Milicja strajkuje

Milicja strajkuje

Postprzez krzysiek4 » Cz wrz 11, 2014 5:16 pm

Obrazek


W okresie karnawału Solidarności nawet zbrojne ramię partii zaczęło marzyć o własnym niezależnym, samorządnym związku zawodowym.


Funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej tworzyli dość zamknięte i jednorodne środowisko. Służba zapewniała stabilizację, przywileje i niezły poziom życia, legitymacja dawała poczucie władzy. Dlaczego nawet oni chcieli zmian?

Nowi mundurowi

Na początku lat 70. zaczęto przyjmować do milicji już nie tylko słusznych klasowo robotników i chłopów, ale też inteligentów. Ba, wprowadzono obowiązek posiadania wykształcenia wyższego dla oficerów i średniego dla podoficerów. Reforma administracyjna z 1975 r., dzieląca kraj aż na 49 województw, wymusiła szybkie tworzenie nowych jednostek MO. Nabór objął sześć tysięcy funkcjonariuszy.

Jednym z nowych był Wiktor J. Mikusiński, syn żołnierza AK z oddziałów „Maka” i „Tatara”. Za namową rodziców poszedł na studia prawnicze w 1965 roku. Był uczestnikiem seminarium prof. Lecha Falandysza z kryminologii. W 1968 r. brał udział w strajkach studenckich i na własnej skórze poczuł milicyjne pałki. Po studiach o specjalizacji karnej został skierowany do pracy w WSS Społem, gdzie zajmował się m.in. dokumentowaniem skutków nadużyć i włamań do sklepów. Był częstym gościem w Komendzie Stołecznej MO i tam spotkał kolegę ze studiów. Porównali pensje, kolega zarabiał 4000 zł, on – 1300.

Złożył podanie o pracę w MO. Wydawało mu się, że to już inna milicja, nie ta z twarzami pałkarzy z marca 1968 r. „Gnom” Gomułka odszedł, a Gierek dawał nadzieje na zmiany. Naczelnikowi Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego, doktorowi prawa, spodobała się specjalizacja karna Mikusińskiego, zainteresowanie historią, kryminologią i medycyną sądową. Został przyjęty 1 stycznia 1973 roku.

Mikusiński wspomina swoją pracę: „Dla mnie Warszawa jawiła się jako miasto zbrodni. Gdziekolwiek bym się ruszył, trafiałem na miejsce znane mi z topografii przestępczości”. Każdy funkcjonariusz spotykał na swojej drodze oszustów, fałszerzy, narkomanów, piromanów, gwałcicieli, morderców, a sporadycznie nawet takie indywidua jak pewien doktor filozofii z UW, który kierował gangiem małoletnich kieszonkowców.

Frustracje na służbie

Mimo przywilejów trudy życia codziennego dotyczyły również milicjantów. Koleżanki Aldony Mikusińskiej były w szoku, że stoi razem z nimi w kolejce do spożywczego lub odzieżowego. Zasobność sklepów za żółtymi firankami była mitem. Szeregowi funkcjonariusze czy młodzi oficerowie mogli kupić to, czego nie wzięły wyższe szarże. Najczęściej błękitne skarpetki.

Sprzęt i umundurowanie były przestarzałe, budynków nigdy nie remontowano. Do furii doprowadzało milicjantów wysługiwanie się nimi przez SB: musieli odwalać ich papierkową i operacyjną robotę. Między funkcjonariuszami krążyło powiedzenie: „Esbek to nie praca, to charakter”.

Mikusiński przez dwa lata zajmował się nadzorowaniem postępowań prowadzonych w komendach dzielnicowych i miejskich. Szybko się przekonał, że 20 proc. zgłaszanych przestępstw nie było rejestrowanych. Kierowniczka sekcji nadzoru zabroniła mu napisania tego w raporcie i wymyśliła formułę „nie w pełni odpowiadające rzeczywistości rejestrowanie zgłoszonych wydarzeń”. W latach 70. rosły aspiracje części funkcjonariuszy i rozbudzały ich krytycyzm wobec państwa i resortu spraw wewnętrznych.

Jedną z najbardziej dotkliwych bolączek było lekceważenie prawa przez ludzi władzy oraz samą milicję. I tak na przykład po zajściach w Ursusie w 1976 r. przesłuchiwany przez Mikusińskiego mężczyzna skarżył się, że niósł kwiaty na ślub kolegi, kiedy został zgarnięty przez patrol z ulicy, pobity pałkami i wrzucony do więźniarki. Dwaj inni mężczyźni stali przed sklepem w Opaczy, jedna z ciężarówek zatrzymała się, a milicjanci, którzy z niej wyskoczyli, pałkami zapędzili ich do ciężarówki.

Brak zaufania młodych milicjantów do władz podkopały jeszcze bardziej wydarzenia z Radomia, kiedy ponownie użyto MO przeciw społeczeństwu. Frustrację pogłębiały „święte krowy”. Nikogo nie można było zatrzymać, nie sprawdzając przedtem, czy osoba ta nie ma znajomości w partii lub w resorcie. Nawet aresztowanie księdza oskarżonego o przestępstwo należało konsultować z SB, bo mogło się okazać, że jest on „pod opieką”. Po jednej z takich prób zatrzymania Mikusiński usłyszał od naczelnika: „Musicie zrozumieć, towarzyszu, że czasem interes procesowy musi ustąpić przed interesem politycznym państwa”.

Władze partyjne nakazały zakończyć śledztwo dotyczące nowodworskiej grupy gwałcicieli, o których rozpisywała się prasa. Dlaczego? Ponieważ ktoś w KC doszedł do wniosku, że Polska będzie wyglądać w opinii międzynarodowej jak kraj gwałcicieli. W 1980 r. mieszkańcy jednego z osiedli w Piasecznie zatrzymali młodego mężczyznę, który molestował dziewczynkę. Oskarżenie go okazało się niemożliwe, ponieważ był synem generała. Wkrótce i ojciec dziewczynki wycofał oskarżenie. Został przekupiony wysokim awansem w pracy.

Obrazek


Rzuceni na pożarcie


Sierpniowe strajki w 1980 r. i powstanie NSZZ Solidarność nawet w środowisku funkcjonariuszy systemu wyzwoliły postawy reformatorskie. Wśród milicjantów narastało przekonanie, że MO powinno mieć charakter służby publicznej, a nie „zbrojnego ramienia partii”. Jednak większość widziała w Solidarności zagrożenie dla swojej pozycji. Dotkliwe było poczucie utraty władzy. Partia zaczęła się liczyć z opinią publiczną i co jakiś czas rzucała na pożarcie niektórych przedstawicieli komunistycznej elity, w tym milicjantów.

Coraz bardziej widoczne było napięcie między rządem i Solidarnością. Mikusiński od znajomych z „piętra wyżej”,czyli z SB, dowiedział się, że „niepokoje i kolejne strajki opanuje się za pomocą aresztowań i przypisania spraw kryminalnych działaczom opozycyjnym oraz, że zakłady pracy zostaną zmilitaryzowane”. Dla większości było jasne, że przygotowywano rozwiązanie siłowe. Wciąż trwały ćwiczenia. Jeszcze zimą 1980 r. milicjantów KS MO na jednej z odpraw zapoznano ze stanem broni komendy. Przydzielono im również konkretne zadania w razie nadejścia najgorszego. Wiosną 1981 r. zostali zapoznani z tajnym planem ewakuacji ich i ich rodzin. Mikusiński wspomina, że coraz częściej słychać było pogłoski o wprowadzeniu stanu wyjątkowego. Z jego sekcji oddelegowano dwóch funkcjonariuszy do SB, aby wypisywali wnioski o internowanie.

Apogeum napięć nastąpiło po pobiciu związkowców Solidarności w Bydgoszczy w marcu 1981 roku. Społeczeństwo coraz gorzej odnosiło się do funkcjonariuszy MO. To na nich spadało całe odium za nieprawości systemu. Atakowano budynki komisariatów, dyskryminowano dzieci milicjantów w przedszkolach i szkołach, zdarzyło się, że tłum uwalniał zatrzymanych, jeśli krzyczeli, że aresztują ich za Solidarność.

Jak ocenił mjr Maciej Zegarowski, wówczas członek Sztabu Wojewódzkiego MO w Bydgoszczy, zadziałał prosty mechanizm: „Kto interweniował? Milicja. Kto jest winien?

Milicja, zbrojne ramię partii. Całe niezadowolenie obróciło się przeciwko milicji, a partia położyła uszy po sobie”. Oceniając te wydarzenia, mówi, że „taka była polityka władz”. Dlatego gdy na komisariacie w Goleniowie 25 maja milicjanci uchwalili 14 postulatów, we wstępie deklarowali: „Nie pozwolimy robić z siebie tarczy, za którą przez całe lata ukrywali się inni, czyniąc zło, a teraz pozostawili nas samych sobie, by każdy mógł nas bezkarnie znieważać”.

Obrazek




Związek w komisariacie


Część milicjantów chciała reform. Załoga II Komisariatu MO w Gdańsku 25 marca 1981 r. uchwaliła rezolucję, w której funkcjonariusze zażądali m.in. ustalenia winnych zapaści społeczno-politycznej i gospodarczej Polski oraz nawiązania współpracy między Solidarnością i społeczeństwem a milicją. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że panowała niechęć służb prewencji do Solidarności. Na początku 1981 r. część milicyjnych organizacji partyjnych, przeważnie z komend wojewódzkich i miejskich, włączyła się czynnie do reformatorskiego ruchu struktur poziomych PZPR. Inicjatorem działań byli głównie młodzi oficerowie z wyższym wykształceniem.

Ruch związkowy w milicji zapoczątkowany został 20 maja 1981 r. na zebraniu przedstawicieli jednostek garnizonu katowickiego w Komisariacie MO w Katowicach w dzielnicy Szopienice. Zebrani zażądali m.in., żeby nie wykorzystywać milicji w politycznych rozgrywkach i utworzyć związek zawodowy, który reprezentowałby interesy funkcjonariuszy wobec władz.

Postulaty wywołały oddźwięk w jednostkach MO w całej Polsce. Czego chcieli milicjanci? Poprawy warunków służby, zlikwidowania biurokracji, odpolitycznienia milicji i oddzielenia jej od SB, odebrania aparatowi partyjnemu możliwości ingerencji w wymiar sprawiedliwości, zagwarantowania wolności poglądów religijnych. Ruch według ustaleń Mikusińskiego objął niewiele jednostek MO – 438, czyli zaledwie 17 proc. ogółu. Zaangażowało się w niego 13 tysięcy milicjantów, głównie z pionu prewencji – ci, którzy mieli na co dzień styczność ze społeczeństwem.



Wykreślamy: niezależni, samorządni

26 maja powstał Tymczasowy Komitet Założycielski Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Funkcjonariuszy MO. Utworzono go w Komendzie Stołecznej MO w Warszawie podczas otwartego zebrania organizacji partyjnej, w którym uczestniczyło kilkuset milicjantów z województwa. Atmosfera była podniosła. Dyżurni rozdawali telegramy nadchodzące z całej Polski. W sali odpraw przemawiał generał brygady MO Józef Beim, co świadczyło, że resort podchodzi do sprawy poważnie. Głos zabrał również kpt. Zdzisław Kledzik, wykładowca z ZOMO, który drobiazgowo analizował sytuację. Stwierdził, że resort jest oderwany od mas milicyjnych i związek zawodowy jest niezbędny. Rozległy się okrzyki: „Zakładamy związek!”. Starsi, pamiętający czasy UB, ostrzegali przed represjami. Zainteresowani byli też funkcjonariusze SB. Manfred Splinter z Polic wspomina to tak: „Przychodzili koledzy z SB, którzy chcieli, aby związek nazywał się ZZFMO i SB, ale my (…) daliśmy im do zrozumienia, że nie jest nam po drodze. Bo głównie chcieliśmy się zajmować przestępczością, a nie sprawami politycznymi. (…) Wszyscy byli przeciwni, bo wiedzieli, jakie numery oni robili”.

Komitet zwołał na 1 czerwca krajowy zjazd delegatów. Do Hali Gwardii w Warszawie przyjechało 700 funkcjonariuszy z 39 garnizonów. Powołali Ogólnopolski Komitet Założycielski Związku Zawodowego Funkcjonariuszy MO i Prezydium Komitetu liczące 52 członków reprezentujących 33 garnizony. Przewodniczącym komitetu został Wiktor J. Mikusiński. Na zebraniu zrezygnowano z części nazwy „Niezależny Samorządny”, żeby nie było skojarzeń z Solidarnością. Na początku czerwca delegacja rozmawiała oficjalnie z gen. Czesławem Kiszczakiem, który wówczas kierował Komisją Koordynacyjną Rady Ministrów ds. Umacniania Praworządności i Przestrzegania Porządku Publicznego. Nie zgodził się na powołanie związku zawodowego. Mgliście napomknął o możliwości utworzenia organizacji parazwiązkowej. A potem było tylko gorzej.


Obrazek



Zbliżenie z Solidarnością


Milicjanci (już tylko 377), którzy przyjechali na kolejny zjazd w czerwcu, zostali poinformowani o wprowadzeniu przez sztab MSW stanu PZ (poważnego zagrożenia) i zakazu prowadzenia działalności związkowej. Pozostały im więc petycje: do Sejmu, Rady Państwa i MSW. 10 czerwca złożyli w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie wniosek o zarejestrowanie ZZFMO. Dwa dni później sąd zwrócił pismo do uzupełnienia, a kierownictwo resortu odpowiedziało represjami. Zwolniono 99 funkcjonariuszy, a 400 musiało złożyć pisemną deklarację o zaprzestaniu działalności związkowej. Również Mikusińskiego wyrzucono z pracy. Nie były to, trzeba przyznać, zwolnienia dotkliwe: nie dyscyplinarne, lecz z powodu „ważnego interesu służby”. Oprócz odprawy w wysokości 3-5-miesięcznego wynagrodzenia byli milicjanci otrzymywali wypłacane co miesiąc przez rok świadczenie w wysokości ostatniego wynagrodzenia z wszelkimi dodatkami. Zachowali ciągłość pracy.

Mimo wszystko najbardziej wytrwali nie dali za wygraną i w lipcu 1981 roku 30 zwolnionych utworzyło kolejny Komitet Założycielski. Wniosek o rejestrację związku złożyli 27 lipca i, o dziwo, został przez sąd przyjęty. Tyle że później na rozprawie rejestracyjnej całą rzecz odroczono. W odpowiedzi milicjanci podjęli okupację Hali Gwardii. Wystarczyło jednak, że kompania ZOMO wyprosiła zebranych i po półgodzinie nie było śladu po strajku.

Akcja spowodowała jednak, że obradujący w Gdańsku I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność zaprosił przedstawicieli ZZFMO. 28 września w hali Olivii wystąpił plutonowy Zbigniew Żmudziak i poprosił o pomoc w rejestracji. Skutki były opłakane. Zbliżenie z Solidarnością doprowadziło do tego, że od związku odwróciła się resztka środowiska funkcjonariuszy.

Komisja Krajowa Solidarności poparła milicyjnych związkowców w oficjalnej uchwale 11-12 grudnia 1981 roku. Dzień później wprowadzono stan wojenny.

Internowanych zostało 25 byłych milicjantów – działaczy związkowych. Wśród nich znalazł się Wiktor J. Mikusiński. Ukrywał się od 12 grudnia, ostrzeżony przez znajomego milicjanta, ale wsypał go inny kolega z byłej pracy. Został osadzony w ośrodku odosobnienia w Białołęce, a następnie w Kielcach. Wyszedł 23 grudnia 1982 roku z ostatnią grupą zwalnianych. Nie mógł znaleźć pracy, nękało go SB. Został drukarzem w podziemnym wydawnictwie, a potem redaktorem nielegalnego pisma „Prawo i bezprawie”. Po 1989 roku wrócił do służby – już w policji.



Autor dziękuje panu Wiktorowi J. Mikusińskiemu za wywiad oraz udostępnienie materiałów archiwalnych.

Korzystałem z: W.J. Mikusiński „Ruch reformatorsko-związkowy funkcjonariuszy MO w 1981 r. w garnizonach bydgoskim, toruńskim i włocławskim (obecnie woj. kujawsko-pomorskie)”, Warszawa 2013; W.J. Mikusiński „Ruch reformatorsko-związkowy funkcjonariuszy MO w 1981 r. w garnizonach szczecińskim, koszalińskim i zielonogórskim na tle ruchów reformatorskich funkcjonariuszy MO w kraju”, Warszawa 2013; W.J. Mikusiński „Milicjant w opozycji”, „Karta”, nr 35/2002; G. Majchrzak „Milicjanci przeciwko władzy. Związek Zawodowy Funkcjonariuszy MO w 1981 roku”, „Mówią Wieki”, nr 14(645)/2013.

http://historia.newsweek.pl/milicja-chc ... 477,1.html



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Powrót do Historia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości

cron