielkimi są nieprzyjaciółmi chrzecianom źli a bezecni żydowie y iako srodze nietylko Zbawi­ciela naszego Pana Jezusa, ale też wszystek Maiestat Boży blużnią”. Już te słowa naprowadzają na myśl, że Mojecki korzysta z Index errorum Jakóba Górskiego. I rzeczywiście część wtóra jego „Żydowskich okrucieństw” jest żywcem wzięta z Indexu, choć autor przyznaje się jedynie, że zapo­życzał się „z wtórych ksiąg Bibliotheki świętey Syxta Seneńskiego“. Gdzieniegdzie tylko Mojecki zmienia szyk wy­razów lub poprawia stylowo — jak mniema — Górskiego.

W jednem miejscu przecież znajdujemy drobny ustęp, którego niema w Górskim, a mianowicie: „Bóg nie na wschód słońca, ale na zachód swą stolicę ma” Prócż tego w innem miej­scu Mojecki cytuje źródło, które Górski opuścił, Stąd wniosek, że Mojecki miał “przed sobą „Bibliotekę świętą Syxta Seneńskiego”, porównywał ją z przekładem Górskiego i z przekładu tego z drobnemi zmianami korzystał.

W książce Mojeckiego, jak widzimy z jej streszczenia, jest sporo naiwności i „zabobonów”, ale nie zapominajmy, że pisana była w w. XVI, kiedy cała oświecona Europa wierzyła jeszcze w… czarownice, która to wiara przechowała się aż do w. XVIII. Pomijając zaś te naiwności, których nie należy brać tak tragicznie jak Czacki, trzeba stwierdzić, że Mojecki pierwszy omówił obszerniej, tak sprawę morderstw rytualnych, jak „praw i ograniczeń” Żydów, jak wreszcie „ży­dowskiego niebezpieczeństwa”. Dał on wyraz zapatrywaniom większości, był — można powiedzieć — jej referentem.

Stanowisko jego, wręcz wrogie Żydom, wywołało wśród nich zaniepokojenie. Józef Andrzej Załuski, słynny uczony, założyciel największej, w Polsce biblioteki, stwierdza w niewydanej „Polsce”, że książka ta należy do najrzadszych i że oprócz egzemplarza, który posiadał w swej publicznej bibliotece, nigdy drugiego widzieć mu się nie zdarzyło1) Ale jest i współczesne wytłumaczenie tego faktu.

W r. 1602, „w wigilią Narodzenia Chrysta Pana”, Szy­mon Aleksander Hubicki, „lektor JM. X. biskupa krakow­skiego”, wydał w drukarni Mikołaja Szarffenbergera w Kra­kowie broszurę p.t.: „Żydowskie okrucieństwa nad Naświętszym Sakramentem y dziatkami chrześciańskimi. Ku temu przydana iest tychże zdrayców zbrodnia w Świniarowie pod Łosicami popełniona, którą sądzono na Trybunale Lubelskim Roku Pańskiego 1598“. Prócz dwukartkowego wstępu, bro­szura zawiera 25 kart liczbowanych i jedną (ostatnią) nieliczbowaną 2).

1) „Polska w obszernych wiadomościach swoich skrócona” i t. d. Józef Muczkowski wydal w r. 1832 środkową część tego rękopisu p. t.: „Biblioteka historyków, prawników**. Część pierwsza: „Opisanie Polski topograficzne i cywilne” oraz część trzecia „Historya Polski duchowna” są do tej pory niewydane. O rękopisie tym podałem świeżo obszerną wiadomość w Tygodniku lllustrowanym (1914, nr. 8 i 9).

2) Estreicher podaje dwa wydania tej broszury z tegoż roku i dnia (?), Pierwsze ma zawierać -25 kart po jednej stronie liczbowa­nych i 3 karty nieliczb., drugie zaś 25 liczbowanych i 2 nieliczb. Pra­wdopodobnie brak w którymś Egzemplarzu ostatniej karty z wierszem (o czem poniżej) wprowadzi! w błąd ^Estreichera.

Otóż w tym dwukartkowym wstępie Hubicki mówi, że pobudką, jego pracy była, prócz innych przyczyn, „osobliwie” ta, że „wiele ludzi się uskarżało o nagłym zginieniu ksiąg księdza Przecława Moieckiego…, które chociayże po dwakroć y tu w Krakowie y we Lwowie drukowano, one iednak do wiadomości ludzkiey doskonałey przyść nie mogły; rzecz pe­wna, że same w ziemie nie przepadły, ale niezbedni Żydowie, nie chcąc, aby kiedy zbrodnie ich przez pisma wszyst­kim rozumiane o uszy ludzkie sie otarły, pomienione księgi pozakupowali, że teraz iedną albo drugą zaledwie obaczyć może, iakośmy sie tego oczywiście’ napatrzali, kiedy (nim ie z drukarnie wydano) one targowali y rozmaitych pośrzodków szukali, iakby ich na świat nie wydano”.

Ponieważ zaś „mało tamtych ksiąg zostało”, a po ich napisaniu przybyły nowe przykłady „okrucieństw nad Naświętszym Sakramentem i nad krwią dziatek”, przeto Hubicki pi­sać o tem „powtore się nie lenił”. Zapowiadał jednak, że to jest praca tymczasowa, gdyż gotuje w tej materyi „co po­ważniejszego”.

Po „Słowie do czytelnika” umieścił Hubicki dedykacyę Adamowi Stadnickiemu, kasztelanowi przemyskiemu: „ktoż abowiem nie iest świadom wielkiey czułości, którą W. M. moy M. Pan w szperaniu (niecnot, zabobonow, mordow y okrucieństw tak nad Sakramentem naświętszym iako y dziatkami chrześciańskiemi żydowskich) mieć raczysz”. Na Rusi, Podolu, Wołyniu sam prawie Stadnicki „doświadczając codzień łotrostwa ich…, za krzywdę Bożą na każdym placu się zastawiał”. Świadczy o tem choćby zbrodnia w Świniarowie, „majętności J. M. P. Patego Roku, 1595 popełniona, kwoli ktorey ta książka sie napisała”. Stadnicki jako marszałek pokazał wówczas swą „dzielność y miłość ku Chrystusowi”. Więc też komu jeśli nie jemu miał autor przypisać „tę pracę niegodną y maluczką” W końcu składał życzenia i prosił o przyjęcie tej „kolędy”. „Dan w Krakowie dnia 25 grudnia”.

Hubicki, jak wiemy, sam przyznaje, że Mojecki był mu przewodnikiem, nie znaczy to jednak, aby go dosłownie przepisywał; stąd niesłusznie Estreicher pracę jego umieszcza pod nazwiskiem Mojeckiego1). Owszem, nietylko że wstęp daje inny, ale zaraz po nim przytacza nowe zupełnie „przykłady” zagraniczne i „domowe” morderstw rytualnych, a dopiero po-

1) „Hubicki przepisał Mojeckiego, porządek odmieniwszy i opu­ściwszy nieco11.

tem przepisuje „przykłady” Mojeckiego. Korzysta też z niego, odpowiadając na pytanie: „czemu Żydowie pastwią się nad Sakramentem”; korzysta, opowiadając, jak Żydzi nawet „naczyniom poświęconym, obrazom Bożym y świętym Jego nie folguią” i „iaką nieprzyiaźń maią przeciwko chrześcianom“, ale wywody Mojeckiegó skraca do czwartej części. Równie krótko pisze o przyczynach „przelewania” przez Żydów krwi chrześcijańskiej, przyczem dodaje: „Jest przyczyn więcey…, które dostateczniey napisane czytay u księdza Przecława Moieckiego“. Nowym zupełnie rozdziałem jest oczywiście opis, wspomnianej już w tytule, zbrodni w Świniarowie. Ponieważ jest to pierwszy obszerniejszy opis procesu o morderstwo rytualne w Polsce, przeto sądzę, że wart jest przytoczenia w całości.

Zbrodnia żydowska w Świniarowie pod Łosicami popeł­niona: na Trybunale Roku 1598 sądzona.

„W tey tedy wsi Świniarowie, poddany Pana Petego, Maciey Petrenia, szedł z pługiem na pole 25 Marca, za któ­rym dziecię iego, we czterech leciech, na imię Woyciech, za­biegło: Nie postrzegł się Ociec, że dziecie za nim biegło, y tak zaszedszy na rolą, roboty swoiey pilnował, a dziecię pozostawszy przy gościńcu, w piasku grzebiąc zasnęło. Jachał gościńcem Żyd Gromek z Woźnik do Łosic, z słodem, postrzegszy że dziecię samopas w polu igra, pokwapi się do Łosic, tam złożywszy słod, a Żyda Izaaka zawoławszy z sobą, obadwa onymże gościńcem do Woźnik iechali: Tamże za­stawszy ono dziecię w polu, porwali ie, y do Woźnik do karczmi gdzie Arendą trzymali, y mieszkali, zawieźli Tym czasem matka dziwuiąc sie, że Ociec tak długo dziecię o gło­dzie przy sobie bawi, pośle córkę swoię po nie, która gdy Oycu powiedziała, że dziecięcia niemasz, biegł prosto gościń­cem, szukaiąc go: Podka Boiarow dwu, z Włości Woźnickiey, Adama y Matusza Gałeckich, pyta ieśliby kogo na drodze nie podkali, powiedzą mu że Żydy tylko, którzy spieszno do Woźnik iachali. Nieśmiał sie ubożuchny Ociec zdraycow za­raz iąć, nie maiąc nic dowodnego, a k temu P. Petego w Wo­żnikach nie było. Posłali sobie wnet Żydowie do Między­rzecza, po Moska y Zelmana, Rabiny: daiąc znać o obłowie, którzy nie mieszkaiąc, nocą przybyli, y zaraz niewinniątko ono zmęczywszy, zamordowali: y krew z niego wycedzili, Ciało zamordowane, czas pewny w piwnicy leżało. Boiąc sie potym aby za iaką suspitią ciała szukaiąc u nich, nie znaleziono, Żydówka Markową naięła Nastkę, sąsiadkę Chrześciankę, aby ono ciało z karczmy gdzie na mieysce ktoreby ludziom na oczach y na widzeniu nie było zaniosła. Podięła sie tego Nastka, za cztery kopy, y na błota w nocy ie wy­niosła. W kilka dni potym, ta bezecna białogłowa, zagrzaw­szy sobie mózgu gorzałką, wymknęła sie przed iednym mie­szczaninem w Łosicach na targu. Także też y chłopczyk ieden, szukając iaiec kaczych, albo kaczych, na onym bagnisku, natrafił dziecię zamordowane, o czym szedszy do wsi znać dał, szli hurmem sielanie, po ono dziecię, które przed Dwor woźnicki przyniesiono. Żydowie dowiedziawszy się, bo karczma Dworu nie daleko, potrwożyli się, a Gromek sie za­raz udał w długą (drogę), którego P. Petego słudzy pogoniwszy, przywiedli: Dał Ociec zatym winę Żydom, y protestatią w Gro­dzie Mielnickim uczynił. Wytoczyła sic potym sprawa na Trybunał, gdzie po dostateczney y pilney ezaminatiey tey sprawy (bo też Żydowie nie spali) za własnym wyznaniem żydowskim, Dekret przeciwko nim wyszedł. Które to ich ze­znania, przed Sądem Trybunalskim, y Dekret Trybunalski, tu mi sie zdało włożyć barzo potrzebnie.

„Adductus est ad ludicium praesens praedictas, Judaeus Jachym, qui ultro & benevole recognovit, & fassus est his verbis. Iż iest ten obyczay Żydowski, aby uboższe Żydy do bogatszych dla pożywienia rozsyłali. Byłem posłany od tego Marka do Wożnik, na wielką noc, maiąc tam wszelaki wczas, miałem też y to rozkazanie od Marka, abym chodził do ko­mory, brać sobie ieść coby mi była potrzeba, wszedłem, we czwartek przed wielką nocą żydowską, do komory wziąć so­bie chleba, uyźrzałem w tey komorze garnek nowy czerwony, rantuchem białym nakryty, pod łóżkiem, na którym dzieci Żydowskie sypiały, y mniemaiąc że miod, chciałem sobie wziąć do chleba, a gdym go wziął palcem, o baczyłem że nie miód, ale coś inszego czerwonego. Potym wyszedszy z ko­mory do izby, zastałem samę tylko Markową Żydówkę go­spodynią, pytałem coby to było w tym garcu nowym pod łóżkiem, ona mi powiedziała, że krew dziecięcia Chrześciańskiego, ale tego nie powiaday nikomu. A potym iużem tego garca więcey nie widział na tym mieyscu, y niewiem gdzie sie stamtąd podział. A gdyśmy iuż byli poimani, y pospołu wsadzeni, prosił nas wszystkich Marek, abyśmy mieli serce w Bogu, y nic nie powiedali, ani sie zeznawali, chociayby nas y męczono. Toż powtarzał y tu w Lublinie, gdy nas miano męczyć, y gdy iuż był ieden wzięty na męki, tedy nas drugdy prosił, abychmy sie nidoczego nie przyznawali, Zeznał y to, że Nastuska, która tamże nie daleko tey karczmy, w ktorey Marek mieszka, chałupę swoię ma, powiedąła to, iż na ten czas gdy brała piwo przed wielką nocą żydowską, na szynk z piwnice Żydowskiey, zayrzała tego zamordowanego dziecięcia, pod beczkami, To też zeznał, iż to słyszał od inszych Żydów, że Chrześciańskiey krwie Żydowie na wielką noc używaią, ale dlaczegoby to czynili tego niewie. Demum relatum est iudicio praesentis, perfidum Iudaeum Aaron qui superiori loco nomine Gromek est nominatus, velle coram iudicio praesenti;. veritatem oranem fateri. Qui quidem Aaron, seu Gromek adductus ad iudicium praesens, ultro & benevole. confessus est, & recognouit. Iż dobrze przed wielką nocą Żydowską, byłem proszon od Zelmana Żyda Międzyrzeckiego, abym dostał dziecięcia Chrześciańskiego. Potym gdy zawoził słod do Losic, iachałem nazad do domu z Łosic, iachał ze mną Izaak (qui loco superiori Haycik nominatur) nadjechaliśmy to dziecię podle drogi siedzące, y rzekł mi Izaak, wiesz o co cie Zełman prosił, y kazał mi abych to dziecię wziął, y wziąłem to dziecię na wóz, y przywieźliśmy ie obadwa z Izaakiem do Woźnik, do Marka Oyca ihego, y tam ie chowali przez kilka niedziel w piwnicy, a potym ie Izaak i Zelman którym było o tym dano znać do Mię­dzyrzecza, zarzezali: y naięli potym Nastuszkę aby to dziecię wyniosła. Zeznał y to, że słyszał od inszych Żydów, iż oni którzy mogą dostać krwie Chrześciańskiey, używaią y w wi­nie, dla czego by to czynili, tego niewiem. Hec omńia ultro & beneuole in praesentia & in facie perfidorum Iudaeorum Lublinen. Moysis Doctorowicz, Salomonis Synagogae Iudai- cae Magistri, vulgaliter Skolnik nuncupati, & Salomonis mae- dicinae Doctoris; Iudeorum Seniorum Lublinensium iterum re­cognouit, hoc adiecto że to wie pewnie, że Izaak był przytym, gdy to dziecię zarzezali. Post modum infidelis Izaak seu Hayczik in praesentiam iudicii adductus, sponte recognouit his verbis. Iż to dziecię Gromek Aaron wziął, y do piwnice wsadził. Zeznał y to że Moszko y Zelman z Międzyrzecza przyjechali, kiedy to iuż dziecię poimano. Nastuszka cho­dziła tam,kiedy to dziecię tęskniło, cieszyć ie. Potym Moszko z Zelmanem, wziąwszy dziecię, przed komorę ie prze­nieśli, y lzaak ten poszedł za nim, wziąwszy noża tego, ktorym bydlęta rzężą. Dziecię rzezali tym sposobem, Moyzes rzezał, albo rączey kłoł około piersi z Zelmanem, a on, to iest Izaak, rękę rzezał, potym krew wytoczyli w garnek, wzięli sobie większą część do Międzyrzecza, a ostatek trochę zostawili Izaakowi. A on powieda że żona iego w ciasto przasne wlała, ten chleb zowią po żydowsku Euicomen, co się wykłada, pomożeć P. Bóg. Leią y wwino tę krew, kto iey ma siła, onem iey niedostało, y nie lali iey iedno w kołacz, lecz Zelman używał podobno tego przedtym, bo mie tego on uczył. Powiedział y Moyses z Międzyrzecza, który też z nim był, a gdy był pytany, czemu to ciał dziatek takim sposobem przez nie częstokroć zamordowanych, nigdziey nie grzebiono. Powiedziano że nam nie godzi się poganom mi­łosiernych uczynków czynić, za grzechby to naszy mieli, kiedyby ciało takie grzebli. Acz Aaron dał sie słyszeć, że Chrześcianinem chciał bydź, deputował sąd ninieyszy czterech osob z pośrodka siebie, aby iego affektacią, ieśli iest pra­wdziwa a nie zmyślona (aby tylko wolen był) zrozumieli, ktorego osoby naznaczone, kazawszy przed sie przywieść, tak pytali: Żydzie słyszeliśmy iż chcesz bydź Chrześcianinem, życzemyć tego, ale ty podobno zmyślasz żebyś był wolen od śmierci, co cie nie wybawi, przedsię umrzeć musisz. Powie­dział że chcę Panowie Chrześcianinem zostać, chcę sie okrzcić. Pytań, y chcesz Chrześcianem umrzeć, rzekł, chce Rzeczono mu potym, Żydzie mniemasz ty, że to o śmierci powiadamy przyrodzoney. Ale to iuż wiedz że pewnie za tak haniebny występek swoy, gardło dąć musisz, iedno cie pytamy, iako wolisz umrzeć, czy Żydem czy Chrześcianinem. Nie wybatwi cie chrzest, sprawiedliwość święta wyciska że gardło dać musisz. Na te słowa, Żyd zamilczał, strwożył się, a barzo strach śmierci znać było na nim. Powiedział potym, kiedy nie iest łaska W. M. że gardło mam dać, tedy wolę Żydowinem umrzeć. Pytany potym wszystko bydź prawdą co przedtem powiedział, tak in questionibus, iako y libere przed sądem, to iest, że on to dziecię wziął, y zarzezali ie Moszko y Zelman, a Izaak Żyd z Międzyrzecza zeznał też y to, że krwie Chrześciańskiey w winie na wielką noc kto może mieć używaią, przydał y to, że w słodkim chlebie (vulgąiiter w przasnym) używaią. A Nastuszka którą napierwey Joacbym, a potym Marek in questionibus & Aaron dobro­wolnie wspomniał, przed sądem ninieyszym, niż była ad questiones dana, dobrowolnie zeznała, iż szła z Żydówką kiedy to ciało dziecięcia zamordowanego na błota niosła, y powia­dała Żydówka, kiedybychmy to dziecię zagrzebli wsibychmo pohibli. Pytana, ta Żydówka od tey Nastuszki: Powiedziała że kiedyby naszy krwie Chrześćianskiey na wielik deń_ nie mieli, nie byłby u nas wielik deń, to iest wielka noc, co in questionibus subsequenter powtórzyła.

„Iudicium itaque praesens omnibus accuratissime _des- criptis, & propośitis eo prae oculis habito, quoniam mani- feste apparet, tam ei ścrutiniis coram officio praefato Ga- stren. Mielnicen expeditis, & per iudicium praesens diligenter lectis & ponderatis, quarn ex confessatis ipsorummet Iudaeo- rum praedictorum in questionibus, & coratn iudicio praesenti, . benevole in praesentia praedictorum Iudaeorum Uiiblinensium seniorum, sciljtet Móysis Doctorowicz, Salomonis, maedici- nae Doctoris, & alterius Salomonis nuncupati Skolnik, factis ipso fesse reos huius horrendi sceleris, nefandi criminis & crudelis interemptionis, praefati olirn pueri. Ideo iudicium praesens eosdem maleficos ludaeos, Marek, Izaak, & Aaron, uti patratores & cooperatores praefati horrendi sceleris, & ho- micidii pueri interfecti, , & innocentis morti, destinandos vita- que priuandos esse, decreuit & sententiauit, pro faciendaque exequutione finali debita, ad officium competens remissit & eandein exequutionem facicudam, & praestandam sedulo iniun- xit, sua iudiciali sententia mediante. ^

„Actum Lublinij in ludiciis ordinariis Gene(ra)libus Tri- bunalis Regni, Sabbato ante festum Sa.nctae Margaretae vir- ginis proximo, Anno Domini, MDXC octauo.

„Joannes Koniecpolski I. T. L, ex decr. post Trib. Regni subscripsit”.

Po przytoczeniu tego aktu dodaje Hubicki następujące uwagi:

„Co na to rzeką ci niezbędni napoły Żydowie którzy te Żydowskie mordy, za bayki y za plotki sobie maią. Toczyła sie sprawa na Trybunale, prawie in Theatro wszystkiego Królestwa, nie pokątnie, nie perfunctorie y bez nieiakiego rozmysłu (iako niektórzy ich sequaces powiedaią) ale uwa­żnie, gdzie nie ieden ią sądził, y examinowal, ale wiele zac­nych y wielkich ludzi, o których to rozumieć, że sobie płocho w tey sprawie poczynali, y zdrożny dekret ferowali, żadną miarą się nie godzi, Ale nie trzymam tego o nich, aby tak ogołoceni w baczenie byli, żeby temu wierzyć nie mieli, ra­czey że worki z pieprzem, y dźwięk złoty, tak ich zagłuszaią, że wiedząc niewiedzą, y tak srogich mordow, do serca przy­puścić niechcą”.

W ostatnim rozdziale zastanawia się Hubicki co czynić z Żydami. Mniema, „żeby to z drogi nie było“ wygnać ich z Polski. Przytoczywszy przygodę, jaką miał Karzeł V z Ży­dami, wskutek której z królestwa neapolitańskiego wynosić się musieli — pisze dalej:

„Upatrował to ten mądry y wieczney pamięci godny Monarcha, że ta pycha y tak wielki dostatek Żydowski krwią Chrześciańską trącił, którą oni machlerstwem a niesytą lichwą, Chrześciany z dobr y maiętności ich wyzuwaiąc, ustawicznie iako piiawki iakie sśać zwykli: Aza nie toż u lias w Polszczę sie dzieie? Spytaymy się skąd tak wielkie deposity Żydo­wie maią, chociaż ie ledaiako chodząc, przed nami kryią, to przecie wszystkim wiadomo że wielkie, pieniądze maią. Nie orzą nie sieią, rzemiosła nie robią, handlem niektórzy tylko (przeciw prawu) iako y zakupstwo Poborow, Ceł, Arend, y innych pożytkow. Czym sie żywią? za co iedzą y skąd pieniądze zbieraią? Nic inszego ich nie tuczy, iedno nie­zmierne lichwy, przekupstwa, zabieganie, wydzieranie, machlowanie, oszukanie nieznoszne. Ci są molowie maiętności naszych, ci piiawkami potu y krwie naszey. Sami sie do tego maią, że który ma sto złotych gotowych w Krakowie, ten nie pracuiąc nic, rozkosznie żyć może. Skądże? Z lichwy, nie po piąciu ani po dziesiąciu złotych ten pewnie od sta bierze, boby sie tym nie wychował. Ale co, przypadnie komu pieniędzy potrzeba, zaraz z zastawą do Żyda, która będzie tyle dziesięcioro stała, da mu na nie Żyd do pewnego czasu, nie wykupi potym na czas, ali zastawa kosztowna, w małey summie ginie, y to ich handel, szaty y suknie rozmaite, które w lichwie przepadała. Y iako wiele lud pospolity od nich cierpi, żaden wypisać nie może.

„Nie idzie to co mówią żeby ludzie pieniędzy nie mogli dostawać, kiedyby Żydów nie było. Siła iest miast porządnych w cudzych kraiach, które Żydów nie cierpią, a przecie pieniędzy czasu potrzeby łacnie każdy dostać może. Są montes pietahs gdzie zastawy nie giną, ale gdyby kto niemiał czym wykupić, tedy oszacowawszy według słuszności, dopłacaią; albo al incanto przedawszy, ostatek Panu rzeczy zastawney wracaią. Tożby u nas w Polszczę mogło bydź. Ale choćby Montes pietatis nie były, naleźliby sie ludzie po­bożni, ktorzyby bez takiego ucisku potrzebie bliźniego swego wyrozumiewali. Zahamowałoby sie tym sposobem marnotractwo nierozmyślne, y bezrozumne rozsypowanie maiętno­ści w ludziach młodych, którzy maiąc ten łącny sposob do nabywania pieniędzy, wypuszczaią wodze żądzom swoim, y tak sami siebie naprzód, a potym Rzeczpospolitą wszystkę za sobą gubią.

„Zahamowałoby; sie y złodzieystw barzo wiele, gdyż gdyby tych nie było, do którychby rzeczy kradzione noszono, y złodzieje ustaćby musieli. Teraz wszyscy łotrowie tam skład maią, tam wszystkie rzeczy źle nabyte, nawet zdobyczy z Kościołów złupionych, sie zostawaią. A pewnie kiedyby ie tak do Chrześcianina przyniesiono, nie mógłby bydź tak bespiecznego y przestronego sumnienia, żeby rzeczy takie kupować albo przechowywać miał. Mało tedy na tym że Ży­dowie chleb właśnie dzieciom Koronnym należący, z gęby prawie wydzierają, ale y tych po ktorychbychmy sie pocie­chy spodziewać mogli, naprzód w ubóstwo, potym w niecnotę y sprawy nieuczciwe wprawuią. Snadnieyszeby wyżywienie ubogiemu rzemieślnikowi, y wszystkiemu pospolstwu było, kiedyby tych fucos y niepotrzebnych darmoiadow, Rzeczpo­spolita nie żywiła, ale od paszey synom swoim nagotowaney, daleko odganiała”.

Ale powie może „subtelny polityk“, że „ludnością mia­sta y królestwa stoią”, i przytoczy sułtana Amurata, który się śmiał z Ferdynanda kastylijskiego gdy 700 000 Żydów wygnał, z których mogłyby być „niezliczone pożytki”. Hu­bicki zgadza się, że państwo starać się powinno o powiększa­nie ludności, że „tym pewniey stoi, kiedy w nim siła ludzi rozmaitych stanów się znaydzie, ale dobrych, albo przynamniey Rzeczypospolitey potrzebnych. U Żydów iest wszystko na opak, a zgraya ich iako łotrów y próżniaków tylko pań­stwo niszczy”. Amurat był rad Żydom, gdyż chciał zawojo­waną i spustoszoną Grecyę „iako naprędzey osadzić, ale umiał też sobie lepszy pożytek z Żydów uczynić, y potom­kowie iego umieią, a niźli my. Ale co może bydź niezbożnieyszego y przed Bogiem brzydliwszego, iako to, że Cła, Myta, Czopowe, Młyny, karczmy, nawet Miasteczka y wsi slacheckie, ci nieprzyjaciele Chrystusowi arendą trzymaią, na których iako sie sprawują, iakie oppressie nad ubogiemi poddanemi stroią, na oko to każdy baczyć może. Niechayże sie ten Poganin Ferdinandowi tak bacznemu Monarsze nie dziwuie, że tego narodu przewrotnego y zdradliwego w Państwach swoich cierpieć niechciał, który często odpadszy od wiary y Chrystusa y Panów swoich, z Saraceny y z innemi sie bun­towali, w Hispaniey y Indyey: y na to w Polszczę nawięcey teraz czuhaią, y Mesyasza swego czekaią, żeby Chrześćiaństwo wygubili. Ale sie barzd niektórym łakomym ludziom pokazowaniem iakichsi pożytkow, y podarkami swemi w serce wkradli, że pogardziwszy bliźnim swoim y krwią Chrześciańską z tyra bezecnym narodem towarzystwo, wiodą, y taiemnic swych sie im powierzają, które jako oni umieią chować, często widzimy. Ale Boże day kiedyby tylko z tymi swemi kochankami obłudnie sie obchodzili, ale to żałośnieysza, chleb Rzeczypo. na zdradzie iedzą, to wszystko cokolwiek sie iednO u nas dziele, ciekawością swoią doszedszy, nieprzyiacielom Krzyża Ś. Turkom y Tatarom, ci taiemni szpiegowie oznaymuią, iako się to kilkakroć na nie pokazało. Iż tedy to iest; naród iako Doktor Eckius pisze, swowolny, skrzętny, niecnoty: pełny, nieuczciwy, niewierny, fałszywy, krzywoprzysiężny, kradzieżny, złośliwy, zaiątrzony, nienawistny, zayrzący, nie ludzki, mściwy, krwie pragnący, zdradliwy, mężeboicczny morderski, bluźnierski, czarowniczy, plugawy, przemierzły, wszeteczny, oboięty, potwarzliwy, lichwiarski, niewdzięczny, z wszelkich swych niecnot przeciwko Chrześcianom sie we­selący, Chrystusa naostatek P. Boga naszego, y nas naśladowcę iego z wielkim iadem prześladuiący: Słuszna rzecz iest, aby­śmy kiedyżkolwiek w to weyźrzawszy, tym bezecnym y okrut­nym występkom zabieżeć umieli. Bez wątpienia, pomoże nam wszechmocnością swoią, do tego grzechów ich wykorze­nienia Pan Bóg, któremu niechay będzie cześć y chwała na wieki wieków Amen”.

W końcu dodaje Hubicki wiersz: „Przedsięwzięcie Authora w pisaniu Księgi, z czasu obchodzenia pamiątki Naro­dzenia Bożego wzięte”:



„Pamiątka święta, Chryste, twego Narodzenia,

Łatwy mi sposob daie, mordow wyliczenia,

Które naród Żydowski, twey Krwie Pańskiey chciwy,

Popełnia, na krew dziatek niewinnych złośliwy” it.d.



Broszurę Hubickiego spotkał ten sam los, co książkę Mojeckiego. Na okładce egzemplarza jej, znajdującego się w biblio­tece Czartoryskich w Krakowie, niepodejrzany chyba w tym przypadku świadek, Tadeusz Czacki, napisał: „Tę książkę Żydzi wykupowali y dla tego iest rzadka” 1).

*) Czacki nie poprzestał tylko na tej uwadze. Krótko Streściw­szy broszurę, przytoczył wielce interesujący szczegół: „Żydzi polscy, ustawnie oskarżani (o morderstwa rytualne);, jeździli po dwakroć do Rzymu. Jest nawet bulla papieska, zaświadczająca, że krwi ludzkiej nie potrzebują. Dług Żydów Bonońskich u. Polskich Żydów, biorących w przeieździe pieniądze do Rzymu na ubezpieczenie siebie od tey na­paści, niedawno był rozważanym w Komissii Skarbowey Koronney*1.

Koniec czesci III
http://gazetawarszawska.com/2013/01/07/ ... vii-w-iii/


Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: K.Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVIIW

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Cz sty 10, 2013 12:40 pm

Kazimierz Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVII W. IV.

by KSC on 09/01/2013 in Historia, HOME, Judaizm i islam


KAZIMIERZ BARTOSZEWICZ.



ANTYSEMITYZM

LITERATURZE POLSKIEJ XV-XVII W.



IV.



Jan Achacy Kmita (+27 sierpnia 1624) zasługuje na to, aby wydać razem wszystkie jego pisma i zebrać, o ile będzie można, szczegóły jego życia. Nie był to wprawdzie poeta, ale wierszopis dość pomysłowy i oryginalny; z licznych jego broszur historyk obyczajów zbierze plon dość obfity. Z nazwiskiem jego najczęściej się spotykamy w rozprawach i artykułach o rzeczypospolitej babińskiej. Pijacka ta drużyna niezasłużoną sławę zawdzięcza Sarnickiemu i Kmicie. Tamten uwiecznił ją w dodatku do swojej Kroniki, ten do wiersza „Monogamia JP. Mikołaja Stradomskiego i JP. Katarzyny, Jakóba Pszonki z Babina córki” (Kraków, 1617) dołączył „Morocozmea babińskie”, w których spisał garść dowcipów, spłodzonych w Babinie.
Z wiersza tego dowiadujemy się, że ród Kmity pochodził ze Zerzenczyc koło Bochni. Skądinąd wiemy, że Kmita walczył pod Batorym w wyprawach na Inflanty, potem był pisarzem, nakoniec podżupnikiem, żup bocheńskich. O szerokich jego stosunkach między panami i szlachtą świadczą zarówno dedykacye jak i liczne „treny”, które wylewał na papier po możnych tego świata, po swoich znajomych i przyjaciołach. W wielkim zbiorze listów Tomasza Świniarskiego, profesora Uniwersytetu Krakowskiego, kanonika wieluńskiego, z lat 1588—1635, znajduje się i list „ad poctam laureatum Joannem Achatiam Kmita”1), posiadał więc i ów tytuł zaszczytny, o który tak się ubiegano.
Bibliografia zna trzydzieści utworów Kmity. Przypuszczać należy, że było ich więcej, są to bowiem broszury kilkokartkowe, a takie masami ginęły. Możnaby ułożyć długi katalog z samych tytułów broszur, o których wiemy jedynie ze wzmianek, rozrzuconych po książkach, broszurach i rękopisach. Więc i Kmity zapewne, los nie szczędził. Dowodem tego fakt, że wszystkie broszury jego są nadzwyczaj rzadkie, a niektóre są unikatami, choć wychodziły w wielu wydaniach. Trzy takie unikaty: „O Eneaszu Trojańskim”, „Spitagerano—machia” i „Penęlopea”, wydała niedawno w przedruku Akademia Umiejętności2). (W Spitageranomachii znajdują się opisy

1) EpistoJae… Tliomae Eustaqhii a Swiniary. Świniarski (rękopis Biblioteki Jagiellońskiej).
2j J. S’toka, M. Pudłowskiego i J. A. Kmity „Powieści wierszowane‘: Kraków 1897.

bitw, w których Kmita brał udział.) Z trzydziestu jego utworów najwięcej, bo 14, posiada Ossolineum, 7 znajduje się w bibliotece Czartoryskich, a tylko 3, w bibliotece Jagiellońskiej. W broszurach Kmity osobny dział stanowią utwory na temat żydowski. „Uwidział coś sobie do Żydów — pisze Maciejowski — i na nich pisywał paszkwile imiennie i bezimiennie”. Jako powód, dlaczego tak „natarczywie i uszczypliwie” powstawał na nich, podaje Maciejowski głośna, sprawę bocheńską o zbezczeszczenie przez Żydów św. Sakramentu. Zygmunt III polecił wyświetlić ją urzędnikom bocheńskim. Zapewne pomiędzy nimi był i Kmita, „poznał więc bliżej Żydów i postanowił ohydzić ich przed narodem”. Wszakże— pociesza się Maciejowski — „nie dopiął celu, a sam wystawił się na pośmiewisko”. Za Maciejowskim powtarza to niewolniczo Sobieszczański1)
Maciejowski zupełnie nie zrozumiał Kmity, a owo „pośmiewisko” — to czysta fantazya, nie poparta żadnym dowodem. Również i przypuszczenie że Kmita brał osobisty udział w sprawie bocheńskiej upada po przeczytaniu jego broszury: „Proces sprawy Bocheńskiey z Żydami o Naświętszey Eucharistiey Sakrament od żydów i świętokradzów kupiony y cudownie okazany. Przytym dekret króla JM. iako żydzi bezbożni iawnie przekonani y z Bochni dla tego wygnani. Kronikarzom potrzebny. Jana Achacego Kmity urzęd. żup Bocheńskich” (tu wyraz pismem hebrajskiem, poczem czterowiersz:)

„Książko niewdzięczna żydom y też Aryanom,
Ale będziesz przyiemna świętym Chrześcianom,
Bo oni gardzą co się dzieie w Bośkiey szkole.
Prawda błędnych, iak chorych stonce, w oczy kole“.

Maciejowski pisze: „bez miejsca i roku”, Siarczyński podaje rok 1602, Estreicher 1601.
W drugiem wydaniu tej broszury, jakie mam przed sobą (egzemplarz Biblioteki Ossolińskich), pod wierszem zacytowanym znajduje się na karcie tytułowej jakiś frazes, hebrajski, po którym rok wydania (1601) ukrywa się w pierwszym wierszu dwuwiersza:
‘) Maciejowski: Piśmiennictwo”, HI, 331; Sobieszczański w in- cyklopedyi Wielkiej Orgelbranda, tom XIV.

BenefaC DoMine bonls
Agaton Kyrie Tois Agatois.

Ale mylnieby kto sądził, że to drugie wydanie pochodzi z r. 1601, bo w tekście znajduje się wzmianka o pamiątce „śmierci Chrystusa naszego, tysiąc sześćset lat y sześć od was zabitego” (lapsus autora, zamiast: od nar. Chrystusa). A więc poprostu tytuł pierwszego wydania, niekompletnie Estreicherowi dostarczony, został w drugiem wydaniu z r. 1606 dosłownie przedrukowany, co wprowadziło w błąd bibliografa. Dlategoto Estreicher dziwi się, że „Dekret”, w wydaniu z r. 1601 przytoczony, nosi datę 1605 r.1).
Na odwrotnej stronie karty tytułowej „Procesu” znajduje się drzeworyt przedstawiający Mojżesza trzymającego tablice z przykazaniami. Pod spodem drzeworytu szesnaście wierszy o trzech zakonach (prawach)jakie żydzi otrzymali od Boga: pierwszy dany był w raju, drugi przez Mojżesza a o trzecim Chrystusowym „żyd źle trzyma”.
Następuje dedykacya wierszem „Panu Burmistrzowi, Radzie, Praetorowi y Sądowi iego, Mężom, Patriciusom y Obywatelom w K. P. wszystkim miasta Lubelskiego”. Autor szczęśliwy jest, że „będzie poznany wielkiemu kraiu Sarmackiemu” pod tarczą obywateli miasta, „w którem złączyły się dwa narody — szczęśliwe miasto co rodzi swobody”.
Po dedykacyi Kmita zwraca się do czytelników:

Posłuchajcie mie wszyscy, powiem co się stało
W Bochni tam kędy żydów lęgło się nie mało.
Naród żydowski zawsze był złośliwy z wieka,
Zubożyć, zgubić, rozkosz ich, zawżdy człowieka…


Następuje opis sprawy bocheńskiej. Żyd Bodek z mieszczaninem, pochodzącym z Mazowsza, a ztąd Mazurem zwanym, „miał zachowanie dla pieniędzy na zastaw częste pożyczanie”. Na nalegania Bodka Mazur przyobiecał mu dostarczyć hostyi, ale czując pewne wyrzuty sumienia „przenajął” do tego niejakiego Dudka. Dudek przystąpił do komunii

1j W egzemplarzu Bibl. Ossolińskich brakuje ostatniej kartki datą dekretu. Z rękopisu 2.576 Biblioteki Jagiellońskiej przekonywamy «ię, że były dwa dekrety, gdyż w rękopisie tym mamy „Decretum re¬gale supra Judaeos Bochnensis… quae in expulsione eorumK z r. 1605. Dekret ten tyczy się wykonania pierwszego dekretu, do .Procesu spra¬wy bocheńskiej” dołączonego.

i zatrzymawszy w ustach Ciało Pańskie oddał je Mazurowi, a ten Bodkowi, który je zaniósł do synagogi w dzień Wielkanocy. Żydzi „chleb” ukryli i nie byłaby się rzecz wydała, gdyby Dudek nie zachorował. Nic mu nie było, nic go nie bolało, ale „trzy, ćwierci lata” nie mógł chodzić. Zgnębiony, przestraszony, wezwał spowiednika, wyznał swą zbrodnię — i ozdrowiał. Poszedł zaraz na ratusz i rzecz opowiedział. Mówiono mu, – że będzie karany — on sam prosił o karę. Mazur na mękach przyznał się, że „za kopę” sprzedał hostyę żydowi Jakóbowi. Rzecz doszła do króla, zjechali przysłani przez niego na sąd panowie. Jakób żyd uciekł, a z nim uciekli żydzi w tę sprawę zamieszani. Dudek został spalony, Mazur przedtem umarł, ale ciało jego również spalono, a żydów z Bochni dekretem królewskim wygnano.
Opis sprawy przeplata Kmita ustępami wyrażającemi jego uczucia religijne i poglądy na Żydów. Zaraz na początku podnosi znaczenie przyjmowania Sakramentów. Później po raz drugi oddaje gorącą cześć Ciału Pańskiemu. Dość silny jest ustęp o zatwardziałości żydów:

Ręce wasze pełne krwie, niewinnęy y zdrady,
Nie pomoże wam Świętych Żywot: y Przykłady.
Przyszedł na ukazanie Abel niewinności,
A wasze pokolenie pełne srogiey złości.
Przyszedł na ukazanie Enoch wam czystoty,
Au w was pełno niecnot i brzydkiey sromoty.
Przyszedł Noach na przykład wielkiey wam skromności,
A wasze myśli-pragną pomsty y srogości.
Przyszedł Abram pięknego uczyć posłuszeństwa,
A wasze obrażaią Pana okrucieństwa.
Przyszedł Jakób aby was pracey uczył znosić,
A wy lichwą, szalbierstwem lud trapicie dosyć.
Przyszedł Jozeph oddawać za złą rzecz dobremi,
A wy nas przeklinacie słowy brzydliwemi.
Przyszedł Jozue uczyć w nieszczęściu wytrwania,
A w was przeciw Bogu pełno jest szemrania.
.
Przyszedł Chrystus Zbawiciel stworzenia wszelkiego
A wyście pogardzili y zabili iego.
Jeszcze się i po dziś dzień nad ciałem pastwicie Ktorego dostaiecie chytro…


Znajduje się wreszcie w „Procesie” ustęp „o bałamuctwach żydów” dowodzący, iż Kmita studyował gusła, zabobony i wierzenia żydowskie, co zresztą stwierdzają inne jego broszury.
Zaraź potem wydał Kmita „Lament Żydów wygnanych z Bochniey”, ale Lamentu tego nie posiada żadna z naszych bibliotek. Wiemy o nim jedynie ze wzmianek. Pierwsza znajduje się w „Zwierciadle Korony Polskiej” Miczyńskiega (1618 r.), który powiada, że Kmita w „Lamencie Żydów wy-gnanych z Bochniey” wywiódł jaśnie, jako Żydzi polscy „dają 50 000 złotych trybutu carowi tureckiemu”. Na Miczyńskiego powołują się Niesiecki, na Niesieckiego Czacki i.t. d.
Trzecią broszurą żydowską Kmity podług chronologii Estreichera jest:”Ein Send Breief” (tak) abo list od żydów polskich do Mesyasza, który, iako Żydzi wierzą, w Raiu siedzi, czekaiąc czasu przyścia swego, w którym się zamyka o skargach, które za zbrodnie swe cierpieli, o podarkach Messyaszowi posłanych, o Przyczynie nieprzyścia Messyasza ich, o Historyach Thalmudzkich. Na urząd przełożył z żydowskiego I. A. Canus aMiticIa honesTA”1). Bez roku i miejsca druku, w 4-ce, kart 10. Estreicher podaje w nawiasie rok 1601. Na odwrotnej stronie karty tytułowej znajduje się „Pasport“ dany przez arcysynagogę krakowską Simsze Hawrusowi, rabinowi 72 języków umiejącemu, Łazarzowi Mauskophowi i innym wymienionym Żydom na drogę do raju, aby mieli wolne mostowe i przewoźne, aby dostarczano im przewodników „przez, las y krępak y przęz tatri”….
List jest pisany wierszem. Żydzi proszą w nim Mesyasza, aby już raz przyszedł, bo im jest źle, bo jak Cygani włóczą się po świecie, wszędzie przepędzani. Świeżo wygnano ich z Bochni. A w Uściu (Ujściu) wzięto się na sposób (Szczegół bardzo ciekawy). Oto nim miano Żydów wypędzić, mieszcząnie wprzód, „mandat zjednali y sprzysięgli się, żeby z nami nie gadali”. „Cóż. mieli Żydzi robić z głuchymi?” — „Nocą wziąwszy za pas nogi, by nas Fredro nie ścigał, uciekliśmy z trwogi”. Z innych miast też Żydów wyganiają, „a czegoby goimy, o nich nie pisali!” W Warszawie ich „jawnie na sejmie karano, a nogami ku górze na złość powieszano”. W Lublinie „szpetnie ćwiertowano”. Już nie biorą nawet wielkiej lichwy, „tylko co zginie u nas, tego nie wróciemy”. W Lublinie mają Żydzi „swój skład”, gdzie każdy Żyd bogaty od stu złotych daje czeski grosz na podarunki dla Turków i Tatarów. Sam kozubalec 2) co kosztuje!

1) Estreicher wyrazy łacińskie podat małemi literami, nie zau- waży wszy, że w literach wielkich mieści się nazwisko autora.
2) Opłata na rzecz proboszczów i żaków.

„Wszędy nas, Messyaszu, jako gęsi skubią”. Miłują pokój, z bronią nie chodzą, szanują tych, co mają pieniądze. Żyją nędznie, chleb jedzą „jednym zębem”. Oczekując Mesyasza kupili plac na Kazimierzu, ale tego żałują, bo proboszcz kazimierski oświadczył, że ponosi stratę, gdyż z tego placu, gdy był w rękach chrześcijan, „kościół miał swój pożytek, żacy się żywili”.

„A chce ksiądz Proboszcz po nas, by roku każdego Dwanaście żydziąt okrzcił, a snadź względem tego,
Aby więcey Chrześcian niźli żydów bylo“.

Żąda też proboszcz, aby Żydzi u św. Wawrzyńca słuchali kazań, aby miał od nich kolędę, świętopietrze, „nagrody” od wywodów niewiast, od ślubów. A oto znów głoszą; „nowinę”, że Żydom wolno będzie handlować tylko w dni targowe.
Wspomniawszy o prześladowaniach od Turków w Carogrodzie, list żydowski donosi Mesyaszowi o trwogach, jakie przyszły na Żydów w Krakowie. Oto „kilkunastu ciurów” z Żydem w zmowie popełniało kradzieże; co ukradli, to do niego znosili. Żyd, przyłapany i wiedziony „przez piechotę”, skoczył z mostu do Wisły i utonął. Znalazł się jednak sprytny dworzanin, który uprosił króla, aby mu Żyda oddano i kazał przed bóżnicą postawić szubienicę, aby go powiesić. Żydzi więc w targ, aby do tej hańby nie dopuścić. Po szerokich prawnych wywodach Żydzi musieli tysiąc złotych zapłacić.
Potem list opisuje jeszcze kilka faktów prześladowania Żydów, a między innemi:

„Był żyd okrzczony, a że się swey wiary użalił,
Nic dobrego Jakusowski we Lwowie go spalił:
W Płoczku także dwu żydów ku górze nogami
I Brytana za ogon obiesili z nami”…

Kończy się list opisem tortur, jakiemi ukarano w Pradze Żyda, przyłapanego na stosunku z chrześcijanką. Z tego wszystkiego konkluzya, zamykająca się w wezwaniu do Mesyasza:

„Przeto przybyway do nas, lub iednymi słowy
Odpisz, iże przyść ieszcze nie jesteś gotowy“.



Potem następuje „respons Żydom od Messyasza dany”. Po ten respons wysłano delegacyę z podarkami. Opis legacyi kreśli Kmita na podstawie zabawnych zabobonów i wierzeń żydowskich. Trudno sprawdzić, ile tam jest fantazyi, a ile szczegółów, wziętych z pism i opowiadań Żydów. Przy upominkach podali Żydzi „rejestr, skąd ich po zburzeniu Jeruzalem wygnano”. A więc z Hiszpanii milion dwieście tysięcy, z Węgier wszystkich, „z Angliey i Franciey liczby niemasz”. Na końcu spisu miast, z których ich wypędzono, jest Bochnia, Pilzno i Ujście. „Z innych miast iakoby nas wygnano, gdy nam prawem w nich mieszkać zakazano, iako w Warszawie, w Sącu, w Bieczu, y w Pyzdrach we czwartek mięsa nie przedawać”.
List oddano Eliaszowi. Po długiej deliberacyi dano posłom „artykuły” od Mesyasza. W tych artykułach zapytywał się, czy stało się już to wszystko, co się stać powinno, nim z raju na ziemię przyjdzie. Tu znowu podaje Kmita cały szereg zabawnych „warunków”, przytaczając nawet całe zdania w języku hebrajskim i tłumacząc je na polski.
Potem zwraca się do „uczciwych Żydów”, ostrzegając, że „z ich poselstwa mgła uroście”. Niech raczej proszą Boga, aby ich rozum rozświecił, „tedy wy zaraz Messyasza nazajutrz uirzycie”. Rzymianie mieli 30 tysięcy bogów, a przecież porzucili ich, „gdy się obaczyli”. Więc niech Żydzi żałują i pokutują, a będą im grzechy odpuszczone. Mesyasza się nie doczekają, bo już dawno przybył. W końcu zapewnia Kmita, że Żydzi mają w nim „przyjaciela”, i podaje „sekret” od Włochów przejęty, jakie słowa należy chrześcijaninowi wymawiać, aby go Żyd nie oszukał. Nie należy jednak Żydów przeklinać: „mnie ich żal (pisze Kmita), bo mają wiele samsiadow, ale wiele nieprzyjaciół”.
„Send-Brief“ miał kilka wydań, miała ich kilka i broszura „Talmud abo wiara żydowska Jana Achacego Kmity. Nietylko rabinom, ale y nie Rabinom potrzebny, a pospólstwu krotofilny. W Krakowie Roku Pańskiego 1610″. Na drugiej stronie karty tytułowej jest przedmowa do „głęboko uczonego” Mardocheusza Ribenleiba, arcysynagogi praskiej rabina. Kmita wyraża się o nim z szacunkiem. Nazywa go „miłym Markiem, który Żydy uczy cnotliwie, nie maiąc przygany we wszem”. Przyznaje przytem, że znajdują się „ze szkoły waszey rabinowie pobożni nie zdradliwi, nie bluźniący, kładący nadzieie w pobożności, nie szpocząc Pismo święte, obrzezuiąc serce, nie ciało sprośne”, służący Bogu, nie Baalowi, patrzący pracy, „nie z lichwy przeklętey żyiąc“. Więc umyślnie dla nich i dla „Marka, dawnego Bożego przyjaciela, cnotliwego nie bez rozumu”, napisał tę książkę, aby „obaczył prawdę i przestał Talmudowey nauki”.
Po tej przedmowie podaje Kmita, na ile części dzieli się Talmud, który Żydzi „przekładaia nad Moyżeszowe pismo y Proroctwa, y więtszy ma grzech, ktoby ganił Talmud, niż Moyżeszowe księgi; a iżby baykom baielc więcey przyczyniali, wierzą, tak, iż Bóg zawżdy się Talmudu uczy, co iest wielkie heretyctwo”. A dalej wyjmuje z Talmudu, co czyni Bóg we dnie i w nocy, jak Bóg płacze, że rozproszył Żydów między goimy, jak należy chrześcijan, jako sprośnych bluźnierców zabijać, jak Chrystus cierpi męki w piekle („czego ia w pisaniu specyfikować nie chcę, iżby się tym uszy chrześciańskie nie obrażały”), jak Żydzi przeklinaią N. Pannę Maryę i Sakrament, jak proszą Boga o wygubienie chrześcijan i t. d. Potem idą różne talmudyczne podania o pierwszych rodzicach, aniołach i Mojżeszu, różne wysoce zabawne niedorzeczności, przesądy, zabobony. Kończy się broszura wiadomością, jak Żydzi sny swoje sprzedają. Ostatnie słowa: „Będą li tego wdzięczni (Żydzi), wydam im ieszcze co więcey”.
W r. 1615 wydał Kmita „Jerycho nowe, w którym się ukazuie o dowodzie Messyaszowym, przyieżdzie iego na pstrym ośle, groźbie pomszczenia się krzywd żydowskich, wolnościach żydowskich y przyprowadzeniu Sorobora y Lewiasa na przyiazd Messyaszów do Krakowa na plac” (6 kart in 4-to). Tenże sam Mardocheusz Ribenleib, uczony mełamed (Melammod), ów „miły Marek:”, którego tak chwalił Kmita w „Talmudzie”, obwieszcza:

„Mesyasz nasz niedługo na królestwo przyjdzie,
A coż mowiem niedługo, on już pewno idzie;
Już się osieł urodził, co ma stó farb w sobie,
Na którym ma Mesyasz iechać w rychłej dobie“.

Następnie opowiada, jaki to ma być ów Mesyasz i gdzie osiądzie. Nie w Jerozolimie, bo Bóg się z Turki gniewa, ale w Krakowie:

„Otośmy u Kaźmierzan plac wielki kupili,
Gdzieśmy nowe, Jerycho tych czas założyli.
…………………………………………………………….
Tu się żydzi ze wszego świata zjeżdżać maią, Tu stacye przywozić, tu go przywitaią.

Jużeśmy przeciw, niemu owych zwysyłali,
Co ich z Pilzna y owych co z Bochnie wygnali.
Garbarze y Krowodrzą, także i Krupniki
I Gramatykę zniosą, y też Ogrodniki,
Bo tam namioty będą żydowskie rozbijać
I proporce królewskie daleko rozwiiać.
Sam Mesyąsz w Jerychu będzie miał gospodę,
Tam będzie dobrym dawał mieszczanom nagrodę,
Którzy na nas łaskawi y dobrzy bywali”…


Niedobrzy dla Żydów niech nie czekają i prędko wyniosą się z Krakowa.

„Smyki damy pościnać, studenty schwytamy,
A Rybałty na szkołach wszystkie zobrzezamy,
Kantory powałaszem, okromia Gawary 1),
I Albertusa żydka od Świętej Barbary.
Jezuitom i inszey księżey pokóy damy,
Bo my też od nich pokóy y wolności mamy;
Szlachtę królmi poczyniem, my szlachtą będziemy;
Mieszczanie orać muszą, bo ich przymusiemy.

Teraz już się wypełnią słowa Jezaiego:
Będzie baran z wilkiem pił ze źródła iednego”.

Chrześcijanie będą musieli tyle lat służyć Żydom, ile lat Żydzi byli na wygnaniu. Żydzi zostaną wojewodami, starotstami, żupnikami, będą trzymali cła, najlepsze urzędy pobiorą Na polach proszowskich założą ogrody, gdzie będą siać „ogórki, banie y melony y cebule, dostatek czosnku z drugiej strony”.

„A cośmy ciotką świnię pierwey nazywali,
To teraz miłą ciotkę będziemy jadali.
…………………………………………………..
Toćto były okowy na nas założone,
Żeśmy musieli cierpieć świnie nieiedzone”…


Później mełamed opowiada, jak się będą Żydzi bogato i pięknie ubierali. „Będą się siedm niewiast bić o żydka iednego”. Będą się Żydzi rodzić o sześciu rękach, „będą skakali jak jeleń, a nie chodzili”. Lichwę brać będą „po staremu”; na zastaw będą pożyczać tylko bogatym. Obejdą się bez

1) Wyraz nieznany. Karłowicz i Słownik warsz. znają tylko: Ga- wer, elegant, panicz. W tem znaczeniu używa go i dzisiejszy krakow¬ski… Wicek Socyalik.

praw, bo prawem będą sami. Ruszą się też Żydzi z gór, Kaspijskich, nikt im się nie oprze…

„Taka wiełmożność będzie króla żydowskiego,
Ze się nie zmieści w Kraków z woyskiem wszystkiem iego.
Z wielkim on grzmotem w Kraków i do Polski idzie,
Ośmdziesiąt tysięcy z nim trębaczów przyidzie,
Bębenistów dwa y sto pięćdziesiąt tysięcy”…


Następuje bardzo wesoła anegdota: jak pewien chromy szewc podszedł Żydów poznańskich, że go sami prosili, aby stał się ojcem mającego się zrodzić z pięknej Żydówki Mesyasza; niestety, mimo hojnej szewcowi zapłaty, przyszła na świat… dziewczyna. Po tej anegdotce powtarza Kmita znane bajdy o byku Soroborze, co to jednego dnia zjadał trawę ze wszystkich gór Arabii, a był tak wielki, że jaskółka od jednego do drugiego jego rogu dwanaście dni lecieć musi. Ten byk Bochnię i Pilzno za wygnanie Żydów obali, pomści się też na Sączu i Bieczu, że Żydami wzgardzili…
Po bajdach o rybie Lewiasanie mełamed wyraża obawę, aby Mesyasz nie chciał zabrać Żydów z Polski i poprowadzić ich na zdobycie Jeruzalem. Naprzód -„serce do wojny stracili”, a następnie do Polski już się przyzwyczaili. Więc też będą chwalić Mesyaszowi Polskę, dostarczać mu wszelkich zabaw i rozkoszy, że „tu z nami będzie mieszkał y zawżdy królował”.
Jedyny znany egzemplarz szóstej, żydowskiej broszury Kmity znajduje się w Ossolineum1). Wyraz hebrajski poprzedza tytuł: „Kruk w złotey klatce abo Żydzi w świebodney wolności Korony Polskiey (motto z Jeremiasza) Roku Pańskiego DMCXLVIII“ (bez miejsca druku i nazwiska autora). Nieznana ręka zaznaczyła na tym egzemplarzu, że jest to utwór Kmity i podała jego logogryf umieszczony na „Send-Briefie“. Rok wydania (dwadzieścia cztery lat po śmierci Kmity) i brak nazwiska autora, który chętnie się podpisywał, mogłyby nawet nasunąć wątpliwości, czy „Kruk” jest utworem pana Jana Achacego. Co więcej, w kilku miejscach wiersz jest za krótki o jedną zgłoskę, rzecz u dobrze rymującego Kmity nie spotykana. Wszystko to jednak można złożyć na karb niedbałego przedruku. Maciejowski znał widocznie jedno z poprzednich

1) Ow jedyny egzemplarz Kruka miałem sposobność przejrzeć dzięki zarządowi Akademii Umiejętności, który sprowadzi! go dla ranie wraz z jjmemi broszurami z Zakiadu Ossolińskich.

wydań, bo przytoczywszy tytuł podaje: „bez miejsca i roku”. Juszyński wymienia „Kruka” z r. 1648 na końcu broszur żydowskich Kmity, poczem objaśnia: „Proroctwa o znaczeniu i przewadze Żydów mających mieć wszystkie bogactwa handlu w swoich rękach, już się spełniły”1).
Kmita na początku tłumaczy tytuł swej broszury. Przypomina podanie rzymskie, jak pewnego razu wsadzono do więzienia Żyda przekonanego o zdradę; Żyd ten nazajutrz, gdy go miano mękom poddać, zamienił się w kruka. „Polipową naturę ci śmierdziuchy mają”, bo ich urodziła Cyrce, która „towarzyszy Ulissesa w różne barwy zmieniła”. Pamiętajcież więc Polacy, aby się to z wami nie stało przez te brzydkie kruki…

Chytry Żyd iest iak lis, jak pies zdradą kąsza
Ranę, którąć zadawa, pochlebstwem zatrząsza

Wprawdzie Polsce nie schodzi na męztwie i mądrości, ale-

Tylko to omamieniu raczey przypisuię,
Że krukowi kosztowną zbyt klatkę buduie.


Następnie autor wynajduje podobieństwa kruka z Ży¬dem:

Kruk rad w czarno straszliwey barwie zawżdy chodzi
…………………………………..
Chód ma właśnie złodzieyski, rad każdą rzecz kradnie
Czego ci co go znaią doznawaią snadnie.
Nieszczęście kruczeniem swym przyszłe znamionuie,
Z którego swym zwyczaiem wielce sie raduie
………………………………………………
Kruk światłości się lęka, do cienia uchodzi..


1) Dykcyonarz poetów 1 182. Juszyński pisze dalej że „w. powyżej wymienionych pismach* Kmita prorokuje, iż „przyjdzie ten czas kiedy Żydzi, nie posiadłszy urzędów rządzić będą wszystkimi urzędnikami, nie panując będą panami panów. Kraj będzie miał podskarbiego a oni skarb, a jak Panu sprawią szatę sobolową, to im pozwoli zabrać wszystkim chłopom kożuchy”. W której broszurze Kmity wyczytał to Juszyńskt, nie wiem, ale izecz zabawniejsza, że ‘cały ten ustęp przepisał w swych notatąch Wiszniewski, jako pochodzący z „Kruka”, a Żebrowski wyjął go 7. notat i umieścił w wydanym przez siebie IX tomie „Historyi i literatury* Wiszniewskiego.

Polskę słusznie można nazwać złotą klatką, bo Bóg kosztownemi klejnoty ją obdarzył. Najdziesz w niej kruszców więcej niż na całym świecie — chlebem, miodem, bydłem opatruje inne państwa; rodzi ludzi walecznych, Boga prawdziwego wyznaje.

Ta kamieńmi drogimi Klatka iest sadzona,
Dyamenty, Hyacynthy prześlicznie upstrzona.

Dowodem tego groby wybranych Bożych i obrazy cudowne Matki Boskiej, gdzie chorzy znajdują wyzdrowienie. Przebóg! czemuż ta Matka stała się mieszkaniem kruków. Żyd, „obżarta, zdradliwa y chytra bestyja” uwija się w tej klatce. Znowu autor powraca do porównania Żydów z krukami i wylicza ich niecnoty i zbrodnie. Więc prawi o bluźnierstwach, o mordowaniu, dziatek, znęcaniu się nad sakramentem, o lichwie. Żyd sprzedaje taniej mięso, ale je wprzód splugawi, od czego Chrześcjanie puchliny dostają. Żydzi „fałszywem lekarstwem Panów nędznych truią“. Warzą miód, gorzałkę palą, siedzą na cłach, mytach, wszystko arendują… Chrześcianki im „mamią”, a „częstokroć do tego przychodzi, co się dla cnych uszu wyiawić niegodzi”.

A gdy ktorego cnego ziemianina zoczą
Ach wstyd tuzinem za nim wnet z brzytkością kroczą,
To mu i oczy mydlą, czaczko ukazuią,
A przez szachem y łachem wnet go wyniczuią.

Z narodu tego niema najmniejszego pożytku, bo nie idzie na wojnę, nie pomaga bronić granic. Ubogi ziemianin chcąc godnie wystąpić do obrony kraju, sprawia sobie rynsztunki, konie i szaty u Żyda, któremu za to majętność wypuszcza w arendę. Myśli, że znajdzie korzyść na wojnie, ale że „fortuna nie zawsze wygadza”, powraca biedny jak wyszedł, a tymczasem Żyd zniszczy mu wszystko, poddanych rozproszy. Więc też niejeden „rad nierad udać się w kupę swawolnych musi”. Niech więc Polacy zniosą przysłowie, że są mądrzy po szkodzie.
Porusza dalej autor sprawę pogłównego, twierdząc że w Poznaniu jest Żydów sto tysięcy, a w Krakowie jeszcze więcej (?); dziwi się dlaczego nie dają u żydów kwater dla wojska…

Nie ma w Polszczę nad Żyda nikt więtszey rozkoszy
Ma żyd w obiad gęś tłustą, ma tłuste kokoszy

A ubogi katolik sztuczkę chleba zmoczy,
Chcąc iey pożyć, w tey wodzie którą z oczu toczy
Bo nietylko nad iego Pan karkiem przewodzi
Lecz też y Żyd z kiiem nań przychodzi…


Ma Polska w herbie orła, który wysoko lata i śmiało w słońce patrzy — czemuż chowa w domu kruka. „Nie iedną drogą ci dwaj ptacy sobie chodzą, w różnych gniazdach z różnemi się przymioty rodzą, „Należy Żydów zmusić do zarabiania na chleb w pocie czoła, niech pracują rydlem i siekierą, a nie zajmują się handlem i szalbierstwem. Najlepiej byłoby ich ochrzcić albo traktować iako niewolników. Przez chrzest pozyskałoby się ich dusze Bogu i ulżyłoby się nędzy ludności chrześciańskiej. Wówczas

Kruk ten w tey złotey Klatce Słowikiem się stanie.
Sprawże to co naprędzey Jezu Chryste Panie,
By abo tych śmierdziuchow przecz z Polski wygnano
Ąbo kiedy na woynę do szturmu nagnano
Żeby chwast ten z Pszenice byl Pańskiey wyrwany
A na opał do piekła Czartowi oddany…


Przy samym końcu znajduje się dwuwierszowy „nagrobek Żydowi”:

Bliźnim nam iest Żyd, więc go pożałować trzeba,
Niechay go dyabli wezmą, gdy nie chciał do nieba.


Ze streszczenia „Kruka” widzimy, że oprócz „Sprawy bocheńskiej” jest on jedyną rzeczywiście antysemicką broszurą Kmity. Wszystkie bowiem owe „paszkwile”, na które się tak sierdzi Maciejowski, były właściwie humoreskami, wchodzącemi w zakres folkloru żydowskiego, Wyraźnie ten charakter ma nosić według Maciejowskiego, Sobieszczańskiego i t. d. broszura „Peszach”, wydana w r. 1623, w której niby Kmita miał opisywać wielkanocne obrządki żydowskie — tym-czasem „Peszach Hoc est Pascha”, to wiersz łaciński z prze-kładem polskim poświęcony męce i zmartwychwstaniu Pańskiemu. Posiada go Ossolineum 1).

1) Adalberg w przedruku trzech broszur przez Akademię, mówi o ośmiu broszurach żydowskich Kmity. Może za ósmą, tak jak Ma¬ciejowski sądząc po tytule, uważa (niesłusznie) „Summaryusz przypo¬wieści Salomonowych, skompilowany w Krakowie u Sebastjan* T:i- browicza R. Pańsk. 1622“.,

Owszem, Kmita jest na swój sposób i sam się mieni „przyjacielem” Żydów. Wiemy, z jakim szacunkiem odzywa się o rabinie Mardocheuszu, „nie mającym przygany we wszem“. Ma też uznanie dla rabinów, wychodzących ze szkoły praskiej. Nawet w „Kruku”, jak wiemy, pisze, że „bliźnim jest Źyd, więc go pożałować trzeba”; ten żal wyraża w „Send-briefie”, w którym, również wspomina o „uczciwych” Żydach. Wszelako jako chrześcijanin pragnąłby ich nawrócenia się, zbawienia. Ten cel oprócz „krotofili” mają jego humoreski. Czytelników chrześcijańskich chce zabawić, Żydom zaś ośmie¬szyć ich przesądy, zabobony. A przystępował do tego nie bez przygotowania; widocznie wiele w tym przedmiocie czy¬tał, wiele badał, a może i dowiadywał się od samych Żydów. Co więcej, cytaty hebrajskie dowodzą, że znał ten język, co też stwierdza współczesny mu Miczyński, pisząc w książce swej o Żydach: „szlachetny Achacy Kmita, ich języka dobrze świadom”1).
W każdym razie widzimy, jak niesłusznie Maciejowski nazywa go „paszkwilantem”. Maciejowski zresztą nie jest wyjątkiem ze swemi zapatrywaniami na płody humoru. U nas wolno było chłostać wszystkie stany, lub ze wszystkich drwić sobie, i to się nazywało satyrą, krotofilą, dowcipem; ale nie wolno było tej broni użyć przeciw Żydom, bo to się u pisa¬rzy niby postępowych (?) nazywało paszkwilem.

———————————-

Koniec części czwartej .

http://gazetawarszawska.com/2013/01/09/ ... xvii-w-iv/




Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: K.Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVIIW

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » So sty 12, 2013 11:03 am

Kazimierz Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVII W. V.

by KSC on 10/01/2013 in Historia, HOME, Judaizm i islam


KAZIMIERZ BARTOSZEWICZ.



ANTYSEMITYZM

LITERATURZE POLSKIEJ XV-XVII W.

Obrazek

V.

Największy cios wymierzył Żydom Sebastyan Miczyń­ski, astronom, „nauk wyzwolonych mistrz y philosophiey w sławnej Akademiey krakowskiey doktor i profesor” — jak się podpisał na drugiem wydaniu broszury p. n.: „Rozsądek z przestrogą na obwieszczanie urodzaiu, chorób y innych przygód z nauki gwiazd i obrotów niebieskich” (1626 r.) 2).

Bibliografia zna dziesięć utworów Miczyńskiego, napisa­nych prozą i wierszem, po polsku i po łacinie. Są między nimi „Questiones altera de phystologia”, mowy pogrzebowe

1) Miczyński: „Zwierciadło11, str. 24.

2) Seb. Sleszkowski pisze o nim: „Miczyński art. lib. M. & Philos. Doctor, Orator & Phil, excellentissimus, nunc vero in Acad. Cracorien. Astronomiae Profesor Ordinarius, Collęga minor dignissimus*. „Odkryci® zdrad11.) -

(z jednej, „Zborowiomnema”, dowiadujemy się, że autor do­mowi Zborowskich wiele zawdzięczał); ś.ą „Krakowskie godowe rymy” (na Wesele Giebułtowskiego z Gręboszewską); wreszcie jego „Syncharma na uroczyste przedwiecznego Syna Bożego narodzenie” (1614) jest jednem z najdawniejszych źró­deł dzisiejszej szopki1).

Ale nie te utwory uchroniły Miczyńskiego od niepa­mięci—rozgłos wśród współczesnych i trwałość swego imie­nia do dni dzisiejszych zawdzięcza on obszernej pracy p. t. „Zwierciadło Korony Polskiey. Urazy ciężkie y utrapienia wielkie, które ponosi od Żydów wyrażające, Synom Koron­nym na Seym walny w Roku Pańskim 1618 przez M. Sebastyana Miczyńskiego Philosophiey Doktora wystawione… W Krakowie, w drukarniey Macieia Jędrzeiowczyka”.

„Zwierciadła”, było kilka wydań, już w roku 1618 uka­zały się dwa wydania: pierwsze zawierało kart 128, in 4o, drugie 134. Dowodziłoby to wielkiego pokupu, a może wy­kupu książki. Pod tytułem wydania drugiego, z którego ko­rzystam, znajduje się dodatek: „Teraz znowu porządniey y dostateczniey wydane”. Powód tego nowego wydania po­daje autor w zamieszczonem na końcu książki „Alloguium _ ad Ordines Regni”. „Zwierciadło… — pisze Miczyński — za­raz Żydy poczuwające sie w swych wierutnych zbrodniach, przewrotności y szalbierstwie, obraziło — prawda każdego w oczy kole — obraziło y niektórych Chrześcian, którzy… z Żydy… spółek trzymaią, a barziey sie w nich, łakomstwem iakimsi przeklętym uwiedzieni, niż w całości Dobra Pospoli­tego Koronnego kochaią. Co ia bacząc… by snadź dla nie­wielu egzemplarzow wydania snadnie za Żydowską naprawą y wykupnem nie zaginęło, odnowione porządnieysze i dostatecznieysze wam wszystkim Ińclyti Ordines Regni, Dei nominis, Christi Jesu & Boni publici amantes in lucern wydaię… Polak po Polskum Polakom pisał, com być Polszce zdrowego w tych ciemnościach y omamieniu Żydowskiem widział, nie oglądaiąc się na rzec żadną, abo łaskę iaką, ale tylko Ojczy­źnie miłey wiernie służąc całym sercem… Comkolwiek pisał, tom wziął z samego doświadczenia: z ludzi zacnych y wiary godnych podania, z Historiy; z praw Kościelnych, Cesarskich i Koronnych: z Pisma świętego. Kto tego iaśnie

1) Podług Estreichera. Utwór ten rozpoczyna się dwuwierszem

„Demon, spisz czy czujesz? ockni się, na Boga,

Bo przyszła tak aż na mnie niezwyczajna trwoga

nie widzisz, masz znaczone Authpry, mieysca, czasy. Uda się do niech, znaydziesz wszystko”…

Książka Miczyńskiego wybija się na pierwsze miejsce w polskiej literaturze antysemickiej dawnych wieków. Z ty­tułu jej już wiemy, że stanowi ona rodzaj memoryału o spra­wie żydowskiej, przedstawionego najwyższemu ciału ustawo­dawczemu, stanom sejmowym. I rzeczywiście nosi ona cechy starannie opracowanego, wszechstronnie ułożonego memoryału. Odrzuciwszy na bok przesądy, naiwności, wreszcie owe – zdaniem Czackiego — „przybrane w religijną gorli­wość wyzionięte wściekłości”, mamy w niej bogaty materyał do poznania sprawy żydowskiej, jak się ona u nas w po­czątkach XVII w. przedstawiała. Również cennem źródłem jest „Zwierciadło” dla historyka obyczajów i życia miejskie­go, zwłaszcza krakowskiego.

Autor „Zwierciadła” za naszych czasów byłby znakomi­tym publicystą lub dziennikarzem. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, jakimi środkami rozporządza dziś dziennikarstwo, to podziwiać zaiste należy, jak Miczyński, pozbawiony tych środ­ków, znakomicie wywiązał się ze swego zadania. Zbierał fakta i informacye nie z gazet, z ich „kronik miejscowych” i korespondencyi, nie z biur policyjnych i magistrackich, lecz i własną pracą i własnym przemysłem. Sam poznawał sto­sunki krakowskie, sam starał się o relacye z innych miejsco­wości. Wertował akta sądowe; bodaj (bo na to wygląda) czy nie rozpisywał „kwestyonaryuszów” i nie przeprowadzał tak modnych dziś „wywiadów”. Stąd książka jego niezmier­nie jest ciekawa i oryginalna.

Sam mówi o tem; jak ta książka „obraziła” Żydów i ich przyjaciół. Kahał kazimierski poszedł ze skargą aż do tronu. I choć Zygmunt III był przeciwnikiem Żydów, musiały być ich wpływy wielkie, kiedy mandatem z dn. 20 sierpnia 1618 r., przesłanym Consulibus Cracoviensibus, zabronił na przyszłość drukować i sprzedawać dzieło Miczyńskiego, jako wywołu­jące tumulty i napaści1). Już to samo starczyłoby za powód do bliższego przyjrzenia się „Zwierciadłu”.

Obrazek

Na odwrotnej stronie karty tytułowej zamieścił Miczyński herb Ostrorogów, Janowi bowiem Qstrorogowi, wojewo­dzie poznańskiemu, przypisał „odnowione” Zwierciadło. W de-

1) O skardze kahału pisze Bałaban w „Dziejach Żydów w Kra­kowie*. Tenże autor twierdzi, nie wiem na jakiej podstawie, że Mi-* czyński pisał „Zwierciadło” z polecenia Rady m. Krakowa

dykacyi chwali „zacny dom“ Ostrorogów i samego wojewo­dę, który przy całości ojczyzny stoi jako „wryta skała”. Stąd apostrofa: „Iesteś WM. na tym mieyscu, tey władzey y po­wagi, iż weyźrzawszy pilnym okiem w te zbrodnie Żydow­skie y przewrotności a ciężkie utrapienie dla nich koronne, snadnie tem urazom Rzeczyposp. miast, miasteczek, y wszytkich obywatelów mądrą radą WM. zabieżeć możesz; y nie dopuścić góry brać synom od Boga porzuconym nad syny Bożemi, ani dziedziczyć synom niewolnice z synami wolney. Raczże WM. Iaśnie Wielmożny Panie miłościwie przyiąć tę pracę, a przeczytawszy, mocno sie wstawić za krzywdę Bożą i koronną przeciwko tym bluźniercam y skaźcam Rzeczyposp. iawnym. to iest, przywieśdż ich do własney powinności, która iest Chrześcianom służyć, nie rokazować i pożytek czynić, nie szkodzić: robotą przyzwoitą pożywienia szukać, nie przewrotnemi sposoby Chrześciany oszukiwać y w nędzę wpra­wiać”…

Na następnej karcie pod drzeworytem wyobrażającym herb państwowy, czytamy sześciowiersz:

„Orle Biały, gdzieś swe gniazdo założył,

Tu sie gmin Harpiy drapieżnych rozmnożył:

Które wyssawszy z krwie orlęta twoie.

Plugawe gniazda zbogaciły swoie,

Wyleć ku górze; & staw sie im srogi,

Pierzchną Harpije, uyźrzawszy cię, w nogi”.

W dalszym ciągu udziela Miczyński głosu matce Polsce, która przemawia do swych „synów koronnych”. Trudno jej milczeć gdy ją boli, trudno nie wołać w złej toni. „Widzę abowiem — mówi Polska — iż wszystkie moie podpory zwątlały, dla sprosney Żydowskiey przewrotności, bezecney chytrości, niezbożnego bluźnierstwa. Co tam bowiem dobrze sie dziać, co gruntownie stać może, gdzie Boga w Troycy ś. iedynego, gdzie Chrystusa Pana, gdzie Matkę iego niepokalaną y świętych Bożych temu brzydkiemu narodowi bez karania godzi sie blużnić: Dla bluźnierstwa nie osoby szczegulne, ale miasta y krainy (czego w piśmie ś. dosyć mamy) częstokroć P. Bóg pokarał, w niewolą podał y drugie w niwecz obrocił. Coż daley? Widzę dobra niemal wszystkie, z wielką trudno­ścią przez lat tyle nabyte, zdradliwą przyjaźnią, posługą prze­wrotną, niecnotliwym oszukaniem, czartowską lichwą, od tego plemienia przeklętego, potomstwu memu wydarte a sobie przywłaszczone. Co cięższa, syny wolne, syny moie ze czci y dostojeństwa od niewolników złupionę. Prawo Boże, Przyrodzone y Ludzkie, wolnemu dało prawo na niewolnika; quippe natura imperium, debeiur praestantiori: w Koronie moiey opak sie dzieie. Bezecnym Żydom, na wieczne niewolstwo od Pana Boga danym, hołduią wolni synowie, quos Christu a peccatis lauit in sanguine suo: przyjaciele Boży nieprzyjaciołom Bożym; obrońcę krwie Chrześciańskiey, tey krwie przelewcom: Koronni synowie włoczęgam; dobra pospo­litego pomnożyciele skaźcam Rzeczypospolitey służą. Głownie te piekielne, nawzgardzeńsze y napodleysze, nietylko niszcząc y nędząc, ale y w dziatkach niewinnych mordując, nawet y trucizną morząc Chrześciany, tak wiele u nas mogą, że więtszey iuż ceny są niż Cbrześcianie. To nawiętsza, widzę dzieci moie nędznie z dóbr swoich złupione, a drugie dla pożytków sobie z urobku odiętych ginące. Non potest quis- quam Iudaeus alicui publico officio inter Christianas praefici; y brzydka rzecz iest w inszych Nacyach Żyd; U nas Arendarz Żyd, lekarz Żyd, kupiec Żyd, mytnik Żyd, młynarz Żyd, karczmarz Żyd, sekretarz Żyd; nawiernieyszy sługa Żyd: owo zgola we wszystkim górę otrzymali… U nas niestetyż nikt nie więtszey wiary tylko Żyd. Repettuntur ludaei ab omni bus actibus legitimis: u nas Żyd do wszystkich spraw nasposobnieyszy ma przystęp. A co więtsza, by też szubrawiec co nahaniebnieyszego zbroił, Sakrament naświętszy zelżył, krew niewinną wylał, kościelne rzeczy, abo spolnie z iakim świętokradźcą wyłupił, abo wyłupione za leda co pokupił, kradzież wszelaką przechował (nie mogę bez ciężkiey boleści y łez prawie krwawych wymówić) sucho mu sie odrze…

„Wołać iuż głosem wielkim na was muszę, o dzieci mo­ie: Ocućcie sie ze snu głębokiego, a obaczcie na iakim haku stoicie. Patrzcie, iakoście od tego sprosnego y bezecnego narodu w sweyże ziemi, przy waszym chlebie zniewoleni y uciśnieni: w pęta, w którychbyście Żydy mieć mieli, sami sie pętacie, y Żydom w niewolą podawacie”…

Wyliczywszy kraje i miejsca, skąd Żydów wygnano, ubolewa Polska, że „naleźli mieysce w Polscze… w Krakowie, mieście moim Stołecznym. Dla Boga, obaczcie się! Miseria est ma­ter prudentiae, dało się wam znać to plugawe nasienie Żydow­skie. Gruby naród Moskiewski niczym się barziey nie brzydzi, iako Żydem, a wy co? 1) Szczurka w szpiżarni, liszkę przy

1) Przy wezwaniu na tron Wladyslawi IV Moskwa w art. 4 umo­wy zastrzegła sobie, iż pod żadnyip pozorem nie ma być dozwolony wstęp Żydom do państwa moskiewskiego. (Karamzin, XII, str. 141.)

gęsiach, wilka w oborze, węża w zaanadrzu, ogień w skrzyni chowacie. O niezrozumny wasz rozumie! Przyjaźń nieprzy­jazną narodu Żydowskiego drogo szanuiecie! Pożytek kró­lestwu, pożytek wam zda mi się czynią? Słuchaycie a uważcie, iako matka wasza a matka życzliwa, zdrowia waszego, dóbr y sławy a swoiey całości y godności przestrzegająca, krociuchno przez pewne artykuły wam przełożę”. Artykułów tych, co prawda nie zawsze „króciuchnych”, jest 21. Pierw­szy z nich nosi tytuł: „Dla bluźnierstwa żydowskiego rozma­ite plagi Pańskie w Polscze”. Przytoczywszy tych bluźnierstw garść sporą (z powoływaniem się na Talmud), Miczyński wy­raża przekonanie, że skutkiem ich są wojny, pożary, głody, morowe powietrza, trzęsienia ziemi, choroby nieuleczone, na­pady pogaństwa „y inne plagi”.

W artykule drugim: „Żydowskie okrucieństwa nad naświętszym Sakramentem” — podaje autor kilka przykładów z Mojeckiego, dodaje zaś od siebie wzmiankę o świeżym wy­gnaniu Żydów z Bochni i o wypadku znęcania się nad Sa­kramentem, jakiego „w roku przeszłym dopuścił się w Kra­kowie. Aleksander Żyd, bankierz studencki”.

„Obrazów świętych lżenie y świąt Katholickich gwałcenie“ jest treścią rozdziału trzeciego. I tu znajdują się przy­kłady już przez poprzedników Miczyńskiego przytaczane; sam dodaje do nich kilka nowych faktów. Interesujący jest opis kary, jaką wymierzono „przed lat cztermi” Żydowi w Lubli­nie, który imię Jezus, malowane na podniebieniu w sklepie, „kijem otłukł i wymazał”. Skazany był za to na gardło, ale, „z ulutowania y miłosierdzia prawa duchowego, które na gardło nie instiguie, przy żywocie zostawszy, pokutę iawną taką czynił: Ubrany w kapę surowego płótna, nie pokrywa­jąc jednak twarzy, powrozami na krzyż y w pas związany, świecę laną smrodliwą na kilka łokci wzdłuż w ręku zapa­loną trzymając (a to znaczyło, iż za swóy występek ogniem miai bydź spalony), wodzony był od kościoła do kościoła y po wszytkim mieście: Chorągiew przed nim czarna szła z imieniem IEZUS, srebrnemi malowanem literami, przy ktorey wjelebny Ociec Piasecki, Kaznodzieia sławny zakonu pomienionego (jezuitów): w trąbę przed nim trąbiono, y przy każdym kościele ten uczynek iego bezbożny obwoływano; a skończywszy processyą, w tymże sklepie, w którym to uczynił, powrozami go smagano”.

Święta nasze — ubolewa Miczyński — są w wielkiem znieważeniu u Żydów. Pracują podczas, świąt, targują, ,,a na więtszą zelżywość, czeladź Chrześciańską zaciągając na robotę, y rzemieślniki rozmaite, iako złotniczki, kuśnięrczyki, krawczyki, drukąrczyki, introligatorczyki y insze do rzemięsla każdy swego rożnego sobie potrzebne. Więc kuśnierczycy, krawczycy, złotniczkowie y inni, co przez tydzień u swych mistrzów okrawek, ba y sztuk czasem niemałych nawywłoczą, w Żydowskim mieście w dni święte z rana wendetę (= sprzedaż) odprawuią, a poprzedawszy, za toż tamże piią. Bo Żydowie dla niezbożnych Chrześcian karczmy otwieraią. Idź w Krakowie do ich miasta, znaydziesz tam u nich w Niedzielę, abo w inne święta, na gorzałce pełno słomianych Chrześcian. Abowiem iż na Kazimierzu urząd także y w Krakowie broni szynkowania rano w święta: dla­tego do Żydów gwałcić święta pijaństwem ludzie niezbożni chodzą. Obeydź w samym Krakowie kamienice, w których sklepy gorzałczane maią, pełne w nich, miasto kościoła, lotrostwa sklepy: za czym tam niezbożni Żydzi (czego aż brzydko wspominać) rozmaite niecnoty y wszeteczeństwa płodzą. Więc y insze wszystkie, swoie towary tak w mieście swoim, iako w Krakowie po sklepach nalepiey przedaiąc, nalepsze handle wiodą. Tak sie wiele przeklętym Żydom prze­ciwko prawom na zelżenie wiary Chrystusowcy godzi. Niema kto Żyda uskromić: a on święty y chwalebny zwyczay zgi­nął, kiedy chłopiątka y dzieci niewinne, obaczywszy na mie­ście Żyda, mszcząc sie krzywdy Bożey, ganiły mu to kamieńmi, błotem y za brodę targaniem. Tak Pan Bóg ex ore prawie infantium mścił się chwały swoiey, gdy w nas więtsza żarliwość była: gdyśmy sie ieszcze obcowania y społkow z Żydami chronili. Iest prawo Kościelne, aby Żydowie w wielki Piątek z domow swoich nie wychodzili: teraz tak zbespiecznieli, że iak w inne dni, tak w wielki Piątek po Krakowie machluią. Jest y drugie aby nowych bóżnic nie budowali: w Polszce, gdzie sie im podoba buduią: w Krako­wie Moyżesz Bogaty kosztem wielkim trzecią bóżnicę muruie na blużnienie wiary Chrystusowey”.

W artykule IV: „morderstwa dziatek Chrześciańskich”, po przytoczeniu kilku przykładów, mówi Miczyński: „Ja tu przyczyn, dla których tej krwie nienasycenie, pragną, nie wspominam. Kto ie chcesz wiedzieć, czytay książkę X. Moieckicgo o okrucieństwie y mordach żydowskich, których tam dziesięć znaydziesz: y szlachetny Pan Achacy Kmita w „La­mencie Żydów wygnanych z Bochniey“ dowodnie ie położył, y Dekret K. J-M. Ten koniec był tey Tragediey”.

Podawszy jeszcze parę „przykładów”, daje Miczyński interesujący bądź co bądź obrazek „opinji” i pogłosek, chodzących zą jego czasów po Krakowie. „W Krakowie roku tegoż (1617) — pisze — w Zapustne dni, Lewek szkólnik teraźnieyszy, zaszedszy na Krupniki, nieiaką białogłowę Dorotę nama­wiał, aby mu dziecię przedała, zadaiąc iey na targ złotych dwadzieścia, które gdyby mu była odniosła, miał dać ostatek pieniędzy y suknią czerwoną.

„Niemało w tym Mieście tego bywa, gdy Żydowie ku­piwszy gęsi, kury abo inszy towar, owym sierotom, co pod kamienicami sypiaią, każą za sobą do swego miasta, zapła­ciwszy im, wieść, a więcey ich nie puszczą: o których towarzysze ich spytani; Jako był, prawi, za żydem poniosł gęś abo co takiego, tak go nie widać, odpowiedaią.

„Nuż po inszych Miasteczkach, częstokroć tym, których żydzi osiedli, dziatki więc giną: o które dowodów pewnych nie maiąc, czynić nie mogą: abo też nie śmieią, widząc, że w iawnych mordach potężne obrońcę maią. O gdyby kilku­nastu starszych na quaestie (= tortury, spytki) dano, wieleby iako y drudzy niecnót swych wyśpiewali: a osobliwie Bocian, Żyd Krakowski, o którym mocna wieść, iż krew niewinną dziatek Chrześciańskich rozwozi i rozsyła, w słoiu wielkim podługowatym, misternie zewnątrz zrobionym y przegrodzo­nym, a po wierzchu prostą robotą, stawiaiąc go w wozie między słoiami, w których strawne rzeczy miewa. Czasu niedawnego ten to Żyd, iadąc do Łęczyce na iarmark, a oycu swemu (bo ztamtąd iest rodem) y innym Żydom ten upomi­nek wioząc, gdy wóz w kałuży wielkiey przewrócił sie, smut­nie lamentując prosił o ratunek furmanów Łowickich, wołając iż mu szło o słoy wielki, by sie snadź nie zalał, a obiecując im nagrodę dobrą, gdyby mu go w cale oddali. Skoczyli furmani, a między innemi Piotr z Łowicza, bacząc iż żyd ha­niebnie był frasowliwy, a spodziewając sie dobrey nagrody, miał sie do pudła, w którym ten słóy był, który on wyjąw­szy, gdy sie Bocian na stronę trochę odstąpił do innych wozow, chcąc sie dowiedzieć, co w tym słoiu było, obaczył na wierzchu y na stronach flaszy bawełną pięknie otkane, a wyjąwszy iednę flaszę pokazał swoim towarzyszom, tam obaczyli, że to krew była. Żyd, wziąwszy on słóy od nich, ba­cząc iż do niego zaglądali, w więtszym frasunku niż był pierwey, a chcąc ich sobie łaskę ziednać y ono pokryć, dał im w karczmie dobrą nagrodę, y rano wstawszy, gorzałką ich dobrze uczęstował”.

Artykuł piąty_dowodzi, że „Żydowie Chrześcianom głó­wni nieprzyjaciele”. Spotykamy się tu”, między innymi, z no­wym przesądem żydowskim czy ludowym, a mianowicie, iż Żydzi kupują mleko z piersi kobiet chrześcijańskich, aby sprowadzić mór na „gojów”. Potrzeba do tego szubienicy, wiszącego na niej złodzieja i najętego chłopa, który po od­prawieniu „gusłów i, zabobonów” ma to mleko lać w ucho wisielcowi i pytać go, coby słyszał. „Przed lat kilkunastą” pewna kobieta, od której Żydzi chcieli nabyć mleko, za po­radą męża oszukała ich, sprzedając im mleko krowie. Kiedy więc najęty chłop pytał wisielca co słyszy, ten mu odpowie­dział, że ryk bydła. Żydzi, „zasmęciwszy się, odeszli do oney białogłowy, łaiąc iey”, a wkrótce nastąpił „on mór by­dła gwałtowny po wszystkiey Polszce, dotąd leszcze nieuspokoiony po niektórych częściach Królestwa”.

Dalej Żydzi „koronne sprawy y taiemnice nieprzyjacio­łom postronnym, mianowicie Turczynowi wydaią” (artykuł VI). Jak każdemu zdrajcy — (argumentuje Miczyński) — tak i każdemu Żydowi z oczu nic dobrego nie patrzy. Wyli­czywszy wszystkie ujemne „tytuły” (epitety), jakie Żydom przypisał „ieden mądry y uczony doktor”, Miczyński dodaje jeszcze od siebie, że jest to lud „szpiegierski y zdradziecki”. Są bowiem nięktórzy nich w Niemczech, Włoszech, Pol­sce, „na to wysadzeni”, aby szpiegowali, sprawy, tajemnice, „położenia mieysc y miast y snadne przeiścia upatrując”, aby to wydać „postronnemu nieprzyjacielowi, a zwłaszcza Turczynowi”. „Nigdyby był Cypru, nigdy Kandiey, nigdy Węgierskiey ziemie nie dostał – Turczyn, by mu byli dróg y mieysc położenia Żydowie nie pokazali. Teraz roku przeszłego (1617), kiedy Skinderbasza z woyskiem Tu­reckim leżał w Wołoszech; a Polska Korona była w wielkim niebezpieczeństwie dla małey garści woyska, stał się tam w Polskim obozie tumult, o którym tak ci co tam obecnie nań patrzali, powiedaią, iż gdyby było z kilkaset tylko Turków w ten czas przyszło, wszystekby byli oboz porazili. A przy­czyną tumultu kto? Żydowie gorzałek kilanaście beczek nad zakazanie przywieźli do obozu (podobna iż z namowy Tureckiey), którą pacholikowie popiwszy sie, tumult uczynili.

Dalej za Moieckim wspomina Miczyński o szpiegostwie Żydów na rzecz Moskwy, o ścięciu Żyda z Ościkiem 1). Od

1) Hrehory Ościk, fałszerz monety, szpieg dla Moskwy, stracony w Wilnie 1580 r.

siebie podajeinne fakta. „Franciszka Goślickiego z domu Grzymała (sub. Sig. Aug.), który sie kusił o nierówne Tatarskie woyska, a był rozgromiony od wielkości y poimany: gdy za sie okup wielki dawał, taiąc przezwiska swego, Żyd zdrayca wydał: gdzie pogaństwo z furya, wymiatając mu na oczy niezliczone bitwy, któremi ie za Pretfica y Herburta, Starostów Barskich, porażał, w sztuki rozsiekali na górze w po­lach Podolskich; którą od tego czasu Mogiłą Goślickiego zo- wią1). Któż był o wielkie niebezpieczeństwo w Tureckim państwie, onego wielkiego Senatora. Mikołaia Krysztofa Radziwiła, X. Woiewodę Wileńskiego, któremu dawszy iuż Ce­sarz Turecki Paszport, dowiedziawszy sie potym, znowu go imać kazał, przyprawił: Wie Turczyn zawsze co sie w Ko­conie dzieie; co sie y pod ono wzruszenie niebezpieczne do­mowe znaczenie. pokazało. Snadne Żyd z Rusi do Wołoch, a ztamtąd do Turek ma przesianie listów y przeiazd. Łatwieyby sie tego doszło gdyby sie za namnieyszym powo­dem, Ukrainnych kilku Żydów na próbę wzięło, a przy nich osobliwie (który iuż iako szlachcic, koczczym z parą pachoł­ków ieździ) Lewka Moszkowicza Krakowskiego.

„Nie kładę tego up0rnie na ten naród niewierny ale naprzód z doświadczenia, samego, potym z tych przyczyn. Pierwsza; iż sie Żydowie z Turkami w wielu o brzędach zgadzaią: ponieważ oboi świńmy sie chro­nią, obrzezanie zachowuią, Przenaświętszą y nierozdzielną Troycę ś. haniebnie bluźnią. Druga, powinowactwo z sobą maią: Żydzi bowiem z Izaaka, Turcy z Ismaela, synów Abraamowych początek, iako twierdzą, rodzaju swego wiodą. Trzecia, iż Żydowie Polscy na każdy rok, począwszy od Solimana Cara Tureckiego, każdemu Carowi Tureckiemu daią trybut pięćdziesiąt tysięcy złotych (Miczyński powołuje się tu na „Lament” Kmity). A tę summę składają na Prze­wodnią Niedzielę y przesyłają przez Węgierską” ziemię do Budzynia Baszy, a ten Carowi. Ano w Węgrzech na on czas pod Hatwanem te pieniądze za dwie lecie im I było wzięto, y musieli się znowu na sto tysięcy składać. Azażby to nie lepićy tę summę na zapłatę Tatarom dla pokoiu obrócić? azaby nie słuszniey na żołnierza, któryby nas od naiazdów pogańskiey szaranczćy y nieprzyjaciół bronił? Maiąć Żydzi ten pretext, iż te pieniądze Żydom ubogim do Turek posyłaią.

1) Goślicki zginął w r, 1556

Ale to kuglarstwo, nie taż tego przyczyna iest, owa która się niżey położyła: to iest, że za Tureckim powodem spodziewają sie do swoiey ziemie zwrócenia y sceptrum utraconego dostąpienia. Czwarta, Iż Żyd Czarogrodzki i m i e n i e ni SZYMON, Turcy go zowią (tu wyraz pismem hebrajskiem), to iest Hawrus, zawżdy powinien być w Polszce na Seymie y bywa, wynosząc wszystkie sekreta: iest wysoki, białokurowaty, chodzi w szłyku taśmą Turecką prze­pasany, w kopieniaku szarym: między tutecznymi Żydami zawsze sie w Warszawie na Seymie bawi, w Krak(owie) bywa, a oni go pokrywaia, Ztądże roku przeszłęgo w Czarnogrodzie Constitucye Polskie Seymowe przedawano na Wendecie, a bez wątpienia nikt ich tam nie wywiózł tylko Żydowie, bo y czasów niedawnych, gdy niektórzy szlachcicy znaczni żydów do Turek iadących na granicach trzęśli, zna­leźli u nich takież Constitutye Seymowe. Piąta, Wielka nienawiść Chrześcian y pragnienie zniszczenia panowania C h r z e ś c i a ń s k i e g o“… Miczyński podaje tu cytaty, z dzieła „Bibliotheca Sancta“ Syksta Seneńskiego, wreszcie tak kończy artykuł IV-ty:

„W mięsopust swoy abo święto Mardocheusza wszyscy w bóżnicach tłuką garnce, mówiąc: Iako Aman zdruzgo­tany iest, tak królestwo chrześciańskie pręd­ko niech będzie starte: niech strach y trwogę, mieczy woynę od wschodu aż do zachodu Bóg na Chrzęśćiany wzbudzi. Dlategoż gdy się iaka woyna między Chrześciany weszcznie, cieszą sie z tego barzo, maiąc , to z Rabinów swoich, iż poki Edomitow (tak Chrze­ściany zowią) sceptrum nie zniszczcie, ani do swego, ani do wolności dawney w oyczyznie swey przyść nie mogą: y pro­szą Pana Boga, przeklinaiąc Pany Chrześcianskie, aby scep­trum y władzę ich przeniósł do żydów, czego się osobliwie przez Turki dostąpić spodziewaią. Z tych przyczyn każdy snadnie widzieć może, iż wierność zmyślona żydowska nic inszego nie iest, tylko wydawanie spraw, y taiernnic koron­nych nieprzyiacielowi Krzyża świętego”.

Następny artykuł (VII) zaczyna się od przytoczenia tych ustępów ze statutów koronnych, które zabraniały Żydom pełnienia jakichkolwiek urzędów, nie dopuszczały ich do trzyma­nia ceł, żup, myt, karczem i żadnych „naymów” (konstytucye z roku 1528, 1562, 1567). „Zachowuie się to? — zapytuje Miczyński. Bynajmniej… Żydowie w takim kochaniu u nie­których Panów…, że o co się pokuszą, wszystkiego dokażą.

Więc też (tytuł artykułu): „Przez arendy miast, wsi ceł myt, młynów, karczm, Pany do szkody, poddane do zniszczenia przywodzą”.

Świadectwo Miczyńskiego jest pewnego rodzaju dokumentem, daje bowiem obraz gospodarki szlacheckiej. Owych „arend cła, myta, żup i t. d. — pisze Miczyński — pełno w Koronie. „Idź do Litwy, do Rusi, na Wołyń, Podole, Białą Ruś, Żydzi na Cłach, Żydzi Arendarzami Miast, Wsi, nawet iuż Państw y Xiąstw całych: Żydzi Mytnikami, Żup­nikami: Żydzi w gościnnych domach samokupstwa (monopo­le) dzierżą, że żadnych potrzeb nigdźie indziey dostać nie możesz ani sie godzi, tylko u Żyda. Wielka zaiste dzieie sie imieniu Chrystusowemu zelżywość, gdy żydzi na takich arendach y innych naymach śiedząc, Chrześciany ściskaiąj ponieważ tam wierni blużniercom Pana swego kłaniać sie muszą… Panowie sami Boże y Koronne prawo znieważyw­szy, tym nienasyconym wilkom w niewolą poddane swoie, wierne Chrystusowi, podaią…Żyd bowiem przewrotny, gdy nie tylko summę za Arende dosyć wielką na poddanych wy­ciągnie, ale y drugą na pożytek swoy ieszcze więtszą, prawie krew wyzssawszy z poddanego, y Panu napotym wszytkie podatki od poddanych idące, traci, y poddanych do szczętu ciężarami nieznośnemi tak robot jako y czynszów, y inszych podatkow wydzierstwem, niszczy. Nie umie ten namniey zfolgować, którego wszystek zamysł nie inszy iest, tylko Chrześcianom szkodzić. Ztąd ubogi poddany, wyciągnąwszy sie na żyda (bo do tego przychodźi że żyd gdy więc nie ma czym inszym od ubogiego odbierać, dobytek mu z obory abo z komory wszystko, jeśli co ma, w czynszu abo w robocie pobierze), muśi abo od głodu z dziatkami y z żoną umierać, abo sie na żebraninę udać, abo zbieżeć w odległe mieysca, gdzieby go nie naleźiono, zostawiwszy biedną pustą chatę Panu.

„Co tu innych w takiey Arendzie zbrodni żydowskich przypomnię? Żyd nad inne Chrześciany więtszą summą Pana przesadziwszy, a zatym otrzymawszy moc y źwierzcbność nad poddanemi prawie nieokreśloną, będąc nieprzyjacielem przysiężnym, jako sie pomieniło, Chrześcianinowi, iż go tak snad­nie na ciele zabić nie może, na duszy zabiia. Abowiem maiąc go w ręku, y czeladź iego wszytkę, na zelżywość więt­szą wiary Katholickiey, nawięcey w święta nasze robić każe: gdzie Chrześćianin y przykazanie kośćielne przestępuie, Mszey ś. nie słuchając, y Boże w święto robiąc. Za czym przychodźi do tego, iż poddani oni staią sie ledwo nie pogany, postów, Mszey ś. spowiedzi y innych Sakramentów zgoła zaniechawszy. Kto będźie za to Panu Bogu liczbę srogą dawał, iedno ci co Chrześćiany żydom w moc podaią?

„Co daley y więcey? Żyd nie zapomniawszy oney psiey natury swey, krwie Chrześćiańskiey bez nasycenia pragnącey, na przelewanie iey snadnieyszey sposobności dostaie, od tych którzy im maiętności arenduiąc, Chrześćiany w moc daią. Bo czegóż ubogi człowiek dla nędznego wyżywienia nie uczy­ni? Widzi, że Żyd u Pana trzećie oko; co Żyd powie, to szczera prawda: iako żyd informuie, nad to nic lepszego bydź nie może: widzi, iż nie tylko ubóstwo iego, ale y gardło w ręku u żyda, iakoż mu sie sprzećiwić? iakoż nie uczynić dla niego czego chce? Skarżyć póydzie? Sprawił to żyd dobrze, że abo do Pana nie puszczą; abo ieśli puszczą, Pan nie uwierzy, y kiiem dać każe: bo żyd zatkał uszy y prze­chwycił kredit”.

Tak bywa po wsiach, a teraz przejdźmy do miast (arty­kuły VIII, IX i X). Naprzód Żydzi „miasta Koronne przez odięcie Kupiectw y Handlów zubożywszy, bardziey ubożą“. Miczyński znowu przytacza postanowienia statutów, zabraniające Żydom „targów i kupiectw po wsiach” (1538 r.), oraz ograniczające ich w handlu miejskim1). Tymczasem cóż się dzieje? Żydzi, „obłożywszy się dobrze pieniądzmi”, nietylko po wsiach ale i „po wszystkich najprzedniejszych miastach prowadzą naprzednieysze kupiectwa i handle”. Zakupując prawie wszystkie towary po jarmarkach, bardzo wielu ludzi „do wielkiego ubóstwa i upadku przywiedli”. Kto nie wierzy, niech objedzie miasta i jarmarki najprzedniejsze: „Maią (że Wilno, Mohilow, Słucko, Brzeście Litewskie, Łucko y insze opuszczę) we Lwowie, Lublinie, Poznaniu, a osobliwie iw Krakowie mało nie po wszystkich kamienicach po piąci, W dziesiąci, po piętnastu, po szesnastu sklepach: a sklepy pełne towarow, y kupiey rozmaitey, od złota, srebra, pereł,

1) Nie wchodząc w szczegóły, należy zauważyć, że prawu, ty­czące si® handlu żydowskiego, wciąż się zmieniały, a nigdy prawie nie były wykonywane. W cytowanem dziele d-ra Bałabana mamy obraz nieustannej walki Krakowa z Żydami, Z jednej strony oni się wcale o te ograniczenia nie troszczyli, z drugiej strony miasto obchodziło przychylne ira postanowienia. W roku 1606 król mianował komisarzy do rozpatrzenia sprawy* i wyrok sądu asesorskiego regulował handel żydowski… na trzy lata. Były też i dobrowolne ugody między mie­szczanami kazimierskimi a“ Żydami (r. 1609, 1615), ale wszystkie ła­mano.

i dyamentow y inych kamieni drogich: łańcuchów złotych, maneli, noszenia przepysznego, pierścieni, rostruchanow, szabel, koncerzow, rysztunkow kosztownie oprawnych: opon, kobiercy Adziamskieh wielkich y drobnych, y inszego obicia jedwab­nego rozmaitego: towarow kosmatych, to iest. Rysiów, Marmourkow, Soboli, Kun, Popielic, Królików, Bobrow, Lisów: Altembasow, żłotogłowow, Srebrnogłowow, Axamitow, Ada­maszków, Hatłasow, Tercyanel, Kapice.1, Kanawac, Kitaiek, Czamletow, Muchaierow Tureckich y prostych; y inszych wszelakich tak prostych iako jedwabnych materiy i Sukien drogich, iako są Szarłaty, Połszarłacia, Granaty, Pułgranacia,. Falendisze rozmaite; y tańsze, iako Lundysze, Breklesty,, Szychtuchy, Baie, Karazye Morawskie i Śląskie, y Kiery: więc y płócien Flamskich, Kolenskich, Niemieckich tureckich tuwalni, bawełnie etc. Szat nowych y starych letnich y zim­nych, jedwabnych y prostych: Pieprzow, Szafranów, Cukrów,, gwoździkow y wszelakiego korzenia.

„Nie dosyć na tym, Woski, Juchty, Łoie, Skory, Weł­ny, Stal, Ołowy, Saletry komiegami, Potasy y zboża wsze­lakie szkutami do Gdańska spuszczają, Wołmi i końmi, wy­wodząc za granice z Korony, kupczą.

„Wina zakupuią nie tylko beczkami, ale y całemi win­nicami w Węgrzech, y tać iest iedna przyczyna, czemu teraz do Polski nie tylko małe beczki przychodzą, ale y z fałszo­wanym winem, czego przedtym nie bywało. Więc tak barzo zbezpieczniawszy, dziesiątkami drew na Wiśle, w Krakowie ięli sie kupczyć, nie na swoię tylko potrzebę, ale dla zysku y zdrożenia. Do tego żywność wszelaką na rynkach wozami zakupuią. W Krakowie roku przeszłego y tego, ieden Pra­łat zacny y kaznodzieja wielki słał na rynek, aby mu który kamień śliw kupiono: wróciwszy się posłaniec powiedział iż śliwy były na wozach, ale ie Żydzi zakupili.

„Ażeby Chrześciany koronne barziey nędzili, do Prowinciy, z których towary rozmaite do Polski idą, zaieżdżaiąc y Faktory swoie po rozmaitych mieyscach y miąstach maiąc, towary wszelakie z różnych ziem y miast przychodzące przeymuią. Składy zwyczayne mnożą, więc trafili sie, że przydą iakie towary do Polski, wnet Żydowie wszystkie zakupią, a nie mogali razem, to popieczętuią w pudłach, sklepach, skrzy­niach potargowane, aż sie na pieniądze zdobędą. Tu dopiero do Żydów innych po miastach y miasteczkach za tanie pie­niądze rozsyłaią, a co podleyszy towar, gdy iuż Żydowie wszyscy według potrzeby dosyć maią, dopiero Chrześcianom,

przepędziwszy go przez dziesięciory ręce, szczupło y za troie pieniądze przedaią. Tak zdrożywszy wszystkie kupie y handle Koronne, miasta, iuż zubożywszy, barziey ubożą.. O cięszka niewola!

„Krakowie sławny, Stolico Korony Polskiey, trzeba Je­remiasza Proroka, któryby nad tobą płaczliwe Threny pi­sząc, łzy Wylewał, widząc cię w cięszkiey żydowskiey niewoli, widząc cię, któryś niegdy iako ieden kwiat śliczny kwitnął y ozdobą Koronie wszystkiey był, sławą y bogactwem, w tym twoim wielkim zubożeniu! Gdzie teraz owi mieszczanie twoi, który oraz Karła Cesarza, Kaźmierza Wielkiego Polskiego, Ludwika Węgierskiego, Piotra Cyprskiego Krolow, Otona Bawarskie, Zemowita Mazowieckie, Bolesława Świdnickie, Władysława Opalińskie, Bogusława Szczecińskie Xiążąt hoynie częstowali y przeważnie udarowali?1) Gdzie, którzy Pa­nom swoim czasu potrzeby Koronney wielkie skarby rozda­wali? Gdzie, którzy Kościoły budowali, Klasztory fundowali, Szpitale zakładali, Zakonniki żywili? Dobra twoie y dostat­nie bogactwa wszystkie sie do Żydów za ich wywrotnym przemysłem przeniosły. Co było ieszcze kupców trochę, wy­nieśli sie do Norymbergii, do Gdańska y na inne rożne mieysca. Nie masz w tobie abo rzadko znaydziesz kamienice wolną od wyderkaufu, za krótki czas, czego Boże uchoway, pustek sie spodziewać.

„Przyczyna nie insza tylko Żydowie, którzy tu naprzednieyszy skład iako Miasta Stołecznego zniszczywszy, towary rozmaite mimo na insze mieysca obracają: towarami wszelakiemi, po drogach y na Cłach ie przeymuiąc, handluią, prze­ciwko paktom, z miastem uczynionem, y przeciwko Przywilegiom od świętey pamieci Krolow Polskich miastu y kupcom nadanem. Do tego towary y kupie wszelakie, do Węgier, Morawy, Śląska y indziey wywożąc, w wielką ie cenę wbiiaią: korzeniem y zbożem wszelakim, miody, cukrami, na­biały y innemi rzeczami do żywności należącemi handluią, zgoła niemasz towaru żadnego nadroższego y natanszego… ktorymby w tym mieście (iako y w inszych wszytkich) nie handlowali. A nie dosyć im, siedząc w sklepach, handlować, ale niektórzy z nich po rynku, po kamienicach y w dworach w Krakowie, Kaźmierzu, Stradomiu, Kleparzu, Garbarzach,

1) Na marginesie: Verincus Consul Cracovien. in nuptys Caroli Imperatoris et Helizabethae filiae Boguslai Scccinen. Ducis Casiniiri magni neptis 1363.

Biskupiu, Zwierzyńcu towary roznosząc, przedaią. Kupce, ieśli czego inszego potrzebują, do sklepów Żydowskich, obiecuiąc im towar dobry, tam zwabiaią. Tak kupiec ubogi nic kupić godnego, nic przedać dla bezecnego Żyda nie może.

„In particulari nieco przypomnę. Iest w Krakowie mię­dzy inszemi Żyd Bocian; ten, oprocz inszych handlów y spu­szczania do Gdańska, ma w Krakowie siedm sklepów y po Polsce niemal wszędy faktory swoie: a prowadzi handle na trzy abo na czterykroć sto tysięcy złotych, bo niemasz tego, towaru, ktorymby nie handlował. Iest Żyd Moyzesz, który towary rozmaite przeymuie, z Frankfurtu, Lipska, Niderlandu;

skąd Krakowianie to warów snadniey dostawali, niż teraz od tego bezecnika. Są Izraelowie, bracia dwa, którzy zaieżdżaiąc do Lwowa, gdzie z Turek rożne towary, a zwłaszcza Ry­siów Perskich do dwu tysiącu przychodzi, prawie wszystkie towary kosmate odięli. Świetlik Moyzesz wszystkie Sobole w ręku ma y faktory swoie po Iarmarkach na Morawę, do Wiednia, do Rakus, Pragi rozsyła, a towary zakupuiąc, za dwoie pieniądze strapionym kupcom przedaie. Faiwel…z oszukania Gdańskich i Elbląskich kupców na trzykroć sto tysięcy złotych zebrawszy, także niemal wszytkie zakupuie towary. Tak ci bezecni śmierdziuchowie z inszemi, których tu nie wspomnię, handle y kupie wszelakie Krakowianom odiąwszy, miasto zubożyli.

„Podźże do Lwowa, czego tam kupiec domowy, czego postronny dostanie? By sie Ormianie trochę nie krzepili, miastoby zniszczało. Maią Żydowie Lwowscy porozumienie z żydami Wołoskimi y Tureckimi, a mianowicie Carogrodz­kimi; maią zatym wszytkie towary y handle w rękach: ma i osobliwie Marek, nazwany Bogaty; ma, że inszych minę Lachan, którzy złotogłowy, towary iedwabne, Rysie Perskie; z Turek, Lisy Wołoskie; nad to Woski, Woły, Łoie, Skory, Szafrany od kupców tamecznych, także wszelakie towary od kupców Słuckich, Mohilowskich przeymuiąc; a zaś Koronnym za troie pieniądze drożey przedaiąc, tak miasto ubożyli, żeby sie nie z szynku trochę, a nie z żołnierza żywiło, musiałoby upaść. Bo skąd ratunek y pożywienie Miastu, gdy mu han­dle y kupią odeymiesz?

„O tobie Lublinie co rzekę, który od tych piekielnych sępów, takie krzywdy we wszystkich handlach cierpisz, żeby nad cię Miasta uboższego nie było, gdyby się ziazdy częste szlacheckie, gdyby czynsze z kamienic czasu Jarmarków, gdyby uchwalone pożytecznie sądy Trybunalskie nie rato­wały: Bo co sie handlów tknie, ani twoi, których tam barzo mało, ani postronni kupcy wskórać mogą. U Żydów bezecnych wszystko w ręku którzy Jen mały rynek twoy tak za­gęszczają, że Chrześcianina miedzy nimi nie obaczysz.

„Poydę do Poznania. Cóż tu znaydę? Acz sie to mia­sto potężnie y teraz świeżo zastawiło (godne nad insze po­chwały, iż o sobie pilno czuie), wszakże niemal toż utrapie­nie, które w inszych mieściech. Prowadził Matys Mazur Żyd, prowadził Moyzesz Długi z synami swymi czasy niedawnymi handle do Lipska, Frankfortu y innych miast tutecznych y za­morskich na kilkadziesiąt tysięcy złotych: teraz Moyzesz Fekus kupie na kilkakroć sto tysięcy; Lewek bogaty także; Je­leń bogaty na połtorakroć sto tysięcy handle rozmaite pro­wadząc, wszelakie towary z Norymberfu, Lipska, Frankofurtu, y te które przychodzą z Franciey, Niderlandu, Lubeku, Ham­burgu, Stetyna, Amsterdamu, Szweciey, Norwegiey, Moskwy morzem do Gdańska, maiąc porozumienie z kupcami zamorskimi, przeymuią, y zakupuią; a potym po Jarmarkach roz­wożąc, Chrześcianom za dwoie abo za troie pieniądze przedaią.

„W Warszawie na Seymie, y tam kupiec nie wiele wskóra: bo acz sie Żydom towarow iawnie wykładać nie go­dzi: wszakże po sklepach y gospodach swoie handle, kupie y lichwy, tak iako y w innych miastach, sprawują l).

„W Wilnie, w Grodnie, w Brześciu Litewskim, Mohilowie, Słucku, w Kijowie, Łucku, Włodzimierzu, Gnieźnie, Płocku, Łęczycy, Sendomierzu, Przemyślu azaż nie tak Mieszczany y kupce przez odięcie handlów, kupiectw, żywności, iako w miastach wyzszey pomienionych, do nędze wielkiey przywiedli? O drobnieyszych miastach, y miasteczkach co sie tu powie: to, że w nie Żydowie monopolia wprowadzili. Nie godzi sie Chrzęścianinowi żadnych towarow, nie godzi sukien, nie godzi inszych materiey przedawać; stądże o kra­marzach, którzy po miasteczkach bogaci bywali, iuż sie nie pytay: Nie godzi Miodu abo Gorzałki robić, nawet iuż y piwa szynkować. Tak żydowie smrodliwi wszystkie kupie y to­wary otrzymawszy, handle prowadzą: tak w miasteczkach samokupstwo wprowadziwszy, Chrześciany nędzą.

„Więc w przedawaniu towarow, tym sposobem idą. Sie­dzi, ubrawszy sie iako Pan, w sklepie na stołku Żyd Belzebubski, maiąc swoich kilkanaście ciekawych łowców żydów,

1) W Warszawie Żydom mieszkać nie było wolno.

którzy mu szlachtę y insze ludzie sztuczńemi sposobami na kupią zwabiaią: tam utarguie na dzień dwie, trzy, cztery sta złotych; a nędzny Chrześcianin w sklepie, Sukienicy abo w kramiku siedząc, czasem y grosza nie utargowawszy, cały dzień schnie, abo ziębnie, wyglądaiąc, iesli się kto do niego kupić co nagodzi, co gdy sie trafi, wnet gromada żydów sklep oskoczy, mrugaiąc, odwabiaiąc, za suknią pociągając nieznacznie, a raiąc kupią u Bociana, Izaaka, Moyzesza, Jakuba, Oxow etc., wrzekomo dobrą y tanią: nawet przed mia­sto zabiegaią, pytając gdy kto iedzie: Panie co kupuiesz? a do żydów zwodząc. Nuż po Jarmarkach; zwłaszcza, głownieyszych, iako w Łęczycy, Łowiczu, Poznaniu, Gnieźnie, Toru­niu, Lublinie, Lwowie, Jarosławiu, Krakowie, stady chodzą, że Chrześcian malo, co znać między nimi: a złożywszy sie na summę iaką pieniężną, towary, przeczarowawszy, co przednieysze u kupców postronnych otrzymawaią. Lewek Srupski, żyd Krakowski powołany od żydów Sochaczewskich o za­mordowanie dziecięcia, bo wszystkich żydowskich niecnot y szalbierstw iest herstem y wodzem), będąc faktorem wszyst­kich żydów, po wszystkich Jarmarkach zaieżdżaiąc, a kupce y rzemiesłniki Koronne źle udaiąc, wszytkie towary co nalepsze na żydy skupuie, a żydowskich snadnie odbywa. Chrzścianin strapiony, z swoią trochą czas niemały postawszy, a strawiwszy sie, swego nie przedawszy, nie ma za co in­szego towaru kupić. Nie tu ieszcze stanęła złość tego niecnotliwego narodu. Chcąc we wszystkim szkodzić Chrześcianinowi, uprzedza (bo nie ma co inszego robić) Jarmarki, a mieysca przednieysze dla wykładania towarow iedne zastępuie, drugie zakupiwszy, kupcom Chrześciańskim abo rzemieślnikom za drozsze pieniądze naymuie. Doznał tego Toruń, co y Akta tameczne świadczą: doznały y insze y teraz doznawaią mieysca. „O miseri, quae tanta insąnia, cives (Virg. 2 Aen.)—czemuście tę szkapę, nie Grecką, ale żydowską, która— in vestros fabricaia est machina muros—między sie wprowadzili. Czemu o sobie nie radzicie: godzi się cum vulpe iunctum pariter vulpinarier; ponieważ communis utilitatis derelictio contra natur am est, non solum contra rationem (Cic. 1. 3 Offic.)”.

Objąwszy handel, tem samem — dowodzi Miczyński — Żydzi zniszczyli i rzemieślników, zwłaszcza przedniejszych, „ktoremi po wielkiej części miasta stoją”. Wracając jeszcze do handlu, „wielką przeszkodę w swym towarze” ponoszą su­kiennicy, gdyż wbrew przywilejom „paktom” z miastami za­wartych, Żydzi przywożą i sprzedają całemi belami, sztukami i na łokcie „wszelakie Falendysze, Lunskie, Karazye”, lub też je wywożą do Węgier, Moraw i Śląska. „…Potym Sukna Morawskie, które są od ad Vulgum naprzednieysze, odięli. Co więtsza, sukna śląskie daia przekładać na kształt Morawskich, które są podłeysze y krótsze dziesiącią łokci niż Mo­rawskie, nar oszukanie obywatelow Koronnych za Morawskie przedaią przeciwiąc sie dekretowi i pamięci Króla Stephana. Trzecia, Sukna po Rynku sztukami, to iest łokciami dwiema, trzema roznoszą. Co widząc szlachcic abo ten, który potrzebuje, u nich kupuie, a gdzieby też więcey chciał, do innych Żydów do sklepu zawodzą. Czwarta, Szaty gotowe wyrobione, iako Żupany, Delie, ubrania po Rynku roznoszą y w sklepach przedaią, sami ie wyrabiając y z czeladzią Krawiecką, którą na to chowają. Piąta, szpieguią, gdy Szlachcic abo Cudzoziemiec, abo Kramarz z miasteczek dla sukien przyiedzie, a za miastem go u brony zoczywszy, a dowiedziawszy sie, iż sukien potrzebuie, do sklepów żydow­skich dobrą y pobożną kupią raiąc, zawodzą”.

A teraz, przechodząc do rzemieślników, rozpoczyna Miczyński od cechu i rzemiosła kusmierskiego, które jest „napożyteczniejsze i napotrzebniejsze”. „Byli zaiste przed laty panowie Kuśnierze w wielkiey sławie, byli zamożni w bogactwa z wielkim pożytkiem Rzeczyposp., czego w Krakowie świadkami Sukiennice, Cekauzy, Smatruz (Schmettcrhaus),które za ich powodem stanęły”. Teraz niektórzy z nich, …przez „bezecne Żydy“, przyszli prawie do ostatniej nędzy, albo się na wieś albo do miasteczek wyprowadzić musieli. Kto nie wierzy, niech się zapyta w Krakowie. „Naprzód bowiem, acz wszędy, ale mianowicie w Krakowie nazywali sie ci zdraycy Ku­śnierzom wrzekomo sługami, biorąc u nich futra, a do szlachty po gospodach roznosząc y przedaiąc”. Potem kredyt sobie u nich zjednawszy, zaczęli z futrami po jarmarkach jeździć. Nawiązawszy znajomość ze szlachtą, futra kuśnierzów za swoie własne udawali, „a uczciwe rzemieslniki, gdzie mogli, z sławy odzierali”. Wyrobiwszy sobie kredyt u kupców, „Żyda iakiego, chłopa wielkiego z brodą, dostatnie y w czapkę aksamitną ubrawszy, kupce do niego, mianuiąc go Moyzeszem, Łazarzem, abo Markiem etc. bogatym, zwodzili na od­bycie towaru. Tak wydarszy im (kuśnierzom) y kredyt y to­wary z ręku, teraz zaieżdżaią po Jarmarkach, wszystkie iako sie wyzszey wspomniało, towary kosmate Rysie, Sobole, Bo­bry, Gronostaje, Kuny, Popielice, Króliki, Lisy y inne zaku­piwszy, dopiero im szczupło udzielają, iakoby okrawek jakich, niemal za troie pieniądze, niż sami od kupca postronnego wzięli.

„Nie dosyć na tym. Towary wyrobione y futra gotowe lisie, ślamowe y grzbietowe, Królikowe, Smusowe, przeciwko prawom y przywileiom, z Czech, Morawy, Niemiec przywo­żą… Cimel żyd Krakowski…zakupiwszy przez swoie faktory materye Kuśnierskie, w Krakowie wyrabia a po jarmarkach rozsyła. Ox zaś szaty podszyte stare, w lichwie przepadłe, abo zamachlowane, rozpara, a przydawszy troche futra no­wego, bądź Sobolego, bądź Rysiego, bądź inszego, abo „też Axamitu abo sukna iakiego, według; potrzeby materyey, cud­nego, za nowe przedaie. Toż czyni y barziey nad niego Le­wek Markowicz… Nakoniec Bobry wszystkie zakupuiąc, po Jarmarkach czapki białogłowsakie, którymi się przed tym ubo­gie wdowy Kuśmerki y Kuśnierze żywili, teraa Żydzi y, Ży­dówki wyrabiaią, odiąwszy uczciwe pożywienie Chrześciańskim Białymgłowom. Temi y inszemi cherchelami do ubó­stwa to zacne rzemiosło przywiedli. To macie, panowie Ku­śnierze, pożytek społku waszego z Żydami, y dopiero widzi­cie iaśnie, że wam iest barzo niezdrowy”.

Złotnicy dostatkiem i sławą rzemiosła kwitnęli przed laty, a teraz nie znajdziesz w miastach koronnych złotnika, bogatego. „Założyli Żydzi swoie kramy, założyli warstaty; złotnicze: skupuią Czerwone złote, talery, portalerki, poszosne, potroyne grosze y pułgroszki stare, a zlewaiąc z miedzią białą, robią łańcuchy wrzekomo szczerozłote, manele, nosze­nia, rostruchany, kubki, pierścienie, Ferety, śrebro stołowe etc. a za prawdziwe Chrześcianom przedaią, z wielką rzemięsła złotniczego szkodą. Drugi (pożytek), iż nad dekret naiaśnieyszego Króla j. M. ZYGMUNTA III handluią złotem, srebrem, mianowicie robotą nową, y ubiegaią ubogie rzemiesłniki do kupców y stanów szlacheckich z takimi robotami, tak coby oni podczas z małym, urobkiem przedawać mogli na poży­wienie swoie, to im Żydowie ciekawością swoią odeymuią; choć w dekrecie mianowanym dołożono, aby na iakimbykolwiek mieyscu takowe roboty nowe u nich ku przedaniu sie pokaźały, tak iawnie iako y pokątnie, urzędnie im były brane. Trzeci, iż złoto y śrebro na inszy kształt y breły zlewaią, skupiwszy ie bądź kradzione kościelne y świeckie, bądź ja­kimkolwiek inszym sposobem nabyte… Czwarty, iż nie ucząc sie rzemiosła złotniczego, ani według porządkow iego nastę­pując, wielką szkodę Scheydowaniem czynią. Piąty, Brant Olkuski y z inąd skupuią, y srebra wszelakie pod utraceniem tego wszytkiego według dekretu wyzszey mianowanego, z wielką szkodą wszytkiey Korony Polskley odpalaią. Szó­sty, nie tylko sami przez sie roboty wszelkie złotnicze od­prawiają (a nigdy bez fałszu na oszukanie wszelakich sta­nów), ale y przez czeladź złotniczą, którą przemawiaią y przepłacaią: a zatym pełne sklepy złotniczych towarow maią: które y po kamienicach roznoszą… Siodmy, co ćwierć roku, to sobie cenę złota y srebra ustawiają, skupuiąc ie swym ciekawym od domu do domu bieganiem a cenę podnosząc, y przedaią iako chcą: a ubogi Złotnik kiedy ma trochę ro­boty, nie może sie dokupić y z szkodą swoią musi robić. Osmy, czego sami nie zrobią, daią miedzy partacze, y tak pofałszowawszy, udaią za dobrą robotę złotniczą z wielkim uszczerbkiem sławy tego zacnego rzemiosła”,

Cech krawiecki też przez Żydów przyszedł do nędzy. „Zwierzyna (= rzadkość) to uczciwemu Mieszczaninowi rze­miosła tego, gdy mu sie robota (zwłaszcza tu w Krakowie) trafi, Żyd nie tylko żydowskich ale y Chrześcianskich tak szat gotowych, iako y materiy do wyrabiania ma pełno. Do tego roboty gotowe wyrobione iawnie po rynku noszą. Więc w sklepach rozmaitych robot, których dostatkiem inaią, męzkich y białogłowskich, do wszelakiego ubioru y ochędostwa należących, odbywaią. Nadto barwy (= liberyę) na pachołki, w domach porobione, rosprzedaią gotowe. Nakoniec po sklepach strzegą, gdy Krawiec z kimkolwiek przyidzie takiey materiey kupować, a wypytawszy sie czego potrzebuie, odwodzą do gotowych szat do żydowskich sklepów: zaćzym on kupiec y kupca y Krawca zaraz opuściwszy, do Żydów odchodzi y tam gotowe kupuie”.

Znędznieli i pasamonicy, którzy niegdyś byli in flore, póki Żydzi tego rzemiosła się nie chwycili. „Obsadzili Ży­dowie warsztaty żydówkami y żydowięty, nawet y czeladzią pasamoniczą, tak barzo, iż sie miedzy nimi partaczami więcey to rzemiosło, niż między Cechowemi Mistrzami znayduie“. Robotę partacką i fałszywą udaią za prawdziwą pasa­moniczą, mistrzowską. „Maią Żydowie sklepy, mianowicie w Krakowie, pełne wszelakich Pasamonow, Fetoci, Sznur­ków, iako Żyd ieden w Wayszowskiey kamienicy y drugi Bieniasz na Sienney ulicy u Malowańca, prawie na samym Cmyntarzu Panny Maryey; Ma Moyzesz Bogaty wedla Bo­żnice pełny sklep rozmaitych jedwabiów, które partaczom, ba y Cechowym uboższym Pasamanikom za pewną nagrodę (do tego przyszło, iż Chrześcianin musi u Żyda żywność wyrabiać) do wyrabiania daie; maią zatym u siebie pełno kupca rozmaitego… Żydom nie dosyć w sklepach swych targować y przedawać, ale y inszych żydów po rynku, kamienicach, kramach, wszytkich z pełnemi kobielami y torbami towaru rozsyłaią y kupce odmawiają… Roku przeszłego przyszedł Żyd z torbą Pasamanow y fetoci rozmaitych w dom Pasamanika jednego, w wszelaką robotę dostatecznego na Floryańskiey ulicy, do iednego Kramarza, który tam na ten czas gospodą stał. Co on Pasamanik obaczywszy, a wziąwszy to sobie za krzywdę (iakoż była, bo to wielka z towarem Ży­dowi dom cudzy pełny towaru nachodzić y kupca przetnąwiać), wziął y żydowi torbę z robotą. Rzecz wyszła do Urzędu, y po długiey Kontrowersyey, …musieli Pasamanicy z niczym odyść, zelżywość maiac. Ma Żyd zawsze obronę; ubogi Chrześcianin niestetyż w nacięższym utrapieniu iey nie znaydzie… Wyrostkowie, nie douczywszy sie, do Żydów zbiegaią, potym pod ich pretextem ku zdradzie—y oszukaniu Pasamaniczemu warstaty wystawiają, a żydom roboty dodaią… Naostątek gdy Mistrz który Cechowy robotę prziymie, żyd, dowiedziawszy sie, wnet kupca odmowi, obiecuiąc mu za tanie pieniądze y lepiey zrobić, na czym sie potym Qn ku­piec omyli; ponieważ żadney roboty żydowskiey nie masz życzliwey. Słyszę, iż żydowie mówią, iż im to rzemiosło z dawna przynależy. Mylicie sie, niewiernicy, nigdyście sie go nie uczyli, nigdy nie rabiali, y dopieroście ie przed lat kilką tu, w Krakowie, tym sposobem przechwycili, iako sie to pokazuie z Akt krakowskich Radzieckich. Nieiaki Salomon żyd, namówiwszy do siebie Jana Szwaba, towarzysza rzemio­sła pasamaniczego, chował go u siebie w domu, ubrawszy go po żydowsku, a ten zdrayca przez czas długi robiąc u nie­go, pokazał mu wszystkie sztuki y kunszt rzemiosła tego. Czego dowiedziawszy sie Pasamanicy, dali go wziąć na Ratusz Krakowski y tam prawo na nim przewiódszy, gdy mu szyię, abo przynamniey rękę uciąć z dekretu miano, Brac­two męki Pańskiey od świętego Franciszka wy­prosiło go z więzień an a Wielki Piątek. Potym żyd Bieniasz, który sklep ma u Malowańca, iako sie wyzszey wspomniało, przemówił do siebie nieiakiego Wawrzyńca Ka­mienieckiego, ieszcze w rzemieśle niedouczonego, który u niego w zamknieniu robiąc (to ciężka, iż Sabat święcił, a święta Katholickie z żydami gwałcił), przeuczył go rzemiosła”.

Przeciwko prawom i przywilejom, nadanym konwisarzom, Żydzi „Cynę nową cudzoziemską wyrobioną przedają y frymarcząc na starą, tak w mieście swym przed- Bożnicą, iako po Krakowie…”

Kotlarze mają prawa i przywileje, iż „żaden kupiec ani Żyd nie ma kupczyć miedzią tak nową iako starą robioną, pod utraceniem miedzi takiey: a żydowie miedź nową wy­robioną przekupuią; naczyńia nowego rozmaitego indziey nakupiwszy, dosyć po sklepach maią, y w domach, a roznosząc przedaią“. Przytem starą miedź tak Wykupują i tak podro­żyli, iż kotlarze dostać jej nie mogą („bo ią do inąd wysy­łają”) i z tego powodu przyszli do ubóstwa.



CDN
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: K.Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVIIW

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » So sty 12, 2013 11:03 am

Następnie przechodzi z kolei Miczyński do rusznikarzy, ryngmacherów, paśników, nożowników, ślusarzy, kaletników,

Introligatordw, szkatulników, czapników, stolarzy, kordybaników,bialoskornikow, garbarzy czerwonych i czarnych, ryma­rzy, siodlarzy, stalmachów i t. d. Główny nacisk kładzie na to że Żydzi czynią, im konkurencyę przez sprowadzanie z za­granicy (prawie wyłącznie z Niemiec) gotowych towarów, sprzedawanie ich w sklepach i na rynku, oraz roznoszenie ich po domach i gospodach.

Konkurencya ta staie się tem silniejszą, że Żydzi od kupców przybywających z zagranicy cały towar (materyął) wykupują, i rzemieślnicy dopiero od nich, z drugiej ręki mu­szą go nabywać. Co więcej, czeladź niektórych rzemiosł do siebie przywabiają i utrzymują tajemne warsztaty, z których robotę po mieście, po drogach, między szlachtę i na jarmarki roznoszą. Dochodzą do tej zuchwałości, że w oczach kaletni­ków, mających uprzywilejowane miejsce na Smatruzie w Kra­kowie”, towarami i robotą ich nietylko kupczą, ale ganiąc ich robotę, nabywców im odmawiają. Stolarzom krzywdę czynią także przez to, że zamawiają robotę od partaczy z mia­steczek i „w swym mieście przed bóżnicą sprzedaią”. Prawo głosi, że przywożone do miasta kordybany ulegają konfiska­cie, ale Żydzi nie dbają o to i przywożą je całemi pakami Pochwyciwszy w swe ręce handel surowemi skórami, znaczną ich część wywożą z Polski i „tać jest przyczyna drogości w robotach rzemiennych”. A wszystko to się dzieje wbrew zakazom i wbrew przywilejom chrześcijańskich rzemieślników.

Dość szczegółowo przedstawia Miczyński zależność szew­ców od Żydów. Ciąży im monopol handlu skórami, rujnuje ich partactwo i oszustwo żydowskie. „Nakoniec z Gdańska Trzewiki, Muły, Pantofle, boty y inne roboty, a z Rusi żółtą, czerwoną i czarną robotę wszelaką wożą… jest w Krakowie Żyd Joseph, ma sklep w rynku u iednego Mieszczanina, prawie przeciwko świętego Woyciecha Kościołowi, ma z sobą w Kompaniey dziesiąci Żydów, z którymi prowadzi handel skór rozmaitych, iako są Szafiany, Capy, Kordybany, Juchty, Skory wołowe na kilkanaśpcie tysięcy. Ma zatym w ręku wszystkie Szewce, Rymarze, Siodlarze, Introligatory, Stalmachy, którzy karety robią, bo im przedaią, każdemu potrzebne swego rzemiosła materye, iako chcą y za iakie chcą pie­niądze”…

Piekarze Rzeznicy, Piwowarawie abo Kaczmarze, y ci zaiste nie mnieysze ukrzywdzenie od tych plugawych obrze­zańców cierpią. Co sie bowiem tycze Piekarzow. Zwykli byli Żydowie na potrzeby świąt swoich kupować u Piekarzow mąki pszeniczne wyrabiane we Młyniech królewskich, od których szły Miary do stołu K. J. M. teraz zmówiwszy sie z Młynarzami po wsiach, te mąki u nich kupuią z wielką szkodą Piekarską y uszczerbkiem skarbu K. J. M. Także y Słody na gorzałki we wsi gotowe skupuią, opuściwszy Młyny Królewskie, gdzie iż Miary giną należące do stołu K. J. M. wielka sie uraza Skarbowi królewskiemu dzieie”,

„Co sie zaś tycze Rzeźnikow, …maią Krakowscy y Kaźmierscy Rzeźnicy przywiley “Kaźmierza Króla, że Żydów Rzeźnikow niema bydż więcey tylko sześć, którzy wielkiego by­dła na ośm, a mnieyszego na cztery części, nieinaczey rąbać y przedawąć powinni, pod utraceniem miąs takowych. Maią pakta y ugodę z Żydami uczynioną przed Urzędem Radziec­kim Krakowskim, w ten sposob, że tylko czterey Rzeźnicy Żydowscy bydż maią, którzy nie chowając żadnego czeladnika, nie maią więcey bić, tylko coby sie właśnie na żydowską potrzebę zeszło: a czegoby sie im według ich bałamuckiego Thalmudu ieść nie godziło, to we dwu tylko domach, takim, iako sie wyzszęy powiedziało, rąbaniem przedąwać powinni. Na co sie Starszy y Rzeźnicy Żydowscy przysięgami mocnie wiecznymi czasy obowiązali, pod przepadkiem trzydziestu grzywien irremisibiliter: których połowica urzędowi Zamko­wemu, połowica stronie kontrakt trzymaiącey należy. A to wszystko swą Confirmacyą y exekucyą przywiódł był do skutku Wielmożny Piotr Kmita Woiewoda Krakowski. Maią nakoniec tego wszystkiego Confirma­cyą od ś. pamięci Zygmunta Augusta Króla”… Tu Miczyński przytacza dłuższy ustęp z ugody i konfirmacyi. „A ob­rzezańcy co? Nabudowkwszy iatek, siedzi ich z mięsem w iedney po czterech, do tego y na stołach przed domami iswemi, abo po ulicy przedaią; nie Żydom tylko, ale dziesięćkroć więcey Chrześcianom. Wołu abo jałowice nie na ośm, barana abo cielęcia nie na cztery części, ale na śroty y na sztuczki rąbią. Do tego nie maią kupować bydła tylko i w ulicy, abo na wale, a oni gromadami, na ośm, na dziesięć mil zachodzą, zakupuiąc bydła rozmaite, tak że trudno co przed nimi kupić. Postrzeże li Żyd, że Rzeźnik Chrześciański bydlę targuje, czuwa na to, aby mu przeszkodził; przetoż gdy sie namniey odstąpi, zaraz Żyd podrzuciwszy kilką gro­szy, targ zapsuie a sam kupi. Tak ten naród smrodliwy czymkolwiek y gdziekolwiek może, wielką szkodę rzemięsłu Rzeźniczemu czyni.

„Nakoniec co sie tknie.Piwowarow abo Kaczmarzow, maią prawa y przywileie od świętey pamięci. Krolow Polskich, Władysława, Kazimierza, Zygmunta Augusta, Stepha­na, od teraźnieyszego Naiaśnieyszego ZYGMUNTA III szczę­śliwie panującego approbowane, po rynku y po przedmie­ściach publikowane, aby piw y gorzałek nikt nie śmiał zinąd wozić y przedawać, czego gdyby sie kto ważył, Piwowarowie powinni takie towary brać, a od Urzędu exekucyey żą­dać według praw swoich. Żydowie niezbożni gorzałki z in­szych mieysc postronnych okolicznie ich dostając przywożą, … a maiąc swoie kramy abo sklepy gorzałczane, iasnie szynkuią. W Krakowie po sklepach po kilkanaście beczek, po dwu­dziestu drudzy y więcey gorzałek maiąc, wszystkę żywność ubogim Piwowarom odjęli. Ludzie bowiem prawie wszyscy do ich sklepów obrociwszy sie, w rząd u nich zasiadaią, w bębny y flaszy do inąd biorą, a tu w mieście w kieliszki na rożne mieysca Po rynku, w kramikach, po domach, we drzwiach, w piwnicach nie inszą, tylko żydowską gorzałkę ną szynku znaydziesz…” Tu zwraca się Miczyński do urzędni­ków miejskich: „Biorą ubogim Chrześcianom y obuszkuią ich, gdy co wyniosą szukaiąc pożywienia na rynek, abo snadź y na ustronie, to iest mięso, mąki abo inszy towar ukrad­kiem, abo piwo postronne prowadzą: Żyd wolno wszystkie rzeczy y iawnie prżedaie… Jeśli Chrześcianom przeciwko, paktom y przywilejom, każdemu stanowi, Cechowi Rzemię­słu nadanem, występować nie dopuszczacie, tym barziey nie dopuszczaycie Żydom niewdzięcznym, nieprzyiaciołom wa­szym głownym, boć nie więtszey ceny ma bydź syn niewol­nice nad syna wolney“.

Do jednego tylko ten bezecny naród wziąć się nie chce: do młota, do ciężkiej pracy, „chyba więc młotkiem abo kleszczykami około fałszowania pieniędzy abo dobrych obrzynania: iednak y Kowale nie bez swey szkody od niego, gdy wywożą materyą, ich rzemięsłu należącą, to iest żelazo y Stal z Korony, w Cenę ią wielką y drogość wprawiaiąc, za czym niebożęta Kowale drogo tak żelazo iako Stal płacić muszą. Nie wy­wożenie materyey kowalskiey, młot temu chłopstwu smro­dliwemu żydowskiemu a rusztab przystoi, do tegoby go obró­cić, nie do odeymowania żywności uczciwym rzemięsłnikom”..

Pomija wreszcie Miczyński inne rzemiosła, wyjątek czy­niąc dla drukarzy i księgarzy („Bibliopolów”), „którzy sie zawsze przy uczciwych y wolnych naukach wiążą. & iisdem libertatibus & Pruailegiis gaudent, quibus Alma VNIVERSITAS Cracouien. iuż szkodzić poczynaią. Ano Żyd bezbożny u Dominika Marangoniego na Grodzkiey ulicy, w sklepie księgami rozmaitemi Łacińskimi (które mu z Wenecyey Y z innych mieysc przychodzą) handluie; ba y paciorkami. Brzydzi sie Żyd przeklęty religią Chrześciańską, a nie brzy­dzi sie Ksiąg Chrześciańskich, nawet oto y paciorkow prze­dawać, by tylko mógł Chrześcianowi szkodzić y żywność mu wszelakim sposobem odeymować. Nuż drukarzom samym, iako Papiery zdrożyli, na oko widziemy. Maią w Krakowie trzy swoie drukarnie, a w Lublinie dwie, czego przedtym nie bywało, w których ustawicznie swe bałamudztwa y wszystkie sprawy potoczne koronne przez sie y przez czeladź drukar­ską, którą do siebie przewabiaią, wyrabiaiąc, papiery tak barzo zakupuią, że Drukarze Chrześciańscy czasem ich dostać nie mogą. Tu notuy szostą przyczynę do onych, które masz w Artyk. 6 wydawania Koronnych spraw y taiemnych Turczynowi. Żydowie bowiem wszystkie tuteczne sprawy drukuią, potym księgi te do Turek Żydom przesyłaią, przez które wszystkie Koronne sprawy miedzy nieprzyjaciółmi sie rozgłaszają. Dobrzeby Cenzurę Żydom postanowić, iako sie y Chrześciańskim Drukarzom uczyniło, nie drukowaliby lada czego: nie drukowaliby spraw y taiemnic Koronnych, gdyż do nich bynamniey nie, należą: nie drukowaliby bluźnierstw nieznośnych przeciwko Bogu Chrystusowi Panu, Matce iego czystey y świętym Bożym: ale tylko to, co sie ściąga właśnie do ich nabożeństwa, iako sie w Rzymie dzieie, gdzie sine Censura Magistri Sacri Palatii nic im nie wolno drukować, tymże sposobem y w Wenecyey sine inquisitione & Censura u Żydów nic do druku nie idzie.

„Jużże tu wżdy koniec ciekawej’ przewrotności Żydowskiey? Jeszcze. Uczciwem Panienkam y Wdowam ubogim wydarli uczciwe pożywienie z ręku. Bo iuż forboty, koronki,listwy, sznurki iedwabne y płócienne, guziki, pętlice, roboty od iedwabiu, od złota, y haftowanie wszelakie, nawet ko­lumny do Ornatów y korony perłowe na Monstrancye, na co zacni ludzie duchowni sami patrzali, u Bachorów y żon Bachorskich w ręku, tak iż Chrześciańska białogłowa gdy co zrobi, niema komu przedać: a zatym nie maiąc sie czym żywić, przychodzi do tego, iż druga w grzech upadszy, ma­jestat Pański obrażą: druga dla niedostatku marnie sie obró­ciwszy, nakoniec od głodu mizernie umrzeć musi”.

Wszystkie te „grawamina i urazy” kupieckie i rzemieśl­nicze wyciągnął Miczyński z ich skarg „pod pieczęciami od cechów podanych”. „Odpowiedź” żydowska na nie jest kła­mliwa, Powołują się na przywileje, jakich nie było.

Już poprzednio przytoczył Miczyński „prawa Koronne, zabraniające żydom Arend, Ceł, Myt, naymów wszelakich, kupiectw y handlowania, nakoniee odeymowania żywności Chrześcianom”. Kłamstwem jest również, co „żydowie Sta­rzy udaią, iakoby mieli pospolstwu y gminowi swemu zabra­niać y zakazować tego wszystkiego, czego prawa nie dopuszczaią… gdyż nie tylko gminy y pospolstwo żydowskie, ale sami Starszy wszelaką kupią y towary handluią, y Chrześcianom gdzie mogą y jakąkolwiek sztuką mogą, odeymuią po­żywienie. Do tego nie dosyć iest mówić: Zakazaliśmy, y zakazujemy! ale to do skutku przywieść potrzeba, pierwey samym Starszym poprzestawszy tego, co iest przeciwko prawom koronnym: potym dopiero gmin do tego przymusić winą y karaniem”. Kłamstwem wreszcie są ich odpowiedzi: „nie czynimy tego”, albowiem „cokolwiek sie tu przeciwko im kładzie, każdy iaśnie na oko widzi. Ponieważ niemasz tak drogiego, niemasz tak błahego towaru, ktorymby nie kupczyli. Niemasz Rzemięsła żadnego, ktoremuby haniebnie nie szko­dzili. Niemasz sposobu y sztuki żadney, ktorąby Chrześcianom nie odeymowali żywności”.

„O Krakowie — woła Miczyński — naprzód nad tobą płakać muszę, widząc cię, Principem Ciuitatum, w niewoli żyd owskiey… Począwszy od naprzednieyszego, aż do ostat­niego rzemieślnika y Mieszczanina, wszystekeś od nieszczę­snych żydów utrapiony… Wy, którym sprawowanie y rząd tego sławnego Miasta Stołecznego poruczony, czuycie, a mia­sto y Rzeczposp. iego upadaiącą ratuycie. Macie prawa, ma­cie Priuilegia, od Panów y Krolow waszych, staraycie sie,i aby według nich odpędziwszy te drapieżne wilki od dóbr waszych, to przezacne miasto w swoiey władzy, dostatku, sławie kwitnęło”;..

Wreszcie wyjątkami z trenów Jeremiasza i cytatami z pisarzy rzymskich kończy Miczyński artykuł IX, aby w X-ym dość krótko przedstawić, jak Żydzi wbrew konstytucyi „szczę­śliwie nam panującego” Zygmunta III „towary y żywności nietylko w mieściech, ale y przed Miasta zabiegaiąc, zaku­puią”. Jest to wina nieszanowania wogółe praw per Execuiores i niedbalstwa mieszczan.

Żydzi bowiem wszędzie, a mianowicie krakowscy, nietylko najlepsze towary na rynku zakupują, ale i „przed miasta dla skupowania zachodzą”. Więc też u Żyda „naprzednieysza zwierzyna, Indyki, gęsi, kury, cietrzewie, cielęta, szczuki, karpie etc.” Również „jarzyny co lepsze wozami do siebie obracaią, a Chrześcianie pilnuią, co Żydowi z wąsa spadnie, y odrobiny po nich iakoby szczenięta zbieraią”. Niechby Żydowi kto co rzekł, albo go „od kupi odraził”, znalazłby Żyd sposób „pręciuchno” się zemścić.

Są też Żydzi „w kredycie y w każdym społkowaniu szal­bierze y zdrajcy” (art. XI). „Handlujący i spółkujący z Żydem nigdy nie dojdą do „dobrego mienia”,bo ich żyd oszuka. I znów przytacza Miczyński cały szereg interesujących szcze­gółów ze stosunków finansowych chrześcian z Żydami; znowu widzimy, jak skrzętnie gromadził potrzebne mu wiadomości. Tu najbardziej uwidocznia się, że nietylko przeglądał akta sądowe, o czem sam wspomina, ale drogą korespondencyi czy też „wywiadów”, zbierał fakta do swego oskarżenia.

„Czasy niedawnymi; zapożyczawszy sie u podobnych sobie Chrześcijan, abo raczey Żydów, za pewną lichwą na zapisy, w pieniądze wielkie, ziednali sobie kredyt u kupców w Gdańsku; w który zawźiąwszy sie, onychże kupców, zwła­szcza Holendrów, na trzykroć sto tyśięcy złotych zawiedli, za powodem y Herstowaniem Faiwela, żyda Krakowskiego. W Elbiągu także na sto tysięcy złotych kupcom szkody uczy­nili. Świeżo w Lublinie y W Jarosławiu nabrawszy na kre­dyt sukien rozmaitych u Anglików, ludźi zacnych, na dwakroć sto tysięcy “złotych oszalbierowawszy ich, przywiedli do ubóstwa.

„Akraga, Mieszczanin y kupiec Elbiąski, który społhandel prowadził z Henrykiem Durauffem, Mieszczaninem Gdań­skim, gdy począł handel sukienny, miał swoich na sto ty­śięcy złotych. Ale go Żydowie nie długo z nich wyzuli, na­mówiwszy go, aby im towary pobożnie pusczał, y pozwo­liwszy mu gotowe pieniądze dawać. Bo gdy sie im zwieść dal oni go z jego sie towarow bogacąc, wiedli go w długą, tak iż kredyt, maiąc, y u innych kupców towary brał a Ży­dom dodawał. Przez co nie tylko summę, onę swoię utra­cił, ale y inszych kupców na Sześćkroć sto tysięy zawiódł, a to sie wszystko u Żydów Krakowskich y Poznańskich zo­stało. Nuż Gintera Justa, Marcina Harlipa, Reiznera, Pulnera y inszych kupców Gdańskich y Elbląskich iako wiele poszkodzili. Pytaycie sie obywatełow miast tamecznych; py- taycie kupców Koronnych, umieią o tym dobrze powiedzieć, snadnie śie od nich dowiecie.

„W Poznaniu, w Toruniu, w Lublinie, w Wilnie, w Słucku, w Mohilowie, w Kiiowie, w Lucku, we Lwowie y innych Koronnych y ukrainnych miastach kto wyliczy, iako wiele kupców pooszukiwali? Kto iako wiele w Krakowie kupców Złotnikow y innych Rzemięsłnikow współhandlowaniem y na kredyt towarow od nich braniem zawiedli? Synowie Moyzesza Długiego, Żyda Poznańskiego, z oycem swoim, umie Lublin powiedzieć, iako wiele Mohilowskich, Wileńskich y in­szych kupców oszukali y w nędzę wprawili. Ano y sam ten Moyzesz Długi, wziąwszy kilkunastu- tysięcy złotych na Vexel u sługi Łukasza Herba kupca Poznańskiego, maiąc ie oddać na końcu Jarmarku w Lublinie, uciekł na Wołyń, y tak wszytko przepadło.

„Wszędy Żydowie szalbierze y oszustowie; lecz osobli­wie w Krakowie, co im y sami Żydowie wszyscy postronni przyznawaią, mówiąc, iż tu swoię Akademią maią, w ktorey sie wszystkich łotrostw, sztuk, oszukania, szalbierstwa uczą. A Rabin abo mistrz nastarszy w tym szalbierstwie iest Izrael Pinkus… Bo tak iest subtelny w rzeczach y wykrętach wszyst­kich, iż żydzi po inszych miastach bez iego obecności, abo przynamniey bez rady y pomocy nic nie czynią, ani stano­wią. Coż tu czynią? Ezdras on stary y z synem swoim Noremberskich, Weneckich, Wileńskich, Mohilowskich na kilkakroć sto tysięcy szkody przyprawił. Ano byli kupcy Wileńscy Bohdan Mamonowicz, Łukasz Bańdźiekowicz, Pa­weł Paszkiewicz przyiechali do Krakowa, y prawowali się z tymi Żydy, a strawiwszy sie, nie maiąc więcey czym na prawo nakładać, Żydowie zaś ich pieniądzmi dobrze przesa­dzali, nie sprawiwszy nic, do domu siewrócić musieli.

„Jonas Żyd z trzema synami, nabrawszy w Lublinie u kupców Soboli, Ryśiów, Bobrow, Popielic na kredyt na kilkanaście tysięcy, gdy przyszła zapłata, tamże na Jarmark Świąteczny pouciekali na Podole y tam trzymali Wsi, Cła Młyny, Gorzałki. Wprawdzieć kupcy niebożeta za nimi ieźdźili, ale darmo, y dźiękowali Bogu, że sie nazad zdrowo wroćili. U Jakuba Cymermana, Mieszczanina y Raycę Kra­kowskiego, towarow na kilka tysięcy na bórg wziąwszy za­płatę obiecując na Jarmark w Jarosławiu, a dowiedziawszy sie zatym, iż Cymerman umarł, gdy iuż sługi jego w Jaro­sławiu do siebie poczuli, wykradszy nocą towary z sklepu, pouciekali. Drozda, Wrocławskiego kupca, swoim społkowaniem y kredytem na dwieście tysięcy złotych uszkodzili. Kaspra Gutytera, Mieszczanina y Raycę Krakowskiego, azaż nie żydzi, nabrawszy u niego na kredyt sukien, kos, nożow, a pouciekawszy zubożyli? Azaż nie ci Amendę Marcina y Fianzera, kupców Krakowskich, do szkody na kilkadzieśiąt tysięcy przywiedli?”

I dalej jeszcze idzie kilka stronnic samych faktów oszustw żydowskich. A wszędzie Miczyński podaje miejscowości, da­ty i nazwiska tak okradzionych i oszukanych, jak i spraw­ców kradzieży i oszustwa. Wchodzi nawet w drobne szcze­góły niektórych „forteli”. Powołuje się na akta grodzkie łuc­kie, krakowskie, a przytoczywszy sprawę „sławnego” i „zac­nego” Wojciecha Cielesty, mieszczanina krakowskiego, któremu Józef, Żyd z Chmielowa, sprzedał i „zatrzymał” 1066 blach miedzianych, spławianych do Gdańska, i sfałszował kwity jakoby wydane przez Cielestę w Przemyślu, dodaje: „O czym Acta Króla JM., Xiążęce (Ostrogskiego, kaszt, krak.), Toruń­skie, Lubelskie y Krakowskie świadczą”.

Ci, którzy towary Żydom powierzają, udzielają im kre­dytu lub spółkują z nimi w handlowaniu i kupiectwie, „po­dobni są zaiste do tych, którzy się grą bawią”. Choć nieraz znaczną sumę stracą, to „za jakimkolwiek zyskiem, przeszłey zguby zapomniawszy, grę sobie miłuią, a do więtszey szkody przychodzą”. Bawiącym się z Żydami zdaje się, że im „wszystko przybywa”, aż tu wszystko ginie. Żyd, poży­czywszy większą kwotę, albo z niej „cherchelami wykwituie“ albo ucieknie, „zostawiwszy ciebie na koszu“, Trudno „wiatru gonić”, bo Żyd już był w porozumieniu z innymi Żydam i przechowuje się u nich na Litwie, Rusi, a nawet „w Pra­dze abo w Turcech”. Lepiej go i nie szukać, bO „gdy się dowie, że go szpieguiesz, będzieć tak długo czychał na zdro­wie za przenaięciem, aż cię sprzątnie”.

Żydzi w stosunkach ż Chrześcianami są ostrożniejsi. Nie­dawno — mówi Miczyński — „żydowie nie bardzo chytrzy w wymówkach swoich odkryli”, że u nich obowiązuje prawo powszechne i uchwała, wspólna, „aby żaden Żyd nie kupczył z Chrześćiany z ich pożytkiem, ani towaru żadnego, gdyby go pytano nie raił, ani kupca wodził do kupców abo rzemięslników chrześciańskich, ale tylko do samych Żydów; chybaby snadź u Żydów tego towaru nie było, dopiero do Chrześcian udać się może. A ktoby tę uchwałę i postano­wienie z Żydów przestąpił, na tego wielkie klątwy, przeklęctwa i karanie nałożyli”.

W artykule XII dowodzi Miczyński, że Żydzi „komorą są w Polszce złodzieiom y swiętokraycom; a inszym niecno­tom braną” (= bramą). Onito rozgościli u nas złodziejów, szalbierzy, utratników, kosterów, świętokradźców: W innych krajach złodzieja lub świętokradźcę łatwo pochwycić, u nas trudno go „wyszperać”, bo Żydzi „dzierżą komorę złodziej­ską”, złoto i srebro przetapiają, futra zaś i jedwabie przera­biają, odmieniają lub z Polski wywożą. Wszak w Niepoło­micach złodziej okradł króla Stefana „ze wszystkiego ubioru, w którym chodził (ubiór królewski wie każdy, że nie lada iaki)” i wyniósł go do Francka, Żyda bocheńskiego. Wszak biskupowi Piotrowi Tylickiemu dwunastu złodziejów bławatno odzianych (nikt nie wiedział czyje to sługi, gościa czy go­spodarza), ukradło srebro stołowe i do Żyda je zaniosło. Pio­trowi Gorczynowi 1) kanonikowi, „człowiekowi godnemu w Akademiey Krakowskiey”, ukradł złodziej kielich i sprze­dał na Kazimierzu. Skradziony w katedrze na Wawelu trybularz, wartości trzystu złotych, tenże sam Żyd nabył za 15 złotych i przetopił. Dalej wylicza Miczyński szczegółowo kra­dzieże, popełnione w kościołach: św. Szczepana, Franciszka­nów i Karmelitów na Piasku, gdzie skradziono koronę i inne klejnoty z obrazu cudownego N. M. Panny.

Wszystkie przedmioty z „nocnych zdobyczy” znajdują się w rękach Żydów. „Wieleby nocnych rozboynikow na questyach wyśpiewali w Krakowie Jachymek z Oycem, któ­rzy wrzekomo duchownym posługuią osobom, y Marek, który sklep z drugim żydem ma na Brackiey ulicy, wedle Węgierskiey Bursy, y Aron ślepy (chory na oczy), który pozawodziwszy wiele studentów krakowskich, zbieżał był za obo­zem do Moskwy, a dowiedziawszy się, iż iuż w Krakowie z nich żadnego nie było, znowu sie do Krakowa wrócił”

1) Może to autor znanej nam satyry „Zelus Korony Polskiej*, z której wyjątki wyżej podano.

Prócz paserstwa, pomocnego kradzieżom, Żydzi pożycz­kami na zastaw sprzyjają wzrostowi kosterstwa, pijaństwa, szalbierstwa. To mało, bo sami „gubiąc nieznacznie lichwą Chrześciany, drugie lichwiarzarami czynią” (art. XIII). Po sil­nej apostrofie przeciw lichwie1) opisuje Miczyński, jak chrze­ścijanie fanty zastawione tracą, jak nawet Żydzi, widząc „pro­staka”, zapierają się otrzymania fantu i składają na to przy­sięgę „iako między inszymi w Krakowie czyni Marek pod Barany, a pod KrySztofory Jachim dużobrodaty”. Przedmioty złote i srebrne Żydzi opiłowują lub „wódkami na to przyprawionemi złoto wyciągaią”; „misterny” w tem jest „Izaak w Krakowie u Zymana na Floryańskiej ulicy”. Ale co gor­sza, „niektóre nieszczęsne obywatele tey Korony tym czartowskim rzemięsłem zarazili, tak iż pod płasczykiem żydow­skim bliźnie swoie… złupiaią”. Dają om swe pieniądze Żydowi, który dwojaką lichwę wybiera, dla siebie i „dla Pana abo paniey”. Takim „przeklętym” chrześcijanom, nie należa­łoby dawać folgi, bo „kto lichwę bierze, drapież czyni y niemniey powinien wrócić lichwiarz co wylichwi, niż złodziey co ukradnie”.

Ale nietylko na maiętności, bo i na zdrowie chrześcijan Żydzi nastawają. „Żydowie medycy, Chrześcianom mężobójcy” (art. XIV). Uprzedził tu Miczyński Sebastyana Sleszkowskiego, który osobną broszurę w tym przedmiocie wydał (bę­dzie o niej poniżej). Jak można — pyta się Miczyński — „najdroższy skarb niewiernemu zdrajcy zlecać, do tego nieu­kowi?” Wszak szkoły chrześcijańskie są dla Żydów zam­knięte, gdzież więc mogą nabrać biegłości w sztuce lekar­skiej? Więc ci, co powierzają swe zdrowie „tym Bachurom grubym y jadem przeciwko nam zarażonym”, narażają się nietylko na straty pieniężne, lecz i na choroby i śmierć pręd­ką. Na dowód tego przytacza Miczyński przykłady wzięte z zagranicy. Podaje nawet wiersz własny, czy cudzy, o dokto­rze frankfurckim,. Szaystopie, który niewłaściwemi radami łudzi na tamten świat wyprawiał, a nawet; trucizną w pierście­niu ukrytą „duszę z chorego wyciągał”. Więc też „niech Ży­dzi leczą kozy, na których się tego rzemięsła ćwiczą, abo snadź ciotki swoie, świnie, którym więcey niż wam zdrowia życzą, ponieważ …świnie osobliwie szanując, nigdy nie zabiią”.

l) Lichwie poświęcił obszerną broszurę ks. Marcin Śmiglecki, Jezuita. Było jej siedra wydań, pierwsze w roku 1611. Tytuł: „O li­chwie y wydcrkach, czynszach, spólnych zarobkach, naymach, arendach, y o samokupstwie”.

Artykuł XV „Zwierciadła” opowiada, jak „Żydowie cza­rami y upominkami szczarowanymi o co się pokuszą, doka­zują”. Nie dziwiąc się Miczyńskiemu, że wierzył w czary, bo to było w duchu wieku, można i należy pominąć jego w tym kierunku rozumowania i „dowody”. Zasługuje jednak na uwagę zakończenie rozdziału, odsłaniające „praktyki” ży­dowskie w celu ujęcia sobie przedstawicieli Temidy. „Moj­żesz Nuchowic — pisze Miczyński — praktyki- czyni z prokuratormi i innymi osobami do sądu należącemi około spraw żydowskich, aby z nich żaden sprawy choć naniesprawiedliwszey do Chrześcian nie przegrał, za co od Starszych swoich na rok czterysta złotych bierze. Alexander Jozephowic, arcyszalbierz, wykrętacz, od żydów upominki po ziazdach swoim obrońcom rozwozi; Żydom u nich przychylność w forytowaniu spraw żydowskich iednaiąc, a za tę posługę na każdy rok ma od żydów ośmset złotych intraty, okrom tego, co weźmie na strawę, furmana y inne potrzeby”.

Spory rozdział (XVI) przedstawia, iż „Żydowie w prze- dawaniu, kupowaniu, robotach, posługach, nawet w uczynno­ści swoiey abo dogodzeniu czasu potrzeby, szczerzy szalbie­rze”. Jest to polemika z tymi, którzy twierdzą, że „nalepiey kupić u Żyda, nalepiey Żyd zrobi, nalepiey posłuży, naprędzey czasu potrzeby dogodzi”. Tymczasem jest wprost opacz­nie. Przekonanie to swoje popiera Miczyński całą litanją przykładów, wziętych z życia. Cytuje nazwisko za nazwi­skiem, fakt za faktem, z kroniki oszustw, podstępów, zło­dziejstw żydowskich.

Osobny ustęp poświęcony jest fałszowaniu towarów, które „wrzekomo dobre a tanio sprzedają”. Przytoczone są też zbrodnie, popełniane przez Żydów pod wpływem chci­wości. Bardzo oburza Miczyńskiego to, że „panowie, zwła­szcza możnieyszy, y Panie, gdy na Jarmarkach po iakie to­wary abo materye posyłaią, zwykli posługi żydowskiey używać”, na czem najgorzej wychodzą. A są Żydzi „usłużni“ we wszystkiem. Trzymając nierządnice w sklepach, nietylko sami „wszeteczność płodzą”, ale „rufianami, koczotami i zwodnikami zostali; ma brzydki żyd przystęp łacznieyszy w dom niż zwodnica, prędko zwiedzie byle mu kto chciał posługę nagrodzić”. Po rajfurstwie zajmuje się jeszcze Miczyński „uczynnością” żydowską, wykazuiąc przykładami, że ko­rzystających z niej do zniszczenia tylko prowadzi. Kiedy Żydom czyni się zarzut, dlaczego w nieuczciwy sposób zarabiają, tłumaczą się: Nie mamy roli, nie mamy innych dochodów, a trzeba dzieciom dać pożywienie i odzież, „trzeba na posag y dla potrzeby kilkudziesiąt tysięcy złotych“ Na to Miczyński: „Smrodliwy żydzie, na Mixtat do rusztaba, do palenia cegły, do walenia kamieni w górach, do wałów koło miast sypania, do szuflowania rynsztoków, do wywożenia mieysc potrzebnych, toć twoia robota!”

Artykuły XVII i XVIII opowiadają, jak Żydzi „bogac­twa wielkie zebrali znędziwszy koronne Obywatele” i jak „te wielkie żydowskie bogactwa iako y sami żydowie Koro­nie y skarbowi namniey niepożyteczńe”. Żydzi, którzy przy­szli do nas „gołotami”, założyli przed łaty kilkudziesięciu Aerarium, albo skarb, co zeznali sami starsi żydowscy. Skarb to już milionowy, gdyż wszyscy zamożniejsi Żydzi płacą do niego czwartą część swych dochodów. Nie chciał tego podatku płacić „Jeleń, który sklep trzymał w kamienicy u Pana Wężyka”, to też Żydzi nie chcieli go pogrzebać, póki rodzina szesnastu tysięcy skarbowi nie zapłaciła. Więc też Żydzi mają zawsze pieniądze na nagłą potrzebę, „abo dla okupienia zbrodni y niecnot swoich. „Co się zaś tycze pry­watnych bogactw”, to trudno znaleźć takiego „wielkiego pana chrześcijańskiego”, któryby im bogactwem dorównał. Tu wy­licza Miczyński bogatszych Żydów, a między nimi Mojzesza Pinkusa, który na Kazimierzu własnym sumptem dwie bó­żnice wystawił, oraz „srebrem, złotem i innemi potrzebami opatrzył”, a do tego „ulicę jedną tamże na Kazimierzu własnemi pieniędzmi zapłacił”. Niesłychane skarby w drogich kamieniach, perłach, dyamentach, łańcuchach, koronkach i t. d. znajdują się w domach żydowskich. Są tacy, co „wymiatają” mieszczanom, zbytki, choć zaiste „nie wielkie widzimy stroje”, ale za to u Żydów zbytków co niemiara. Chowają się z tem przed nami, oberwani po jarmarkach jeżdżą, w mieście cho­dzą „w bociech zwiotszałych11, ale w domu, w nocy, zwłaszcza w szabas jest u nich „strojno, bankietno”.. Opisuje Miczyński w jakich bachorzęta ich chodzą atłasach, sobolach, złotogłowach, adamaszkach, jak Żydówki obwieszają się klejnotami, jak niejedna ledwie je na sobie unieść może; bankiety ich i potrawy pełne „wymysłów”, a jakie przy nich muzyki, jakie srebrne i pozłociste misy i talerze! Dlatego też „iuż y przednieysze mieysca, w rynkach domy y kamie­nice poskupowali”, w Krakowie cały Kazimierz jest ich wła­snością, choć tylko część jego mieli wydzieloną.

Niby to ma być z nich pożytek przez to, że ponoszą ciężary koronne. Tymczasem inne państwa Żydów nie mają, a są bogatsze. Tu Miczyński powtarza argumenty, znane już Tam z „Żydowskich –okrucieństw”- Mojeckiego; zresztą nie bawi się „długim wywodem”, boć to rzecz jawna, że żydzi okruchy tylko ze swych bogactw skarbowi dają, a jak pi­jawki wysysając ludzi i do nędzy doprowadzając, tem samem i Koronę i skarb koronny ubożą. Nawet na najcięższą po­trzebę Rzeczypospolitej pieniędzy swych nie użyczą, jak to np. czynił dawniej Kraków, „gdy w swoiey klubie stał”. Od powinności wojennej wykpiwąją się małą kwotą, – czyby nie lepiej było wyprawiać ich kilkanaście tysięcy na potrzebę wojenną? „Są między nimi chłopi duży i niespracowani, zwłascza owi Ruscy, Wołyńscy, Podolscy, którzy aza nie widziemy, iako z szablą z łukiem ochotnie konie osiadaią, a gdy sie im Okażya poda, mężnie się stawią? A jeśli się do bitwy nie zgodzą, niechay kosze, wały i insze obroty koło obozu sypią, niechay, gdy do szturmu prziydzie, drabiny niosą”… Ale ponieważ to zdraycy, więc należałoby nad nimi postawić „Rotmistrze poruczniki y dziesiętnik] czuyne, mą­dre, ostrożne”. Z pogłównego ich „pożytek mały abo zgoła nic”, bo starają się zbyć niewielką sumą, tając swoją liczbę, choć się ogromnie mnożą, bo na wojnach nie giną, przed „powietrzem” uciekają i żenią się bardzo młodo. Przyjdzie pobór, to „szlachcic abo woyną służy, abo płaci; mieszczanin ciągnie się gdzie wziąć… da drugi złotych sto, ośmdziesiąt, pięćdziesiąt, trzydzieście, odiąwszy sobie od gęby abo z grzebieta; gbur ubogi na wsi ciężko pożywienia w ziemi szukając, nie ma czasem chleba za co kupić, płaci Pobor y inne podatki”, a od Żydów na pobór zaledwie od głowy po gro­szu albo dwa. przypadnie.

Żydzi nietylko są „wszystkiey Rzeczypospolitey” niepo- żyteczni, ale tak jej jak „y skarbowi Koronnemu szkodliwi” (art.-XIX). Szlachta sprzedaje ziemię, aby Żydom dawać na lichwę, kupcy z powodu konkurencyi żydowskiej handle opuszczają i grosz zebrany też na lichwę dają, co się obecnie z wielkim uszczerbkiem skarbu koronnego dzieje, gdy się „cła, myta, targowe y inne podatki odstrychnęły abo umnieyszyły”. Dalej okradają Żydzi skarb przez szwarcunek. Prawo kupczenia otrzymuje Żyd za worek pieprzu, a cudzoziemiec wielkie musi ponosić ciężary i zawsze się „iak na zbarażu czuie”. Żydzi wywożą dobre pieniądze, a fałszywe w obieg puszczają. Zresztą obejrzmy się: gdzie teraz w Polsce bo­gate miasta, gdzie zamożni kupcy, kramarze, rzemieślnicy? W Krakowie Żydzi „wszystkę niemal władzę mają” i mówią otwarcie mieszczanom: „Otrzymaliśmy sklepy wasze, otrzy­maliśmy wolność prowadzenia wszelakich handlów y kupiey, wkrótce kamienice y mieszkania wasze opanowawszy, bur­mistrzami u was będziemy“.

„W tak wielkich okrucieństwach, szalbierstwie, przewrotności y innych zbrodniach swoich maią (Żydzi) promotory y _obrońce swoie, podarkami y czarami zmamione“ (art. XX.) Tu wykazuje Miczyński, że źródłem tej obrony auri sacra fames, i przytacza obszerne ustępy z listu św. Ambrożego do cesarza Teodozyusza, promotora Żydów.

W artykule XXI mamy „zbicie obron Żydowskich, któremi się w swych niecnotach, przez swe patrony y forytarze bronią”. Jest to polemika, za przykładem Mojeckiego, z przy­wilejami, jakie Żydom nadawano; Miczyński traktuje jednak tę rzecz obszerniej. Przychylnym dla Żydów postanowieniem władzy kościelnej, przeciwstawia nieprzychylne. Przyzwala na to, aby „dla przyczyn, dla których’ ie Kościół cierpi”, nie kłaść na nich ciężarów, „ani nad nimi iakiey niezwyczayney surowości pokazować, gdy są posłuszni”, to jest gdy „Chrystowi nie bluźnią”, gdy „nic na wzgardę wiary ęhrześćiańskiey nie dopuszczaią“, gdy chrześcijan nie krzywdzą; ale gdy „to wszystko u nas inaczey sie znayduie, iako sie to pokazało, bez wątpienia żadney folgi niegodni”. Po polemice o morderstwa rytualne, Miczyński przytacza ostatnie dekrety Zygmunta III, ograniczające prawa Żydów, które jednak są tylko na papierze, bo złoto jedna im obrońców i „forytarzy”.

Na tem koniec artykułów, poczem jeszcze idzie Conclusio Paraenetica. „Po przeckę abo zgoła nic — woła Miczyński — Żydom prześmiardłym nie pozwalaycie, ani deferuycie”, i cytatami z Talmudu, z Marcina Polaka, Żywotów Skargi, Annałów kościelnych, Baroniusza i t. d. stwierdza ponownie, że Żydzi są zaciekłymi wrogami chrześcijaństwa. A może dla Korony są życzliwi? „Wilcza w nich pokora, lisia życzliwość”, czego nowy dowód dali świeżo, bo w roku 1609, przez napad na klasztor gnieźnieński, za co ośmnastu ich stracono. Zreasumowawszy wreszcie wszystkie przeciw Żydom zarzuty, Miczyński znowu wprowadza, „matkę Pol­skę” (właściwie w jej imieniu przez całą książkę przemawia). Więc zwraca się ona powtórnie do swych synów koronnych, gorąco ich wzywając do pohamowania Żydów i zepchnięcia ich na właściwe stanowisko. Co gdy się stanie, ujrzą ją, Matkę swoją, „taką jak przedtem była ab omni externo et interno decora, formosam et florentema sami zobaczą siebie

„w hoynym błogosławieństwie y łasce Pańskiey, w obfitości dóbr wszystkich, zupełności dobra pospolitego, miłości nierozerwanej, na cześć y chwałę tego, który was krwią swoią przeńaświętszą okupił i wolnymi uczynił”.

Tu koniec „Zwierciadła”. „Mandatum” Zygmunta III, zakazujące drukowania i sprzedawania tej książki, dowodzi wyraźnie, jak wielkie wywarła wrażenie. Czy rzeczywiście Miczyński wywołał swą książką „tumulty i napaście”, czy to jedynie był pozór do wydania mandatu, trudno dziś_sprawdzić1). Czacki twierdzi, że. „Zwierciadło” było przedmio­tem obrad sejmowych. „Dziennik sejmu 1618 r. (są jego słowa) okazuje, że jedni posłowie Mieżyńskiego (tak) aposto­łem prawdy, drudzy naruszyciełem – spokojności nazywali, a jeden był wyrzut, że te mniemane czary (którymi Żydzi robili sobie przyiaciół — nawias autora) były w zwodzących cnotę pieniądzach” (Rozprawa o Żydach 96), Niestety, nie mamy podstawy przyjmować za dobrą monetę słów Czackie­go, ponieważ dyaryusz sejmu 1618 r. nie jest znany. Mógł Czacki zarówno posiadać jego rękopis, jak puścić wodze własnej fantazyi, co tak często mu się wydarzało.

W każdym razie „Zwierciadło” jest ważnym dokumen­tem. Zapewne, że pełno w niem — jak już zauważyłem —- przesądów i naiwności, — nikt dziś nie nazwie rzucania ka­mieniami na Żydów „świętym i chwalebnym zwyczajem chłopiątek”, nikt dziś nie pochwaliłby polemiki, wyposażonej takiem bogactwem epitetów; ale nawet i p. Bałaban, autor Historyi Żydów krakowskich, przyznaje, że ta „zjadliwie żydożercza książka jest miejscami prawdziwa” 2).

Gdyby tylko połowa faktów i szczegółów (a opuściłem ich setki) była prawdziwa, już mielibyśmy bardzo ciekawy obraz stosunków polsko-żydowskich na przełomie XVI i XVII w.; już musielibyśmy przyznać, że nie bardzo mylił się Miczyń­ski, „widząc syny wolne u synów niewolnice w niewoli, a od nich wszystko dobro pospolite utrapione”.

Obraz ten, „piórkiem uczyniony”, tem więcej zajmuje, że „piórko” Miczyńskiego było „na schwał” jędrne i wprawne. Silne w argumentacyi, systematycznie i logicznie tezę rozwi­jało. Miało na swe usługi język czysty, obrazowy, pełen do-

1) Kroniki notują tumulty w latach 1620 i 1621, ale milczą o tu- mulcie roku 1618.

2) Bałaban: „Dzieje Żydów w Krakowie i na Kazimierzu”, str» 116. W innem miejscu tenże autor zaznacza, że Miczyński był „dobrze: poinformowany“ (str. 123).

sądnych zwrotów, jak przystało „nauk wyzwolonych mistrzowi y philosophiey w sławney Akademii krakowskiey doktorowi y profesorowi”.

„Zwierciadło” stało się też źródłem, z którego długo czerpali późniejsi antysemici polscy, zacząwszy od znanego nam już ks. Mateusza Bembusa, którego ustęp o Żydach w „Komecie” najwyraźniej powstał pod wpływem Miczyńskiego. Na „Zwierciadło” powoływali się zresztą nietylko polscy pisarze, bo często je nawet cytuje Joanicyusz Galatowski, prawosławny archimandryta czernichowski, w swem dziele: „Мессія Правдивый Ійсусъ Христосъ… Жидови не-вѣриому… показанный“ (Kijów, 1669).

http://gazetawarszawska.com/2013/01/10/ ... vii-w-v-2/


Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: K.Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVIIW

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Pn sty 14, 2013 2:45 pm

Kazimierz Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVII W. VI.

by KSC on 12/01/2013 in Historia, HOME, Judaizm i islam, Uncategorized


KAZIMIERZ BARTOSZEWICZ.



ANTYSEMITYZM

LITERATURZE POLSKIEJ XV-XVII W.



VI.



Nikt tak wiele o Żydach nie pisał,co Sebastyan Sleszkowski, lekarz i sekretarz Zygmunta III.

Urodzony w Wieluniu 1576 r., kształcił się w Akademii Krakowskiej i za granicą, otrzymał doktorat medycyny i filozofii, był profesorem wydziału lekarskiego w Krakowie, potem przeniósł się do Heilsbergu na stanowisko lekarza Szymona Rudnickiego, biskupa warmińskiego, po którego śmierci, nastąpionej w r. 1621, osiadł w Kaliszu, gdzie też i dokonał życia (7 maja 1648) i gdzie mu małżonka Agnieszka z Demianowiczów wystawiła pomnik, którego napis przechował. Starowolski w Monumenta Sarmatiae 1).

Sleszkowski pozostawił po sobie kilka dzieł lekarskich wysokiej na swe czasy wartości. Ludwik Gąsiorówski, hi­storyk sztuki lekarskiej w Polsce, pisze o nich obszernie i oddaje im wysokie pochwały. Nazywa Sleszkowskiego biegłym chirurgiem i uczonym lekarzem, gruntownie obezna­nym ze starożytnymi pisarzami. Jego „Praxis Phlebothomiae”

’) Kiedy Sleszkowski’ był „S. R. M. medicus et secretarias” (na­pis na pomniku)—dojść trudno. Może dopiero z Kalisza powołany zo­stał do boku królewskiego, a’po śmierci Zygmunta 111 powrócił do tego miasta. O tem, już w r. 1623 znajdował się w Kaliszu, mówi no­tatka z tego roku w księgach miejskich krakowskich: „P. Doktorowi Sleszkowskiemu z Kalisza posłano Contentatii Talarów 10 po flor. 2 i pół za dedicatią preservativi Xzianski, facit fl. 25″. Była to nauka morowem powietrzu. (Ambr. Grabowski Starożytne wiadomości « Krakowie 18S2, str. 22S.)

uważa za rozprawę napisaną „uczenie, pracowicie, dokładnie i z wielkim użytkiem dla zajmujących się chirurgią”—świad­czy ona, że chirurgia nie była zaniedbana w Polsce na po­czątku XVII w. Jego rozprawa „de febribus“ jeszcze dziś za­sługuje na czytanie — stała zupełnie na wysokości nauki 1).

Już w swojej broszurze „Vaticinia ex natura & moribus depromta de anno,_ MD CXIII aliisque sequentibus” wydanej w Krakowie w r. 1612, pisał Sleszkowski nieprzychylnie o Ży­dach w rozdziale De Judeis, Przytaczał znane już nam z „Li­stu Rabi Samuela” opowiadanie o Żydzie Teodozyuszu, dworzaninie cesarza Justyniana, wspominał o zamordowaniu dziecka chrześcijańskiego w r. 1494, o bezczeszczeniu Eucharystyi i t. d.2). Potem w dziele o truciznach (Medicorum Tetras operuni) ostrzegał Sleszkowski przed kupowaniem cze­gokolwiek u Żydów.

Ta niechęć Sleszkowskiego do Żydów przybrała formy bardzo ostre w obszernej książce, wydanej w ostatnim roku pobytu jego w Heilsbergu p. t. „Odkrycie zdrad, złośliwych ceremonii, taiemnych rad, praktyk szkodliwych Rzeczpospolitey y straszliwych zamysłów żydowskich. Także wytknienie niektórych pomocników żydowskich. Przytym Zdrowa Rada, iako zdradom, praktykom y przedsięwziętym zamysłom żydowskim, ieśli chcemy w cale bydź, przed czasem zabiegać mamy. Z siedmidziesiąt y ośmi nieomylnych autorów, y z sa­mego doświadczenia, krótko zebrane; a teraz nowo, na prze­strogę wszystkim stanom Królestwa Polskiego, z pilnością wydane. Auctore Sebastiano Slescovio, Doctore Illustrissimi Principis & Reverendissimi Domini, D. Simonis Rudnicki, Dei & Apostolicae sedis gratia Episcopii Varmien. Medico Physico. Cum Gratia & Privilegio S. R. M. & licentia su- periorum loci. Brunsbergae, in Officina Typographica Geor­gii Schonfels clc lcc XXI”.26arkuszy in 4-to.

Na odwrotnej stronie karty tytułowej znajdują się „herby przednich a głównych miast przesławney Korony Polskiey”

1) Gąsiorowski. Zbiór wiadomości do historyi sztuki lekarskiej W: Polsce. Poznań, 1853,

s) „Przepowiednie” (vaticinia) dzielą się na kilkanaście rozdzia­łów. Są między niemi de Turcis, de Scythis, de Muliertbus, nawet de Pseudopoeti3; i t. d. W rozdziale de Cracovia, gromiąc mieszkańców Kra­kowa, ostrzegał ich Sleszkowski, aby jak Judasz nie zaprzedali religii katolickiej i Chrystusa. (Cavete… ne cum Juda Iscariote Religionem Catholicarn, Christianam, atque adeo multo potius Christum ipsum, tri- ginta aureis Ministris sathanae divendatis, utque in manu peccatorura tradatis. Quod si feceretis, aqcipietis mercedem fratris vestri Judae).

poczem idzie na herby te „Hypostenimaticon”. Jest to utwór Teofila Ostroucha, „equitis poloni”, który napisał po 12 wier­szy rymowanych na herby Krakowa, Wilna, Lwowa, Pozna­nia, Warszawy, Lublina, Kalisza i Przemyśla, doszukując się związku między wyobrażeniami tych herbów a sprawą, ży­dowską. A więc „Orzeł Krakusowy”, ozdoba „murów”, trzyma czujną straż i niszczy te „bezecne sowy”, bo go nie uwodzą podarki żydowskie — za orła też „ostrożnością, zginą zdrady żydowskie z szkodliwą wolnością”. A więc „lwie czujny”, co strzeżesz Lwowa, powiedz, „co te plugawe Harpyie działaią pod twymi Mury, co się zdradami parają” — wprawdzie „umysł wysoki pogardza z takimi wieść wojnę bestiami aż nazbyt brzydkimi”, ale choć spojrzyj na nie, aby się przestraszyły i zaniechały sztuk swoich. Warszawa niedarmo w herbie nosi Syrenę, „pannę niezmazaną”, miecz srogi na „bezecne” wznoszącą-— panną ona jest rzeczywiście, al­bowiem

ani Judasz tam mieszka bezecny,

Ani Aryan ani inszy człowiek niecny.

Bodajże szczęśnie swego miecza dobywała

A plugawe żydowskie swaty odpędzała…

… Chwal się tym, cna Warszawo, żeś panną została

Nad insze, a żydowskie zdrady zrozumiała.

Po tych wierszach SleszkoWskl występuje z obszerną dedykacyą swej pracy „burmistrzom y panom radnym” miast wymienionych. Kraków jest dla niego stolicą Polski, Wilno stolicą Litwy, Warszawa stolicą księstwa mazowieckiego, Poznań „głową Wielkiej Polski”, Lwów stolicą księstwa ru­skiego, Kalisz „drugiem głównem y przedniem miastem” w Wielkopolsce, takiem samem Lublin w Małopolsce, a Prze­myśl w księstwie ruskiem.

W przedmowie wypowiada zdanie, że każdy człowiek, czujący się na siłach, powinien „wydawać na świat pisma swoje”, aby zostawić po sobie pamiątkę i potomnym przy­nieść pożytek. Więc też i ja — pisze — „zaraz iakom się iedno z cudzych krain, do którychem dla nabycia nauk wy­zwolonych, a osobliwie lekarskich, peregrinował, wrócił, abym czasu darmo nie trawił, ilekrociem był wolnym od nawiedza­nia chorych, abo im rady dawania, zwykłem się obracać do czytania, w którem zawszem sobie zwykł terminować, ilekroć czytając napadłem na co godnego pamięci, bądźby to nale­żało do nauki lekarskiey, bądź też do innych nauk”. Nie czynił tego, aby to wszystko miał zaraz „przez druk między ludzi, podać”, ale aby w starości mógł mieć ratunek pamięci” (jeżeli chodziło o rzeczy lekarskie) i „dla recreowania myśli spracowaney”. W ten sposób zebrał wiele notat „o wierut­nych niecnotach, y wielom ludziom dotąd niesłychanych zbro­dniach żydowskich”. A ponieważ słyszał, jak ogólnie na nie narzekają, ponieważ sam na własne oczy niecnoty te widział, przeto zebrany materyał porządnie ułożył” i dał „chędogim i czytelnym charakterem przepisać, aby miał po gotowiu, gdyby czego zażyć potrzeba”. Przyjaciele, przeglądając jego pracę, zachęcili go, aby ją „przez druk między łudzi na przestrogę podał“. Wzbraniał się, wymawiał, ale w końcu uległ, nie chcąc swego rozsądku przekładać „nad rozsądek wielu ludzi pobożnych, mądrych y uczonych”, którzy w wydaniu jego pracy „upatrzyli i naleźli pożytek Rzeczypospolitey”. Zresztą jeżeli komu, to medykowi o tej „chorobie” pisać należy i za­razem wskazać na nią lekarstwa. Na ten temat szeroko się rozwodzi, poczem objaśnia, iż dlatego dedykuje swą książkę burmistrzom i radnym, ponieważ mieszczanie najbliższą stycz­ność z Żydami mają, a przytem właśnie burmistrze i radni miast wymienionych są przykładem, jak należy czynić, aby swych obywateli „od tej jadowitej zarazy wybawić”. Mają wprawdzie i inne miasta „swoje uczone roztropne y mądre senatory”, ale Sleszkowski szukał takich senatorów, „którychby miasta nietylko przed inszymi wszystkimi pierwsze mieysce miały, ale którzyby sami nauką, mądrością, roztropnością i rządem inszych przechodzili” i którym wszyscy insi bez zazdrości „przodek chętliwie pozwalaią i przyznawaią”. Na przedmowie położył Sleszkowski datę: W Heilsbergu na Zamku dnia 2 Czerwca Roku 1621“.

Książka dzieli się na dwie części. W pierwszej autor „odkrywa zdrady, złośliwe ceremonie” i t. d. (co już sam ty­tuł wylicza), w drugiej podaje „zdrową radę”, co z Żydami czynić należy. Część pierwsza niewiele przynosi nowego po Miczyńskim. Mamy tu mniej więcej te same zarzuty, te same dowody, te same argumenty, ale nie tak systematycz­nie, nie tak jasno przedstawione. Jest za to więcej czczej ga­daniny.

Najszerzej traktuje, Sleszkowski sprawę lekarzy żydowskich. Nic dziwnego, czuł się tu bowiem kompetentnym. Ubolewał przeto, że Żydzi „na nieszczęście uczą się nauki lekar­skiej, w którey się tak biegłymi udaią, że ani Galenus, ani Hyppocrates nic nie ma mieć przed nimi”. Przez leczenie dwa cele osiągają: łupią swych pacyentów z majętności i ze zdrowia — jest to „subtelny” sposób zabijania chrześcijan, „bo ich o to urząd nie karze”. Dalej wprost oskarża Slesz­kowski lekarzy żydowskich, że trują chrześcijan, na co przy­tacza „przykłady”. Leczący się u Żydów gubią duszę, bo sprzeciwiają się prawom Bożym i kościelnym. Jest bulla Grzegorza XIII (1581), przypominająca postanowienia poprze­dnich papieży, zabraniające Żydom leczyć i grożące sądem Pań­skim chrześcijanom, porady ich szukającym. Bullę tę „potwierdzającą” podaje Sleszkowski w dosłownym przekładzie. Następnie polemizuje z tymi, co przytaczają „racye” w obro­nie leczenia się u Żydów. Lekarz powinien chorego miłować, a jakże ma miłować chrześcijanina ten, co go nienawidzi? Zdarza się wprawdzie, choć bardzo rzadko, że Żyd z cho­roby wyprowadzi, ale albo jest to wola Pana Boga, albo też interes Żyda, który usiłuje uleczyć kogoś, „co mu go niebez­pieczno zabić, boćby inaczey potym żadnego pacyenta do sie­bie nie przyłudził, aby ich dziesiąci tym sposobem do siebie przywabiwszy, mógł z świata zgładzić”.

Mówiąc o „faworach”, w jakich Żydzi są u wielkich pa­nów, przytacza z własnego doświadczenia: „Jeśli się kto rze­czom przypatruie, niechay y mnie wierzy, którym to oczyma swymi nie raz widział, że częstokroć chrześcianie, ludzie go­dni y zacni, Szlachta y Kapłani y Zakonnicy, stali długo przedpokojem Panów niektórych w Krakowie, którzy maią kamienice swoie w rynku zwłaszcza przeciw Ratuszowi, — opowiedziano ich (anonsowano), a przecie Jego Miłość abo dissimulował iakoby o nich stojących y czekaiących przed progiem swoim nie wiedział, abo, ieśli inaczey nie mogło bydź, kazał powiedzieć, że Jego Miłość ieszcze śpi; a, tym­czasem widziałem, gdy przeklęty y bezecny żyd śmierdziuch przyszedł przed pokóy, zaraz wszedł do łożnice Jego Miłości, nawet nikomu się nie opowiadając”.

Potępiwszy za swymi poprzednikami tych, którzy Żydom wypuszczają sklepy, oddają w arendę cła, karczmy i młyny, wspomina jeszcze Sleszkowski o tem, że Żydzi dzierżawili huty i kuźnice. Mówiąc o szynkowaniu przez nich gorzałką, zaręcza, że ją zaprawiają uryną i ekskrementami.

Przytacza też dosłownie znaleziony przez siebie w bibliotece heilsberskiej wiersz Dantyszka: Carmen de Judaets. Quid sił gens Judaica et eius epitheta 1).

1) Wzmianka o tym wiferszu jest wyżej na str. 14.

Poza tem, powtarzam, pierwsza część „ Odkrycia zdrad” jest, z małymi wyjątkami, parafrazą tego, co podał Miczyński. Słabą jej stroną jest i brak cytat — wprawdzie Sleszkowski podaje „Elenchus auctorum”, z których korzystał, ale w tek­ście samym nader rzadko na nich się powołuje..

Początek drugiej części też jest powtórzeniem faktów i argumentów, przez poprzedników Sleszkowskiego wyzyska­nych. Dopiero później staje się oryginalny, kiedy przedsta­wia projekt, jak urządzić Żydów. Najlepiej, prosta rzecz, by­łoby ich wygubić lub wygnać, ale kiedy już „ślepota na oczy nasze padła… i iuż tak z nami osiedzieć y ostać maią”, przeto, ponieważ prawem przyrodzonem boskiem i ludzkiem są wiecznymi całego świata i chrześcijaństwa niewolnikami, „czyń­myż to, co każdy pan i szlachcic z poddanymi y niewolnikami swymi czynić zwykł”.

Naprzód należy ich spisać, potem rozdzielić na tyle części, aby z każdej stworzyć „osadę iedney wsi dobrey”.- Bogatym dać wolność póki się nie pobuduią biedniejszym zaś na lat kilkanaście, tak aby..się pomału zupełnie zrównali. Ale każda taka wieś żydowska powinna być znacznie odda­lona od drugiej. Pod względem prawnym należy ich zró­wnać z chłopami. W każdej wsi powinien stanąć kościół, „aby się wprawowali w.cnoty chrześciańskie y bogoboyność”. W każdej wsi też ma być szkoła pod zawiadowaniem ple­bana, „żeby się ich potomstwo y dzieci uczyli łaciny, bowiem nie ma im bydź wolno, po żydowsku ani czytać uczyć dzieci swoich, ani księgi żadney żydowskiey abo niemieckiej mieć”. Ziemi i pustek jest w Polsce dosyć, a więc zaludnienie ich Żydami będzie nawet pod względem gospodarczym poży­teczne. Gdyby którzy z nich nie chcieli się zgodzić na opu­szczenie miast, to takich należy wygnać, nie pozwalając im jednak wywozić z sobą pieniędzy. Rabinów na gruntach Sleszkowski osadzać nie radzi — trzeba ich wypędzić, lub „w wiecznym więzieniu trzymać”.

Tak osadziwszy Żydów na roli, Sleszkowski „suggeruje” ustawy, któreminależałoby ich ująć w kluby. Nie chce czy­nić im „żadnej krzywdy”, jedynie radzi wprowadzić to, co już nieraz ojcowie święci, pasterze najwyżsi, monarchowie, sena­torowie i t. d. na różnych miejscach uradzili.

A więc pierwszy paragraf tych „ustaw” zakazywałby Żydom bluźnierstwa, ku czemu należałoby popalić wszystkie ich księgi i Talmud, bo bez tego „nic nie opuszczą z niena­wiści”.

Po drugie, czyniąc wyjątek dla starszych Żydów, młod­szym trzeba nakazać, aby czytali księgi Nowego Zakonu po łacinie.

Po trzecie: „niechay słuchaią kazania w każdą Niedzielę y Święto w Kościelech Chrześciańskich”. W soboty, dopóki z miast nie ustąpią, trzeba ich sprowadzać do kościołów, aby o sabbacie nie myśleli i aby słuchali kazań, wyłącznie poświęconych tak wykazywaniu, że Mesyasz przyszedł, jak wykładowi pisma świętego i porównywaniu Starego Zakonu z nowym.

To przepis czwarty, a piąty ma zakazać Żydom wszel­kiego handlu. Niech się uczą rolnictwa, ogrodownictwa i tem na życie zarabiają (punkt szósty); również niech się kształcą na rzemieślników, z pominięciem drukarstwa, złotnictwą i tym podobnych rzemiosł, które mają być wyraźnie określone (punkt siódmy). Bóżnice porozbierać i porozwalać, zosta­wiwszy tylko te, któreby chcieli na kościoły przerobić (punkt: ósmy). Księgi ich, prócz Starego Zakonu, popalić, a pod utraceniem gardła i majętności zabronić im uczenia się języka, żydowskiego i niemieckiego; nakazać natomiast, aby Się po­społu z naszą młodzieżą uczyli pisma i języka łacińskiego i polskiego (punkt dziewiąty). Rabinom nie pozwolić na ka­zania na żadnem miejscu, a ponieważ, wypędzając ich z kraju, „zarazilibyśmy” sąsiadów bluźniercami, złodziejami, zbójcami, przeto najlepiej, jak to już wyżej powiedziano, trzymać ich do śmierci w więzieniu, „dawszy się im szczupło żywić z ichże własnego zbioru” (punkt dziesiąty;. Bogatym Żydom, chcą­cym wynieść się z Polski, należy na drogę dać tyle co po­trzeba, a resztę ich majątku obrócić na potrzeby wojenne Rzeczypospolitej,—choć wypuszczenie ich jest rzeczą niebezpieczną, bo przeniosą się do Turcyi, gdzie tajemnice koronne zdradzać będą (punkt jedenasty).

Dalej (a wszystkich punktów, czyli propozycyi, jest aż 31) każe Sleszkowski Żydom, osadzonym na roli, pozabierać, drogie i kosztowne szaty, lichwą wydarte — „niechaj chodzą w guniach y kurpiach jako na chłopa przynależy”. Z nastę­pnego ustępu dowiadujemy się, iż Żydzi, a zwłaszcza lekarze żydowscy, chodzili publicznie w szatach kapłanów chrześcijanskich — Sleszkowski proponuje, aby złapany na tym despekcie tysiąc czerwonych złotych zapłacił, za drugim już razem gardło pod miecz podał. Nim przyjmą chrzest, powinni Żydzi chodzić w żółtych czapkach, stosownie do statutu Zygmunta I (1538), kara jednak za uchylanie się od tego przepisu ma być podwyższona z jednego złotego do czterech czerwonych złotych. Powinna być też silnie strzeżona usta­wa, zabraniająca Żydom trzymać służbę chrześcijańską. Gdyby który Żyd dopuścił się wszeteczeństwa z chrześcijanka, ma zapłacić 500 dukatów i ponosić karę dwuletniego” więzienia (tak postanowił senat wenecki} ubogich ma się karać za przykładem Pragi (dzika i wstrętna egzekucya, o której pełno szczegółów w ówczesnych kronikach; wspomina o niej również Achacy Kmita w swoim Sendbriefie). Gdyby Żydzi ochrzczo­nego Żyda schwycili i zamęczyli, ma dziesięciu „starszych” uledz ćwiertowaniu, a przedniejsi krewni odniosą „małą karę”, bo tylko dadzą gardło. Gdyby który przechrzta na nowo do żydowskiej wiary powrócił, ma być bez żadnej folgi ze świata zgładzony”. Za zabicie dziecka chrześcijań­skiego „starsi” śmierć poniosą, a wszyscy Żydzi zostaną wygnani z miasta i dobra ich skonfiskowane będą. Ten punkt skłania Sleszkowskiego do dość obszernego przedstawienia sprawy dzieciobójstw rytualnych, do przytoczenia starych i nowych „przykładów” oraz do przywiedzenia w całości znanego nam już z Hubickiego procesu lubelskiego z r. 1598. (W tekście Sleszkowskiego są drobne uzupełnienia i różnice.) Nowy natomiast jest list o przebiegu tego procesu, pisany przez „jedną zacną osobę” do kardynała Andrzeja Batorego, biskupa warmińskiego. List ten wyjął Sleszkowski z dyaryusza rękopiśmiennego Tomasza Tretera, kustosza i kano­nika warmińskiego. Interesujący jest w tym liście szcze­gół, że Żydzi przedstawili niektórym deputatom bullę papie­ską, oczyszczającą Żydów z zarzutu używania krwi chrze­ścijańskiej. Sleszkowski dowodzi, że bulla ta była fałszywa.

Następnie przechodzi Sleszkowski do „krzyżowania Chrystusa Pana przez Żydów w najświętszym Sakramencie”. Oprócz rzeczy i argumentów już nam znanych, mamy tu znowu wyjątek z dyaryusza Tretera, a mianowicie list Szy­mona Płochowskiego S. J. do Andrzeja Lauterbącha S. J, o zbezczeszczeniu Sakramentu przez Żydów w „Połtowsku”. (Połtóvia).

Po tym dłuższym ustępie powraca znowu Sleszkowski do sprawy służby chrześcijańskiej u Żydów. Zapewnia, że wielka liczba niewiast i rzemieślników służy Żydom. I we dnie i w nocy „naydzie tam dosyć drukarczyków, o czym ia wiem y znam niektórych, naydzie złotników, kuśnierczyków… Nie chce się zdraycom samym robić: pies Żyd do ro­boty: nie nauczył się z młodości iedno szalbierzować“… Więc radzi powrócić do surowości ustaw kościelnych, bo właśnie nie co innego, lecz obcowanie chrześcian z Żydami ułatwia im wydostanie Sakramentów i uprowadzanie dzieci chrześci­jańskich.

Nie przestrzeganą jest również ustawa synodu gnieźnieńskiego, nakazującą Żydom chować się podczas procesyi i w chwili, gdy kapłan idzie do chorego z Najśw. Sakramen­tem. Ale niestety, Żydzi, zwłaszcza w małych miasteczkach, „mieszkają pospołu z Chrzescijany”, nawet na rynkach domy posiadają. Więc niech natychmiast je sprzedadzą albo się pochrzczą, gdyż w przeciwnym razie domy z wszystkiem co się w nich znajduje skonfiskowane być powinny.

A gdy już Żydzi wiarę chrześcijańską przyjmą, możnaby niektórych, niesposobnych do roli, zostawić w miastach, odebrawszy od nich przysięgę, że będą posłuszni „senato­rom”. Wszelako za nic w świecie nie należy ich pozosta­wiać na „starym miejscu”, a to dlatego, aby „ich radix y mie­szkanie było wykorzenione y żeby się odmiana stała tak w mieszkaniu iak y w wierze”. Tymczasem od razu należy od nich ściągać takie podatki, jakie ponoszą mieszczanie, gdyż obecnie wykpiwają się poglównem, choć najprzedniejsze i największe, wbrew prawu, handle prowadzą. A nim wiarę chrześcijańską przyjmą, nie mają się „włóczyć od domu do domu cbrześciańskiego, iakoby co kupić, abo przedać chcieli, dlatego aby nie wypatrowali y szpiegowali co czynimy, co mówimy,” albo czego z domu nie” „wymknęli”. Lichwy natychmiast należy zakazać—zastawy niech oddadzą, choćby „iścizny” nie wzięli. Nie będzie w tem nic nowego, bo tak papież Klemens, jak cesarz Wacław, nakazali swego czasu Żydom, aby wszystkie fanty pozwracali. Toż samo, we­dług interpretacyi Sleszkowskiego, postanowił synod gnieźnień­ski. Sleszkowski sam widział w Krakowie, jak ludzie ubodzy, „zwłaszcza gdy święta które wielkie zachodziły, a niewiele na nie na strawę zarobili”, zastawiali u Żydów „fanciki ubo­gie” i płacili „od iednego złotego na tydzień ieden po gro­szu”. Niestety, i chrześcijanie od Żydów się zarazili i lichwę uprawiają. Przed dziesięciu laty pewien szlachcic z ziemi krakowskiej pożyczył i sąsiadowi czterysta złotych, biorąc z góry za rok sto złotych procentu…

Ceł, myt, karczem i t. d’ nie należy Żydom wydzierżawiać, póki wiary św. nie przyjmą. Lekarzom żydowskim ma być zakazane leczenie chrześcijan, „iako tego szeroko y do­wodnie cały Rozdział 14 uczy”. Do czasu ochrzczenia się nie będzie wolno przedawać Żydom „żadney rzeczy, do iedzenia iako y picia należącey, dlatego, że zwykli w takich rzeczach chrześcianom takie trucizny zadawać, ktoreby ich nie znagła dla podejrzenia żydowskiego, ale zlekka y za cza­sem umorzyły”. Powołuje się znowu Sleszkowski na synod gnieźnieński, który pod klątwą, zakazał artykuły spożywcze od Żydów nabywać. On sam dziękuje Bogu, że nie umarł, gdy niewiadom tej klątwy, „bawiąc się w młodych leciech na naukach przy zacney Akademiey krakowskiey, pił kilka razów na Kazimierzu miód, czasem też gorzałkę”. Widocznie młoda natura była jeszcze mocniejsza, ale teraz nie ważyłby się na coś podobnego, bo „mógłby który zdrajca przyrodzenie moie, iuż teraz niźli na on czas słabsze, przesadzić trucizną”.

Na tem Się kończą proponowane przez Sleszkowskiego ustawy. „Czegoby do tych Ustaw niedostawało, latwie mą­dry Urząd Chrzęściański będzie mógł supplere”.

Po ustawach daje Sleszkowski „Napomnienie”, to jest rodzaj reasumpcyi swoich wywodów, powtarzając w skróce­niu wszystkie zarzuty, Żydom czynione. Prócz „Napomnie­nia” jest jeszcze i „Protestatio Autoris“, w której wszystko, co napisał, „podaje pod rozsądek S. Kościoła Powszechnego, i Apostolskiego”, a gdyby coś w jego księdze było niezgodne z nauką Kościoła, „to wszystko chce aby było miano za niepowiedziane, nienapisane y niewydane”. Wreszcie kończą książkę dwa wiersze do autora i do czytelnika pióra tego samego Gabryela Teofila Ostroucha, szlachcica polskiego, który napisał znany nam „Hypostematicon na herby przed­nich a głównych miast Korony Polskiey”.

Pan Gabryel twierdzi, że i drudzy już o zdradach -żydowskich pisali, a ich „nie słuchano, iedno śmiechem, a drugie żartami zbywano”. Toż samo prorokował on z początku i pracy Sleszkowskiego, aby gdy ujrzał, jak „dorastała”, zmie­nił swoje zdanie. Mówił więc, a teraz piórem powtarza au­torowi:



Nie naydzie takiego,

Któryby śmiał tak wiele odważyć swoiego

Kosztu, prace y zdrowia, iakoś wiele ważył,

Abyś Ojczyznę z błędów żydowskich wyważył,

…………………………………………….

A gdym na twe dowody, uczony doktorze,

Poyrzał, obaczyłem, że Żydzi w ciasnym worze.

……………………………………

Niegodni byli tego zaiste Żydowie

By pracowali dla nich tacy Doktorowie,

Ale Ojczyzna godna boday wdzięczną była,

Tymciby się po Bogu praca nagrodziła.



Również w Brunsbergu wydał Sleszkowski w r. 1622 dziełko: „Dostateczna Genealogią Żydowska a zatym y przednieysze Ustawy Talmudu Żydowskiego, którymi iako własna, nauką ichże samych Rabinów starszych, iaśnie dowodzimy, że to wszystko, cokolwiek o niewypowiedzianych złościach y niezliczonych zbrodniach żydowskich z dawna piszą prawda iest nieomylna; wszytkie się bowiem te niecnoty Żydowskie w tych ich ustawach obficie znayduią. Tak samym Żydom iako y wszytkim niewiernikom, pomocnikom Żydowskim y Żydo-Chrześcianom, na poznanie z nich zatwardzenia y śle­poty swey serdeczney bardzo potrzebne y pożyteczne. Z sze­ściuset y trzynastu Ustaw Talmudu żydowskiego (tyle ich bowiem w nich maią) krótko zebrane, a teraz nowe z obiaśnieniem ich sensu dostatecznym a prawdziwym wydane, Auctore Sebastiano Słescouio Doctore Physico, Brunsbergae Georgius Schonfels 1622”, in 4-to, 185 str. oprócz trzynastu kart początkowych i dwóch końcowych.

Tytuł ten, nie podany dotychczas w całości w żadnej bibliografii, przytaczam z notat Estreichera (rękopis). Siar- czyński (Obraz II 195) nazywa Genealogię „jeszcze większą, a złośliwszą ramotą” (niż „Odkrycie zdrad”), co zwyczajem swoim za panią matką powtarza Sobieszcząński, przepisujący żywcem Siarczyńskiego. Prócz tego dodaje od siebie, czy też znowu kogoś przepisuje, że utwór ten „więcej autora ni­żeli Żydów upodla”1).

Słuszności lub niewłaściwości tej oceny stwierdzić nie mogłem, gdyż nie znalazłem „Genealogii” w żadnej z dostę­pnych mi bibliotek publicznych.

W r. 1623 wydał Sleszkowski dwie broszury. Pierwsza z nich: „Metodyczna nauka o ustrzeżeniu się y leczeniu mo­rowego powietrza, także gorączkach jadowitych przymiotnych z petociami”, wyszła w Kaliszu. O niejto wspomina przy­toczona powyżej notatka z ksiąg radzieckich krakowskich.

1) Encyklopedia wielka Orgelbranda tom XXIII, str. 584. Źe So- bieszczański nie widział na oczy Genealogii, to nie ulega wątpliwości, ale bodaj czy i Siarczyński miał Ją w ręku, boć podałby przecie dokładniej­szy tytuł niż „Genealogia Żydów’1; zdaje się, że wiadomość o tem dziełku powziął z „Odkrycia zdrad”.

Jan Lerńet, autor „Rozprawy o morze”, drukowanej w Rocznikach Tow. kr. nauk, warsz. Przyjaciół Nauk, zaznacza, że Sleszkowski między przyczynami morowego powietrza „mie­ści karę Bożą za protekeye przez Szlachtę i Magistraty Ży­dom dawane dopuszczoną”.1).

Tytuł drugiej broszury: „Jasne dowody o doktorach żydowskich, że nietylko duszę ale y ciało swoje w niebezpieczeństwo zginienia wiecznego wdaią, którzy Żydów, Tatarów y innych niewiernych przeciwko zakazaniu Kościoła świętego Powszechnego za Lekarzów używają, abo radą, perswazyą, zaleceniem, promocją, abo jakimkolwiek innym sposobem do tego powodem są, aby ich drudzy używali” 2).

„Poziome to dzieło” (wyrażenie Czackiego) wyszło prawdopodobnie również w Kaliszu (na tytule brak miejsca druku). Na 12 kartkach in 4-to rozprowadza Sleszkowski sze­rzej to samo, co już o doktorach Żydach napisał w „Odkryciu zdrad”. Tylko poglądy jego miał uzupełnić jakiś „kapłan pobożny, zakonnik”, który, zrewidowawszy jego „scripta”, do­starczył mu „dowodów”. Dowodów tych, właściwie argumen­tów, podaje Sleszkowski trzynaście na wykazanie, żę kto się udaje do tych „Belzebubów”, ten nietylko ciało, ale i duszę. Na niebezpieczeństwo naraża. Jeżeli Talmud nakazuje Żydom, aby nic dobrego chrześcijanom nie czynili, to już to samo dowodzi, że lekarz Żyd, choćby chciał, nie może chrze­ścijan „z choroby dźwigać”. Tego jeszcze Sleszkowski mniejby się lękał, ale druga ustawa nakazuje Żydom wprost chrze­ścijan zabijać. Skąd lekarze żydowscy mają posiąść wiedzę lekarską, kiedy prawa kościelne zabraniają Żydom uczęszczać do Akademii, nie mogą więc być i promowani, a jeżeli to się dzieje, to „tylko przez Breve albo Bulle, bez egzaminu…, do którey iednak promocyey rzadko kiedy któremu przyść się trafia”. Jest to rodzaj promowania się „napodleyszy, na nic niepotrzebny. Bowiem kogo per Breve abo Bullam promowuią, nie może mieć mieisca ani w Akademiey żadney, ani w Collegiach medyków praktykujących, nawet z miast porządnych takich wypędzaią iako nie examinowanych, ani od Akademiey approbowanych”. Zbijając „racye” tych, którzy lekarzy żydowskich bronią, prócz przytoczenia argumentów podanych w „Odkryciu zdrad”, żartuje sobie Sleszkowski

1) Rocznik, t. XI, str .13.

. 2) Tytuł z edycji 1649 r. Janocki przytacza tytuł pierwszej edy- cyi z małą odmianą.

z wierzących w ich wiedzę na podstawie tego, że „pięknie diszkuruią”. Jeżeli kiedy „białogłowa sześć słów po łacinie rzecze”, to wszyscy na nią „oczy obracają”, bo to jej się „nie należy”—natomiast jeżeli uczony orator przemawia, to mało kto go słucha, bo „wszyscy wiedzą, że mu to należy”. Tak też kiedy lekarz żydowski „diszcuruie lub po łacinie trochę mówi”, wszyscy się dziwują, jak i owej białogłowie.

„Przykładów” trucia, czarowania i t. d: przytacza oczywiście Sleszkowski więcej w „Jasnych dowodach”, niż w „Odkryciu zdrad”. Podaje również bullę. Grzegorza XIII, wspo­mina, że synod prow, gnieźnieński zabronił pod klątwą uda­wania się do lekarzy żydowskich, a papież Leon gardłem za to karać rozkazał. Ciekawy jest szczegół, że „z katedry w większych miastach” (między temi w Kaliszu) owe zakazy kapłani wiernym przypominali. Potwierdza też Sleszkowski znany już nam z „Odkrycia” fakt, że lekarze żydowscy wdzie­wali szaty kapłańskie; ubierali się w sutannę, kołpak, koł­nierz, a nawet „zdobywali się na naypięknieysze płaszcze y palendry, które tylko chrześcianom służą“. Powołuje się też Sleszkowski na poprzednie swoje prace: „Jakeś to lepiey zrozumiał indzie z Genealogji żydowskiey y z drugiey księgi przedtym wydaney”.

Lekarzom żydowskim nie dał Sleszkowski i dalej spokoju; W r. 1630 wydał broszurę: „Ad Illustrissimum Dotninum Joannem Jastrzembecium Baranoyscium, Palatinum Siradiensem de fugiendis medicis atque Chirurgis Judaeis epistolarum pentas” 1). Do drugiego i trzeciego wydania bro­szury o morowem powietrzu (tytuł wyżej) dodał, jak mówi Bentkowski (II, 451), „radę przeciw lekarzom i chirurgom ży­dowskim”, która to rada była osobno wydana w r. 1623 i 1649. Już tę dwie daty wyraźnie wskazują, że tu mowa o „Jasnych dowodach”, co stwierdzają stanowczo notaty Estreichera, w których znalazłem pełny tytuł późniejszych wydań rozprawy o morowem powietrzu. Druga część tego tytułu brzmi: „Do czego iako przeciwko drugiemu iadowi, na który też ludzi wiele ginie, przydane są jasne dowody o dok­torach żydowskich, że nietylko duszę”… i t. d. (jak wyżej).

Wszystkie te antysemickie- elukubracye Sleszkowskiego cieszyły się niemałem powodzeniem. „Odkrycie zdrad” w ciągu trzech lat ukazało się w trzech wydaniach; „Jasne dowo­dy” przedrukowywano nawet po. śmierci autora.

Janociana, II, 261.

Powodzenie to całkiem niezasłużone. Wytłumaczyć je można chyba jedynie niechęcią do Żydów. Pomijając to naiyet, że zaciekłość wyprowadza Sleszkowskiego z równowagi, co już samo obniżałoby wartość jego rozpraw, nie posiadał on ani talentu literackiego, ani daru obserwacyi, jakim rozporzą­dzał Miczyński. Stąd też pisma jego mogą służyć jedynie jako dokument psychiki pewnej części społeczeństwa, wówczas kiedy Miczyński jest poważnem źródłem tak do historyi Ży­dów w Polsce, jak i do historyi obyczajów.

Nie można też nazwać szczęśliwym pomysłu Sleszkow­skiego, aby Żydów zamienić na ludność, rolniczą. Sam on czuł niebezpieczeństwo tego projektu, kiedy go obwarowywał różnemi zastrzeżeniami. Nie pomógłby z pewnością taki śro­dek brutalny jak chrzest przymusowy. Nietolerancya ta, nie­zgodna z duchem naszego narodu, wydałaby wprost opłakane skutki, gdyby przypuścić, że Żydzi ulegliby sile. Z pewno­ścią przechowaliby w głębi duszy swe wierzenia i swą etykę, a tylko pogłębiłaby się ich nienawiść do rdzennej ludności. Niebezpieczni ekonomicznie, staliby się niebezpiecznymi poli­tycznie. Zaludnienie nimi pustek, dobre na oko pod wzglę­dem gospodarczym, wytworzyłoby jednak z czasem nową zwartą ludność, tchnącą wrogim separatyzmem i podatną wszelkim obcym wpływom.

Uczony lekarz poznał, się na chorobie, ale chciał ją le­czyć gwałtownymi, niebezpiecznymi dla całego organizmu środkami.

____________

Koniec cz. szóstej.

http://gazetawarszawska.com/2013/01/12/ ... xvii-w-vi/


Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: K.Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVIIW

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Cz sty 17, 2013 10:29 am

Kazimierz Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVII W. VII/ ostatnia.

by KSC on 14/01/2013 in Historia, HOME, Judaizm i islam


KAZIMIERZ BARTOSZEWICZ.



ANTYSEMITYZM

LITERATURZE POLSKIEJ XV-XVII W.



VII.



Miczyński i Sleszkowski nie byli na początku w. XVII jedynymi profesorami „sławnej Akademiey Krakowskiey”, którzy zapisali swe imię w dziejach polskiego antysemityzmu. Prócz nich było dwóch jeszcze, i to nie bjde jakich. Imiona ich do dziś dnia głośne są w nauce i literaturze. O astrono­mie Miczyńskim możebyśmy nic nie wiedzieli, gdyby nie jego obszerny referat o Żydach; ze Sleszkowskim, poza jego bro­szurami antysemickiemi, spotka się zaledwie badacz nauki lekarskiej w Polsce. Ale ci dwaj, o których teraz będzie mowa, to bodaj czy nie ostatnie wielkie światła Almae Matris w pierwszych chwilach upadku jej świetności. Każdy szkic dziejów nauki w Polsce a nawet podręcznik literatury nie zapomni o znakomitym przyrodniku polskim, Szymonie Syreńskim (Syreniuszu) i o jednym z najdawniejszych naszych filozofów, Sebastyanie Petrycym.

Trwałą sławę zapewnił Syreniuszowi jego olbrzymi „Zielnik”, dzieło botaniczno-Lekarskie, niesłychanie ważne, zwłaszcza przez opracowanie flory polskięj. Druk Zielnika, rozpoczęty za życia autora, ukończył po jego śmierci (1611 r.) Gabryel Joanicy, medyk i profesor Akademji, w znacznej czę­ści kosztem Anny, królewny szwedzkiej (córki Katarzyny Ja­giellonki) która osiadła w Polsce przy swym bracie, Zyg­muncie III.

Na stronicy 1536 Zielnika, do którego, nawiasem mó­wiąc, zgrabny wiersz wstępny napisał znany nam Jan Achacy Kmita, znajdujemy niespodzianie ustęp, nie mający nic wspól­nego z treścią dzieła, a zatytułowany:

„O Z y d z i e c h rzecz k r o t k a, o srogim okrucieństwie niewiernych Żydów, którym sie na dziatkach Chrześciańskich, z dawnego y wściekłego postanowienia, co rok pastwią, świadectwa, z poważnych y wiary godnych pisarzów, przez D. Symona Syrenskięgo, Medyka Krakowskiego, zebrane”.

„Iż złośliwi Żydowie — pisze Syreniusz — dziatki niewinne Chrześcianskie, z dawnego y okrutnego postanowienia co rok zabiiaią y haniebnie morduią: także na co tey niewinney krwie używaią, świadectwo tak dawnych iako y młod­szych Historików nas upewnia”. Przytacza więc szczegóły po większey części zużytkowane już przez poprzedników. Po­tem ostro występuje przeciw „wielkim panom polskim” za obronę Żydów i utrzymywanie z nimi stosunków (myta, kupiectwa, arendy), dalej przechodzi do praw żydowskich i za Mojeckim pisze o „Asswerusie naszym polskim”, Kazimierzu Wielkim, który wolał Hesterkę niż uczciwą małżonkę Adleidę i za „tej mistrzyniey pochlebstwy” wydał „przeklęte prawa” pod imieniem Bolesława, „których dziury łacno wszędzie obaczyć”. Przytoczywszy znane już nam zarzuty prawom Bolesławowym, powraca Syreniusz na nowo do sprawy morderstw rytualnych.

„Krwie pożywać – pisze — iż Żydom zakazano wiemy: y nie trzymamy tak, żeby Żydowie mieli krwie człowieczey w jedzeniu albo piciu używać: ale to powiedamy, że krew dzieci chrześciańskich na swoie lekarstwa (albo raczey czary y zabobony) zwierzchu przykładają: y podobno ie Panom za­daią, aby sobie łaskę temi czarami ich pokupili: iako tego z ich wyznania na mękach uczynionego dochodzimy. Kto to, iest czemu Pan, kiedy, który sie w Żydy wda, trudno sie od nich wyplątać może. Aleć tey obrony marność ledwie minęło lat 50, popełnieniem tegoż okrucieństwa. y łotrostwa wydała sie“, Tu przytacza wziętą z Długosza, wiadomość o tumultach przeciw Żydom, które wywołał w Krakowie kaznodzieja Budek, oskarżając Żydów o dzieciobójstwo (1407 r.). „Tegoż okrucieństwa Żyd Brodawka, mytnik w Litwie, ważył sie: iako mi to Urodzony Jego M. Pan Sebestian Ligęza, Podstoli Sedomierski powiedał, y dla tego do Polskiey korony, odbieżawszy wszytkich majętności, uciekł”.

Następnie, po nowej wycieczce przeciw „panom”, przy­tacza Syreniusz list św. Ambrożego do cesarza Teodozyusza, pisany, z powodu, że cesarz ten kazał ukarać tych, co pod­palili bóżnicę żydowską. Święty Ambroży karcił za to mo­narchę, bo „jakoż nas będzie mógł Chrystus ratować, którzy za Żydami przeciwko Chrystusowi woynę wiedziemy”. Święty Ambroży w innem miejscu kazał się „nietylko spółków ale y rozmow z Żydy chronić”, bo „takie rozmowy to wielkie pomazanie”. Żydzi sztuką wkradają się do domów, „wycho­dzą na ratusze, uszom sędziów y urzędom pokoiu nie daią, a tym więcey mogą im są niewstydliwszy“…

Do uwag Syreniusza, które Gabryel Joannicy zamyka słowy; „To poty Syrenius y dobrze””, dodał jeszcze sam wy­dawca kilka przykładów znęcania się Żydów nad Najśw. Sa­kramentem, oraz morderstw żydowskich na dzieciach, w Polsce popełnionych.

„Ale tak są nieszczęśliwi (?) Żydzi, — kończy Joannicy swe uwagi — żeby nagorzey uczynili, tedy z nich sprawie­dliwość być nie może: choć dają to temu to owemu, a ono przecie wszystko sie im sucho odrze. U Pana Boga każdy grzech odniesie karanie: dla tego też o niekarność żydowską y nam sie Chrześcianom dostawa. O tym teraz dosyć. Za­pisał sie próżny papier”.

Jeszcze przed Syreniuszem, bo już w roku 1605, wypo­wiedział swe. zdanie o Żydach Śebastyan Petrycy. Postać to ze wszech miar zajmująca, wyjątkowa. Uczony lekarz, pierw­szy w Europie „w wielkim stylu hygienista”, jeden z pierw­szych pionierów na polu fizycznego wychowania młodzieży (słowa rektora Kostaneckiego przy odsłonięciu pomnika Jordana), pozatem wielki filantrop, więzień w Moskwie, do której to­warzyszył Marynie Mniszchównie, tłumacz Horacego, polityk, pe­dagog, ekonomista, filozof. Współcześni opisują, jaki ogromny żal wywołała jego śmierć (1626 r.) między ubogą ludnością Kra­kowa, którą bezpłatnie leczył i której pomagał, albowiem—były jego słowa—-„bogaty dziesięciu Petryczych mieć może, ubogi żadnego”. Pozostawił zapisy na szkoły, kościoły, ubogich studentów; za życia jeszcze utworzył fundusz dla historyografa Akademii, który miał spisywać wszystkie ważniejsze zdarzenia: zagraniczne i krajowe, nawet domowe i prywatne, mające związek z Rzeczpospolitą, Kościołem, Akademią, lub wogóle ze sprawą publiczną.

Najważniejszą jego zasługą literacko-naukową jest prze­kład Polityki, Etyki i Ekonomiki Arystotelesa. Nie tu miej­sce rozwodzić się nad uznaną doniosłością tej pracy. „On pierwszy — świeżo pisze uczony profesor filozofii na Wszech­nicy Jagiellońskiej — przyodział filozofię w szaty polskiej mowy, a jako pierwszy i niestety dotąd prawie jedyny tłumacz dzieł Arystotelesa, musiał zdobyć rozgłos niemały i poczytność” 1. Petrycy nie był prostym tłumaczem, lecz komentatorem i dopełniaczem wielkiego filozofa. W tym skarbcu filozofii praktycznej, którą do dziś dnia badają uczeni, uderza i czyslość języka, stawiająca Petrycego w rzędzie lepszych prozaików polskich.

Otóż w przydatku do części pierwszej „Polityki Aristotelesowey” znajdujemy na str. 24 osobny traktacik pod tytułem „Jeśli Żydowie maią bydź cierpień i w Rzeczypo”: Ze względu na wybitne stanowisko Petrycego, przytaczam ten ustęp w całości:

„1. Ze maią być cierpieni w Rzeczypospolitey Żydo­wie, przywodzą niektórzy to. Naprzód, iż dogadzaią potrze­bnym ludziom pieniądzmi, tym sie iuż prawie rzemięsłem ba­wiąc, czego Chrześcianie niektórzy czasem nie mogą uczynić, bo abo nie maią zbytnich pieniędzy, abo maiąc na kupią obracaią. Druga, nie tylko priwatnym ludziom dogadzaią, ale też Rzeczypospolitey, gdyż oni nawiętszą dań daią gdzie przydzie pobór Rzeczypospolitey dawać, iako pogłowie daią, abo go nie małą summą okupuią. Trzecia, nie tylko poborem, ale y mytem Rzeczpospolitą bogacą, bo iż u nich iest nawiętsza kupią, nawiętsze handle, nawiętsze też myta od towarow swoich daią. Czwarta, buntów w Rzeczypospolitey, które zwykły prędką skazę przynosić, nie stroią, ale tylko owey żywności pilnuią z lichfy, z kupiectwa: nie wdzierają sie też do rządów Rzeczypospolitey, zaczymby mogli zniszczenie iakie w Rzeczypospolitey uczynić. Piąta, ieśli sług, ubóstwa, włóczęgów, którzy nie są częścią Rzeczypospolitey, cierpiemy, także też y żydów możem cierpieć, choćby też nic niepomagali Rzeczypospolitey. Szósta, cierpiemy lichfiarzow Ćhrześcianow, którzy na to maiętność swą obracaią, aby z lichfy żyli, tedyć też może(my) cierpieć żydów.

1) Rubczyński: „O filozoficznych poglądach Sebastyana Petry- cego”. Rozprawy Akad. Hm., wydział hist.-Cilozoficzny. serya II, XXVII.

„ Wszakże gdy się obeyrzysz nadrugą stronę, wyrozu­miesz snadnie, iż żydów nie trzeba w Rzeczypospolitey cier­pieć. Naprzód, iż są glownemi Chrześcianom nieprzyiaciełmi, na skazę ich zawsze czuwaiąc, gdyż to widziemy jawnie, iż żaden, kto z żydami kiedy miał iaką sprawę, nie tylko nie przysporzył sobie maiętności, ale ieśli co miał, u tracił.

„2. Pragną krwie y rozlewaią krew Chrześciańską, iako

o tym w kronice mamy wiele, nawet za naszych czasów w Lublinie na Tribunale o to ich karano. W Bochni też także Akta świadczą mieyskie co uczynili. Także Sakramenty kupuią ciała y krwie P. Chrystusowej, o czym nie iest rzecz wątpliwa. Jeślisz tedy oni na nasze y krwie rozlanie czuwaią, ieśli Sakramentowi naszemu nie przepuszczają, cóż rozumiesz iako w tych cząstkach są nieprzyjaciółmi samey całey Rze­czypospolitey?

„3. Acz to są wielkie przyczyny do niecierpienia ży­dów, wszakże niemnieysza iest, dla którey samey godniby wyświecenia, iż są skażcy świętey sprawiedliwości y cnot: Sędziów podarkami, Panów pokłonami psuią, że dla złota nie chcą czynić dekretów, sprawiedliwych. Do tego zwodzą mę­żatki, zwodzą panienki do niecnot, czegu w Rusi, w Wołyniu dosyć. Rzeczpospolita stara sie, aby ludzie byli powodem do dobrego, do cnot, do świątobliwości, oni w tym są przeciwni Rzeczypospolitey.

„4. Monetę Rzeczypospolitey psuią, to ostrzygnieniem pieniędzy, to moczeniem w serwaserze złota, to wywożeniem do cudzych kraiow, to stopieniem na Srebra, to przyprawie­niem wagi. Tacy fałszyrze godniby haniebney śmierci abo wyświecenia.

„5. Brzydka iest u inszych narodow, aby żydowie nad Chrześciany nalisszemi panowali: u nas tak sie spospolitowali, iż miasteczka, wsi, imiona wielkie arenduią, Chrźeścianow ciemiężą, sądzą gaionym prawem, plebaniie arenduią, sługi do kuchnie, do koni, do karmienia dzieci, iako są mamki, Chrześciany naymuią: a patrzymy na to przez spary, owszem to niektórzy radzi widzą, woli mieć Arendarza, urzędnika, młynarza, karczmarza żyda, niźli Chrześcjanina. Tacy więcey sie oglądaią na pożyteczne, niźli na uczciwe, ludzie grubi y bez baczenia.

„6. Odeymuią rzemieślnikom y kupcom żywność, zubo­żałą ludzi wszytkie. Żadnego nie robją rzemiosła, a przecie rzemieślnikom skażcami są. Kupiec przed żydem nie może przedać wszelakiey swoiey kupiey. Jedwabiu, Wosku, Sukien, kupczą Wołmi, Skory, Futry, Płotny, Rzemieniem, na­czyniem srebrnym. W dalekich stronach porozumiewają sie z sobą, gdzie co poczemu idzip, y tak każą Chrześciańskie kupce.

„7. Jawnych nieprzyjaciół bożych, y których P. sam wygnał z ziemie okwitey, którą im był dał, nie godzi sie cierpieć. Ale żydowie są nieprzyjaciele boży, Pan Bóg ich nie mógł zcierpieć w ziemi oney od siebie naznaczoney y daney, wygnał, rozproszył ich po świecie: tedyć też Chrześcia nie nie maią żydów krzyżownikow bożych cierpieć w Rzeczypospolitey.

„8. Cierpiemy żydy nie dla tego, abyśmy mieli pozwa­lać na ich niedowiarstwo, ale w nadzieie tego, aby sie kiedy “nawrócili: ale iż niemasz nadzieie o nawróceniu ich, a nie staramy sie też o to usilnie, owszem miasto nawroczenia sie do wiary, ieszcze Chrześćiany odwodzą od wiary do żydostwa: iakosz iest tego przykład świeży, iż byli iednę zacną. Panię w Rusi na żydowską wiarę przywiedli. A co wiedzieć, ieśli nas temi czasy P. Bog dla tych żydów złości, która sie po Polszczę rozkrzewiła, nie karze, to woynami, to Morami, to Głodami ustawicznemi. Czekał ogrodnik, ażby było drzewo za tak iego wielką pracą owoc dało przez kilkanaście ląt: nie mógł sie doczekać, wycina ie y wyrzuca z ogroda, wyko­rzenia z ziemie.

„9. Do czego żydowie dobrego w Rzeczypospólitey przydadzą sie? Ni do rady, ni do zwady, ni do rządu. Ra­dzić y sądzić nie umieią, bo sie tego nie uczą, iedno oszu­kania ludzkiego. Na woynę nie przydadzą się, bo lud boiaźliwy y lękliwy, dał im P. Bóg zaięcze serce, tak iż sie swego cienia lękaią. Włoczęgowie, sludzi, ubostwo nasze Chrześciań­skie przecie na woynę mogą być pożyteczni, bo maią to z serca, iż mogą dla Oyczyżny w, potrzebie przeciwko nie­przyjacielowi stanąć, co P. Bog żydom odiął.

„O dogadzaniu ludziom pieniędzmi co sie mowiło, nie iest to dogadzanie, ale łupienie i odarcie ubogich ludzi. Bo ten, który u żydów pożycza, musi zastaw dać, a żyd nie da pieniędzy, iedno co połowica kosztuie: to iest. Zostawuie kto łańcuch we stu złotych, nie da nań żyd ieno złotych pięcidziesiąt: nie wykupi na czas, łańcuch ginie. Oto masz dogodze­nie żydowskie takie, iż na pięcidziesiąt zdarł dogadzając taką drugą summę. Trafia sie też to, iż zastawnik co rok będzie lichfę płacił, a płaciwszy po kilkanaście lat, iednym omieszka­niem y zastaw zgubi, y owe pieniądze, ktoremi płacił lichfę, aby nie rosła wielka. Jabym radził, co u żydów nabiwaią pieniędzi, aby to co maią zastawić, raczey przedali, a tem? pieniądzmi robili; wspomoże ich P. Bag, mogą sobie kupić zaś to, co przedali. Lepiey bowiem z małą szkodą co przę­dąc, niźli zastawę z wielką utracić. Co sie tycze dogadzania Rzeczypospolitey danią wielką abo pogłowiem: naprzód nie widzę, aby te od żydów pieniądze, miały co znacznego spra­wić, “bo są wyssaną krwią ubogich ludzi: potym mówię, iż w tym nie czynią pożytku więtszego Rzeczypospolitey nad Chrześciany, choć pogłowie daią po kopie od osoby. Ma żyd w domu czeladzi sześcioro, tyle dawszy kop, nie wie ni o czym nic: a Chrześcianin kupiec, to od kamienice gruntu, to od obeścia swego dawać musi, choć też nie maiąc iedno sze­ścioro czeladzi w domu, daleko wyniesie więcey niźli sześć kop. A tak ktoby chciał porachować pilnie, ieszczę to nay­dzie, iż żydowie mniey daią poboru pogłowie takie daiąc, ni źli Chrześcianie. Druga Żyd dawszy pobor, nie wie ni o czym daley, przespieczen iest, a Chrześcianin musi iść to na strasz czasu nieprześpieczeństwa, to na posłuchy, musi bydź gotowym zawżdy do obrony miasta, czego żydowie nie czynią. Myta wielkie od handlów ieśli daią, tedy nie stoi za to, co szkody ludziom naczynią, odeymuiąc Cbrześcianom żywność dziwnemi zabiegami y fortelami swemi. Jest to wła­śnie, iakoby kto kościoł odarszy, dzwonicę pobił. Rzeczpo­spolita temi ludźmi stoi, z których obronę ma: ale żydowie niszczą stan Szlachecki, niszczą mieszczany: a cóż będzie za potężność w Rzeczypospolitey? Bontow nie stroią, w rządy sie nie wdzieraią: niedziw, bo im tego prawa bronią, aby dla tego broni nie nosili. Słudzy, włoczęgowie, hultaie, ubostwo, nie mogą bydź porównani z żidami, gdyż ci mogą pomoc obrony Rzeczypospolitey, żydowie nie mogą. Co sie tknie lichfiarzów Chrześcian, tych prawo y świeckie y boskie zakazuie bronić: choć ich nie karze, aby co gorszego zatym nie szło. Jako cierpi nierządnice, aby dla wykorzenienia nierządnic co gorszego nie działo się w Rzeczypospolitey. Wszakże ta­kich ludzi, którzy lichfią bezecnymi zowie, nie daiąc im mieysca, iako niegodnym, na sądziech odpowiedania: przeto acz inaczey według pisma Świętego Ś. Tomasz uczy, aby żydo­wie byli cierpieni w Rzeczypospolitey, wszakże ia z potocz­nych rzeczy wywodzę, iż to skaźcy Rzeczypospolitey y nie maią bydź cićrpieni“.

Tyle słów Petrycego.

Pogląd jego na Żydów, równie jak zapatrywania Syreniusza, są ważne z tego względu, że sprowadzają do zera: gołosłowne zapewnienia Czackiego, Maciejowskiego, Juszyńskiego, Sobieszczańskiegó i t. p., jakoby antysemickie dziełka r broszury, wychodząće na przełomie wieku XVI i XVII, nie znajdowały echa w społeczeństwie, owszem spotykały się z lekceważeniem. Jeżeli bowiem tuż po Mojeckim i Hubic­kim, a ną krótko przed Miczyńskim i Sleszkbwskim, ludzie nauki tej miary, co Syreniusz i Petrycy, wyrażali zgodną z nimi o Żydach opinię, ba, wypowiadali ją w dziełach po­ważnych, cieszących się ogólnem uznaniem, to chyba dowód aż nadto przekonywujący, że, nietylko warstwy szersze,, ale i najwyżej oświecone nie różniły się w poglądach na niebez­pieczeństwo żydowskie. Pośrednio stwierdza ten fakt brak jakiejkolwiek obrony Żydów. Mieli wprawdzie, co wszyscy jednozgodnie stwierdzają, swych przyjaciół wśród „panów“, ale była ta przyjaźń oparta na interesie materyalnym. „Przy­jaciele” bronili Żydów wpływami, nikt przecież nie śmiał wy­stąpić drukiem w ich obronie. Rzecz znamienna w czasach, kiedy literatura polemiczna była w pełnym rozkwicie 1).

Oprócz głosów poważnych, a przynajmniej pragnących poważnie sprawę żydowską traktować, mamy jeszcze wpierwszej połowie XVII w. cały szereg ulotnych pism „antysemic­kich. O wielu z nich wiemy jedynie z notat bibliograficz­nych, gdyż, jak to wyżej przy Kmicie zauważyłem, broszury kilkokartkowe masami ginęły. Niektóre przechowały się tylko dzięki odpisom, sporządzonym przez zbieraczy t. zw. Silvae rerum.

1) Dla ścisłości należy podać, że w połowie w XVI wyszła broSzura, biorąca Żydów w obronę od zarzutu zbezczeszczenia Sakramentu. Było to jednak echo walk religijnych, wywołane głośną sprawę sóchączewską (r, 1556). jakiś aryamn wystąpił wówczas przeciw katolikom z broszurą p. t. ,„0 Sochaczewskim wymęczonym a wypalonym na żydzie Bogu y fałszywych Jego cudach” i. t. d. Autor dowodził; że Chrystus już był ofiarowan, umęczon — nie mogą tedy. „nędzni żydo­wie znowu męczyć, ani igłami bose (= bość) uwyelbionego Syna Bo­żego… Nie cierpic Syn Boży kiedy Papiesz raczy, żyd zechce a Dyabel sye ..rozgniewa… Żydowie tey malowaney, zmyślonej, fałszywcy krwye nye potrzebuia wedle pism starego zakonu, który my wiemy y w ręku zawżdy mamy… Rzymskiego to Antykrysta fortele” Zresztą w sprawie sochaczewśkiej brali Żydów w obronę i katolicy, i sam Zygmunt August. Broszura znajduje sie w Bibliotece Krasińskich. Wydał ją w przedruku z objaśnieniami Ignacy Chrzanowski w księdze jubi­leuszowej „Z wieku Mikołaja Reja“ (str. 23 materyałów).

Jeden z takich zbieraczów uratował dwa wiersze, zatytułowane: „Pieśń, o Marku żydzie szalbierzu lubelskim

i „Pieśń o żydach wileńskich szalbierzach”. Po tytułach możnaby przypuszczać, że oba wyszły z pod jednego pióra.Oba są kopiami „z druku gotskiego”, oba znajdują w rękopisie biblioteki uniwersyteckiej w Warszawie. „Pieśń o Marku“ rozpoczyna się czterowierszem:

„Słuchay, proszę, co. się stało,

A przeczytay barzo mało:

Przez Marka złodzieja żyda

Niejednemu w Polszczę bieda”.



Ów Marek mieszkał w Lublinie przy Żydowskiej bramie

i brał od ludzi pieniądze, przyrzekając dobre procenta. Od jednego wziął 21 tysięcy, od drugiego „coś więcej” — i pie­niądze przepadły.

„Dobrze to na takich pewnie,

Co żydom życzliwi wiernie;

Drugiby sobie dla żyda

Dał urżnąć: o jaka bieda!”



Nawet od baby żebraczki, co siedziała na moście, poży­czył Marek trzysta złotych. Ale największego szalbierstwa dokonał, kiedy schował się do skrzyni pełnej złota i srebra. Skrzynię opieczętowaną wstawiono do „sklepu”, a Żyd o pół­nocy wylazł z niej, zabrał, co się dało i uciekł. Żydów wspól­ników spotkała kara. Autor kończy apostrofą:

„O psi złodzieje wściekliwi,

Nie wiem iak was Polska żywi.

Będziem wami błoto wozić,

Żeby było pięknie chodzić.

Nuż wy, wykrętne złodzieje,

W naszey Polszcze śmierdziuchowie,

Słusznie pogłowne dać macie,

Bo na woynę nie poydziecie.

W pokoju u nas mieszkacie,

Pieniądze wielkie zbieracie,

Z lichwy, kradzieży jak może,

By wam pogniły day Boże.

Nie obruszay sie na mnie, moy Zakonie stary,

Wiem, że was po śmierci diabli wezmą w dary.



„Pieśń o-Żydach wileńskich szalbierzach” rozpoczyna się ubolewaniem nad Wilnem:



„Wilno, poganin nad tobą panuie,

Tweini dobrami iako; chce szafuie,

Szaty, kleynoty, skarby drogie twoie

Przyozdobiły żydowskie pokoie.

Za twe pieniądze żyd w sobolach chodzi

I swoje córki w złotogłowie wodzi,

Już i wyniosłe stawia kamienice

Już niedobyte muruje bóżnice.

Kramy już także wszystkie oskoczyli

A kupcy twoje ksobie przywabili.

O nierządniku, żydzie poganinie,

Pod szubienicą usiądź przy drabinie;

Tam twe rzemiosło, tam twoja zabawa

Katu pomagać kiedy on ustawa;

Nie tobie, śmierdzie, bawić się kramami,

Z mistrzem się racźey uganiać za psami.1

Nie tobie, śmierdzie, zwać się sekretarzem,

Ale przystoi bardziej zakrętarzem,

Boście już wszystko miasto oszpecili,

Czosnkiem, cybulą innych zarazili.

Nie tobie żydzie, chodzić z hajdukami,

Ale przestawać wespół z złodziejami;

Onym w rzemiesło widzim pomagacie,

Kradzione rzeczy gdy zatrzymywacie;

Ongi z obrazów srebro pozbierano,

Żydowi w cenie marnej zaprzedano.

Przecie poganin chcąc się wydrzeć z tego

Przysiągł, nie pomniąc zakazu Boskiego”…

Autor radzi nie pozwalać na składanie przysięgi Żydom, lecz iść za przykładem Lublina, gdzie Żyda na proch spa­lono. Zarzuca następnie Żydom, że krwią niewinną w mia­stach handlują porywając dzieci matkom. ..morderstwa im zadawając“.

Pamiętasz dobrze, ty narodzie zgniły,

Jakie bankiety za Wiliją były,

Gdy was jako psów do wody rzucano,

Drugich drągami niezmiernie chwostano…

Drudzy po piasku pod mostem pływali,

„Chaydunay pro Boh, nie zabij” wołali”…



„Pieśń” kończy się opisem jak pewien dworzanin kazał Żydowi lichwiarzowi w szabas tańcować. Żyd się „upraszału i „lichwę” darował, ale dworzanin nie ustąpił, płazując Żyda szablą, zmusił go „żydowskie dygi wyprawować“, a gdy się zmordował „do łuży z gębą go przywodził”. Stąd uwaga, a raczej życzenie:

„Trzebaby teraz dworzan takich w Wilnie,

By tych lichwiarzow częstowali pilnie.

Bardzo była, rozpowszechniona, kilka wydań mająca, humorystyczną. „Wyprawa żydowska na wojnę”, wydana pierw­szy raz w Krakowie w r. 1606; jest ona dziś jednak taką rzadkością, że spotkać się z nią trudno. Maciejowski przeglądał ją w Dzikowie. „Napisana czystą polszczyzną — są jego – słowa uklecona jest z różnych wierszy, na Żydów pisywanych” 1). Autor kończy temi słowy:

„Żydowie’do Krakowa wrócili,

Szlacheckie Rynsztunki potracili.

Zony ich z płaczem ich wielkim witały,

Ze ich bardzo długo nie widziały;

A gdzieście bywali, Bachurowie?

Często u nas bywali Panowie,

Upominaiąc się swych Rynsztunków,

Już widziem, że nie uydziem frasunków”.



W „Wyprawieu zabiera na początku głos i Żyd, który radzi współwiercom wziąć się do szlachetniejszej pracy, aby uniknąć pogardy i wyzysku ze strony pospólstwa.

Oto jego wywody i żale:



„Zaniechaymy, bracia, tego,

Liffy (== lichwy) y też handlu wszelakiego.

Udaymy się do inszego rzemiosła,

Aby stąd sława nasza urosła.

Bo nas wszyscy ważą sobie lekce,

Lada czasem żaczek po łbu łekce.

Każą sobie Kozubalec dawać,

Ja nie wiem, iako może nas sstawać.

Potkasz lada chłopa na ulicy,

Day haydukowi, day i woźnicy.

Wołają: Żydzie miej się do zgody,

Jeśli mi nie dasz, pozbędziesz brody.

Bierety nasze ze łbów zrywają,

W wackach, kiedy chcą, by w swych gmyrają,

Choć tam nic nie schował przecie szuka Rzeczeszli. mu co, to na cię fuka,

Nie odprawisz go ladajak groszem,

Woli wszytko wziąć razem y z trzosem 2).

Piśmiennictwo, III* 67. a) Maciejowski: „Polska”, t. II.

Ażeby skończyć z „pisezyami” nadmieniam jeszcze, że Adam Jarzemski “w swym „Gościńcu abo krótkiem1 opisaniu Warszawy” (1643) poświęca ustęp Żydom, pragnącym wbrew zakazowi osiąść w Skaryszewie, który później stał się częścią Pragi, a zatem i Warszawy; Ustęp ten nosi tytuł: „Żydzi pragnący“. Dyalog z „chłopkiem” tak się toczy:



„Albo tam chcą być Żydowie?*

Pewnie, że chcą ci brzydowie,

To nie wiecie jeszcze o nich?

Nie wiem. A co nam tu po nich?

Państwo mówi, że z onymi

Dobrze nam, choć niewiernymi:

U nich jest towar kosmaty,

Złoto, srebro, i bławaty,

Sznurki, guzy, wszystko tanie,

I pieniędzy też dostanie

Lub na zastaw, na frymarki;

Codziennie u nich jarmarki,

Krom szabasu; w ten nie robią,

Myśląc, co jutro zarobią..

Słabiuchne życie u niego:

Co za szaty! Wnidz do niego,

Aż on gryzie rzodkieweczkę,

Ogóreczki, marcheweczkę;

Tym się kontentuje Żydek

zbiera pieniążki brzydek,

Któremi panu wygadza

I na zastawę dogadza;

A pożytek z majętności

Wymyśla z umiejętności.

Z małego zysku przedaje;

Na strawę niewiele daje.

Mówią, że to są wygnańcy

Gorsi, niżeli pohańcy.

Obroń, ich nas, Panie Boże!

Być to może i nie może” l).



A teraz przejdziemy znowu do prozy.

Prawa, wydawane różnemi czasy przeciw Żydom, uznał za rzecz pożyteczną przypomnieć ks. Bazyli Wąglicki w bro­szurze p. t. „Obżałowanie wyuzdaney swawoley żydowskiey przez wielebnego w Chrystusie X. Bazil. Vagliciusa sław: Akad: Krak: Mistrza P(lebana) Olesz(yckiego) wypisane. Roku Pańskiego MDCXLVIII(bez miejsca druku, str. 32)2). Bro-

ł) Z ostatniego wydania Tow. opieki nad zabytkami przeszłości, str. 10.

2) Rzadki ten druk znajduje się w Bibliotece ordynacyi Krasiń­skich w Warszawie.

szura ta bodaj czynnie wyszła dopieropo śmierciautora

gdyż na przedmowie autor położył datę: ,7 Aprilis 1631“, a więc wcześniejszą o 17 lat od jej wydania; przemawia za­tem i wyrażenie: „wielebny w Chrystusie”.

Wąglickt jako pleban w Oleszycach (wieś w dzisiejszej Galicyi, pow. cieszanowski), widział, jak w tem miasteczka Żydzi przed 7 laty się zjawili i jak „wbrew prawom pospo­litym i Ojców świętych bóżnicę stawiać zaczęli”. Już wów­czas więc z urzędu pasterskiego podał o tem do wiadomości właścicielce Oleszyc, Katarzynie z Steinbergu Sieniawskiej, podczaszynie koronnej. Sieniawska, skłoniona jego przedsta­wieniem, wydała dekret, aby więcej Żydów do miasteczka nie przybywało. Ale „przez cichą potuchę urzędnika”, gdy, Wąglicki, „ciężkim frasunkiem strapiony trochę się był zdrze­mnął”, wkradli się Żydzi „jak wilcy” do Oleszyc. Gdy obej­mował probostwo był tylko jeden dom żydowski w miastecz­ku, i „ten barzo cichy”, teraz jest ich 14, a „dzieck iak sza­rańczy w Egyptcie”. Wszędzie mieszkają, bóżnicę mają, szkołę założyli, „na ubogie pęzołki lichwiarskie swoje siatki rozsadzili”. Przytem zachowują się w sposób wyzywający. Podczas postu, choć ich Wągłicki „urzędem miejskim obsyłał“, na złość śpiewają, tańczą, a „niewiasty ich bez wstydu, po chłopsku się poprzebierawszy, na widoku igrzyska śmiały sobie wyprawiać“. Więc też Wąglicki jako strażnik dusz, obawiając się Boga, musiał to, co przez lat kilka „przeciwko tey tak rózpustney tych bluźnierców swawoley” zebrał (nie ze swego „wymysłu”, lecz ze statutów i praw), „z kąta dobyw­szy, z prochu otrzepawszy”, podać Sieniawskiej do przeczy­tania.

Podawszy w przedmowie, a raczej dedykacyi, ten po­wód swego wystąpienia, uskarża się dalej Wąglicki na arendarza oleszyckiego, który co chce robi, bo „przeklętą minio­ną” prawa obchodzi. Więc w adwent, W post wielki pełno u niego pijatyki, zabawy, tańców „y czego gorszego”. Wolno mu w święta warzyć piwo i kurzyć gorzałkę, szynkwas swój otwiera od rana w niedziele. Wolno mu i urząd zelżyć, wolno wójtowi nałajać, utrzymywać służbę katolicką, mieć szynkarki i mamki chrześcijańskie, Po tej wycieczce przeciw arendarzowi Wąglicki wylicza krótko „inne szkodliwe zbro­dnie żydowskie” i przechodzi do właściwego celu swej pracy, to jest do wymienienia „praw przeciw swywoley żydowskiey”. Są to wyciągi z uchwał synodalnych, rozporządzeń papieskich, postanowień koncyliów powszechnych, dekretów cesarskich, z prawa magdeburskiego, statutów koronnych. W „zamknię­ciu” jeszcze raz się zwraca do Sieniawskiej, aby spełniła obo­wiązek sędziego, bo zda, kiedyś surowy rachunek przed Pa­nem, który jej myśli będzie „szpyrał”. Trudno wiedzieć, czy Sieniawska uczyniła zadość żądaniom Wąglickiego, dla miło­ści prawdy należy jednak stwierdzić, że krępował ją przywi­lej założyciela miasteczka, Hieronima Sieniawskiego, woje­wody ruskiego, który Żydom pozwalał osiadać w Oleszy­cach, domy kupować i budować 1).

Do rzadkości bibliograficznych należy pismo ulotne, wy­dane niby w Pradze p. t. „Prognosticon albo Zalecenie Cielencia smrodliwego Narodu Żydowskiego. Na ten Nowy Rok 1629. Przez Dawida Origaniusza Mathematika z Pragi. W Pra­dze prasowano w mieście starym” (in 4-o kart 4). Po tytule przed miejscem druku drzeworyt, wyobrażający świnię, na odwrotnej stronie rycma przedstawiająca Żydówkę i dwu Ży­dów, z których jeden trzyma miotłę do góry.

Tytuł objaśnia już o charakterze i tonie broszury. Czy została wydaną w Pradze, wolno wątpić; może treść broszury skłoniła do oznaczenia fikcyjnego miejsca druku. Przema­wiałby za tem i brak nazwiska drukarza. Po cechach typo­graficznych osądzić trudno, bo broszurę Znamy jedynie z prze­druku, dokonanego przez Łukaszewicza w Przyjacielu Ludu (1842). Obfitość w niej frazesów niemieckich pozwala przy­puszczać, że była może przeróbką z niemieckiego.

Prognostyki noworoczne były wówczas w modzie, odda­wali im się matematycy, astronomowie, medycy. Spotkaliśmy się już ż nimi i w naszem opowiadaniu (Vaticinia Sleszkow­skiego). Ze słów „matematyka Origaniusza”, gdyby żart nie był widoczny, wypadałoby, że sami Żydzi do niego się zgło­sili o przepowiednie; i „Żydzi, którzy w Rzymie, w Pradze, w Krakowie, w Lu­blinie, w Poznaniu, w Ostrogu, na Wołyniu, w Franklorcie ad Maenum, w Fuldzie, Opactwie. Zakonu Ś. Benedieta mie­szkają, i inszy wszyscy po Europie, Azy, Africae, a naybarzy w Konstantynopolu, włóczą się; prosili mię pilnie, żebym ich, a zwłaszcza tu w Polszczę, pisaniem swym nie. przepominał. Et praeconium iakie takie onych uczynił. Nie z musu tedy

1) W przywileju tym czytamy: „A, jeśliby leż żydowie się budo­wali, albo sobie domy gotowe kupowali, tedy i sądom i wszystkim po­winnościom miasteczka podledz będą winni” i t. d. („Starożytna Pol- 1 ska”, II, 1219.)

ale z dobrey woli opisuiąc im na ten rok ich fata, więcey im niźli proszą, ale praepostero encomio napiszę, żeby wzdy naszy, fautores onychże niebaczni Chrześcianie, ich łotrowskie fortele y serca przeciwko nam poznawali, a iako nam życzli­wymi są, pilnie uważali”. Autor zwraca się następnie do niecnotliwego narodu żydowskiego, który nie ma własnego królestwa a nie chce przyjąć Mesyasza, przepowiadanego przez tylu proroków… :

…„O przeklęci krzyżownicy Boży, tyrannówie y-katowie chrześciańscy, ir gottschendichte bluthunde, nie mając królestwa swego, tu z nami mieszkacie, z nas się dobrze macie a wzdy nps śmierduchowie smrodliwy w nienawiści macie, krew chrześciańską przelewacie, y tak w bożnicach waszych przeklinacie, gorzey niż pogany, które na świecie. Ą iżby to prawda była, toć ukażę świadectwa Żydów, braciey waszey, którzy się okrzcili i P. Jezusa Messiasza poznali“.

Tu wylicza „matematyk” kilka nazwisk i przytacza mo­dlitwę żydowską z przekleństwem na chrześcijan przez je­dnego z nawróconych, przełożoną na łacinę: „…oto masz ich przeklętą modlitwę: Welam schumadym, w którey nas nazywaią Minhim, to iest kacerzami; a te, którzy się z nich okrzczą, tedy ie zowią Maschumadym, a w obec nas wszystkich nie przyjacielami głównymi, y tym słowem Goym, to iest psami nazywaią. O psi śmierdzący sami, nieprzyjaciele i zdraycy koronni, nie godniście nigdy y chleba miłego, którego wam udzielamy. Za to samo przeklinanie trzykrotne, godniście tego, żeby waś król nasz królestwa kazał na Niż wygnać, albo więc wszystkich zwiesić y potopić. Słuchaycie krześcianie, niebaczni, którzy z tymi zdraycy skład miewacie, iadacie, iako wielkie morderstwa w cudzych krajach czynili, prze które z nich są wygnani y wyświeceni y drudzy spaleni”.

Podawszy szereg przykładów mordów rytualnych, doko­nanych przez Żydów na dzieciach w Trydencie, Paryżu, Wie­dniu, w Kastylii, Brandenburgii, Origaniusz dowodzi, że „ci przeklęci tyranowie, gottlose bluthunde krwie krześciańskiey syci być nie mogą”. Potem wytyka im „bluźnierstwa haniebne, które z Tałmutu biorą”, i kończy taką czułą do ich serc przemową: „O us… śmierdziuchowie Moyżeszowe, opętani szalbierze Korony Polski, zdraycy przeklęci, kabalistowie, dyabelscy synowie, łotroscy szalbierze, wykrętni fałszerze, niecnotliwi odrzyduszowie, cygańscy osżustowie, a godniżeście wy tego, że tu w Królestwie Pana naszego mieszkacie, którego y nas przy nim sercem Judaszowym y paszczami szatańskiemi-przeklinacię? y dziatki nasze miłe iako; katowie piekielnie mordujecie? wisieć wam, zdraycy, nad wszystkimi głównymi złodzieymi, Idzie, wierzcie mi, y przydzie ten czas, zakamiali a zaślepieni czarownicy, kiedy musicie won z Ko­rony, a na Nizie abo miedzy Cygany szukać mieszkania y obrony. Das guldene kalb ewer Gott wird eućh nich beschirmen: tam czarownicy, do czarowników. Porascanes et venefici Chrtsticidae nequissimi. Na ten rok iednak po Jerozolimsku, Lecie na więcey zbusznieią, y szafran, którym się ich Sary prześmierdłe w połogu obkładaią, drogo przedawać będą. Lecz na Jesień y na Zimę, na Wiosnę, nieźle się mieć będą od dzieci y chłopiąt, Pan ich, Saturnus, kazał się im od szu­bienic y od mar pokłonić, przetoż ieh wiele na drabinę, ale nie Jakubowę, skrępowanych katowie poprowadzą a kopacze im zdychaiącym rydlami, łopatami, za kozubaleś dużo dopio­rą, na które przed Piłatem skarżyć, a z Hetmanem swoim Judaszem smoły” gorzkiey y maźi Sodomskiey napiiać się będą. Passant cornos et cito dispereant rzeczmysz wszyscy, Amen, v Szalom”.

Należy teraz uczynić skok gwałtowny, by opuścić try­wialną broszurę (pełność obrazu i o tym „rodzaju” zapo­mnieć nie pozwoliła) dla dzieła obszernego i Starającego się poważnie zwalczać błędy żydowskie. Zostawiłem je na sam koniec, nietylko ze względu na chronologię, ale i dlatego, że niewiadomo, czy je można zaliczać do literatury polskiej. Wprawdzie autor jego, pisarz bardzo płodny, wydawał wiele swych prac po polsku, ale wyznanie ciągnęło go gdzieindziej i za swój język ojczysty uważał „dialect małorosyjski“. W każdym razie był tak dobrze autorem polskim jak ruskim, a do bibliografii polskiej należy bezsprzecznie jego dzieło: „Messiasz Prawdziwy Iezus Chrystus Syn Boży, od początku świata, przez wszystkie wieki ludziom od Boga Obiecany, y od ludziey oczekiwany, y w ostatnie czasy; dla Zbawienia iudzskiegó; na świat Posłany, po przyściu zaś swym, za Błogosławieństwem Wysoce w Bogu Przewielebnego IEgo Msći: Oyca INNOCENTEGO GIZIELA, Archimandryty Swiętey Wielkiey Cudotworney Ławry Pieczarskiey, Stauropigij S: Aecumenici Patriarchae Constantinopolitani. Od Grzesznika IOANICIVSZA GALATOWSKIEGO, Archimandryty Czernihowskiego, z Typographiey Kijowo Pieczarskiey, żydowi niewiernemu rozmaitemi znakami, o Messiaszu napisanemi, y na Chrystusie wypełnionemi, Roku 1672 Pokazany”. Kart 321 in 4-to prócz spisu i dodatków.

Obok Łazarza Baranowicza Galatowski byl głównym teologiem „grecko-rosyjskiego Kościoła” w Polsce. Jego „Roz­mowa białocerkiewska“ jest ważnem źródłem do dziejów Ko­ścioła ruskiego w. Rzeczypospolitej1). Jako „prawosławny ka­tolik” walczył przeciw „rzymianom”, aryanom, żydom, ma­hometanom i wszelkim „heretykom”. Na polemikę Jezuitów z jego „Rozmową” odpowiedział „Rycerzem prawosławnej katolickiej Cerkwi, wschodniej”. Nim został archimandrytą czernihowskim był. rektorem Akademii kijowskiej. Przy końcu życia został archimandrytą Ławry Pieczarskiej. Umarł w Nowogrodzie Siewierskim (1700 r.)

„Mesyasza” napisał Galatowski „Małorossyjskim, Pol­skim y Łacińskim dialectem, bo w Małey Rossiey y w Kró­lestwie Polskim y w państwach Łacińskich żydzi mieszkający weselili się y z Chrystusa Prawdziwego Messyasza y ze wszystkiego narodu chrześciańskiego się urągali y śmiali” na wiadomość, że w Smyrnie urodził się Mesyasz prawdziwy. Mowa tu o słynnym Sabbataju Cwi, (Szabtaju; Galatowski nazywa go Sabeth sebi), który ogłosił się oczekiwanym Mesyaszem, tytułował się królem Dawidem, otoczył się proro­kami i apostołami i mimo klątwy rzuconej nań przez rabinów, znalazł w całej Europie gorących między Żydami zwolenni­ków, a skończył przyjęciem islamizmu (uin. 1676). Prócz tego byli Galatowskiemu pobudką do pracy, „mnodzy Theologowie Wschodniey y Zachodniey Cerkwi, którzy przeciw Żydów pisali, a także Samuel Rabin żydowski y Michael żyd ochrzczony”.

Dzieło o Mesyaszu, pisane w formie dyalogu między Żydem a chrześcijaninem, dzieli się na dwie części. Pierwsza część Rozmowy „ma pewne y prawdziwe znaki od chrześcianina prawosławnego żydowi niewiernemu pokazane, pro­roctwa y figury rozmaite, z których snadno zrozumieć mo­żemy, że ]uż przyszedł Messiasz obiecany y oczekiwany, a ten Messiasz iest Jezus Chrystus, Syli Boży, ponieważ na Chry­stusie te wszystkie znaki o Messiaszu przyszłym napisane wypełniły się”. Druga część Rozmowy „ma proroctwa z pi­sma, świętego, z Xiąg Sybillinych y z Hystoriy rożnych znaki insze o Messiaszu od chrześcianina prawowiernego żydowi niewiernemu y upornie sprzeciwiającemu sie pokazane y wy­tłumaczone, z których zrozumieć możemy” i t. d. (jak wyżej).

1) Streścił ją obszernie i omówił Juljan Bartoszewicz w. swoim „Szkicu dziejów-KościoIa ruskiego w Polsce”.

Z tych podtytułów poznać łatwo tre£ć książki. Wszyst­kich znaków (proroctw) wylicza Galatowski 24. Nie ograni­cza się jednak tylko na wywodach teologicznych, lecz wyka­zuje wszystkie bluźnierstwa, przesądy i zbrodnie żydowskie. Jest więc mowa o nienawiści przeciw Chrystusowi i chrze­ścijanom, o czarach, oszustwach, kradzieżach, paserstwacb, o morderstwach dzieci, o paleniu przez Żydów cerkwi chrze­ścijańskich, o odwodzeniu „fortelami przechrztów od chrze­ścijaństwa, o lichwie, o wsypywaniu trucizny do lekarstw, o fałszowaniu pieniędzy, o czynieniu gwałtu niewiastom, o Talmudzie i t. d. Dowiadujemy się, że Żydzi krzyżem się przed śmiercią żegnają (str. 98); znajdujemy i źródło, z któ­rego Szekspir wziął pomysł do swego „Kupca weneckie­go” 1). Pokazuje się, że i wesoła anegdota z „Jerycha” Kmity (patrz str. 69) to też przeróbka z obcej literatury. Opowie­dziana jest nietylko historya Sabbataja Ćwi (nawiasem mó­wiąc— dość mylnie), ale wyliczeni są też wszyscy żydowscy fałszywi Mesyasze i prorocy (str. 46 i dalsze). Na końcu swego dzieła umieścił Galatowski kilka pieśni nabożnych w języku polskim.

Autor, jak dowodzą cytaty, znał znaczną część polskiej literatury antysemickiej, nie wyłączając t. zw. „paszkwilów” Kmity. Powołuje się nawet na broszury, przez bibliografię naszą tylko na podstawie jego świadectwa zanotowane. Wy­mienia mianowicie trzy broszury poświęcone dziejom Sabba­taja Ćwi. Oto ich tytuły: „Opisanie nowego króla żydow­skiego Sabbetlia Sebi nazwanego”, „Obszerna kontinuatia” i „Dziwny początek i straszny koniet tak nazwanego żydow­skiego króla Sabetha sebi“. Wszystkie miały wyjść w r. 1666. Wzbogacenie to jednak bibliografii, naszej należy przyjąć z ostrożnością, ponieważ można pódejrzywać, że Galatowski podawał w polskim języku tytuły obcych wydawnictw.

Kończę na tem przegląd naszej literatury antisemickiej w. XVII. Należy go jeszcze uzupełnjć tytułami dziełek i bro­

1) „Jeszcze Aegidius Corrozetus, de dictis & Jactis memorabilibus pisze, że w Konstantynopolu żyd Chrześcianinowi ubogiemu pewną złota summę pożyczył, żeby naznaczonego czasu y dług y miasto lichwy dwie uncye ciała swego oddał żydowi. Chrześcianin dług mu oddał, lichwy takiej dać nie chciał, dowiedziawszy się o tym Soliman Cesarz Turecki, kazał brzytwę przynieść y do życia mówił: czyń według prawa twego, z ktoreykolwiek części chcesz ciało wyrżni, ani więcey, ani mniey, nad dwie uncye, bo ieśli się pomylisz, śmiercią będziesz karany,. żyd śmiercią przestraszony będąc, zysk odpuścił ChrześcianinowiM- Str. 294.

szur nierozpatrzonych dlatego, że albo mają tylko luźny związek ze sprawą żydowską, albo że żadna z większych bibliotek ich nie posiada. O kilku doszła nas wiadomość zaledwie ze wzmianek badaczy, które je niegdyś przeglądali.

Luźny związek ze sprawą żydowską ma przedewszystkiem cały szereg broszur traktujących o skradzeniu i zbeszczeszczeniu hostyi w Poznaniu w r. 1399., O pierwszej z nich, Tomasza Kerusa „Históryi o dziwnem znalezieniu Ciała Bożego” (1583) jest już powyżej wzmianka (patrz str. 40). Później w r. 1604 wydał w Poznaniu Jan Chryzostom Sikor­ski, „Art. & Phil. Bac.“, broszurę: „Historia SS. Corporis Christi miraculose – reperta Posnaniae” etc. W pięć lat po nim (1609) wspominany już powyżej Tomasz Treter, kustosz i ka­nonik warmiński, biograf i prawa niegdyś ręka Hozyusza, a potem Andrzeja Batorego, teolog, poeta, mówca, kolekcyoner sztuki, muzyk, malarz, rytownik, wydał w Brunsberdze książkę: „Sanctissimi Corporis Christi historia et miracula” it.d. Dziełko to pięknie drukowane, dobremi rycinami ozdo­bione, przełożył, częściowo skrócił, a w części uzupełnił ks. Fr. Powsiński przeor klasztoru Bożego Ciała i wydał p. t. „Depozyt Ciała i Krwie Jezusowej powierzony i zostawiony w kościele Bożego Ciała” (Kraków 1663 u wdowy i dziedziców Cezarego!. Powsiński opuścił niektóre cuda, bo „były zmyłki w nazwiskach”, więc, co „przed niego nie doszło” tego przytoczyć „krom pewnych rzeczy, nie ważył się”. Do­łączył też swój własny, „wywód prawdy o Najświętszym sa­kramencie przeciwko Ewangelikom” 1).

Do nierozpatrzonych broszur dalej należą:

Władysławski Adam. Rada żydowska. Kraków, 1608. Broszura wierszem. Wiszniewski w swych notatach (ręk. Bibl. Jag.) pisze: Autor żywemi kolorami maluje prze­biegi Izraela, jak z pomocą panów i księży łupi Polskę „a ma­jąc gnug brantwein lubiony iest Goj”.

Grabowski. O żydach w Koronie, 1611. O tem „dziele, nieznanem” Estreicherowi, wspomina parokrotnie Czacki mie-

1) Przełożył Tretera już w r. 1616 i ks. Zaręba, ale broszury tej nie znam. Jeszcze w w. XVIII książkę Tretera „dla publicznego obojga płci używania na ojczysty język słowo w słowo pilnie przełożył” uro­dzony Kazimierz Miedzwiedzki burgrabia ziemski poznański, i wydał p. t. „Święte hostje w Poznaniu 1399 Roku nożami od Żydów ukłtite”… (Poznań 1772). Z Tretera jednak sporo cudów opuścił, a nowe poprzydawał.

niąc autora raz Piotrem, a drugi raz Wacławem. W rozpra­wie o Żydach przywodzi, z broszury tej jedno zdanie: „Za­ślepieni żydowie w Xięstwię (ńa Litwieji szlachectwa i wiary Boskiej kaiaią się” (str. 97).

„Robak summienia złego człowieka” i t. d. bez miej­sca i roku. Jocher (III 196) wymienia kilka rozdziałów tej broszury. Tytuł rozdziału jedenastego brzmi „Gdy panowie niesłuszne fawory żydom czynią”.

„Łzy świeżo smutne Podola utrapionego” 1618. Ćwiart­kową tę broszurę widział Maciejowski w bibliotece- okręgu naukowego warszawskiego, nie posiada jej jednak spadko­bierczyni tego zbioru, dzisiejsza bibliotekauniwersytecka. Au­tor, Podolanin, narzeka między innemi na matki sprzedające Żydom własne dzieci (Piśmiennictwo, III, 96).

„Poselstwo z dzikich pól”. Cytuje tę broszurę Ma­ciejowski (Polska, II,. 154) bez podania miejsca i roku jej wy­dania. Mówi ona o zbogaceniu się Żydów, o „rozpościeraniu się ich, po murowanych miastach polskich jak czerw w zrębie pięknym, jak mól we futrach kosztownych”. Żydzi chodzą nawet po odpustach, i sprzedają obrazy Chrystusa i „metale” (medaliony z wyobrażeniem świętych).

„O kulary na rozchody w Koronie” 1623. Maciejow­ski mówi, że broszura ta opowiada jak „szlachta z żydami spiknąwszy się jeździ po jarmarkach”, skupuje konie i woły, a na­stępnie sprzedaje po drogich cenach.

„Kozubales Abo obrona wszystkich Żydów niech ich nie siepąją Gdysz komu co iest słuszna Kozubales, daią. Roku Pańskiego 1625“ w 4ce, arkuszy dwa. Estreicher zna cztery wydania tej broszury, a świeżo przedrukował ją w ca­łości dr. Majer Bałaban (Dzieje żydów w Krakowie i na Ka­zimierzu I 363). Bezimienny autor dość długo i szeroko ry­muje legendę o powstaniu tej opłaty żydowskiej na rzecz księży i żaków. Dowodzi jej słuszności, ale powstaje przeciw nadużyciom popełnianym przy jej ściąganiu.

„Dowód jasnej szkody którą ponosi Królestwo Polskie z cudzoziemskich pieniędzy” i t. d. .1645. Bezimienny autor tej broszury, cytowanej przez Czackiego i Maciejowskiego, a znajdującej się w bibliotece Zamojskich w Warszawie, wspo­mina tylko że „Talary, których trochę kuiemy ledwo za Prog Menice wynidą przez Żydów wykupione abo za morze abo do wyszych Niemiec wywożone bywaią”.

„Lament dzieci pomordowanych przez Żydów 1651. Wspomina o nim Czacki. Rozpi:. o żydach 96.

Brenius Daniel. Amica disputatio Contra Judaeosy 1664.

Lubierius (Paweł Andrzej). Vindiciorum Christianae veritatis contra Jiidaeos disputatio. Frankerae 1668.

0 rozprawie tej wspomina Łukaszewicz w „Dziejach Kościo­łów wyznania helweckiego na Litwie“ (II, 172).

G r a d i u s Daniel. Orątio de idololatria Judaeorum hodiernorum. Gryphiswalde, 1690.

Engel Paulus Mathias. De Judaeis praeputium atra- hentibus preside Gabr. Groddek. Lipsk 1699. Tytuły dwu ostatnich rozpraw podaje Estreicher widocznie z drugiej ręki, bo nie wspomina gdzie się te broszury znajdują.

Tak z tego spisu, jak i z dat wydania dzieł i broszur poprzednio omawianych, widzimy, że sprawa żydowska, tak głośna w literaturze naszej na początku w. XVII przycichła prawie zupełnie w drugiej jego połowie. Dziwić to nie mo­że, bó wojny kozackie, moskiewskie, szwedzkie, czasy „poto­pu”, zbyt ciężkie ślady po sobie pozostawiły, aby omawiacie wewnętrznych niebezpieczeństw nie doznało dłuższej przerwy. Z początkiem jednak w. XVIII znów niebezpieczeństwo ży­dowskie zaczyna zajmować umysły; niezadługo, potem Frank i jego uczniowie zwracają na siebie powszechną uwagę; wresz­cie za czasów sejmu czteroletniego odzywają się liczne głosy, dążące do uregulowania sprawy żydowskiej. Ale są to już rzeczy więcej znane, zadaniem zaś autora niniejszej pracy było zgrupowanie mniej znanego materyału do dziejów antisemityzmu w literaturze polskiej dawniejszych wieków.

KONIEC

(cz. I-VII)

Deo gratias.

http://gazetawarszawska.com/2013/01/14/ ... ii-w-vi-2/
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm


Powrót do Instytut Zydoznawczy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości