FELIETONY

Tutaj tylko pisanie p.Marka Jastrzebia.Uwazam ,ze to pisze zasluguje na oddzielny kacik .Szkoda by bylo aby jakis tekst umknal przeoczony .

Postby Marek Jastrząb » Wed Jan 13, 2010 10:24 am

KROPLA W MORZU POTRZEB

Kiedy zaczyna być głośno o ujawnionej aferze, pośród ludzi w nią zamieszanych wybucha krzyk oburzenia na jawne bezprawie. Nie jest to jednak popłoch, konfuzja, czy skrucha. Nie ma w nim cienia żalu, poczucia winy, czy prośby o wybaczenie popełnionego świństwa. A także próby jego naprawy. Jest za to krzyk człowieka niewinnie zbezczeszczonego, odsądzonego od czci i wiary, krzyk człowieka, który oberwał w twarz z niewłaściwej strony.

Przecież chciał dobrze, przecież postępował zgodnie z przepisami, normami, procedurami. Działał jak pozostali uczciwi. Na wszystko ma podkładkę, świadków, każdy dochód, odchód i podatek jest udokumentowany, a ewentualne nieprawidłowości i uchybienia są wynikiem manipulacji, spisku, szantażu, politycznej zmowy, gry, szukania haków na niego.

Po tym beczeniu pokrzywdzonego kanciarza zabierają się do roboty jego adwokaci, tłumacze, pieczeniarze i rzecznicy występujący w obronie sponiewieranej godności. Zawodowi interpretatorzy wynajęci do bagatelizowania problemów, zatrudnieni do bełkotania o niskiej szkodliwości społecznej.

Milionowe straty zbijane są argumentem, że dla budżetu strata jest minimalna, że w skali kraju, w skali budżetu Państwa jest to "kropla w morzu potrzeb".

W ten sposób pomniejsza się znaczenie każdego niepotrzebnego wydatku, każdej niegospodarności; nie wiem, jak Wy, ale ja, ilekroć słyszę, że ktoś reklamuje się jako TRANSPARENTNA osoba, tylekroć spodziewam się, że za jakiś czas dowiem się, że ów tak przejrzysty człowiek, zdarł z bezdomnego ostatnią koszulę i zwędził żebrakowi puszkę.
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Postby Marek Jastrząb » Thu Jan 14, 2010 7:14 pm

abc.
Last edited by Marek Jastrząb on Thu Jan 14, 2010 7:20 pm, edited 1 time in total.
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Postby Marek Jastrząb » Thu Jan 14, 2010 7:15 pm

Osiecki, Owsiak i psiny, czyli „osiemnaście mieć lat, to nie grzech!”

Bidny ten Owsiak! Wszelkiego umaszczenia ciemnogrodzkie psiny robią mu niedobrze, a jemu to zwisa i nadal jest. Za co podziwiać go trzeba, a nie wieszać na gałęzi. Zwłaszcza za wyręczanie Ministerstwa Zdrowia i upór w opędzaniu się od zawistników, nieudaczników i sfrustrowanych malwersantów. A także za to, że czyni swoje w dobie państwowych szacherek z publicznymi pieniędzmi. Mam tu na myśli różnego rodzaju afery, w rezultacie których nasz budżet ciągle przypomina PRL - durszlak.

PS.

WOŚP istnieje 18 lat. I ma się coraz lepiej. Co jest głównym powodem ataku na jej obecność w naszym życiu.

ps.2

Pan Krzysztof Leski pokusił się o FINANSOWE zestawienie działalności Caritasu z jałmużniczą działalnością Orkiestry i wyszło mu, że Caritas użebrał wielokrotnie więcej. Ale sprytnie zapomniał że Caritas działa przez okrągły rok, WOŚP natomiast tylko przez jeden dzień. Pomnóżmy więc efekt dobrej roboty WOŚP przez 365, a potem przez 18 i dopiero wtedy zrozumiemy, o jaką stawkę tu chodzi.

http://krzysztofleski.salon24.pl/

ps.3

zapraszam na świetny tekst: http://osiecki.salon24.pl/

ps4

Nie znam innych tekstów Pana Osieckiego, w związku z czym nie mam zamiaru bawić się w dokonywanie ich oceny, lecz mogę rzec, jak on to powiedział o Owsiaku, że odrzucam całą ideologiczną otoczkę i koncentruję się na rezultatach pracy.

Zgadzam się, że poglądy Owsiaka są kontrowersyjne i nie budzą jednoznacznego oddźwięku w naszym podzielonym społeczeństwie, poglądy te jednak oddzielam od działalności. Mnie również nie odpowiada hasło „róbta, co chceta”. O przystanku W. myślę podobnie źle.

Ale WOŚP ratuje dzieci! Jeżeli ktoś uważa inaczej, niech powie to ich rodzicom.

PS.5

Gdyby Owsiak pozwalał sobie na finansowe przekręty i gdyby mu udowodniono, że robi w konia wszystkich ofiarodawców, dawno już siedziałby za kratkami. Tymczasem WOŚP gra nadal i z roku na rok zbiera pieniędzy coraz więcej. Czemu nasze psiny, pomimo furiackich kampanii nienawiści, nie potrafią zapobiec.

I tego Owsiakowi nie mogą darować.
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Postby Marek Jastrząb » Mon Jan 18, 2010 1:35 pm

Aktywność

Każdy z nas powinien zrewidować swoje myślenie. O sobie, o innych, o innych na swoim tle. Na tle swoich doznań i potrzeb. Powinien zrezygnować z tego, co jest dla niego nieosiągalne, pogodzić się z nieuchronnie postępującymi zmianami, lecz winien pogodzić się z nimi w ten sposób, by to, co niemożliwe i utracone, zastąpić tym, co REALNE. A więc – aktywnością psychiczną.

Aktywność pozwala złagodzić, spowolnić i pomniejszyć objawy naszej choroby. Przedłuża okres względnej sprawności. Jak? - Poprzez systematyczną pracę nad rozszerzaniem swoich horyzontów myślowych. Poprzez ciągłe wzbogacanie listy wewnętrznych umiejętności, pasji, wyobraźni i wiedzy pozwalającej nam na ocenę i zrozumienie własnych zalet, na pozytywną ocenę własnej, a więc niepowtarzalnej wrażliwości, indywidualnych przymiotów, które, wbrew naszym przeświadczeniom, są w nas, są odrębne i nieujawnione, zamaskowane i przyczajone w głębiach naszych zainteresowań: w muzyce, literaturze, nauce, historii, w naszym zaciekawieniu światem.

Aktywność jest dla mnie wszystkim po trochu: lekcją pokory, karą, nagrodą, zabawą i przygodą z darowaną obecnością, atrakcyjną i podniecającą odmianą egzystencji, ucieczką w śmiech przed jej rzeczywistą monotonią i zarazem niezgodą na jej dziadostwo, świadomym zagadywaniem swoich cierpień, tych prawdziwych i tych wyolbrzymionych, względnych, bo subiektywnych, odwracaniem od nich uwagi, reakcją organizmu na zmianę osobowości, lekarstwem na chroniczne osamotnienie i fałszywe współczucie, ratunkowym kołem przed agresywną nieżyczliwością bliźnich, zastępczą formą bytu na uwięzi, nieruchomym ruchem, sposobem na senne koszmary i emocjonalną huśtawkę, wyzwaniem, uczeniem się pokonywania trudności, zbawiennym przejściem w stan duchowej metamorfozy, daremną próbą zrozumienia siebie i dożywotnim, nieudolnym, i dlatego stale podejmowanym usiłowaniem określenia swojej duchowej kondycji.
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Postby Marek Jastrząb » Thu Jan 28, 2010 1:31 pm

SZKOŁA INTEGRACYJNA

W INTEGRACJI nie chodzi o przymus bycia RAZEM, bo nikt nikogo nie chce do niczego zmuszać. Chodzi nie o to, by pomiędzy dziećmi zdrowymi, a dziećmi niepełnosprawnymi, robić zawody w to, kto lepiej zrozumiał i nauczył się geometrii wykreślnej, ale o to, by w ramach wzajemnego poznania, uświadomić sobie, czym się różni Felek od Józia, a zwłaszcza – dostrzec, co ich łączy.

Integracja, to konieczność nauczenia się oswojenia z emocjonalnymi odrębnościami. To znaczy - NAUCZENIE SIĘ społecznych zachowań, życzliwej, WZAJEMNEJ wrażliwości, i otwartości, to uczenie się człowieczeństwa, miłości, szacunku do bliźniego. WZAJEMNE kształtowanie charakterów. I wcale nie chodzi w niej o rozwój intelektualno-sprawnościowy, tylko o wykształcenie w dziecku społecznych mechanizmów.

Integracja, to nie są zawody, wyścigi, rankingi, pojedynek na ilorazy inteligencji. To nie jest WSPÓŁZAWODNICTWO dzieci. Integracja, to dawanie i ofiarowywanie siebie, swojej życzliwości a także swojej tolerancji wobec odmiennych postaw. Postaw, zachowań, nawyków wyniesionych z domu.

Z domu, który powinien rozwijać w dziecku te społecznie pożądane cechy, te cechy, które zostały mu zaszczepione przez integracyjną szkołę. A więc branie odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za kolegę z klasy. Za słabszego, za mniej potrafiącego, niż on. Musimy jednak pamiętać, że szkoła ma nie tylko INTEGROWAĆ, czyli pomagać dziecku w życiu w społeczeństwie, że integracja, to tylko DODATEK do jej głównego zadania. A jej głównym zadaniem jest zrozumiałe przekazanie dziecku wiedzy o świecie.
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Re: FELIETONY

Postby Marek Jastrząb » Mon Feb 15, 2010 11:18 pm

SZKIC

W dzień siada przy ławie. Na ławie sterczy korytko z papu i termos z lurą. Nieruchomy, odrętwiały, wegetuje w ciemnej, kiszkowatej rupieciarni. Ława stoi przed oknem wybałuszonym na park. Jest zagapiony w nic. Widzi nie widząc. Patrzy, choć nie wie, na co, w dal, w głąb, do wewnątrz, jak kret.

Patrzy i czeka na ludzi, którzy przychodzą do niego, którzy odwiedzą go dla draki, by zaliczyć test z wrażliwości, poczuć się lepiej, pochylić się nad jego malowniczą niedolą. Przychodzą sporadycznie, przypadkiem, wpadają jak po ogień i od wielkiego dzwonu, załażą do niego oblizując spierzchnięte wargi. Lądują za jamnikiem, wyłuszczają mu skomplikowane motywy swojego najścia. Dyskretnie rozglądają się po kątach, by dowiedzieć się, jak mu się miewa, by napawać się ubóstwem wyłażącym ze szpar podłogi, by rozkoszować się jego bezwładem, by przekonać się, jak sobie nie radzi z nędznym żywotem.

A w nocy, zmęczony bólem ponad siły, kładzie się do łóżka i szybuje po wspomnieniach Wspomina i wraca pamięcią do chwil sprzed okresu leżenia i nie przestaje się zdumiewać. Jak to się wszystko zmienia, jak się naigrawa z niego los! Wtedy chodził jeszcze, jeszcze kuśtykał trzymając się mebli i nie wyobrażał sobie, że może być gorzej.

Sądził, że osiągnął dno. I tak mu się wydawało, aż do momentu, gdy przestał wychodzić na zewnątrz, gdy zadomowił się w łóżku. Porównuje tamtejsze oceny swojej zdrowotnej sytuacji z obecną i dochodzi do wniosku, że za kolejne parę lat znowu będzie zdziwiony dzisiejszymi narzekaniami. Znowu się posunie i zapadnie w ciemność. Co prawda leży od lat i od lat jest sam. Leży i tęskni za kimkolwiek. Ale tęskni, przeżywa, czuje, myśli, rozmawia.

Kiedyś miał rodzinę, teraz nie ma nikogo. Ale zna takich, co rodziny nie mieli wcale. Kiedyś był duszą towarzystwa, teraz jest duchem. Ale może wędrować po minionym, wspominać, co było, bo ma jeszcze pamięć. Wszyscy najbliżsi pouciekali, wyparli się go, spisali na straty. Ale gdzie jest powiedziane, ze nie można żywić nadziei?

Więc zwykle jest pogodny. Pogodny, optymistycznie nastawiony do siebie. Optymistycznie, bo mogło być gorzej, mógł od razu postradać wszelkie zmysły. Jest więc pogodzony z dotychczasowymi i przyszłymi konsekwencjami choroby. Z życiem, które trwa. Z ograniczeniami, które postępują.

A gdy już nic go nie boli, zasypia nad ranem. Rankiem wpada do niego sąsiadka, kobiecina opiekująca się nim jak synem. Była gościem z początku, a wyręką później, przyszywaną babcią zza ściany, staruszką bez której nie potrafi się obejść. Na niziutkiej emeryturce, łagodna, wyrozumiała, bywała w niejednym nieszczęściu, oblatana w utrapieniach, skłonna do pomocy, to zrobi, tamtego dopatrzy, zgłasza się na jego pukanie, pyta, czy aby gdzie nie pójść, może do apteki, może po co chce.

Lecz on mało co chce. Chce pogadać tylko, tylko się przytulić.
„Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie.”
Oscar Wilde
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Re: FELIETONY

Postby Marek Jastrząb » Thu Feb 25, 2010 3:42 pm

DWAJ PISARZE

„...w momencie, kiedy wszystko nam się wydaje stracone, pojawia się znak zdolny nas ocalić; kołatano już we wszystkie drzwi wiodące donikąd, na jedyne zaś, którędy można by wejść i których daremnie szukalibyśmy sto lat, natrafiamy bezwiednie i otwierają się one.”
Marcel Proust – „Czas odnaleziony” PIW 838.


„najpiękniejszą cnotą jest miłosierdzie”
Celeste Albaret – „Pan Proust”.


„Godzina nie tylko jest godziną, to naczynie wypełnione zapachami, dźwiękami, zamierzeniami, zmiennością aury. To, co zwiemy rzeczywistością, stanowi pewną więź między tymi wrażeniami i tymi wspomnieniami, które otaczają nas równocześnie... „
Marcel Proust „Uwięziona”

Proust i Balzak drążą temat różnorodnych miłości, uczuć nieodwzajemnionych. Pytanie retoryczne: czy mogli być sobą bez towarzystwa samotności, czy poza swoimi powieściami mogli kochać kogokolwiek? Odpowiedź szablonowa: z pewnością mogli być tylko kochani, miłość bowiem to dar, którego brak tym, co są stwórcami, ponieważ spełnienie należy do ich postaci.

Dwaj twórczo inni pisarze traktują o sprawie uczucia. Piszą o tym, czego im brak; są młodzi bez względu na wiek. Czytając ich, ogarnia mnie wzruszenie na myśl o ogromie pracy, starań i wyrzeczeń, i zastanawiam się nad procesem powstawania utworu.
Zwykle dostrzega się nie to, w jaki sposób został on sporządzony, ale to, co zawiera. Mówi się o ilości książek, artykułów i tysiącach listów. Dla wyznawców ich prozy wydaje się oczywiste, że powstało ich tyle.

O Balzaku nie umiem mówić obiektywnie, językiem wyważonym, ponieważ jestem nim zaślepiony; tak jak Proustem i jego dziwactwami; daj Panie Boże każdemu piszącemu dziwactwa Prousta i w zamian pozwól mu tak pisać, jak Honoriusz!

Artysta nie żyje za szkłem, nie można patrzeć na niego li tylko poprzez dzieła, które stworzył, ale należy widzieć go i oceniać na tle czasów, w których żył, wiedzieć, co go cieszyło, bulwersowało, podnosiło na ułudnym samopoczuciu, jakich miał wrogów, przyjaciół i kto go kochał.
Kiedy się tego nie zna, książki, obrazy, muzyka, zostaną zaledwie książkami, obrazami, muzyką, czymś odrealnionym, wyrwanym z rzeczywistości, martwym i ułomnym, bo niedokończonym, fragmentarycznym i uproszczonym jak szkice, skróty, obrysy, projekty, które niczego nie wyjaśniają, otwierają natomiast pandorową puszkę spekulacji, komentarzy, sugerują, zapowiadają, uruchamiają swawolną wyobraźnię przyczynkarzy, egzegetów i interpretatorów. Kiedy się tego nie zna, nie rozumie się powodu pisania, malowania, komponowania, musu wyrażania się na piśmie, na płótnie, w nutach uporządkowanych w melodię.

Pisarz, malarz, kompozytor czy rzeźbiarz, człowiek przekraczający barierę przeciętności, gdy zaczyna być o nim głośno, narażony jest na cudze opinie. Twórca po swojej śmierci ma zwolenników i pomagierów więcej, niż za życia; niesłychany jest nagły przybór znajomych od zawsze i życzliwców od serca.

Pośmiertne milczenie rewelatora, wyzwala bezpieczną agresję jego szemranych komentatorów. Za życia podtruwali go jeden przez drugiego i rzucali nim o ściany, a gdy już go nie ma i nie może się bronić, jak jeden mąż, z furią dowodzą, że kochali go bez pamięci już wtedy, gdy go jeszcze nie było na świecie...Mnożą się więc figury pełne wazeliny w piórze, a z nieistnienia podnoszą się odpychające skrzaty starające się oberwać bodaj cętkę z jego gronostajowego płaszcza.

Do wielogodzinnego pisania potrzebny jest nie tylko wyćwiczony mózg, ale i fizyczna forma pozwalająca znieść lub zignorować atlasowe obciążenia kręgosłupa, nadgarstka, karku. Długotrwałe zachowanie pozycji unieruchomionego ciała wymaga i treningu i odpowiednich predyspozycji organizmu; sprawnych oczu, precyzyjnego zgrania myśli z ręką. Konieczna jest synchronizacja fizycznych cech z cechami psychicznymi, dostrojenie tempa narodzin zdań do tempa ich zapisu: wymogi formy dyscyplinują treść; bez harmonii, nie ma dzieła.

Koniec
„Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie.”
Oscar Wilde
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Re: FELIETONY

Postby Marek Jastrząb » Sun Jun 20, 2010 2:11 pm

EWANGELIA WEDŁUG ŚWIĘTEGO KOMUCHA

Były to lata pięćdziesiąte, a dokoła kwitła parciana rzeczywistość. W trójkę mieszkaliśmy w jednym pokoju. Okna wychodziły na teatr i przez te wszystkie lata przekonany byłem, że budynek, w którym mieszkał jego duch, ściąga nas i powoli osacza poezją, tajemniczością, dialogiem, którego nie rozumiałem. Mama nie pracowała, ja udawałem pilnego ucznia, ojciec latał za byle jakimś zajęciem.

Ale nie ma tak dobrze, by nie mogło być gorzej: klepaliśmy biedę i nie było mowy o podnoszeniu stopy, doganianiu i przekraczaniu. Była za to mowa na bazie i po linii, woda na młyn i groźby o ucinaniu rąk, a kto nie był, nie należał, nie popierał - nie otrzymywał awansu, talonu, paszportu. W domu, gdzie nawet ściany potrafiły być życzliwymi konfidentami, mówiło się o tych sprawach półgłosem i to nie dlatego, że był wśród nas niewidoczny pan ucho. Nie, strach moich rodziców był wszechobecny. Zataczał olbrzymie kręgi, wciskał się w każdą szczelinę życia. W końcu objął większość naszego narodu. Hufce politruków, te świeckie odmiany świadków Jechowy, od zakładu po stajnię pchały się ze swoją ewangelią wg Św. Komucha.

Mrowie przechodzi po kręgosłupie, gdy słyszy się relacje naocznych świadków tamtych wydarzeń. Bezradna wściekłość ogarnia, gdy słyszy się, że i wśród światłych ludzi pętają się niedobitki chwalców tamtej Arkadii, gdy w tramwaju, w pociągu, na drągu opowiedzenie kawału o wujaszku Stalinie mogło zakończyć pobyt na wolności, a ludzie znani wczoraj z wazeliniarstwa, dzisiaj przechodzili do rzewnych wspomnień o swoim bohaterstwie, stawali się kłopotliwym nagniotkiem przeszłości, jak wszystko zresztą, co było naszą mrzonką o Niepodległej, jak wszystko zresztą, co wiązało się z nieklęczącym istnieniem.
„Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie.”
Oscar Wilde
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Re: FELIETONY

Postby Marek Jastrząb » Tue Jul 27, 2010 12:26 am

HIENA Z APARATEM

Denerwują mnie bezustanne powtórki z nieszczęścia. Tak jak presja rankingów oglądalności, słuchalności, poczytności. Radio, prasa, telewizja i uliczne pogłoski, wszystkie te nośniki informacji, obwąchują rzeczywistość, starając się wycisnąć z ludzkiego bólu i łez jak najwięcej pieniędzy, zrobić wokół cudzej tragedii jak największy rwetes.
Irytuje mnie widok reportera wyłaniającego się ze szklanego pudełka i opowiadającego mi po raz tysięczny, jak przygłupowi, o tym, co się stało, co widziałem wczoraj, co mogę zobaczyć teraz i co pokaże mi jutro. Przedstawiającego mi krwawe widoczki rozwalonych ciał, widoczki zapadających się wież, ludzi wyskakujących na bruk, dramatyczne rozmowy telefoniczne, ostateczne pożegnania z rodzinami.
Denerwują mnie również – hałaśliwe, afektowane deklaracje pomocy rodzinom ofiar, spektakularne, na gorąco, czynione przez nasze „zatroskane” władze występujące w asyście kamer, lecz, gdy gasną światła jupiterów – fikcyjne, zapomniane, niepotrzebne, odkładane na kiedy indziej, nierozwiązane sprawy pomocy ofiarom katastrof, odszkodowań i humanitarnego wyrównywania krzywd, ginące pod naporem następnego wydarzenia, nowej, świeżutkiej, jeszcze cieplej katastrofy.
Znajduję się w świecie płaskich wrażeń i naskórkowych ocen, w świecie urządzonym przez człowieka bezbarwnego, przez osobnika latającego za sensacjami jak z pieprzem, goniącego za nim z błyskiem monety w oku, z jęzorem wywieszonym do pasa; drałującego po miejscach, gdzie są TRUPY, OFIARY i KREW lejąca się strumieniami, gdzie słychać JĘKI i ZAWODZENIA, gdzie można spodziewać się tragedii, gdzie COŚ SIĘ DZIEJE.
Temat sprytnej sprzedaży katastrofy samolotowej, powodzi, ataku terrorystycznego, mówienie o tych dramatach, zaaferowane rozprawianie o nich, wszechstronne obgadywanie wszelkich jej aspektów, reperkusji i konfiguracji, to temat modny przez krótką chwilę, do znudzenia więc bombardowani jesteśmy aktualnym PROBLEMEM znajdującym się na maglarskiej tapecie i tak to trwa, funkcjonuje na pierwszych stronach gazet, w czołówkach radiowych, czy telewizyjnych dzienników: aż do nowego zainteresowania; o materialnych i duchowych dramatach zapominamy wkrótce, ponieważ doświadczamy świeżych, bo wszystko, co nowe i pachnące krwią, atrakcyjniejsze jest od już strawionego dramatu.
To nie naród zachowuje się histerycznie. Robią to za niego - wścibskie MEDIA. Robią to w moim imieniu, wpychają się do mojego życia, i, czy tego chcę, czy sobie nie życzę, są nietaktownymi dresiarzami słowa; na moich oczach odprawiają orgie, zabawy, pląsy, a zewsząd dokucza mi – ich nieznośny BRAK SUBTELNOŚCI.
Brak ów osacza mnie, tłamsi, przymula, sprawia, że zaczynam zastanawiać się, na jakim świecie przyszło mi żyć. I stwierdzam, że żyję w oślizłym świecie niewrażliwców, w napastliwym, brutalnym, pozbawionym prawa do intymności, w świecie rządzonym przez bezwzględne monstrum, nieprofesjonalnego dziennikarza - kłusownika, oswojoną hienę z APARATEM.
„Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie.”
Oscar Wilde
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Re: FELIETONY

Postby Marek Jastrząb » Sun Aug 01, 2010 1:22 am

Selawi

Oburza mnie wesoły świat panów ze świecznika. To, że jestem wobec nich bezradny ze wstydu. Denerwuje mnie fakt, że gdy nie sprawdzą się, nie wypadają z obiegu i idą do diabła, nie trafiają na wysypisko dla kołków, lecz, w ramach rekompensaty, zesłani zostają na Baleary, a na miejsce po nich wskoczy kolejny głąb w biurokratycznym kaftanie bezpieczeństwa.

Osoby te decydują o finansowych zapomogach, o dotacyjnej kroplówce dla kultury, a jednocześnie wyrzucają w błoto miliardy złotych na produkcję zapewnień o potrzebie zaciskania pasa.

Gdy słucha się ulicznych debat i sejmowych pyskówek, że czegoś tam nie można zrobić, czegoś nie dostaje, że coś musi zostać zniszczone, żeby było jak reformować, każda taka wypowiedź rozważana oddzielnie - bywa słuszna, trąci sensem, jest umocowana w zdrowym rozsądku i zawiera elementy racjonalne. Lecz po głębszej refleksji okazuje się, że to zwyczajne bicie elokwentnej piany, bo wszystkie te wypowiedzi wzięte razem udowadniają, dlaczego nie można iść do przodu z rozwiązywaniem problemu, że nadal tkwimy w przytulnej niemocy i ciągle - istniejąc wśród dobrych zamiarów - przebywamy w krainie gnuśnych pozorów.
„Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie.”
Oscar Wilde
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Re: FELIETONY

Postby Marek Jastrząb » Tue Aug 17, 2010 2:27 am

POLITYCZNY KARUZEL

Nadchodzi dzień, gdy kończą się igrzyska i opada wyborczy kurz, a Panowie Dzidziusiowie z partyjnych list, oblizując się na myśl o dietach i służbowych tułaczkach po UE, przymierzają się do zasiadania, piastowania i pełnienia. Nowa władza drapie się na świeczniki, postumenty lub piedestały, mości się na fotelach, stołkach i taboretach, wsiada do limuzyn z osobistym woźnicą i przejmując zdobyczne gabinety, odbiera od podwładnych - hołdy (w akompaniamencie wazeliniarskich piruetów).

Rozpoczyna się reorganizacja wyposażenia. W odstawkę idzie palma wycierająca sufit, znikają ponure kanapy w kolorze PiS i zastąpione są kanapami w cudownym kolorze PO. Kossak wędruje do utylizacji, a na ścianę wjeżdża Malczewski. Dywan w podsłuchowe prążki przechodzi do historii, a na jego miejscu zjawia się dywan w miłosne ciapki.

Zaczyna się twarda harówa dla Ojczyzny. Katorżnicza orka polegająca na zamianie stryjka na kijek, czyli na zastąpieniu poprzednich nieudaczników, nieudacznikami z właściwego klucza. Od tej pory styl sprawowania władzy polega na zastępowaniu błędów uczynionych przez poprzedników, błędami ludzi ze zwycięskiej opcji. Jej pierwszy etap, to zapoznawanie się z zakresem przywilejów, wypłacanie sobie odszkodowań za zwycięstwo w wyborach i upragniona demolka dokumentów wydanych przez niedawnych rządzących (np. kierownicy przestają nimi być a funkcje sprawowane przez teścia dygnitarza z przegranej drużyny, przejmuje teść dygnitarza ze stada chwilowo absolutnej). W Sejmie, w Senacie i po ministerialnych pieczarach, po kancelariach namaszczonych WŁADZĄ i pełniących funkcję spichlerza na kompleksy, wkrótce rozlegnie się płacz i zdesperowane zgrzytanie zębów, a z gabinetów i piaskownic, spod dziurkaczy, wiaderek i szufelek, wydobędzie się chóralny pisk struchlałej dziatwy: CO STANIE SIĘ Z POLSKĄ, GDY NAS ZABRAKNIE?
„Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie.”
Oscar Wilde
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Re: FELIETONY

Postby Jerzy Ulicki-Rek » Tue Aug 17, 2010 10:31 am

Majac 18-lat napisalem taki mlodzienczy wierszyk :
"Mamy swietny biznes w planie:
juz od dzis ,panowie ,panie,
wiekszosc marzen wam
spelnimy gdy interes rozkrecimy...

Wzrosnie nam poglowie bydla
i ogolny nasz dobrobyt
Gdy rozwinie w Polsce skrzydla
-wytwornia koryt.

Hej,rodacy!
Do koryta!!
Rozpocznijmy szturm dzis dziki!
A nastepna partia beda
oprocz koryt tez- swieczniki.

Jak to przykro patrze dzisiaj
kiedy duch w narodzie ginie
I jak chetnie sie zmieniaja-ludzie
..W swiece albo w swinie...

Dzisiaj mam lat 56.
A wierszyk mlodzienczy jeszcze bardziej na czasie :D
Jerzy
Wolna Polska zaczyna sie tutaj
User avatar
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posts: 9344
Joined: Tue Nov 06, 2007 2:10 pm

Re: FELIETONY

Postby Marek Jastrząb » Tue Aug 17, 2010 2:22 pm

Ogłupienia

Według ławicy naszych esbeckich świętych, dygnitarzy tamtego okresu, podwyżki cen mięsa były słuszne i uzasadnione, a spałowanie protestujących - pieszczotą i dobrodziejstwem. Ale bohaterzy Radomia i innych miejsc upamiętnionych krwią, zmarli na skutek bicia, do teraz leżą w nieokreślonych, i bezimiennych grobach poza miastem i do teraz pozostali uczestnicy tamtych buntów nie mogą pogodzić się z tym, że zbrodniarze skazali ich na wyklęcie.

To, że za czasami, w których za bunt przeciwko władzy wsadzano na długie lata za kratki, bito i niszczono w ludziach resztki godności, to, że bijący i szykanujący nadal opływają w luksusy i żyją sobie nadal na wysokich rentach, to, że ci ludzie chcą jak najdłużej cieszyć się dobrą opinią, jest zrozumiałe i nie dziwi mnie. Tak samo, jaki spryciarze - nazywający protestujących kryminalistami i warchołami - którzy zamiast przykładnie i po cichu leżeć na śmietniku historii, i zajmować poczesne miejsce w piekle dla kacyków, nadal plotą duby smalone o swoich trudnych wyborach, mniejszych złach i racjach stanu.

Lecz martwi mnie, że są jeszcze ludzie, którzy w to wierzą. Wbrew faktom, świadkom tamtych dni, relacjom pobitych i wyrzuconych z pracy uważają, że towarzyszowi Edwardowi Gierkowi trzeba wystawić pomnik. Nie dziwi mnie opór gloryfikatorów tamtego systemu, zdumiewa natomiast fakt, że do chóru piewców obalonego ustroju dołączył Prezydent PiS kompromitując całą partię .
„Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie.”
Oscar Wilde
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Re: FELIETONY

Postby Marek Jastrząb » Tue Aug 17, 2010 2:27 pm

ZWIERZENIA PEWNEGO POLITYKA

U nas, panie Fąfel, bryndza. Nudą jedzie i nic ni ma; szaro je, głucho je, fatalnie je. Wobec tego zwołujemy, kurde, telekonferencję. Takie party dla idiotów. Podrzucamy im temat i mamy problem z głowy; nie mówimy o faktach i dowodach, powiadamy za to o przypuszczeniach i plotkach, bo tylko w gnojówce czujemy się na swoim miejscu. Mamy wtedy ubaw po samą grdykę, że tylko się usmarkać.

Ten i ów czuje się dotknięty, znieważony, jakby go ktoś przylutował w słabiznę. Jednak bez obaw, panie Fąfel, te klimaty mamy obcykane: nasze pomówienia tak są tak sprytnie wymlaskane, że z prawnego punktu widzenia nie idzie się do nich przychrzanić i każdy Rydzyk da nam rozgrzeszenie. Gadamy więc o esbekach, agentach, o lustrowaniu na niby, przeciekach, krzyżach i aborcjach ani słowem natomiast nie mówimy o biedzie i braku perspektyw.

Tak, panie Fąfel, zgadzam się, że najciężej taką konferencję uzasadnić, udowodnić, że NARÓD TYM ŻYJE. Powiedzieć, że ma gdzieś nasze optymistyczne wykazy, sondaże i gospodarcze wzrosty, że co chce sobie mieć, to musi to sobie wypłakać do kamery, napisać uniżoną prośbę o leki, o operację ratującą mu życie, musi zanieść prośbę do kosza na podania, że chce jeszcze trochę pobyć na tym świecie.
„Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie.”
Oscar Wilde
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

Re: FELIETONY

Postby Marek Jastrząb » Tue Aug 17, 2010 2:30 pm

Polityka z nieludzką twarzą

Narzekania na bezustanny brak środków, odwieczne apele o zaciskanie pasa, nie wytrzymują krytyki i są śmieszne, gdy widzi się, że jednocześnie stać nas na ponoszenie kosztów nagminnych malwersacji. Toteż zaczynam wątpić w rozsądek naszych władz. Od lat nic się nie zmienia; partyjny ping - pong trwa bez końca i powoli staje się naszym zwyczajem, tak jak nonszalancka maniera nieodpowiadania na listy.

Zastanawiam się, kiedy zaczniemy myśleć w sposób racjonalny, to znaczy - ekonomiczny. Kiedy zacznie się nam opłacać zdrowy rozsądek? Czy nastanie za naszego życia i wreszcie przestaniemy być swawolnymi utracjuszami? Może władza nie jest zainteresowana prawidłową działalnością, ale zabawą w przeciąganie ideologicznej liny? Dzieleniem włosa na cudzej głowie za pomocą demagogicznej siekiery? Szerzeniem nienawiści do tych, którzy jej nie popierają?

Mam wrażenie, że powołana jest tylko i wyłącznie do cynicznego rozkładania bezradnych rąk, a obywatel jest traktowany jak zło konieczne, zawalidroga, oszust i pieniacz żerujący na jej uczuciach. Nie jest zainteresowana polepszeniem państwa, lecz woli o nim dyskutować nadając mu kolejne numery, dzieląc je krzyżami, tablicami, patriotyzmem A i patriotyzmem B.
Po cóż ja to mówię? Mówię po to, by uświadomić różnym politykom, że źle się bawią: nie ma w nich tej świadomości, że polityk, to nie nos, ale tabakierka; polityk, to nie Pan i Władca; polityk to nie funkcja dożywotnia i dziedziczna; polityk, to SŁUŻĄCY; np. ja go powołałem i ja mogę go odwołać, gdyż to ja opłacam mu liberię.
„Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie.”
Oscar Wilde
Marek Jastrząb
 
Posts: 430
Joined: Thu Apr 10, 2008 2:44 pm

PreviousNext

Return to Poczytaj mi,mamo

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest

cron