Mit holokaustyczny i jego zadanie

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Śr lut 20, 2013 12:20 pm

Zydowski expert z Yad Vashem omawia strategie walki z "holo-negacjonizmem"



Confronting Holocaust Denial: A Strategy

Ephraim Kaye, Director of the International Seminars for Educators Department at the International School for Holocaust Studies in Yad Vashem, relates a strategy for confronting Holocaust denial. The video is part of the series "Insights and Perspectives from Holocaust Researchers and Historians".

Comment Pending Approval!

Dear Sir
My name is Jerzy Ulicki-Rek .I'm 58 years old and -according to your classification- I'm an example of "holocaust denial","hate speech" and few other lesser sins.

Here and now on February 20-th I do challenge you to an OPEN DEBATE ABOUT THE PERIOD IN MODERN HISTORY which you describe as a"HOLOCAUST".

I leave to you the choice of time and place.Lets' settle the matter once and for all.
Do you dare to respond to this challenge?

Jerzy Ulicki-Rek

.........

Szanowny Panie
Nazywam sie Jerzy Ulicki-Rek .Mam 58 lat i zgodnie z Panska klasyfikacja jestem przykladem "holo-negacjonizmu","mowy nienawisci" i paru innych pomniejszych grzechow.
Tu i teraz 20 lutego wyzywam Pana do otwartej debaty na temat tego okresu we wspolczesnej historii ,ktory okresla Pan mianem "holokaustu"

Pozostawiam Panu wybor czasu i miejsca.
Ustalmy pewne sprawy raz na zawsze.
Czy starczy Panu odwagi aby podjac to wyzwanie?

Jerzy Ulicki-Rek



http://www.youtube.com/watch?feature=pl ... LKptQmUR8#!
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez acidek303 » Wt mar 12, 2013 5:22 am

Sześć milionów Żydów 1915-1938

acidek303
 
Posty: 247
Dołączył(a): So gru 11, 2010 6:03 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Śr mar 13, 2013 1:01 am

Prawda szokuje (niektórych) - Lech Maziakowski

Aktualizacja: 2008-10-3 4:16 pm

Jeszcze cztery-pięć tygodni temu Eugene Black, czeski Żyd, określający sam siebie i określany jako “ocalały z Holokaustu”, uważał i głosił, że jego siostry “zginęły w komorach gazowych KL Auschwitz”. Dziś zmienił zdanie, okazuje się bowiem, że siostry zginęły nie w “komorach gazowych”, nie w KL Auschwitz, a nawet nie z rąk Niemców, lecz podczas angielskiego nalotu bombowego przy przymusowych robotach w jednej z fabryk niemieckich.

Eugene Black – a właściwie Jeno Schwarcz, bo pan Czarny zmienił sobie po wojnie nazwisko na angielskobrzmiące – wspomina, że po przywiezieniu go z rodzicami i siostrami do KL Auschwitz, został od nich odseparowany i od tego czasu przez swe późniejsze życie sądził, że cała rodzina “zginęła w komorach gazowych”.


Już po wielu latach i po niedawnym zainteresowaniu się z dokumentacją niemiecką zgromadzoną w Bad Arolsen, pan Black ku swemu zdumieniu odkrył dokumenty świadczące o tym, że i miejsce, i przyczyna i sprawcy śmierci jego sióstr są zupełnie inne. “Po 64 latach trwania w wierze, że siostry zginęły w komorach gazowych razem z moją matką, [odkryte przeze mnie] dokumenty były dla mnie szokiem” – wyznaje pan Black. “To jest niewiarygodne. [...] Muszę przemyśleć te sprawy od nowa.” – mówi zdezorientowany Black, który jak gdyby nie może pogodzić się z tą odkrytą prawdą.

Pan Black na swój sposób pociesza się jednak mówiąc, że “Przynajmniej siostry nie zostały zagazowane razem [z moimi rodzicami]. Śmierć w komorach musiała być okropna.”


Na jakiej podstawie pan Black dalej uparcie twierdzi, że jego rodzice “zginęli w komorach gazowych KL Auschwitz”, nie wiadomo, choć wiadomo, że żadnych dokumentów poświadczających tę teorię po prostu nie ma.


Tak w przypadku rodziców pana Black, jak i wielkiej rzeszy innych osób określanych często jako “zagazowane”. Nie ma żadnego zapisu, żadnej notki, żadnego dokumentu poświadczającego tę zbrodnię. Wynika to oczywiście z tego, że Niemcy w obliczu zbliżającego się frontu zaagażowali wszystkie swe siły, wszystkich urzędników we wszystkich ministerstwach, departamentach, miastach, powiatach, jednostkach, oddziałach, obozach, by w drobiazgowy i perfekcyjny sposób usunąć wszystkie dokumenty mające świadczyć o “zagazowaniu milionów”…

Trudność tysięcy urzędników pracujących w dzień i w nocy i na gwałt wertujących wszystkie kartoteki i archiwa usuwając każdy skrawek kompromitujacych dokumentów, potęgowana była tym, że przecież władze – aby ukryć swoje zamiary – stosowały “język maskujący”, w którym np. słowa typu “zagazowanie” zastąpione były eufemizmami w rodzaju: “przeniesienie”, “transport”, “wysyłka”, czy “likwidacja obozu”.

Jak wiemy, zadanie usunięcia wszelkich śladów zostało wykonane perfekcyjnie, tak że archiwa niemieckie przejęte przez zwycięskie państwa – a są to niewyobrażalne wręcz ilości dokumentów tej rozbudowanej do monstrualnych rozmiarów biurokracji III Rzeszy, np. z samego Ministerstwa Spraw Zagranicznych przejęto prawie 500 ton dokumentów – nie zawierają dzisiaj nic co w jasny i przejrzysty sposób, bez pokrętnej interpretacji wskazywałoby na mordercze działanie “komór gazowych”.

A przecież do tych kilkuset ton dokumentów MSZ-u dochodzą już nie setki, ale tysiące ton innych dokumentów całej reszty ministerstw, wojskowych struktur, organizacji paramilitarnych, organizacji politycznych, społecznych, poczty, kolei państwowych, itd, itp. Jak do tej pory, czyli przez ponad 60 lat nie znaleziono żadnego, najmniejszego nawet papierka, który mówiłby o zagazowywaniu ludzi, a mimo tego cała powojenna historia – historia oczywiście pisana przez zwycięzców – nieustannie twierdzi o wykorzystywaniu “komór gazowych” do mordów na masową skalę.

Kathrin Flor, rzecznik największego niemieckiego archiwum wojennego w Bad Arolsen, do którego przybył pan Black by zapoznać się z dokumentami mówi, że “Ta część archiwów nigdy nie była opracowywana przez historyków. Archiwum daje niesamowity portret powojennej Europy: gdzie kto był, kto przeżył obozy, gdzie ludzie się rozeszli.” Archiwum Bad Arolsen przygotowało i udostępniło zdigitalizowane kopie ponad 70 ton dokumentów zawierających ponad 20 milionów zdjęć. Istny raj dla historyków, którzy jednak chyba obawiają się, że wyjdą z archiwów zawiedzeni tak jak pan Black.

Archiwa kryją rozwiązania wielu zagadek, tym bardziej, że jak przyznaje pan Black: “Niemcy byli genialni w utrzymywaniu dokumentacji”. Dodaje on również zdumiony: “Nigdy nie miałem pojęcia, że byli oni tak dokładni”.

Jako przykład, Harry de Quetteville, autor tekstu o panu Black zamieszczonym w brytyjskim piśmie Daily Telegraph wskazuje na dokument z 28 listopada 1944 roku z obozu Gross-Rosen, stwierdzający, że przy inspekcji 667 więźniów na Bloku 6. “wykryto 39 wesz”. Jak przytomnie komentuje to autor: “Pomimo nieuchronnego upadku nazistowskiej machiny wojennej, strażnicy obozowi pedantycznie policzyli 39 wesz” znalezionych na bloku obozowym. Może brzmi to niewiarygodnie, ale jest bardzo charakterystyczne, bowiem wskazuje na pedantyczność niemiecką, która była i przerażająca i zarazem fascynująca.

Przerażająca w szczegółowym zapisie życia obozowego, ale i fascynująca dla dociekliwych i rzetelnych historyków, dla których udokumentowane, weryfikowalne fakty posiadają wiekszą moc niż często niesprawdzalne fantasmagorie wielu tzw. świadków, wygodnych dla dzisiejszej konformistycznej historiografii.

W kontynuowaniu nienaruszalnej Haggady, historycy bądź ignorują, bądź – znacznie częściej – reintepretują dokumenty oraz opierają się na zeznaniach świadków.

Jak jednak można poważnie brać pod uwagę oficjalną wersję wydarzeń, jeśli nieustannie podpiera się ona takimi “świadkami” jak np. Benjamin Wilkomirski (laureat międzynarowych nagród za “pamiętniki z Auschwitz”, w których opisuje on jako “naoczny świadek” różne “komory gazowe”.
Okazało się jednak, że tenże “świadek” owszem widzial Auschwitz, ale dopiero jako… powojenny turysta);

Elie Wiesel (w którego pierwszych wydaniach książek nie ma nawet wspomnienia o “komorach gazowych”, lecz pojawiają się one dopiero w tłumaczeniach na obce języki); Rudolf Vrba (czyli Walter Rosenberg, który zupełnie wymyślił w swojej książce wiele wątków, w tym absurdalnie opisany przebieg “gazowania w komorach gazowych”); Abraham Bomba (który równie często używał swą wyobraźnię opisując “komory gazowe” w Auschwitz); czy nawet Jan Karski (który świadomie kłamał w swojej książce pisząc o tym, że był w obozie w Bełżcu, i którego wiarygodność jako “świadka Holokaustu” zakwestionawał nawet ortodoksyjny żydowski historyk Raul Hilberg).

Opisywane przez wielu “świadków” wydarzenia z czasów wojny są najczęściej mieszaniną konfabulacji z zasłyszanymi plotkami i oficjalną wersją wydarzeń powtarzaną po wojnie ad nauseam, stając się de facto jedyną-prawdziwą i nienaruszalną wersją.

Wracając jednak do naszego zdezorientowanego bohatera. Jak wyglądała wojenna droga 16-letniego Jeno Schwarcza vel Eugene Schwarcz vel Eugene Black? Wygląda niekoniecznie na nietypową, jeśli uznać zgodnie z dokumentacją, że KL Auschwitz służył jako duży węzeł transportowy, dokąd przywożono więźniów, ale i skąd wysyłano ich dalej do innych obozów. Młody Jeno po 10-dniowym pobycie w KL Auschwitz, został przetransferowany do obozu w Buchewaldzie, by w końcu trafić do obozu Dora-Mittelbau jako przymusowy robotnik zatrudniony w zakładach produkujących części do rakiet V-1 i V-2. Podczas ciężkiej pracy, młody Schwarcz nabawił się zapalenia płuc i trafił do lżejszego podobozu w Harzungen. Pan Black do dziś uważa, że decyzja niemieckiego lekarza “ocaliła mu życie”. Również i ten dokument lekarski, zalecający przeniesienie go do lżejszej pracy, znajduje się w archiwach Bad Arolsen.

Wszystkie “komory gazowe” historycy pozostawili jedynie w niemieckich obozach ulokowanych na terenie Polski, wycofując się z pomówień o ich istnieniu w niemieckich obozach położonych na terenie Niemiec czy Austrii.

Widocznie już w kilkanaście lat po wojnie podjęto pewne decyzje o stworzeniu takiej a nie innej geografii “komór gazowych”, decyzje niezbędne w obserwowanym dzisiaj planie obciążania Polski i Polaków za współuczestnictwo w “wymordowaniu Żydów”.

Przypadek pana Black i jego rodziny uświadamia nam, że mamy do czynienia z kilkoma zasadniczymi problemami, na które jednak politycznie poprawne gremia dzisiejszych historyków (nie mówiąc o politykach i ideologicznych działaczach) nawet nie próbują podjąć się szukania odpowiedzi, po części przyparci do muru penalizacją badań naukowych w tym zakresie (“kłamstwo oświęcimskie”), po części ich własnym przekonaniem uformowanym na bazie dostępu do jednostronnie tworzonych opracowań.

Jakie zatem posiadamy dokumenty zaświadczające o “śmierci milionów” w obiektach pokazywanych dziś jako “komory gazowe”? Przypomnijmy, że obiekty te są powojennymi rekonstrukcjami obiektów funkcjonujących podczas wojny, a nie ich wiernymi szczątkami.

Przyznał to sam b. kierownik Działu Historyczno-Badawczego Muzeum Auschwitz-Birkenau, pan Franciszek Piper. [1]


Przypomnijmy też, że – tak się jakoś “dziwnie” i wygodnie składa – wszystkie “komory gazowe” historycy pozostawili jedynie w niemieckich obozach ulokowanych na terenie Polski, wycofując się z pomówień o ich istnieniu w niemieckich obozach położonych na terenie Niemiec czy Austrii.

Widocznie już w kilkanaście lat po wojnie podjęto pewne decyzje o stworzeniu takiej a nie innej geografii “komór gazowych”, decyzje niezbędne w obserwowanym dzisiaj planie obciążania Polski i Polaków za współuczestnictwo w “wymordowaniu Żydów”.

Przypomnijmy, że np. propagandzie sowieckiej odbudowującej te obiekty po wojnie na terenie okupowanej Polski, zależało na pomnażaniu popularnych wojennych straszaków “o wojnie gazowej” i o “komorach gazowych” i że propagandzie tej zależało tym bardziej na ukazaniu Niemców od jak najgorszej strony, włącznie z kreowaniem fantastycznie ogromnych liczb ofiar, oczywiście celem odwrócenia uwagi Zachodu od zdecydowanie większych zbrodni popełnionych przez Związek Sowiecki.

Przypomnijmy też, że Niemcy byli nieprawdopodobnie drobiazgowi w prowadzeniu wszelkiej dokumentacji, że III Rzesza była istnym biurokratycznym super-urzeczywistnieniem niemieckiego Ordnung, produkującym tony druków, sprawozdań, notatek, spisów, zaświadczeń, i nawet pomimo utraty wielu dokumentów, dociekliwy historyk jest w stanie ustalić bardzo wiele szczegółowych faktów.

Oczywiście, jeśli po nie sięgnie, przeczyta i zechce ukazać w niepofarbowanym jedynie-słuszną ideologią świetle.

Przypomnijmy fakt, że nie istnieje żaden dokument zaświadczający nawet o bardzo odległej wiedzy przywódców III Rzeszy: Hitlera, Himmlera, Heydricha, Goeringa i innych, nakazujący fizyczną likwidację Żydów.


Przypomnijmy wreszcie fakt zignorowania materialnych dowodów z zakresu kryminalistycznych badań fizyko-chemicznych, przedstawionych przez np. doktoranta Instytutu Maxa Plancka, Germara Rudolfa w swojej pracy upublicznionej w formie książki pt Dissecting the Holocaust. Siły głoszące wszelakiego rodzaju wolności, w tym wolność wypowiedzi, zareagowały na te badania swoim zwyczajem i posłużyły się jedynym znanym im argumentem – wtrąciły Rudolfa do więzienia; odbywa on właśnie wyrok 30-miesięcy pozbawienia wolności w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Mannheim.

Jeśli morderstwo dokonane na jednym człowieku nakazuje solidne i obiektywne zbadanie wszelkich przyczyn i przebiegu zbrodni, włącznie z ekspertyzami kryminalistycznymi, to tym bardziej morderstwo masowe domaga się takich rzetelnych badań. Niestety, samo mówienie o konieczności ich przeprowadzenia, skazuje na absurdalne pomówienia o “antysemityzm” i “brak respektu dla ofiar”. A przecież to właśnie siły blokujące te badania ukazują zupełny brak respektu dla ofiar straszliwych czasów wojny!

Dopóki nie zostaną zlikwidowane ograniczenia nad badaniami historycznymi, dopóki nie zostanie zniesiony straszak “kłamstwa oświęcimskiego”, a tradycyjnie wrogo nastawione do ustalania prawdy historycznej siły nie przestaną bezpodstawnie pomawiać o “antysemityzm”, jeśli nie wycofają się z promowania nowej świeckiej religii światowej – “religii holokaustu”, nie może być mowy ani o wyjaśnianiu skomplikowanych wydarzeń świata, w tym II Wojny Światowej, ani o jakiejkolwiek pożytecznej koegzystencji naturalnie obcych sobie kultur.

Tylko “prawda nas wyzwoli”, nawet pomimo tego, że niektórzy w to nie wierzą, a innych ona szokuje.

Lech Maziakowski
Washington, DC | 2008-10-03 | www.bibula.com



[1] W 1992 roku b. kierownik Działu Historyczno-Badawczego Muzeum Auschwitz-Birkenau Franciszek Piper, przyparty do muru przyznał, że:
“[...] Zatem po wyzwoleniu obozu, [ta] była komora gazowa wyglądała jak schron przeciwlotniczy. Celem przywrócenia wcześniejszego wyglądu [...] tego obiektu, ściany wewnętrzne zbudowane w 1944 roku zostały wyburzone, a otwory w suficie zostały stworzone na nowo. [...] Dzisiejsza komora gazowa [czyli ten obiekt pokazywany turystom] jest bardzo podobna do tej, która istniała w latach 1941-42, ale nie wszystkie detale zostały odtworzone, zatem nie ma w nich, na przykład, gazoszczelnych drzwi, a dodatkowe wejście od strony wschodniej [pozostało] tak jak to było w 1944 roku. Zmiany te zostały dokonane po wojnie celem odtworzenia wcześniejszego wyglądu tego obiektu.”


http://www.bibula.com/?p=2555

Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Wt mar 19, 2013 1:14 am

Not a single Jew died in a gas chamber



roman modzelewski 8 hours ago
JERZY JESTES WSIOWA SZMATA - WSTYDZ SIE ,JEZELI JESZCZE SIE POTRAFISZ ,TY WSZO ..
Reply · in reply to Jerzy Ulicki-Rek
............

Jerzy Ulicki-Rek 1 second ago

Szanowny Panie Romanie
Zapraszam do mojego forum.W dziale historia mamy temat "Mit holokaustyczny i jego zadanie " po polsku i po angielsku.Ten sam watek znajdzie Pan w forum prawda2.info
Jesli jest pan Polakiem ,prosze nie znizac sie do zydowskiego poziomu "dyskusji".
Polakowi nie przystoi.
Klaniam sie

Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Wt mar 19, 2013 2:33 am

Przemo
Dołączył: 04 Mar 2009


Wysłany: Wto Mar 19, 2013 1:31 am Temat postu:

Nie ma lekko.
Po kliknięciu na film pojawia się komunikat:

Obrazek

A w wyjaśnieniach można przeczytać co następuje:

Obrazek

https://prawda2.info/viewtopic.php?t=1282&start=2375



Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Śr mar 20, 2013 1:31 am

Nawet Wiesenthal oswiadczyl ,ze nie bylo komor gazowych"na ziemi niemieckiej".
A tu prosze:wyroki smierci za posylanie wiezniarek do komory gazowej w Ravensbruck:


Obrazek

Wiecej o zydowskich zbrodniach sadowych tutaj:

http://jtajchert.w.interia.pl/personel% ... sbruck.htm


Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez krzysiek4 » Pn mar 25, 2013 4:11 pm

Żydzi rodzą się częściej jak króliki – Nie nadążymy ich mordować


Obrazek

Autor: Zenon Jaszczuk

Chcę panstwu przedstawić bajkohistorię zagłady żydów. Zapewne część żydów zginęła, ale robić z tego kabaret? To chyba tylko żydzi potrafią. Czytam ostatnio że zginęło ich około 20 000 000 (dwudziestu milionów)


Jak pisal Łysiak – człowiek się budzi i jest wkurzony na……. wszystko. Ja też tak mam. Jednak chwilę rozrywki zapewniają nam żydzi czy politycy tej samej nacji. O tzw politykach dzisiaj nie będę pisał, bo znamy ten kabaret. Napiszę kilka słów o płaczącym kabarecie żydowskim.

Kilka dni temu czytam, że jakieś naukofce amerykańskie wyliczyli, że od 1933 roku zginęło w holoniewiadomo około dwadzieścia milionów żydów.

Ciekawy ten kabaret, bo nie raz czytaliśmy wspomnienia żyda zagazowanego. Zapewne jeszcze nie raz przeczytamy takie wspomnienia po zagazowaniu. Powstaje pytanie, ile one maja żyć? Bo zagazowany, a pisze wspomnienia!!!.

Nasuwa się następne pytanie. Ile żydów było w Polsce, europie, na świecie? Bo jeśli co kilka lat mordowaliśmy, zawsze sześć milionów żydów!!! może mają kilka żyć, albo rodzą się częściej jak króliki.

Moim zdaniem to musi być coś z królikami. Bo więcej, a raczej mniej ma rozumu jak królik. Często tutaj było zadawane pytanie; kto to jest żyd, skąd wiesz, że to żyd, przecież żydów już nie ma?!! itd.

Proszę państwa, dlaczego króliki? No bo człowiek z danej nacji wie kto wymordował mu wspóbraci. Króliki tego już nie wiedzą, dalej jedzą z ręki gospodarza. A czy tzw żydzi nie jedzą z ręki morderców ich nacji?!! One poprostu żrą!!!

Czyli rozumu zero!!!

Polacy starają się tłumaczyć, że to nie my mordowaliśmy żydów. Tłumaczenie o tyle jałowe, że żyd ma rozum królika. A więc Polacy, Rodacy-dajcie sobie spokój z tym wyjaśnianiem, tłumaczeniem.

Tłumaczenie ma sens jeśli rozmawiamy z istotami rozumnymi, czyli ludzmi. Króliki niczewo nie ponimajót i już zapewne tak zostanie. Zapewne niesłusznie dostaje się tym miłym zwiarzątkom królikom przez nas znanym. Jednak ja piszę o królikach żydowskich.

A więc zebrali się te króliki w hameryce i ustalili ich zagładę na dwadzieścia milinów. Nawet kilka tomów książek mają wydać na ten temat, dla brojlerów. Dla śmieszności to jest tzw cywilizowany świat. Chyba “cywilizowany świat króliczy”. Ja co do tego nie mam wątpliwości.

Zobaczcie państwo sami co te króliki wymyśliły. Przywołam tutaj film z linków, cytatów podany przez w.reda - http://polacy.eu.org/3549/-polski-antysemityzm-/. W linkach zginie. Może i tutaj zginie, bo widzę jak ktoś dzwignął nasz portal na szerokie wody!!! Na tak szerokie wody, że już mało kto czyta. Zapewne o to chodziło. A więc cel trafiony, zadanie wykonane. Bo widzę, że nasz portal znika jak Polska i Polacy.

Jednak nie piszę tego wszystkiego ze względu na film podany przez w. reda, tylko już wcześniej zapamiętałem historię bajkopisarstwa “króliczego” na temat ich zagłady.

Olewajcie kochani ciepłym moczem wszelkie wieści bajkopisarzy na temat zagłady żydów.

Jak to kiedyś żyd (chyba) Gieremek gadał, to są fakty prasowe:-)))

Poczytajcie panstwo te “fakty”!!! Zwrócę jeszcze tylko państwa uwagę na dokładność tych morderców. Zawsze dostawali “zadanie” wymordowanie sześciu milionów żydów. Ani jednago mniej, ani jednego więcej!!!


http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/mit-6-milionow/

I jeszcze taki film o sześciu……http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2013/03/08/szesc-milionow-zydow-1915-1938/

Nie chce mi się wiecej pisać na ten temat, bo żydać się chce. Pozdrawiam państwa.

http://polacy.eu.org/3553/zydzi-rodza-s ... k-kroliki/



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Wt kwi 09, 2013 11:30 am

Wywiad Jana M. Fijora z profesorem Normanem Finkelsteinem, autorem głośnej książki „Przemysł Holokaustu”

Posted by Marucha w dniu 2011-09-18 (niedziela)

Poniższy tekst nadesłała “Katerina 404″ – admin.

– Panie profesorze, jakie związki łączą Pana z Polską?

– Moi przodkowie byli polskimi Żydami, w Polsce urodzili się moi rodzice, mieszkali w Warszawie, ich ostatnim miejscem zamieszkania do 1943 roku, czyli do czasu przymusowego przeniesienia do getta, był ich własny dom przy ulicy Miłej, pod dziewiętnastym. Moja mama była absolwentką wydziału matematycznego Uniwersytetu Warszawskiego, ojciec zajmował się interesami. Posiadali w Polsce jakieś sklepy, manufakturę, nieruchomości… W czasie wojny wszystko to stracili. Holokaust przeżyli, lecz z Polski wyemigrowali, ja już urodziłem się w Stanach Zjednoczonych… Nigdy jeszcze w Polsce nie byłem.

– Czy Pan, Pańska rodzina, rościcie sobie pretensje do majątku pozostawionego w Polsce?

- Absolutnie nie…

– Dlaczego? Przecież to był wasz legalny majątek, Pan byłby jego spadkobiercą… Nieruchomość w centrum Warszawy to dzisiaj duże pieniądze.

- Takie roszczenia nie mają sensu. Większość majątku należącego niegdyś do mojej rodziny uległa w czasie wojny zniszczeniu. Wprawdzie po wojnie został on częściowo odtworzony, lecz myśmy w tej restauracji nie brali udziału. Trudno więc ocenić nasz rzeczywisty w nim udział. Nie płaciliśmy podatków, nie konserwowaliśmy tego majątku… Sprawa uległa przedawnieniu…

– To jest słaby argument. Władza ludowa wam majątek skonfiskowała, więc o zaległościach podatkowych nie ma mowy. Co prawda zaraz po upaństwowieniu, po konfiskacie majątku, należało decyzję komunistów zaskarżyć w sądzie, ale nawet gdybyście polski rząd wzięli do sądu, to i tak własność nie zostałaby wam przywrócona… W takiej sytuacji trudno mówić także o przedawnieniu. Moim zdaniem, nawet średnio zdolny adwokat jest w stanie udowodnić pańskie prawo do roszczeń majątkowych wobec władz Polski… :mrgreen:

- Ale ja tego nie chcę. Nie tylko ja, znakomita większość ofiar holokaustu nie zamierza ani doprowadzać Polski do gospodarczej ruiny, ani tym bardziej pozbawiać polskie dzieci przedszkoli, szkół czy parków? Bo do tego sprowadziłaby się restytucja naszego mienia.

– Skoro tak, na jakiej podstawie Światowy Kongres Żydowski (WJC) skierował w początkach grudnia do sądu w Nowym Jorku pozew przeciwko państwu polskiemu o odszkodowanie za majątek utracony przez Żydów, ofiary holokaustu w Polsce?

- Takiej podstawy nie ma. Nikt im nie dał prawa do reprezentowania ofiar holokaustu. Jeśli ja nie chcę się o ten majątek upominać, to tym bardziej nie chcę, aby robił to ktoś rzekomo w moim imieniu .

– Czy WJC działa z upoważnienia ofiar holokaustu?

- Skądże! To jest czysta uzurpacja! Hucpa! Gdyby Kongres reprezentował ofiary holokaustu, odzyskane mienie czy odszkodowania zostałyby przekazane właśnie im. Tymczasem wiadomo, że do ofiar holokaustu dociera zaledwie ułamek tego, co Kongres Żydowski dotychczas uzyskał.

– Kilka dni temu prasa doniosła jednak, że sąd federalny w Nowym Jorku zatwierdził sposób wypłaty odszkodowań dla tych wszystkich, którzy ucierpieli z powodu przymusowej pracy w niemieckich fabrykach, będących własnością Szwajcarów, lub zostali oszukani przez szwajcarskich bankierów. Wynika z niego, że gros funduszy z odszkodowań przekazanych zostanie jednak ofiarom holokaustu…

- To nieprawda! Posiadam dokumenty świadczące o tym, że do ofiar holokaustu dotrze, w najlepszym razie, może 3 do 5 proc. z wymuszonych na Szwajcarach, prawie 1,5 mld dol. Ponadto pieniądze te wypłaca się w takim tempie, że wielu ich adresatów do wypłaty nie dożyje. Przecież to są w większości ludzie w podeszłym wieku .

A pozostałe 95 proc., co się stanie z resztą pieniędzy?

- Znajdą się na dziwnych kontach dziwnych fundacji, czyli praktycznie w kieszeniach aktywistów Kongresu Żydowskiego. Ta cała akcja odszkodowań dla Żydów to jeden wielki rabunek!

– Nie powie mi Pan, że ludzie tego nie wiedzą. Jeśli jest tak, jak Pan pisze w „Holocaust Industry”, to dlaczego w środowisku żydowskim nie wrze? Nie uwierzę, żeby Żydzi, naród mądry, wykształcony i tak ciężko doświadczony, godzili się tak łatwo na ten rabunek!

- Większość jest niezorientowana, nie wiedzą, o co toczy się gra. Inni udają, że nie wiedzą. Jeszcze innych to nie interesuje albo uważają, że nie ma po co wyważać drzwi. W końcu Niemcom się to należało, bo naziści tę wojnę rozpętali, Szwajcarzy na krzywdę żydowską nie reagowali, zaś Polacy to naród antysemitów, nie lubią Żydów, więc nie ma sensu ich żałować. Dużą rolę odgrywa żydowski szownizm, solidarność etniczna, narodowa. W końcu to Żydzi cierpieli, nikt inny. Nam się te pieniądze należą. Jeśli więc pozostają w rękach żydowskich, o co kruszyć kopie? Zresztą gdyby nawet ktoś chciał zaprotestować, w walce ze Światowym Kongresem Żydowskim nie ma szans. Ich wspiera prasa, telewizja, życzliwa jest im administracja Clintona, bankierzy, sądy – to jest ogromna siła, która może złamać każdego. Ludzie sie ich boją.

– Jaka była reakcja środowiska żydowskiego na Pańską książkę?

- Kierownictwo WJC ją zignorowało, nabrali wody w usta, wysyłając gdzieniegdzie sygnały, że to, co napisałem, to nieprawda. Starają się przylepić książce etykietkę „antyżydowskiej” albo przeznaczonej dla środowisk… antysemickich. Jednakże dla 90 proc. czytelników żydowskich książka była szokiem. Widać to choćby po listach, jakie od nich otrzymuję. Spotykam się co prawda z opiniami negatywnymi, że kalam własne gniazdo, że jestem pieniaczem, ale generalnie komentarze są mi życzliwe i przyjazne. W oczach znakomitej większości czytelników żydowskich, w tym w oczach ofiar holokaustu, książka spotkała się z uznaniem; wielu piszących do mnie Żydów prosi, abym więcej na temat holokaustu publikował.

– Czy dostaje Pan listy z pogróżkami?

- Niewiele, i co ciekawe, nie są to listy od Żydów, ich autorami są przeważnie niemieccy neonaziści.

– Jak się książka sprzedaje?

- W Europie, a szczególnie w Niemczech, dość dobrze. W Stanach Zjednoczonych jest nieco gorzej, ale sprzedaż rośnie. Na pewno nie jest to bestseller…

– Czy „Holocaust Industry” jest bojkotowana?

- Może należałoby powiedzieć: przemilczana lub zignorowana, zwłaszcza przez takie opiniotwórcze tytuły, jak „New York Times”, „Washington Post”. Trudno się jednak dziwić, skoro i one są częścią spisku, który ja nazwałem Holokaustowym biznesem („Holocaust Industry”), a który na tragedii Żydów robią dzisiaj ogromne pieniądze.

– Panie Profesorze, ile ofiar holokaustu żyje do dzisiaj?

- Moim zdaniem ok. 25 tysięcy, choć Kongres Żydowski twierdzi, że jest ich ponad milion. Na potrzeby „holokaustowego biznesu” sfabrykowano dokumenty dowodzące rzekomo takiej liczby, ale jest ona wyssana z palca. Dla uzasadnienia nacisków na Szwajcarię, Niemcy, a teraz Polskę, skromne „25 tysięcy” brzmiałoby śmiesznie. Aby uzasadnić grabież miliardów dolarów, potrzebne były wielkie liczby.

Przed sądem trzeba to było jednak jakoś udokumentować…

- W tym celu przyjęto wyjątkowo „elastyczną” definicję „ofiary holokaustu”. Jest nią – według działaczy WJC – każdy Żyd, który przeżył II wojnę światową. Ofiarą holokaustu jest więc nie tylko więzień Auschwitz czy Majdanka, lecz także żydowski oficer Armii Czerwonej lub NKWD czy nawet legitymujący się żydowskim pochodzeniem – byli tacy – oficer Wehrmachtu, pod warunkiem, że przeżyli oni wojnę. Gdyby Kaganowicz żył do naszych czasów, też byłby ofiarą holokaustu!

– Kto, poza działaczami Kongresu, ma kontrolę nad wydatkowaniem pieniędzy pochodzących z odszkodowań?

- Nikt, choć mnie się na przykład udało dotrzeć do dokumentów, do prawdziwych liczb. Opublikowałem je w Holocaust Industry…

Panowie Bronfman, Singer czy Sultanik mogą się o to na pana gniewać, muszą jednak w jakiś sposób kwoty te wytłumaczyć. Pieniądze nie mogą ot, tak sobie, zniknąć…

- Zniknąć nie, ale można je odłożyć „na inny cel”. Utworzono przy Kongresie tzw. fundusz medyczny dla ofiar holokaustu, który ma finansować ich leczenie, pomoc medyczną w latach… 2030-2035. Komu ta rezerwa służy? Przyszłym pokoleniom ofiar holokaustu? Przecież to absurd zakładać, że w 90 lat po wojnie będą jeszcze żyły jej ofiary! Tworzy się więc fikcję, która ma uzasadnić rabunek. A przy okazji jest argument wobec tych nielicznych, którzy odważyli się Światowy Kongres Żydowski z odszkodowań rozliczyć. Dlaczego wypłacono ofiarom tak mało? Ponieważ stworzono „fundusze rezerwowe” na ich rzecz. Tymczasem tu o żadne ofiary nie chodzi. Liczą się jedynie korzyści osobiste aktywistów WJC! Tej bandzie zachłannych cyników nie zależy ani na prawdzie historycznej, ani na pomocy ofiarom, im chodzi tylko o pieniądze! Dla nich nie cofną się przed żadnym trickiem, łgarstwem czy fałszerstwem.

Czy na nich nie ma jednak prawa? Czy nie można im dowieść defraudacji?

- To są wszystko procesy cywilne, skoro druga strona się zgodziła zapłacić, to jej problem. Stroną atakującą jest grupa wyjątkowo przebiegłych ludzi, którzy wykorzystując bezprecedensową tragedię narodu, naginają prawo do własnych celów. Po swojej stronie mają skorumpowane media, najlepszych adwokatów, sądy, przekupnych polityków. To szczwane lisy. Nie udało się z nimi wygrać Szwajcarom, nie udało się Niemcom… Szwajcarzy walczyli o sprawiedliwość trzy lata, próbowali protestować, argumentować, negocjować i co? Poddali się! Wypłacili łobuzom z World Jewish Congress lekką ręką prawie 1,5 mld dol.

– A ile, Pana zdaniem, Żydom się należało?

- Co najwyżej 100-150 mln dol.!

– Plus odsetki za 50 lat…

- Nie, to już jest razem z odsetkami! Pamiętajmy, że większość wschodnioeuropejskich Żydów przed wojną to byli ludzie ubodzy. W latach 30. prawie jedna trzecia z nich nie zarabiała więcej niż 100 dol. rocznie. Wielu nie posiadało kont bankowych w krajach zamieszkania, a co dopiero w Szwajcarii. Prawie 25 proc. Żydów żyło na skraju nędzy, od głodu ratowały ich tylko amerykańskie organizacje charytatywne…

– A mimo to Szwajcarzy zapłacili?

- Co mieli robić? WJC to groźny przeciwnik, wystraszyli się.

A Niemcy?

- Niemcy poddali się znacznie szybciej, bo już po roku wysupłali ponad 6 mld.

Niemcy dopuścili się straszliwej zbrodni, ja ich nie żałuję! :mrgreen:

- Ile razy można odpowiadać za to samo przestępstwo? Niemcy płacą Żydom od 1952 roku, łącznie więc wypłacili już 50 mld dol.

Następna na liście Kongresu Żydowskiego jest Polska. Czy wie Pan, czego się od nas WJC domaga?

- Oficjalnie dowiemy się tego 14 grudnia w Nowym Jorku, podczas pierwszego przesłuchania świadków. Domyślam się jednak, że World Jewish Congress skarżyć będzie Polskę o ok. 65 mld dol.! Na tyle szacują oni wartość mienia, które po wojnie pozostało po polskich Żydach.

Polski na takie odszkodowanie nie stać.

- Tych ludzi to nie obchodzi. Wiedzą wprawdzie, że w przypadku Polski będzie im nieco trudniej, bo biedna, ale i tak swoje dostaną…

– A jeśli Polacy im nie dadzą?

- To ich do tego przymuszą!

– W jaki sposób?

- Bojkot ekonomiczny Polski i Polaków, konfiskata polskiego majątku za granicą, a zwłaszcza naciski na niektóre kraje Unii Europejskiej – głównie Anglię i Niemcy – aby nie zgadzały się na przyjęcie Polski do wspólnoty.

Dlaczego wytoczono Polsce proces w Nowym Jorku?

- Bo tutaj łatwiej wygrać; swój sąd, swoi sędziowie, adwokaci…

Kongres nie ma upoważnienia prawowitych właścicieli do występowania w ich imieniu. Poza tym, co to znaczy „własność żydowska”? Nie ma takiej własności. Nie ma też własności plemiennej! Właścicielem mógł być Rosenkrantz, Bauman, Somer, obywatele polscy, Polacy, a nie wszyscy Żydzi.

- To naiwność myśleć w ten sposób. Jeśli będzie trzeba, to ci złodzieje są gotowi sprowadzić do sądu Eastern District w Nowym Jorku tłumy ludzi, którzy przysięgną, że właśnie tak ma być, że upoważnili Kongres do takiego działania. Polacy to przecież znani antysemici, każdy sąd stanie po stronie rzekomych ofiar holokaustu. Konfrontacja jedynie sytuację pogorszy.

Czy zatem Polska ma zbankrutować?

- Absolutnie nie! Mówiłem już o tym w wywiadzie dla innej polskiej gazety. Z chwilą, gdy „banda Bronfmana” ruszy do ataku, Polacy powinni zebrać grupę kilkudziesięciu życzliwych Polsce Żydów, ofiar holokaustu, którzy podpiszą się pod całostronnicowym ogłoszeniem w „New York Times”, iż rezygnują z jakichkolwiek roszczeń majątkowych wobec Polski. Takich ludzi nie brakuje, sam pomogę w ich znalezieniu, sam się pod tym ogloszeniem podpiszę. W Izraelu mieszka wielu polskich Żydów, duża ich część myśli tak jak ja. Jest tam prof. Izrael Szahak, dla którego prawda historyczna ma wartość większą niż pieniądze. Takich ludzi trzeba zmobilizować do walki z łotrami spod znaku WJC. Pokazanie światu, że roszczenia WJC są bezzasadne, że nawet ofiary się ich zrzekają, że Kongres żydowski jest uzurpatorem, że działa bez upoważnienia ze strony ofiar – to ich obezwładni. Innego wyjścia dla Polski nie ma. Traktowanie ich jak partnerów, rozpoczęcie dialogu będzie równoznaczne z przegraną.

Równocześnie Polacy muszą zacząć negocjować z polskimi gminami żydowskimi, które są spadkobierczyniami majątku znajdującego się przed wojną w rękach żydowskich instytucji religijnych. Jeśli komuś należy się odszkodowanie, to właśnie im, a nie Światowemu Kongresowi Żydów! Na tyle, na ile Polaków stać, trzeba tym gminom i ich członkom, których jest dzisiaj niewiele ponad trzy tysiące, pomóc. Tak, aby pokazać światu, że Polacy starają się zadośćuczynić cierpieniom czy stratom swoich obywateli. W miejsce 3 mln nieruchomości, o które upomina się WJC, stworzona zostanie symboliczna rekompensata. To nie jest trudne czy niemożliwe. Chciałbym, aby Polacy wiedzieli, że porządni, prawdziwi Żydzi nie chcą Polski rujnować, nie chcą mieć także nic wspólnego z grupą szantażystów i awanturników…


Boję się jednak, że pośród amerykańskich Żydów ludzie, tacy jak Pan, stanowią wyjątek.

- Jest ich więcej niż się panu wydaje. W opublikowanej w ostatnim numerze „First Things” recenzji mojej ksiązki wybitny historyk żydowski prof. William D. Rubinstein przestrzega przed utożsamianiem faktu lokalizacji obozów koncentracyjnych na terenie Polski, z uprawianiem przez Polaków ludobójstwa. Rubinstein przypomina, że z tego samego powodu, niższości rasowej, Niemcy mordowali zarówno Żydów, jak i Polaków. W odniesieniu zaś do zgłaszanych przez WJC roszczeń majątkowych pisze, że wprawdzie polscy komuniści konfiskowali majątek Żydom, robili to jednak nie dlatego, że byli oni Żydami, lecz dlatego, że byli kapitalistami. Z tego samego powodu konfiskowano majątek gojów – kapitalistów. Rubinstein pisze wyraźnie, iż nie widzi najmniejszego powodu, aby polski rząd miał wypłacić komukolwiek choćby jednego centa.

– Nie przeszkadza to nowojorskiemu radnemu, p. Dov Hikindowi, Żydowi z Brooklynu, rozgłaszać zmyślenia na temat rozboju, jakiego ofiarą stali się w Polsce Żydzi. Jak takie argumenty obalać?

- Trzeba się spytać p. Hikinda czy równie energicznie domagać się będzie restytucji majątku palestyńskiego w Izraelu? Jeśli domaga się, aby Polacy płacili „martwym”, to przecież tym bardziej powinien ulitować się nad losem „żywych” Palestyńczyków, których Izrael wyeksmitował z ich własnej ziemi. Pan Hikind nie może stosować innego standardu wobec Polaków, a innego wobec Żydów.

Pan Hikind nie jest wyjątkiem. W tym samym mniej więcej czasie „akademik”, z uniwersytetu w Honolulu, prof. R. Rummel, stwierdził, iż Polacy są narodem „metamorderców”, że mamy na sumieniu prawie 2 mln zamordowanych w latach 1945-1949, Niemców, Żydów i Ukraińców. Co Pan na ten temat sądzi?

- Uważam, że to nieprawda, ale gdyby nawet tak było, to co? Niech mi prof. Rummel pokaże naród, który w sytuacjach zagrożeń, w sytuacjach ekstremalnych nie zabijał. Ilu Indian zginęło podczas kolonizacji Ameryki? Ile istnień ludzkich mają na sumieniu Brytyjczycy? Albo Francuzi? Ilu Irlandczyków zginęło z rąk Anglików, i odwrotnie? Nie oskarżajmy innych, spójrzmy na siebie. A ilu Palestyńczyków wymordowali Izraelczycy? Co się dzieje w Izraelu? Izraelscy żołnierze strzelają w oczy palestyńskim chłopcom, mordują dzieci, eksterminują naród za to tylko, że domaga się godnego traktowania. Nie zapomijamy, że to Żydzi są w Palestynie gośćmi; Palestyńczycy są u siebie…

A Judea, Galilea, Jerozolima – to nie są ziemie żydowskie?

- Nie można dzisiaj posługiwać sie geografią sprzed dwóch czy trzech tysięcy lat. Biblia nie może być traktowana jak załącznik do traktatu terytorialnego. Współczesne konflikty ekonomiczne czy polityczne muszą być rozwiązywane przy użyciu współczesnych metod czy narzędzi. Status quo sprzed 2 tys. lat się nie liczy. Przecież, rozumując w taki sposób, Żydzi mogliby sobie rościć pretensje do Afryki Wschodniej skąd się etnicznie wywodzą. Tymczasem mają oni do Palestyny nie więcej praw niż ja mam w stosunku do Stanów Zjednoczonych. To, co robi dzisiaj Izrael, jest godne napiętnowania. Z tym, że jakiekolwiek głosy potępienia izraelskiego ludobójstwa traktowane są jako przejaw antysemityzmu. Dużo mógłby na ten temat powiedzieć prof. Izrael Szahak.

Kiedy ukaże się polska edycja Pańskiej książki?

- Szczerze powiedziawszy, nie wiem. Książka miała być na rynku we wrześniu, od tego czasu nie mam wiadomości ani od wydawcy brytyjskiego, ani od polskiego. Mam jednak nadzieję, że wydanie nastąpi niedługo. Miałbym wreszcie okazję do odwiedzin Polski.

Proszę czuć się już dziś zaproszonym. Dziękuję za rozmowę.


http://marucha.wordpress.com/2011/09/18 ... %E2%80%9D/


Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez krzysiek4 » Wt kwi 09, 2013 11:55 am

OTO POZEW ŻYDÓW :

Oszczerczy Pozew

(fragmenty) Do Czytelnika!

Już po oddaniu „Rewolty marcowej" do druku żydowskie, kryptożydowskie i prożydowskie media w USA i na świecie opublikowały pozew jedenastu Żydów złożony w nowojorskim sądzie przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej.

Ten najbardziej plugawy antypolski dokument obraża i zniesławia nie tylko Państwo Polskie ale także a może nawet bardziej Naród Polski wszystkich bez wyjątku Polaków dla których Polska to wielka rzecz a honor i godność Narodu to wartość święta. Po przeczytaniu tego tekstu zadajemy sobie pytania:

Dlaczego prezydent RP Aleksander Kwaśniewski obsypujący orderami polskimi wielu Żydów, obrażających Naród Polski oskarżeniem o antysemityzm nie zareagował na haniebny akt
zniewagi wobec Polskiego Narodu?

Dlaczego na ten akt zniewagi nie zareagowali: premier rządu RP Jerzy Buzek, minister spraw zagranicznych RP Bronisław Geremek?

Dlaczego władze RP z sejmem i senatem na czele nie wymusiły na polskim MSZ-cie wniesienia do amerykańskiego sądu oskarżenia jedenastu Żydów i ich adwokatów o obrazę całego Narodu Polskiego?

Jeżeli odpowiecie sobie Czytelnicy na te pytania, będziecie na pewno wiedzieli co zrobić z kartą wyborczą w wyborach pre zydenckich i parlamentarnych.


Jezry Brochocki autor



POZEW

United States District Court Eastern District of New York

Theo Garb, Bella Jungewirtri, (Youngewirth)

Sam Lefkowitz, Peter Koppenheim,

Judah Wełler,

Chana Lewkowicz,

Samuel Goldin,

Karl Diamond,

Hala Soból,

Saul Klausner oraz

Goldie Knobel



Powodowie, występujący w imieniu swoim i wszystkich innych osób będących w podobnej sytuacji

przeciw

oskarżonym: Rzeczpospolitej Polskiej, Ministerstwu Skarbu Państwa oraz John Does (osób o nieustalonej tożsamości - przyp. red.) # 1-100.

POZEW

Powyżej wymienieni powodowie oraz wszystkie pozostałe osoby będące w podobnej sytuacji, w imieniu których występują podpisani niżej adwokaci, oświadczają co następuje:



UZASADNIENIE POZWU



1. Pozew został złożony przez jedenastu indywidualnych powodów, w imieniu własnym oraz wszystkich pozostałych osóbpozostających w podobnej sytuacji, stosownie do 28 U. S. C.(Kodeks Stanów Zjednoczonych - przyp. red.) § 1330 w związku z § 1602 w związku z „Foreign Sovereign Immunities Act" (ustawa o immunitecie dla obywateli państw obcych — przyp.red.) oraz innymi przepisami przeciw Rzeczpospolitej Polskiej,nazywanej w dalszym ciągu dokumentu „Polską" oraz Ministerstwu Skarbu Państwa, nazywanemu w dalszym ciągu jako„Treasury" lub „Skarb" oraz oskarżonym w liczbie 1-100, za­granicznym instytucjom rządowym i osobom prywatnym, nazywanym w dalszym ciągu dokumentu jako „inni oskarżeni",których tożsamość w dniu składania pozwu była nieustalona, a którzy brali udział w opisywanych wydarzeniach.



2.Polityka obowiązująca (w Polsce - przyp. red.) przez ostatnie pięćdziesiąt cztery lata sprowadzała się do „wygnania co dojednego" ludności żyd ^kiej z Polski. Dokonywano tego poprzez stosowanie czystek etnicznych i rasowych, stosowanie przemocy i szantażu, w tym: stosowanie tortur i morderstw.Rzeczpospolita Polska, Ministerstwo Skarbu oraz inni oskarżeni w tym czasie czerpali zyski handlowe i bogacili się, zarządzali, wynajmowali, utrzymywali, a także w niektórych przy­
padkach likwidowali mienie będące własnością Żydów, którzyzostali zmuszeni do wygnania, i którego zwrot jest przedmiotem niniejszego wniosku. Wszyscy z powodów traktują sprawęjako występowanie w imieniu wszystkich żyjących i zmarłycch i ocalałych z Holocaustu.

3.Powodowie są ofiarami oraz osobami, które przeżyły nazistowski Holocaust (bądź są to ich spadkobiercy). Uczestnikom postępowania zbiorowego, od czasu pierwotnego pozbawienia własności podczas Holocaustu, odmawiano prawa do zarządzania, prawa własności, prawa do kontrolowania i użytkowania oraz satysfakcji z posiadania własności rzeczowej i osobistej. Po II wojnie światowej osoby, które przeżyły Holocaust, były mordowane, bite, gwałcone, terroryzowane, torturowane i zmuszane do emigracji bez dania im prawa do odzyskania bądź zarządzania posiadanymi nieruchomościami. Akcja ta miała wszelkie znamiona zorganizowanej polityki czystek etnicznych i rasowych, która była kontynuowana w Polsce po Holocauście, a którą zorganizowano by wyrzucić z Polski pozostające w niej 10 procent populacji polskich Żydów, którzy przetrwali Holocaust.

4. Zwyczaj czerpania korzyści z czystek rasowych i etnicznych został upowszechniony przez reżim nazistowski przed i w czasie II wojny światowej. Naziści z rozmysłem i systematycznie plądrowali i grabili mienie żydowskie, bogacąc się na tym procederze oraz gromadząc środki finansowe niezbędne do przygotowania i popełnienia zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości.

5. Niemcy, wykorzystując panujący w Polsce antysemicki klimat, zlokalizowali na jej terenie najbardziej znane obozy śmierci, w tym Auschwitz i Treblinkę. Żydzi, Żydówki i żydowskie dzieci z całej Europy były w tych i innych obozach koncentracyjnych w Polsce mordowane i zamęczane na śmierć.

6. Gdy naziści wycofali się z Polski, Polacy, Ministerstwo Skarbu, rząd polski oraz inni oskarżeni dążyli do wzbogacenia się na nieszczęściu polskich Żydów, kontynuując nazistowski program czystek rasowych i etnicznych oraz czerpiąc z tego korzyści poprzez zawłaszczanie żydowskiej własności do celów handlowych.

7.Aby zmusić Żydów do opuszczenia Polski i porzucenia przez nich aktywów i praw własności, rozpoczęto realizację morderczego planu bazującego na antysemityzmie oraz czystkach rasowych i etnicznych wobec tych Żydów, którzy przetrwali Holocaust i powrócili do Polski. Po powrocie do swojej ojczyzny w Polsce tysiące Żydów było zastraszanych i — następnie — w barbarzyński sposób bitych i/lub mordowanych w ich byłych domach, wsiach i miastach. Spowodowało to masowv exodus polskich Żydów, którzy przeżyli (Holocaust). Oblicza się, że około 60 tys. Żydów opuściło Polskę pomiędzy czerwcem i wrześniem 1946 roku. Bezpośrednim powodem był pogrom w Kielcach oraz haniebna kampania przemocy skierowana przeciwko polskim Żydom. Wielu innych Żydów obawiało się powrotu do Polski, porzucając jakąkolwiek nadzieję na odzyskanie swoich aktywów i własności.

8.Oskarżeni czerpali korzyści majątkowe, bazując na programie czystek etnicznych i rasowych wobec polskich Żydów.Zabezpieczyli prawa własności do całego mienia trzech milionów polskich Żydów, włączając w to wartościowe nieruchomości, gospodarstwa, fabryki, rzeczy osobiste, meble, oszczęd­ności, polisy ubezpieczeniowe, obligacje, akcje giełdowe, złote monety, biżuterię, diamenty, przedmioty kultu religijnego oraz inne dobra. W następnych latach i dekadach oskarżeni nielegalnie do końca zawłaszczyli na własność wyżej wymienionedobra. Dokonali tego poprzez zmianę aktów własności, a wszystkie te operacje były dokonywane za zgodą Polski i Ministerstwa Skarbu.

9.W czasie obowiązywania polityki czystek rasowych i etnicznych, Żydzi w Polsce przez cały czas byli ofiarami łamaniapraw człowieka, w tym m.in. pobić, zastraszeń, plądrowań,tortur, gwałtów i morderstw.

10. W okresie przed 1939 rokiem polscy Żydzi stanowili ponad 20 procent ludności żydowskiej na całym świecie. W latach 1939-1948 społeczność polskich Żydów, licząca wcześniej ponad 3 miliony, w zasadzie zanikła. Ci nieliczni, którzy pozostali, by uniknąć prześladowań ukryli swoje żydowskie pocho­dzenie lub zmienili swoje wyznanie religijne. O ile naziści byli odpowiedzialni za większość akcji, które spowodowały wyniszczenie ludności żydowskiej Polsce, to rząd polski oraz inni oskarżeni są odpowiedzialni za pozbawienie powodów ich własności oraz ich praw do tych własności.

11. Setki miast w całej Polsce doświadczyło napływu tych Żydów, którzy przetrwali wojnę. Obywatele polscy, którzy przez pięć lat byli obiektem polowań nazistów, powrócili do domów z zamiarem pozostania w nich. W wielu miasteczkach i miastach Żydzi nie byli widziani od lat. Oskarżeni, zamiast traktować powracających Żydów jako bezdomnych tichodźców, odmawiali Żydom powrotu do ich ojczyzny i domów, dokonując haniebnych aktów przemocy i morderstw. Oskarżeni kontynuowali nazistowską politykę „Juden Rein" na swoich własnych obywatelach, oczyszczając państwo z Żydów. Tym samym oskarżeni mogli przejąć i ciągnąć materialne korzyści z żydowskich dóbr i żydowskiej własności.

12. Wymazywanie Żydów z Polski oraz przejmowanie ich własności dokonywało się przy współudziale polskiego rządu, w tym polskiej policji i wojska. Za pomocą terroryzmu sponsorowanego przez Państwo Polacy rozpoczynali i brali udział w atakach na powracających Żydów. W małych miasteczkach Żydzi byli linczowani oraz duszeni, rozstrzeliwani lub zasztyle-towywani. Publiczne wieszania Żydów opisywane były w prasie, przerażając tych, którzy wrócili do Polski i tych, którzy chcieli do niej wrócić. Oparte o informacje i wiarę te ataki stanowiły część systematycznego planu zgładzenia całej populacji żydowskiej pozostającej w Polsce po II wojnie światowej.

13. Oskarżeni kierowali się w swoich czynach nie tylko nienawiścią, ale również chciwością. Jak tylko Żydzi zostali wygnani z Polski, oskarżeni przejęli kontrolę nad żydowskim mieniem i własnością, zapewniając sobie prawo własności do niego i wykorzystując tę własność do bogacenia się.

14.Po zakończeniu II wojny światowej, polski rząd i oskarżeni, ignorując prawne konsekwencje ludobójstwa, zbrodni wojennych, zbrodni przeciw ludzkości i czystek rasowych, zezwolili na dokonywanie tych ohydnych czynów przeciw Żydom w Polsce, kontynuując je bezkarnie -przez kilka lat, aż do momentu, gdy Żydzi poddali się z wyczerpania i opuścili Polskę, pozostawiając w niej swoje mienie.

15.Oskarżeni (Rzeczpospolita Polska, Ministerstwo Skarbu Państwa oraz John Does, czyli osoby i instytucje o nieustalonej tożsamości do chwili składania pozwu # 1-100 — przyp. red.) chcieli głównie doprowadzić do pozbawienia ofiarHolocaustu ich mienia i własności, a nie tylko przejąć i zarządzać własnością Żydów ocalałych (z Holocaustu) oraz ich spadkobierców. Byurzeczywistnić ten cel, dokonywali morderstw oraz stosowali szantaż i przemoc fizyczną. W ten sposób rozwinęła się ściślezaplanowana

akcjaprzeprowadzana za pomocą szantażu, przemocy, tortur, gwałtów, śmierci, która zakończyła się przymu sowym wygnaniem, większości polskich Żydów zamieszkujących wówczas Polskę.

16.Po Holocauście Polska, Ministerstwo Skarbu i inni oskareni podjęli się rzeczywistych działań opartych o oszustwa, byprzeszkodzić, opóźnić, unicestwić i uniemożliwić uczestnikomtego postępowania poznanie tak prawdy o losie ich własności,jak również pozbawić prawa do cieszenia się posiadaną własnością, pozostającą w Polsce. Te oszustwa popełnione przez Oskarżonych miały uniemożliwić uczestnikom tego postępowania zbiorowego odzyskanie i ścisłe określenie całkowitej ilości i wartości nieruchomości i innych dóbr bezprawnie im zabra­
nych.

17.Odpowiadając na pytania uczestników postępowania zbiorowego, oskarżeni używali standartowych odpowiedzi, takich jak: własność została przekazana dobrowolnie, własność została skonfiskowana legalnie, własność została zniszczona; nie można odnaleźć dokumentów; mienie przejęto z tytułu długów,lub pretendenci do własności byli wzywani do powrotu do Polski w celu spłacenia zaległości podatkowych. Przez cały czas oskarżeni wykorzystywali przejęte mienie po ofiarach Holocaustu w celach handlowych i czerpali z tego użytkowania korzyści finansowe.

18.Wynikiem polityki realizowanej przez oskarżonych przezponad pięćdziesiąt cztery lata było: zarządzanie mieniem, jegoprzejęcie oraz zyski finansowe osiągnięte przez oskarżonych wwyniku nielegalnego przejęcia mienia stanowiącego własność
powodów, do którego oskarżeni nie mieli legalnego prawa doposiadania,kontrolowania, zarządzania., utrzymywania i uzyskiwania zysków.

19. Polska, Ministerstwo Skarbu oraz inni oskarżeni zainicjowali oraz kontynuowali proces nielegalnego przejmowania, wynajmowania, sprzedawania oraz/i zezwalania na sprzedaż aktywów i własności mienia należącego do powodów, dodatkowo pozbawiając żyjące osoby i ich spadkobierców nadziei na odzyskanie ich własności. Polska także dzisiaj wystawia na sprzedaż, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w innych państwach, mienie ludzi ocalałych z Holocaustu, włączając w to rezydencje oraz obiekty handlowe, które na mocy prawa należą do po wodów.

20.Powodowie żądają zakazania Polsce, Skarbowi i innym oskarżonym dalszej sprzedaży, niszczenia, rozporządzania lub umożliwiania sprzedaży lub pozbywania się lub transferu w łasności należącej do nich.

21.Powodowie żądają także od Polski, Skarbu i innych oskarżonych: (i) obliczenia i zwrotu aktywów i nieruchomości sprzedanych bądź przejętych z naruszeniem prawa ich właści cieli; (ii) obliczenia i zwrotu zysków, które przynosiło to mienie oraz (iii) wypłacenia odszkodowań i kary za poniesione szkody, co zniechęci oskarżonych do przeprowadzania takich akcji w przyszłości. (...)

----------------------------------------------------------------------


Wyrok USA , sygnatura akt nr 02-7844 wydany na polecenie SN przez Sąd Apelacyjny jest decyzja ostateczną.

Zarówno Austra jak i w tym wypadku Polska - nic nie są Zydom winni za zajęcie ich mienia przez Państwo Polskie

czy Austriackie.Wszystkien zaś zabiegi od tego czasu są zwykłym wyłudzaniem czyli przestepstwem kryminalnym.

Żydzi w Polsce pod ochroną NKWD z ZSRR zajęli wszystkie stanowiska reprezentacyjne w kraju, wymordowali

i morduja inteligencje polską , oszukują opinię w kraju i za granicą twierdząc że im się coś( $65 miliardów) należy.

Żydzi w Polsce rezydujący przekazują Żydom za granicę nasz narodowy majątek nielegalnie. TO JEST RABUNEK.!



Całość ;

http://infonurt3.com/index.php?option=c ... &Itemid=56
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez krzysiek4 » Śr kwi 10, 2013 11:48 am

Fred A. Leuchter RAPORT SĄDOWY

Wprowadzenie


Rok 1988 był dla mnie bardzo pouczający, ale równocześnie bardzo burzliwy. Byłem oszołomiony dowiedziawszy się, że większość tego, co przekazywano mi w szkole na temat historii XX wieku i II wojny światowej jest mitem, a nawet zwykłym kłamstwem.

W pierwszej chwili byłem zdumiony, potem wzburzony i wreszcie zostałem przekonany. Mit Holocaustu stał się dla mnie martwy.

Jak wszystkie dzieci amerykańskie, urodzone w czasie i po drugiej wojnie światowej, uczyłem się o ludobójstwie dokonanym przez nazistów na ludności żydowskiej.

W czasach uniwersyteckich nie miałem powodu, aby nie wierzyć w to, że Niemcy wymordowali 6 milionów Ży­dów w komorach gazowych. Wierzyłem w nazistowskie ludobójstwo jeszcze przez wiele lat.

Mniej więcej w 24 lata później, pewien "wierzący" inżynier siedział przy swym biurku

w śnieżne popołudnie, zimą 1988 roku, kiedy zadzwonił telefon. Ów inżynier miał wkrótce otrzymać wstrząsającą lekcję, lekcję, która poddała w wątpliwość mit Holocaustu, kłamstwo wpajane od 50 lat kolejnym pokoleniom amerykańskich dzieci. "Hallo!... Mówi Robert Faurisson" - powiedział głos w słuchawce i wkrótce "wierzący" inżynier przestał wierzyć.

Tło


Przez ostatnie 9 lat opracowywałem projekty wszelkiego typu urządzeń do wykonywania egzekucji (krzesła elektryczne, śmiertelne zastrzyki, szubienice oraz komory gazowe) dla wszystkich - lub prawie wszystkich - stanów USA, gdzie obowiązuje jeszcze kara śmierci. Bytem zatrudniony jako konsultant i dostarczałem opracowania zarówno dla administracji wspomnianych stanów, jak i dla rządu federalnego.

Z tego też powodu zostałem polecony przez Billa Armontrouta, dyrektora więzienia stanowego w Missouri, jako konsultant w sprawie komór gazowych, obrońcom w procesie Zundela. Po rozmowie telefonicznej w owo zimowe popołudnie, dwa razy spotkałem się

z Robertem Faurissonem w Bostonie. W rezultacie zgodziłem się jechać do Toronto na spotkanie z adwokatem Ernesta Zundela - Dougiem Christie i resztą znakomitego zespołu obrońców.

Już trzynaście lat wcześniej prof. Faurisson zaproponował, aby jakiś specjalista od komór gazowych dokonał oceny rzekomych komór gazowych w Polsce, pod kątem wymagań technicznych i stwierdził, czy nadają się one do przeprowadzania masowych egzekucji.

Wyjechałem do Toronto razem z moją żoną Carolyn i spędziłem dwa dni wypełnione licznymi spotkaniami, podczas których zademonstrowano mi fotografie rzekomych komór gazowych w Polsce, niemiecką dokumentację techniczną i zdjęcia lotnicze wykonane w czasie wojny przez aliantów.

Po zapoznaniu się z tymi materiałami sam sobie zadałem pytanie, czy owe "komory" są w istocie odpowiednio wyposażone dla dokonywania w nich egzekucji. Zaproponowano mi, bym pojechał do Polski i tam, na miejscu, przeprowadził odpowiednie badania

i opracował pisemny raport w tej sprawie. Niektóre komory znajdowały się

w miejscowościach, o których nigdy nie słyszałem.

Po kilku wyjaśniających uwagach zaaprobowałem propozycję i rozpoczęły się przygotowania do wyjazdu do Polski. Chociaż przedstawione mi fotografie i dokumenty zdawały się potwierdzać tezę, iż rzekome "komory" nie mogły służyć do dokonywania egzekucji, zarezerwowałem sobie prawo do wydania ostatecznej opinii po wykonaniu wszystkich badań.

Jeżeli by się okazało, że owe pomieszczenia były - lub mogły być -komorami gazowymi, zawarłbym taką opinię w moim sprawozdaniu. Moja relacja miała być użyta jako dowód w procesie Ernesta Zundela w Toronto. Będzie, zatem stanowiła świadectwo sądowe.

Przygotowując się do podróży musiałem sprawo sobie również specjalne walizki na próbki, dokumenty i instrumenty.

Biorąc pod uwagę fakt, że jedziemy do kraju komunistycznego, musieliśmy szczególnie uważać na nasze instrumenty Niewielu turystów zabiera ze sobą w podróż młotki, dłuta, wiertarki, piły i przymiary metryczne. Ponadto zabraliśmy mapy Polski, Czechosłowacji

i Austrii na wypadek, gdybyśmy musieli wyjeżdżać nagle i w pośpiechu. Wreszcie zabraliśmy też podarunki, którymi zamierzaliśmy przekupić personel muzeum oświęcimskiego, aby uzyskać kopie potrzebnych nam dokumentów z archiwów muzeum.

Nasza ekipa


Miałem szczęście dobrać sobie zespół kompetentnych i zaufanych osób: moja żona Carolyn - jako asystentka, Howard Miller - rysownik, Jurgen Neumann - kamerzysta, Tjudar Rudolf - tłumacz. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli zostaniemy schwytani, władze polskie nieprzychylnie ocenią naszą działalność i nasze zamiary,

a pobrane przeze mnie próbki mogą potraktować, jako bezczeszczenie narodowego monumentu.

Duchowo byli z nami obecni także dwaj "nieoficjalni" członkowie naszej ekipy: Ernest Zundel i Robert Faurisson, którzy z oczywistych względów nie mogli towarzyszyć nam

w podróży.

Podróż


Wyruszyliśmy do Polski 25 lutego 1988 roku. Neumann i Rudolf dołączyli do nas

we Frankfurcie. Wróciliśmy do domu 3 marca 1988 roku.

Przybyliśmy do Krakowa późnym popołudniem i spędziliśmy naszą pierwszą noc

w Hotelu Orbis. Następnego dnia byliśmy już w Oświęcimiu, w Hotelu, gdzie uderzył nas zapach naftaliny - zapach nie spotykany przeze mnie od wielu lat. Hotel musiał być kiedyś budynkiem mieszkalnym dla funkcjonariuszy obozowych. Obiad zjedliśmy w restauracji hotelowej. Następnie odbyliśmy rozpoznawczy spacer po obozie, w słabym świetle popołudnia i pośród śnieżnej zadymki. Nie jedliśmy tego dnia kolacji, gdyż okazało się niemożliwością znalezienie lokalu czynnego po zachodzie słońca...

Auschwitz - Birkenau


Następnego dnia rozpoczęliśmy nasze prace wewnątrz rzekomej komory gazowej. Niestety, nie byliśmy w stanie zrealizować zbyt wielu badań ze względu na liczne wycieczki, które przerywały naszą pracę. Była to niedziela i liczba zwiedzających była większa, niż zwykle. Carolyn stała na straży przy jednym wejściu, a Tjudar przy drugim. Ich zadanie polegało na sygnalizowaniu mi, Jurgenowi i Howardowi, nadejścia zwiedzających. Filmowanie i pobieranie próbek było w tych warunkach zbyt niebezpieczne. Około południa opuściliśmy zatem Auschwitz i przenieśliśmy się do Birkenau.

W Birkenau zaskoczyła nas śnieżyca tak silna, że nic nie było widać w odległości większej, niż metr. Musieliśmy też zostawić Carolyn, aby pilnowała samochodu, gdyż nie można było wjeżdżać pojazdami na teren obozu. Zwiedziliśmy komory, krematoria nr II, III i IV oraz łaźnię. Pobraliśmy próbki, a nasze badania zostały zarejestrowane na taśmie video. Wykonaliśmy też zdjęcia i rysunki w skali. Wszystko po to,

aby udokumentować skąd pobieraliśmy próbki do badań.

Musieliśmy wyważyć drzwi do łaźni, gdyż były zamknięte na klucz.

W krematorium nr II było zejście w głąb rzekomej komory gazowej. Wilgotne i zatęchłe podziemne pomieszczenie nic było odwiedzane przez ludzi od prawie 50 lat. Budynek został zburzony, prawdopodobnie przez niemieckich saperów. Na szczęście było mniej strażników i mniej publiczności, co stwarzało nam nieporównanie lepsze warunki do pracy, niż poprzedniego dnia w Auschwitz.

Nauczeni doświadczeniem poprzedniego dnia, zjedliśmy kolację na dworcu autobusowym - była to jedyna czynna restauracja w Oświęcimiu - i powróciliśmy do Hotelu.

Następnego dnia, w poniedziałek, rozpoczęliśmy nasze prace w Auschwitz.

W porównaniu z niedzielą, było o wiele mniej zwiedzających i mogliśmy pracować bez przeszkód.

Byliśmy w stanie zebrać próbki, wykonać zdjęcia oraz inne prace dokumentacyjne. Teraz uzyskaliśmy już dane, mogące posłużyć nam do modelowych obliczeń. Zweryfikowaliśmy także istnienie systemu ramp przeładunkowych w okresie działalności "komór gazowych". Po zakończeniu prac w Auschwitz pojechaliśmy ponownie do Birkenau, aby pobrać próbki kontrolne z pomieszczenia nr 1, przeznaczonego do dezynfekcji. Niestety, budynek był zamknięty i znów musieliśmy wyłamywać zamek, aby zbadać wspomniane pomieszczenie. Później zjedliśmy kolację na dworcu autobusowym i wróciliśmy szybko do Hotelu.

We wtorek rano, oczekując na wynik - bezowocnej, jak się później okazało - próby zdobycia przez Tjudara pojemnika z Cyklonem B, Jurgen i ja filmowaliśmy różne miejsca wewnątrz obozu. Potem przenieśliśmy się z Hotelu w Oświęcimiu do znajdującego się w pobliżu schroniska, otrzymując pokoje, które dopiero co się zwolniły.

W środę rano, po godnym wzmianki śniadaniu - składającym się z chleba, szynki

i sera - zdecydowaliśmy odbyć podróż do Lublina, aby zwiedzić Majdanek.

Po raz ostatni odwiedziliśmy obóz w Auschwitz i następnie wyruszyliśmy w kierunku Lublina.

Majdanek


Po kilku godzinach przybyliśmy na miejsce i zwiedziliśmy muzeum na Majdanku, zrekonstruowane "komory gazowe" i krematoria. Na końcu obejrzeliśmy komory do dezynfekcji nr l i 2. Prowadzenie badań było tutaj szczególnie trudne, gdyż strażnicy przeprowadzali inspekcję co 10-15 minut. Rzekome komory gazowe były odgrodzone barierami i niedostępne dla publiczności. Dla dokonania szczegółowych badań konieczne było przekroczenie barier i wejście na zabroniony teren. Carolyn

i Tjudar stali na straży, podczas gdy ja robiłem pomiary i przeprowadzałem dokładne badania. O mały włos nie zostaliśmy przyłapani: byłem zmuszony pospiesznie przeskoczyć barierę i gdy strażnik wchodził, znajdowałem się jeszcze na zabronionym terenie.

Na szczęście strażnik był zbyt zainteresowany Jurgenem i jego kamerą video i nie zwrócił na mnie uwagi.

Powrót


Wczesnym popołudniem muzeum było zamykane dla zwiedzających i musieliśmy opuścić teren obozu. O godzinie 15 wyruszyliśmy do Warszawy i po pięciogodzinnej podróży

w deszczu i śniegu dotarliśmy do celu. Nasza rezerwacja w hotelu była już nieważna, ale przy pomocy pracownika ambasady znaleźliśmy miejsca w innym hotelu. Po kolacji udaliśmy się spać, planując ma czwartek powrót do domu. Następnego ranka,

po śniadaniu, wyruszyliśmy na lotnisko.

Odlecieliśmy samolotem polskich linii lotniczych LOT, po zapłaceniu cła, gdyż moja walizka zawierała około 10 kg materiałów dowodowych. Na szczęście nie skontrolowano mi bagażu, ale odetchnąłem z ulgą dopiero po kontroli paszportów we Frankfurcie. Tutaj nasza grupa podzieliła się. Po powrocie do USA przekazałem próbki do analizy, do laboratorium w Massachusetts. Otrzymawszy rezultaty analiz, przygotowałem mój raport, łącząc swą wiedzę na temat budowy komór gazowych i procesu egzekucji przy pomocy gazu z wynikami dokonanych badań.

Po ukończeniu raportu, którego wyniki podane są niżej, uczestniczyłem jako świadek obrony w procesie Zundela w Toronto. Ale to już zupełnie inna historia.

Rezultaty badań


1. Komory gazowe


Wyniki badań, zamieszczone w "Raporcie Leuchtera", są bardzo ważne. Dowodzą

w sposób kategoryczny, że żadna z budowli badanych w Oświęcimiu, Brzezince i Lublinie nie mogła służyć do wykonywania masowych egzekucji przy użyciu cyjanowodoru, tlenku węgla lub jakiegokolwiek innego trującego gazu.

Przyjmując nawet najbardziej wygórowane liczby dotyczące maksymalnego wykorzystania komór gazowych - 1693 osoby tygodniowo w każdej z komór -

i zakładając, że wspomniane pomieszczenia naprawdę służyły do masowych egzekucji przy pomocy gazu, dla zabicia sześciu milionów osób musiałyby pracować bez przerwy przez 68 (sześćdziesiąt osiem!) lat. To znaczy, że Trzecia Rzesza musiałaby istnieć przez przynajmniej 75 lat! Utrzymywanie, że owe pomieszczenia służyły do wykonywania egzekucji masowych czy też indywidualnych jest zatem śmieszne, a nawet obraźliwe, gdyż zakłada kretynizm odbiorcy tego typu stwierdzeń. Jednakże ci, którzy rozpowszechniają to kłamstwo są zbyt leniwi i zadufani w sobie, aby sprawdzić jego prawdopodobieństwo. Indoktrynują, więc świat tego typu bzdurą poprzez największą kampanię propagandową, jaką pamięta historia.


2. Krematoria


Równie ważne są błędy historiografii "eksterminacjonalistycznej" w odniesieniu do krematoriów. Gdyby krematoria pracowały z maksymalną wydajnością, każdego dnia, bez jakiejkolwiek przerwy, w sposób ciągły (założenie czysto hipotetyczne i niemożliwe w rzeczywistości) - Trzecia Rzesza musiałaby istnieć przynajmniej 42 lata, gdyż dla spalenia sześciu milionów ludzkich zwłok potrzebne byłoby 35 (trzydzieści pięć) lat pracy pieców krematoryjnych!

Nikt przy zdrowych zmysłach nie może utrzymywać (ani też wierzyć), że III Rzesza istniała przez 75 lub 42 lata. Jednakże wmówiono nam, że 6 milionów osób zostało zamordowanych za pomocą sprzętu, który -nawet gdyby nadawał się do dokonywania egzekucji - musiałby pracować jeszcze przynajmniej przez 64 lata po zakończeniu wojny, a więc do roku 2009! Taki bowiem jest absolutnie minimalny czas potrzebny do tego typu operacji.


3. Dowody


Próbki dowodowe zostały pobrane z miejsc przez nas odwiedzanych. Próbka kontrolna została wzięta z pomieszczenia nr l, służącego do dezynfekcji [odzieży - przyp. wyd.]

w Birkenau. Założyliśmy, że ze względu na wysoką zawartość żelaza w konstrukcjach budynków obozowych, obecność cyjanowodoru spowoduje uformowanie się związku żelazo-cyjanowodorowego i tlenku żelazawego. Uwidocznił się on w postaci niebieskawych plam na ścianach pomieszczenia dezynfekcyjnego. Szczegółowa analiza 32 próbek, pobranych z kompleksu Auschwitz-Birkenau, ujawniła zawartość 1,050 mg cyjanku na l kg oraz 6,170 mg żelaza na l kg w próbce z pomieszczenia służącego do dezynfekcji. Większa ilość żelaza została znaleziona wewnątrz rzekomych komór gazowych, ale jednocześnie nie wykryto żadnych śladów cyjanku. Byłoby to niemożliwe, gdyby pomieszczenia te miały kontakt z cyjanowodorem. Tymczasem komory gazowe musiałyby być wystawione na działanie cyjanowodoru przez czas o wiele dłuższy,

niż pomieszczenie do dezynfekcji. Dlatego też wyniki analizy laboratoryjnej dowodzą,

że pomieszczenia prezentowane jako "komory gazowe" nie były nigdy używane, jako miejsca egzekucji za pomocą gazu.


4. Konstrukcja


Konstrukcja owych budowli dowodzi, że nigdy nie były one używane, jako komory gazowe. Żadne z tych pomieszczeń nie było hermetyczne, ani wyposażone w odpowiednie uszczelnienia. Nie zostały wykonane żadne zabezpieczenia przed kondensacją gazu

w ścianach, podłodze i suficie. Nie istnieją żadne urządzenia służące do usuwania

z pomieszczenia mieszanki powietrza i gazu. Nie było żadnych urządzeń służących do wpuszczania gazu i rozprowadzania go po całym pomieszczeniu. Nie ma żadnych systemów bezpieczeństwa dla zapobiegania eksplozji. Nie zostały wykonane żadne zabezpieczenia przed przenikaniem gazu do krematorium - pomimo, iż cyjanowodór jest

w wysokim stopniu wybuchowy. Nie ma żadnego systemu zabezpieczeń dla ochrony personelu obsługującego komorę przed wystawieniem na działanie gazu, jak również dla ochrony innych osób, mogących ewentualnie znajdować się w pobliżu komory. W jednym szczególnym przypadku - w Auschwitz - dren do odprowadzania wody deszczowej w podłodze rzekomej komory gazowej połączony jest z systemem podobnych drenów w całym obozie.

Na Majdanku gaz mógłby z łatwością przenikać do podziemnego korytarza, biegnącego wokół rzekomej komory gazowej. Korytarz ten byłby zatem śmiertelną pułapką dla personelu obsługującego komorę.

Nigdzie, w żadnej z rzekomych komór gazowych, nie istnieją drogi ewakuacji. Cyjanowodór jest gazem szczególnie niebezpiecznym, wybuchowym i trującym, ale w żadnej z części "komory" nie ma urządzeń zabezpieczających... Komory są poza tym zbyt małe,

aby pomieścić chociażby część tej liczby osób, jaka - zgodnie z relacjami "naocznych świadków" - miała się w nich mieścić. Mówiąc w sposób jasny i prosty: pomieszczenia, przedstawiane jako "komory gazowe", nic mogły pracować, jako urządzenia do egzekucji za pomocą gazu także z przyczyn konstrukcyjnych.



5. Wnioski


Po szczegółowym zbadaniu rzekomych komór gazowych i krematoriów w obozach na terenie Polski, jedyny wniosek, jaki może wysnuć osoba odpowiedzialna i rozsądna jest taki, że twierdzenie, jakoby którakolwiek z tych budowli była używana jako komora gazowa do masowych egzekucji, jest absurdalna.



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez krzysiek4 » Śr kwi 10, 2013 11:49 am

Robert Faurisson FAŁSZYWY ŚWIADEK


Elie Wiesel otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla w 1986 roku. Powszechnie jest on traktowany, jako świadek żydowskiego holocaustu i co bardziej ważne, jako świadek na istnienie przypuszczalnie zabójczych komór gazowych. Paryski dziennik "Le Monde"

(17 październik 1986 r., strona tytułowa), podkreślił z naciskiem, że Wiesel został nagrodzony Noblem, ponieważ: "W ostatnich latach pokazały się opracowania

t.zw. 'historycznego rewizjonizmu', kwestionujące istnienie nazistowskich komór gazowych i oprócz tego, być może, także ludobójstwo wobec Żydów".

Ale pod jakim względem Elie Wiesel jest postrzegany, jako świadek na istnienie komór gazowych? Na jakiej podstawie żąda od nas, byśmy od razu uwierzyli w to, co oznacza eksterminację? W książce autobiograficznej, zawierającej jego odczucia dotyczące Auschwitz i Buchenwaldu nic nie wspomina o komorach gazowych. Faktycznie, mówi,

że Niemcy zabijali Żydów, ale w ogniu, poprzez wrzucanie ich żywcem do płonących dołów, na oczach współtowarzyszy! Ale nic ponad to!

W tym miejscu Wiesel, jako fałszywy świadek miał pecha. Zmuszony do wyboru pomiędzy kłamstwami alianckiej propagandy wojennej, wybrał do obrony kłamstwo o paleniu, zamiast

o gotowaniu żywcem, gazowaniu czy zabijaniu prądem. W roku 1956, kiedy opublikował swoje zeznania w jidisz, kłamstwo o paleniu było w pewnych kołach wciąż żywe. Kłamstwo to jest genezą terminu Holocaust. Dzisiaj już tylko nieliczni historycy wierzą, że Żydzi byli paleni żywcem. Zdyskredytowały się także mity gotowania żywcem czy porażania prądem. Pozostał tylko gaz.

"Gazowe" kłamstwo rozpowszechnione było przez Amerykanów (patrz "War Refugee Board Report" z listopada 1944 r.). Kłamstwo, że Żydzi byli zabijani przez gotowanie żywcem w wodzie lub pod parą (szczególnie w Treblince) było rozpowszechnione przez "polskie" władze (patrz dokument z Norymbergi PS-3311). Zaś kłamstwo

o elektro-egzekucjach rozpowszechniali sowieci ("Prawda", 2 lutego 1945 r., artykuł ze strony 4 "Mordercza fabryka z Auschwitz" oraz "Washington Daily News" z tego samego dnia, strona 2).

Kłamstwo "ogniowe" nie ma określonego początku. Jest to przeświadczenie tak stare, jak propaganda wojenna, czy propaganda nienawiści. W 1958 r. Wiesel opublikował francuskojęzyczną wersję swoich wcześniejszych zeznań spisanych w jidisz, pod tytułem "La Nuit", z przedmową Francois Mauriaca. Stwierdził tam, że w Auschwitz znajdował się jeden "płonący dół" dla dorosłych i kolejny dla dzieci. Napisał: "Niedaleko od nas płomienie wykwitały z dołu, gigantyczne płomienie. One coś trawiły. Ciężarówka zatrzymywali się nad dziurą i uwalniała się od swojego ładunku - małych dzieci. Dzieciaczków! Tak, widziałem to - widziałem na własne oczy. Tamte dzieci w płomieniach (Czy to nie dziwne, że nie mogłem po tym spać? Spędzało mi to sen z oczu)" (s. 42).

Trochę dalej znajdował się jeszcze jeden rów z gigantycznymi płomieniami, gdzie ofiary cierpiały "w powolnej agonii w ogniu" (s. 43). Kolumna Wiesela została doprowadzona przez Niemców na odległość "trzech kroków" od rowu, potem "dwóch kroków". "Dwa kroki od dołu nakazano nam skręcić w lewo i udać się do baraków" (s. 44).

Będąc wyjątkowym świadkiem, Wiesel zapewnia nas, że jest w posiadaniu innych wyjątkowych świadectw. Oglądając Babi Jar - miejsce na Ukrainie, gdzie Niemcy dokonywali egzekucji radzieckich obywateli i pomiędzy nimi Żydów-Wiesel napisał: "Później dowiedziałem się od świadków, że miesiąc po miesiącu ziemia nie przestawiała drżeć i od czasu do czasu gejzery krwi wytryskiwały z niej" ("Paroles d'etranger" Editions de Seuil. 192 strony, s. 86).

Słowa te nie wymknęły się ich autorowi w momencie szaleństwa: po pierwsze napisał je, potem bliżej nieokreśloną ilość razy (a przynajmniej raz) musiał przeczytać je w celu dokonania korekty i w końcu jego wypowiedzi zostały przetłumaczone na rozmaite języki - tak, jak wszystko, co napisał. To, że Wiesel osobiście przeżył, było oczywiście następstwem cudu. Tak orzekł: "W Buchenwaldzie wysyłali oni na śmierć 10 000 ludzi każdego dnia. Ja byłem zawsze w ostatniej setce przy bramie.

Oni zatrzymywali egzekucje. Dlaczego?" ("Author, Teacher, Witness", "Time"

z 18 marca 1985 r., s. 79).

W 1954 roku pani Tillion analizowała "bezpodstawne kłamstwo" dotyczące niemieckich obozów koncentracyjnych. Napisała ona: "Te osoby [które bezpodstawnie mamią] są, prawdę mówiąc, bardziej liczne, niż ludzie powszechnie przypuszczają i temat taki, jak obóz koncentracyjny doprowadza do powstawania sado-masochistycznych imaginacji i daje wyjątkowe pole do popisu. Są nam znani osobnicy zwichnięci umysłowo, pół-oszuści i półgłupcy, którzy wykorzystują wyimaginowaną deportację. Znamy też innych - autentycznie deportowanych - których chore umysły współzawodniczyły w tym, by przeobrazić nawet te potworności, które widzieli, lub, które ludzie powiedzieli im, że im się przydarzyli. Znaleźli się też wydawcy drukujący ich imaginacje (...), ale publicyści i kompilatorzy postępują absolutnie niewybaczalnie, ponieważ najbardziej elementarne badanie byłoby wystarczające, do odsłonięcia oszustwa" ("La systeme concentrationnaire allemand [1940-1944], Revue de l'histoire de la Deuxieme guerre mondiale", lipiec 1954,

s. 18).

Tillon zabrakło odwagi, aby podać przykłady i nazwiska. Ale tak to zazwyczaj jest. Ludzie zgadzają się, że byty tam fałszywe komory gazowe, że turyści i pielgrzymi są zachęcani do odwiedzania, ale nie jest powiedziane gdzie. Zgadzają się również, że są fałszywi "świadkowie naoczni", ale powszechnie nazywają z imienia i nazwiska tylko Martina Graya, dobrze znanego oszusta, na którego prośbę Max Galio - z pełną świadomością tego, co uczynił - sfabrykował bestseller "For Those I Loved". Czasem jest tak nazywany Jean-Francois Steiner. Jego będąca bestsellerem nowela"Treblinka" z 1966 r., została przedstawiona, jako praca, w której każdy szczegół był potwierdzony przez ustne

lub pisemne zeznanie. W rzeczywistości była ona sfabrykowana, przynajmniej częściowo, przez pisarza Gilles Perrauta ("Le Journal du Diammanche", 30 marca 1985 r. s. 5). Marek Halter opublikował swoje "Le Memoire d'Abraham" w 1983 r. Tak często, jak występował w radiu, mówił o swoich doświadczeniach z warszawskiego getta. Ale jeżeli uwierzymy artykułowi Nicolasa Beau - całkiem przychylnego Halterowi ("Liberation", 24 stycznia 1980. s. 19) - to niespełna 3-letni mały Mark i jego matka opuścili Warszawę nie w 1941 roku, a w październiku 1939 r., czyli przed założeniem przez Niemców getta. Przypuszcza się, że książka Haltera została napisana przez "cień" tego pisarza - Jean-Noel Gurgana.

Filip Muller jest autorem "Trois ans dans une chambre a gas a Auschwitz" ("Trzy lata

w komorze gazowej w Auschwitz", z przedmową Clauda Lanzmanna), która to pozycja zdobyła w 1980 roku nagrodę LICRA (Międzynarodowej Ligi przeciw Rasizmowi i Antysemityzmowi, kierowanej przez Jean-Pierre Blocha, alias Jean Pierre-Bloch). Ten budzący wstręt i mdłości bestseller był dziełem niemieckiego "pisarza-cienia", Helmuta Freitaga, który nie zawahał się zaangażować w plagiat. Źródłem plagiatu był "Doktor w Auschwitz", jeszcze jeden bestseller spreparowany przez niejakiego Miklosa Nyiszlli. W ten sposób cała seria dzieł, prezentowanych jako autentyczne dokumenty okazała się być jedynie zestawieniami, przypisywanymi różnym "pisarzom-cieniom": Maxowi Galio, Gillesowi Perrault, Joan-Noel Gurganowi (?)

i Helmutowi Freitag - między innymi.

Chcielibyśmy wiedzieć, co pani Tillion myśli o Ełie Wieselu. Wraz z nim kłamstwo jest oczywiście niebezpodstawne. Wiesel przedstawia się, jako pełen miłości dla humanitaryzmu. Jednak nie powstrzymał się on od wzywania do nienawiści. Według jego opinii: "Każdy Żyd, gdziekolwiek by był, powinien zachować nienawiść - zdrową, męską nienawiść za to, co Niemcy uosabiają i za to, co w nich tkwi. Postępowanie innym sposobem byłoby zdradą w stosunku do martwych" ("Spotkanie z nienawiścią ", Legends of Our Time, New York, Avon books, 1968, ss. 177-178).

Na początku 1986 roku, 83 deputowanych z zachodnio-niemieckiego Bundestagu wyszło z inicjatywą zgłoszenia Wiesela do Pokojowej Nagrody Nobla; byłoby to, jak orzekli, "wielką zachętą dla wszystkich zaangażowanych w procesie pojednania" (Rząd Zachodnio-niemiecki; "The Week in Germany", 31 stycznia 1980 r., s. 2). To jest to, co można określić "przejściem od narodowego socjalizmu do narodowego masochizmu".

Jimmy Carter potrzebował historyka do przewodniczenia Prezydenckiej Komisji d/s Holocaustu. Jak to określił Arthur Butz, wybrał on nie historyka, a histeryka: Elie Wiesela. Nawet gazeta "Le Monde", w poniżej wspomnianym artykule, była zmuszona odnieść się do "histerycznego" rysu Wiesela, którego wielu uważa za osobę godną pożałowania. Określono to tymi stówami: "Naturalnie, nawet pomiędzy tymi, Morzu aprobują walkę tego amerykańsko-żydowskiego pisarza, odkrytego przez katolika Francois Mauriaca, są tacy, którzy zarzucają mu zbytnią tendencyjność w przemianie żydowskiego smutku w "stan chorobowy" lub stawanie się najwyższym kapłanem planowego zarządu Holocaustu'".

Nie jest to taki interes, jak SHOAH-business. Tak, jak kilka lat temu napisał Leon A. Jick: "Bluźniercze stwierdzenie: 'Nie jest to taki interes, jak SHOAH-business' jest, co ze smutkiem trzeba stwierdzić, łatwą do udowodnienia prawdą " ("The Holocaust: Its Use and Abuse within the American Public", Yad Vashem Studies, Jerusalem 1981, s. 816).

Wydawnictwa Elie Wiesela alarmowały i podżegały przeciwko rewizjonistycznym autorom. E. Wiesel przeczuwa, że sprawy wymykają mu się z rąk. Będzie stawało się dla niego coraz trudniejsze i trudniejsze podtrzymywanie szalonego przekonania, że Żydzi byli eksterminowani czy poddani polityce eksterminacyjnej, szczególnie w tak zwanych komorach gazowych. Właśnie Serge Klarsfeld przyznał ostatnio, że prawdziwe dowody istnienia komór gazowych nie zostały jeszcze opublikowane. Ale obiecał je. Cytuje swój najlepszy wzór; i to jest groteska (patrz VSD, wywiad, 29 maja 1986 r., s. 37).

Na płaszczyźnie naukowej, mit komór gazowych jest skończony. Prawdę mówiąc mit ten "wydał ostatni dech" kilka lat temu, podczas kolokwium na Sorbonie z udziałem Raymonda Arona i pod przewodnictwem Francois Fureta. Jednakże dla Elie Wiesela największe znaczenie ma ukrycie tych wiadomości. W ten sposób cały rwetes w mediach prowadzi do eskalacji: im więcej media i dziennikarze mówią, tym bardziej historycy milczą. Ale są także historycy, którzy ważą się podnieść swoje głosy przeciwko kłamstwom i nienawiści. Tak, jak w przypadku Michela de Bouarda, byłego członka ruchu oporu, deportowanego do Mathausen, członka Komitetu d/s Historii II Wojny Światowej od 1945 do 1981, członka Instytutu Francji. W ostrym wywiadzie w "Ouest France" (2-3 sierpnia 1989 r., s. 6), przyznał on, ze w 1954 r. potwierdzał istnienie komory gazowej w Mathausen, gdzie ostatecznie okazało się, że nigdy nie miało to miejsca. Szacunek należny cierpieniom wszystkich ofiar II wojny światowej, a w szczególności cierpieniom osób zesłanych do obozów, wymaga, od części historyków powrotu do uznanych i będących na czasie metod historycznego krytycyzmu.



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez krzysiek4 » Śr kwi 10, 2013 11:50 am

Richard Harwood OSTATECZNE ROZWIĄZANIE


Propaganda, bazująca na legendzie o rzekomo popełnianych okrucieństwach, pojawia się przy okazji każdego konfliktu zbrojnego. Jednakże mit o eksterminacji sześciu milionów Żydów stanowi przykład propagandy, która nasila się wraz z upływem lat.

W czasach Republiki Weimarskiej Żydzi stanowili 5% ludno 23423c29x 47;ci Niemiec, ale ich potęga ekonomiczna, polityczna i kulturalna była nieproporcjonalnie wielka w stosunku do liczebności. W latach 1933-1938 w całej Rzeszy zostało internowanych 20 tysięcy osób, w tym jedynie 3 tysiące Żydów. W tym samym okresie, ponad 800 tysięcy Żydów wyemigrowało z Rzeszy, podczas gdy rząd począł rozpatrywać projekt przymusowego osiedlania Żydów na Madagaskarze.

Już w 1933 roku międzynarodowe żydostwo wypowiedziało wojnę narodowo-socjalistycznym Niemcom. W chwili wybuchu II Wojny Światowej, przyszły prezydent Izraela, Weitzmann, oświadczył, że Żydzi są stroną wojującą i sojusznikiem Wielkiej Brytanii i demokracji.

Z tego punktu widzenia Niemcy mieli pełne prawo, zgodnie z prawem międzynarodowym, internować Żydów. Określenie "ostateczne rozwiązanie" odnosiło się w myśl planów niemieckich do projektu przemieszczenia ludności żydowskiej na Madagaskar i terytoria wschodnioeuropejskie.

Nie dysponujemy szczegółowymi statystykami w odniesieniu do poszczególnych krajów,

ale w całej Europie, przed wybuchem II wojny światowej, zamieszkiwało nie więcej, niż 6,5 miliona Żydów. Pominąwszy ZSRR, liczba Żydów na okupowanych przez Niemcy terytoriach Europy dochodziła do 3 milionów.

Aby uzyskać zaledwie połowę rzekomej liczby ofiar (C milionów), wszyscy oni musieliby zostać zamordowani. Tymczasem sami Żydzi stwierdzają, że 1.559.000 Żydów z tych terytoriów przeżyło wojnę.

W 1938 roku liczba ludności żydowskiej na świecie wyniosła 15.500.000. Dane dla roku 1948 oscylują pomiędzy liczbą 15.600.000, a 18.700.000. Zatem, gdyby rzeczywiście wymordowanych zostało 6 milionów Żydów, oznaczałoby to, że w ciągu krótkiego okresu czasu i w wyjątkowo niesprzyjających warunkach, populacja żydowska wzrosła o 7 lub 9 milionów!

Brakujące 6 milionów, to w rzeczywistości emigranci, którzy wyjechali do USA, ZSRR, Palestyny, zmieniając przy tym swoje nazwiska. Nie został znaleziony żaden dokument niemiecki, żaden rozkaz, dotyczący eksterminacji Żydów.

Proces norymberski toczył się, od początku do końca, na bazie danych mówiących,

iż w Europie okupowanej przez Niemcy żyło 9.600.000 Żydów. Liczba ta nie uwzględnia jednakże masowej emigracji oraz obejmuje 2 miliony Żydów, którzy nigdy nie znaleźli się

w strefie panowania niemieckiego.

Absurdalna cyfra 6 milionów została zredukowana w 1961 roku w czasie procesu Eichmanna w Jerozolimie do "kilku milionów".

Proces norymberski nie miał nic wspólnego z normalnymi zasadami postępowania sądowego. Podstawowa zasada, że nikt nie może być sędzią w sprawie, która go całkowicie dotyczy, została całkowicie zignorowana. Systematycznie były używane tortury dla wymuszenia zeznań.

Wszystkie rzekome "obozy zagłady" dziwnym trafem znajdowały się na terenach okupowanych przez Związek Sowiecki, w obozach na Zachodzie nie znaleziono natomiast śladów "komór gazowych". Oświęcim, który stał się symbolem Holocaustu, znajduje się na terenie Polski. Aż do 1955 roku Rosjanie nie pozwalali nikomu zwiedzać obozu. W Oświęcimiu zginęło rzekomo 3 miliony Żydów w ciągu 32 miesięcy -co daje liczbę 3.350 ofiar dziennie!

Tak jak wszystkie obozy koncentracyjne, także Oświęcim stanowił wielkie centrum produkcyjne przemysłu wojennego. Większość więźniów zmarła w ostatnich miesiącach wojny, wskutek chorób i głodu, a nie w komorach gazowych.

Według Paula Rassiniera [historyk żydowski - przyp. wyd.], straty żydowskie w II wojnie światowej nie mogły przekroczyć liczby 1.200.000. Dzisiaj Niemcy płacą Izraelowi odszkodowania wojenne w wysokości 5.000 marek za każdą z 6 milionów ofiar!


xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez krzysiek4 » Śr kwi 10, 2013 11:51 am

Mark Weber DWA SPOJRZENIA NA HOLOCAUST


Nie ma chyba nikogo, kto by nie słyszał, że Niemcy zamordowali 6 milionów Żydów

w Europie podczas II wojny światowej. Amerykańska telewizja, kina, gazety i czasopisma nie stronią od tego tematu. W Waszyngtonie istnieje oficjalne olbrzymie Muzeum Holocaustu.

Uczeni kwestionują historię holocaustu

Podczas minionej dekady coraz więcej historyków "rewizjonistycznych", włączając w to tak poważnych uczonych, jak dr Artur Butz (Northwestern University), prof. Robert Faurisson (Uniwersytet w Lyonie) oraz najpoczytniejszy brytyjski historyk David Irving, rzuca energiczne wyzwanie wobec powszechnie akceptowanej historii eksterminacji.

Nie dyskutują oni nad faktem deportowania bardzo wielu Żydów do obozów koncentracyjnych

i gett, czy też tego, że wielu z nich zmarło lub też zostało zamordowanych podczas II wojny światowej. Rewizjonistyczni uczeni ujawnili jednakże poważne dowody ukazujące, że nie było niemieckiego programu eksterminacji europejskich Żydów i że szacunki 6 milionów ofiar żydowskich w czasie wojny są nieodpowiedzialnie wyolbrzymione.


Wiele twierdzeń holocaustu zostało zarzuconych


Rewizjoniści wskazują, że historia holocaustu zmieniła się całkiem na przestrzeni lat. Wiele twierdzeń "eksterminacyjnych", do tej pory powszechnie akceptowanych, zostało całkowicie obalonych w ostatnich latach.

W pewnym okresie domniemywano, że Niemcy gazowali Żydów w Dachau, Buchenwaldzie

i w innych obozach koncentracyjnych w Niemczech. Ta część historii była przedstawiana w sposób niemożliwy do obrony. Tak, więc została zarzucona ponad 20 lat temu.

Obecnie żaden poważny historyk nie podtrzymuje rzekomo udowodnionych opowieści

o obozach zagłady na terytorium starej Rzeszy Niemieckiej. Nawet sławny "łowca nazistów" Szymon Wiesenthal przyznał w 1975 roku, że: "Na ziemi niemieckiej nie było obozów zagłady". '

Prominentni historycy holocaustu twierdzą obecnie, że masy żydowskie zostały zagazowane tylko w 6 obozach na terenie Polski: Oświęcim, Majdanek, Sobibór, Treblinka, Chełmno

i Bełżec. Jednakże "dowody" przedstawione na gazowanie w tych sześciu obozach nie różnią się jakościowo od tych, które zostały przedstawione na domniemane gazowanie na terenie Niemiec właściwych.

Na wielkim procesie norymberskim (1945-1946) i w dekadach następujących od końca II wojny światowej, Oświęcim (szczególnie Oświęcim-Brzezinka) i Majdanek (Lublin), były powszechnie uważane za prawdziwie ważne "obozy śmierci". Dla przykładu: alianci domniemywali

w Norymberdze, że Niemcy zabili 4 mln w Oświęcimiu i jeszcze 1,5 mln na Majdanku. Dziś, żaden poważny historyk nie akceptuje tych fantastycznych liczb.

W dodatku, w ostatnich latach, zostało zaprezentowanych coraz więcej zastanawiających dowodów, których nie da się pogodzić z przypuszczeniami o masowej eksterminacji

w tych obozach. Na przykład szczegółowe zdjęcia lotniczego rozpoznania wykonane

w Oświęcimiu-Brzezince w ciągu kilku przypadkowo wybranych dni w 1944 roku (podczas przypuszczalnego punktu kulminacyjnego eksterminacji w tym miejscu), zostały opublikowane przez CIA w 1979 r. Nie widnieją na nich ślady stosów ciał, dymiące kominy ani masy Żydów oczekujące na śmierć - czyli wszystko to, co pozwalałoby domniemywać, a byłoby to łatwo dostrzeżone, że Oświęcim był naprawdę centrum eksterminacji.

Teraz wiemy również, że powojenna "spowiedź" komendanta Oświęcimia, Rudolfa Hoessa, która jest decydującą częścią historii holocaustu, była uzyskana w wyniku tortur.

Inne absurdalne twierdzenia holocaustu


W pewnym okresie poważnie upierano się, że Niemcy zabijali Żydów przy pomocy elektryczności i pary, i że produkowali mydło z ciał Żydów. Dwa przykłady: w Norymberdze Stany Zjednoczone oskarżały Niemców o to,

że mordowali Żydów w Treblince nie w komorach gazowych, jak się teraz twierdzi, lecz przez parzenie ciał ze skutkiem śmiertelnym w "komorach parowych".3

Te dziwaczne opowieści zostały także definitywnie odrzucone w ostatnich latach.

Ofiary chorób


Historia morderczego Holocaustu jest wiarygodna jedynie powierzchownie. Każdy widział straszliwe zdjęcia martwych lub umierających więźniów zrobione w Bergen-Belsen, Nordhausen czy innych obozach koncentracyjnych podczas ich wyzwalania przez siły brytyjskie lub amerykańskie w ostatnich tygodniach wojny

w Europie. Ludzie ci byli nieszczęsnymi ofiarami, ale nie programu eksterminacji, lecz chorób i niedożywienia przyniesionych przez kompletne załamanie Niemiec w ostatnich miesiącach wojny. W rzeczywistości, gdyby istniał program eksterminacji, to Żydzi uwolnienie przez siły alianckie w końcu wojny, byliby dużo wcześniej zamordowani.

W obliczu posuwających się sił sowieckich, wielu Żydów zostało ewakuowanych

w okresie ostatnich miesięcy wojny z obozów i gett na Wschodzie do pozostałych obozów w zachodnich Niemczech. Obozy te szybko stały się przeludnione,

co bardzo przeszkadzało w zapobieżeniu rozprzestrzeniania się epidemii.

Zdobyczne dokumenty niemieckie


Pod koniec II wojny światowej alianci skonfiskowali ogromną liczbę niemieckich dokumentów o traktowaniu Żydów przez Niemców w czasie wojny, o polityce niemieckiej wobec nich. Na nie czasami powoływano się w kontekście "ostatecznego rozwiązania". Ale żaden dokument, jaki kiedykolwiek znaleziono,

nie nawiązywał do programu eksterminacji. Wręcz przeciwnie: dokumenty jasno ukazywały, że niemiecka polityka "ostatecznego rozwiązania" polegała na emigracji

i deportacji, a nie eksterminacji.

Spójrzmy, dla przykładu, na poufne memorandum niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych z 21.08.1942 r.4 "Obecna wojna daje Niemcom okazję i obowiązek także rozwiązania żydowskiego problemu w Europie"- stwierdza memorandum. Polityka "promowania ewakuacji Żydów [z Europy] przy najściślejszej współpracy

i za pośrednictwem Reichsfuhrera SS [Himmler] ciągle obowiązuje". Memorandum stwierdziło: "liczba Żydów deportowanych tym sposobem na Wschód nie wystarczyła

do pokrycia potrzeb".

Dokument cytuje niemieckiego ministra Spraw Zagranicznych von Ribbentropa, mówiącego, że "pod koniec wojny wszyscy Żydzi byliby zmuszenie do opuszczenia Europy. Taka była niezmienna decyzja Fuhrera [Hitlera] i tylko takie pokierowanie tym problemem, jako jedyne globalne i wyczerpujące rozwiązanie, mogłoby być zastosowane i indywidualne zabiegi zbytnio by nie pomogły".

W konkluzji memorandum zawarte jest stwierdzenie, że " wysiedlenia [Żydów na Wschód] są dalszym krokiem do totalnego rozwiązania... Deportacja do Generalnej Guberni [Polska] jest środkiem tymczasowym. Żydzi będą przesuwani na dalsze zajmowane terytoria wschodnie [Sowiety] tak szybko, jak tylko techniczne środki na to będą dane".

Ten niedwuznaczny dokument i jemu podobne rutynowo są ukrywane i ignorowane przez tych, którzy podtrzymują historię o morderczym holocauście.

Niewiarygodne świadectwa


Historycy holocaustu polegają głównie na tak zwanych "zeznaniach ocalonych", wspierającymi opowieści o eksterminacji. Ale taki "dowód" jest ciągle niepewny. Jak wykazał jeden z żydowskich historyków, "większość wspomnień czy raportów [tych,

co przeżyli holocaust] jest pełna absurdalnej wielosłowności, grafomańskiej przesady, dramatycznych efektów, przesadnych samoocen, dyletanckiego filozofowania, pseudo-liryzmu, niesprawdzonych pogłosek, uprzedzeń, stronniczych ataków i usprawiedliwień". 5

Hitler i "ostateczne rozwiązanie"


Nie istnieją żadne dowody na to, że A. Hitler dał rozkaz wymordowania Żydów, czy też, że w ogóle wiedział o jakimkolwiek programie eksterminacji. Przeciwnie, zapiski pokazują, że niemiecki przywódca chciał, aby Żydzi opuścili Europę przez emigrację, o ile to możliwe - lub deportację, o ile okaże się to konieczne.

Hitler czasami mówił podczas swych "mów stołowych" w ścisłym gronie o warunkach swojej polityki wobec Żydów. Np. 27 stycznia powiedział: "Żydzi muszą spakować się, zniknąć z Europy. Pozwólmy im wynieść się do Rosji".

A 24 lipca 1942 roku Hitler podkreślał z naciskiem swoją wolę usunięcia Żydów z Europy tuż po wojnie: "Żydzi interesują się Europą z powodów ekonomicznych, ale Europa musi odrzucić ich we własnym interesie, ponieważ Żydzi są rasowo gorsi. Kiedy tylko wojna się skończy, dokonam rygorystycznego przeglądu... tak, że Żydzi będą musieli wyemigrować na Madagaskar lub do jakiegoś innego żydowskiego państwa narodowego"."

W odzewie na alianckie wojenne transmisje radiowe o tym, że Niemcy mordują Żydów, Hitler gniewnie komentował: "Naprawdę Żydzi powinni być mi wdzięczni, że nie chcę od nich nic więcej, niż trochę ciężkiej pracy".7

SS Himmlera i obozy


Żydzi byli ważną częścią w niemieckiej sile roboczej czasu wojny i w niemieckim interesie leżało utrzymywanie ich przy życiu.

Kierownictwo biura administracji obozów SS wysłało dyrektywę, datowaną na 28 grudnia 1942 roku, do wszystkich obozów koncentracyjnych - wliczając w to Oświęcim. Dyrektywa ta ostro skrytykowała wysoką śmiertelność wśród więźniów, spowodowaną chorobami i nakazywała, "aby lekarze obozowi użyli wszystkich środków, będących do ich dyspozycji, w celu wyraźnego zredukowania śmiertelności w różnych obozach". Co więcej, zarządzała: "Obozowi lekarze muszą dozorować częściej niż przedtem wyżywienie więźniów i we współpracy z administracją proponować ulepszone rozporządzenie komendantowi obozu... Lekarze obozowi, mają doglądać, czy warunki na różnych stanowiskach pracy są udoskonalane, tak jak to tylko możliwe".

Ostatecznie dyrektywa podkreśla, że "Reichsfuhrer SS [Heinrich Himmler] rozkazał, że śmiertelność absolutnie musi być obniżona". s

Szef departamentu SS dozorującego obozy koncentracyjne, Richard Glucks, wysiał okólnik do każdego komendanta obozu, datowany na 20 stycznia 1943 roku. Rozkazał

w nim: "Jak już wykazywałem, muszą być użyte wszelkie środki do zmniejszenia śmiertelności w obozie"."

Sześć milionów?


Nie ma żadnego konkretnego dowodu na bez przerwy powtarzane twierdzenie, że Niemcy zamordowali sześć milionów Żydów. Wiadome jest natomiast, że miliony Żydów przeżyły niemieckie prawa II wojny światowej - wliczając w to wielu przetrzymywanych w Oświęcimiu

i innych t.zw. "obozach śmierci". Sam ten fakt powinien wywoływać poważne wątpliwości, co do eksterminacyjnej opowieści.

Czołowa gazeta w neutralnej Szwajcarii, dziennik "Baseler Nachrichten", ostrożnie oszacowała w czerwcu 1946 roku, że nie więcej niż 1,5 mln europejskich Żydów mogło zginąć (z różnych przyczyn) pod niemiecką jurysdykcją podczas wojny. '"

Jednostronna "holocaustomania"

Zamiast zmniejszać się, rzeka filmów i książek o holocauście wydaje się rosnąć

z każdym mijającym rokiem.

Bezwzględna kampania w mediach, którą żydowski historyk Alfred Lilienthal nazywa "holocaustomanią ", przedstawia los Żydów podczas II wojny światowej, jako centralne wydarzenie w historii ludzkości. Nie ma końca prostackim filmom, naiwnym programom telewizyjnym, mściwym polowaniom na "nazistowskich przestępców wojennych", jednostronnym kursom edukacyjnym i jedynie słusznym wystąpieniom polityków oraz ważnych osobistości na rzecz obsługi pamięci holocaustu.

Nie-żydowskie ofiary nie zasługują na takie zainteresowanie. Dla przykładu: nie ma amerykańskich pomników, centrów naukowych czy też dorocznych obchodów ku czci ofiar Stalina, który zresztą znacznie przelicytował Hitlera.

Kto na tym korzysta?


Wieczna kampania na rzecz holocaustu w mediach jest rutynowo wykorzystywana do usprawiedliwienia olbrzymiej amerykańskiej pomocy dla Izraela i - pod innym względem - do tłumaczenia niewybaczalnej polityki Izraela, nawet kiedy stoi w konflikcie z amerykańskim interesem.

Wymyślna i sponsorowana kampania holocaustu w mediach ma decydujące znaczenie dla interesów Izraela, który egzystuje dzięki masowym, corocznym dotacjom z kieszeni amerykańskich podatników.

Jak szczerze przyznał prof. W.D. Rubinstein z Australii: "Jeśli holocaust okazał by się 'syjonistycznym mitem', to najmocniejsza broń w arsenale propagandy izraelskiej by upadła". 11

Dziennikarka "New York Times", Paula Hyman, zaobserwowała: "Ze strony Izraela holocaust może być użyty do uprzedzenia politycznej krytyki i stłumienia dyskusji. Wzmacnia on poczucie Żydów, jako wiecznie osaczonych ludzi, którzy w swej obronie mogą polegać tylko na sobie samych. Przywoływanie cierpień doznanych przez Żydów od nazistów często zajmuje miejsce racjonalnych argumentów i oczekuje się, że ma to przekonać wątpiących w słuszność obecnej polityki rządu izraelskiego". 12

Głównym powodem, dla którego historię holocaustu tak trwale udowadniano jest to,

że rządy głównych potęg także mają ustalone interesy w podtrzymywaniu tego. Zwycięskie potęgi II wojny światowej - USA, Sowiety, Wielka Brytania - mają swój udział w przedstawianiu pokonanego reżimu Hitlera tak negatywnie, jak tylko można.

Im bardziej diabelski i szatański jawi się reżim hitlerowski, tym bardziej szlachetnie

i sprawiedliwie wyglądają sprawki aliantów.

Dla wielu Żydów holocaust stał się zarówno kwitnącym biznesem, jak i rodzajem nowej religii. Znany żydowski autor i publicysta, Jacobo Timerman, zawarł to wszystko w swojej książce "Najdłuższa wojna":


"Wielu Izraelczyków czuje się urażonych, kiedy to holocaust jest wykorzystywany

w Diasporze [Żydzi poza Izraelem]. Oni nawet czują się zawstydzeni, że holocaust stał się cywilną religią dla Żydów w M. Zjednoczonych. Poważają oni prace Alfreda Kazina, Irvinga Howe i Marii Syrkin. Ale inni pisarze, wydawcy, historycy, biurokraci czy studenci mówią na holocaust, używając słowa Shoah, które jest hebrajskie: 'Nie ma tak dobrego biznesu, jak Shoah-biznes'." 13

Kampania wokół holocaustu w mediach przedstawia Żydów, jako całkowicie niewinne ofiary i nie-żydów, jako moralnie opóźnione i niegodne zaufania istoty, które łatwo mogą przeistoczyć się w morderczych nazistów w sprzyjających okolicznościach.

To osobista uwaga, ale to przekręcanie wielce wzmacnia żydowską solidarność

i świadomość grupową.

Dla Żydów kluczową lekcją historii holocaustu jest to, że nie-Żydzi nie są nigdy godni zaufania. Jeżeli naród tak kulturalny i tak wykształcony jak Niemcy był w stanie zmówić się przeciwko Żydom, tak, więc żaden nie-żydowski naród nie może być całkowicie obdarzony zaufaniem. Stąd motto: "Nigdy nie wybaczać, nigdy nie zapomnieć!".

Holocaust: kupczenie nienawiścią


Historia holocaustu jest czasami używana do promowania nienawiści i wrogości, szczególnie przeciw narodowi niemieckiemu jako całości, wschodnim Europejczykom oraz przywódcom Kościoła Rzymskokatolickiego.

Dobrze znany pisarz żydowski, Elie Wiesel, jest dawnym więźniem Oświęcimia, który przewodniczył Amerykańskiej Radzie Pamięci Holocaustu. W 1986 roku otrzymał on pokojową nagrodę Nobla, Ten zaprzysięgły syjonista napisał w swojej książce "Legendy naszego czasu": "Każdy Żyd, gdziekolwiek by był, powinien zachować strefę nienawiści - zdrowej, męskiej nienawiści do tego, co Niemcy uosabiają

i do tego, co w nich tkwi". 14

Pozwólmy, aby obie strony były wysłuchane


Od kilku lat historia Holocaustu została lematem usprawiedliwiającym spory

w Europie. Było to dyskutowane przez wiele godzin w szwajcarskiej TV czy nawet we francuskim radiu. Czołowy dziennik francuski "Le Monde" i poważne włoskie czasopismo historyczne "Storia Ilustrata " udostępniły swe szpalty dla obu stron wypowiadających się w tej kwestii.

Tu, w Ameryce, organizacje - chociaż silne - powstrzymywane są jak dotąd od publicznego wyrażenia swoich poglądów w tej sprawę. Wielu myślących Amerykanów ma coraz większe wątpliwości wobec przynajmniej niektórych z bardziej sensacyjnych twierdzeń holocaustu, ale w sferze publicznej to, co kiedykolwiek się słyszy czy widzi, jest ortodoksyjnym poglądem na opowieści eksterminacyjne.

To nie jest w porządku. Amerykanie mają prawo do osądzenia tego ważnego zagadnienia samemu.




Przypisy:


1. Books & Bookmen. London, April 1975, s. 5.

2. Rupert Butler, Legions of Death (England: 1983), ss. 235-237; R. Faurisson, Journal

of Historical Review, Winter 1986-87, ss. 389-403.

3. Dokument Norymberski PS-3311 (USA-293). IMT seria niebieska, vol. 32, ss. 153-158; IMT,

vol. 3, ss. 566-568; NMT seria zielona, vol. 5, ss. 1133, 1134.

4. Dokument Norymberski NG-2586-J. NMT seria zielona, vol. 13, ss. 243-249.

5. Samuel Gringauz w: Jewish Social Studies (New York), january 1950, vo. 12, s. 65.

6. H. Picker, Hitlers Tischgesprache im Fuhrerhauptquartier (Stuttgart: 1976), s. 456.

7. D. Iving, Hitler's War (Viking Press, ed. 1977), s. 362.

8. Dokument Norymberski PS-2171, aneks 2; NC & A seria czerwona, vol. 4, ss. 833-834.

9. Dokument Norymberski NO-1523; NMT seria zielona, vol. 5, ss. 372-373.

10. Baseler Nachrichten, june 13, 1946, s. 2.

11. Quadrant (Australia), sept. 1979, s. 27.

12. New York Times Magazine, sept. 14, 1980, s. 79.

13. The Longest War (New York: Vintage, 1982), s. 15.

14. Legends of Our Time (New York: Schocken Books, 1982), rozdz. 12, s. 142.


xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx



-zeznaniach ocalonych
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez krzysiek4 » Śr kwi 10, 2013 11:51 am

Robert Faurisson ZWYCIĘSTWO REWIZJONISTÓW


Kwestia istnienia, bądź nie, komór gazowych ma duże znaczenie historyczne. Jeśli one na prawdę istniały, są dowodem na to, iż Niemcy dopuścili się fizycznej eksterminacji Żydów: jeśli natomiast ich nie było, wówczas nie posiadamy żadnego dowodu owej zagłady. Pierre Vidal-Naquet miał rację w tej kwestii. Osobom, skłonnym porzucić argument komór gazowych odpowiedział, że zrezygnować z komór gazowych, to "poddać się 525c23f w szczerym polu" (Nouvel Observateur 21 września 1984, str. 80). Możemy jedynie przyznać mu rację. Komory gazowe nie są jedynie detalem w historii II wojny światowej. Stąd też wszystkie sankcje prawne, np. we Francji, nakładane na tych, którzy kwestionują ich istnienie.

Także Holocaust Memorial Museum (HMM - Muzeum Pamięci Holocaustu), otwarte w Waszyngtonie 22 kwietnia 1993 r., w odległości 500m. od pomnika George'a Washingtona, nie mogło zrezygnować z argumentu istnienia nazistowskich komór gazowych. Rodzi się jednak pytanie: jak powinno tego typu muzeum przedstawić ową zabójczą broń?

Dzisiaj już to wiemy. Wynik jest jednak zaskakujący: z braku lepszych dowodów, to wspaniałe muzeum, które kosztowało amerykańskiego podatnika jak również amerykańską wspólnotę żydowską miliony dolarów, nie licząc pieniędzy, które wpłynęły od podatników niemieckich, przedstawia jako unikalny model gazowej komory zagłady-komorę... dezynfekcyjną, znajdującą się na Majdanku. Nawet Jean-Claude Pressac, co spróbuję wykazać później, autor dzieła opublikowanego w 1989 r. pod patronatem nowojorskiej Fundacji Beate Klarsfeld, musiał zauważyć ten błąd. Komora gazowa na Majdanku, była jedynie komorą, gdzie dokonywano dezynfekcji.

Już w 1945 r. .Amerykanie przedstawili cztery komory dezynfekcyjne z Dachau, jako komory śmierci.

Jeśli więc organizatorzy Muzeum Pamięci Holocaustu (HMM) w Waszyngtonie zdecydowali się na równie poważne oszustwo, to, moim zdaniem, wymuszone ono zostało brakiem możliwości zaprezentowania, w jakiejkolwiek formie, wyglądu jednej z tych komór gazowych, które jakoby Niemcy, co powtarza się nam do znudzenia, używali do mordowania tysięcy ofiar.

Moje wyzwanie rzucone w Sztokholmie i w Waszyngtonie

Począwszy od 17 marca 1992 r. zacząłem przypierać do muru organizacje żydowskie

z całego świata. Tego dnia, podczas wizyty w Sztokholmie, dokąd zostałem zaproszony przez mojego przyjaciela Ahmeda Rami, rzuciłem szwedzkim mediom wyzwanie o zasięgu międzynarodowym. Składało się ono z dziewięciu wyrazów: "Show me or draw me a Nazi gaz chamber!" ["Pokażcie mi lub naszkicujcie nazistowską komorę gazową"]. Słowom tym towarzyszył dwustronicowy komentarz.

Według informacji, jakie otrzymałem, szwedzkie media gotowe podjąć moje wyzwanie, uruchomiły natychmiast wszystkie dostępne im źródła informacji w celu zdobycia zdjęć nazistowskich komór gazowych. Ku ich zaskoczeniu odkryli, że takie fotografie nie istnieją, a wszystkie pomieszczenia prezentowane turystom w Oświęcimiu czy gdziekolwiek indziej jako komory śmierci, nie posiadają ani jednej cechy świadczącej

o ich rzekomym przeznaczeniu. Wówczas szwedzkie środki masowego przekazu skierowały pod moim adresem liczne ataki, z których jednak żaden, ani jeden artykuł prasowy, ani jedno słowo w telewizji, nie było odpowiedzią na moje wyzwanie. Zakłopotanie stało się oczywiste.

Zakłopotanie to, w trakcie kolejnych miesięcy, obejmowało swym zasięgiem coraz większe kręgi, skupiające zwolenników tezy o masowej eksterminacji Żydów w czasie wojny 1939-45: stało się ono źródłem szaleństwa niepokoju, które w ciągu roku opanowało kręgi żydowskie na całym świecie.

21 kwietnia 1993 r., w Waszyngtonie, ponowiłem moje wyzwanie, lecz tym razem jego adresatami stali się organizatorzy HMM, w którego inauguracji, dnia następnego, uczestniczyli: prezydent Clinton, inni szefowie państw oraz Elie Wieści. Spośród osób zajmujących się organizacją, moją uwagę skupiłem na Michaelu Berenbaumie, odpowiedzialnym za "naukowy" projekt muzeum [project director].

Moje wyzwanie, rzucone w Waszyngtonie można by podsumować następująco:

"Jutro zostanie otwarte Muzeum Pamięci Holocaustu w Waszyngtonie. Apeluję,

więc do odpowiedzialnych za kształt tego muzeum o pokazanie nam fizycznego obrazu magicznych komór gazowych.Od trzydziestu lat sam, osobiście, poszukuję takiego obiektu, jednak w żadnym innym obozie koncentracyjnym, ani też w muzeum czy w książce, ani słowniku, ani w encyklopedii, ani na zdjęciu, ani na makiecie,

ani w jakimkolwiek filmie dokumentalnym.

Wiem, że zostało podjętych kilka prób, aby dokonać takiego przedstawienia, ale wszystkie one okazały się kłamliwe; żadna z nich nie wytrzymała próby. Szczególnie, gdy przyjrzymy się bliżej wyjątkowemu zagrożeniu, jakie dla życia człowieka stwarza Cyklon B (środek owadobójczy) lub, jak kto woli, kwas cyjanowodorowy, szybko zdajemy sobie sprawę, że pomieszczenia przedstawiane turystom, jako komory gazowe, w których ginęli ludzie nigdy nie mogłyby służyć

za chemiczną, ludzką rzeźnię. Gdy przyjrzymy się nadzwyczajnym - i zarazem niezbędnym - skomplikowanym urządzeniom, jakimi dysponują komory gazowe

w amerykańskich więzieniu, gdzie dokonuje się tylko jednorazowo egzekucji przy użyciu kwasu cyjanowodorowego tylko jednego skazańca, wówczas natychmiast zauważymy, iż pomieszczenia nazywane nazistowskimi komorami śmierci,

w których dzień po dniu dokonywano stracenia ogromnych rzesz ludzi,

nie posiadają,

i nigdy nie posiadały nawet części tej maszynerii, która byłaby potrzebna. Jednym

z najtrudniejszych do rozwiązania problemów, poza kwestią szczelności owych pomieszczeń, pozostaje problem poruszania się po dokonaniu egzekucji,

po pomieszczeniach przenikniętych kwasem cyjanowodorowym w celu usunięcia z nich zwłok, także nasyconych tą trucizną. Wchłania się ona w skórę, błonę śluzową, krew

i w nich pozostaje. Tak, więc zwłoki człowieka, który dopiero, co zmarł w wyniku kontaktu

z tą straszliwą trucizną, same stanowią źródło śmierci. Nie można ich dotykać gołymi rękami. Wejście do pomieszczenia dla wydostania z niego zwłok wymaga specjalnego ekwipunku, a także maski gazowej wyposażonej w odpowiedni filtr.

W związku z tym, że każdy wysiłek jest w takim wypadku zabroniony (gdyż powoduje przyspieszenie oddychania, a na to filtr jest niewystarczający), koniecznym byłoby przed wejściem do pomieszczenia do-prowadzić do wydostania się stamtąd gazu,

a także do jego neutralizacji. Dla uzyskania szerszych informacji, odsyłam do dokumentów opublikowanych przeze mnie w 1980 r., dotyczących komór gazowych używanych przez amerykańskie więzienia.

Ostrzegam, więc HMM, a szczególnie M. Berenbauma, że nie chcemy jutro, 22 kwietnia 1993 r. po raz kolejny zobaczyć komór gazowych przeznaczonych do dezynfekcji, pryszniców, kostnic, czy schronów przeciwlotniczych, jako dowodów na istnienie nazistowskich komór gazowych. Tym bardziej nie chciałbym, aby o ich istnieniu przekonywał nas kawałek muru, drzwi, stos butów, okularów, czy kupka włosów."

Unik i oszustwo Holocaust Memorial Museum

Wiedziałem, że owo wyzwanie nie zostanie podane do publicznej wiadomości, gdyż już od prawe pół wieku wmawia się nam istnienie komór gazowych w nazistowskich obozach koncentracyjnych, nigdy nam ich nie pokazując (i to w "wieku obrazu "!). Wiedziałem również, iż HMM zamknie ten temat posługując się oszustwem. Rzecz w tym, jakim?

Odpowiedź na to pytanie nadeszła już dnia następnego, gdy 22 kwietnia 1993 r., w dniu inauguracji muzeum (oficjalnej, gdyż otwarcie dla publiczności nastąpiło dopiero 26 kwietnia), zostało udostępnione dzieło, liczące sobie ok. 250 stron, będące swoistym przewodnikiem po nowym muzeum.

Owo dzieło, autorstwa M. Berenbauma, zostało zatytułowane "The World Must Know / The History of the Holocaust as told in the United States Holocaust Memorial Museum" (1993, XVI - 240s.) [Świat musi wiedzieć: historia Holocaustu opowiedziana przez HMM]. Na stronie 138 znajdujemy trzy zdjęcia, przedstawiające:

- pierwsze, metalową puszkę [kanister] i granulki [tabletki] Cyklonu B, "środka owadobójczego silnie trującego";

- drugie, "odlew drzwi wejściowych do komory gazowej na Majdanku (z zewnątrz strażnicy SS mogli obserwować rzeź poprzez mały wizjer)"

- trzecie, "wnętrze komory gazowej w Majdanku. Niebieskie plamy to pozostałości chemiczne Cyklonu B". 1 Pierwsza fotografia stanowi jedynie dowód na używanie przez Niemców środka owadobójczego. Druga i trzecia, to obrazy znajome osobom zwiedzającym Majdanek. Rozpoznałyby one zapewne drzwi zewnętrzne i drzwi wewnętrzne (stanowiące część) pierwszej z komór gazowych, którą przedstawia się zwiedzającym, jako komorę śmierci, a której charakterystyka odpowiada opisowi komory dezynfekcyjnej. Zrezygnuję tutaj ze wszelkiego udowadniania i nie odwołam się do moich własnych zdjęć, które ukazują owe pomieszczenie w całości, razem z małą przybudówką, w której znajdował się piec produkujący ciepło, niezbędne do ulotnienia się Cyklonu B (po prawej stronie fotografii muzealnej można zauważyć, na wysokości człowieka, ujęcie rurki prowadzącej od pieca). Nie będę także przytaczał ekspertyzy, w której Fred Leuchter udowadnia, iż jest to komora dezynfekcyjna, w której zabijano co najwyżej przenoszące tyfus wszy, a nie ludzi.

Przypuszczenie J. C. Pressaca


Miło mi będzie oddać teraz głos panu Jean-Claude Pressacowi, protegowanemu Fundacji Beatę Klarsfeld, autorowi dzieła "Auschwitz: Technique and Operation of the Gas Chambers" [Oświęcim: technika i funkcjonowanie komór gazowych] (tytuł skądinąd zwodniczy). Oto opinia J. C. Pressaca na temat pomieszczenia, które nazwane zostało przez M. Berenbauma gazowa komorą śmierci:

"Czerwone cegły z ciemno niebieskimi plamami stanowiły dla niego (Bernarda Jouanneau, adwokata oskarżającego R. Faurissona w procesie w 1982 r. w Paryżu) materialny i namacalny dowód świadcząc y o istnieniu komór gazowych, w których dokonywano ludobójstwa. Problemem jest jednak, bo takowy problem pojawia się,

że komora gazowa, o której moim posiadała wszelkie cechy instalacji służącej do odwszawiania. . Nie twierdzę, że nic została ona nigdy użyta w innym celu - do zabijania ludzi, bo to także byłoby możliwe [w tym miejscu, J. C. Pressac się myli] 2,

lecz ślady koloru pruskiego błękitu wskazują całkowicie, że owa komora używana była do odwszawiania."

J. C. Pressac akcentuje następnie, że wizjer umieszczony w drzwiach (peep-whole),

nie jest dowodem na istnienie tam komory śmierci, gdyż komora dezynfekcyjna również może posiadać taki wizjer. Podsumowuje to w następujący sposób:

"Żałuję, że przyszło mi stwierdzić, a nie jestem jedynym na Zachodzie, który tak uważa [pisał te słowa w 1989 r. jeszcze przed upadkiem komunizmu w Polsce],

iż komory gazowe, na Majdanku, czy są komorami śmierci, czy też dezynfekcyjnymi, czekają wciąż na swego historyka, który byłby dostatecznie powściągliwy, zważywszy fakt, że obóz wpadł nienaruszony w ręce Rosjan

w [czerwcu] 1945 r."

Na stronie 557 zamieszcza on fotografię owej komory gazowej, zrobioną z zewnątrz, a obok innej komory, znajdującej się w tym samym budynku. Podpis pod zdjęciami precyzuje, iż chodzi o: "fotografię ukazującą jedną z komór gazowych służących do dezynfekcji, uważanych dotychczas za gazową komorą śmierci. Cegły pomiędzy jedną a drugą parą drzwi zaopatrzonych w wizjery strażnicze mają kolor pruskiego błękitu, dowód na używanie przez długi okres "Blausaure" - niebieskiego kwasu, inaczej mówiąc kwasu cyjanowodorowego bądź pruskiego, sprzedawanego jako środek odwszawiający pod nazwą Cyklonu B."

Godny odnotowania jest również fakt, że komory gazowe znajdują się w budynku

z tabliczką "Bad und Desinfection" [prysznice i dezynfekcja], znajdującym się na wprost wejścia do obozu i będącym na widoku wszystkich.

Łatwo jest odgadnąć, dlaczego M. Berenbaum w swojej ,Bibliographical Note"

(s. 224-232) nie wskazuje cytowanego dzieła J. C. Pressac.

Nowy krok w historii rewizjonizmu


W 1978 r. prezydent Jimmy Carter powołał do życia komisję zajmującą się stworzeniem HMM. Na jej przewodniczącego wyznaczył Elie Wiesela, co wzbudziło natychmiastową reakcją Artura Roberta, szczerą i zarazem pełną sarkazmu:"potrzebowaliśmy historyka, wybraliśmy histeryka".

Wybór M. Berenbauma na stanowisko odpowiedzialnego za projekt naukowy HMM jest równie "udany". M. Berenbaum jest profesorem adiunktem na wydziale teologii Uniwersytetu Georgetown (Washington D. C.)- Tam, gdzie niezbędny był historyk, żydowskie organizacje wybrały teologa, co potwierdza fakt, że od lat kilku historia Holocaustu została zastąpiona religią Holocaustu.

Filarem tej religii, co często powtarzam, jest "magiczna komora gazowa, która będąc cudem, nie posiada swojej realnej postaci".

W tych warunkach HMM, jako główną podporę swojej ekspozycji wybrało również komorę gazową do dezynfekcji nieprawnie ochrzczoną gazową komorą śmierci. W ten sposób przedsięwzięcie Niemców, ukierunkowane na ochronę zdrowa swoich żydowskich, i nie tylko, jeńców, zostało przedstawione, jako instrument ich tortur i śmierci. Jest to przykładem na niewdzięczność i pewność siebie, jaką obecnie prezentują fanatyczni zeloci religii Holocaustu.

Nadszedł w końcu czas na odrobinę intelektualnej szczerości i psychicznej czystości

w rozprawach o rzeczywistym nieszczęściu narodu żydowskiego podczas II wojny światowej. Turyści, zwiedzający HMM, a w szczególności amerykańscy podatnicy mają prawo zażądać od M. Berenbauma i jego przyjaciół sprawozdania z ich dotychczasowej pracy. "Los Angeles Times" z 20 kwietnia 1993 r. pisze: "Sondaż wykazał, iż co trzeci Amerykanin gotowy jest wątpić w istnienie Holocaustu". Liczba ta powiększa się.

W kilka dni po otwarciu muzeum M. Berenbaum wyznał pewnemu dzienników:

"[W tym muzeum] otacza was śmierć. To jest tak, jakby pracować na oddziale intensywnej terapii lub w domu pogrzebowym... ja skończyłem

u psychoanalityka."

Nie jest wykluczone, że M. Berenbaum powróci do gabinetu psychoanalitycznego, gdy tylko zda sobie sprawę z poważnych konsekwencji swojego oszukańczego czynu: 22 kwietnia 1993 r. oznaczać będzie datę uświęcenia na amerykańskiej ziemi religii Holocaustu; w rzeczywistości zaś dzień ten przejdzie do historii, jako bezapelacyjne zwycięstwo historyków rewizjonizmu.


Na zakończenie chciałbym złożyć hołd rewizjonistom, którzy przyczynili się do tego zwycięstwa:

- przede wszystkim Ernestowi Zundelowi z Toronto, bez którego rewizjonizm historyczny wciąż błądziłby w mroku;

- a także Ahmedowi Rami, ukrywającemu się w Sztokholmie, który umożliwił mi publiczne rzucenie "wyzwania sztokholmskiego" 17 marca 1992 r.;

- w końcu Institut for Historical Review z Los Angeles, organizatorowi konferencji,

na której miałem sposobność, 21 kwietnia 1993 r., ponowienia mojego wyzwania,

tym razem skierowanego w stronę HMM.

Moje myśli kierują się także w stronę rewizjonistów francuskich, którzy wsparli mój wysiłek. Szczególnie chodzi mi o jedną osobę, której nie mogę wymienić z imienia

i nazwiska nie narażając jej na nieprzyjemności, a która stała się głównym trybem w ruchu rewizjonistycznym we Francji.




-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez krzysiek4 » Śr kwi 10, 2013 11:52 am

David Cole Z WIZYTĄ W AUSCHWITZ



Prezentowany tekst D. Cole'a jest zapisem z kasety video.

Z WIZYTĄ W AUSCHWITZ


Jest bezdyskusyjnym faktem historycznym, że podczas II wojny światowej Niemcy prowadzili sieć więzień i obozów pracy tak w Niemczech, jak i na terytoriach,

które kontrolowali. Do tych obozów wysyłano Żydów, jeńców wojennych, bojowników ruchu oporu, Cyganów i innych ludzi, uważanych za wrogów III Rzeszy.

Największym z tych obozów był obóz nazywany Auschwitz, znajdujący się w Polsce. Internowani w Auschwitz - mężczyźni, kobiety i dzieci - pochodzili z całej Europy. Zdolnych do pracy wykorzystywano jako siłę roboczą dla potrzeb niemieckiego przemysłu wojennego. Auschwitz został wyzwolony przez Armię sowiecką w styczniu 1945 roku.

I tu kończy się concensus.

Od zakończenia II wojny światowej powtarzano nam ciągle, że wiele z tych obozów służyło ciemnym celom: ludobójstwu 6 milionów Żydów i egzekucji 5 milionów nie-Żydów za pomocą komór gazowych, w sposób, który jest dziś powszechnie znany jako "holocaust". Największa ilość ludzi, mówi się, została zamordowana w Auschwitz.

Lecz są tacy, którzy utrzymują, iż twierdzenia o masowym morderstwie nigdy nie zostały udowodnione. Ludzie ci wskazują na brak dokumentacji innej, niż wysoce kwestionowane, a częściowo już zdyskredytowane dowody dostarczone przez Związek Sowiecki na Proces Norym­berski i niewiarygodny charakter zeznań naocznych świadków, z których wiele również zostało zdyskredytowanych.

(Na przykład wielu byłych mieszkańców obozu, jak również amerykańskich żołnierzy ciągle mówi o "gazowaniu" w obozie w Dachau w Niemczech, mimo że nie utrzymuje się już, iż komory gazowe były kiedykolwiek użyte w tym obozie)

Nadal jednak Holocaust jest wydarzeniem, które znacząco wzrosło na znaczeniu od końca wojny, nauczanym jako fakt, zwykle akceptowany bez pytania. Ale skąd wiemy,

że naprawdę miał on miejsce? Jakie "dowody" oferuje się tym, którzy nie są skłonni brać tej historii na samą wiarę? Ta kaseta video tyczy między innymi jednego z dowodów, kawałka bardzo dużej układanki - rzekomej komory gazowej w Głównym Obozie Auschwitz. Taśma ta jest pierwszą w serii prezentujących moją podróż do Europy we wrześniu 1992 roku w celu przeprowadzenia dochodzenia na własną rękę

w miejscach "ostatecznego rozwiązania ".

W żadnym wypadku nie ma to być ostatnie słowo w tej kontrowersji, wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że taśma ta może rozpocząć otwartą debatę, która jest już dawno spóźniona: "co jest faktem, a co jest po prostu propagandą wojenną w odniesieniu do zdarzenia, które znamy jako Holocaust".

Wizyta w Auschwitz


Oto jest główny obóz w Auschwitz, inaczej Stammlager. To, co znane jest jako Auschwitz, składa się z trzech części. Istnieje Auschwitz I, obóz główny, który istniał na długo przed

II w. św., jako baraki wojskowe i został nieco zmodyfikowany przez Niemców, kiedy go przejęli.

Następnym jest Auschwitz II, znany również jako Auschwitz-Birkenau, zbudowany podczas wojny, jako przedłużenie obozu głównego.

I istnieje Auschwitz III, lub Auschwitz-Monowitz, duży obóz przemysłowy, gdzie do pracy zmuszanych było wielu mieszkańców.

Oto Auschwitz I, główny obóz, będący centrum turystyki w Auschwitz. To tutaj, co godzinę, oprowadzane są wycieczki w grupach anglo-, polsko-, niemiecko- i francusko-języcznych. Według miejscowych danych, ponad pół miliona ludzi odwiedza obóz każdego roku; miejsce to stało się kuriozalnym sanktuarium, mieszaniną beznadziejnego komercjalizmu i religijnego szacunku z hotelem, restauracją, sklepem

z pamiątkami i budką sprzedającą wszystkie rodzaje wyposażenia video -jak baterie

i taśmy we wszystkich systemach, tak, że nikt nie potrzebuje się martwić, iż straci zdjęcie Ostatecznego Rozwiązania.

Jest to sanktuarium, które łączy katolickie wyrażenie tożsamości z żydowskimi lamentami, co tradycyjnie powodowało pewne tarcia. Grupy żydowskie zarzucały, że Polacy umniejszają rolę cierpień żydowskich - chociaż niewielu otwarcie stwierdziłoby to,

że na Zachodzi Żydzi usiłują zmonopolizować Auschwitz, jako doświadczenie wy 23323o1416x łącznie żydowskie.

Dochodzimy tu do ważnego punktu w naszej analizie holocaustu. Jest to wydarzenie interpretowane różnie w różnych zakątkach świata.

Sowieci zawsze podkreślali cierpienia Rosjan, Polaków, Ukraińców i innych nacji. Propagandowe filmy sowieckie po II wojnie światowej rzadko wspominały o Żydach. Dla Polaków Auschwitz nadano katolickie oblicze, ze wszystkimi zwykłymi elementami - akcentowane są cierpienia polskich księży i innych męczenników, a usiłowanie eksterminacji Polaków jest tematem wiodącym. Ale na Zachodzie otrzymujemy jedną interpretację, ukierunkowaną na Żydów, powiązaną ze śmiercią nie-Żydów jedynie po to, by zaangażować nie-Żydów w sprawy Holocaustu.

Lecz mówi się nam, że chociaż nie-Żydzi cierpieli również, to Żydzi i tylko Żydzi są tymi, których przeznaczono do eksterminacji. Postawa ta wywołuje często warte omówienia dyskusje, takie jak wokół konwentu karmelitanek, które uzyskały rezydencję tu,

w Auschwitz, wbrew życzeniom wielu żydowskich środowisk. W czasie wizyt w Auschwitz protestowano, gdyż muzeum nie jest dość żydowskie.

W samym obozie więcej jest do obejrzenia, od zwykłej wiktymizacji. Układ głównego obozu jest całkiem prosty. Kwadrat haczykowatego płotu z drutu otacza niekończące się szeregi baraków dla mieszkańców, dużą halę i kilka niespodzianek, o których powiemy potem.

Poza odrutowanym obozem znajduje się siedziba SS - te dwa budynki - i szpital dla SS oraz restauracja. Po drugiej stronie znajduje się budynek, znany jako Krematorium l, niesławna komora gazowa i krematorium. W muzeum przekształcona została większość baraków mieszkalnych, które są głównym punktem zwiedzania. Pozostałe baraki przeznaczone są na archiwa lub biura pracowników muzeum. Jeden barak,

blok 11, został zachowany w swym oryginalnym stanie. Było to więzienie obozowe

i określa się je teraz, naturalnie, jako "Blok Śmierci".

To, co wnosi dodatkowy interesujący punkt to to, co jest pokazywane podczas wycieczki, a co nie jest. Podczas wycieczki pokazuje się "Blok Śmierci", tak zwaną "Ścianę Śmierci" - naturalnie obok drzwi "Bloku Śmierci" - i wystawę po wystawie, specjalnie zaprojektowane tak, by potwierdzić ohydne historie i by przedstawić Auschwitz, jako maszynę śmierci, miejsce, gdzie internowanie oznaczało eksterminację.

Ale czego się nie pokazuje? Zacznijmy od budynku, który przekonywująco mógłby być nazwany "Blokiem Życia" - masywny kompleks przeznaczony do dezynfekcji, gdzie Cyklon B używany był codziennie, by zwalczyć wszy i zarazę, którą roznoszą. To były prawdziwe komory gazowe, z tym, że ich ofiarami były ubrania i materace, a celem zachowanie zdrowia mieszkańców.

Eksperci od holocaustu nie zaprzeczają celowi tego budynku, ale nie lubią o tym wspominać. Pomimo wszystko, po co komplikować sprawy...

Zapomnianym jest także teatr obozowy, aktualny dom wspomnianego wcześniej konwentu. Ostatnie zdjęcia zrobione wewnątrz tego budynku pokazują pianina, kostiumy

i scenę, gdzie mieszkańcy wystawiali inscenizacje. Dziś jednak zakonnice nie pozwalają na robienie zdjęć w środku.

I wreszcie mamy w Auschwitz basen. Tak, to prawda - basen, ulokowany wewnątrz zespołu więziennego. Piękny basen ze skoczniami i blokami startowymi.

Trzeba przyznać, że władze obozu w Auschwitz nie próbowały usunąć tej rozrywki. Lecz jeśli pragniesz zobaczyć basen, potrzebujesz już wiedzieć, że on istnieje, gdyż nie znajdziesz go podczas zwiedzania z wycieczką.

A więc to, co w zasadzie mamy, to oficjalna wycieczka, która składa się z turystów, którzy już wierzą w historię o holocauście i są z nią w jakiś sposób prawdopodobnie emocjonalnie związani - daje im się selektywnie wyreżyserowaną wycieczkę, wypełnioną jedna po drugiej przerażającymi historiami i kończącą się finałowym przystankiem: komorą gazową. Do tego miejsca uczestnicy wycieczki są emocjonalnie nastrojeni,

by uwierzyć w cokolwiek, a komora gazowa jest jak główna atrakcja po dwóch godzinach rozgrzewki, wprowadzającej tłum w nastrój. Dosłownie: komora gazowa jest obiektywnym dowodem, że wszystko, co słyszeli podczas oprowadzania jest prawdą, obiektywnym dowodem holocaustu.

Ale - czyżby? Zobaczymy za minutę.

Pojechałem do Auschwitz we wrześniu 1992 roku, by samemu zobaczyć miejsce, o którym uczyłem się tak długo. Opłaciłem dodatkowego przewodnika ze znajomością angielskiego - młodą damę o imieniu Alicja, która oprowadzał wycieczki polsko-, niemiecko- i anglo-języczne. l ubrałem moją jarmułkę - po to, by nikt nie zapomniał tego, że jestem Żydem. Stwierdziłem, że mogę zadawać pytania w sposób, który nie upodobni mnie do rewizjonisty Rozumiecie,

w przeszłości rewizjoniści nie mieli wielu sukcesów w uzyskiwaniu odpowiedzi od urzędników w Auschwitz. Lecz ja będę udawał poprawnego Żyda, pragnącego poznać prawdziwe fakty i odpowiedzieć tym, którzy twierdzą, że Holocaust nigdy się nie wydarzył.

(Dla jasności: nie tylko jestem rewizjonistą, jestem również ateistą. Lecz moi rodzice są oboje Żydami - a jeśli jesteś Żydem z urodzenia, jesteś Żydem)

Alicja, tak jak i inni przewodnicy, by zostać oprowadzającą musiała uczestniczyć w kursie

i go zaliczyć. Jest to ważne, gdyż mam nadzieję wykazać, iż ludzie, którzy prowadzą Auschwitz - jak dr Franciszek Piper i przełożony przewodników, których wkrótce spotkacie - uczą przewodników, by mówili rzeczy, o których wiedzą, że nie są prawdziwe. Lecz nic powinno to stawiać Alicji w złym świetle. Powtarza ona to, co jej powiedziano; jestem pewien, iż nigdy przedtem nie postawiono jej przed takim turystą, jak ja.

Mam ponad 4 godziny na zrobienie zdjęć z mojej wycieczki i zadawanie przykrych pytań, jednego za drugim. Zdjęcia te złożą się na oddzielną taśmę. Tym razem zamierzamy zainteresować się komorą gazową i moim wywiadem z dr Franciszkiem Piperem, Starszym Kustoszem i Dyrektorem Archiwów w Muzeum w Auschwitz.

Przyjechałem do Auschwitz, jako utwierdzony sceptyk. Wiem, że dla niektórych krytyczne egzaminowanie holocaustu jest najwyższym świętokradztwem. Ale musicie zdać sobie sprawę, iż nie ma dla mnie świętych krów i że zrozumienie tego, co się naprawdę wydarzyło jest dla mnie ważne - i proszę, byście to uszanowali.

Wiem, z lat mych własnych badań, badań innych, że jest niewiele dowodów holocaustu. Dosłownie: wszystko to, to zeznania ,,naocznych świadków" i powojenne wypowiedzi. Nie istnieje żadne zdjęcie, plan, czy dokument z czasów wojny dotyczący zabójczych komór gazowych, czy plan eksterminacji Żydów. I nie możemy tłumaczyć, że naziści zniszczyli wszelkie dowody, albowiem po tym, jak złamaliśmy niemiecki szyfr, byliśmy w stanie podsłuchiwać ich tajną korespondencję, włączywszy tę, która pochodziła z Auschwitz. Klucz do zrozumienia opowieści o holocauście, to zrozumienie prawdziwej natury rzeczy, które podano jako dowody. O wszystkim, co jest użyte jako dowód holocaustu można także powiedzieć, że ma całkowicie normalne wytłumaczenie.

Na przykład: te okazy - mówi się - są materialnym dowodem eksterminacji. Są to stosy ludzkich włosów. Lecz cóż to udowadnia? Jest wiadomym, że każdy mieszkaniec miał goloną głowę z powodu problemu z wszami. Temu się nie zaprzecza, a więc dlaczego nie miałoby być stosów ludzkich włosów?

A co ze stosami butów i ubrań? Czy jest to dowód? Jest faktem, iż więźniom, kiedy przyjeżdżali, wydawano uniformy - włączywszy w to buty. To nie dowodzi, że ktokolwiek został zabity.

W mającej obalić twierdzenia rewizjonistów książce "Auschwitz: Technique Operation of the Gas Chambers", opublikowanej przez B. Klarsfeld Foundation, Jean-Cloud Pressac przyznaje, iż ponad 95% Cyklonu B, stosowanego przez Niemców było używane do dezynfekcji. Tylko 5% przypisuje celom zabójczym. A twierdzenie to pochodzi od wspierającego tezę o holocauście!

A więc jakie oferuje się nam dowody? No cóż, jest to zwykły obraz chorych mieszkańców, który potwierdza tezę, że ludzie w obozie chorowali. Jeszcze raz podkreślam, iż nikt nie zaprzecza epidemii tyfusu, która spowodowała liczne zgony.

Następnie mamy dzieło sztuki i portrety dzieci. Nie najlepiej, więc dla kogoś szukającego obiektywnych dowodów holocaustu. A niektóre dowody, które prezentują, w rzeczywistości pracują przeciw tej koncepcji.

Dla przykłady: posiadają jedną z kilku fotografii Auschwitz, zrobionych z powietrza przez aliantów podczas wojny. Nie wspominają jednak, że fotografie te nie ukazują gazowanych ludzi, czy palonych ciał, mimo, iż zostały one zrobione w czasie, gdy -jak się mówi - zabójstwa były dokonywane prawie non-stop.

Nie będę nawet wspominał o specjalnym pieniądzu, jaki Niemcy wydrukowali dla mieszkańców Auschwitz, czy faktu, że chociaż mówiło się, iż dzieci żydowskie były natychmiast zabijane, tak Anna Frank, jak i jej siostra były wysłane do Auschwitz

i przeżyły, potem przewieziono je do obozu w Bergen-Helsen, gdzie - jak się uważa - zmarły na tyfus.

Ale całe to spieranie się byłoby bezcelowym, jeśli moglibyśmy ujrzeć prawdziwą komorę gazową na własne oczy. To, rzecz jasna, najskuteczniej zakończyłoby spór.

To prowadzi nas do budynku, na, przeciw którego stoję: komory gazowej i krematorium. Zdjęcia tego budynku publikowano w książce po książce na temat holocaustu. Pomimo wszystko, jeśli to wszystko się wydarzyło, jaki dowód jest lepszy? Rewizjoniści nie negują, że był to prawdziwy budynek z czasów wojny. Twierdzimy, że naprawdę było tu krematorium i kostnica, która była także używana, jako schron dla SS-manów ze szpitala i restauracji na przeciwko.

Miejscowi mówią, że była to rzeczywiście kostnica i krematorium, z fragmentem krematorium, które widzicie tu po prawej stronie, była później używana jako komora gazowa. Mówią oni także, iż była ona używana jako schron przeciwlotniczy.

I przyznali oni, w przeszłości, że duży ceglany komin z boku budynku jest rekonstrukcją,

co nie jest dużym zaskoczeniem dla kogokolwiek, gdyż wyraźnie nie jest on przyłączony

w jakikolwiek sposób do budynku.

Wejdźmy teraz do środka. Oczywiste znaki na ścianach i podłogach, gdzie najwidoczniej ściany zostały usunięte. Równie oczywiste otwory na podłodze, gdzie znajdowały się urządzenia kąpielowe.

(Utrzymujemy, że - w przeciwieństwie do dużej komory, którą wdzieliśmy - ten pokój był kiedyś pięcioma pokojami, włączywszy w to łaźnię. Winienem dodać, że nie ma błękitnych zabarwień po Cyklonie B na ścianach, jakie byłyby i nadal są w komorach dezynfekcyjnych)

Kruche drewniane drzwi z dużą szybą okienną. Wejście prowadzące do pieców krematoryjnych bez drzwi i bez instalacji dla drzwi. Winienem także wspomnieć duży właz na samym środku komory gazowej. Pomimo tego, budynek nie zawiera tego,

co zadawałoby się dowodem stosowania do celów kryminalnych - cztery otwory

w suficie, które prowadzą na dach, gdzie znajdują się cztery małe kominy. Mówi się,

że przez te cztery otwory wrzucano kryształy Cyklonu B. I rzeczywiście, wydaje się,

że nie ma dla nich innego wyjaśnienia.

Czy te otwory udowadniają ludobójcze gazowania? Rewizjoniści twierdzili

w przeszłości, iż te cztery otwory zostały dodane po wyzwoleniu obozu,

a te wewnętrzne ściany zostały usunięte i że urządzenia kąpielowe usunięto, by pokój wyglądał jak komora gazowa,

Kiedy Alicja i ja dochodziliśmy do budynku, minęliśmy szubienice, gdzie komendant Rudolf Hoess został powieszony przez Sowietów w 1947 r.; egzekucji dokonano dokładnie na przeciw dowodu jego zbrodni.

Tutaj, na przeciw komory gazowej, zapytałem Alicję o autentyczność tego budynku.

Cole: Zacznijmy teraz ponownie rozmawiać o tym budynku.

Alicja: Jest to kreamtorium/komora gazowa.

Cole: Ale to jest rekonstrukcja?

Alicja: Jest ona w swym oryginalnym stanie.

A więc Alicja bardzo wyraźnie przedstawiła komorę gazową, jako będącą w swym oryginalnym kształcie. Kiedy znaleźliśmy się w środku zapytałem już dokładnie o cztery otwory w suficie.

Cole: Czy te cztery otwory w suficie są oryginalne?

Alicja: Są oryginalne. Przez len komin wsypywano Cyklon B.

Spytałem potem Alicję, czy jakieś ściany zostały usunięte z pokoju, przedstawionego jako komora gazowa.

Cole: A więc ta część była w całości komorą gazową?

Alicja: Tak.

Cole: A gdzie znajdowały się ściany, które były tu kiedyś?

Alicja: Był to tylko jeden pokój. Kiedy pokazuję tu obraz komory gazowej, był to tylko jeden pokój.

Cole: A więc czy były tu kiedykolwiek ściany?

Alicja: Nie.

Zatrzymajmy się, by uchwycić komorę gazową wg. słów naszej przewodniczki. Stwierdziła ona, iż pokój jest w swym "oryginalnym stanie", że otwory w suficie są oryginalne

i że żadne ściany nie zostały usunięte.

Wersja przełożonego

Nieusatysfakcjonowany jej odpowiedziami kontynuowałem dręczenie biednej Alicji pytaniami o prawdziwą historię tego pokoju. Czując się trochę poirytowana faktem,

iż nic, co mogłaby powiedzieć nie zamknęłoby mi ust, Alicja poszła po kobietę, którą przedstawiła mi jako Kierownika Przewodników Muzeum w Auschwitz. Kiedy zobaczyłem tę kobietę jak idzie stwierdziłem, że albo uzyskam jasną odpowiedź -albo wyrzucą mnie z obozu.

Kierowniczka: Oto, co mogę zasugerować. Będzie lepiej udać się do

naszego naukowca w Muzeum. Pokażą panu dużo planów, które ciągle znajdują się

w archiwach.

Cole: Gdzie to będzie?

Kierowniczka: Nie sądzę, iż jest dziś otwarte, lecz chyba w poniedziałek będzie to możliwe.

Cole: Czy jest to tu, w Oświęcimiu?

Kierowniczka: Tak, w bloku 23 lub 24... Nie jestem tego pewna.

Cole: Czy będzie możliwe, bym umówił się, by zobaczyć go może

w poniedziałek?

Kierowniczka: To prawda.

A więc zasugerowano, bym spotkał się z Dyrektorem Archiwów i Starszym Kustoszem dr Franciszkiem Piperem. Ciągle obawiając się, że takie spotkanie może nie mieć miejsca i przypuszczając, iż kierowniczka była prawdopodobnie zakłopotana względem rekonstrukcji, zdecydowałem się spytać ją o rzekomo oryginalne dziury

w suficie.

Cole: Czy są to oryginale dziury w suficie?

Kierowniczka: Nie.

Cole: Zostało to przebudowane?

Kierowniczka: Tak.

Cole: O.K. Po wojnie?

Kierowniczka: Po wojnie.

A więc, jeśli śledzicie wynik: jeden głos za oryginałem, jeden głos za nie-oryginałem. Zgaduję, że rozstrzygnie to dr Piper.

Wywiad z Piperem


A teraz, zanim przejdziemy dalej, konieczna jest mała dygresja o szczerym rewizjoniście holocaustu. Dr Franciszek Piper jest jednym z ekspertów holocaustu, bezpośrednio odpowiedzialnym za obniżenie naliczania liczby ofiar zgonów

w Auschwitz - razem z innymi naukowcami, jak izraelski ekspert holocaustu dr Yehuda Bauer, około roku 1989 zdecydował przyznać publicznie, że w Auschwitz zmarło mniej ludzi, niż to podawano poprzednio.

W swej książce "Auschwitz - How Many Perished? dr Piper konkluduje, że dostarczona przez Sowietów liczba 4 mln jest błędna i że prawdziwa liczba bliższa jest 1.1 mln. Czyż nie jest małym rewizjonizmem przyznanie, iż Sowieci przesadzili z liczbą prawie czterokrotnie?

Możemy także zobaczyć, jak oszukańcza liczba stała się przez prawie 50 lat częścią rzekomo opartej na faktach historii holocaustu.

Aż do 1988 r., w oficjalnym przewodniku po Muzeum w Auschwitz znaleźć można było na stronie 19 oficjalną informację o liczbie 4 milionów Radziecka Nadzwyczajna Komisja Państwowa do Badania Zbrodni Nazistowskich stwierdziła, że "nie mniej niż 4 miliony ludzi zginęły w Auschwitz". Według Międzynarodowego Trybunału Wojskowego

w Norymberdze "ponad 4 mln osób zginęło w Auschwitz". Dane te "oparte są na dowodach setek notowanych więźniów i na opinii ekspertów".

Pokazuje to, iż nie tylko oszustwem był dowód sowiecki, przyjmowany w Norymberdze jako fakt, lecz także i to, że notowani więźniowie i eksperci mogą się mylić.

A jeśli o to chodzi, wielu rewizjonistów holocaustu wierzy, iż rzeczywista suma zmarłych w Auschwitz jest nawet mniejsza, niż 1,1 mln. Ale ciągle nie ma możliwości, by najbardziej ekstremalni rewizjoniści holocaustu w świecie mieli możność skorygować dane bardziej, niż już to zrobili "eksperci" od holocaustu.

Co przenosi nas do dra Franciszka Pipera, z którym przeprowadziłem wywiad w jego biurze w Muzeum w Auschwitz. Na początku był nieco przestraszony, ze względu na bycie filmowanym. Lecz wytłumaczyłem mu, że skoro mam już na taśmie przewodniczkę przekazującą mi coś, co uznałem za niedokładną informację, winienem mieć taśmę, która wyprostuje dane.


Ponieważ się zgodził, natychmiast zapytałem go o dokonane zmiany w komorze gazowej.

Piper: Pierwsza i najstarsza komora gazowa, która jest w Auschwitz

I, w tym obozie gdzie jesteśmy tu teraz, funkcjonowała od jesieni 1941

do grudnia 1942, przez około l rok. Krematorium obok (ej komory gazowej funkcjonowało dłużej, do połowy 1943 r. W lipcu 1943 krematorium przestało pracować.

Komory gazowe zostały zaadoptowane, jako schrony [przeciwlotnicze]. W tym czasie zbudowano dodatkowe ściany wewnątrz poprzednich komór gazowych. Zrobiono dodatkowe ściany wewnątrz poprzednich komór gazowych. Zrobiono dodatkowe wejście od strony wschodniej komory gazowej i otwory w suficie [przez które] gaz Cyklon B wpuszczany był [do] środka zostały w tym czasie zlikwidowane. A więc po wyzwoleniu obozu była komora gazowa przedstawiała wygląd schronu [przeciwlotniczego]. Ażeby uzyskać wcześniejszy wygląd... wcześniejszy obraz... tego obiektu, wewnętrzne ściany, zbudowane w 1944, zostały usunięte, a otwory w suficie zostały zrobione na nowo. Teraz, więc ta komora gazowa jest bardzo podobna do tej, która istniała w latach 1941-1942, lecz nie wszystkie szczegóły zostały odtworzone, więc nie ma na przykład gazoszczelnych drzwi [i] dodatkowe wejście od strony wschodniej zostały [pozostają] tak, jak je zbudowano w 1944. Zmiany te zostały zrobione po wojnie, ażeby uzyskać poprzedni wygląd tego obiektu. Cole: Czy otwory w suficie umieszczono w tych samych miejscach? Piper: Tak. w tym samym miejscu, gdyż ślady były widoczne. Sądzę,

że w tym miejscu powinniśmy powtórzyć to, co dr Piper nam powiedział. Według niego pomieszczenie było komorą gazową, lecz później zostało przemienione w schron przeciwlotniczy i w tym czasie dobudowano ściany przedzielające, usunięto otwory

w suficie i dodano nowe drzwi. Po wyzwoleniu obozu ściany przedzielające zostały usunięte [i] zrobiono dziury w suficie. Nowe drzwi nie zostały jednak usunięte.

Sądzę, ze w tym miejscu zaznaczyć trzeba trzy główne punkty. Pierwszym z nich jest to, że patrzymy na czyste oszustwo. Tak jak pokazałem, komora gazowa jest przeznaczona dla turystów, prezentowana, jakby była w swym oryginalnym stanie, chociaż nawet urzędnicy muzeum znają prawdę.

Dr Piper wydaje się być bardzo nonszalancki, jeśli chodzi o fakt, że zmiany zostały dokonane po wojnie. Lecz jeśli nie jest to taka wielka rzecz, to, po co ukrywa się to przed turystami? Ale to nie wszystko. W maju 1992 roku historyk brytyjski, David Irving, został ukarany grzywną przez niemiecki sąd za głoszenie na spotkaniu

w Monachium dokładnie, co właśnie słyszeliście od dra Pipera. De facto Piper został nawet wezwany na świadka obrony. Lecz sędzia nie pozwolił mu zeznawać, mimo, iż mogło to oczyścić Irvinga. Powiem jeszcze raz: jeśli nie jest to taka wielka sprawa, to po co karać kogoś za mówienie tego. Chodzi o to, że "komora gazowa"

w obecnym stanie nie jest już dłużej ważna, jako dowód.

Nie jest to dowód ludobójczego gazowania, skoro nie może być pokazane,

że w pewnym czasie, podczas wojny, gdy Niemcy kierowali obozem, budynek len miał cztery dziury

w suficie i żadnych ścian przedzielających.

Przywodzi nas to do kulminacyjnego punktu rekonstrukcji. Z informacjami, które teraz mamy, możemy powiedzieć, iż są dwa różne poglądy na temat rekonstrukcji komory gazowej.

Pierwszy, oficjalny pogląd uważa, że Sowieci stworzyli "komorę gazową" w schronie przeciwlotniczym, który był komorą gazową. Pogląd rewizjonistyczny twierdzi,

iż Sowieci stworzyli ,,komorę gazową" w schronie przeciwlotniczym, który był schronem przeciwlotniczym. A więc jak mamy wiedzieć, który pogląd jest prawdziwy?

No cóż, oczywiście ciężar dowodu spoczywa na tych, którzy twierdzą, iż w pewnym okresie Istniała w tym budynku komora gazowa. Czy posiadają oni w ogóle jakiś dowód, by poprzeć to twierdzenie? W okresie mojej kadencji, jako rewizjonisty holocaustu, jestem pewien, że jeśli by istniały jakieś dowody, to widziałbym je... Mogę jeszcze dodać,

że te kwestionowane cztery dziury w dachu budynku nie zostały odnalezione na żadnej

z fotografii lotniczych, które widziałem.

Inne pytania o "komorę gazową"


By w tej materii dotrzeć do prawdy, stosowne są inne pytania, które mogą być zadane. Jeśli była w tym budynku w pewnym okresie czasu działająca komora gazowa, dlaczego jej działanie zatrzymano - zwłaszcza, jeśli naziści kierowali Auschwitz, jako centrum eksterminacyjnym?

Dr Piper ma na to również odpowiedź. W eseju opublikowanym w polskiej książce ,,Auschwitz", Piper napisał, że eksterminacje zostały przeniesione do nowych komór gazowych

w kompleksie Auschwitz-Birkenau, ponieważ stało się zbyt trudne utrzymanie w sekrecie przed mieszkańcami obozu faktu istnienia komory gazowej w obozie głównym

w Auschwitz.

To widocznie stało się częścią oficjalnej nauki o Auschwitz. ponieważ jest to coś co Alicja powtórzyła mi w trakcie oprowadzania.

Alicja: Pomimo tego, krematorium było obok bloku, gdzie żyli więźniowie;. To prawda, eksterminacją przeniesiono do Birkenau. Oto, dlaczego cztery krematoria z komorami gazowymi zostały zbudowane w Birkenau.

Teraz bądźmy precyzyjni w tej kwestii. Mówią oni. iż eksterminacje zostały przeniesione do Birkenau, ponieważ komora gazowa w głównym obozie była zbyt blisko mieszkańców i dlatego mogli widzieć, co się dzieje. Lecz. czy jest to choć trochę dokładne?

Zobaczmy znowu naszą mapę głównego obozu. Tutaj jest komora gazowa, dokładnie tu i tu są rzędy baraków więźniów. Jak możecie zobaczyć, komora gazowa jest daleko poza zespołem więziennym. Jest ukryta przez trzy budynki SS, które skutecznie skrywają ją przed wzrokiem mieszkańców. Dodatkowo mówi się nam, że nowo przybyli, którzy mieli być zagazowani, byli zabierani tędy, unikając w ten sposób jakiegokolwiek kontaktu z innymi mieszkańcami. Była to komora gazowa, która mogłaby funkcjonować w całkowitej izolacji od czyjejkolwiek uwagi.

Teraz, jest to Auschwitz-Birkenau na zrobionej przez aliantów fotografii lotniczej

z września 1944 r. Są tu dwa krematoria i "komory gazowe" z krematoriami ponad ziemią i pomieszczenia pod ziemią w kształcie litery "L", które były albo komorami gazowymi, albo kostnicami. A tu macie rzędy rzędów baraków mieszkalnych.

A teraz rzecz, która staje się natychmiast jasna - nic ma nic oprócz metalowego płotu, który oddziela baraki mieszkalne od komór gazowych. A to, tutaj, było boiskiem sportowym Auschwitz (Birkenau), zaraz obok "komór gazowych ". I jeszcze jedna rzecz do zauważenia - nie tylko możecie zobaczyć "komorę gazową " równoległą do baraków, lecz możecie zobaczyć ją po przekątnej, w poprzek drogi. Nic nie było ukryte przed mieszkańcami.

Jeszcze jedną interesującą rzeczą był pociąg, który przyjeżdżał, wioząc skazanych więźniów. Mielibyście tysiące mieszkańców wymaszerowujących z pociągu do jednej

z tych dwóch komór gazowych na oczach całego obozu. Byłby to spektakl, którego nikt

w obozie nie mógłby opuścić - widziano by tysiące ludzi wmaszerowujących do tych budynków, z których nikt nie wychodzi.

Takie "komory gazowe" nie byłyby wyizolowane od kogokolwiek i w rzeczywistości, kiedy pod koniec lat 70-tych te zrobione z powietrza fotografie zostały ujawnione, zaprzeczyły one wielu twierdzeniom nielicznych świadków naocznych o tym, jak naziści próbowali zamaskować komory gazowe w Birkenau.

Spędziłem kilka dni tu, w Birkenau, i fotografie, które mam, które są dostępne na oddzielnej taśmie, dramatycznie pokazują wszystko to, co powiedziałem. Szczerze mówiąc nie sądzę,

by twierdzenia Pipera wytrzymały krytykę..

Raport Leuchtera przejrzany


Jeszcze jedno pytanie winno być zadane. Czy są jakieś pozostałości Cyklonu B

w komorze gazowej - wiedząc, że gaz cyjanowodorowy pozostawiłby, de facto, ślady?

W 1988 r. ekspert od sprzętu egzekucyjnego, Fred Leuchter, przeprowadził sądowe badania w komorach gazowych w Auschwitz, by odpowiedzieć na to pytanie. Pobrał on próbki z 4 komór gazowych w Birkenau i próbkę kontrolną z jednej z komór dezynfekcyjnych, o której wiemy, że stosowała Cyklon B. Próbki pobrane w "komorze gazowej" nie pokazują żadnych dostrzegalnych śladów, gdy próbka pobrana w komorze dezynfekcyjnej dosłownie przekroczyła skalę.

Najważniejsze jest to, że w roku 1990 Instytut Badań Sądowych w Krakowie zdecydował się przeprowadzić swe własne testy sądowe, by zobaczyć, czy mógłby obalić odkrycia Freda Leuchtera. Zrobili to z pomocą dr Pipera. Ich własne testy dały te same rezultaty, dlatego odtąd pytanie nie powinno brzmieć: "Czy są jakieś dostrzegalne ślady pozostałości Cyklonu B w komorach gazowych?", lecz zamiast tego: "Dlaczego nie ma żadnych dostrzegalnych śladów?".

Postawiłem to pytanie dr Piperowi. Zapytałem go, dlaczego jest tak niewiele dostrzegalnych śladów w ludobójczych komorach gazowych w porównaniu do dużej liczby śladów, znalezionych w komorze dezynfekcyjnej?

Piper: ...Komora gazowa, Cyklon B, działała bardzo krótko, około

20-30 minut w ciągu 24 godzin, a w pomieszczeniach dezynfekcyjnych działał cały dzień i noc. Taka była procedura stosowania gazu

w pomieszczeniach dezynfekcyjnych i komorach gazowych.

Bądźmy dokładni w tym, co mówi dr Piper. Zapytałem go: "Dlaczego jest taka duża liczba pozostałości w odwszalniach, (ale niska w komorach gazowych ? ".

I odpowiada on, ponieważ komory gazowe były używane tylko "20-30 minut w ciągu 24 godzin", co dawałoby z grubsza l gazowanie dziennie. Nie tylko przeczy to zeznaniom naocznych świadków, którzy mówią o powtarzanych ludobójczych gazowaniach ciągnących się dzień i noc; dr Piper zdołał także zaprzeczyć samemu sobie, gdyż potem - w wywiadzie - zapytałem go, ile grup dziennie było gazowanych i on również mówi o powtarzanych gazowaniach.

Cole: Ile każdego dnia grup ludzi było? Czy wie Pan?

Piper: Jest trudnym to powiedzieć, gdyż były okresy, kiedy komory

gazowe były używane kilka godzin, dzień po dniu. Takie czynności

były powtarzane: gazowanie, palenie, gazowanie, palenie...

Musimy zadać to pytanie: czy mogła mieć miejsce wysoka liczba zgonów w obozie, jeśli komory gazowe były używane tylko "20-30 minut w ciągu 24 godzin", jak początkowo twierdził Piper?

Richard Bernstein, w artykule opublikowanym w "New York Times", a poświęconym wspomnianej wcześniej książce ,Jean-Claude Pressaca - napisanym, by obalić twierdzenia rewizjonistów- pisze, że wg. Pressaca "byłoby koniecznym" [sic!], "by pomieszczenia eksterminacyjne były opróżniane z ciał i uzupełniane nowymi ofiarami co pół godziny, czy coś koło tego, co byłoby konieczne dla tak dużej liczby ofiar".

Innymi słowy, zdaje on sobie sprawę, że dla tak dużej liczby zgonów konieczne byłoby codzienne zwielokrotnione gazowania, przy nadzwyczaj szybkim tempie. A więc to, co mamy tutaj jest z tym sprzeczne. Koncepcja ograniczonego używania komór gazowych mogłaby przekonywująco wytłumaczyć brak pozostałości, lecz ograniczone gazowanie przeczy naocznym świadkom i czyni wysoką liczbę zagazowań technicznie niemożliwą.

Takie koncepcje ograniczonych gazowań czynią absurdalną ideę niemieckiej intencji całkowitego wyniszczenia populacji Żydów. Piper - dosłownie - poprawiając pierwszą część opowieści o holocauście, kończy ją wersją zagrażającą jej prawdziwości.

Na nieszczęście to, co zdaje egzamin w przypadku historii holocaustu, stało się zespołem wyważonych aktów racjonalizacji. Oto dlaczego zwolennicy wolą, byś nie zadawał zbyt wielu pytań, jak te, dotyczące Cyklonu B.

A co o samym gazie? Pokazano nam wiele kanistrów z Cyklonem B jako dowód Ostatecznego Rozwiązania. Ale oprócz odwszawiania - na co każdy się zgadza -

i ludobójczego gazowania - co utrzymują oficjele z Auschwitz - czy gaz ten ma jakieś inne zastosowanie?

Piper: [niezrozumiałe] dezynfekcje budynków, tak, że był taki...

Cole: Czy dezynfekcja budynków była rutyną?

Piper: Od czasu do czasu takie akcje były przeprowadzone, by usunąć wszy.

A teraz przyjrzyjmy się temu jeszcze raz. Wiemy, że gaz Cyklon B był stosowany do odwszawiania odzieży, dezynfekcji budynków a jeśli pamiętacie obliczenia zwolennika istnienia holocaustu, Jean'a Claude'a Pressac'a, ponad 95% było stosowane do dezynfekcji, a tylko 5% czy mniej dla ludobójstwa. Pokazuje to, jak dużo było wysiłku

ze strony Niemców, by zachować zdrowe ludzi, którzy mieli być eksterminowani.

I sądzę, że w tym punkcie możemy iść dalej.

Czy możemy ufać komunistom?

Powracamy teraz do naszej pracy wyboru pomiędzy alternatywnymi poglądami

o rekonstrukcji komory gazowej. Czy jest to oszustwo, czy wierna rekonstrukcja?

Jest jedno bardzo ważne pytanie: czy możemy ufać Sowietom, że wiernie zrekonstruowali komorę gazową? Skoro nie ma dowodów z czasów wojny, że kiedykolwiek istniały cztery otwory w suficie i że kiedykolwiek używano komór gazowych, musimy wierzyć "na słowo" Sowietom, iż po prostu przywrócili cztery otwory tam, gdzie pierwotnie się znajdowały i "zrekonstruowali" - a nie sfabrykowali - komorę gazową.

Jeśli zamierzamy podjąć próbę ustalenia intencji Sowietów, musimy spojrzeć na precedens tyczący prawdomówności Sowietów wobec historii holocaustu.

Czy Sowieci mają doświadczenie w fabrykowaniu dowodów "holocaustu", czy stosowania oszustwa dla poparcia tej koncepcji?

No cóż. jak już wcześniej pokazaliśmy Sowieci całkowicie bezczelnie zawyżyli liczbę zmarłych w Auschwitz przynajmniej czterokrotnie. Lecz czy był to z ich strony dobrze zamierzony błąd? Mówi się nam w przewodniku po Auschwitz, a także i w innych źródłach, że było bardzo (rudnym oszacować liczbę ofiar w Auschwitz, ponieważ naziści zniszczyli odpowiednie dokumenty

Koncepcje tę powtórzył mi również dr Piper. Cole: Kto, jako pierwszy, wyszedł z liczbą

4 milionów zmarłych w Auschwitz?

Piper: Było to oszacowane przez sowiecką komisję, badającą nazistowskie zbrodnie

w Auschwitz, z powodu zaistnienia faktu, że Maziści zniszczyli obozowe dokumenty.

Ale de facto dokumenty dotyczące liczby zgonów w obozie w Auschwitz trzymane były przez Sowietów... nie "uwolnione" do roku 1989. Dokumenty te nie zostały zniszczone przez nazistów. Sądzę, że możemy uznać, iż przez wszystkie te lata Sowieci świadomie przedstawiali swe przesadzone dane o zgonach, mimo iż wiedzieli, że mają rejestry

w swoim posiadaniu.

Możemy także spojrzeć na zdyskredytowane oskarżenia wniesione przez Sowietów w Procesie Norymberskim, popierane przez innych Aliantów Sowieci twierdzili, że w obozie na terenie Polski, w Treblince, do zabijania ludzi służyły ,,komory parowe". Oczywiście, twierdzenie to zostało po cichu zarzucone. Porzucono również twierdzenia o "elektro-komorach" [zabijanie przy użyciu prądu - przyp. wyd.].

Co bardziej interesujące, Sowieci w Norymberdze twierdzili, że to naziści, a nie oni, zamordowali tysiące polskich oficerów w niesławnej masakrze w Lesie Katyńskim. Dziś, oczywiście, Sowieci przyznali, że to oni są za to odpowiedzialni - o czym zresztą najprawowitsi historycy od dawna wiedzieli. Lecz w Norymberdze Sowieci twierdzili,

że naziści przekupili i grozili ludziom, by ci fałszywie obwiniali Sowietów.

Zdyskredytowane dziś okropne opowieści o tym, jak to naziści pomniejszali głowy

i produkowali abażury z ludzkiej skóry, także przedstawiane były jako fakt.

A w najbardziej nieprzekonywującym oskarżeniu twierdzono, że naziści eksterminowali Żydów bombą atomową.

Mydlana opowieść


Przedstawiana była również jako fakt historia, iż naziści produkowali mydło z ciał Żydów. Przyjrzyjmy się temu trochę bliżej. Sowieci rzeczywiście na Procesie Norymberskim przedłożyli rzekomo żydowskie mydło. Lecz dziś, uczeni, zwolennicy holocaustu, jak Raul Hilberg, Yehuda Bauer i Deborah Lipstadt, zgadzają się,

iż te oskarżenia są bezpodstawne.

Bądźmy tu bardziej precyzyjni: Szymon Wiesenthal, być może jedno z najbardziej rozpoznawanych nazwisk na scenie holocaustu, w serii artykułów przeznaczonych dla wydawanej w Austrii żydowskiej gazety o pudełkach żydowskiego mydła napisał: "Na pudełkach znajdowały się inicjały 'R. I. F.' (czysty żydowski tłuszcz). Pudełka te były przeznaczone dla Waffen-SS. Owijający je papier odsłaniał z całkowitą cyniczną obiektywnością, że mydło było produkowane z żydowskich ciał. Cywilizowany świat nie może uwierzyć w radość, z jaką naziści i ich kobiety i rząd myśleli o tym mydle. W każdym kawałku mydła dostrzegali Żyda, który w magiczny sposób został

wprowadzony, by w ten sposób uniemożliwić mu wyrośnięcie na drugiego Freuda, Ehrlicha czy Einsteina".

Jakież (o diabelskie! Po dekadach oglądania w kinie i telewizji dwuwymiarowych nazistowskich niegodziwców nie jest trudno wyobrazić sobie takie diabelskie zachowanie.

Mydlana opowieść została także unieśmiertelniona w bestselerze Williama Shirera "Rise of the Fall of the Third Reich", jak również w niezliczonej liczbie innych holocaustycznych artykułów, książek a nawet tekstów w podręcznikach szkolnych.

Lecz czy możemy mówić z taką pewnością o tym niewiarygodnym okropieństwie?

Dziś ci, których desygnowano jako "ekspertów" holocaustu są tak stali, jak Wiesenthal

i Shirer wobec mydlanej opowieści

- oprócz tego, iż nie mówią, że nie jest to prawda.

W 1981 roku, profesor współczesnej historii Żydów i ekspert holocaustu Deborah Lipstadt napisała w liście do "Los Angeles Times", iż: Jest faktem, że naziści nigdy nie stosowali ciał Żydów, czy w tej materii, kogokolwiek innego, dla produkcji mydła. Pogłoska o mydle była rozpowszechniona tak w czasie, jak i po wojnie. Może ona mieć swój początek w okropnych opowieściach o fabryce trupów, które pojawiły się po I Wojnie Światowej. Plotka o mydle została dokładnie zbadana po wojnie

i udowodniono, że jest nieprawdziwa".

Jest to całkiem jasne!

A Shmuel Krakowski, dyrektor Archiwum Izraelskiego Centrum Holocaustu Yad Vashem potwierdził w "Chicago Tribune". w artykule zatytułowanym "A Holocaust Belief Cleared UP'", iż "historycy doszli do wniosku, że mydło to nie było produkowane

z ludzkiego tłuszczu".

Mam kilka uzasadnionych pytań. Po pierwsze: czy ktokolwiek powiedział Szymonowi Wiesenthalowi, że się myli? Po drugie, jeśli nie by-to żadnego mydła robionego z Żydów, wówczas oznacza to, iż norymberskie "mydło" i zeznania składane w Norymberdze

o "ludzkim mydle" są błędne. Po trzecie, Deborah Lipstadt mówi o dokładnym badaniu historii o mydle, a Shmuel Krakowski mówi o historykach, którzy doszli do wniosku,

iż historia o mydle jest błędna.

Mówiąc o dokładnym zbadaniu i consensusie historyków, Lipstadt i Krakowski są

w stanie porzucić historie o mydle, podczas gdy w tym samym czasie potwierdzają swą wiarę w prawdziwość historii holocaustu.

Lecz czy wiara ta jest właściwa? Historia o mydle nie tylko nie została dokładnie zbadana i obalona po wojnie, lecz nawet dziś nie ma żadnego consensusu pomiędzy historykami i ekspertami wobec historii o mydle.

Nawet tak niedawno, w 1991 r., kalumnista Nat Hentoff w "Village Voice" ciągle mówił

o tym, jak widział na własne oczy żydowskie mydło. A dr Piper? No cóż, on nadal popiera zdyskredytowaną historię o mydle.

Piper: Istniały takie próby używania ludzkiego ciała na mydło w innych obozach koncentracyjnych, Stutthofie i Gdańsku.

Cole: A więc tam je robiono?

Piper: Były takie próby.

Jak możecie zobaczyć, eksperci holocaustu sami udowadniają, że są hipokrytami, kiedy mówią, iż nie ma potrzeby, by kwestionować historię holocaustu, że została ona udowodniona ponad wszelką wątpliwość.

Nie mam tutaj zamiaru sugerować, że historia mydła jest jedyną rzeczą, na temat, której nie są zgodni. Daleko bardziej ważne jest to, iż nawet gdy prezentują zjednoczony front we wspieraniu koncepcji komór

gazowych, wielu z nich zdaje sobie sprawę z tego, że niewiele jest dokumentów na ten temat.

Dokumentacja komór gazowych

Co wprowadza nas do prawdziwego mitu holocaustu. Mitu. iż istnienie i stosowanie"komór gazowych" jest dobrze udokumentowane. Rzeczą, która faktycznie spowodowała moje zainteresowanie tym tematem był na pierwszym miejscu brak dokumentacji dla komór gazowych w standardowej pracy poświęconej holocaustowi i sprzeczności zawarte w ocenach przedstawionego dowodu.

Kilka razy wspominaliśmy książkę Jean-Claude Pressac'a. Została ona opublikowana w 1989 r. przez Klarsfeldów, słynny duet łowców nazistów, i obwieszczona, jako ostateczne obalenie rewizjonizmu holocaustu. W tej książce Pressac przedstawia miażdżące potępienie tego, co uchodziło wśród tradycyjnych historyków za historię holocaustu. Pressac mówi, że jego książka "ukazuje całkowite bankructwo tradycyjnej historii, historii opartej w większości na zeznaniach zgromadzonych według nastroju chwili, poobcinanych tak, by pasowały do arbitralnej prawdy i pokropionej kilkoma niemieckimi dokumentami, o nieznanej wartości i bez żadnego między sobą powiązania".

Także w roku 1989, żydowski profesor z Princeton i uchodźca z hitlerowskiej Europy, Arno Mayer napisał w swojej holocaustycznej książce "Why Did the Heavens Not Darken?", że "źródła dla studiowania komór gazowych są równocześnie rzadkie

i niewiarygodne".

Mayer napisał także, iż więcej Żydów zginęło w Auschwitz z przyczyn naturalnych, niż od gazowań czy rozstrzeliwań. I jego książka rozgniewała innych ekspertów holocaustu, którzy nazwali ją wszystkim epitetami, od "niebezpiecznej i brzydkiej" do "perwersji Holocaustu".

Moim zdaniem, kiedy eksperci mówią nam, że nie ma miejsca na debatę o komorach gazowych, to ukrywają fakt, że o tym często debatują między sobą. Niechęć do tego, by odpowiedzieć na trudne pytania o komorach gazowych, często pochodzi z faktu,

iż eksperci w tajemnicy zdają sobie sprawę, że komory gazowe po prostu nie są dobrze udokumentowane i że wiele dokumentacji zostało już zdyskredytowanych.

W rzeczywistości spectrum oszukańczych dowodów holocaustu uzyskanych od sowietów wystawiło swą głowę w bardziej aktualnych wydarzeniach, takich jak oskarżenie ukraińskiego Amerykanina Johna Demianiuka o zbrodnie wojenne, oskarżenie oparte

w części na błędnych sowieckich dowodach.

A mówiąc o fałszywym dowodzie, niektórzy eksperci holocaustu wydają się mieć trudności w wyjaśnianiu różnicy pomiędzy tym, co jest fałszywe a co prawdziwe.

Powróćmy na chwilę do książki Jean-Claude Pressac'a o Auschwitz, książki mającej obalić rewizjonistów. Przedstawia on rysunek gazoszczelnych drzwi od odwszawialni, o których twierdzi, że sowieci fałszywie je przedstawili, jako pochodzące od ludobójczej komory gazowej. Pomimo tego, kilka stron dalej pokazuje nam drzwi, o których twierdzi, że są prawdziwymi drzwiami komory gazowej z powodu hemisferyczncj siatki chroniącej dziurkę od klucza.

Pressac przedstawia te drzwi jako dowód, iż ludobójcze gazowania miały miejsce. Lecz jest jedno pytanie, na które nie ma odpowiedzi. Skąd Pressac wie, iż te drzwi również nie zostały wstawione przez Sowietów?

Jeśli przyznamy, że Sowieci przez rekonstruowanie obchodzili problem, to jak możemy stwierdzić różnicę pomiędzy tym, co jest rzeczywiste a co nic? W związku z tymi rzekomo prawdziwymi drzwiami z metalową siatką nad dziurką od klucza zapytałem dra Pipera. czy mógłbym zobaczyć je osobiście.

Cole: W książce Pressac'a jest rysunek gazoszczelnych drzwi z metalową siatką obok dziurki od klucza. Czy one nadal gdzieś tu są?

Czy one nadal istnieją?

Piper: Są one w jednym z pokojów w Krematorium 1.

Cole: Krematorium I.

Piper: Tak, w Krematorium I.

Cole: Czy jest możliwe, bym je zobaczył?

Piper; Może Pan iść zobaczyć się z dyrektorem, a dyrektor poleci

otworzyć [pokój]. Jest to możliwe... [gest].

Cole: Przez okno?

Piper... Przez okno.

Cole: Bardzo chciałbym to zobaczyć.

No cóż. zgadnijcie co? Po wywiadzie poszliśmy do biura dyrektora i uzyskaliśmy klucze, i zbadaliśmy każdy pokój w Krematorium l - i nie było żadnych drzwi od ludobójczej komory gazowej z metalową siatką nad dziurką od klucza. Nikt nie wiedział, gdzie się one podziały. Zgaduje, że one po prostu zginęły, jak magia.

A więc, by odpowiedzieć na nasze pytanie o precedens tyczący wiarygodności Sowietów, to sadzę, iż wykazaliśmy, że nie możemy naprawdę akceptować czegokolwiek na wiarę, ponieważ dowód certyfikowany jako prawdziwy jednego roku, w roku następnym może być uznany za fałszywy. Dowód, o którym Ci się mówi, że jest prawdziwy, faktycznie może być lak zwaną "rekonstrukcją". A jeśli eksperci holocaustu nie mogą zgodzić się na to, co jest prawdziwe, a co nie, to wówczas z pewnością udowodnili, że sami są hipokrytami, kiedy nalegają, iż ludobójcze gazowania nie mogą być kwestionowane.

Z całym tym mówieniem o sowieckim oszustwie to sądzę, iż jest koniecznym postawić tę kwestię we właściwej historycznej perspektywie. Widzicie, żyjemy teraz w czasie, kiedy stary Związek Sowiecki rozpadł się i wszystko jest w porządku - tak dla liberałów,

jak i konserwatystów, jak również dla wszystkich innych, którzy mogą wyrażać się źle o drogim państwie komunistycznym, które odeszło.

Ale nic zawsze tak było. Podczas II Wojny Światowej Sowieci byli więcej niż tylko militarnym sojusznikiem; ich antynazistowska propaganda była z łatwością przyjmowana przez innych aliantów, gdyż służyła wszystkim ich celom.

Musi być zrozumianym, że rosyjscy komuniści i niemieccy faszyści
toczyli długotrwałą walkę propagandową, zarówno przed paktem Hitlera i Stalina

o nieagresji, jak i oczywiście po wybuchu wojny. Tak Stalin, jak ł Hitler byli ludźmi zdolnymi, całkiem biegłymi w propagandzie.
Pomimo to, pozostałości akceptacji sowieckiej propagandy trwają do dnia dzisiejszego.

Na przykład, kiedy widzimy niemiecki plakat antykomunistyczny, najprawdopodobniej natychmiast go odrzucimy, jako paranoiczną niemiecką propagandę antykomunistyczną.

Czy mimo to jesteśmy w stanie odrzucić podobną sowiecką pracę, jako paranoidalną, antyfaszystowską propagandę? Problem polega na tym, że trudno nam zdać sobie sprawę z tego, że antyniemiecka propaganda Stalina była tak samo jadowita, jak antysowiecka propaganda Hitlera i że jako zwycięzcy. Sowieci zdołali wprowadzić swą propagandę do książek historycznych jako fakt.

Lecz wszelkie oskarżenia i kontr-oskarżenia uczynione podczas 11 Wojny Światowej muszą być ponownie przejrzane. I te przejrzenia muszą obejmować te oskarżenia nazistów o ludobójstwo, w których musieliśmy w większości polegać na sowieckich informacjach - szczególnie w odniesieniu do Auschwitz, jak również innych obozów znajdujących się w Polsce (Majdanek, Bełżec, Chełmno. Treblinka i Sobibór). Jeśli sowieci wyolbrzymili liczbę zgonów w Auschwitz, to kto może zaświadczyć, że nie zrobili tego również w odniesieniu do innych obozów?

Dlaczego mieliby oni wyolbrzymiać Auschwitz czterokrotnie, a potem być brutalnie uczciwi odnośnie Treblinki? Abym jednak nie wyglądał nie w porządku muszę dodać, iż nasza własna armia i wydział propagandy nie siedzieli bezczynnie i nie pozwolili Sowietom,

by mieli oni całą radość z tej ohydnej propagandy

Po wojnie twierdzono, że w obozie w Dachau gazowano łudzi. Faktycznie, armia nakręciła kilka filmów propagandowych wspierających tę koncepcję.

Narrator filmu wykonanego przez armię: "W uporządkowanych rzędach ułożone byty ubrania więźniów, którzy zostali uduszeni w śmiertelnej komorze gazowej. Przekonano ich, by zdjęli swe rzeczy pod pretekstem wzięcia prysznica, dla którego dostarczono ręczniki i mydło".

Pomimo tego nie twierdzi się już obecnie, że ktokolwiek kiedykolwiek zmarł

w komorze gazowej w Dachau. Jest to jasny przypadek propagandy wojennej. Należy także dodać, by zachować uczciwość, że to Brytyjczycy torturami uzyskali wyznania Rudolfa Hoessa, komendanta Auschwitz, zanim przekazali go Sowietom. Zostało to potwierdzone w książce opublikowanej w 1983 r., zatytułowanej "Legion of death", zawierającej wspomnienia brytyjskiego sierżanta Bernarda Clarka, który chwali się,

iż w celu wydobycia z niego wyznania torturowano go i zastraszano jego rodzinę.

Przywodzi nas to z powrotem do Auschwitz. To tutaj, za budynkiem, o którym tak wiele mówiliśmy, za rzekomą komorą gazową, za kierowanie obozem koncentracyjnym powieszony został Hoess. Lecz czy możemy teraz powiedzieć, że był to wyrok sprawiedliwy, gdy głównym dowodem były zeznania uzyskane w wyniku tortur

i zrekonstruowany schron przeciwlotniczy?

Być może odpowiecie, że wyrok był sprawiedliwy, skoro Hoess rzeczywiście prowadził obóz internowania, w którym ludzie w dużej liczbie umierali na choroby oraz z niedożywienia.

Jeśli jednak uważasz internowanie obywateli za ich przynależność rasową za przestępstwo warte powieszenia, co wówczas należałoby zrobić z żołnierzami amerykańskimi, którzy

w Stanach Zjednoczonych kierowali obozami internowania dla Amerykanów pochodzenia japońskiego?

A jeśli uważasz kierowanie obozem z tak wysoką liczbą zgonów za przestępstwo, które powinno być karane śmiercią, to co należałoby uczynić z generałem Eisenhowerem i jego żołnierzami, którzy prowadzili po II Wojnie Światowej obozy więzienne, w których od kilkuset do miliona Niemców zmarło od chorób

i z niedożywienia?

Obozów, które skłoniły Ernesta Fishera - porucznika ze 101 Dywizji Powietrznej

i byłego starszego historyka z Armii Stanów Zjednoczonych - do uwagi, jaką poczynił w niedawno wydanej książce "Other Losses": "Rozpoczynając w kwietniu 1945 roku, Armia Stanów Zjednoczonych i armia francuska przypadkowo zniszczyły około miliona ludzi , większość z nich

w obozach amerykańskich. Nienawiść Eisenhowera przeszła przez soczewki uległej biurokracji wojskowej i stworzyła horror obozów śmierci , nieznany dotąd w wojskowej historii Ameryki...(...)...olbrzymie przestępstwo wojenne"

Jasnym jest, że tym, co odróżnia Auschwitz od tego, co zrobili Amerykanie jest koncepcja eksterminacji, ludobójstwa, ludobójcze komory gazowe. Jeśli usuniecie eksterminację

z równania Auschwitz, jesteście pozostawieni z tragedią, tak, ale nie wyjątkową tragedią - przestępstwem wojennym, które zostało zduplikowane przez Aliantów podczas

II Wojny Światowej.

Nasze, więc pytanie dotyczące autentyczności komory gazowej w głównym obozie

w Auschwitz nabiera wielkiego znaczenia. Czy była to prawdziwa komora gazowa, czy prosty schron przeciwlotniczy przerobiony tak, by wyglądał jak komora?

I jeśli w tym krótkim video nie dotarliśmy do definitywnych odpowiedzi na to pytanie, to przynajmniej miejmy nadzieję, iż to pokazałem - jest to jak najbardziej legalne pytanie,

by je zadać. A chociaż mogą nie istnieć jakieś prosie odpowiedzi, jedna rzecz jest pewna: sprawa ta jest daleka od zakończenia.



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez krzysiek4 » Śr kwi 10, 2013 11:53 am

Carl O. Nordling ILU ŻYDÓW ZGINĘŁO W OBOZACH ?


Jest powszechnie wiadome, że większość więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych nie wróciła do swych domów po wyzwoleniu. Wielu z tych ludzi było narodowości żydowskiej. Istnieje powszechne przekonanie, że ok. 6 milionów Żydów zostało zamordowanych w niemieckich obozach, zgodnie z wielkim programem fizycznej eksterminacji ca­łej żydowskiej ludności Europy Większość ludzi sądzi, że zostało to udowodnione przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze w 1946 r. Ale Międzynarodowy Trybunał nie udowodnił nic podobnego i wszyscy historycy zajmujący się współczesną historią Niemiec lub Żydów musieli modyfikować tę opinię w mniejszym lub większym stopniu.

Nowe światło na problem losów ludności żydowskiej w okresie II Wojny Światowej rzuciła praca Waltera N. Sanniga "Zagłada Wschodnioeuropejskich Żydów". Jest to obiektywne

i szczegółowe opracowanie na temat demografii i migracji ludności żydowskiej w XX stuleciu, oparte na ponad 50 publikacjach zawierających dane statystyczne z różnych krajów. Najczęściej cytowanym przez Sanninga źródłem pozostaje jednakże napisana w 1950 r. przez Geralda Reitlingera "Ostateczne rozwiązanie". Można śmiało powiedzieć, że książka Reitlingera stanowi fundament dzieła Sanniga. Większość danych statystycznych wykorzystanych przez Sanniga jest natomiast wzięta z "American Jewish Year Book " (różne wydania), "Encyclopaedia Judaica " (1971),,, Universal Jewish Encyclopaedia" (1943). Według mojej oceny, źródła wykorzystane przez Sanninga są najlepszymi z obecnie dostępnych.

Po uważnej lekturze książki Sanniga mogę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że nie znalazłem żadnego błędu, który mógłby podważyć ostateczne wnioski wysuwane przez autora. Nic mi też nie wiadomo o jakiejkolwiek innej poważnej krytyce rezultatów badań Sanniga. Generalnie jest to najbardziej wiarygodne opracowanie, dotyczące strat żydowskiej populacji na ziemiach okupowanych przez Niemcy w latach II wojny światowej, jakie pojawiło się w powojennym okresie. Nie oznacza to oczywiście, że nie jest ono pozbawione błędów i że daje satysfakcjonującą odpowiedź na pytanie, ilu Żydów zginęło

w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Chociaż jak dotąd nikt nie zdołał znaleźć żadnych błędów w książce Sanniga, nie znaczy wcale, że ich nie ma. Dlatego też dla sprawdzenia wiarygodności przytaczanych danych należy zastosować inne metody badawcze. Na szczęście posiadam dane statystyczne, pozwalające na sprawdzenie niektórych rezultatów badań Sanninga. Ponadto, dane z pracy Sanniga i materiały posiadane przeze mnie, potraktowane łącznie i zestawione z kilkoma innymi informacjami statystycznymi, mogą dać nam wiarygodną odpowiedź na pytanie postawione w tytule tego artykułu.

Materiały statystyczne znajdujące się w moim posiadaniu dotyczą 722 zidentyfikowanych Żydów europejskich z terenów okupowanych przez Niemcy. Biografie wszystkich 722 osób zostały wzięte z "Encyklopaedia Judaica" i mogą być traktowane jako reprezentatywna próbka żydowskiej populacji z późnych lat 30-tych. Jednakże osoby starsze wiekiem są zbyt licznie reprezentowane w tej grupie i żadna

z owych 722 osób nie urodziła się później, niż w 1909 roku. Należy to brać pod uwagę, gdyż zjawisko emigracji było znacznie rzadsze pośród osób urodzonych przez 1880 rokiem, niż wśród ludzi młodszych. Oraz, oczywiście, śmiertelność wśród ludzi starszych jest o wiele wyższa, niż wśród reszty populacji. Jest także bardzo istotny fakt,

że większość znanych Żydów wyemigrowała przed 1938 rokiem, nie mogła zatem wziąć udziału w znacznie powszechniejszej emigracji z lat 1939-1941. Żydzi ci mieli więcej kontaktów zagranicznych i lepiej zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa prześladowań. Dlatego też moja grupa zidentyfikowanych Żydów z 1938 roku zawiera prawdopodobnie stosunkowo wysoki procent osób skłonnych pozostać na miejscu

w niesprzyjających warunkach. Statystyczny przegląd losów owych 722 Żydów był publikowany w "The Journal of Historical Review" vol. 10, no. 2.

Sannig traktuje rok 1939, jako datę graniczną i ustala liczbę Żydów obecnych na interesującym nas obszarze w tym roku na 5.044.000 ludzi. Za pomocą serii kompleksowych kalkulacji Sannig dowodzi, że nie mniej niż 2.200.000 Żydów wyemigrowało w okresie pomiędzy atakiem Niemiec na Polskę a agresją na ZSRR,

tj. w latach 1939-41. Innymi słowy 44% żydowskiej ludności z ziem, które miały się wkrótce znaleźć w niemieckiej strefie wpływów, opuściło niebezpieczny obszar zanim niebezpieczeństwo zdążyło się zmaterializować. Chociaż liczba ta zaskoczyła mnie, nie mogłem znaleźć żadnego błędu w kalkulacjach Sanniga. Porównanie z grupą 722 zidentyfikowanych Żydów wykazuje, że 33% spośród obecnych w 1939 roku na interesującym nas obszarze, wyemigrowało przed końcem 1941 roku.

Przyczyną różnicy między 44% a 33% łatwo wyjaśnić, biorąc pod uwagę specyfikę mojej grupy. Na przykład, jeśli spojrzymy na zidentyfikowanych Żydów urodzonych

w latach 1880-1909 w okresie 1938-44 to odkryjemy, że nie mniej niż 51% spośród nich wyemigrowało. Ci urodzeni po roku 1909 (t.z.n. około połowy populacji), byli natomiast jeszcze bardziej skłonni do emigrowania. Poza tym Żydzi, którzy nie byli sławni i nie byli "osobami publicznymi" mieli możliwości - w wielu przypadkach - zmiany przynależności etnicznej, a także zmiany nazwisk i tożsamości. W ten sposób zwykły Żyd mógł o wiele łatwiej ukryć się, niż osoba powszechnie znana.

Musimy uznać podaną przez Sanniga liczbę 2.847.000 Żydów obecnych w niemieckiej strefie wpływów w czerwcu 1941 roku, jako najlepszy dostępny szacunek (oczywiście

z pewnym marginesem błędu). Ta cyfra stanowić będzie dla nas bazę dla dalszych oszacowań. Porównamy teraz odsetek pewnych specyficznych podgrup.

Na szczęście pedantyczni Niemcy dokładnie odnotowali liczbę więźniów w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu oraz w getcie Theresienstadt. O ile Theresienstadt było zamieszkałe wyłącznie przez Żydów, o tyle Oświęcim posiadał zróżnicowaną klientelę, składającą się z różnych prześladowanych grup ludności: Cyganów, homoseksualistów, zbrodniarzy kryminalnych, przeciwników politycznych, włóczęgów itp. Ponieważ powszechnie utrzymuje się, że Żydzi byli najliczniejszą grupą, przyjmujemy tutaj, że stanowili oni 60% wszystkich więźniów Oświęcimia. Przyjmując takie założenie otrzymujemy dane, że 8,6% wszystkich Żydów z niemieckiej strefy wpływów było zarejestrowanych, wcześniej lub później, w obozie w Oświęcimiu. W wielu przypadkach następowało to po uprzednim pobycie w Theresienstadt. Odpowiednie dane dla grupy zidentyfikowanych Żydów wynoszą 8,5%. Pomijając arbitralność założenia o liczbie 60% Żydów-więźniów Oświęcimia, nie występują w tym przypadku żadne znaczące różnice statystyczne. Według "Encyclopaedia Judaica ", 65% uwięzionych w Oświęcimiu miało zginąć

w obozie, a dalsze 20% po przetransportowaniu do obozów satelickich lub podczas ostatecznej ewakuacji Auschwitz-Birkenau. Całkowita liczba zaginionych więźniów Auschwitz wynosiłaby zatem 207.000 czyli 7,3% grupy "bazowej". Jest to wynik zbliżony do odsetka zaginionych

w Oświęcimiu z grupy zidentyfikowanych Żydów, który wynosi 7,6%.

Z książki H.G. Adlera o Theresienstadt dowiadujemy się, że liczba mieszkańców tego stworzonego przez Niemców żydowskiego miasta w Czechach wynosiła 141.000. Stanowi to 5,5% grupy bazowej i koresponduje dokładnie z odsetkiem mieszkańców Theresienstadt w grupie zidentyfikowanych Żydów (również 5,5%). Większość mieszkańców tego getta została jednak wywieziona do Oświęcimia i figuruje we wspomnianym wyżej rejestrze więźniów. Los taki był wprawdzie udziałem tylko czwartej części z grupy zidentyfikowanych Żydów-mieszkańców getta, ale wynikało to ze stosunkowo wysokiej liczby "prominentnych" Żydów w tej grupie, którzy nie podlegali przeniesieniu do obozu (n.p. wszyscy Żydzi duńscy). W grupie zidentyfikowanych Żydów był też znacznie niższy wskaźnik śmiertelności (31%), niż w wśród pozostałych mieszkańców getta (63%). Wskutek tego odsetek osób, które przeżyły wojnę był, w przypadku zidentyfikowanych Żydów, o wiele wyższy

Nie ma żadnego powodu, aby podważać rzetelność danych, dotyczących liczby zarejestrowanych więźniów Oświęcimia. Jeśli te dane są prawdziwe, to przyjąć musimy też za prawdziwą liczbę 2.847.000 Żydów, obecnych w czerwcu 1941 roku na terenach niemieckiej strefy wpływów. Prawdziwość tych danych potwierdza porównanie wskaźników procentowych z odpowiednimi wskaźnikami dotyczącymi grupy zidentyfikowanych Żydów.

Osoby, które zmarły w Oświęcimiu i Theresienstadt stanowią znacznie mniej, niż połowę całkowitej liczby zmarłych w niemieckich obozach koncentracyjnych w odniesieniu do grupy 722 zidentyfikowanych Żydów. Jeżeli chodzi o całość żydowskiej populacji, to liczba zmarłych w niemieckich obozach koncentracyjnych zawiera się w wyszczególnionej przez Sanniga kategorii "Żydzi zaginieni w niemieckiej strefie wpływów". Liczba ta, zgodnie z pierwotną metodą obliczeń Sanniga, wynosi 304.000. Dla sprawdzenia, Sannig używa jeszcze innej metody statystycznej, otrzymując liczbę 330.000 zaginionych, na ogólną liczbę 2.738.000 (rozpatrywany jest nieco węższy obszar). Pierwsza liczba stanowi 10,7% grupy "bazowej", druga zaś 12,1%. Liczba jest porównywalna z 12,3% zaginionych z przyczyn innych, niż normalna śmiertelność w grupie zidentyfikowanych Żydów. Na pierwszy rzut oka zgodność jest prawie doskonała. Ale według słów samego Sanniga, "dane te nie pretendują do całkowitej dokładności". Dostępne dane

o rozmiarach populacji, migracjach i deportacjach, wskaźnikach urodzin i śmierci, małżeństwach mieszanych i tendencjach asymilacyjnych są często tak niepewne,

że nawet lekka zmiana w procedurze obliczeniowej może zmienić wynik o kilkaset lub kilka tysięcy osób w kategorii "zaginieni". Dlatego w rzeczywistości Sannig wykazał tylko tyle, że liczba Żydów zaginionych pod koniec wojny w niemieckiej strefie wpływów zawiera się pomiędzy 150.000 a 500.000. Ta pierwsza cyfra musi być natychmiast odrzucona ze względu na dane o zarejestrowanych zmarłych w Oświęcimiu

i Theresienstadt. Według najlepszych szacunków, zgony te stanowią 51% wszystkich zgonów żydowskich w niemieckich obozach koncentracyjnych, co potwierdzają też dane

z grupy zidentyfikowanych Żydów. W sumie, we wszystkich obozach zginęło ok. 470.000. W tym ok. 50.000 zmarło "naturalnie", zgodnie z normalnym wskaźnikiem śmiertelności, zatem w kategorii "zaginionych" pozostaje ok. 420.000 osób. Jest to 14,7% grupy "bazowej". Odpowiedni wskaźnik dla grupy zidentyfikowanych Żydów wynosi, jak już wspomnieliśmy, 12,3%.

Być może pewną formą potwierdzenia tych danych będą informacje o liczbie osób, które przeżyły obozy koncentracyjne. Człowiekiem, który znał dokładnie liczbę Żydów uwięzionych w obozach, był z pewnością Reichsfuhrer SS, Heinrich Himmler. Tak się szczęśliwie składa, że pewien żydowski przedstawiciel rozmawiał na ten temat

z Himmlerem w kwietniu 1945 r.

Był to Norbert Masur ze Szwecji, który negocjował z Himmlerem w sprawie uwolnienia więzionych Żydów. W trakcie tych rozmów Himmler wymienił liczbę Żydów, znajdujących się jeszcze przy życiu w poszczególnych obozach: 25.000 w Theresienstadt, 20.000

w Ravensbruck, od 20.000 do 30.000 w Mathausen, 50.000 w Bergen-Belsen i 6.000

w Buchenwald. Późniejsze informacje wskazują, że niektóre cyfry są zbyt wysokie, natomiast dane co do Buchenwaldu zbyt niskie. Jednakże ogólna liczba więźniów podana przez Himmlera była prawdopodobnie prawdziwa. Himmler oznajmił też, że 150.000 Żydów z Oświęcimia również należy zaliczyć do żyjących. Według szefa SS, żyli oni, zanim obóz został ewakuowany. Wiemy z innych źródeł, że tylko mniejsza część z nich przeżyła transport w otwartych wagonach, pośród surowej zimy - prawdopodobnie ok. 30.000 lub 50.000.

Było też wiele innych obozów, gdzie znajdowali się żydowscy więźniowie, których Himmler nie wyliczył. Prawdopodobnie znajdowało się tam ok. 30.000 lub 40.000 Żydów. Uwzględniając te wszystkie dane, uzyskujemy liczbę ok. 200.000 Żydów, którzy przeżyli we wszystkich niemieckich obozach koncentracyjnych. Z zestawień tych wynikałoby,

że śmiertelność wśród żydowskich więźniów wynosiła 70%. Jest to stosunkowo wysoki wskaźnik. Śmiertelność w porównywalnej grupie zidentyfikowanych Żydów wynosiła wprawdzie 75%, ale byli oni o wiele starsi niż przeciętnie. Być może zbyt wysoko oszacowaliśmy liczbę zmarłych, a zbyt nisko tych, co przeżyli...

W każdym bądź razie liczba Żydów, zaginionych na terytoriach kontrolowanych przez Niemcy okazuje się być bardzo odległa od "ustalonej" cyfry 6 milionów. Czy mogliśmy jednak popełnić aż tak kardynalny błąd w naszych szacunkach, który tłumaczyłby tak olbrzymią rozbieżność?

Oczywiście musimy pamiętać, że rozpatrywaliśmy tylko liczbę Żydów zmarłych

w niemieckich obozach koncentracyjnych, a nie liczbę wszystkich europejskich Żydów, którzy zmarli w czasie wojny. Spośród 5.500.000 Żydów w strefie sowieckiej (w 1941), zmarło, według badań Sanniga, ponad jeden milion. Liczba ta obejmuje zarówno "normalne" ofiary wojny, jak i ofiary niemieckich i sowieckich prześladowań. Po drugie, żydowska "bazowa" populacja ok. 2.850.000 (w 1941 roku) nie mogła ponieść strat

w wysokości 6 milionów osób! Liczba ta została już dawno odrzucona, szczególnie od czasu, kiedy Reitlinger udowodnił - ponad 40 lat temu - że jest ona nierealna. Podstawowe pytanie powinno raczej brzmieć: jak, wobec antysemickiej polityki narodowo-socjalistycznych Niemiec, ponad 2 miliony Żydów mogło uniknąć deportacji? Co ze słynną niemiecką wydajnością?

Częściową odpowiedź daje nam Himmler, który oświadczył Norbertowi Masurowi: "Zostawiłem 450.000 Żydów na Węgrzech z przyczyn humanitarnych" (prawdziwą przyczyną był prawdopodobnie brak środków transportu w okresie, gdy Węgry znalazły się pod bezpośrednim panowaniem niemieckim). Rumunia natomiast nigdy nie znajdowała się pod bezpośrednią władzą Niemców i z tego względu bardzo niewielu rumuńskich Żydów zostało deportowanych do niemieckich obozów. Rząd rumuński prowadził własną politykę antysemicką i Hitler był nią usatysfakcjonowany. Żydzi rumuńscy stanowili ponad pół miliona z "bazowej" liczby. Podobnie przedstawiały się sprawy we Włoszech, Francji, Chorwacji

i Słowacji, gdzie Niemcy zadowalali się w większości przypadków wydalaniem z tych krajów Żydów nie-naturalizowanych. Naturalizowani Żydzi w Belgii, Bułgarii i Finlandii byli w całości wyłączeni z deportacji. W Polsce, setkom tysięcy Żydów pozwolono spokojnie mieszkać

w gettach, dopóki nie wzniecali powstań (jak na przykład w 1943 roku w getcie warszawskim). Większość Żydów w Danii uniknęła deportacji, uciekając przez Sund do Szwecji, a niemiecka armia i marynarka nie uczyniły nic, aby ich zatrzymać.

Los nie-deportowanych Żydów był bardzo często smutny, zwłaszcza w przypadku Polski, ale wymaga to odrębnych studiów.

Ostateczna konkluzja musi być taka, że nie można odpowiedzieć precyzyjnie na postawione w tytule artykułu pytanie, dopóki nie będziemy dysponować szerszymi i pełniejszymi źródłami. Na razie możemy stwierdzić, że liczba Żydów, którzy zginęli w niemieckich obozach koncentracyjnych wynosi od 300.000 do 500.000 osób. Już to jednak wystarczy, aby wykazać absurdalność głoszonej przez wyznawców "holocaustu" cyfry 6 milionów ofiar ponad 40 lat temu - że jest ona nierealna. Podstawowe pytanie powinno raczej brzmieć: jak, wobec antysemickiej polityki narodowo-socjalistycznych Niemiec, ponad 2 miliony Żydów mogło uniknąć deportacji? Co ze słynną niemiecką wydajnością?

Częściową odpowiedź daje nam Himmler, który oświadczył Norbertowi Masurowi: "Zostawiłem 450.000 Żydów na Węgrzech z przyczyn humanitarnych" (prawdziwą przyczyną był prawdopodobnie brak środków transportu w okresie, gdy Węgry znalazły się pod bezpośrednim panowaniem niemieckim). Rumunia natomiast nigdy nie znajdowała się pod bezpośrednią władzą Niemców i z tego względu bardzo niewielu rumuńskich Żydów zostało deportowanych do niemieckich obozów. Rząd rumuński prowadził własną politykę antysemicką i Hitler był nią usatysfakcjonowany. Żydzi rumuńscy stanowili ponad pół miliona z "bazowej" liczby. Podobnie przedstawiały się sprawy

we Włoszech, Francji, Chorwacji i Słowacji, gdzie Niemcy zadowalali się w większości przypadków wydalaniem z tych krajów Żydów nie-naturalizowanych. Naturalizowani Żydzi

w Belgii, Bułgarii i Finlandii byli w całości wyłączeni z deportacji. W Polsce, setkom tysięcy Żydów pozwolono spokojnie mieszkać w gettach, dopóki nie wzniecali powstań (jak na przykład w 1943 roku w getcie warszawskim). Większość Żydów w Danii uniknęła deportacji, uciekając przez Sund do Szwecji, a niemiecka armia i marynarka nie uczyniły nic, aby ich zatrzymać.

Los nie-deportowanych Żydów był bardzo często smutny, zwłaszcza w przypadku Polski,

ale wymaga to odrębnych studiów.

Ostateczna konkluzja musi być taka, że nie można odpowiedzieć precyzyjnie na postawione w tytule artykułu pytanie, dopóki nie będziemy dysponować szerszymi i pełniejszymi źródłami. Na razie możemy stwierdzić, że liczba Żydów, którzy zginęli w niemieckich obozach koncentracyjnych wynosi od 300.000 do 500.000 osób. Już to jednak wystarczy, aby wykazać absurdalność głoszonej przez wyznawców "holocaustu" cyfry 6 milionów ofiar.


-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez krzysiek4 » Śr kwi 10, 2013 11:54 am

Maciej Przebindowski PAMIĘTNIK ANNY FRANK


"Pamiętnik Anny Frank" jest najsłynniejszym klasykiem literatury holocaustycznej. Zawarte w nim treści powodują, że jest to lektura rekomendowana historykom i zalecana jako lektura szkolnych bibliotek. W obu przypadkach ma ona być koronnym dowodem istnienia komór gazowych, do jednej, z których - zgodnie z oficjalną wersją - została wywieziona jego autorka.

Pamiętnik to jednak coś więcej. Należy go chwalić, rozwodzić się nad jego literackimi wartościami - lub milczeć. Otacza go pewien nimb sekretu, podobnie zresztą jak całe zagadnienie holocaustu - "the s 23123v2123x weetest taboo", najsłodsze tabu, jak przed laty śpiewała Sade.

Krytycznej analizy "Pamiętnika" podjął się prof. Robert Faurisson, wykładowca w Uniwersytecie w Lyonie, w pracy ,,Is diary of Anne Frank genuine?" ("Czy pamiętnik Anny Frank jest prawdziwy?").

Przede wszystkim należy zapytać, skąd wziął się pamiętnik? Zgodnie z oficjalną wersją, policja, w czasie przeszukania w mieszkaniu, gdzie ukrywała się rodzina Franków, nie zwróciła uwagi (?!) na kilkaset walających się po podłodze kartek, które zostały potem zebrane przez osobę zaprzyjaźnioną z Frankami. A przecież przeszukanie było powolne, systematyczne - ba, przeprowadzono kilka przeszukań i ewentualne zapiski byłyby nie tylko bezcennym dowodem dla policji, lecz także umożliwiłyby podmiotowe rozszerzenie kręgu podejrzanych. Czy można więc wierzyć, iż pamiętnik nie został zauważony przez policję? Wątpliwości te potwierdza Karl Silberbauer - oficer policji, który wraz z 8 innymi osobami dokonał aresztowania. Zgodnie z zeznaniami, jakie złożył (i grudnia 1964 roku, nie zauważył on żadnego pamiętnika, czy kartek. A do mieszkania tego powracano trzykrotnie. W jego opinii pamiętnik nie jest autentyczny.

Co się tyczy samego procesu powstawania pamiętnika - w wersji znanej czytelnikom - zostało to dokonane przez Otto Franka, ojca Anny Frank, który dokonał "tolerowanych zmian", jako "osoba doświadczona ". Pomimo to, nie mógł znaleźć wydawców i dopiero zwrócenie się do "duchowych doradców" (jak ich sam określa), którym zezwolił na ocenzurowanie tekstu, umożliwiło ukazanie się książki.

W tym miejscu warto przypomnieć, iż z ekspertyzą Kryminalnego Biura Śledczego

w Niemczech, część pamiętnika została dodana lub zmieniona, gdyż t.zw. IV tom został napisany długopisem, a więc urządzeniem, które nie istniało przed rokiem 1951 rokiem, toteż -zgodnie z tą opinią - część pamiętnika została dodana później.

Sporo uwagi poświęca Faurisson rozmowie, jaką przeprowadził w marcu 1977 r.

z ojcem Anny Frank, dla którego syjonizm jawił się jako swego rodzaju świętość (można, więc przyjąć, iż miał motyw w stworzeniu pamiętnika); Otto Frank zadeklarował również, że nigdy nie postawi nogi na ziemi francuskiej, gdyż Francja nie interesuje się niczym, poza arabską ropą i nie obchodzi ją państwo Izrael.

Otto Frank stwierdził, że to, co przedłożono wydawcy, nie było pamiętnikiem Anny Frank, lecz "taśmoskryptem" - nagranym na taśmę różnych manuskryptów Anny Jest to niezwykle istotna informacja, wskazująca, iż pamiętnik - przynajmniej w formie prezentowanej czytelnikom - nigdy nie istniał.

W jakiej więc istniał? Otto Frank dokonał, jak sam mówi, szeregu poprawek o charakterze edytorskim, albowiem tekst pierwotny zawierał: powtórzenia, niedyskrecje rodzinne, fragmenty nieciekawe i braki.

Dla przykładu: Anna Frank lubiła swego wuja, przy czym pamiętnik o tym nie wspomina. Po dokonaniu stosownych zmian znajdujemy w pamiętniku odpowiedni akapit, wyrażający jej sympatię dla swego krewnego. Jakie jeszcze "braki" zawiera pamiętnik, tego się nie dowiemy.

W podobny sposób (poprzez "uzupełnienia") rozwiązano problem dat. O swej pracy Otto Frank mówi: "było to trudne zadanie. Wykonałem je zgodnie z własnym sumieniem ". Co do pierwszego, na pewno nie należy w to wątpić.

Robert Faurisson zwraca także uwagę czytelnika na to, iż analiza manuskryptu pamiętnika pozwala wyróżnić kilka styli pisma: od młodzieńczego, poprzez dojrzały,

aż do czegoś, co określa, jako pismo doświadczonej księgowej.


*


Spora część pracy Faurissona poświęcona jest na pozór zbędnej czynności porównania niemieckiej i holenderskiej wersji pamiętnika. Być może wcale by do tego nie doszło, lecz w 1977 r. - rok napisania pracy - nie istniała holenderska wersja pamiętnika. Dopiero po żmudnych poszukiwaniach udało się do niej dotrzeć. I rzecz zastanawiająca: ukazała się ona 12 lat po debiucie książki w USA, Niemczech i Francji. Po drugie, pamiętnik po holendersku jest niedostępny. Po trzecie, z 13 rozdziałów wersja holenderska zawiera tylko 5, które i tak są pocięte...

Dlaczego tak się stało - nie wiadomo. Można spekulować, że w Holandii wciąż jest zbyt wielu świadków zdarzeń opisywanych w książce, którzy łatwo mogliby wykazać nieprawdziwość informacji w niej zawartych.

Porównanie obu wersji wskazuje na różnicę 4500 słów, mimo, że oba języki są do siebie podobne. Wersja holenderska zawiera 169 części, niemiecka - 175. Skąd się wzięły owe dodatkowe? Faurisson wskazuje na różnice w datach opisywanych zdarzeń, jak też pominięcie pewnych wydarzeń w obu wersjach.

Co wreszcie sądzić o różnicach tłumaczeń, które co prawda nie mają pierwszorzędnej doniosłości, aczkolwiek zastanawiają? Kilka przykładów: "dokonywany jest sabotaż" versus "zaczęli strajkować w wielu regionach"; "pistolet już na nas nie działa, odszedł strach" vs "sytuacja na dzisiaj, jesteśmy ocaleni"; "dwadzieścia lat" vs "dwadzieścia pięć lat". Pod datą 3 sierpnia 1943 roku widnieje 210 słów (wersja niemiecka), których nie ma w edycji holenderskiej. Takich różnic prof. Faurisson numeruje zresztą sporo.

Jego zdaniem, tekst niemiecki nie ma prawa być nazywany tłumaczeniem - jest to po prostu zupełnie inna książka, z której usunięto wszelkie elementy obraźliwe dla niemieckiego czytelnika.

Bezsprzecznie najciekawszych informacji dostarcza analiza samego tekstu pamiętnika, a zwłaszcza warunków ukrywania się rodziny Franków.

Ich mieszkanie w Amsterdamie przy 263 Prinsengracht, gdzie spędzili 25 miesięcy, widoczne było z ponad 200 okien. Jak więc pozostali niewidoczni?

Zgodnie z notatką, jaka pojawiła się pod datą 27 lutego 1943 roku, w budynku pojawił się nowy właściciel, który jednak zrezygnował z wizytacji przybudówki, gdzie ukrywali się Frankowie, gdyż oprowadzający poinformował go, ze nie zabrał ze sobą klucza. Co więcej, nowy właściciel nigdy nie pojawił się w przybudówce. Który właściciel nie dokonuje dokładnego zapoznania się z nieruchomością?!

Absolutne kuriozum znajdujemy w pamiętniku pod datą 9 października 1942 r., gdzie Anna Frank pisze o "zagazowanych żydach". Jakim cudem mogła umieścić taką notatkę, jeśli zagadnienie holocaustu pojawiło się znacznie później w mass mediach?!

Jeśli przyjmiemy, iż Frankowie rzeczywiście ukrywali się, to w konsekwencji oczekiwać należy, że starali się nie tylko ukryć swą prawdziwą tożsamość, lecz także ukryć sam fakt zamieszkiwania, minimalizując swą aktywność życiową. W przeciwnym wypadku - prędzej, czy później - ktoś zainteresowałby się nieznanymi mu sąsiadami.

Zgodnie z treścią pamiętnika, istniało wielu "wrogów", którzy "dobrze znali cały budynek". Zaliczeni są do nich: pracownicy sklepu, ich klienci, dostawcy, agent, sprzątaczka, stróż nocny, hydraulicy, księgowy, sąsiedzi, właściciel. Przy tym wszystkim nie wolno nam zapominać, że ściany są cienkie.

Jaki więc tryb życia wiodą ukrywający się? Nie dojadają? Są sparaliżowani strachem?

Codziennie korzystają z odkurzacza (urządzenia głośnego nawet i dziś), słuchają radia, dokonują napraw stolarskich, w ich mieszkaniu co jakiś czas rozbrzmiewa budzik. Anna Frank pisze "o śmiechach przy obiedzie" i krzyku, "który mógłby obudzić zmarłego".

Każdego dnia spożywanych jest 8 śniadań, 8-12 lunchy, 8 kolacji. Na menu składały się: kiełbaski, dżem truskawkowy, brandy, koniak, wino, papierosy, kawa. Tytułem egzemplifikacji wymieńmy dostawę (do domu, przez "miłego sprzedawcę") z dnia 3 lutego 1944 roku, a była to mroźna zima: 60 funtów kukurydzy, ok. 60 funtów fasoli, 10 funtów grochu, 50 puszek warzyw, 10 puszek ryb, 40 puszek mleka, 10 kg mleka w proszku, 3 butelki oliwy, 4 słoiki masła, 4 słoiki mięsa, 2 butelki truskawek, 2 butelki malin, 20 butelek pomidorów.

Swoiście rozwiązany jest problem ogrzewania. Na korytarzu (klatce), znajduje się stos węgla, z którego - w zależności od potrzeb Franków - pobierana jest stosowna ilość opału. I nikt się w tym nie zorientował!

W tej sytuacji zapytajmy, na czym właściwie polegać miało owo ukrywanie się i czym różniło się od stylu życia, jaki wiedli w owym czasie inni mieszkańcy Amsterdamu?

Indagowany przez Roberta Faurissona na te okoliczności Otto Frank stwierdził, iż w mieszkaniu było jasno, gdyż korzystano ze światła dziennego. Tymczasem, zgodnie z pamiętnikiem, szyby miały być pozakrywane. Faurisson pyta też o szereg innych kwestii, wykazując niemożność istnienia pewnych sytuacji, bądź logiczną sprzeczność między pamiętnikiem, a rzeczywistością. Otrzymuje swoistą odpowiedź: "Panie Faurisson, ma Pan teoretycznie i naukowo rację. Zgadzam się z panem w 100%... Co mi Pan pokazuje, było de facto niemożliwe. Lecz w praktyce, tym nie mniej, w ten sposób to się miało".


*


Nie lepiej przebiegają rozmowy z osobami opisanymi w pamiętniku. Ellie jest pełna dobrej woli i pamięci o latach najnowszych, lecz co do krytycznych 25 miesięcy słychać tylko: "Nie mogę Panu wytłumaczyć", "Niepamiętam", "Nie wiem". Nie potrafiła opowiedzieć żadnej anegdoty z życia Franków, a w przybudówce, gdzie mieszkali, spędziła -jak twierdzi - jedną noc. Tymczasem, zgodnie z pamiętnikiem, niemal codziennie spożywała z nimi lunch.

Podobnie wypowiadają się Miep i Henk - cały czas zawodzi ich pamięć; ożywiają się dopiero przy dacie 4 sierpnia 1944 r. (dzień aresztowania) - nagle przypominają sobie wszystkie szczegóły tego zdarzenia.

Zdaniem prof. Faurissona, Frankowie rzeczywiście mieszkali pod wskazanym adresem, lecz wiedli żywot odmienny od tego, jaki prezentuje pamiętnik. Żyli ostrożnie, lecz nie ja więźniowie - "ukrywali się, bez ukrywania".

Czym więc jest "Pamiętnik Anny Frank"? Należy go - zdaniem Faurissona - "umieścić na zatłoczonej już półce fałszywych pamiętników", razem z "zeznaniami" Rudolfa Hoessa, Kurta Gernsteina, Miklosza Nyiszli'ego, Emmanuela Ringelbluma, wspomnieniami Ewy Braun, Adolfa Euchmana, czy dokumentem "Modlitwa Jana XXIII za żydów".

W swoim czasie Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie - co przypomina prof. Faurisson - także chlubił się pamiętnikami trzynastoletniej Teresy Hescheles.

Później ich wartość została zakwestionowana przez pochodzącego z Polski żydowskiego historyka, Michała Borwicza.

Praca prof. Faurissona, jakkolwiek wartościowa, pozostawia uczucie niedosytu.

Nie wyjaśnia bowiem kluczowego zagadnienia przyczyn ogólnoświatowej kariery Pamiętnika. Można oczywiście wskazywać na aspekt finansowy. Ale jest i ważniejszy powód. Państwo Izrael pojawiło się na arenie świata po dwóch tysiącach lat nieistnienia. Posiada ono przebogatą historię antyczną, lecz brak jest jakiegokolwiek pomostu, łączącego przeszłość z teraźniejszością - tym bardziej, że spoiwem narodowym nie jest już religia. Dlatego też, by dać obywatelom nową tożsamość, świadomość, historię - wykreowano Annę Frank. Jej "cierpienia" i "męczeńska śmierć", rozpatrywane w kategoriach ofiary, jaką poniesiono na ołtarzu walki o niepodległy Izrael, mają inspirować Izraelczyków do wiary we własne państwo. W polskiej literaturze znany jest mit "szklanych domów"

z "Przedwiośnia." Żeromskiego. Anna Frank, to po prostu taki żydowski "szklany dom".


Robert Faurisson "Is the Diary of Anne Frank genuine?", Institute for Historical Reviev, s. 64


xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx



- (
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Śr kwi 17, 2013 8:46 am

Treblinka nie była obozem zagłady tylko stacją tranzytową



Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Wt kwi 23, 2013 1:37 pm

DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ “RELIGII HOLOCAU$TU”


KWIECIEŃ 23, 2013 STOPHASBARA

Obrazek
źródło: http://robertfaurisson.blogspot.ch/2011 ... igion.html

przygotował: Pluszowy Miś

Esej z 1 kwietnia 2011 r.

1. W swojej głowie zakodujesz sobie na pamięć: “nazista” uosabia absolutne zło, a jego żydowskie ofiary to dobro absolutne. Będziesz żyda obsypywać daninami i ofiarami różnorakimi. “Nazistę” oczerniać będziesz ze wszystkich sił i czynić to będziesz aż po kraniec świata, aż po kres czasów. Przytułki dla starców całego świata przeszukiwać będziesz w poszukiwaniu ostatniego schorowanego dziewięćdziesięcioletniego nazisty. A wytropiwszy go, ty i twoje nasienie, będziecie grozić mu nowym procesem. A nazajutrz zostanie on znaleziony martwy wskutek doznanego szoku. Następnie zaś, przy dźwiękach trąbki, tudzież fanfar, ogłosisz, aby wszem wiadomym było, a dopilnujesz nadto, żeby wszystkie media zrobiły z tego sensację: “że w przeddzień aresztowania padł trupem, hitlerowski zbrodniarz wojenny, który uniknął kary”. I do dzieci swych przemawiać będziesz, ucząc je: “Kara śmierci to coś złego, za wyjątkiem nazisty; natenczas to dobrym jest, i wołajmy o więcej. Podobnie z torturami. Chodźcie, naplujemy na groby pokonanych!” Amen.

2. Dobre słowo nieść będziesz poza próg swego domostwa, rozpowiadając na wszystkie strony świata, że ludzie wybrani przez Yahweh, ponieważ są czymś najlepszym ze wszystkich, zawsze i wszędzie, byli znienawidzeni, ścigani, zgładzano ich bez powodu, a wszystko to działo się z powodu ogólnoplanetarnego spisku, jaki wykluł się od zarania dziejów wśród ludzi zrodzonych jako niegodziwcy wobec ubogich, z natury nieszkodliwych żydów. Powtarzaj za mną: “łono jest płodne dopóty, póki okropna bestia ma w nim swe upodobanie”. W odpowiedzi na krytykę, której celem są żydzi, ty wystąp przemawiając, że antysemitami są głupcy, bowiem wiarę swą pokładają w istnienie spisku żydowskiego. W rzeczy samej, wśród nich najmniej głupi są ci, którzy nie mówią o takich rzeczach, bowiem dobrze znają powiedzenie, że spiski to ucieczka słabych; a przecie żydzi są silni, a więc nie muszą dbać o spiski; mają oni teren odpowiedni i rękę każącą. We Francji co roku, ich najpotężniejsza organizacja, CRIF (“Rada Przedstawicieli Instytucji żydowskich we Francji”), gromadzi prawie tysiąc “gości” we wspaniałym miejscu, wydając kolację, podczas której najwyżsi rangą przywódcy polityczni narodu wysłuchują surowej krytyki i innych połajanek za ich niezdolność do rozwiązania problemu antysemityzmu, jaki określa się jako wszechobecny; zamiast protestować, oskarżony podporządkowuje się, czyni pokutę, daje przyzwolenie chórowi wyjców, potem dziękuje swym oskarżycielom, obiecując poprawę, czyli zrobienie jeszcze więcej lepszych rzeczy dla żydów w nadchodzącym roku. W 2011 roku Prezydent Republiki [Nicolas Sarkozy], premier i piętnastu innych ministrów lub sekretarzy stanu w komplecie pojawili się na kolacji. A prezydent, który sam jest pochodzenia żydowskiego, zakończy swoją kadencję w 2012 roku, wtedy być może zostanie zastąpiony, o ile można sądzić po tym, jak idą sprawy, przez innego bogatego żyda [Dominique Strauss-Kahna] żonatego z niezwykle bogatą żydówką [Anne Sinclair]; a następnie, jeśli to nie będzie możliwe, żeby był nim ten żyd, wówczas będzie to inny żyd, w każdym razie prezydencja Republiki Francuskiej wchodzi w zakres żydowskiego przywileju. Amen.

3. Oczyma wiary uwierzysz we wszystkie świadectwa niezliczonych ocalałych z “holocau$tu”; a jeśli jakiś zły los mógłby spotkać je i świadectwo okazałoby się skandalicznie fałszywe, będziesz reagować mówiąc, że to objawienie nie ma znaczenia, ponieważ opowieść przychodzi z serca, a wtedy pojęcia prawdy i fałszu przestają już się liczyć. Powtarzaj za mną: “Wierzę w autentyczność Pamiętnika Anny Frank, wykonanego – ale to ma być zachowane tylko między nami – przez jej ojca, byłego bankiera i handlarza walutą, Otto Heinricha Franka, który stał się małym producentem pism w Amsterdamie, a oryginalna wersja w języku niderlandzkim została wykonana przy współudziale szeregowego holenderskiego pisarza (Isa Cauvern) oraz, w przypadku dwóch wersji niemieckich, z udziałem manipulacji niemieckiego tłumacza (Anneliese Schütz). Wierzę w Martina Graya, dealera fałszywych antyków, a następnie sprzedawcę fałszywych wspomnień, jakie wyszły spod pióra powielacza bzdur, Maxa Gallo, opublikowanych pod tytułem Do tych, których kochałem. Wierzę w Filipa Müllera, który podał swoje nazwisko do książki Świadectwo Auschwitz: trzy lata w komorach gazowych, mrożących krew w żyłach zeznań napisanych przez Helmuta Freitaga, ponownie wydanych w 1999 r. z przedmową Yehuda Bauera. Wierzę w osobistą relację “Wolf Girl”, jak podano ją w książce, a następnie w filmie, o kobiecie z Belgii, która w czasie wojny, nigdy nie opuściła Belgii. Wierzę w Wiłkomirskiego (prawdziwe nazwisko: Grosjean), który nigdy nie opuścił Szwajcarii. Wierzę w prostolinijność Elie Wiesela, w uczciwość Szymona Wiesenthala. Nie wierzę zaś i przeklinam oraz przeklinać będę wszystkich historyków “holocau$tu”, którzy zamiast potulnie powtarzać, że istnieje wiele dowodów, solidnych jak skała, o istnieniu magicznych “komór gazowych”, robią jakieś dryblingi słowne, jak żydowsko-amerykański profesor, Arno Mayer w 1988 roku, że okazało się, iż te wszystkie twarde dowody są tylko “rzadkimi i mało wiarygodnymi” źródłami. Amen.

4. Rewizjonistów będziesz nazywać “zaprzeczaczami” i tchórzami piętnować ich będziesz, bowiem oni “zabijają martwych”, nawet jeżeli ta fraza zupełnie niczego nie oznacza. Jeśli francuski rewizjonista wypowie do ciebie zdanie: “Pokaż mi lub narysuj mi magiczną nazistowską komorę gazową”, ty powiesz: “Nie można zadawać pytania jak to technicznie, takie masowe morderstwa, były możliwe; po prostu to było technicznie możliwe, ponieważ to się stało”. Taką “odpowiedź “, trzydziestu czterech naukowców i historyków, w tym Pierre Vidal-Naquet, Léon Poliakov i Fernand Braudel, uznało za wspaniale wymyśloną w 1979 roku. A kiedy amerykański rewizjonista, Bradley Smith, cię zapyta: “Czy możesz dać mi nazwisko choćby jednej osoby, wraz z dowodem, która zginęła w komorze gazowej w Auschwitz?”, wtedy gdy już zdąży to dodać, że jeśli jego prośba jest źle sformułowana, to wypada, abyś mu odpowiedział – dlaczego, ty odpowiedz na to milczeniem. Powtarzaj za mną: “Ci Francuzi mają rację, którzy mówią, że nie należy stawiać pytań, i że rację mają również te tysiące nauczycieli na całym świecie, którzy milczeli zarówno w chwilach naukowych przełomów, jakie zawdzięczać należy zaprzeczaczom, a także na temat szeregu porażek doznanych przez Rauli Hilbergów, Jean-Claude’ów Pressaców, Robertów Badintersów i różnych innych w sądach”. Amen.

5. Z gorliwością serca powtarzać będziesz po Amerykaninie, Raulu Hilbergu, naszym historyku Numer Jeden, który jest dokładny tak bardzo, jak nasz własny Leon Poliakov, że w archiwach III Rzeszy nie ma, niestety, nie da się znaleźć najmniejszego dowodu, że władze niemieckie zakładały, rozpatrywały, organizowały lub dopuszczały się zorganizowanej rzezi żydów. I powtarzaj, jak echo, słowa tego samego Raula Hilberga, w jakich będziesz tłumaczyć, że “holokau$t” został przygotowany, opracowany i zrealizowany bez jakiegokolwiek rozkazu (Hitlera lub kogokolwiek innego), planu, agencji specjalnej do wykonania tego zadania, bez pisemnych instrukcji, budżetu, tak po prostu z niczego, ale spontanicznie w porywie serca, poprzez zjawisko kolektywnego creatio ex nihilo, i że to miało miejsce i wydarzyło się, o dziwo, w świecie ogromnej biurokracji niemieckiej. Powtarzaj za mną: “holocau$t” został przygotowany, opracowany i zrealizowany przez ogromną biurokrację niemiecką wskutek “nieprawdopodobnego spotkania się niesamowitej jednomyślności rozproszonych umysłów, jakie zawarły consensus czytania myśli innego człowieka” i nastąpił jako “dzieło ze sfery duchowej, wspólnego zrozumienia, wziął się ze współbrzmienia i synchronizacji”. Nie omieszkaj oddać hołdu profesorowi Raulowi Hilbergowi za tego rodzaju wyjaśnienie, jakie nosi pieczęć dobrego zrozumienia Talmudu. Amen.

6. W cuda i w miliony cudownie ocalałych żydów masz wierzyć. Gdybyś powiedział, że byłeś w Lourdes pewnego dnia i tam zdarzył się cud, to nazajutrz powiedzieć masz, że odnotowano tam cudów dziesięć, a pojutrze sto cudów tam się dokonało, a gdy uwierzą, wtedy ty parskniesz śmiechem, i słusznie, po czym objaśnisz wszem i wobec, że to żart był tylko; ale jeśli widzisz, że wraz z upływem czasu, liczba cudownie ocalałych, którzy robią pieniądze wzrasta, a popyt na nich wciąż niebywale rośnie, wtedy powtarzaj za mną: “Będziesz strącał ze swych myśli pokusę spierania się, za to iść będziesz, głosząc: “Jeśli żydowski ocaleniec przeżył, to jest to żywy dowód na coś, to jest oczywiste, że nie było eksterminacji żydów; takie mnóstwo cudowności cudów to już nie żaden cud, ale raczej najbardziej oczywisty dowód, że Niemcy nie mieli polityki eksterminacji żydów”. I kiedy te ocalały istoty rodziły się w Auschwitz lub były dziećmi w Auschwitz, podziwiaj te cuda. Amen.

7. Przed naszymi relikwiami pokłon oddasz, i będziesz zmuszać gojów do oddawania nam pokłonów. Gdy na pielgrzymkę do miejsc świętych się wybierzesz, takich jak Auschwitz, Golgota wielkiej martyrologii żydowskiej przekształconej w miasto z opisu Barnuma, Humbug, twą wolą będzie nie widzieć ani prawdziwych komór gazowych ani prawdziwych ruin komór gazowych; w Auschwitz – zapragniesz, aby ci pokazano, “komorę gazową”, lecz taką, jak pokazano w “Wszystko, co w środku, jest fałszywe” (Everything in it is false, francuski historyk Eric Conan w 1995 roku). Czyń swoją wolę i zechciej ujrzeć masy butów, okularów i włosów tych, o jakich mówi się “zagazowani”, albo jeszcze, kostki mydła rzekomo wykonane z tłuszczu naszych żydowskich braci i sióstr. Pobożnie powstrzymaj swój umysł przed powstaniem w nim pomysłu, że we wszystkich krajach Europy w czasie wojny, w obozach, jak też poza nimi, był niedostatek, braki w zaopatrzeniu, blokady morskie, niszczenie przez bombardowania aliantów, ale one nie spowodowały zaistnienia konieczności zdobywania niezbędnych odzyskiwalnych materiałów wszelkiego rodzaju, których zaczynało brakować, ani również potrzeby ich naprawy, regeneracji lub recyklingu, a włosy, na przykład, stosuje się w przemyśle włókienniczym. Będziesz zapominać o tym, że kostki mydła, po zbadaniu, okazały się być bardzo zwykłymi kostkami mydła. Będziesz łykać to wszystko, jak pelikan. A w Muzeum holokau$tu w Waszyngtonie, będziesz walił czołem w pokłonach przed możliwie najlepszym świadectwem istnienia magicznych komór gazowych: na samym szczycie sterty butów mniej lub bardziej zużytych lub po recyklingu, wielkimi literami przeczytać będziesz mógł: “Jesteśmy ostatnimi świadkami” : tak, buty przemówią do ciebie. Jeśli w tym ogromnym muzeum pozbawionym jakiegokolwiek naukowego dowodu, czy też reprezentacji bądź obecności logiki, nie wyobrazisz sobie nazistowskiej “komory gazowej”, wówczas staniesz przed kanistrami z cyklonem B, i z całym swoim zapasem wytrzymałości, na jaką cię stać, oprzeć się będziesz musiał pokusie, aby sądzić, że Niemcy stosowali je w normalnych warunkach (to produkt wytworzony w oparciu o kwas cyjanowodorowy, wynaleziony przez uczonego żyda Habera około 1922 r. do zabijania szkodników, szczególnie wszy, nosicieli tyfusu); będziesz mieć to w swojej głowie po wsze czasy, że Niemcy używali ich do zabijania żydów, zaiste, gdyż we wszystkich rzeczach wypada czynić sądy jedynie w odniesieniu do tego, co twierdzą żydzi, konsubstancjalnie skazani na zagładę. Jak monetę królestwa – a jest to godne zaiste, aby tak powiedzieć – ty akceptować będziesz fantasmagoryczne opowieści naszych profesjonalnych handlarzy tandetą, płci męskiej i żeńskiej, którzy robią rundy objazdowe po szkołach, po uczelniach i innych miejscach edukacji gojów. Będziesz wiedzieć bez cienia wątpliwości, że w przywoływaniu tej przeszłości, to Pamięć jest ponad historię, to powieść historyczna ma wyższość nad badaniami naukowymi, o tak zaiste, sztuka dramatu i fikcji lepsza jest niźli pokornie podlejszy dowód materialnej rzeczywistości. Miej w głowie swej zakarbowane: trzewia wierzącego w “holocau$t” są w stanie strawić kamienie. Amen.

8. Do samego szczytu Świątyni w Jerozolimie zaniesiesz Ojca Patricka Desbois, który stojąc w szeregach stowarzyszenia Yahad-In Unum, złożonego z żydowskich doradców, opracował najbardziej zdumiewającą operację holocau$tyczną, jaką można sobie wyobrazić. Wyczuwając swą niezmierną wrażliwością, i słusznie, że gaz już przestał pełnić swą pożyteczną wcześniejszą rolę, i w związku z tym nie ma już co upierać się przy sprzedaży magicznych komór, zastąpił on pierwotny “holocau$t za pomocą gazu” super-magicznym wynalazkiem “holocau$tu z użyciem nabojów”, a następnie z ultra-super-magicznym “holocau$tem poprzez zaduszenie”. W ramach koncepcji “holocau$tu kulowego” już w czerwcu 2009 roku, wyszukał on na części dawnego “Frontu Wschodniego” ponad 1200 wspólnych grobów zawierających jakoby ponad milion zwłok żydów zabitych przez niemieckie kule. Nie powinieneś pytać o to, ile wspólnych mogił rozkopał on, aby dojść do tych wniosków, bowiem nie rozkopał żadnego. Nie będziesz nalegać na to, aby się dowiedzieć, jak sprawił on ów obrachunek, bowiem nie mógł zająć się liczeniem zwłok, gdyż żadnego ciała nie ekshumowano. Użyć tutaj musisz szkolnej talmudycznej arytmetyki, zgodnie z którą, nic + zero = więcej niż milion. Nie wolno tobie pytać go, jak uczynił on tę rachubę ciał, ciał, jakich nikt, począwszy od niego samego, ani nie widział ani nie stwierdził ich obecności. Ale wierzyć będziesz w jego słowa bez zająknienia. Bowiem jest to cholernie święty człowiek; tak zaiste, nawet wśród samych historyków, którzy mogliby przybyć, aby poddać go krytyce, nie znajdzie się nawet jeden, jaki miałby czelność powiedzieć, że cesarz nie jest ubrany, że jest nagi jak robak, i że Ojciec Desbois ma na poparcie swoich twierdzeń dokładnie zero odkryć masowych grobów, dokładnie zero odkrytych ciał żydowskich czy też nie-żydowskich (za wyjątkiem kilku normalnie pochowanych, jak na przykład na cmentarzu żydowskim ukraińskiego miasta Busk). W Londynie, w 2006 roku, “rabin Schlesinger, bardzo stary” nauczał Ojca Desbois, że “żydzi zamordowani przez III Rzeszę byli tsadiqim, byli “święci” i że zstąpiła na nich pełnia życia wiecznego. W związku z tym, ich miejsca pochówku, gdziekolwiek by się znajdowały – pod autostradą czy też w ogrodzie – należy pozostawić w stanie nienaruszonym tak, aby nie zakłócać ich spoczynku” (holocau$t nabojowy: ksiądz w podróży w celu odkrycia prawdy o mordzie na 1,5 mln żydów). Na Ukrainie i w Galicji, ziemiach niezliczonych walk między Niemcami a Rosjanami w czasie II wojny światowej, Ojciec Desboi ku swemu wielkiemu zdziwieniu dokonał odkrycia niemieckich łusek po pociskach. Zatem szybko wyrozumował, że jest to tak bardzo materialny dowód na to, że żydowscy cywile, tak zaiste, tylko i wyłącznie żydzi, zostali zabici przez te kule. W mądrości swojej objawił: “Niemcy nie używali więcej niż jednego naboju do zabicia żyda. Trzysta nabojów, 300 pocisków, wykonano tu egzekucję 300 osób”. W świątobliwych bajdurzeniach Ojca Desbois objawiło się coś, co przekracza najbardziej śmiałe proroctwa apostolskie wszech czasów na całej ziemi: hołdu domaga się zatem jego odkrycie. Wyrzekł on nam te oto słowa: ponad sześć milionów żydów zginęło. A gdy zaczytywać się będziesz zawartością ostatniego rozdziału “holocau$tu przez zaduszenie“, przeprowadzonego po nocy przy pomocy kołdry i poduszki, i gdy wzrok twój zatopi się w poznawaniu tego nieznanego holocau$tu, który jest wierzchołkiem spontanicznej rzezi żydów, powstrzymywać się masz od chichotów i będziesz mówić do siebie samego: “To jest olbrzymi kubeł pomyj zaczerpniętych wprost z chlewa. On nakazuje nam przełknąć to wszystko z wielką łatwością. Zauważ, jakże wartościowym jest mówić tak do Chrześcijan, tych gołębi, o gołębim sercu, skazanym na rwanie im piór na żywca (w dzieciństwie, u swego dziadka, on kradł mu je, a potem sprzedawał jako drób we francuskiej krainie Bresse). Czyż nie zasłużył on sobie na Legię Honorową, jaką Sarkozy-Mallah go udekorował, a także na żółty dywan, jaki rozwijają przed nim wszędzie na całym świecie, i na synagogi wypełnione po brzegi kapelusznikami, o tak zaiste, na honory i chwałę Sorbony zarobił sobie przy wsparciu profesora Edouarda Husson. Nagroda debilnego-żartu-i-sztuczek-poniżej-pasa Nobla należy się Ojcu Desbois”. Amen.

9. W imię Pamięci, zawsze żądać będziesz coraz więcej pieniędzy i coraz więcej nowych wojowniczych wypraw krzyżowych przeciwko nowym Hitlerom, którzy są legionem wyposażonym w broń – z blachy ocynkowanej – masowego rażenia. Holocaustów żądać będziesz, tak zaiste, ofiar całopalenia Gojów. Powtarzaj za mną: “Potrzebujemy pieniędzy, jeszcze więcej pieniędzy.” Albo: “Im bardziej wyć będę, tym więcej dostanę, żebym się zamknął; im bardziej ryczeć będę i rzewnych łez wylewać, tym więcej mi dadzą, abym się uciszył; im głośniej będę zawodzić!” Albo: “Wojny, wojny zawsze i ciągle jeszcze więcej wojen! To jest dobre dla biznesu Shoah i Przemysłu holokau$tu”. Jehowa, po twoich modlitwach, zatrzyma bieg słońca wokół ziemi, aby ubój Gojów mógł trwać przez cały dzień. Jehowa zna swą mądrość. Jak piękna jest przyszłość, którą rozkazał dla nas! Niech żyje obowiązkowe nauczanie o holokau$cie, począwszy od małych dzieci i ich “przypadku szkolnego Simone Weil!”. Niech żyje specjalna indoktrynacja żandarmów, policjantów, sędziów, żołnierzy, nauczycieli, dziennikarzy! Niech żyje namnażanie shoatycznych tablic na budynkach, na frontowych ścianach szkół, na pomnikach! Niech żyją pielgrzymki do Auschwitz pełne samolotów czarterowych i trenerów od shoaicznych nauk! Niech żyje szantaż, któremu uległo tak wiele instytucji, jak francuskie koleje państwowe, w tak wielu krajach, takich jak Szwajcaria! Najpierw chcieli stawiać opór, niektóre z nich poprosiły o uzasadnienie. I na koniec okazali za to żal i skruchę! Całkiem sprawiedliwą replikę otrzymali oni, że takie odruchy antysemickie mogą tylko pogorszyć ich sprawy, i że warto jednak niezwłocznie wykonać polecenia, bez gadania, i dać szantażystom tyle, ile zażądali. Oni oddali pokłon. Przygwożdżeni zapłacili co do grosza. A to oznacza tylko, że znowu do nich wrócimy w przyszłości i domagać się będziemy nadwyżki opłat “restytucyjnych, odszkodowań, rekompensat i kompensat”. I Niemcy, których rodzice nie narodzili się nawet w 1945 r. dadzą nam, przynajmniej do roku 2030, miliardy dla żydów, nawet tym, którzy jeszcze nawet nie przyszli na ten świat. “zażydzaj się albo giń”: to hasło musi dyktować wszystkie kierunki postępowania. Toć to tak szlachetny ideał, że warto mu poświęcić wszystko, a potem, gdy będą oni oddawać wszystko, wtedy ich rząd otrzyma rozkaz dawania, tak zaiste, dawania jeszcze więcej. A niektórzy z tych Gojów może pomyślą: “To niemożliwe: tak będzie – nie chyba nie? – zatrzymaj się wtedy na jeden dzień, bowiem posiądą oni prawdę – czyż nie? – uświadomić sobie, że oni zaszli już za daleko”. Ten dzień nadejdzie, gdy w swej mądrości ogarniemy, iż “zaszliśmy już dalej niż za daleko”. I przy pomocy naszej bezczelnej hucpy, tak zaiste, naszego niczym nie wzruszonego tupetu, musimy ogłupić Goja… Weź wtedy przykład Francji, gdzie, dzięki zrozumieniu tej kwestii przez Mr Guillaume Pepy, przewodniczącego SNCF, każdy podróżnik, który zapłacił cenę biletu kolejowego, dostarczył w ten sposób, nieświadomie, swej ofiary na rzecz najbogatszego barona Erica Rothschilda, akredytowanego opiekuna Pamięci Shoah. Amen.

10. Takim oto sposobem, stać się możesz godnym tych z nas, którzy w roku 1900, odnaleźli recepturę na znoszenie przez kurę złotych jajek poprzez cudowne walnięcie obuchem mitu Sześciu Milionów. Najwyższy czas, aby ujawnić ten fakt: już od roku 1900, a może nawet jeszcze przed tym rokiem, niektórzy żydzi z Nowego Jorku posiedli, wraz z rabinem Stephenem Wisem, genialny pomysł kampanii reklamowej z niezmiennym i wysoce opłacalnym refrenem: “Dla naszych sześciu milionów braci umierających w Europie, dajcie, co możecie!” Robiąc specjalną kolumnę do drukowania takich ogłoszeń reklamowych, New York Times przez całe lata 1900-tne, 1910-te, 1920-te, 1930-te nieprzerwanie powtarzał ten refren. Początkowo krwiożerczymi złoczyńcami wyznaczonymi przez amerykańskich żydów byli Rosjanie, Ukraińcy, Carowie Rosji. W drugim etapie, złoczyńcami byli Polacy i ich generałowie. W trzecim etapie, w latach 30-tych, stali się nimi Niemcy i Hitler. A nieustanne przypływy pieniędzy nasycały przepływ karmienia propaganda, co z czasem przyniosło wspaniałe wymiary. Nienawiść do zabójców żyda rosła. Wielka krucjata przeciwko Hitlerowi zamajaczyła w świątobliwych głowach. Znowu jeden wysiłek propagandowy, jeszcze więcej pieniędzy na szerzenie wiary w demokrację, tak zaiste, również w demokrację radziecką, a oto w końcu w 1941 roku wybuchła nowa wojna, tym razem na całym świecie. I wiele widoków na wielki biznes już pojawiło się na horyzoncie. Stany Zjednoczone musiały oczywiście odczuć potrzebę przyłączyć się do tańca z Wujkiem Joe. Amerykanie wysłali za obydwa oceany swych chłopców i ich latające fortece, aby dokonywać fosforyzowania cywilów, i atomizowania japońskich miast (i od tego momentu, w ostatnich czasach, wyszła jawna koncepcja leczenia różnych innych narodów w najbardziej demokratyczny sposób, to jest napalmem, Agent Orange, zubożonym uranem). A Święte Przymierze Roosevelta, Churchilla i Stalina namnożyło różnych wielce pobożnych i krwistoczerwonych kłamstw. Oto mamy rok 1945: wojna jest wygrana. Opadła kurtyna. I na rozprawie w Norymberdze objawia się ostateczne objawienie, coś, co będzie kulminacyjną sceną pokazu godnego Hollywood i Broadwayu: tym razem Six Million już “nie umierają w Europie”, ale owe 6 mln po prostu uznane zostaje za martwe, zabite, unicestwione. Mimo to, w jaki sposób przekonać sędziów z Norymbergi, aby uznali tę liczbę sześciu milionów żydów? Tę wstrząsającą liczbę, delegacja USA, której 75 % członków to żydzi (tak stwierdził Thomas J. Dodd, prokurator w Norymberdze w prywatnym liście z 2007 roku), naturalnie miała na uwadze, od zawsze. I zrządzeniem opatrzności rozwiązanie samo objawiło się poprzez postawienie przed sądem osoby niemieckiego więźnia, któremu grożono zesłaniem do obozu węgierskich komunistów, a który potem był nadal szantażowany. W ostatnich miesiącach wojny, ppłk Wilhelm Höttl, który miał być wykluczony z szeregów SS za malwersacje, wszedł w kontakt z aliantami. I został zabrany w ręce “amerykańskiego” zespołu w Norymberdze, który zaczął go rozpieszczać. I wykazał się on niezwykłą gorliwością. Pewnego pięknego dnia, 7 listopada 1945 r., podpisał oświadczenie stwierdzające, że jego kolega Eichmann powiedział mu w któryś inny piękny dzień w Budapeszcie, w sierpniu 1944 roku, że prawie na dziewięć miesięcy przed końcem wojny, już zgładzono dwa miliony żydów na Wschodzie, a cztery inne miliony w “obozach zagłady” (Vernichtungslagern). Słowa Höttla – ale niech to pozostanie między nami – to zwykły absurd: zawierają bowiem – znak rażącego fałszu – anachronizm, tak zaiste, bowiem “Vernichtungslagern” jest to tylko tłumaczenie amerykańskiego neologizmu “obozy zagłady”, pochodzącego z listopada 1944 roku.

W Jerozolimie, w 1961 roku, Eichmann, zapytany o to oświadczenie przez sędziego śledczego z izrahella, Avnera Lessa, miał odrzec, że jest to “miszmasz poplątanego bełkotu” (ein von Sammelsurium Durcheinander) wynaleziony przez Höttla, a Höttl z kolei, w 1987 roku w końcu sam przyznał, że nie wolno przywiązywać wagi do podobnego steku nonsensów: powiedział, że Eichmann mówił coś do niego pod wpływem pijaństwa, i czuł wobec Höttla rodzaj kompleksu niższości, który doprowadził go do wyolbrzymiania i podawania dowolnych danych liczbowych. Na całe szczęście, sędziowie w Norymberdze kontynuowali rozprawę, że nigdy nie pozwolono obronie zbadać zeznań Höttla, a na koniec, ci sędziowie poszli sobie tak dalece, aby orzec w ostatecznym wyroku, że Niemcy dopuścili się eksterminacji sześciu milionów żydów, tak jak zostało to dowiedzione … przez Eichmanna w własnej osobie! Dobry wierny, jakim jesteś, będzie zaszczycony uhonorować tysiące falsyfikatów popełnionych przez sędziów i historyków. Chwała niech im będzie dana. Bo bez nich cały gmach Wielkiego i Pobożnego kłamstwa “holocau$tu” mógłby się zawalić. Uczynisz to obowiązkiem swoim do końca dni twoich: zaiste, idąc wzorem i przykładem tych historyków i tych sędziów, za godne uznasz mówić to wszystko, robić to wszystko, wymyślać to wszystko, aby gmach naszego najdroższego i świętego “holocau$tu”, jaki już pękać zaczyna i drżeć w posadach, nie szczeznął na wieki. Jehowa dziękuję ci za to z góry; w przeciwnym razie, jak stoi w słowach Dawida, ukarze cię on “strzałami ostrymi potęgą, spali ciebie węglami jałowca”.

Może być azali i zaprawdę, że owo delirium kłamstwa i wierzeń jest jak łowienie pcheł. I co z tego?! Załóżmy się zatem o te pchły. Pozwól nam skazić nimi, dla celów teraźniejszości, sześć tysięcy milionów ludzi, oraz przyszłe pokolenia, wiele innych tysięcy milionów. Pozwól nam działać tak, abyśmy obdzierali skorupę ziemską ze skóry w ten sposób, aż do końca czasów. Amen.

http://polskawalczacastopsyjonizmowi.co ... more-42715

Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Śr kwi 24, 2013 2:43 pm

Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Cz kwi 25, 2013 12:42 pm

HOLOSZWINDEL, STOP SYJONIZMOWI
„KOMORA GAZOWA” AUSCHWITZ I


KWIECIEŃ 24, 2013 STOPHASBARA 1 KOMENTARZ
źródło: http://www.historiography-project.com/j ... isson.html

autor: prof. Robert Faurisson

przygotował: Pluszowy Miś

Od roku 1948, roku założenia przez polskie władze komunistyczne Państwowego Muzeum w Oświęcimiu, miliony turystów, 500 tys. rocznie na początku lat 90-tych, odwiedza obiekt krematorium na terenie obozu głównego (Auschwitz I), tam gdzie znajduje się „komora gazowa”.

Przewodnicy muzeum pokazują tę konstrukcję krematorium (Krema) i jej „komorę gazową”, twierdząc że jest autentyczne, ale co bardziej sceptyczni goście, którzy zadają impertynenckie pytania otrzymują w końcu odpowiedź, przynajmniej od czasu moich własnych wizyt z 1975 i 1976 roku, że jest to w rzeczywistości „rekonstrukcja”, a potem nadal informuje się tych niedowiarków, że jest to identyczna replika oryginału. W latach 1941-42, Krema było bardzo zwyczajnym urządzeniem krematoryjnym, w szczególności zaś pełniło rolę kostnicy do czasowego magazynowania zwłok oraz bloku kremacji ciał wyposażonego w 6 pieców. W latach 1943-44, te 6 pieców zostało usuniętych wraz z kostnicą, a całość wraz z tymi częściami budynku została przekształcona w schron przeciwbombowy wyposażony w salę operacyjną służącą dla opodal położonego szpitala SS.

Dokonałem tych odkryć w latach 1975-76, a ich wyniki opublikowałem między 1978 a 1980 r.

Eric Conan

15 lat później, dziennikarz i historyk Eric Conan, chociaż mający dość wrogi stosunek do rewizjonizmu, opublikował w styczniowym wydaniach (19-25, 1995) wysoce-poczytnej gazety francuskiej, L’Express, długi esej zatytułowany: “Auschwitz: pamięć zła” (“Auschwitz: la mémoire du mal”), w jakim zdemaskował fałszerstwa na temat krematorium i „komory gazowej” [szukaj: "Główny dziennik francuski przyznaje, że komora gazowa Auschwitz to oszustwo”, Jan.-Feb., 1995 Journal, str. 23-24]

Co do tej kwestii, oto poniżej wyniki jego odkryć (str. 68), do których się odnoszę kładąc nacisk na niektóre słowa:

Gdy w 1948 stworzone zostało Muzeum, Krematorium zostało zrekonstruowane [reconstitué] do przypuszczalnego stanu pierwotnego. Wszystko w nim to fałsz [Tout y est faux]: wymiary komory, umieszczenie drzwi, otwory na wsypywanie cyklonu B, piece (przebudowane wg wspomnień części ocalałych), wysokość komina. Pod koniec lat 70-tych, Robert Faurisson wykorzystał te fałszerstwa w swej analizie w jeszcze lepszy sposób, po czym urzędnicy Muzeum uczynili wszystko, aby udaremnić przyznanie się do faktów.

Conan rozpytywał urzędnika Muzeum w sprawie, jaką nazywa „nadinterpretacją” oraz na temat tego, co Théo Klein, były przewodniczący CRIF, „rady przedstawicieli organizacji żydowskich Francji” nazwywa „sztuczką”. Conan pisze (str. 68):

Krystyna Oleksy, okna jej dyrektorskiego gabinetu, zajmującego były obiekt szpitala SS, wychodzą wprost na obiekt Krematorium I, nie powstrzymuje się [przed powiedzeniem prawdy na temat „komory gazowej”]:

„Na razie mamy zamiar zostawić to w obecnym stanie i nie dawać żadnych szczegółowych wyjaśnień dla odwiedzających. To zbyt skomplikowane. Zobaczymy, co będzie później”.

Wypowiedź tej osoby znaczy tyle, co powiedzenie: „Kłamaliśmy. Kłamiemy. Będziemy nadal kłamać…a potem się zobaczy”.

Debórah Dwork i Robert-Jan van Pelt

W 1996 r. wydawnictwo W.W. Norton (New York) opublikowało 443-stronicową pracę historyczną na temat Oświęcimia, od roku założenia miasta aż do chwili obecnej. Auschwitz: 1270 to the Present została napisana przez dwoje historyków żydowskiego pochodzenia, Amerykankę Debórah Dwork i Kanadyjczyka Robert-Jan van Pelta. Piszą oni, że władze Muzeum Państwowego w Oświęcimiu dokonały wielu zmian, przekształceń i falsyfikacji na terenie obozu Auschwitz I w odniesieniu zarówno do obiektu, gdzie przyjmowanego i rejestrowano więźniów, jak też budynku krematorium I i znajdującej się tam „komory gazowej”. Autorzy używają następujących określeń: „powojenne zamroczenie”, „dodatki”, „usunięcia”, „likwidacje”, „rekonstrukcje”, „wielka powojenna rekonstrukcja” (str. 363), „przebudowany”, „przywłaszczenie”, „poddany odbudowie” (str. 364), „sfałszowany” (str. 367) oraz „proceder fałszowania” (str. 369).

Na temat „komory gazowej” piszą (str. 364): „[po wojnie] zostały zainstalowane cztery odlane w metalu otwory w dachu, przez które jakoby wlewano cyklon B do komory gazowej znajdującej się poniżej”.

Jak piszą dalej (str. 364), nie ma żadnego oznakowania albo tablicy, jaka ma zwrócić uwagę odwiedzających na dokonane zmiany, a o nich „…przewodnicy milczą…gdy oprowadzają gości po tym obiekcie, jaki przez turystę jest uważany za miejsce, gdzie to się stało”.

Apel do UNESCO

Cały kompleks Auschwitz jest zarejestrowany jako obiekt światowego dziedzictwa przez UNESCO. Część krajów islamskich, gdzie doszło do bardzo poważnego oburzenia i protestów w związku z lutowym (1998) skazaniem przez sąd w Paryżu francuskiego naukowca, Rogera Garaudy, za kwestionowanie istnienia „komór gazowych”, wniosło do UNESCO petycję dotyczącą symbolicznej „komory gazowej” w Auschwitz.

Domagają się one przeprowadzenia bezstronnego badania z dziedziny kryminalistyki pozostałości „komory gazowej” na terenie Auschwitz-Birkenau w budynku Krema II. Dach z otworami rzekomej „komory gazowej” do masowej eksterminacji najwyraźniej nigdy nie miał żadnego z 4 specjalnych otworów (25 x 25 cm), poprzez które, jak nam się wmawia, wsypywano granulat cyklonu B.

To mógłby być dobry przyczynek do badań, jak w ogóle można było przeprowadzać rzekome operacje gazowania w Birkenau, samym jądrze czegoś nazywanego „holocau$tem”?


http://polskawalczacastopsyjonizmowi.co ... schwitz-i/
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Pt kwi 26, 2013 2:33 am

IV CZĘŚĆ EPOPEJI W ODCINKACH: GDZIE SIĘ PODZIALI BRAKUJĄCY ŻYDZI?


http://polskawalczacastopsyjonizmowi.co ... more-42985

Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Hubal » Pt kwi 26, 2013 8:53 pm

Zabrac te baraki i wyp..do hoojłodu

Obrazek
Patria Nostra przeciw oczernianiu Polaków
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... lakow.html
Hubal
 
Posty: 760
Dołączył(a): Śr lis 07, 2007 4:41 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Hubal » N kwi 28, 2013 7:22 am

Immer mehr Professoren können die Lügen nicht mehr ertragen und brechen aus!
http://globalfire.tv/nj/13de/juden/jude ... _leute.htm
Coraz więcej profesorów nie może dłużej tolerować kłamstwa!
Professor Jasiewicz
po polsku
http://natemat.pl/56739,zydzi-byli-sami ... kim-getcie
Obrazek

Berlusconi chwalił Mussoliniego w Dzień Holocaustu
i chrapie demonstracyjnie podczas Holo-świętowania :lol:
Berlusconi dosłownie: "Benito Mussolini też uczynił tak wiele dobrych rzeczy .... :D
Obrazek
http://globalfire.tv/nj/13de/juden/berl ... uropas.htm
Hubal
 
Posty: 760
Dołączył(a): Śr lis 07, 2007 4:41 pm

Re: Mit holokaustyczny i jego zadanie

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Pt maja 03, 2013 5:31 am

Wszystko o holo-kicie w jednym miejscu:


http://trutube.tv/search_result.php?que ... mit=Search


Ogladajcie koniecznie i podajcie dalej.


Jerzy
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Historia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości