SYNOWIE SZATANA

SYNOWIE SZATANA

Postprzez krzysiek4 » Śr lut 22, 2012 3:23 pm

Synowie Szatana - wieczór I



Rzecz dzieje się w r. 1923 w Paryżu i pod Paryżem Główni bohaterowie to: Dikis i Lipman – żydzi rosyjscy. Dikis, członek tajnego rządu żydowskiego, wcielony szatan, w trzech wieczorach wtajemnicza Lipmana, jako kandydata na członka tegoż rządu, w plan podboju świata przez Żydów i założenia królestwa szatana.

Powierzchowność Dikisa odpowiada nikczemnej jego duszy, postać krótka, opasła, wieprzowata, z olbrzymią łysą głową, pokrytą, jak i brzydka twarz, wstrętnymi naroślami. Lipman, publicysta z wykształceniem prawniczym, na razie piesek masoński, to człowiek drobny i chuderlawy, ten sam który, grał pierwsze skrzypce w petersburskim kuszeniu naszego pisarza.

Rozmowy odbywają się sposobem zakonspirowanym w mieszkaniu Lipmana. Na czas tych wieczorów gospodarz wyprawił z domu żonę i służbę. Nikt nie powinien był słyszeć strasznych tajemnic, które tam zostały ujawnione.

Ów znakomity, prześladowany przez Żydów pisarz, który genialnie przejrzał duszę żydowską, to Światosław Rodjonow.

W i e c z ó r I

Zapytuję pana – surowo zagaja Dikis – czy pan jesteś bezbożnikiem czy nie?

Lipman się strapił. Jak można go o to zapytywać? Czyżby zwierzchnik jego powątpiewał o tym? Toż śmiertelna obraza!

Rozumie się, żem przekonany i nieugięty bezbożnik! Czyż w naszych czasach wielkiego postępu oświaty jest miejsce dla jakiejkolwiek wiary? Nie mogę przecież ja, człowiek z wyższym wykształceniem, wierzyć w jakiegoś tam Boga. W takim razie należało by uwierzyć i w szatana i w czarowników i w satyrów leśnych i w wiedźmy…

Za to żarliwe wyznanie niewiary, Lipman oczekuje od mistrza słów gorącego uznania. Tymczasem mistrz, rzuciwszy się na fotel, zatrząsł się od bezdźwięcznego śmiechu. Twarz jego posiniała, pomarszczyła się i jeszcze bardziej zbrzydła. Stropiony Lipman podaje mu szklankę wody. Ten wypiwszy kilka łyków, uspokoił się.

Tak, panie Lipman, tak. Więc pan jesteś bezbożnik, niewierzący… Lipman stał, milcząc z opuszczonymi rękoma, wciąż strapiony. – No, wypadnie mi wnieść maleńkie poprawki do pańskiego światopoglądu. Wówczas zobaczymy, co zostanie z pańskich nieugiętych przekonań! – natrząsał się Dikis.

Nie pozostało z nich nic. Lipman dziwił się, że mówił mu to nie jakiś pop, nie ksiądz i nie rabin.

Wszelako to są prawdy, nie podlegające wątpieniu. Bóg nie tylko istnieje, ale i jest Stwórcą wszechrzeczy. I stworzył On wszystkich dla swojej chwały. Ale co innego teoria, a co innego praktyka. Nawet najdokładniejsze obrachowania matematyczne nie zawsze zgadzają się z rzeczywistością. Podobnie się stało – Dikis zaczyna tu już fałszować pojęcie o Bogu – i z gospodarką Bożą.

Bóg się przerachował, wskutek tego, najdoskonalsze ze wszystkich stworzeń, duch zbuntował się przeciw tyranii swego absolutnego Władcy. W Niebie wybuchła rewolucja, najpierwsza w porządku liczbowym i prawowzór wszystkich rewolucji ziemskich.

W okrutnej bitwie, duchy-niewolnicy (tj. aniołowie dobrzy) siłą Bożą pokonały rewolucjonistów i strąciły ich z nieba. Tym sposobem powstali szatani. Ale na tym nie koniec. Rozegrał się dopiero pierwszy akt walki z Bogiem. Walka ta nieubłagana, trwa nieustannie, szerzy się z roku na rok, z wieku na wiek, wzrasta w okrucieństwie i zagłębia się w swoich rozmiarach.

Lipman słucha jak bajki o żelaznym wilku i gorszy się. Czemu, w takim razie, masoneria głosi jawnie bezbożnictwo? Dikis mu tłumaczy: – Niech nie myśli, że oni wyżsi, byli na tyle naiwni, aby nie wiedzieli o jego niewierze. Oni nie tylko wiedzieli o tym, ale i umacniali go w tym jego zaślepieniu. On nawet nie podejrzewał, że ktoś prowadzi go tą nieznaną drogą, a był przekonany, że sam własną głową torował ją sobie. Taki jest ich system, stosowany do ich agentów niższych stopni. Swoje karty odsłaniają tylko tym, których sobie upatrzyli celem powołania ich do najwyższych kół kierowniczych i którzy mają zastąpić starych. Taka taktyka jest jedynie pewna i zabezpiecza powodzenie wielkiej sprawie.

Pomyśl pan tylko, co by było gdybyś, jako nasz nieświadomy agent, nie był przedtem bezbożnikiem, a wierzył w jedynego prawdziwego Boga? Tacy ludzie nie znający tajemnic wszechświata, często nawracają się do chrześcijaństwa, i stają się naszymi zaklętymi wrogami…

Nie mógłby pan również głosić bezbożnictwa z przekonaniem wobec tych baranów, gojów i pańskie apostolstwo nie mogłoby mieć powodzenia, gdy tymczasem leży ono w naszym planie. Bezbożnictwo to towar na wywóz, mający jego spożywców przygotować do roli naszych rabów, by własnymi rękami burzyli chrześcijaństwo i torowali nam drogę do panowania nad światem.

Wyjaśniwszy to nieporozumienie Dikis podejmuje z powrotem wątek wykładu "tajemnic wszechświata". Są to tajemnice czarnoksięskiej Kabały. Myśl żydowska wykolejona przez ukrzyżowanie Mesjasza, nie zrywając jednak z wiarą w jedynego Boga, musiała pojęcie o Nim sfałszować.

Fałszerstwo to ujawnione już powyżej przez Dikisa zaczątkowo będzie się przejawiało w jego blużnierczych ustach coraz jaskrawiej i coraz potworniej. Dla usprawiedliwienia Żydów, całą historię biblijną wywróci on do góry nogami, aż dojdzie do satanizmu. Satanizmu, który bynajmniej, jak i sam szatan, istnienia Boga nie zaprzecza, ale Go ośmiesza, ale Nim pogardza, ale Go nienawidzi. Na tym polegają dikisowskie tajemnice wszechświata.

Dikis wykłada: – Bogu się nie wiedzie. Nawet i potop nie poprawił ludzi, jeszcze bardziej się rozpuścili. Obrażony Bóg, dla przeciwwagi zepsutym wybrał jeden naród, wyróżniający się dodatnio od wszystkich innych. To naród żydowski. Bóg dał mu we władanie ziemię Chanaan, w starożytności jedną z najlepszych ziem i obiecał mu królestwo światowe.

Tymczasem nie tylko nie spełnił tej obietnicy, ale przeciwnie, myślał tylko o tym, aby jak najokrutniej udręczyć plemię żydowskie, poddając je w sromotną i bolesną niewolę narodom niższym. W najbezwstydniejszy sposób naigrywał się z Żydów, wodził ich za nos i oszukiwał, by ich uczynić swymi niewolnikami.

– Cierpliwość Izraela wyczerpała się. Doznając tylko niesprawiedliwości od Boga, Żydzi poczęli go opuszczać i wpadać w bałwochwalstwo.

No sam pan wiesz, że Jehowa posyłał swemu narodowi proroków z upominaniem do nawrócenia się ku Niemu i wzywaniem do cierpliwego oczekiwania Mesjasza, lecz w zamian za cierpienia i męki obiecywał już tylko Królestwo Niebieskie za grobem. Na cóż mu tam żuraw w niebie! Daj sikorkę do ręki!

Naród pożądał wolności w tej chwili, tu na ziemi, chciał – nie cierpieć, nie być niewolnikiem a panować i żyć w rozkoszy. Każdy naród w położeniu Izraela straciłby cierpliwość!

W rezultacie mędrcy żydowscy z przeciwprorockiej lewicy, zająwszy się historią porównawczą Izraela i sąsiednich ludów bałwochwalczych, doszli do nieoczekiwanego wniosku, że zarówno bałwochwalcom, jak i Żydom w okresach ich odstępstwa od Boga, żyje się lepiej, bogaciej, wolniej, szczęśliwiej.

Tajemnica tego faktu przez całe stulecia pozostawała nierozwiązana. Wyjaśniła się wtedy, kiedy Lewici zetknęli się z uczonymi Chaldejczykami i przejeli od nich Kabałę, która stała się kluczem do zrozumienia tajemnic świata. To wielkie odkrycie, dokonane w czasie niewoli babilońskiej, przewróciło całe następne dzieje ludzkości. Z Kabały okazało się, że Bóg nie jest wszechmocny. Byliżby więc Żydzi oszukiwani przez Boga? Niekoniecznie. Mędrcy żydowscy dopuszczając możliwość, że dawniej Bóg był wszechmocny, ale następnie wszechmoc utracił, a to na podobieństwo człowieka, który mierzył siły na zamiary i zbankrutował. Tym się tłumaczy boska taktyka skrytego cofania się z obietnicami z ziemi do Nieba, z doczesności za grób.

Lipman w imię zdrowego rozumu, protestuję przeciw pojmowaniu Boga na sposób ludzki, lecz sprzeciw jego jest słaby, nieśmiały, a Dikis łatwo go uchyla, podnosząc niezmienność praw przyrody i twierdząc zuchwale, że tym prawom podlega i sam Prawodawca Najwyższy. Do tego dodaje dowód moralny, że Bóg cierpi pod nosem cuchnącą kupę nawozu, jaką jest życie ludzkości. Jeżeli on jest wszechmocny, to czemu nie zmieni tego życia na lepsze? Miłosierdzie, cierpliwość Boża? Metafizyczne framuszki!

Tymczasem diabeł nie spał i psuł dzieło. Polegając na swej wszechmocy, Bóg zlekceważył narastanie wrogiej Mu siły, a gdy się spostrzegł, było już za późno. Siła ta urosła i okrzepła na tyle, że opanować jej Bóg już nie mógł.

Kabała stworzyła sektę faryzeuszów, której zadaniem było rozkoronowanie zniedołężniałego Boga i ściągnięcie Go z odwiecznej Jego stolicy. W tym celu należało zniszczyć Biblię. Ze względu jednak na lud, faryzeusze poprzestali na dyskredytowaniu jej i przedstawieniu zamiast niej Talmudu.

Podobnie przewartościowany został stosunek Izraela do Boga. Rabini stopniowo sprowadzili Stwórcę i Pana wszechrzeczy do pozycji bezmocnego staruszka, zabawiającego się wszelakimi głupstwami, sami siebie natomiast postawili ponad Bogiem, jak Talmud ponad Biblię. Jednocześnie wmówiono ogółowi Żydów, że są oni jedynym na ziemi narodem, dla którego Bóg stworzył ziemię. Wszystkie inne narody to dzieci złych duchów, nie ludzie, a bydlęta z twarzami ludzkimi, stworzone dla służenia dzieciom Bożym, Żydom!

Tym sposobem cały Izrael już w chwili przyjścia Chrystusa był tak gruntownie przerobiony, że nawet najbliżsi uczniowie Nazarejczyka, aż do sromotnej śmierci Jego na szubienicy krzyżowej, oczekiwali nie niebieskiego, lecz ziemskiego królestwa izraelskiego, z królem Chrystusem na czele.

Mimo to jednak – Dikis wyznaje to z bólem – ten "Oszust" stał się punktem zwrotnym dziejów, ich środkową, napełniającą wszystko ostoją. Niewątpliwie też dzieło Izraela zginęło by bezpowrotnie na wieki, gdyby w porę nie przyszła mu z pomocą inna siła.

Ta błogosławiona siła pędziła ojców naszych w śmiertelny bój z wyznawcami Ukrzyżowanego, obiecując swą nieustanną i potężną pomoc. I oto prawie już dwa tysiące lat kroczymy, jak hufiec zwycięski, który nie patrzy na ofiary, nie liczy strat, ale tylko uzupełnia swoje beztrwożne szeregi i jak wszystko burzący taran, druzgoce wszystkie przeszkody i zapory.

– My stanowczo i bezpowrotnie zerwaliśmy z Bogiem, nie chcemy z Nim mieć nic wspólnego, krom naszych długich rachunków, które we właściwym czasie przedstawimy Mu z żądaniem wypłaty i z narosłymi odsetkami. I ten czas już bliski. On przyjdzie, przyjdzie!

Lipman boi się domyślać owej "siły" i żąda, by mistrz nazwał ją po imieniu. Ten jednak odkłada to na później, a tymczasem snuje rzecz dalej.

Ku jego przerażeniu Lipman wyznaje wiarę w Bóstwo Chrystusa, potwierdza bezgrzeszność Jego żywota i niezliczone Jego cuda. Tysiące, tysięce cudów, o których nawet Ewangelie nie wspominają, wszak sami faryzeusze, którzy wciąż za nim śledzili, byli naocznymi ich świadkami. Z całą wiarygodnością przekonali się o Jego zmartwychwstaniu.

Wodzowie Izraela jednak nie poprowadzili narodu za Chrystusem. Przekonawszy się o pełnej niemocy Jehowy, że Izrael nie ma interesu iść z Nim, postanowili zmienić front, tj. zerwać z Nim na zawsze i wydać Mu wojnę. Tym sposobem Izrael stał się bogobójcą. Bogobójstwo jest tylko logicznym następstwem owego postanowienia. Lipman zowie to szaleństwem. To nawet nie pojedynek Dawida z Goliatem, lecz coś nieskończenie większego. Cie-cie-cie – drwił Dikis. – A czy ja powiedział, że Izrael wyszedł w pojedynkę na walkę z Bogiem?

I czyś pan mógł choćby przez minutę pomyśleć, że ojcowie nasi, faryzeusze, to takie prostaki, że wyjdą na bój przeciw Stwórcy osamotnieni i goli, jak oskubane kurczęta?

He-he-he. Nie panie Lipman, to głowy salomonowe. Zanim wystąpili do wyrocznej walki, ze ścisłą matematycznością obliczyli wszystkie widoki pro i contra, i gdy przekonali się o nieustępliwości zwycięstwa, dopiero rzucili swój los.

To znaczy, że się oparli na postronnej sile przeciwnej?

Zawarli z nią przymierze!

No wiadomo!

Czyżbyś się pan jeszcze nie domyślał?

Czemu mistrzu przypuszczasz, że się domyślam? Ja się nie domyślam!

Więc cóż?

Ja chcę, mistrzu tymi oto, swoimi uszami z tych oto twoich ust usłyszeć imię tej siły. Lipman mówił to z obcą gorączką i palcami obu rąk potrząsał swoje uszy, a potem wyzywająco wskazał na wargi gościa.

Siła zła – wyrecytował gość!

Nazwij mistrzu, tę siłę imieniem jej własnym!

Pan chcesz abym postawił kropkę nad "i"?

No tak, mistrzu! Przywykłem do tego, aby w żadnych sprawach nie było niedomówień i nieporozumień. Masz pan słuszność. Już stawiam kropkę nad "i".

Imię jej – Diabeł!

Lipman zbladł i tego wieczoru nie wypowiedział już ani słowa.







-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 2218
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: SYNOWIE SZATANA

Postprzez krzysiek4 » Śr lut 22, 2012 3:23 pm

Synowie Szatana - wieczór II



Rozmowa zaczyna się od tego, że Lipman wyraża zdziwienie z powodu nazywania Chrystusa przez Dikisa "Oszustem", gdy wszak, wbrew racjonalistycznemu Talmudowi, przyznał Mu Boskość. Dikis wyjaśnia, że to dlatego, ponieważ Chrystus, podobnie jak jego Ojciec, nie może spełniać swoich obietnic. W języku prawniczym nazywa się to wciągnięciem w niewygodną umowę. Chrystus rzekomo, obiecał swoim wyznawcom wszystko, a wszystko im odjął, nic nie dał. Jego budowla została postawiona na piasku i jest skazana na zagładę, ponieważ zło jest silniejsze od dobra, o czym my się co dzień przekonujemy.

Pan myślisz, że zło zwycięża dobro tylko tu na ziemi?

No, nie! Świat jest zbudowany według jednego niezmiennego prawa. Kto zwycięża tu, będzie zwyciężać i tam. I odwrotnie: Jako na ziemi, tak i w niebie…

Jeżeli szatan jest tak potężny, to czemu – pyta Lipman – nie przeszkodził Synowi Bożemu wcielić się, czynić nieskończonych cudów, wreszcie zmartwychwstać? Wszak to wszystko ogromnie utrudniło robotę.

Niestety diabeł nie był jeszcze tak silny. Ale jednak wiele dziełu Bożemu naszkodził! Przede wszystkim sprawił, iż Chrystus, nawet nie powąchawszy tronu, umarł śmiercią zbójcy i niewolnika, tj. według Zakonu, kaźnią przekleństwa, gdyż powiedziano, że wszelki, który wisi na drzewie "przeklęty".

Prawda – przyznaje Dikis – że Zmartwychwstanie stało się ogromną porażką szatana, brzemienną w najsmutniejsze następstwa dla sprawy żydowskiej. Odsunęło ono konieczne zwycięstwo Izraela nad ludzkością na całe tysiąclecia, lecz to porażka tylko czasowa.

Nasza straszna bolesna droga się kończy i już jesteśmy we drzwiach naszego panowania nad światem. Obecnie szala zwycięstwa przechyliła się tak stanowczo na naszą stronę, zdobyliśmy tyle ważnych pozycji, tak uruchomiliśmy i wyszukiwaliśmy nasze szeregi przeciw ważnemu frontowi, że przegrać kampanii już nie możemy. Pojmij pan, że wyrwać z rąk naszych zwycięstwo rzecz to już beznadziejna. Nie do pomyślenia!

Zwycięzcami – my!

Tu diabelski mistrz przechodzi do ery chrześcijańskiej. Walka żydostwa z Chrześcijaństwem zaczęła się niebawem po ukrzyżowaniu Nazarejczyka i rozpalała się z roku na rok, ze stulecia na stulecie, przechodząc przez różne fazy. Izrael bił wroga głównie cudzymi rękami. Przez długie wieki wypadało mu ślizgać się na ostrzu noża pod grozą, że sam nie usiądzie.

Bywało, groził mu program pogłówny. Wszakże moc jego przysposobionego ojca (czarta) zbawiała go zawsze. Należy panu wiedzieć, że nikt inny, tylko Izrael przygotował i wzniecił za Nerona pierwsze wściekłe prześladowanie wyznawców Ukrzyżowanego. Rzecz prosta, zrobił to potajemnie. I wszystkie następne prześladowania, w liczbie jeszcze dziewięciu, zaszły przy czynnym udziale naszych przodków. Mówiąc krótko, gdyby nie było Izraela, nie byłoby prześladowań.

Lipman obojętnie zauważa, że prześladowanie pierwsze wybuchło z powodu pożaru Rzymu.

Tak się historię pisze, a czyta się inaczej – uśmiechnął się Dikis. Kiedy się zdarzyło czytać gdzie bądź o uczestnictwie w tym Żydów, uważałem to za podłe oszczerstwo i naturalnie oburzałem się...

I na przyszłość zawsze się pan oburzaj, zwłaszcza wobec gojów! Na nich to działa dobroczynnie. Twardo i zaciekle obstawaj pan za brakiem uczestnictwa Izraela w tym krwawym dziele. Goje są tchórze. Kiedy tego nie potrzeba na rożen się nadzieją, będą się gryźć jeden przez drugiego, lecz więcej niż czegokolwiek w świecie boją się naszego krzyku, jak lew wrzasku koguta. Wówczas bez walki oddają swoje najniedostępniejsze stanowiska. Tym ich lękiem my zawsze z niezmiennym powodzeniem posługiwaliśmy się i posługujemy.

To jest zupełna prawda – ciągnął Dikis – że jako pozór do prześladowania posłużył olbrzymi pożar Wiecznego Miasta. Powstał on w pobliżu cyrku, w sklepikach żydowskich, podpalonych przez samych ich właścicieli. Był to plan chytry, choć nie bez ryzyka. Naprzód Żydzi zdobyli sobie pełne zaufanie Sabiny Poppei, ulubionej nałożnicy Cezara. Mówią jakby ona była Żydówką. Być może. Lecz twierdzenie to nie dość jest uzasadnione, a że popierała Żydów, to niewątpliwie. Wszyscy ulubieńcy Nerona, tacy sami jak i on, hulacy i rozpustnicy, byli naszymi ludźmi. Niewiele trudu kosztowało naszych przodków zaplątać ich w swe sieci. Leźli w nie sami.

Ich rozkoszny tryb życia wymagał odpowiednich wydatków. Wszelkimi możliwymi usługami, udzielaniem pożyczek, stręczycielstwem, nasi przodkowie wkradli się w ich zaufanie i trzymali ich w rękach. Z rozkazu Sanhedrynu, w pierwszych już latach Chrześcijaństwa, Żydzi podszeptywali gojom o nazarejczykach wszelakie bzdury w rodzaju: oni oddają cześć oślej głowie, że na swoich ołtarzach zakłuwają dzieci, piją ich krew i spożywają ich mięso, zapieczone w cieście, że na swoich zebraniach oddają się rozpuście i kazirodztwu, że nie uznają władzy Cezara, natomiast za swojego króla i Boga uważają martwego Żyda – odstępcę, Jezusa, którego z wyroku prawego sądu rozpiął na krzyżu Ponciusz Piłat. W ciągu trzydziestu lat nader sprytnej propagandy, nasi przodkowie dobili się do tego, że przesądy przeciwchrześcijańskie w baranich mózgach gojów zakorzeniły się tak, iż goje nie mogli bez wstrętu, oburzenia i pogardy patrzeć na nazarejczyków.

Kiedy umysły gojowskie były już w ten sposób przygotowane, Żydzi uznali, że przyszedł czas urządzić ów historyczny pożar Rzymu, by winę podpalenia zwalić na chrześcijan.

Następne prześladowania chrześcijan przedstawia Dikis już sumarycznie, podkreślając dwa sukcesy żydowskie: wzbogacenie się na nich Żydów i zniszczenie księgozbiorów chrześcijańskich.

Wówczas tak samo jak i obecnie u nas w Sowdepi, majątki chrześcijan były konfiskowane formalnie na rzecz państwa a w rzeczywistości jednak na korzyść Izraela. Całe bowiem życie gospodarcze Imperium było pod ich kontrolą. Byli oni bowiem donoszczykami oraz rzeczywistymi działaczami komisji konfiskalnych. Tym sposobem, państwu dostawały się okruchy, a główne bogactwa wpadały w ręce naszych przodków. Była to złota era dla Izraela.

Można powiedzieć, że przez te trzy stulecia przodkowie nasi prawie do czysta ogolili świat starożytny. Nędza, głód i zarazy towarzyszyły ludności gojowskiej, wówczas gdy Izrael opływał w dostatkach. Jak dzisiaj Żydzi w Sowdepi nie potrzebują wystawać w ogonkach w oczekiwaniu na funt zgniłych ziemniaków, podobnie było i wówczas.

Również podczas prześladowań Żydzi zniszczyli kolosalne księgozbiory chrześcijańskie. Często z ksiąg i rękopisów budowali potężne stosy na których palili ich właścicieli z całymi ich rodzinami, krewnymi i współwyznawcami.

Druku jak wiadomo, wówczas nie znano. Egzemplarze, ksiąg pisanych ręcznie, były nieliczne i przeto tym cenniejsze. Zniszczyć je bez reszty nie było trudno. Toteż Żydom udało się to co do mnóstwa ksiąg chrześcijańskich, treści religijnej i historycznej, a co najważniejsze, dokumentów ujawniających burzycielską działalność Izraela.

To już jest dla ludności stracone na zawsze, wszystkie ślady zatarte i zmiecione. Wszelkie oskarżenia przeciw Żydom za ich działalność w tej epoce, z braku dowodów, zawisną w powietrzu.

Jednego tylko Izrael zniszczyć nie zdołał mimo wysiłków, Ewangelii. Zniweczono mnóstwo egzemplarzy tej straszliwej dla żydów księgi, lecz w jej obronie chrześcijanie szli na wszystko, na męki, na śmierć. Na największe nieszczęście Żydów, chrześcijanie przenieśli je przez ogień i krew trzywiekowych prześladowań.

O, gdyby wtedy udało się ją w niwecz obrócić – woła pożądliwie Dikis – walka z Ukrzyżowanym dawno by się już skończyła naszym wspaniałym zwycięstwem. Lecz my dobijemy się swego! Porwiemy! Zdepczemy naszymi stopami ostatni egzemplarz tej księgi w oczach ostatnich wyznawców Ukrzyżowanego i w obliczu tłumów spalimy na stosie razem z tymi wyznawcami!

W jaki sposób mogło by się to udać na całym globie i w epoce maszyn rotacyjnych, skoro nie udało się wówczas? Płonąc zaciekawieniem, dopytuje się o to Lipman, lecz Dikis odkłada rozwiązanie tej zagadki na później. Tymczasem snuje dalej swą piekielną historiozofię.

Żydostwo jest w stanie nieustającej wojny jednego przeciw wszystkim. Gdziekolwiek się osiedli, tam zaczyna się zepsucie obyczajów, bieda, ruina społeczna i państwowa. W tej walce kieruje żydostwem Sanhedryn, z książętami wygnania na czele. Kiedy ostatniego jawnego księcia Wygnania, Ezekliasza, w r. 1005 powiesił kalif Kader-Billach – niech będzie przeklęte na wieki wieków podłe imię tego psa! – Sanhedryn ze swym księciem wszedł w podziemia. Zdrada tajemnicy miejsca jego pobytu zagrożona jest klątwą i karą śmierci na winowajcę i całe jego potomstwo. Tajemnica ta obowiązuje nawet i wobec szeregowców żydowskich, a będzie ujawniona dopiero po zwycięstwie nad ludzkością.

Człowieka, który by co do tego wypowiedział domysły, nie trzeba nawet przekonywać, a po prostu wyśmiać i oblać pomyjami, jako wstecznika i nieuka.

Tego samego środka używa sam Dikis i względem swego ucznia. Drwi z jego wiary w tzw. "zdobycze naukowe", jak zawrotne, astronomiczne liczby, którymi "nauka" operuje, gdy chodzi o określanie czasu życia ziemi i ludzi na niej, żeby utopić w nich Stwórcę, jako samorodne powstanie życia, pochodzenie człowieka od małpy i tym podobne "dogmaty". Owszem to wszystko jest dobre dla ogłupienia i zbydlęcenia gojów, ale my mędrcy wtajemniczeni, rozumiemy, że to tylko środek do naszych wielkich celów.

Istnienie tajnego rządu żydowskiego oddaje Żydom olbrzymie usługi w dziele podbijania świata. Nie było ani jednej wojny, ani jednej rewolucji, do której żydzi nie przyłożyli swej chytrej ręki.

Oni też wychodzą z nich istotnymi zwycięzcami, oni co nie przelewali swej cennej krwi, nie poświęcali swych majątków. Tym sposobem potęga ich rośnie kosztem upadania potęg gojowskich. Stanowią one mniej niż 1% ludności, a przecież nią już rządzą z pomocą giełdy i prasy.

Są goje, którzy krzyczą, że ta mniejszość żydowska zgarnia 50% dochodów świata. Albo wiadomości ich są przestarzałe, albo też oni nie umieją rachować. Żydzi zdobywają już 75% wszystkich dochodów. Nie licząc przy tym Rosji, która całkowiecie należy do Żydów.

No, no – jakby z ubolewaniem zauważa Lipman – Była Rosja, a teraz jej nie ma!

Ale jest nasza Sowdepja – podchwycił triumfalnie Dikis, i nuż się tym niebywałym w dziejach, dokonanym przez Żydów pogromom i jego owocami lubować.

My to, rozdeptaliśmy naród rosyjski, zmusiliśmy go do pełzania przed nami i do całowania pyłu sprzed naszych stóp! Nie wstać mu nigdy na nogi! Nie dopuścimy! I kto nam w tym przeszkodzi? Bez sądu zamordowaliśmy Cara z jego rodziną. Wytępiliśmy dynastię Romanowów. Roztrzelaliśmy masę popów i prawie całą inteligencję rosyjską. Kilkanaście milionów swoich poddanych wszelkimi sposobami wyprawiliśmy na tamten świat, i do ostatniej niteczki i igiełki ograbiliśmy Rosję.

I cóż? Jak na to zaregowała cywilizowana ludność? Toć ona, jak się to mówi, nawet nie poskrobała się za uchem. Czyż nie tak?

Ale co Izraelowi jakiś tam kłaczek ziemi czyli 1/6 część świata! Do niego należy cała kula ziemska. Rosja to jedynie plac dla zawojowania świata, odskocznia, z której Izrael skoczy ku światowładztwu.

Uniesiemy radosną pychę Dikis, puszcza się solo w karykaturalne pląsy, przyśpiewując sobie żydowskie "bubliczki", z których drwi: Żydzi wspaniałomyślnie ofiarowali je gojom, by mogli sobie pośpiewać na pociechę. Nastąpiła wieczerza. Dikis żarł smakołyki z apetytem Lucyfera z pizańskiego fresku Orcagniego, łykającego potępieńców, jak ostrygi.

Potem znów się unosi nad tryiumfem żydowskim, podkreślając głupotę gojów, którzy się dali użyć za narzędzie. Co za skończonymi durniami trzeba być, żeby własny dom wysadzić w powietrze!

I wiedz pan, że wszystkie nasze trudy i ofiary poszłyby na marne, gdy sami ci samozjadacze rosyjscy (czemuż by ich nie nazwać samojadami) nie zmusili cara do abdykcji?

Pytam pana, panie Lipman, co się u tych ludzi, zamiast głów chełbotało na karkach?

No cóż! Barany…

Nie obrażaj pan baranów, nie obrażaj. Te głupie zwierzęta mają choć tyle zdrowego instynktu, że się zawsze trzymają swego prowodyra.

Wszak gdyby car pozostał na swoim miejscu, co za krach spotkałby nasze dzieło! Dikis przechodzi do sprawy prasy, jako potęgi, wyższej i ważniejszej od złota. Stwierdza, że już od początku wielkiej wojny Żydzi zawładnęli prasą w 90%.

W chórze naszych głosów, podobnych do gromu, udziałem prasy gojowskiej pozostało piszczeć, jak współzdeptane kurczę, albo wziąwszy pod się ogonek, szczekać spod wrót, jak przemarzły piesek. Przez prasę Żydzi pochwycili rząd dusz i urabiają je na swoich rabów. Bo cóż to znaczy owładnąć prasą!

To znaczy wyciąć komuś jego własny język i wstawić cudzy. Prasa bezimienna dokonała tego tak artystycznie, że goje ani nie poczuli jak stali się niemymi zwierzętami, jak im też być należy wedle ich bydlęcej natury. Pozostawiliśmy im prawo ryczeć i nawet drzeć gardziele, lecz tylko wówczas, kiedy i gdzie, i jak my im przykażemy…

Trzeba tu wysokiej sztuki, by statek żydowski prowadzić między wielu Scyllami i Charybdami. Tę sztukę posiedliśmy i posuwamy się naprzód ostrożnie, mądrze, pod najchwalebniejszymi patriotycznymi i liberalno-humanitarnymi sygnaturkami.

Goje są osły panie Lipman! Przecież oni z zachwytem łykają truciznę, byle by na sygnaturze była wypisana recepta lekarska.

Pomyśl pan, czy my Żydzi, dopuścilibyśmy kogo bądź z obecnych do wzięcia w swoje ręce prasy żydowskiej i przemawiania na cały świat w naszym imieniu! Precz! Precz! to byłyby nasze pierwsze słowa do takich szarlatanów.

Do własnego gniazda nie wpuścimy kukułek. My nie obłąkańcy i nie bydlęta. Sami władamy mową artykułowaną! W dalszym ciągu Dikis natrząsa się z wychowanych przez Żydów pisarzy rosyjskich.

Obrobiliśmy na swój ład całe sfory bezradnych, nieludzkich, cynicznych i szpetnych pismaków. Błoka wynieśliśmy między niewidzialne geniusze. Andrejewa ogłosiliśmy nadgeniuszem, a Bosiaka moskiewskie rozdziały, z prostodusznością swego bohatera narodowego Horkija – Niegasnącym Słońcem na Wiekuistym Nieboskłonie. A te Iwanuszki – duraczki, uwierzyły nam, myśleli... myśleli, że my na serio. Cha-cha-cha…!

Słuchaj pan dalej – ze łzami w oczach i rozdętą od śmiechu twarzą ciągnął Dikis – Wszak nie zaprzeczysz, żeśmy literacki Olimp rosyjski… cha-cha-cha… przemienili w gnojny cuchnący chlew, zmusiwszy każdego, wprowadzonego doń przez nas, olimpijczyka, by chrząkał i smrodził, jak mu się podoba, tj. po świńsku, nie pozwoliwszy tylko na jedną maleńką rzecz – kroczyć w ślady swoich szlachetnych wielkoduchów słowa. Teraz, kończy Dikis – bez naszej sankcji, bez naszego łaskawego zezwolenia, żaden malarz, żaden muzyk, żaden artysta, żaden literat na całym świecie nie może przebić sobie drogi, jakkolwiek byłby utalentowany i nawet genialny.






-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 2218
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: SYNOWIE SZATANA

Postprzez krzysiek4 » Śr lut 22, 2012 3:24 pm

Synowie Szatana - wieczór III


Dikis nawiązuje dalszy swój wykład do tego, na czym zakończył wieczór drugi.

Kiedy takie dwa potężne czynniki życiowe, jak kapitał i prasa, są w naszych rękach, to rządy narodów są naszymi pokornymi rabami. Niechno by który spróbował iść przeciw naszym interesom! Taki zuchwalec pożegnałby się ze swoją pozorną władzą, a rządzący szczególnie krnąbrni także i ze swoim mieniem i dobrą sławą. A jeżeli i to nie doprowadzi takiego pana do rozumu, to może on przedwcześnie i znienacka zniknąć z oblicza ziemi.

Któż to rozwalił trony! My, Żydzi! Ośmieszyliśmy zasadę monarchistyczną. Tymczasem oko w oko musimy wyznać, że przy wszystkich brakach monarchizmu, on jeden był zbawienny dla gojów i w ciągu wieków stanowił zaporę przeciw naszym celom.

Wojna światowa, wśród wielu innych, przyniosła nam i ten bezcenny podarek, że obaliła trzy najpotężniejsze trony cesarskie i czwarty – sułtański. Pozostałe sprowadziliśmy do nicości. Majaczą jeszcze na świecie jak blade widma przeszłości, lub jak niepogrzebane jeszcze umarlaki. Ale i z nimi w swoim czasie się rozprawimy!

Pozostała nam do zburzenia jedna jeszcze poważna warownia.

Co to za warownia?

Popy! W ogóle duchowieństwo chrześcijańskie. Z nimi trzeba skończyć bezwarunkowo, choć i tam mamy swoich ludzi, którzy rozbijają tę organizację od wewnątrz.

Lipman: Nie pojmuję. Jestem wciąż niepoprawnym "idealistą". Czy Izraelowi nie wszystko jedno, w co wierzyć będą goje i czemu się kłaniać, skoro On osiągnie dyktaturę światową?

Dikis się nie gorszy i gniewnie szydzi.

Eee-e... W tobie panie Lipman wciąż daje znać o sobie rosyjski zakwas inteligencji… Humanizm, liberalizm, równość, tolerancja, wolność sumienia, konstytucja, solidarność i jesiotrzyna z chrzanem w stule itd... itd… Eee…

A jakże inaczej mistrzu? Na tych wielorybach stoi wciąż życie kulturalne świata.

Dikis chrząknął wzgardliwie.

Jak pan nie pojmujesz do tej pory, że to wszystko to tylko przejściowe szczeble jednej wysokiej – wysokiej drabiny!

– Tylko! No, skoro zaś raz osiągnąłeś jej wierzchołek, to co się czyni z drabiną?

Jak kiedy ... zwykle się ją usuwa...

A panu trzeba kopnąć, to znaczy skończyć z tym zbędnym już gruzem, skończyć raz na zawsze. Inaczej,

pan nie nadajesz się do tej roboty, do tej wysokiej roli, jaka przypadła mu w udziale!

Dikis ze wściekłą pasją potwierdza swój postulat.

Z Cerkwią prawie już skończone, protestantyzm się nie liczy – to nie religia!

Pozostaje kościół katolicki, najgroźniejszy wróg żydostwa. Na razie jest ono bezsilne wobec jego cytadeli – Watykanu i musi zadawalać się ukąszeniami komarzemi. Tylko niekiedy udawały się dotkliwe ciosy, jak pogrom kongregacji katolickiej we Francji za rządów Waldeck-Roussau i Combesa. To byli wierni słudzy Izraela – Masoni.

Obecnie czołowe ataki na Stolicę Apostolską byłyby nierozsądne. Toteż rozkładając masy katolickie tj. osłabiając Kościół od wnętrza, kierownictwo Izraela obchodzi papiestwo z flanków i bije w rządy gojowskie. I tylko wówczas, kiedy my, wysadziwszy je w powietrze, usiejemy Europę sowietami, los papieża i jego kleru spełni się samoistnie. Papież będzie nam za sługę.

Jakie siły zbrojne może on przeciwstawić naszej czerwonej armii?

Swoją gwardię Watykańską, czy co? Później los jego będzie straszniejszy niżeli los jego kolegi wschodniego – patriarchy rosyjskiego. Albowiem obecnie bądź co bądź, musimy oglądać się na opinię świata kulturalnego, aby zbyt jaskrawo nie ujawnić naszego programu.

Potem zaś ręce nasze będą rozwiązane. Wypadki potoczą się z oszałamiającą zawrotnością, gdyż nastąpi epoka królestwa naszego ojca – szatana. Kto będzie śmiał przeszkodzić nam postępować z nimi tak, jak tego chcemy?

Obecnie główna uwaga wodzów Izraela zwrócona jest na armię czerwoną. Na razie jest ona pałką o dwóch końcach. Najmniejsza nieroztropność mogłaby sprawić, że pewnego, bardzo pięknego dnia, Sowiety siadłyby na czerwonych bagnetach. Zadaniem ich przeto jest gruntowna, bezwzględna czystka czerwonej armii, tak aby w niej nie pozostało ani śladu ducha carskiego.

Naturalnie, nie traci się czasu na tym polu a jednocześnie prowadzi się wytężoną propagandę komunistyczną na całym świecie i naciska się wszystkie rządy, by co rychlej uznały Sowiety jako mocarstwo.

Lipman kręci głową niedowierzająco.

Dickis na to – Co, pan nie wierzysz w powodzenie?

Trudnawo...

Trudnawo… i pchły łapać! A w sprawach wielkich muszą być trudności. Ale dla nas nie ma nic nieprzezwyciężonego, i w mocarstwach europejskich jużeśmy doprowadzili do władzy przedstawicieli tych stronnictw, które zobowiązały się przeprowadzić te czynności.

Dikis powraca do sprawy krasnej armii. Wielomilionowa armia czerwona, tworzona w państwie bolszewickim dla podboju świata, będzie wychowana tak, że w porównaniu z nią zwierzęta drapieżne – hieny, lamparty, okażą się barankami. Przy tym światowa polityka żydowska będzie skierowaną ku temu, by życie gospodarcze świata z roku na rok stawało się coraz cięższe i beznadziejniejsze, pod płaszczykiem dobrobytu.

Rządom wypadnie żywić milionowe masy bezrobotnych z ich rodzinami, a to przyniesie Żydom korzyść podwójną: osłabi finanse rządów, a rozleniwione darmozjady zostaną podane obróbce socjalistów i komunistów.

Słowem wewnątrz państw powstaną armie komunistyczne, gotowe, jak zbawców przyjąć zbrojną armię czerwoną.

Jednocześnie polityka żydowska zmiesza karty dyplomatyczne wszystkich państw w ten sposób, że w końcu duszący ludzkość węzeł gordyjski splątanych interesów można będzie rozciąć tylko mieczem.

Tak wybuchnie wojna światowa – druga i ostatnia.

Ogarnie ona bez mała całą kulę ziemską i będzie tak krwawa i niszczycielska, że miniona wielka wojna okaże się wobec niej jak krótka przygrywka wobec długiej symfonii.

Wedle "proroctwa" – Talmudu, podczas tej ostatniej wojny narodów zginie 2/3 ludności ziemi.

No może nasi rabini przesadzili cokolwieczek, ale że zginie niesłychane mnóstwo ludzi, to niewątpliwie wobec dzisiejszej doskonałości środków zniszczenia, oraz ponieważ walczyć będą nie same tylko armie, lecz i całe narody.

Ucierpią przy tym i Żydzi? No, każda idea wymaga ofiar, ucierpią jednak najmniej, a za to świat cały będzie ich zdobyczą.

Z wojną globalną stanie do pary w krwawe plany globalna rewolucja. W każdym kraju są w pogotowiu kadry władz sowieckich. Nastąpią przewroty według tejże recepty, jak w Rosji za Rządu Tymczasowego, kiedy z nim równolegle zasiadły rady deputatów robotniczych i żołnierskich. Ni żołnierzom, ni robotnikom, one nie pachniały. Siedzieli "nasi”.

W powszechnym krwawym i klęskawym zamęcie, narody ani się nie spostrzegą, jak jeden za drugim, ockną się pod władzą sowiecką. Prościej niż prosto, dokona się zjednoczenie republik radzieckich w jeden związek światowy. Już od dawna zostało to opracowane. Dopiero później zostaną rozbici na drobne państewka, aby je osłabić.

Wszystkie republiki poddadzą się centralnemu rządowi żydowskiemu. Tym rządem będzie sam Sanhedryn, który przetrwał całe tysiące lat, jako tajny rząd żydowski. Teraz się ujawni i ogłosi królem izraelskim. Tytuł ten odpowie rzeczywistości, albowiem na ziemi był, jest i będzie jeden tylko naród – naród izraelski. Pozostałe narody to bydło, pozbawione wszelkich praw, raby żydowskie, ich rzeczy, pył i proch. Odejmie się im jako takim, wszelkie majętności, nawet ich ciała i dusze przejdą na własność wszechświatowego państwa komunistycznego, a następnie króla izraelskiego, jak w Sowdepi. Z tą tylko różnicą, że to, co się dzieje tam, jest tylko ledwie-ledwie naszkicowanym pierwowzorem tego co się urzeczywistni w państwie wszechświatowym.

Lipman pobladł i zadrżał! Jak to? Czyżby miał się przedłużyć i na cały świat rozszerzyć ten straszny koszmar, to królestwo gwałtu, grabieży, złodziejstwa, morderstwa, rozpusty?

I tak dalej, i tak dalej – z diabelskim uśmieszkiem dokończył Dikis – Pan to nazywasz zmorą królestwa gwałtu?

My to zowiemy przywróceniem naszych zdeptanych praw na zasadzie sprawiedliwości wyższej... I w dalszym ciągu rozwijał swój koszmarny obraz królestwa szatana.

Pojawi się w nim, naturalnie, i Cze-Ka. Pan powinieneś wiedzieć, że po hebrajsku Cze-ka znaczy bydłobójca.

No i będziemy bić nasze bydło. Zbudujemy olbrzymie więzienia z najnowszymi urządzeniami dla stosowania tortur, jakich świat jeszcze nie widział. Nam nie dość samej śmierci gojów. Potrzebne nam są ich męki. Będziemy urządzali uczty z krwawymi orgiami. Krew gojów będzie się lała nie tak prozaicznie jak czworonogów w bydło-bójniach, a w nastawieniu poetycznym, pod dźwięki melodii chopinowskich i mendelsonowskich, wykonywanych przez najlepszych artystów.

Zmusimy ich do tego. Starsi podczas orgii będą się lubowali widowiskami i muzyką, popijając wina, likiery i koniaki najlepszych gatunków i paląc cygara najdroższych marek Hawana. Izrael nasyci się zemstą za wszystkie swoje cierpienia, poniżenia, oplwania i śmierć swoich cór i synów. Rachunek długi. Zemsta spełniać się musi. I ona spełni się i spełniać się będzie na wieki wieków. Czyż to nie będzie tylko sprawiedliwość i konsekwencja?

Całą ziemię zaczerwienimy tą krwią rabią! – rozpalał się Dikis – Od przelanej krwi rzeki z brzegów wystąpią. Hekatomby zawalimy!

Dikis zerwał się z miejsca i zatańczył. Z zaślinionych jego ust wyrywały się słowa okropne: – Z czerepów wzniesiemy piramidy! Co tam tamerlańskie! Wyższe od Egipskich, ale nie od razu na tamten świat, nie od razu!

Naprzód zgnębić okropnościami tortur. Wznowimy wszystkie rodzaje od początku wieków… i wynalezione przez świętą inkwizycję i przez najnowszą praktykę sowiecką. Rostrzeliwanie, szubiennice, krzesło elektryczne, ścięcie – humanitaryzm! Wyjedzonego jajka nie warte ... do diabła!

A ot, powolne wyciąganie żył… kleszczami, kruszenie kości, stawów, przypiekanie, dyby, gwoździe, igiełki pod paznokietki… … rękawiczki z rąk… z nóg… "skarpetki"... A woda lodowata na ogolone ciemie… z góry… tak, po kropelce… Cha, cha, utopić. … Co? Utopić w wodzie? W ekskramentach żydowskich utopić. … He-he-he. To coś osobliwego! Lipman zaczął pojmować tą nieubłaganą logikę na którą Dikis wielokrotnie kładł nacisk. Razem z nim i my zaczynamy ją rozumieć. Wyrywa nas ona z zaczarowanego koła złudzeń liberalistycznych i przerzuca w świat, któryśmy uważali za ułudną zmorę.

Spostrzegamy, że jest to ścisła konsekwencja założeń satanistycznych i że naiwnością jest zamykać na to oczy a głupotą temu zaprzeczać w imię mrzonek liberalizmu, a do tego jeszcze się srożyć przeciw tym, co nam oczy na to otwierają.

W najkrótszym czasie – spokojnie już mówił Dikis – musimy skończyć z gojowską główką – z ich inteligencją, gdyż inaczej może się ona przedwcześnie opamiętać i przewąchać nasze plany, i choć koła przeznaczenia nie cofnąć im wstecz to mogłaby ona przyczynić nam trudności i opóźniać pracę naszej przebudowy życia.

Prześladowanie, rzecz prosta, zacznie się, jak zawsze od duchowieństwa. Wyzyskując religijny patos narodów, ogłosi się je, jako samego Chrystusa, za oszustów i wyzyskiwaczy przesądów religijnych. Na pierwszy ogień pójdzie, papież ze swymi kardynałami oraz patriarchowie i biskupi. Dla ich zadowolenia, będą powieszeni na krzyżach. Niechże naśladują swojego Chrystusa. Lecz nie od razu, naśladowanie musi być pełne. Naprzód więc opluwanie, wypoliczkowanie, ubiczowanie, cierniem ukoronowanie a dopiero krzyż.

Wielkoduszność żydowska da im szczęście nie tylko naśladowania Chrystusa, ale i otrzyma od Niego w życiu przyszłym "niewiędnących wieńców męczeństwa". Armia księży po odsłużeniu nam, będzie wytracona bez tak wielkich honorów. Szkoda lasów na tyle krzyży. Wystarczą rewolwery i stryczki. Zasłużeni, za przykładem świętej inkwizycji, pójdą na stosy.

Lipman znowu się niepoprawnie przeraża. Dikis żąda odeń wskazania sposobów mniej okrutnych. Lipman ich nie widzi.

Dikis wnioskuje: Nie ma ich, i być nie może. Jedynie oszustwem, kłamstwem, przewrotnością i masowym morderstwem dojdziemy do pomyślnego końca naszego dzieła. Jedynie tymi sposobami możemy pomnożyć zło na ziemi, które narastając liczebnie i w swej potędze, ostatecznie przemoże dobrą siłę Przedwiecznego.

Tu Dikis znowu się przechwala tym, czego inteligencja żydowska dokonała w kierunku tryumfu zła.

Ona obezbożyła mózg inteligencji gojowskiej i rozszerzyła niziny społeczne. Dzięki temu, goje zapomnieli o Królestwie Bożym na ziemi i uganiają się, jak tłumy żydowskie, za dobrami i rozkoszami ziemskimi. Obecnie jak dla "Greka", tak dla Żyda, bóg jest jeden, ten, za którego wszystko można kupić, ten, którego u stóp Synaju odlał ze złota brat Mojżesza Aaron. Tego dzieła trzeba dokończyć. Wraz z Kościołem Duchowym będzie zniszczony Kościół Materialny tj. wszystkie świątynie i księgozbiory, z Pismem Świętym na czele. Dikis z zachwytem wzywa Lipmana by sobie wyobraził obraz nagłego wybuchu w jednej i tej samej chwili, jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, wylecą w powietrze tysiące najwspanialszych świątyń chrześcijańskich całego świata.

Lipman znowu się oburza. To byłoby barbarzyństwo. I podsuwa myśl obrócenia cudów budownictwa chrześcijańskiego na muzea, szkoły, teatry. Dikis pobłażliwie zowie go niepoprawnym inteligentem rosyjskim i powołuje się na słowa rosyjskiej piosenki rewolucyjnej: "Odrzekam się starego świata".

Czego więc pan chcesz? Oto my z całym sercem, całą duszą i wszystkimi siłami idziemy na zew gojów i urzeczywistnimy ich pragnienia. Za to marksiści powinni nam się do nóżek pokłonić. My całą duszą żydowską nienawidzimy tego starego świata chrześcijańskiego i wyrwiemy z korzeniami samo nawet o nim wspomnienie, jak gdyby go nigdy nie było na ziemi.

To nie tylko nasze namiętne pożądanie, ale i nasz obowiązek, straszną klątwą potwierdzimy. Jeżeli nie wypełnimy go aż do ostatniej kropki, a tylko połowiecznie, to na podobieństwo fuszerów, my, wszystko przegrawszy, zgubimy samych siebie i naród Izraela.

Uczeń nie pojmował.

No wrychle będzie panu wszystko jasne, jak wyłuskany orzech. Religie pozachrześcijańskie, jako dla nas nie niebezpieczne, pozostawimy na razie w spokoju. Owszem wyznawców ich pociągniemy do współpracy w tępieniu Chrześcijaństwa. Potem rozprawimy się z nimi. Chrześcijan zdaje się, wypadnie wytępić co do głowy, choć nie od razu. Ta robota zaciągnie się może na stulecia.

Co…? Wytępić setki milionów?

Tak, to jest konieczne, albo prawie konieczne.

Okropne, okropne…

Okropne czy nie, rzecz gustu… Na ostatek rozprężymy narody gojowskie, skazimy ich dusze i ciała, zburzymy ich rodziny i społeczeństwa. Przykładem nasza Sowdapia. Wyrzucim dzieci gojowskie za progi domów ich rodzinnych, na pole, tak jak Sowiety wyrzuciły miliony dzieci rosyjskich.

Tam wyrzucono nie same tylko dzieci rosyjskie.

Jeno nie żydowskie! Ani jednego dziecka żydowskiego nie ma wśród bezdomnych. I ta operacja będzie dokonana drogą naturalną. Zaprzężemy rodziców i w takie jarzmo robocze, tak uciśniemy ich, tak zamorzymy głodem, że nie do dzieci im będzie.

Możliwość buntu! I to zostało przewidziane. Bunt masowy będzie niemożliwy, bo zanim goje się rozbudują, już będą beznadziejnie obezgłowieni. Przewiduje się tylko bunty miejscowe, i te będą tłumione bez litości. Jedna lub kilka eskadr samolotów zarzucą bombami i gazami duszącymi skazany kłaczek ziemi. Nikt żywym nie wyjdzie!

Za to obdarzymy gojów wolnością, o którą oni się tak dobijają. Hasło: "Wszystko Wolno", będzie urzeczywistnione w pełni. Największe zbrodnie wśród gojów, nie będą karane. Sądy będą tylko pozorne. Rozwiążemy także wszelkie więzy obyczajowe. Będziemy hodowali rozpustę we wszelkich ich postaciach, osobliwie popierając kazirodztwo.

Dopuścimy wszelką przewrotność płciową nie wyłączając stosunków z nieletnimi i zwierzętami. Czyż to nie jest wolność? Karane będą tylko zbrodnie przeciw Żydom i to strasznymi mękami i śmiercią nie tylko winowajców, ale i rodzin ich i krewnych a całych gmin nawet.

Z bydlęcą wolnością, której pożądanie wszczepiliśmy w gojów, rzecz prosta, w parze nie może iść nauka, sztuka, kultura. Toteż skończymy z piśmiennością gojowską.

Jak to mistrzu? Nie pojmuję… No, i co w tym trudnego? Druk będzie monopolem państwowym, jak jest już w naszej Sowdepi. Czy my muły, jak goje? Wolność prasy była nam potrzebna, żebyśmy my mogli z niej korzystać, skorośmy za jej pomocą osiągnęli nasz cel… Pójdziemy jeszcze dalej. Przed młodzieżą gojowską zamkniemy bramy wszystkich przybytków oświaty. Zabronimy gojom czytać i pisać. Przedtem zaś jeszcze zniszczymy wszystko, cokolwiek chcielibyście czytać, przede wszystkim tę najstraszniejszą dla nas księgę…

Jaką mistrzu?

Ewangelję!

I teraz wybacz mistrzu, lecz wątpię, czy to jest możliwe.

Dla nas, zdecydowanych na wszystko, nic nie jest niemożliwe. Wszak w naszych rękach znajdzie się cały aparat państwowy i my go użyjemy. Zarządzi się na całym świecie rewizję w poszukiwaniu ksiąg Ewangelii oraz wszelkich innych dzieł religijnych. A potem wszystko na stos. Następnie od czasu do czasu, a zawsze znienacka, będzie się to powtarzało aż do pełnego skutku. I biada temu u kogo będzie znaleziony bodaj jeden egzemplarz, lub choćby strzęp tej księgi i w ogóle chrześcijańskich ksiąg teologicznych. Lepiej byłoby takiemu człowiekowi się nie narodzić. Kara będzie straszniejsza, niż za każdą inną zbrodnię, bo to najważniejsze.

Ponieważ zaś wszystkie linotypy i maszyny drukarskie będą w rękach rządu, zatem druk tych ksiąg będzie wyłączony.

Zresztą nie byłoby komu nawet czytać, skoro wszyscy zostaną uniepiśmienni.

Podanie ustne? Żadna pamięć nie obejmie tej kolosalnej literatury. Po wtóre: Kontrola, szpiegostwo…

Każdy, kto choćby tylko wspomni imię Ukrzyżowanego, umrze śmiercią okrutną. Jeżeli chrześcijanie zdołali przenieść swoje księgi święte poprzez trzy wieki prześladowań, to tylko dlatego, że Żydzi nie mieli wówczas niepodległości politycznej, poganie zaś nie pojmowali znaczenia chrześcijaństwa i przy tym nie posiadali takiej organizacji państwowej, jaka istnieje obecnie i którą my jeszcze udoskonalimy.

Kiedy Chrześcijaństwo zostanie starte z oblicza ziemi, zastąpi je objawienie religii jedynej, religia ojca naszego diabła. Samo przez się rozumie się, że w swej osnowie będzie miała ono zło, a raczej to, co złem nazwało Chrześcijaństwo.

Na miejscach po zburzonych Kościołach wyrosną bożnice szatana i goje będą zmuszeni tam kłaniać się, nieczystym według nich, siłom biesowskim. Obsługiwać je będzie kasta ofiarników. Staną w nich ołtarze, na których spełniane będą czarne msze z żertwami ludzkimi.

Czyżby i to? – prawie z jękiem wyrwało się Lipmanowi.

Tak: to – z diabelskim uśmiechem potwierdził Dikis. Zamiast bazyliki Grobu, stanie główna na cały świat świątynia Lucyfera, księcia światłości, Belzebuba. Swoim ogromem, wspaniałością i bogactwem budowla ta przewyższy wszystko, co kiedykolwiek powstało na naszej planecie.

Ozdobi ją kolosalna statua szatana z czystego złota. Na szyi jego zawisną sznury największych pereł. Głowę jego uwieńczy diadem wartości bezcennej. Takie bogate korony będą tylko dwie na świecie. Druga mniejsza, spocznie na głowie króla izraelskiego. W skład obu wejdą drogie kamienie, wyjęte z samych koron monarszych, tiar, papieskich i mitr biskupich. Diabeł będzie wyobrażony w pozie zwycięzcy nad rozciągniętym u jego nóg Ukrzyżowanym, z Jego matką, aniołami i świętymi.

Przed statuą stanie ołtarz z wiecznym ogniem, na którym będą zabijane i palone pierworodne niemowlęta płci męskiej.

Lipman pobladł śmiertelnie i zakrył twarz rękoma. Och! – wyrwało się z jego piersi.

To z braku przyzwyczajenia... Przejdzie... Nie lękaj się pan – szydzi Dikis. I czego się bać? Ani jeden włos nie spadnie z głowy żadnego dziecka żydowskiego. Ojcowie nasi, faryzeusze, zawierając przymierze z diabłem, wynegocjowali dla naszych dzieci przywilej odejścia od tej krwawej powinności. Za to od czasu powstania Chrześcijaństwa obowiązek ten został przeniesiony na dzieci chrześcijańskie. Tym się tłumaczą mordy rytualne, które nie zawsze udawało się nam ukrywać przed gojami.

W samym Grobie, który według Izajasza, miał być sławny, urządzi się miejsce splugawienia. Tam nasi młodzieńcy, mając za partnerki dziewice gojowskie, w czasie czarnych mszy będą plugawić to sławne miejsce.

Czarne msze z krwawymi żertwami i bezwstydnymi orgiami będą odprawiane po czartochwalniach całego świata. Zabijać się będzie na cześć ojca naszego także i dorosłych. Wszystka potęga Izraela będzie skierowana ku pomnożeniu i nasileniu zła. Tym sposobem tak pomnoży się siły ojca naszego, aby żadna wraża siła nie mogła go już wyprzeć z zajętych przezeń stanowisk i aby wyłączna jego władza na ziemi ustaliła się na zawsze.

Dikis kończy swoje wykłady wariackie, ale z niemniej logicznie z psychologicznie zrozumiałym zapewnieniem, że powtórne przyjście Chrystusa nigdy nie nastąpi: Nie dopuści do tego ten, kto jest silniejszy od Niego i kto założył i umocnił na ziemi swoje wieczne królestwo. Nie dość na tym. Na ostatek Dikis zapowiada szturm przeciw Niebu na podobieństwo legendarnego szturmu tytanów, ale pod osobistą wodzą samego księcia piekieł. "Starzec dni" zostanie strącony ze swojego odwiecznego tronu, a zamiast Niego zasiądzie na nim Lucyfer.

To ostatnie zapewni Żydom panowanie ziemskie na wieki wieków. W ten sposób zostanie umorzony długi rachunek, który wystawimy Bogu, zapowiedział Dikis.







-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 2218
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: SYNOWIE SZATANA

Postprzez krzysiek4 » Śr lut 22, 2012 3:25 pm

Synowie Szatana - biesiada


Następuje suta biesiada przy suto zastawionym stole. W swobodnej już rozmowie Lipman dowiaduje się rzeczy bardzo dla nas ciekawej.

Lipman był przekonany, że z Leningradu do Finlandii, a stamtąd do Paryża uciekł, bo pod rządem bolszewickim nie mógł dostać żadnej posady i zagrażał mu głód a także i dlatego, bo mierziły go mordy i grabieże bolszewickie.

Był przekonany również i o tym, że jego bogaty księgozbiór, który zmuszony był pozostawić w Leningradzie, padł ofiarą dziczy bolszewickiej. Tymczasem dowiaduje się, że jego przyjaciele, którzy podsunęli mu myśl ucieczki i ją mu ułatwili, byli w tym celu nastawieni przez kogoś, kogo mały palec waży więcej, niż cały Lenin lub Trocki. Albowiem w Sowdapi byli potrzebni tacy jak Lenin, Bronsztajn, Apfelbaum, Dzierżyński itp. On zaś Lipman mógł się przydać właśnie wśród emigracji rosyjskiej, a do tego trzeba było, aby się tam znalazł nieskompromitowany służbą Sowietom i uchodził za zbiega. Zadanie jego wśród wychodźctwa polegało mianowicie na podtrzymaniu w nim zwodniczych ideałów, po których Rosja stoczyła się w przepaść bolszewictwa.

Lipman dowiaduje się z radością i o tym, że jego księgozbiór pozostaje nienaruszony na miejscu. Będzie on musiał niebawem wraz z Dikisem udać się do Moskwy skąd będzie mógł dojechać do Leningradu i tam zarządzić wyprawienie swego księgozbioru do Paryża na koszt rządowy.

Z dalszego ciągu rozmowy Lipmana z Dikisem podczas biesiady dowiadujemy się rzeczy ciekawszej, mającej doniosłość historyczną, a dziś szczególnie aktualną. Przez usta swoich bohaterów, opierających się snadź na wystarczających dowodach, Rodjonow ujawnia, tak poszukiwanego przez świat aryjski, autora osławionych Protokołów Mędrców Syjonu. Lipman wyraża obawę o przedwczesne odkrycie przez gojów tajemnicy królestwa szatana, objawionej mu przez Dikisa.

Za późno, brzmi odpowiedź. Już sprawę przegrali. Zresztą, nie ma na to żadnych dokumentów pisanych. Zdrada ze strony członków tajnego rządu żydowskiego wyłączona. Rekrutuje się ich spośród ludzi wypróbowanych.

Poza tym zdrada taka byłaby zbyt niebezpieczna dla zdrajcy.

Maszyn samopiszących lub samomówiących, które mogłyby być podstawione na podsłuchu, dotąd nie wynaleziono. A domyślić się naszych planów – fiuuu… – na to nie starczy nie tylko bydlęcy mózg gojów, ale i ludzki – żydowski. To plan nie z tej ziemi, a natchniony przez geniusza diabła. Dla ich umysłowości jest on przeciwnaturalny, więc niedostępny. Za ciasno mu w ich małpich główkach. Gdyby wpadł w nie przypadkiem, w tejże chwili wyskoczyłby z hukiem jak korek z butelki szampana. Wreszcie gdyby się nawet zdarzył nieprawdopodobny wypadek, odkrycia, to cofnąć wstecz biegu dziejów już niepodobna. Za póżno!

Lipman wszakże za wygraną nie daje i przypuszcza możliwość powtórzenia się historii, jaka się przydarzyła "prorokowi" żydowskiemu, Ahad-haamowi.

Co to za jeden – ten "prorok" – Z odpowiedzi Dikisa dowiadujemy się że to pseudonim Aszera Ginzberga, że to on jest autorem Protokółów i że wspomniana przez Lipmana "historia" dotyczy właśnie ujawnienia tychże Protokółów, jako roboty żydowskiej.

O tym Ahad-haamie pisze Zbigniew Krasnowski w swojej "Światowej Polityce Żydowskiej". Ahad-haam – dosłownie Jeden z Narodu (hebr.) pseudonim Oszera (tak wymawia autor) Ginzberga (1856-1927), jednego z najwybitniejszych myślicieli żydowskich odłamu syjonistycznego, twórcy tajnego zakonu Beni Moszija – (Synowie Mojżesza) – mającego skupić ludzi o wielkim duchu i o silnej miłości do narodu, na których, jak na Mojżeszu, ciążyć winno zadanie wychowania i kierowania sprawami narodu żydowskiego" (str. 879). Ale Zbigniew Krasnowski nic przy tym nie wspomina o Porotokołach Mędrców Syjonu ani o tym, że Ginzberg jest ich autorem. Snadź o tym nie wie. Wie wszakże Dikis i natrząsa się:

Oj, panie Lipman, nie rozśmieszajże mnie. Prorok. Cha-cha-cha…. Oj – mnie śmiech szkodzi. W moim żywocie zaczęły się już kolki... Cha-cha-cha...

Ten stary puchacz Ahad-haam to nikt inny, tylko Aszer Ginzberg. Przez całe swoje życie, jak dzięcioł drzewo, dłubał swoim nosem Mojżesza, Majmonidesa, Wesela, Einhorna, Berneja i innych naszych proroków, talmudystów, kabalistów i masonów, jakich mamy niezliczoną moc. Sam on był masonem niższego stopnia – na wyższy nie zasłużył, gdyż miał zbyt krewki temperament... Napisał dużo wszelakich bazgroł i ostatecznie przyniósł Izraelowi pewne korzyści, zwłaszcza swymi sławnymi Protokółami… Aszer – wyobrażał sobie, że jest uznanym wodzem światowego żydostwa a wymyśliwszy swoje Protokóły sądził, że odkrył Amerykę i strach, jak się pysznił swoim talentem i zasługą wobec Izraela…

Biedny nie podejrzewał, że jego "straszliwe" i "genialne" wymysły to szczebiot dziecinny wobec naszego planu, wykonywanego z dawien dawna przez nasz Tajny Rząd… Dikis następnie z zaślepieniem pychy bagatelizuje fakt ujawnienie Protokółów oraz ich autora. Dla Żydów było to "trochę nieprzyjemne", lecz goje pohałasowali i zapomnieli, no a "myśmy się śmiali". Kiedy zaś Lipman wciąż powątpiewa o rzekomej likwidacji sprawy Protokołów i przedstawia, o ile większy wybuchłby skandal w razie odkrycia planów dikisowskich, Dikis z bezgraniczną bezczelnością odpiera.

Pytanie: – dla kogo? Dla nas, czy też dla naszego zuchwałego oskarżyciela. Dla nas burza w szklance wody.

Tylko. – Ja zaś osobiście nie chciałbym znaleźć się w skórze owego śmiałka, źle zagrałby swoją partię. Za późno antylopie wzywać pomocy przeciw lwu, kiedy już się miota w jego pazurach. Za późno nas oskarżać.

Myśmy już silni na tyle, że nikogo w Niebie ni tym więcej na ziemi, się nie boimy!

Lipman powołuje się na potęgę słowa drukowanego.

Naszego nie gojowskiego! Z mocą protestuje Dikis i powołuje się na doświadczenie z Henrykiem Fordem. Milioner, nazwisko światowe, przecież podniósłszy ręce przeciwko Żydom, wnet zaczął kapitulować. I przestaniemy być sobą, jeżeli go przed sobą nie rzucimy na kolana. Tu Rodjonow znowu przypomina w dopisku, że te rozmowy odbyły się w roku 1923. "W trzy lata potem, Ford, po zamachu na jego życie, kiedy tylko cudem uniknął śmierci – uroczyście odrzekł się swoich przeciw żydostwu oskarżeń i wojny zaniechał.

Generał N.E. Markow, w wydanym w Paryżu dziele pt. "Wojny ciemnych sił" podaje bliższe szczegóły tej kapitulacji. Już od początku swej kampanii przeciwżydowskiej, wkrótce po wojnie światowej, Ford był ścigany przez żydowską weltprasę, jakoby oszczerca niewinnego, a tak prześladowanego plemienia. Kiedy ani ta nagonka, ani groźby zamachu na jego życie nie pomogły, pewnego dnia wszystkie Banki amerkańskie zamknęły mu kredyt, tak, iż Ford musiał na dwa miesiące zamknąć swoje fabryki, dopóki nie zdobył gotówki. Dobiła go moralnie dopiero wykonana przez "niewinne plemię" groźba zamachu. Kiedy jechał autem – niby przypadkowo najechało nań inne i strąciło go do rwącego potoku. Ocalał tylko dzięki temu, że spadając zdołał uczepić się drzewa. Wtedy skapitulował. Na żądanie "obrażonego" Kahału, mocarz przemysłu wyparł się wszystkiego cokolwiek napisał i wydał przeciwko Żydom, ogłosił to jako kłamliwe, a zaś swoje sławne na cały świat dzieło o "Międzynarodowym Żydostwie" publicznie spalił.

A na słabszych od Forda – jeno nakichać – konkluduje Dikis. Przemilczanie oskarżeń to środek najskuteczniejszy. Oskarżenie zamiera samo przez się. W przypadku jego rozgłosu stosuje się salwy. Mobilizuje się prasę światową.

Płacą ci, rabie, to broń swoich panów. Puszcza się w ruch ciężką artylerię, oszczerstwo, szantaż, zniszczenie majątkowe, wyrzucanie za burtę dziennikarstwa, nawet za burtę życia. Kiedy naciśniemy pedały i zaskrzypią tysiące piór we wszystkich kątach świata, wyśmiewając, oblewając pomyjami, i z kolei oskarżając zuchwałego oskarżyciela, kiedy wzburzymy przeciw niemu fale "opinii publicznej", to zobaczymy, czy się nie zachłyśnie i nie pójdzie na dno!

Nie dość na tym! Za pośrednictwem wzburzonej opinii całego świata wmówimy duchowieństwu chrześcijańskiemu, że pamflecista jest blużniercą obrażającym Wszechmocnego. Ono napiętnuje go mianem bezwstydnika i odda klątwie. A rządy znajdą go niebezpiecznym, gdyż podburza ludność do prześladowania niewinnego i nieszczęsnego plemienia, i ogłosimy go wariatem.

I któż stanie w jego obronie? A jeden w polu – to nie wojak! Ile w tym upokarzającej dla Ariów prawdy, ile prawdy! Doznał jej boleśnie na sobie, jak widzieliśmy na wstępie, Rodjonow; doznaje jej obecnie jego polski tłumacz w Polsce. O tym powie się coś nie coś na zakończenie tej broszury. Tu wszakże już stwierdzić trzeba, że dużo prawdy okazuje się i w obawach trzeźwego Lipmana, i że Dikisa poniosła żydowska pycha nad pychy.

W roku 1934 Żydzi uznali wreszcie za konieczne wystąpić w Bernie szwajcarskim na forum przeciw przybierającym wciąż na mocy oskarżeniom prasowym o żydowskie autorstwo Protokółów.

Sąd zaś berliński (w Berlinie) wstrzymał bieg sprawy, do czasu zebrania dowodów dla sądu berneńskiego. Jego też interwencja miała spowodować sąd berneński (w Bernie) do odroczenia sprawy. Sąd w Bernie przesłuchał jednak kilkuset świadków, w związku z oskarżeniami o sfinansowanie przez kapitał szwajcarski "talmudycznej" rewolucji rosyjskiej, i ujawnił wstrząsające fakty.

Proces w Bernie świadczy, że dikisowskie "za późno" jest przedwczesne i że goje nie zdurnieli jeszcze powszechnie. Przeciwnie, w porę trzeźwieją z duru żydowskiego. Durniów, wychodowanych i protegowanych przez żydostwo, a tak niewdzięcznie wyszydzanych przez Dikisów, dotąd wśród nas jednak nie braknie.

Biesiada się skończyła.

Była to sobota. Rozstając się z Lipmanem, Dikis polecił mu, aby w sobotę następną, ubrany we frak i cylinder, oraz zaopatrzony w parasol o godzinie 23-ej wyszedł na określony narożnik przy zbiegu dwóch ulic i tam się zatrzymał, a przechadzając, bawił się otwieraniem i zamykaniem parasola. To umówiony znak.

Podjedzie auto i drzwiczki jego się otworzą. On wsiądzie. Zastanie tam pewnego pana, wymieni z nim umówione znaki, lecz nie przemówi doń ani słowa. Ten zawiezie go tam, dokąd należy.







-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 2218
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: SYNOWIE SZATANA

Postprzez krzysiek4 » Śr lut 22, 2012 3:25 pm

Synowie Szatana - noc satanistów


Przez cały tydzień Lipman nie mógł sobie znaleźć miejsca. Biegał po restauracjach, kinach, teatrach, znajomych Rosjanach. Odczuwał gwałtowną potrzebę zwierzeń, lecz kazano mu milczeć. Nie dopiwszy wina, nie dosiedział do końca przedstawienia, uciekał i latał samopas. Stał się nerwowy, z byle powodu wybuchał, nie mógł jeść i sypiać.

Przeżywał dramat wewnętrzny, który zmusił go do obejrzenia się na swoją przeszłość. Wierzył w swoją prawdę i dla jej wcielenia w życie, pracował całą duszą. A prawdą jego była demokracja liberalna. Kochał swój naród i wierzył, że jest nieszczęśliwy niezasłużenie. Zbawienie jego widział w demokracji liberalnej.

Trzeba tylko, żeby ten światopogląd zwyciężył bezwzględnie. Wtedy Izrael ukaże światu swoje piękne oblicze i swój wielki rozum, a świat padnie mu do nóg i wyzna jego wybraństwo. W tym celu wszystkie przeżytki posiwiałej przeszłości muszą ulec zagładzie. Zwątpił jednak trochę w drogę pozytywnej ewolucji, bo o ile Rząd Tymczasowy Kiereńskiego powitał z zapałem, to oburzała go rewolucja bolszewicka z jej straszliwym terrorem.

Tymczasem Dikis wyśmiał te jego marzenia, każąc mu iść drogą gwałtu pod firmą szatana. – Wszak to koniec końców wyszłoby na zgubę samego Izraela?

Co oni mi jeszcze nowego powiedzą? – myślał upadły na duchu, przechadzając się z parasolem w ręku na wskazanym narożniku. Jakie ohydne zlecenia mi dadzą?

Już jadąc z nieznanym towarzyszem w karetowym aucie, którego okna były szczelnie zasłonięte, myślał, jakby to było dobrze, gdyby samochód się rozbił, on sam zaś znalazł śmierć pod jego szczątkami. Jechali bowiem nader szybko.

Po trzech kwadransach szalonej jazdy stanęli, daleko poza linią Paryża, przed dwupiętrowym domem, oświetlonym z zewnątrz jedyną lampką nad szerokim podjazdem.

Przez szereg zamaskowanych drzwi, zszedłszy w podziemie, 30 stopni głębokie, weszli do obszernej, elipsokształtnej sali bez okien, w której było widno, jak w dzień. W jej głębi wznosiła się estrada, a na niej stał duży stół, nakryty czarnym suknem, obszytym złotym sznurem z takimiż frędzelkami. Na stole wznosił się złoty posąg szatana.

Wyobrażony był z pyskiem koźlim, o sterczących ostrych uszach i krętych rogach, pomiędzy którymi mieściła się gwiazda pięcioramienna. Po obu jego stronach stały siedmioramienne świeczniki szabasowe. Kopułokształtny sufit i ściany komnaty były pokryte malowidłami i oświecone mnóstwem mlecznych lampek. Malowidła przedstawiały bluźniercze sceny antychrystyczne. Lipman zrozumiał, że znalazł się w zborze satanistów. To podniecało jego ciekawość. Z pewną ulgą pomyślał, iż pewno będzie świadkiem czarnej mszy. Wolał to, aniżeli posiedzenie spiskowe.

Dikis powitał go, jak równego sobie i przedstawił zgromadzonym. Wszystkich razem było dwunastu. Wszyscy byli Żydami, którzy przekroczyli wiek średni, a niektórzy byli starcami. Wszyscy też byli tuzami plutokracji.

Wśród nich był jeden osobliwy człowiek. Ubrany, jak inni, we frak i cylinder, miał on ryżą brodę do pół piersi, spadającą w gęstych loczkach. Spod jego zaś cylindra zwieszały się grajcarki pejsów. Lepiej pasowała by mu szeroka szata dawnych faryzeuszów.

Na estradę wszedł nikły, pokrzywiony staruszek i wygłosił mowę o politycznych zdobyczach Izraela za ostatnie miesiące i przeczytał program działania na najbliższą przyszłość.

Jeszcze nie zszedł, wśród oklasków, gdy ukazała się młodziutka kobieta. Zrzuciwszy z siebie drogocenny płaszcz, nagą wstąpiła na estradę, legła na wznak na stole, opierając głowę o podnóże posągu Bafometa.

Przybrała pozę, skrajnie bezwstydną. Jednocześnie gwiazda między rogami Bafometa, jego posąg i świeczniki zapłonęły mnóstwem krwawo-czerwonych lampek. Diablica wyglądała, jakby tylko co wzięła kąpiel, ze świeżej krwi. Koźli łeb figury z otwartą lekko paszczą i przygryzionym językiem, z oczyma z dużych akwamarynów, zdawał się pożądliwie wpatrywać w leżącą u jego stóp krasawicę. Zebrani skupili się wokół kobiety i lubieżnie całowali jej stopy, golenie i kolana.

Tymczasem ów pejsacz i brodacz ubierał się w katolickie szaty liturgiczno-biskupie. Wszystkie czarne. Na plecach ornatu była wyhaftowana głowa kożla, a na piersiach – odwrócone Ukrzyżowanie.

Usianą drogimi kamieniami mitrę, wieńczyła gwiazda. W rękach kobiety znalazł się złoty kielich mszalny. Przyłożyła go najpierw do brodawek piersiowych, potem do międzypiersia i brzucha, w końcu niżej do krocza…

Dwaj pomocnicy czarnego kapłana przebrali się w szaty diakońskie. W rękach trzymali kadzielnice.

Zaczęła się czarna msza. Polegała ona na bluźnierczych okrzykach, śpiewaniu i wzywaniu szatana. Wezwania te były wygłaszane z taką siłą przekonania, że Lipman truchlał. Szatańska msza trwała niedługo. Kobieta zniknęła; czerwone lampki zgasły, Lipman był poniekąd zawiedziony.

Straszniejsze rzeczy zdarzało mu się o tym słyszeć i czytać. Oczekiwał ich z trwogą. Także odetchnął z ulgą, w nadziei, że na tym będzie koniec.

Ale się zawiódł. Zaczęły się przygotowania do jakiejś nowej sceny. Na niskim czarnym postumencie przed estradą postawili srebrną miednicę ze srebrnym dzbanem. Pomiędzy estradą, a postumentem pojawiło się wysokie krzesło dziecięce, wyściełane malinowym aksamitem z łokietnikami i poprzecznicą na przodzie. Lipmanowi wręczono kartkę z modlitwą do szatana, napisaną po hebrajsku, ale alfabetem łacińskim. Objaśniono mu, że razem ze wszystkimi winien ją odczytywać bez przerwy.

Dikis podszedł do niego wzruszony, niemal pobożny i oznajmił mu, że z przekazu wiadomo że ich "ojciec" obiecał zjawić się im dziś osobiście. Obiecał, a zatem się objawi. On zawsze dotrzymuje słowa. Dikis winszuje Lipmanowi tego zaszczytu i szczęścia. Lipman lubo już zachwiany w swym ateiźmie, przyjął tę zapowiedź sceptycznie, sądząc że nastąpi tylko jakaś mistyfikacja.

Jeden z obecnych, wysoki chuderlawy, z mefistofelewskim wyrazem twarzy, siadł do fortepianu. Polała się melodia cicha, ożywiająca się czymś mistycznym, dziwnie czarującym. Wszyscy, chwyciwszy się za ręce, utworzyli koło, ruszyli dookoła miednicy z dzbanem, mamrocząc słowa modlitwy do szatana. Prosząc by się zjawił, bujając się w takt motywu. Melodia się rozpalała, zmieniał się jej duch, twardniały dźwięki. Zaczęły się w nią wplątywać tony buntownicze, niecierpliwe, kapryśne. W końcu powiało od niej trwogą, żądaniem.

Tym zmianom odpowiadał taniec. Twarze się rozpalały, oczy zaczynały płonąć, cylindry zsuwały się do tyłu, fruwały poły fraków. Równolegle mamrot stawał się coraz namiętniejszy, aż przeszedł w gęsty pomruk, ponad który zrywało się rytmiczne, dzikie, gardłowe krakanie. Lipman został porwany powszechnym opętaniem.

Wtem – ryżobrody i jego diakoni oderwali się od łańcucha i nie przestając krakać, mignąwszy ogonami ornatów, zniknęli za tajnymi drzwiami.

Za chwilę drzwi się otworzyły. Krakanie ucichło. Kolisko taneczne zamarło. Wszyscy wlepili, nalane krwią oczy w spore zawinięcie na ręku brodatego Żyda, postępującego naprzód w asyście swych diakonów.

Wszyscy trzej byli opasani fartuchami z czarnej skóry, a rękawy mieli zawinięte po łokcie. Fortepian zamilkł. Niebawem jednak znowu zapluskały czarodziejskie dźwięki, wzruszające pieszczotą.

W zawiniątku poruszyło się coś żywego. Ukazała się różowa piętka drobnej nożyny. Lipman doznał wrażenia, jakby go kto zdzielił obuchem. Straszny domysł błyskawicą zaświecił mu w głowie.

Zdjęto zasłonę z żywego pakunku. Błysnęło pulchniutkie ciałko i z lekka rozrumienione, z dołkami, rozkoszne liczko dwuletniego maleństwa. Straszny domysł Lipmana stawał się pewnością. Lecz w jego zamarłym sercu taiła się trwożliwie nadzieja, że to będzie tylko symbolicznie.

Brodacz uspakajając niemowlę, posadził je nagie, na krześle. Ono pokornie usiadło, lecz nagle, jakby się zawstydziło, z wyciągniętymi rączkami rzuciło się ku brodaczowi, i przylgnąwszy do jego piersi, rozglądało się trwożnie dookoła. On z uśmiechem pogładził je po główce. Wnet wszakże oczy jego zapłonęły złym ogniem. Szorstko odczepił od siebie rączki dziecka, usadził je znowu w krześle i ściągnąwszy brwi, pogroził mu palcem.

Malec przycichł na chwilę i poważne, na wiek, spojrzenie zatrzymał na brodaczu. Wtem liczko jego się zmarszczyło, zjeżył się, bryknął nożynami i całym ciałkiem odrzucił się w głąb krzesła.

Niby grzmot pioruna, zagrzmiał brawurowy motyw o groźnych akcentach. Dookoła miednicy i krzesła podniosła się znowu orgiastyczna pląsawica z jeszcze bardziej natarczywymi przyzywaniami diabła. Przebiwszy się przez tę Sodomę uderzył w sklepienie, delikatniejszy od dzwonka głosik wystraszonego dzieciątka.

Jeden z asystentów w skórzanym fartuchu gniewnie chwycił dziecko i usadził je, drugi zrzuciwszy z krzesła poprzecznicę, postawił miednicę. Brodacz chwycił ze stołu jakiś przedmiot. Lipman nie zdążył mrugnąć okiem, gdy w kierunku ofiary błysnęło szydło.

Lipman zamknął oczy. Z piersi jego wyrwał się jęk. Chciałby krzyczeć, protestować, zasłonić sobą mordowane dziecko, lecz język jego oniemiał, wola uległa bezładowi. W przerażeniu skakał dalej, zresztą nie skakał, wleczono go. On zaś tylko machinalnie przebierał nogami.

Nieprzeparta siła ciągnęła go żeby spojrzeć jeszcze raz. Otworzył oczy i długo już nie mógł ich oderwać od wstrząsającego widowiska. Szydło błyskało raz po raz. Maleńkie jestestwo, łkając od strasznego krzyku, wiło się i miotało w rękach oprawców. Lecz po każdym ukłuciu, drgawki jego słabły, słabł i głosik, póki nie przeszedł w przedśmiertelne rzężenie. Strumykami, jak z maleńkich kranów, krew spływała w miednicę.

Lipmanowi zdawało się, że operacja trwała bardzo długo. Z wysiłkiem oderwał oczy od okrwawionej żertwy i kiedy znów spojrzał, stary Żyd z przerażającymi ściągniętymi oczami i zbryzganej krwią twarzy, który trzymał głowę dziecka puścił ją wreszcie. Główka bezwładnie opadła. Na pobladłym liczku zastygł wyraz zdumienia i cierpiącego uszczęśliwienia…

Ryżobrody, mamrocząc zaklęcia, nalał część krwi przez lejek do dzbanka, w którym ukazało się wino. Rozbełtał to, przelał do kielicha do czarnej mszy i złotą łyżeczką podawał tę mieszaninę obecnym do picia.

Miednica, prawie do połowy napełniona resztą krwi, pozostała na czarnym postumencie, krzesło odrzucono pod ścianę. Znów zapalono lampiony na posągu szatana i świecznikach, a na sali przygaszono światła.

Muzyk i operator przyłączyli się do koła. Teraz wszyscy, cała dwunastka, złączeni za ręce, z gwizdem i wyciem puścili się znowu w zawrotny taniec.

Okrzyki zlały się w jedno wycie zwierzęce i biesowskie jęczenie. Wyły w nich najohydniejsze bluźnierstwa, jęczały modlitewne przyzywały diabła. Ludzie stracili ludzki wygląd. Oczy pałały wściekłością, spocone twarze wykrzywiły konwulsyjne grymasy, pieniły się wargi. Dikis który trzymał się za ręce z Lipmanem, z wywieszonym, jak u zmęczonego psa ozorem, chrypiał niby zdychający byk.

Padł na marmurową posadzkę, przez niego wywrócił się Lipman, tęgi brodacz przeskakiwał przez obu, padali i inni, lecz pląsawica trwała i przestrzegano surowo tylko tego, by nie zerwać łańcucha.

Jak długo trwał ten sabat, rozbity moralnie i fizycznie Lipman nie mógł określić...

Aż stało się to, czego on, ateista, żadną miarą nie dopuszczał. Widział wyraźnie, jak nagle, nie spuściwszy się ze sklepienia ani wyrósłwszy spod ziemi, zjawił się w samym środku koła Trzynasty. Takie było jego imię wśród poświęconych.

Był on również we fraku i cylindrze, wyższy od wszystkich, chuderlawy, gibki. Sarkastyczny uśmieszek ożywiał ciemną, wąską i długą twarz o cienkich krótkich wąsikach, z małą koźlą bródką jak u fauna, ze sterczącymi nad rondem cylindra kosmatymi uszami. Ognisty jego wzrok był nieznośnie żywy.

Migiem wszyscy padli na twarz z wyciem i jazgotem strachu, zachwytu i lubieżności, tłocząc się, wzajemnie odtrącając, podpełźli do jego stóp, jak przymilające się sobaki. On niby wielki ptak, opuszczający skrzydła, kiedy się opuszcza na ziemię, rozpostarł długie ręce z cienkimi haczykowatymi palcami. Syny jego, nie śmiąc podnieść się z kolan, chciwie ku niemu się wyciągnęli, gdy on całym korpusem, powoli obracał się na wszystkie strony. Lipman, osłupiały z przerażenia, stał jak posąg, patrząc rozszerzonymi oczyma, na strasznego przybysza.

Ktoś uderzył go głową w pas, inny pociągnął go w dół za rękę. Pokornie więc stanął na czworakach i w ślad za towarzyszami, podczołgał się całować stopy i ręce Zjawionego.

Uszczęśliwiwszy obecnością swą wybranych synów, co trwało kilkanaście minut, Trzynasty, jak nagle się zjawił, tak nagle też zniknął. W oczach począł blednąć, tajać i w kilka sekund rozpłynął się w powietrzu, nie pozostawiając po sobie śladu.

W drodze powrotnej Dikis rzekł do Lipmana: Oto dziś byłeś pan świadkiem maleńkiego prawzoru tego, co w wielkich rozmiarach będzie się spełniało na całym świecie. Dikis mówił mu jeszcze dużo więcej, lecz on, wstrząśnięty wrażeniami strasznej nocy, nie zdolny był słuchać.

Co za okropność – myślał, drżąc febrycznie. Diabeł istnieje. Widziałem go własnymi oczyma, dotykałem jego rąk i stóp. Jest zatem i jego przeciwwaga – Bóg Ojciec.

Co tedy, jeżeli Dikis i wszyscy sataniści pomylili się w swoich rachunkach, a zło na świecie, jak wierzą chrześcijanie, spełnia się z dopustu Bożego do określonego czasu, i przyjdzie godzina, kiedy zostanie odłączone, i On odda każdemu według jego uczynków!

Przypomniał sobie opowiadanie o pewnym graczu. Gracz ten, urzędniczyna rosyjski, był zarazem spirytystą. Lubił wodzić naczynkiem po wypisanym alfabecie. Pewnego dnia przyszło mu na myśl wyciągnąć z tej zabawy pożytek. Zaczął wypytywać naczynko, na jakie karty ma stawiać. Poszło mu zdumiewająco łatwo. Naczynko wskazywało mu zawsze nieomylnie szczęśliwe karty.

Urzędniczyna tak się wkrótce wzbogacił, że porzucił służbę i oddał się swej namiętności. Wkrótce Rosja stała się dlań za ciasna. Zebrawszy cały kapitał, gracz wybrał się do Monte Carlo. Tam kierując się wskazaniami czarodziejskiego naczynia, grał tak szczęśliwie, że stał się sławnym.

W końcu postanowił rozbić bank kasyna. Przed grą wyroczne naczynko przepowiedziało mu pełne powodzenie. Pełen wiary w swoją szczęśliwą gwiazdę rzucił na stół cały swój majątek...Jakież było jego przerażenie, kiedy chybił!

Oszołomiony, półobłąkany, pobiegł do swego hotelu i rzucił się ku swemu naczynku. Zaledwie go dotknął, gdy ponad nim trzykrotnie rozległo się szydercze "A ku-ku", tak głośne, że zadzwoniło mu w uszach. Przerażony, rozejrzał się wokoło, nie było nikogo. A naczynko poruszyło się pod jego palcami i on przeczytał: Cha-cha-cha – a kuku!

Azali nie stanie się coś podobnego z tymi diabłochwalcami? Wszak trzeba być takimi złośliwymi idiotami, jak oni, żeby sobie wyobrażić, że ograniczony i nędzny stwór, jakim jest diabeł, może zwyciężyć Stwórcę. Niewątpliwie w danej chwili zło jest górą. Sataniści zarzucili już pętlę na ludzkość. No, a jeżeli ofiara ją rozerwie?

Źle będzie z katami. Wszak szydła w worku nie utaisz. Z pewnością tak też się stanie. Bóg ukarze występne narody, lecz nie odda ich na ostateczne pohańbienie i wytępienie swemu wrogowi.

Nieszczęsny naród żydowski, jakże on został oszukany przez swych tajnych wodzów. Jak on ucierpi. Wtedy diabeł mężobójca, ojciec kłamstwa naśmieje się ze swych synów, podobnie jak naśmiał się z owego gracza.

Lipman począł czynić rachunek sumienia. W tajnym aeropagu żydowskim, który roztrzygał o losach żydowskich, on nadawał ton. Pod pozorami postępu, talenty rosyjskie były zmuszone szkalować własną państwowość, wyśmiewać wiarę, pisać rzeczy bezczelne i nikczemne o własnym społeczeństwie i je znieprawiać.

Talenty, które się tym wymaganiom nie poddawały, były skazywane na pohańbienie. Po rewolucji tym i owym najemnikom pióra, otwierały się oczy, budziło się w nich sumienie narodowe i zdobywali się oni na odwagę oskarżania Żydów o spowodowanie zguby ich ojczyzny. Lipman obstawał za cichym usunięciem ich ze świata.

Oto dla kogo pracował przez całe życie! – Niegodziwi – kajał się w duchu.

Co teraz robić? Odrzec się wszystkiego i uciec?

Niemożliwe! Przed nimi nigdzie się nie ukryjesz, a zemsta ich straszna. Prócz tego uciec, to pozbawić się dobrobytu, wyrzucić siebie i żonę na bruk, jak wyrzucone zostały miliony Rosjan. To ponad jego siły. Otrzymuje za swoje, w gruncie rzeczy nieróbstwo, za służbę w tajnym nadzorze, za nadzór nad linią sprawowania się pisarzy zarubieżnych, by nie zrzucili z siebie szorów żydowskich, rzetelne, wysokie pobory od organizacji masońskich.

A wówczas? Wówczas pożegnaj się ze swoim etatem i nawet ze swymi oszczędnościami. Nie zobaczyć mu ich, jak swoich własnych uszu, bez lusterka. A czyż on nie zna wściekłego haremu żydowskiego – sam go praktykował, sam nań skazywał!

Zadrżał! Nie! Losy rzucone. Wyjścia nie ma. Straszny ciężar legł mu na sercu, męt stał się w duszy. Tej nocy nie zamknął oczu.

Rankiem otrzymał od Dikisa list. Z koperty wypadł czek na 50 tys.$? i kartka z poleceniem niezwłocznego stawienia się na dworcu wschodnim. Określono pociąg i numer przedziału, w jednym z wozów międzynarodowych pierwszej klasy. Wszak Lipman jest członkiem tajnego rządu żydowskiego!

Zgnębiony duch jego dostał skrzydeł. Otworzyły się przed nim widoki użycia rozkoszy, o których zawsze marzył. Będzie teraz mógł sobie pozwolić na ponętne, arystokratyczne salony, a nie zubożałe zabieganie rosyjskie.

Tymczasem czeka go podróż do Sowdapi. Perspektywa niemiła. No, ale potem ... Obrazy przyszłych rozkoszy zasłoniły przed nim świeże przeżycia satanistyczne oraz następstwa związane z nimi. Jeszcze czas o tym pomyśleć. Na razie tym się nie trujmy...

Rodjonow każe się domyślać, że jego prześladowca Lipman w końcu nie wytrzymał piekielnej tajemnicy i że ta książka jest owocem jego zwierzeń.

* * *

Książka ta ma jednak jeszcze jeden rozdział, którego Rodjonow nie napisał, gdyż policja francuska wolała nie ryzykować odkrywania kart. Przykro mi tylko, że zasmucę sympatyków Lipmana – do których i ja się zaliczałem – gdyż realia wiarygodności Prostytuty są bardziej przyziemne i wymierne.

Otóż Lipman był potrzebny tajnemu Światowemu Rządowi Żydowskiemu, jako nieskompromitowany i mający dobre stosunki z emigracyjnymi pisarzami rosyjskimi. W tym celu został wysłany do Sowdepi, gdzie postanowił wstąpić do rodzinnego Piotrogrodu-Leningradu, aby zająć się mn. swą biblioteką. Tu jednak sytuacja się zmieniła, gdyż nacjonaliści rosyjscy zagrozili opublikowaniem masońskiej teczki Lenina – głównego bohatera późniejszego procesu berneńskiego.

Władzę w Leningradzie objęli nacjonalni bolszewicy leningradzcy Sawinkowa, którzy aresztowali Lipmana i poddali szczegółowemu śledztwu – wyniki czego zostały właśnie opublikowane w Belgradzie jako Synowie Szatana. To Lipman zrobił z Rodjonowa Prostytutę, więc pitrowcy zwrócili się do OFIARY o opublikowanie tegoż.

Była to tragikomiczna afera z francuskim sobowtórem Lenina, którym był Dikis.



Juliusz Prawdzic-Tell ( tell7@wp.pl )


-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 2218
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez


Powrót do Instytut Zydoznawczy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość