NARADA Z KUBĄ JAKBY SOBIE RADZIĆ BEZ ŻYDÓW

NARADA Z KUBĄ JAKBY SOBIE RADZIĆ BEZ ŻYDÓW

Postprzez krzysiek4 » Wt wrz 04, 2012 9:44 am

Obrazek


Serdecznie się cieszę kochany Jakubie że wam się
tak moje książeczki podobają. Bóg mi świadkiem, że
pisząc dla was włościan, pragnę waszego dobra tak
szczerze i gorąco, jakbym pragnął szczęścia i pomyślności
własnej rodziny.
To też jak jeno odebrałem poczciwe pismo wasze,
rzucam wszelką inną prace i zabieram sie do napisania
książeczki o jaką się znów dopominacie.
Główną rzeczą o którą wam w waszym liście idzie,
jest pytanie: jakby sobie włościanie mogli radzić bez żydów?'

,,Dobrze i pięknie moi panowi, piszecie mi Jakóbie,
że radzicie nad tem, jakby nam wieśniakom mogło
być coraz lepiej, dobrze że nas zachęcacie do oświaty,
że nas uczycie jak się powinniśmy rządzić w gminach
i t. p., ale przytem wszystkiem, czy nie pamiętacie,
czy też nie chcecie wiedzieć o tem, że nam tutaj
po wsiach... jakby to powiedzieć... coraz ciężej z żydami.
Mało już teraz wsi, piszecie dalej Jakóbie, gdzieby
żydów nie było, nie mówiąc o miasteczkach w których
tylko żydzi rej wodzą i wszystko w swoich rękach
trzymają. W miasteczkach im coraz ciaśniej więc rozchodzą
się po wsiach i tu, jedni szynkują, drudzy niby
to zakładają, sklepiki, inni znowu handlują zbożem,
i po wsiach robią niby składy zbożowe; a wszyscy razem
trudnią się lichwą i ni siejąc, ni orząc żyją sobie
nieźle i przychodzą nawet do dużego grosza.
Ale bo też nasz brat włościanin nic już sobie nie umie
począć bez żyda. Trzeba sprzedać zboże ani rusz bez
Moszka, Dawidka albo Judki; trzeba pożyczyć pieniędzy,
ha! gdzież pójść ja nie do żydka; trzeba zrobić jakiś
sprawunek, a gdzieżby kupić jak nie w sklepie; żydowskim!
I tu jest objaśnienie zagadki z czego żydzi żyją.
Żyją z nas rolników, z naszej pracy ciężkiej, a mnie się
widzi że jeżeli tak dalej pójdzie, jeśli żydzi coraz gęściej
wsie nasze obsiadać będą, to nam włościanom zamiast
lepiej, będzie coraz gorzej, boć i dzisiaj już nie
mało mamy gospodarzy, co wdawszy się w długi żydowskie,
albo potracili to co mieli, albo klepią ciężką
biedę z dnia na dzień.
Otóż czybyście też bracie Janie, pisząc dla nas
włościan książeczki, nie napisali i o tem, jakby sobie
radzić żeby żydów nie potrzebować, żeby nie oddawać
im darmo cieżkiej pracy rolnika i nie utrzymywać ich
własnym kosztem z tego—co nie na „darmozjadów“ ale
na dorobek ludzi rzetelnych i pracujących iść powinno.
My co prawda, kiedy się zejdziemy razem, nieraz
o tem prawimy, ale jeden pokiwa głową, drugi machnie
ręką, trzeci westchnie ciężko i na tem się kończy.
Biorąc wiec te sprawę na mój prosty rozum, zdaje
mi się żebyście dobrze zbrobili, gdybyście jak powiadam,
napisali o niej i podali do druku, bo drukowanemu
łacniej jakoś ludziska wierzą i prędziej to biorą
do serca.
Na ten kończę moje to pismo i zasyłam Wam
pozdrowienie serdeczne, czekając w odpowiedzi nowej
książeczki. “

Nie będę kochany Jakóbie powtarzał jak mnie
cieszą wasze listy i jak chętnie na nie odpowiadam.
To też i teraz, pojąwszy o co wam idzie i wiedząc
jak ta sprawa, o której mi piszecie, jest ważną nie tylko
dla was włościan, ale dla całego ogółu, przystępuję
prosto do rzeczy.
Żydzi od wieków rozproszeni po całym świecie,
byli i są narodem handlującym. Ze żydzi handlują
w tem nic ma nic złego, boć handel jak to sami przyznajecie,
jest potrzebnym i bardzo potrzebnym. Ale
złe jest w tem, że żydzi prowadzą najczęściej handel
z krzywdą ludzi innego wyznania, czyli że (na co i wy
się Jakóbie w liście swym zgadzacie) żydzi w handlu
oszukują, a przy pożyczaniu pieniędzy biorą procent
tak wielki (lichwę), że kto raz dług zaciągnie, ten już
rzadko się z niego wydobywa.
To też żydzi nie byli nigdzie mile widziani, a wędrując
po całym świecie, cisnęli się najbardziej tam
gdzie widzieli ludność niezaradną i stroniącą od handlu.
Otóż widzicie Jakóbie, u nas na nieszczęście tak
było, że ludziska byli łatwowierni i przy dobrem sercu
niezaradni, a do handlu nietylko się nikt brać nie
obciął, ale ci co się nim mogli byli i powinni zajmować—
uważali go jako zatrudnienie poniżające. Zrozumieli
odrazu to żydzi, jak wielkie w takim kraju mogą
mieć zyski, jak łatwo mogą się bogacić i pogarnęli
sie tutaj niby do drugiej „obiecanej ziemi;“ a wziąwszy
wszystek handel w swe ręce, rozmnożyli się tak, że dziś
w porównaniu z całą ludnością kraju, nigdzie na całej
ziemi, nie ma ich tyle co u nas.
Ze zaś znów to wszystko żyć potrzebuje, a do innej
roboty iść prawie nie chce jeno się ciśnie do handlu,
więc też, nic mogąc się już pomieścić i utrzymać
w miastach, żydzi przenoszą się na wsie, gdzie przy coraz
większej zamożności włościan obiecują sobie i coraz
większy zarobek—jeżeli handel nierzetelny albo pożyczanie
pieniędzy na lichwę, zarobkiem nazwać się
godzi.
Umyślnie pragnąłbym wam kochany Jakóbie,
choć w kilku słowach objaśnić, zkąd się u nas wzięło
tyle żydowstwa, i dlaczego to rozmnożenie się żydów
nie jest dla nas dobrem, abyście czasem nie myśleli że
trzeba koniecznie żydem pogardzać albo go nienawidzi
eć.
Broń Boże! Tylko zły albo głupi i bardzo ciemny
człówiek może nienawidzieć żydów dla tego że są
żydami; że inną wiarę wyznają.
Toć przecież sami codziennie wymawiacie w pacierzu
słowa: ,,kochaj bliźniego twego jak siebie sa
mego,“ a bliźnim jest każdy: „czy chrześcianin, czy
żyd, czy mahometanin"
Nie należy więc gardzić żydami albo nienawidzieć ich
dlatego że są żydami, ale trzeba ich się strzedz i radzić
sobie bez nich dlatego, że najczęściej oszukują i chcą żyć
z cudzej tylko pracy.
Krótko mówiąc, każdy człowiek rozumny i zaradny
a pracowity, powinienby sobie powiedzieć: „nie
pójdę do żyda, nie dam mu się oszukać to i nie będę oszukanym
Otóż tutaj kochany Jakóbie jest najważniejsza
moja rada jaka wam włościanom radbym dać z całego
serca, aby was od złego uchronić. Nie dajcie się
oszukiwać, a nie będziecie oszukiwani ani obdzierani.
Ale powiedzieć sobie: nie damy się oszukiwać
spekulantom ni wyniszczać lichwiarzom to jeszcze nie
wszystko.
Trzeba bo przecie wziąść na rozum i rozważyć to
dobrze, jakie są sposoby przy pomocy których, można by
się obejść bez tych, co jak sami widzicie nie z własnej
pracy, ale z was włościan żyją.
Przysłowie powiada: ,,jak bieda to do żyda.“
Otóż wartoby się zastanowić czy, w samej rzecz" [nieczytelne]
któremu z was włościan jest ciężko, to nie może
udać się gdzieindziej jeno do żyda.
Najczęściej dziś tak sie dzieje,że gospodarz idzie
w jakiejś biedzie poradzić, idzie do Jankla,
albo do Moszka i pożycza pieniędzy,
nie było tak złego boć każdy człowiek
w potrzebie pożyczenia pieniędzy; [nieczytelne]

0 to właśnie, że taka pożyczka u Jankla, albo Moszka
zamiast poratować gubi człowieka.
Sami kochany Jakóbie piszecie w swym liście, że
w waszej okolicy żydzi biorą po 10 groszy na tydzień
od rubla; a czy obliczaliście też kiedy jaki to wielki
procent te dziesięć groszy? Oto, gdy ktoś pożycza np.
100 rubli i tak samo płaci tylko dziesięć groszy od rubla
na tydzień, to na rok od tych stu rubli płaci on
procentu ni mniej ni więcej jeno dwieście sześćdziesiąt
rubli, to znaczy, że sam procent uczyni przeszło dwa
1 pół razy tyle, ile wynosiła cała nieszczęśliwa pożyczka.
Mówię, nieszczęśliwa pożyczka, boć czyż to nie jest
nieszczęście dla człowieka jeśli zabrnie w długi wydobyć
się z niego nie może?
Toć sami wiecie o tem kochany przyjacielu, że
kiedy żyd woła o pieniądze, a tu ani oddać jeszcze nie
można, ani na opłacenie procentu grosza nic ma w domu;
że wtedy mówię, niejeden z dłużników niesie ostatnia
garść zboża, albo wyprowadza ostatnie ciele z obórki
byle jeno żyda ułagodzić i uprosić by poczekał jeszcze.
,,Smutek człowieka ogarnia, kiedy o tem wszystkimi
pomyśli,“ piszecie mi Jakóbie i tak jest ani słowa;
ale powiedźcie też tak z ręka na sercu mój bracie,
kto tu jest winien? Czy sami tylko żydzi, czy też i ci
co pożycżają u żydów?
Każdy wie, że żydzi lichwiarze postępują nieuczciwie
każąc sobie płacić od pożyczek takie uciążliwe procenta;
ale nie robiliby oni tego niezawodnie, gdyby nie
mieli kogo obdzierać-—to jest, gdyby ludzie umieli sobie
bez nich radzić.
A rada jest tu gotowa.
Oto niech włościanie zakładają sobie własne „kassy
pożyczkowo-oszczędnościou'eu a wtenczas lichwy płacić
nie będą.
A jakżeby to można robić? gotowiście zapytać
mnie Jakóbie, choć jak mówicie, sami słyszeliście tam
już coś, że w innych gminach mieszkańcy mają swoje
kassy, w których jedni składają grosz zbywający, drudzy
zaś biorą pożyczki. Otóż muszę wam te rzecz
o kassach choć pokrótce objaśnić.
Przed rokiem 1869 kassy pożyczkowo-oszczednościwe
wiejskie były u nas tylko gdzieniegdzie. Tak np.
była kassa w Hrubieszowie założona jeszcze w roku
1822 przez sławnego męża ks. Staszica, a która, dla
włościan okolicznych, stała się prawdziwem dobrodziejstwem.
Dalej, takąż kasę pod nazwą „parafialnej kassy
oszczędności i pożyczek założono w roku 1862 w miasteczku
Kołbieli; podobnąż kassę urządził hrabia Krasiński
w Złotym Potoku, było wreszcie i kilka kass innnych
staraniem, dbających o dobro włościan ,,dziedziców“
powstałych, ale w każdym razie było ich bardzo
niewiele.
Dopiero w roku 1870 wydane zostało prawo, według
którego, kassy pożyczkowo-oszrzednościowe mogą
być zakładane w każdej gminie lub na kilka gmin razem
lub wreszcie dla jednej albo kilku wsi, składających
tylko część gminy. Kassy zaś te mają cel dwojaki:

jednym udzielają pożyczki, od drugich zaś przyjmują
zaoszczędzone pieniądze (wkłady) na procent lub bezprocentowe.
Dla założenia kassy potrzeba najprzód kapitału,
który się nazywa zakładowym. Kapitał więc ten, albo
bywa udzielanym przez rząd, albo też powstaje z funduszów
do całej wsi lub gminy należących; czyli że
i sami mieszkańcy wsi, mogą swoje własne kassy zakładać.
Oprócz tego, zarządy gminne mogą dla wzmocnienia
funduszów i obrotów kassy, oddawać do niej kapitały
małoletnich, pieniądze z kar, oraz inne fundusze,
które przez dłuższy przeciąg czasu mają pozostawać
w gminne.
Dochód z obrotów kassy, dołącza się „do kapitału
zakładowego. Jeżeli zaś dochód ten uczyni już tyle,
że się zrówna z kapitałem zakładowym, a ten ostatni
udzielonym jest przez rząd, to wtedy kapitał tenże winien
być wycofany i obrócony na założenie kassy w innej
znowu gminie.
Prawo zaciągania pożyczek w kassie, mają wszyscy
właściciele małych posiadłości wiejskich do 60 morgów,
bez różnicy stanu, jak również i bezrolni mieszkańcy
gmin, zajmujący się pracą około roli. Pierwsi,
to jest gospodarze mający grunt, zabezpieczają dług
zaciągnięty w kassie na własnej posiadłości, drudzy zaś,
to jest bezrolni, powinni dać poręczenie jednego lub
dwóch właścicieli gruntowych, przyczem poręczyciele,
nie mogą być równocześnie dłużnikami kassy. Pożyczki
zabezpieczone na majątku nieruchomym, to jest na
gruncie, domu i t. d. wydają się do trzeciej części wartości
tegoż majątku nieruchomego i nie mogą przewyższać
stu rubli; pożyczki żaś które są udzielane za poręczeniem
dochodzą najwyżej do 15 rubli. Termin do oddania
pożyczki wziętej z kassy, oznaczonym jest od
1-go do 9-ciu miesięcy, lecz po upływie tego czasu, może
być przedłużonym jeszcze do miesięcy sześciu. Spłata
długu może być albo jednorazowa albo ratami, byleby
w całkowitych rublach, a procent pobierany przez
kassę z góry, wynosi 8 od sta na rok; czyli—jeżeli ktoś
pożycza np. 15 rubli, to od tej sumy płaci procentu
rs. 1 kop. 20. rocznie.
Jeżeli zaś znowu kto chce składać do kassy swoje
oszczędzone pieniądze, to albo może mieć od nich 6 od
sta procentu, a w takim razie musi oznaczyć czas (od 1
do 6 miesięcy) w którym mają być mu zwrócone, albo
też, może nie żądać procentu i wtedy złożony fundusz
(po potrąceniu dla kassy bardzo małej kwoty za to że
pieniędzy strzeże) wolno mu będzie każdej chwili odebrać.
Gdyby wam kochany Jakóbie albo waszym braciom,
szło o więcej jeszcze wiadomści o kasach, to każdy
z was zasięgnąć ich może w zarządzie gminnym, który
obowiązany jest udzielać wszelkich objaśnień.
Tymczasem zaś, już z tego com tu powiedział,
pojmiecie niezawodnie swoim zdrowym rozumem, że
kassy pożyczkowo-oszczędnościowe, mogą dla całej lu
dności wiejskiej: tak dla gospodarzy rolnych jak dla
tych którzy roli nie mają, zrobić wiele dobrego.
Jedni co chcieliby oszczędzać, mogą zamiast cho_
wać pieniądze gdzieś pod strychem albo przyciesią,
składać je (choćby po parę złotych) do kassy; a składając,
mogą nabierać do oszczędności coraz większej
ochoty. Drudzy zaś, czy to w razie jakiegoś niepowodzenia
w gospodarstwie;—czy na wypadek choroby i t. p.
mogą tutaj za małą, jak widzieliście, opłatą (procent 8
od sta) znaleźć każdej chwili pomoc pieniężną.
Najważniejszą zaś rzeczą jest to, że przy kassie
nie mieliby co robić owi żydzi-lichwiarze na których
sie tak użalacie Jakóbie i o których pono głównie wam
idzie. Bo i któżby chciał iść po pożyczkę do żyda
i płacić mu tyle np. ile już powyżej wyliczyłem, skoro
mając pod bokiem kassę, miałby pożyczkę i tanią
i bez wszelkiego kłopotu.
Najlepszym wiec sposobem na ,,żydów-licliwiarzy‘‘
byłyby owe kassy, ale cóż! skoro kassy same się nie
tworzą!
Tutaj nie trzeba ani namyślać się długo, ani też,
płacząc na żydków, siedzieć z założonemi rękami, ale
trzeba koniecznie wziąść się raźno i śmiało do rzeczy
tym bardziej, że jak powiedziałem, prawo jest gotowe
jeno czeka żeby z niego korzystali ci, co kass swoich
jeszcze nie mają.
To też kochany Jakóbie, jedyną moją radą
jakąbym wam dać pragnął, jest ta, abyście na zebraniach
gminnych i gromadzkich brali pod obrady:
jakby można co rychlej kassę założyć, i radzili nad
tem dopóty, dopóki kassa nie zostanie otwartą.
Toć zresztą wszędzie i zawsze znajdą się ludzie
oświeceni a szczerze wam włościanom życzliwi, którzy
w razie gdybyście czego nie wiedzieli, nie odmówią wam
niezawodnie i rady i pomocy, skoro zobaczą, że sobie
chcecie radzić wspólnie i bronić się od tych co na waszą
kieszeń czyhają.
Ale, jak mi w swoim liście piszecie kochany przyjacielu,
plagą dla was włościan są nietylko żydzi-lichwiarze.
Coraz więcej żydów, powiadacie Jakóbie, przenosi
się z miasteczek i osiada po wsiach okolicznych, zakładając
sklepiki z takiemi towarami jak np. sól, świece,
mydło, cukier, herbata wreszcie nici, igły, płócienka,
wstążki i t. p. ,,I niby w tym tak dalece złego nie było,
dodajecie w swym liście, gdyby nie to, że każdy prawie
z tych kramarzy usadowiwszy się na wsi, oszukuje
nas włościan. Kramarz taki, nietylko że gdy daje na
kredyt, to pisze zwykle rachunek podwójną kredą, ale
w dodatku daje lichy towar i po cenie takiej, jaką mu
się jeno wziąść podoba, boć wie on dobrze, że sam tylko
jeden ma sklep we wsi i że każdy do niego przyjść
musi.“W samej rzeczy Jakóbie, sklepy we wsiach, sąjuż
dzisiaj coraz bardziej potrzebne.
Najprzód, wielu z was włościan chętnych do pracy
a nielubiących grosza marnować, przychodząc do jakiej
takiej zamożności, chciałoby też i żyć jakoś, jak to
mówią, po ludzku. Jedni, zamiast częstować się gorzałką,
woleliby wypić szklankę dobrej herbaty albo dobrej
kawy, inni chcieliby zamiast kaganka zapalić jakąś
lepszą świeczkę w izbie, boć przy świetle, przy długich
wieczorach, (zwłaszcza gdy się umie i jest co czy
tac) raźniej jakoś czas schodzi, a inni wreszcie, radziby
tak siebie jak swe żony i dzieci, widzieć czysto, porządnie
odzianemi i t. d.
Otóż byłoby dobrze, żeby takie rzeczy których się
codziennie potrzebuje, były zawsze pod ręką,. Nie potrzebaby
wtedy wybierać się co tydzień do miasteczka,
tracić cały dzień czasu i w dodatku przy, spotkaniu się
z sąsiadami i sąsiadkami stracić trochę a nieraz i sporo
grosza na poczęstunek. Ale w tem złe całe, że ci żydzi
kramarze, co dziś lgną do wsi zamożniejszych niby
muchy do miodu, prowadzą zwykle swój handel nieuczciwie
i nierzetelnie, że oszukują na wadze albo mierze
i na gatunku towarów i że wreszcie za towar ten,
każą sobie nieraz płacić dwa razy tyle ile warto naprawdę.
Jest to złe ani słowa i bardzo złe nawet,
zwłaszcza że ci handlarze zakładający sklepiki, trudnią
się też często i lichwą; ale zobaczmy, czy i w tym razie
nie możnaby się obejść jakoś bez żydów.
W innych krajach, (np. w Anglii) ludzie biedniejsi,
zmuszeni rachować się z każdym groszem zapracowanym,
jak np. robotnicy fabryczni i t. p., chcąc mieć za
tańsze pieniądze lepsze artykuły żywności i rzetelniejszą
miarę albo wagę, radzą sobie sami w ten sposób, że
z własnego, składkowego funduszu, zakładają sklepy,
które im tylko służą, i któremi sami wspólnicy zarządzają.
Sklepy takie rozpoczynają handel od bardzo małych
rzeczy, mając nieraz towaru zaledwie za kilkanaście
rubli, ale przy dobrem gospodarstwie dochodzą
z czasem do tego, że obracają tysiącami, dziesiątkami,
a nawet i setkami tysięcy rubli. Naturalnie, zyski z takich
sklepów są także coraz większe, a że zyskami temi
dzielą się wszyscy stowarzyszeni czyli właściciele
sklepów, więc wszystkim dzieje się dobrze. Wszyscy
maja towary i lepsze i tańsze niżeli mogliby mieć gdyby
je nabywali u przekupniów, a obok tego, mają i dochód
ze sprzedaży, który nieraz do znacznych sum dochodzi.
Nie szukając wreszcie daleko, sklepy podobne są
już także na Szlązku, gdzie jak słyszeliście może, głód
co rok prawie daje się wieśniakom we znaki i gdzie tak
samo jak u nas żydzi-handlarze czyhają na kieszeń
włościanina.
Owóż tam, jeden zacny, a dziś już sławny ze swej
pracy dla uboższej współbraci człowiek, Karol Miarka
(nauczyciel wiejski i wydawca paru pism ludowych)
widząc jak włościanie są w sklepikach żydowskich oszukiwani,
wziął się śmiało do rzeczy i dalejże jeździć od
wsi do wsi a namawiać do zakładania spółkowych sklepów
spożywczych, które się tam ,,konsumani“ nazywają,
a które też niedługo w różnych miejscach zostały
otwarte.
Nie wszystkim, co prawda, tym sklepom dobrze
się powodzi, boć każdy początek (zwłaszcza wówczas
gdy żydzi na każdym kroku usiłują szkodzić) trudnym
być musi, ale wszystkie mają cel prosty
a uczciwy. Celem tym jest: dostarczać ludziom na wsi
osiadłym, towarów do utrzymania życia potrzebnych,
niefałszowanych, dobrych, za gotową zapłatę, a prócz
tego, jest i cel drugi: aby zarobek z takiego handlu
dzielić pomiędzy uczestników spółki, czyli powoli zbierać
dla nich majątek.
Udział czyli wkład pieniężny każdego uczestnika
spółki jest niewielkim, bo wynosi np. kilka lub kilkanaście
złotych, a i ta jeszcze kwota może być wnoszoną
drobnemi ratami, tak iżby nikt nie czuł się bardzo
przeciążonym.
Obrachunek bywa dopełnianym co kwartał lub
co pół roku, a zysk jaki się przy tym obrachunku okaże,
w części dołącza się do wkładu pieniężnego uczestnika,
w części zaś zostaje mu wypłaconym. Jeżeli wyniknie
jaka strata, to potrzebna suma dla jej wyrównania,
odciąga się od udziałów członków po równych częściach.
Jeżeli uczestnik dla ważnych jakichś powodów
jak np. gdy się do innej wsi przenosi i t. p. zmuszonym
jest wystąpić ze spółki, w takim razie, zwraca mu się
cały jego udział pieniężny jaki ma w spółce.
Co rok zbierają się razem wszyscy uczestnicy
i obradują nad wszystkiem co dotyczy ich sklepu, którym
zarządza stale trzech członków wybranych z pomiędzy
ogółu należąch do spółki.
Oprócz tego, ci spólnicy zarządzający, są kontrolowani
przez innych znowu 9-ciu, także wybieranych
członków, którzy pilnują aby rachunki były prowadzone
rzetelnie, aby towary były dobre i aby wszystko
szło porządnie, bo od rzetelnego i porządnego prowadzenia
takiego sklepu, wszystko zależy,
Nie jestem pewny kochany Jakóbie, czyby wasi
bracia chcieli zgodzić się na zakładanie takich sklepów
po wsiach i czyby sobie sami umieli dać rady, tym bardziej
że u nas niema w każdej wsi, takiego przyjaciela
ludu jak ów Karol Miarka na Szlązku, co to i chce
i umie poradzić po bratersku, z całego serca.
Ale i z tego com wam tu o tych sklekach powiedział,
możecie już pojąć, jak to wszędzie ludziska biorą
się na sposoby, byleby nie dać się oszukiwać handlarzom
niesumiennym.
Według mego zdania, byłoby najlepiej, abyście
skoro idzie o założenie sklepu we wsi, starali się nie
dopuszczać spekulantów z miasteczka, ale abyście się
zawczasu udawali do ludzi oświeconych, zamożniejszych
i dobrze wam życzących, z przedstawieniem iżby
ludzie tacy, albo sami na własną rękę zakładali
sklepy, albo też wyszukiwali ku temu ludzi uczciwych
i rzetelnych, którzyby i sami z handlu mogli mieć kawałek
chleba i kupujących nie krzywdzili.
W niektórych miejscach u nas, już się nawet
tak stało, że dawni ,,dziedzice“ wsi, widząc jak sobie
spekulanci postępują z włościanami, założyli
sklepy na swoje własne ryzyko i tym sposobem, całej
gromadzie zrobili wiele dobrego. Bo najprzód, w takich
sklepach wszystkie towary są w daleko lepszych
gatunkach ni źli w sklepach żydowskich; powtóre jest
rzetelna waga i miara, a potrzecie, i ceny nie są bardzo
wysokie, bo właścicielowi nie idzie o wielkie ale
o takie jeno zyski, coby starczyły na utrzymanie sklepu.
Otóż gdyby się gromady wiejskie chciały oto postarać,
toby coraz więcej dawnych np. „dziedziców
wiejskich podobne sklepy zakładało i tym sposobem,
łatwoby sobie można radzić bez żydów.
Ale o czem jeszcze kochany Jakóbie radziłbym
wam pamiętać to i o tem także, abyście wspólnie ze
swą bracią nad zakładaniem takich sklepów wiejskich,
obradowali jak najczęściej, czy to na zebraniach gromadzkich
czy też na gminnych i t. p.
Toć Ukaz z 1864 r., o urządzeniu gmin wiejskich,
w artykule 16-tym najwyraźniej powiada, że włościanie
,,mogą na zebraniach radzić o wszystkiein co jeno
dotyczy interesów całą gminę obchodzących Cóżby
wiec było w tem dziwnego, gdybyście też na zebraniach
radzili i o tem, jakby sobie można dawać radę
bez spekulantów, bez lichwiarzy, bez szynkarzy żydów
i t. p. To przecie, całe wsie i gminy bardzo żywo obchodzi,
a co uchwali gromada, to, jeżeli nie sprzeciwia
się prawu, musi być wykonanem.
Skoro więc osiądzie żyd we wsi, czy to jako szynkarz,
co jeno ludzi rozpaja i prowadzi do złego, czy też
jako lichwiarz co pożycza na wysokie procenta i gubi
swoich dłużników, to wówczas obowiązkiem jest wszystkich
ludzi uczciwych sprawę podobną wnieść na zebranie
i wyjednać uchwałę któraby złe ukróciła.
A teraz o jednej jeszcze rzeczy chciałbym z wami
pomówić.
W liście swoim, narzekacie, kochany Jakóbie, i na
to także, że was bardzo oszukują spekulanci zbożowi.
,, Jedni, powiadacie, z tych spekulantów jeżdżą od
wsi i skupują zboże na ćwiartki, drudzy czekają w dnie
targowe w miasteczku i tam zabierają to co im na targi
przywieziemy; a tak jedni jak i drudzy, ganiąc naszą
pracę i wynajdując Bóg wie nie co w zbożu: już to np.
że ,,porosłe, że nie wyczyszczone, że ziarno drobne
i t. p. płacą takie ceny, jakie im się jeno podoba; bo
i jakie są ceny prawdziwe, kiedy zboże ,,idzie w górę
a kiedy ,,spada to o tem my włościanie, na nasze nieszczęścia)
prawie nigdy nie wiemy.
Prawda Jakóbie, prawda, że to jest nieszczęście, boć
waszą ciężką pracę oddajecie często za półdarmo, a [nieczytelne]
wtym razie gdybyście się chcieli dobrze naradzić, a poszli
ręka w rękę, toby sobie także można jakoś poradzić.
Tak np. możnaby uchwalić na zebraniu, aby
przez każdy urząd gminny była, kosztem gminy (za
9 rs, na rok) sprowadzaną jedna z gazet drukowanych
w Warszawie, a zawierających z każdego dnia
ceny wszystkich gatunków zboża, jak np. żyta, pszenicy,
jęczmienia, owsa i t. p.
Co prawda to i tym cenom drukowanym w gazetach,
nie można bardzo wierzyć; ale zawsze są one
pewniejsze i rzetelniejsze od tych. jakie wam dają na
ślepo spekulanci w miasteczkach.
Takie ceny z gazet, mogłyby być wypisywane
i wywieszane na tablicach w urzędach gminnych, a każdy,
coby miał zboże do sprzedania, mógłby łatwo się dowiedzieć
jak też ,,zboże stoi w Warszawie i wiedziałby
już mniej więcej, czego się trzymać, aby się
spekulantom nie dać oszukać.
Ale, aby was przekonać, że przy dobrej woli
a zgodzie, możecie sobie i ze sprzedażą zboża radzić
bez spekulantów, opowiem wam w krótkich słowach
to com sprawdził, będąc przed paru laty w powiecie
Garwolińskim (gub. Siedlecka). Włościanie tamtejszej
okolicy, widząc jak przy sprzedaży zboża, czy to na miej -
scu czy też w miasteczku są oszukiwani, „skoczyli po rozum
do głowy“ porozumieli się między sobą i postanowili,
że inaczej zboża sprzedawać nie będą jeno w Warszawie.
Jakoż wybrali oni z pośród siebie paru gospodarzy
uczciwych, do których mieli najwięcej zaufania
u tych zsypywali zboże, a ci znowu odstawiali je prosto
do Warszawy, gdzie dostawali daleko wyższe ceny
niżeli od spekulantów miasteczkowych. Po każdej sprzedaży
zboża, robionym był obrachunek i poobliczeniu kosztów
dostawy, każdy dostawał tyle ile nań przypadło.
Ale do tego, aby sobie tak radzić, trzeba przedewszystkiem
jedności i zgody między samemi włościanami,
potrzeba aby wszystko co jest do sprzedania, starać
się o ile możności sprzedawać ludziom rzetelnym i uczciwym,
nie zaś tym, którzy na każdą ćwiartkę zboża, na
każdą, kurę, jajko albo kwartę masła, czyhają pod miastem
i nabywając nierzetelnie, nieraz za bezcen.—sprzedają
dopiero od siebie, z drugiej lub z trzeciej reki,
(często sfałszowany produkt) za dobre już pieniądze.

Wiem kochany Jakobie, że wy to wszystko dobrze
widzicie, czujecie i pojmujecie, ale trzeba jeszcze aby
tak samo pojmowali i widzieli wszyscy .włościanie, bo
inaczej wszelkie lamenty na nic się nie przydadzą.
.Nie dajmy się obdzierać i oszukiwać, a nie będziemy
obdzierani i oszukiwani, oto co kochany przyjacielu.
wiecznie, jak już powiedziałem, pamiętać i przyczem
silnie a zgodnie i wytrwale stać nam potrzeba.



Obrazek



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: NARADA Z KUBĄ JAKBY SOBIE RADZIĆ BEZ ŻYDÓW

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Wt wrz 04, 2012 10:15 am

Piekne...
Panie Janie..Miod pic z ust twoich...
Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: NARADA Z KUBĄ JAKBY SOBIE RADZIĆ BEZ ŻYDÓW

Postprzez acidek303 » Śr gru 05, 2012 5:50 pm

Jak znajde w koncu chwile wolnego, to wrzuce nowe zbiory do Biblioteki Narodowej na StSy, która, w znacznej części powstała dzięki Krzyśkowi ;) Pozdrawiam i dziękuję za nowy materiał.
acidek303
 
Posty: 247
Dołączył(a): So gru 11, 2010 6:03 pm


Powrót do Instytut Zydoznawczy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości

cron