Nauczanie ignorancji jako ukryty cel -dr Marek Glogoczowski

Dariusz Kosiur, Husarz i Jasiek z Toronto zrobia wszystko aby przekonac swoich studentow,ze istniejacy system finansowy oparty jest na lichwie i przynosi krociowe zyski waskiej grupie a zniewolenie reszcie spoleczenstwa.

Nauczanie ignorancji jako ukryty cel -dr Marek Glogoczowski

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » N lip 06, 2008 12:53 pm

Dr Glogoczowskiego przedstawiac nie musze.Mozna go lubic,mozna go nie lubic ale nie sposob go nie szanowac za wiedze ,erudycje i kulture wypowiedzi.
Polecam goraco ponizszy material.
Jerzy


Nauczanie ignorancji jako ukryty cel (teleologia) edukacji powszechnej zaplanowanej na wiek XXI

Uwagi na temat książki Jean-Claude Michéa „L'enseignement de l'ignorance” z 1999 roku , wygłoszone na VII Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej na temat „Filozofia wychowania a wizje świata” .

dr Marek Głogoczowski, AP Słupsk (www.zaprasza.net/mglogo)

Motto: Z tego powodu proponuję, abyśmy zastąpili tego kraju stary i starożytny system edukacyjny, jego kulturę, gdyż tylko wtedy gdy krajowcy zaczną myśleć, że wszystko co jest zagraniczne i angielskie, jest dobre i wspanialsze niż ich własne, utracą oni szacunek do siebie samych, swą narodową kulturę i staną się tym, czego my byśmy chcieli aby się stali, czyli narodem prawdziwie zdominowanym” – Lord Macaulay przed Parlamentem angielskim w 1835 roku, o programie kolonizacji Indii

W grudniu 1999 roku wygłosiłem, po angielsku, w sali Biblioteki, podówczas wyższej Szkoły Pedagogicznej, a obecnie Akademii Pomorskiej w Słupsku, wykład pod tytułem – w polskim jego wydaniu – „Zorganizowana ignorancja jako zagrożenie dla człowieka u progu XXI wieku”. Wykład ten był częścią programu współpracy WSP w Słupsku z Uniwersytetem w Vaxiö w Szwecji, współpracy zorganizowanej w ramach Euroregionu Bałtyckiego i sponsorowanego przez Unię Europejską. O ile pamiętam, za wygłoszenie wykładu zapłacono mi ok. 100 $, za towarzyszenie Szwedom na WSP drugie 100 $, tak iż razem otrzymałem równoważność mych wtedy miesięcznych poborów jako asystenta WSP.

Nie wiedziałem podówczas, że książkę o prawie identycznym tytule jak mój wykład – mianowicie „Nauczanie ignorancji i jego nowoczesne uwarunkowania” (franc. „L’enseignement de l’ignorance et ses conditions modernes”) opublikował, w tymże roku 1999, francuski filozof, związany z uniwesytetem w Montpellier, Jean-Claude Michéa. Książka ta została w ostatnim dziesięcioleciu, jak się zorientowałem szukając poprzez google, przetłumaczona na język hiszpański oraz włoski, ale o niej zupełnie głucho w Polsce. Polsce pozostającej pod tak zwaną „czapą” kultury – a ściślej, lumpenkultury – anglo-amerykańskiej. Zanim przejdę do szczegółowych spostrzeżeń, zawartych w „Nauczaniu ignorancji”, pozwolę sobie naszkicować bardzo ogólne tło „przemian ustrojowych”, w jakie zaangażowała się, dwadzieścia lat temu, praktycznie cała – zarówno Wschodnia jak i Zachodnia –Europa.

By wytłumaczyć to ‘ponadczasowe” zjawisko J.-C. Michéa odwołuje się do obserwacji Karola Marksa sprzed 160 lat, czyli z okresu Wiosny Ludów, kiedy to Marks (wraz Engelsem) w ciągu kilku dni napisali „Manifest komunistyczny”. W tym sławnym (przez ponad stulecie) utworze, burżuazja przedstawiona jest jako hiper-aktywna klasa społeczna ”która nie może istnieć bez ciągłego rewolucjonizowania środków produkcji, a zatem i całości stosunków społecznych”, podczas gdy „wszystkie dawniejsze klasy wytwórcze zachowywały się na odwrót, dla nich brak zmian systemu wytwarzania był pierwszym i koniecznym warunkiem ich trwania”. Z tego powodu – wciąż według Marksa – w miarę jak system kapitalistyczny się rozwija, czyli „postępuje”, „wszystkie stosunki społeczne trwałe i ustalone, z całym orszakiem tradycyjnych idei oraz koncepcji, ulegają rozcieńczeniu, a nowo ustanowione stosunki społeczne się starzeją, zanim zdążą skostnieć. Każdy element hierarchii społecznej oraz stabilności kastowej zamienia się w dym, wszystko to, co było święte ulega profanacji”.

Otóż te „stare” obserwacje Karola Marksa są jak najbardziej aktualne właśnie dzisiaj, chociażby w Polsce, kiedy to na naszych oczach rozsypuje się tak drogi większości Polaków, zaledwie 25 lat temu mit „Solidarności” z Lechem Wałęsą na czele. To, co frapuje J.-C. Michéa, który pochodzi ze starej francuskiej rodziny komunistycznej (i do wieku 26 lat, czyli do roku 1976 był aktywnym członkiem FPK), to zupełna degrengolada francuskiej lewicy. Ta formacja zaczynała po II Wojnie Światowej swa działalność pod hasłami Róży Luksemburg (której się marzyło euroazjatyckie „trójpaństwo” Niemcy-Polska-Rosja) i która to „lewica” zredukowała się obecnie do „sanitariuszki, opiekującej się rannymi w wojnie ekonomicznej”. Michéa dodaje do tego, w napisanym przezeń wstępie do opublikowanej we Francji w 2003 roku książki amerykańskiego socjologa Christophera Lascha „Culture of Narcissism”, że „od dwudziestu lat, każdemu zwycięstwu (francuskiej) lewicy odpowiada, obowiązkowo, klęska socjalizmu”. I to jest prawda nie tylko we Francji ale i w Polsce, od czasów rządów, dokładnie 20 lat temu, „socjaldemokraty” M.F. Rakowskiego, który to 'likwidator PZPR' w młodości brał udział w socjalistycznym „rozkułaczaniu” bogatych chłopów. Jest to prawda także i w Niemczech, zwłaszcza za rządów „socjalistyczno-zielonej” koalicji Gerarda Schroedera oraz Joschke Fishera: ten ostatni w latach 1970-tych z zapałem brał udział w walkach ulicznych przeciw kapitalizmowi, by w roku 1999 skutecznie popchnąć Niemcy w kierunku udziału w „przyjacielskich bombardowaniach” ostatniego w Europie państwa socjalistycznego, jakim była Jugosławia.

Bardzo interesujące są, stanowiące kanwę „Nauczania ignorancji” obserwacje jak najbardziej ogólnego celu, do którego zmierza „rewolucja hiperburżuazyjna”, jak to zjawisko ostatnich trzech dziesięcioleci nazwał Denis Duclos w „Le Monde diplomatique” z sierpnia 1998 roku. Otóż ta ponadnarodowa „hiperburżuazja” – przedstawicielami ideologii której są w Polsce „nasze” główne, uzależnione od zagranicznych central, media, stara się zamienić tradycyjną szkołę. Szkołę, która dla uczniów jest (lub była) czymś w rodzaju „świątyni wiedzy”, przekształca się „w rodzaj przestrzeni która sobie konstruują uczniowie (czyli ci, którzy „mają się uczyć”), by biernie te wiedzę „konsumować”. Praktycznie nieznana u nas książka J.-C. Michéa wskazuje, do jakiego stopnia tak zwane „wartości rynkowe” przeniknęły do powszechnego nauczania oraz do środowisk akademickich, także i w Polsce: na przykład w bardzo długim i bardzo zawiłym exposé „principiów”, którym ma służyć nasza konferencja, zatytułowana „Filozofia wychowania a wizje świata” pojawiło się określenie paideia, czyli greckie „chłopięctwo”, wiek młody, kiedy to goni się za rozmaitymi świecidełkami i mechanicznymi zabawkami, nie zwracając uwagi na to, do jak bardzo siedzącego, sterylnego i nudnego trybu życia, te „ułatwiające życie” zabawki, nas z czasem przymuszą.

Michéa postuluje, że cała nowoczesna edukacja na Zachodzie została podporządkowana nie zdobywaniu jakiejś rzetelnej wiedzy o świecie, wiedzy dającej w wieku dojrzałym poczucie własnej autonomii i pewności poruszania się w tym świecie, ale dokładnie na odwrót, szkoła ma na celu „przyuczanie do potulności” wobec dominujących na rynku „tryndów” jak to się w PRL, w kręgach partyjnych mawiało. I te sławne za czasów Gierka „tryndy” edukacyjne znalazły swych, nie lękających się śmieszności, entuzjastów oraz propagatorów, w osobach choćby doradcy prezydenta Cartera, Zbiga Brzezińskiego. Michéa tutaj przypomina, że na wielkiej konferencji, zorganizowanej w San Francisco w 1995 roku przez Fundację Gorbaczowa, Brzeziński wystąpił z pomysłem, by nazwać zabiegi zachodnich mediów, nastawionych na „upupienie” poznawcze konsumentów zunifikowanej w skali całego świata informacji, „tititaynment” (od „tits entertainment”, „tits” w żargonie amerykańskim nazywają się kobiece piersi). Po prostu „wolne” media bez ustanku mają emitować podniecające publiczność – za przeproszeniem za określenie – duperele, w rodzaju „kto zabił Pyjasa” (a może po pijaku sam spadł ze schodów?) ponad trzydzieści lat temu, względnie czy „Bolek” z akt UB to Wielki Lech, Polski Zbawiciel z wyborów parlamentarnych dokładnie 19 lat temu. Jak to podkreśla Michéa „tititainment to koktajl ogłupiających rozrywek, połączonych z wystarczającym wyżywieniem, aby zapewnić dobry humor sfrustrowanej ludności naszej ziemi.” Czyli, mówiąc językiem starożytnych jest to kultura „panem et circenses”, chleba i igrzysk dla coraz bardziej zbydlęconych mas.

Według dominującej dzisiaj na Zachodzie Koncepcji Zarządzania Ludzkością (opracowanej przez „think tanks” mające swe centra w Fundacjach Bildbergu, Komisji Trójlateralnej, a w Europie Wschodniej w Fundacji Batorego-Sorosa) IGNORANCJA MA BYĆ NAUCZANA NA WSZYSTKIE MOŻLIWE SPOSOBY, w celu przygotowania ludzkości do wojny ekonomicznej XXI wieku. Michéa jako filozof, mający duże doświadczenie w pracy z młodzieżą licealną, podaje tutaj przykład: „Gdy szkoła ‘normalna’ uczy, że ze złożenia zdań „Sokrates jest człowiekiem” i „wszyscy ludzie są śmiertelni”, należy wyciągnąć wniosek iż „Sokrates jest śmiertelny”, tak „nowa szkoła” ma zniszczyć normalne warunki edukacji, tak, aby osiągnąć u uczniów niewydolność w zakresie logicznego formułowania myśli, co będzie rzeczą politycznie użyteczną”. Oczywiście w formułowaniu takich opinii Michéa nie jest sam, powołuje się tutaj na książkę „Społeczeństwo spektaklu” z roku 1988 Claude Debord’a, który taki typ edukacji nazwał „rozcieńczaniem logiki”. (Do tego mogę dodać, ze i ja sam, w artykule zamieszczonym w paryskiej „Kulturze” już w roku 1980, prorokowałem, że już niezadługo, zgodnie z wolą Uczonych Genetyków w rodzaju Jacquesa Monoda i Richarda Dawkinsa, dzieci się będą uczyć w szkołach, że dwa plus dwa daje dowolną liczbę za wyjątkiem czterech.)

Po co to wszystko władze szkolne – w Polsce reprezentowane przez niezastąpioną panią wice-minister Annę Radziwiłł z Fundacji Batorego – robią? Po to, cytuję „by uniemożliwić natychmiastowe rozpoznanie tego co jest ważne, a co pomniejsze, tego co jest bzdurą i na odwrót, tego co może dodatkowo wyjaśnić zjawisko, wszystkiego co wskazuje na pewne konsekwencje, lub na odwrót, te konsekwencje wyklucza. ... Wychowany w ten sposób człowiek w ogóle nie jest w stanie podjąć się krytyki „świata spektaklu” w którym żyje, jako iż nawet próbując to zrobić jest uwięziony w logice języka tego właśnie świata, który odczuwa jako wrogi”. By osiągnąć ten cel systematycznego „zaciemnienia rzeczywistości” SZKOŁA MA SIĘ ZAMIENIĆ W WIELKI PARK ATRAKCJI EDUKACYJNYCH.

W ramach tej „infantylizacji’ – czyli „upajdokratycznienia” względnie „tititajnmentu” wykształcenia – dziecinne hasła francuskich rewolucjonistów z Maja 1968, w rodzaju „zakazuje się zakazywać”, stały się oficjalnymi dyrektywami rządowymi. Jak ironizuje autor, wychowuje się dzisiaj młodzież na „konsumomolców” (skrót od konsumpcyjnaja mołodzioż), przez analogię do „komsomolców”, czyli młodzieży wychowywanej dla wspólnotowych, komunistycznych celów. Podsumowując pierwszą część tej książki, jej autor dochodzi do wniosku bardzo pesymistycznego. Mianowicie „kapitalizm prowadzi ludzkość w kierunku świata pod względem ekologicznym nie nadającego się do życia i antropologicznie wręcz niemożliwego. Z drugiej strony stajemy się coraz bardziej świadomi, że nie jest możliwe przeciwstawienie się temu ruchowi historycznie samobójczemu”. W rezultacie zamiast powtarzać sterylne pytanie ekologów „jaki świat pozostawimy naszym dzieciom”, należy się zapytać „jakim dzieciom pozostawimy ten świat”. Oczywiście odpowiedź tutaj została sformułowana w poprzedzających tę kwestię zdaniach: pozostawimy ten świat jako miejsce coraz bardziej agresywnej „wojny ekonomicznej XXI wieku”, prowadzonej przez niezmierzone zastępy coraz bardziej zuniformizowanych konsumomolców.

W drugiej części „Nauczania ignorancji’ autor poszerza swe zainteresowanie o temat zachowania się grup marginalnych we Francji, które coraz sprawniej, w sposób mafijny, kontrolują życie przedmieść wielkich miast tego kraju. Te grupy noszą obecnie nazwę „La Caillera” i są to organizacje pasożytnicze, złodziei oraz dilerów narkotyków, które w każdym ‘normalnym’ kraju są spychane na społeczny margines. Otóż w społeczeństwie „wolnościowym” te grupy pozostają doskonale zintegrowane z systemem kapitalistycznym i to o wiele lepiej niż 'normalna' biedota przedmieść. Ponieważ członkowie tych grup marzą tylko o tym, aby „zostać złotą młodzieżą z nizin”, więc ekonomia kryminalna tych grup świetnie wpisuje się w całą ideologię konsumpcyjną społeczeństw liberalnych – stąd też i nasze „wolne” media, w ramach „tititajnmentu”, bezustannie karmią nas historiami opisującymi wyczyny bohaterów świata przestępczego. I oczywiście ci „golden boys z nizin” z czasem przechodzą do elit ekonomicznych (jak w Polsce), a zatem i elit władzy, krajów liberalnej demokracji. W rezultacie coraz lepiej da się dostrzec – oczywiście dostrzegają to tylko ci, których edukacja, zwłaszcza ta akademicka, nie pozbawiła zupełnie organów wzroku – że zachodnie demokracje systematycznie przeradzają się w kraje rządzone przez mniejszych i większych gangsterów.

Jakie z tego „Impasu (Adama) Smitha” – jest to tytuł jednej z książek Michéa – jest wyjście? Autor „Nauczania ignorancji” odwołuje tutaj się do tradycji kolektywistycznych, na przykład wspólnych zabaw, jak chociażby gra w piłkę nożną, na temat walorów wychowawczych tej zespolowej gry napisał jedną ze swych prac. Ale to nie jest wystarczające w „społeczeństwie spektaklu”, gdzie większość woli przy piwie oglądać mecze, niż w nich uczestniczyć. Ja ze swojej strony zobowiązany jestem w tym miejscu dodać, iż dopóki nie uda nam się przełamać Trzech Wielkich Tabu Zachodu, nie mamy żadnych szans wydobyć się z uścisku POZNAWCZEGO RAKA jakim jest „liberalna demokratura” made in USA. A te tabu, to są rzeczy wręcz banalne, o których nie wolno nam publicznie mówić, a tym bardziej pisać, zwłaszcza w periodykach tak zwanych „naukowych”, czego autor niniejszego compte rendu prac J-C Michéa dobrze doświadczył na swej własnej skórze:

1. Nie należy się bać się przypomnieć tak zwaną „herezję marcjońską” z II wieku ne., według której „Bóg” (a raczej demon, w rodzaju perskiego anty-boga Arymana), przemawiający z kart Starego Testamentu, to jest Agent Zła, które promieniuje na świat z „miasta na wzgórzu (Syjon)”. To „ciemne światło” promieniuje zatem dzisiaj szczególnie silnie ze Stanów Zjednoczonych, których kompletnie ogłupiała, w swej znakomitej większości, ludność czczi Staro-Nowotestamentową Jaskinię Zbójców, przez prezydentów USA określaną z patosem jako „the city on a hill”.

2. Przypomnieć zakazane (bez żadnej przesady) w lumpen-nauce anglosaskiej Prawa Biologii sformułowane przez Lamarcka 200 lat temu. Są to bowiem, dostrzegalne dla każdego gołym okiem, Prawa Twórczości (Inteligencji) „żywiny” (gr. zoon), do której należy i gatunek ludzki. Zgodnie z tymi Prawami Powstawania Informacji, zapoznanymi obecnie kompletnie w Akademiach Ignorancji, w rodzaju krakowskiego UJ, nie zaspakajanie wszystkich potrzeb konsumpcyjnych w sposób automatyczny doprowadzi do odrodzenia się w naszym gatunku zachowań bardziej altruistycznych , niż ten obecny, przedsiębiorczy „wyścig do klatek” z titajnmentem i nieprzerwaną dostawą wyżywienia. Wyżywienia zamieniającego, samo-unieruchomionych w tych klatach człowiekowatych (określenie Aleksandra Zinowiewa), w rodzaj tłustych „pączków”.

3. Nie lękać się („Nie lękajcie się!”) przypomnieć – i powtórnie wprowadzić w życie – „10 Przykazań Państwa Socjalistycznego”, które w Polsce zostały złamane, decyzją tak zwanego „Sejmu kontraktowego”, dokładnie 1 stycznia 1990 roku. Ten realizowany – nie tylko w Polsce ale i w całej Kontynentalnej Europie przez stulecie 1890–1990 – „Dekalog socjalisty”, zawarty jest w „Manifeście komunistycznym” z roku 1848. Nie wolno przecież nam zapominać, że zarówno wprowadzenie, za rządów Bismarcka, obejmujących całą ludność Niemiec ubezpieczeń zdrowotnych, jak i nacjonalizacja kolei żelaznych w Szwajcarii w 1902 roku, były elementami planu socjalizacji Europy. Z tego racjonalnego programu „uspołecznienia środków produkcji, finansów, ochrony zdrowia, edukacji oraz komunikacji” nagle, po sukcesie podstępnego ataku anglo-amerykańskich „baronów złodziejskich” na Europę Wschodnią, ubezmóżdżona katastrofą ZSRR Europa potulnie się zaczęła wycofywać.

Zakwestionowanie tych „tabu boga Zła” (starotestamentowego Arymana, przedstawiającego się w Piśmie Złych Ludzi jako „Jestem, który jestem”) doprowadziłoby, w sposób automatyczny, do zahamowania procesów „rozwoju”, który od czasów Rewolucji Industrialnej w Anglii przypomina rozwój Monstrualnego Raka, dewastującego na swej drodze „postępu” literalnie wszystko. By przypomnieć tu jeszcze raz obserwacje Karola Marksa sprzed lat 160: „wszystkie stosunki społeczne trwałe i ustalone, z całym orszakiem tradycyjnych idei oraz koncepcji, ulegają rozcieńczeniu, a nowo ustanowione stosunki społeczne się starzeją, zanim zdążą skostnieć, … wszystko to, co było święte ulega profanacji”. Najwyższy zatem czas by sprofanować powyżej przytoczone, trzypunktowe „tabu religijno-naukowo-ekonomiczne” społeczeństw na zewnątrz „wolnościowych”, ale ‘od wewnątrz’ bezwzględnie otumanionych i upodlonych przez służbę dla Mamona-Arymana znanego, jako Zestaw Czterech Liter YHWH, zarówno żydom jak i chrześcijanom.


Jean-Claude Michéa L’enseignement de l’ignorance et ses conditions modernes, ed. Climats (dept. de Flammarion) Paris 1999, 2006.

VII Ogólnopolska Konferencja Naukowa „Filozofia wychowania a wizje świata”, 26-27.06.2008, Katedra Filozofii Akademii Pomorskiej w Słupsku.

Po co się obecnie tak bezwzględnie niszczy, zarówno w Polsce, jak i w całej „kontynentalnej” Europie, wykształcone w ciągu ostatnich dwóch stuleci zasady nauczania powszechnego, powiedział już w roku 1835, w Parlamencie angielskim, Lord Macaulay historyk i polityk, przygotowujący wtedy brytyjski program kolonizacji Indii: „Przejechałem Indie wzdłuż i w szerz i nie widziałem ani jednej osoby, która byłaby żebrakiem lub złodziejem. Takie bogactwo jakie widziałem w tym kraju, tak wysokie moralne wartości, ludzie takiego pokroju, że nie myślę, że moglibyśmy kiedykolwiek podbić ten kraj, dopóki nie złamiemy samego kręgosłupa tego narodu, jakim jest jego duchowe i kulturowe dziedzictwo. Z tego powodu proponuję, abyśmy zastąpili jego stary i starożytny system edukacyjny i jego kulturę, gdyż tylko wtedy gdy Hindusi zaczną myśleć, że wszystko co jest zagraniczne i angielskie, jest dobre i wspanialsze niż ich własne utracą oni szacunek do siebie samych, swą narodową kulturę i staną się tym, czego my byśmy chcieli aby się stali, czyli narodem prawdziwie zdominowanym”. Tę znamienną wypowiedź angielskiego lorda („Pana” w sensie religijnym) przypomniał 23 maja 2008, w Petersburgu (d. Leningrad), w trakcie konferencji „Dialog Cywilizacji”, J. Ch. Kapur, hinduski wydawca międzynarodowego kwartalnika “World Affairs” w New Delhi, w którym autor niniejszego opracowania publikuje swe, prawie zabronione w tzw. „Wolnej Polsce”, artykuły. Pełen tekst jego wystąpienia na http://groups.yahoo.com/group/shamireaders/messages

Marek Głogoczowski ”Ciuciubabka naukowa”, Kultura, Maisons-Laffitte, nr 7-8, 1980.

Marek Głogoczowski “Wykład na temat rozwoju potrzeb” Twórczość, nr 2/1983, Warszawa; przedruk w kwartalniku Obywatel, nr 1(5), Łódź, 2002.
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Postprzez jasiek z toronto » N lip 06, 2008 2:01 pm

Dokladnie taka "doktryna" zostala zaimplikowana nie tylko Indiom, ale rowniez m.in., w Polsce Polakom.
Kto bedzie nas szanowal, jesli my Polacy nie bedziemy sie nawzajem szanowac???
Staniemy sie latwym lupem dla wszelkiej "masci" szubrawcow, oszustow i zwyklych zlodziei...jesli pozwolimy sie "im" tylko zdemoralizowac.
=========================
jasiek z toronto
jasiek z toronto
 
Posty: 966
Dołączył(a): Pn gru 31, 2007 8:40 am

Re: Nauczanie ignorancji jako ukryty cel -dr Marek Glogoczowski

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Cz lip 01, 2010 12:19 pm

Odpowiedź jest prosta. "Ktoś" napisał: „Jestem, który jestem” utożsamiony jest z Bogiem stworzycielem, a wiec źródłem wszelkiego dobra, jako ze jest źrodłem istnienia dla każdego bytu, każdej rzeczy, a to jest podstawowe dobro - istnieć, bez którego nie ma innego dobra...

Jeśli bycie (byt) z definicji skojarzymy z dobrem, to nie-byt jest nie-dobrem, a zatem ZŁEM. Niestety podstawowy paradoks Parmenidesa stwierdza, że "byt isnieje, a zatem nie-byt nie istnieje". A zatem, przy takim ustawieniu definicji "dobra" ZŁA NIE MA, wszystko co jest, jest dobrem - co nie jest prawdą, sa byty czy to subiektywnie (jak pchły dla nas) złe, a nawet i OBIEKTYWNIE ZŁE, jak na przykład IGNORANCJA, czyli NIE-WIEDZA, przeciwieństwo DOBRA jakim jest WIEDZA.

Z Biblii wynika, że YHWH, zakazując ludziom spożywania owoców z drzewa WIEDZY co jest dobre a co złe, był z konieczności ZŁYM BOGIEM, Stworzycielem Ignorancji, LORD OF IGNORANCE jak to gdzieś wcześniej pisałem.

c.b.d.o.

Pozdrowienia,

Marek Głogoczowski
www.zaprasza.net/mglogo
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Nauczanie ignorancji jako ukryty cel -dr Marek Glogoczowski

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Cz lip 01, 2010 3:36 pm

Ciekawe ...A gdybysmy tak..przez prosta ciekawosc sprobowali sobie wyobrazic wersje ,ktora miala miec miejsce: Ewa nie padla na ogrodnictwo,nie ma grzechu,nie ma wypedzania z raju..
Edam z Ewa rozmnazaja sie dzielnie,calymmi dniami sluchaja spiewu ptakow trzymajac w garsci ptaszka...Po kilkunatu pokoleniach mielibysmy plemie pol-debili genetycznych spowodowanych bliskoscia krwi...mieszanej , czekajcych na cud z Kosmosu ,ktory skroci im cierpienia....
To ja dziekuje za taki raj... :D

Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Nauczanie ignorancji jako ukryty cel -dr Marek Glogoczowski

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » N lip 04, 2010 4:01 pm

.."A tak to będziemy mnożyć mniej lub bardziej śmieszne interpretacje, taka domorosła "wakacyjno-letnia teologia w krótkich spodenkach" na czas urlopu..."
Co tez jest czasem potrzebne a nawet-wskazane :D

Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Nauczanie ignorancji jako ukryty cel -dr Marek Glogoczowski

Postprzez Maria » Śr cze 22, 2011 11:06 am

P. Marek Głogoczewski popisał sie ignorancją w zakresie teologii katolickiej oraz posługiwania się językiem ojczystym, p.Rek w zkresie tej pierwszej dziedziny wiedzy. Wyszła z tego uczta Baltazara: sami się uczta - Baltazar!
Maria
 

Re: Nauczanie ignorancji jako ukryty cel -dr Marek Glogoczowski

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Śr cze 22, 2011 11:55 am

Maria napisał(a):P. Marek Głogoczewski popisał sie ignorancją w zakresie teologii katolickiej oraz posługiwania się językiem ojczystym, p.Rek w zkresie tej pierwszej dziedziny wiedzy. Wyszła z tego uczta Baltazara: sami się uczta - Baltazar!


P.Mario
Zycze duzo usmiechu i troche poczucia humoru:)
Ucze sie od tych ,ktorzy wiedza wiecej ode mnie w tym rowniez od p.M.Glogoczowskiego.

Majac lat chyba 20 napisalem kiedys-juz nie pamietam pod wplywem czego- taka fraszke:
"Bylem kiedys na mszy w Czestochowie
i gdy wszyscy z kosciola wyszli Czarna Pani
mrugnela do mnie: "Wreszcie spokoj...
Chodz do zachrystii.."

A kilka dni pozniej dodalem:
"Grzesznica wielka byla
i ksiadz ,w ramach pokuty
kazal jej krzyzem lezec...
Pod soba..
4 x po 3 minuty.."

I nic sie nie stalo.
Ani kosciol od tego nie ucierpial,ani ja.
Posmialismy sie troche z moich pomyslow i tyle:)
Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Nauczanie ignorancji jako ukryty cel -dr Marek Glogoczowski

Postprzez Maria » N cze 26, 2011 5:42 pm

Jerzy Ulicki-Rek napisał(a):
Maria napisał(a):P. Marek Głogoczewski popisał sie ignorancją w zakresie teologii katolickiej oraz posługiwania się językiem ojczystym, p.Rek w zkresie tej pierwszej dziedziny wiedzy. Wyszła z tego uczta Baltazara: sami się uczta - Baltazar!


P.Mario
Zycze duzo usmiechu i troche poczucia humoru:)
Ucze sie od tych ,ktorzy wiedza wiecej ode mnie w tym rowniez od p.M.Glogoczowskiego.

Majac lat chyba 20 napisalem kiedys-juz nie pamietam pod wplywem czego- taka fraszke:
"Bylem kiedys na mszy w Czestochowie
i gdy wszyscy z kosciola wyszli Czarna Pani
mrugnela do mnie: "Wreszcie spokoj...
Chodz do zachrystii.."

A kilka dni pozniej dodalem:
"Grzesznica wielka byla
i ksiadz ,w ramach pokuty
kazal jej krzyzem lezec...
Pod soba..
4 x po 3 minuty.."

I nic sie nie stalo.
Ani kosciol od tego nie ucierpial,ani ja.
Posmialismy sie troche z moich pomyslow i tyle:)
Jerzy


Słowem ten blog proponuje "ściemę" i hucpę? Gratulacje i do nie widzenia
Maria
 

Re: Nauczanie ignorancji jako ukryty cel -dr Marek Glogoczowski

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Pn cze 27, 2011 1:03 pm

"Słowem ten blog proponuje "ściemę" i hucpę? Gratulacje i do nie widzenia"

P.Mario.
Trzymam za slowo:)
Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm


Powrót do NIEZALEZNY UNIWERSYTET INTERNETOWY/Independent Internet University

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

cron