Wyklęci w czasach PRL. Prawda przebija się powoli

Wyklęci w czasach PRL. Prawda przebija się powoli

Postprzez krzysiek4 » So mar 01, 2014 2:45 pm

Obrazek


„Ludowa”, czyli komunistyczna władza, która nastała w roku 1944, potrzebowała w Polsce nowego fundamentu, nowego tła i nowej tradycji. Stary świat, pośpiesznie niszczony, nie nadawał się nawet do solidnej przeróbki. Zbyt dużo było w nim wartości całkowicie sprzecznych z wizją świata nadchodzącego, zbyt dużo normalności.



Komuniści odrzucili porządek oparty na tradycji i kulturze. W Polsce drogę mieli już w dużej mierze przetartą. Pięcioletnia okupacja przyniosła bezpowrotną stratę szerokich rzesz inteligencji, która bądź to zginęła w bezpośredniej walce, bądź poddana została eksterminacji, bądź też znalazła się na emigracji… Nowi okupanci oparli się więc przede wszystkim na własnym środowisku – przedwojennych komunistach (których jednak było zbyt mało), grupach skomunizowanych i podatnych na złudne hasła „postępu”, kolaborantach i środowiskach inteligenckich pragnących pośpiesznie i za wszelką cenę zająć miejsce tych, którzy wyginęli.



Trzeba ich zniszczyć moralnie

Przede wszystkim, rzecz jasna, deprecjonowano fenomenalny wysiłek Polskiego Państwa Podziemnego. W jego miejsce pojawił się mit podziemia komunistycznego i sztucznie produkowanych nowych „bohaterów”. Nastąpiła pośpieszna gloryfikacja niezwykłych jakoby zasług okupacyjnych PPR i GL-AL, których rolę wyolbrzymiano, przekraczając granice śmieszności. Oto co pisał, na przykład, „marszałek” Michał Rola-Żymierski:



Złotymi głoskami wpisała się AL w historię walk na Starym Mieście, gdzie znajdował się warszawski sztab Armii Ludowej. AL zajmowała tu decydujące odcinki – na Placu Teatralnym, na Placu Zamkowym, na Mostowej. To ona dokonywała legendarnych dziś wyczynów (…). Armia Ludowa stała się ośrodkiem skupiającym wszystkie szczerze patriotyczne elementy powstania. (…) Cała energia AK-owskiego dowództwa skierowana więc została na przygotowanie kapitulacji. Ale otwarta kapitulacja była (…) nie do pomyślenia: zbyt wysoki był duch bojowy żołnierzy, którzy za plecami mieli wyzwoloną Pragę. Wobec tego wybrano drogę okrężną – przez stworzenie beznadziejnej sytuacji i demoralizację żołnierzy. (…) Jakże nędznie i haniebnie wygląda rola AK-owskiego dowództwa wobec tytanicznego wysiłku Armii Ludowej (Michał Rola-Żymierski, Cześć poległym bohaterom! w: Powstanie w Warszawie. Fakty i dokumenty, maj 1945).



W tym samym czasie dokonywano eksterminacji tych resztek polskich elit, które przetrwały obie okupacje – niemiecką i sowiecką. Żołnierze AK, NSZ, NZW, walczący z kolejną okupacją, stawali się „żołnierzami wyklętymi” – w przenośni i dosłownie.



Komuniści głosili dyrektywę Stalina, że walka klasowa zaostrza się w miarę pokonywania „klas reakcyjnych”. Tym właśnie usprawiedliwiali okrutny terror, który zamiast słabnąć, narastał, żądając nowych ofiar. Co więcej, nie chodziło wyłącznie o fizyczną likwidację przeciwników (prawdziwych i urojonych). Naczelnik wydziału śledczego w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, major Wiktor Herer, powiedział to wprost Wiesławowi Chrzanowskiemu podczas śledztwa w roku 1948: Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa. To nie był incydent, to była odgórna dyrektywa. Temu celowi podporządkowano cały aparat propagandowy i pośpiesznie wytwarzaną „kulturę” w postaci literatury, poezji, grafiki i filmu a także „naukę”, w której prym wiedli pupile bezpieki i partii.



Z czasem zaczęła się pojawiać masowa literatura „utrwalania władzy ludowej”. Kilkudziesięciotysięczne, a nawet kilkusettysięczne nakłady książek i broszur zalały cały kraj. Były też wydawnictwa seryjne, w tym osławione „Tygrysy”. Topornie pisane, z żenującą fabułą, dostarczały jednak elementarnej wiedzy o „żołnierzach wyklętych”, poprzez… wymienianie ich prawdziwych imion i nazwisk, pseudonimów czy akcji zbrojnych. Pamiętam, że sam z wypiekami na twarzy chłonąłem takie efekty ubeckiej tfu-rczości jak: Tropem jaszczurki, Sztylet „Burego”, „Rudy” zostawia ślad…



Wajda, Kutz i inni politrucy

Propaganda komunistyczna w tym zakresie przechodziła kilka faz. Początkowo, do roku 1956 „żołnierzami wyklętymi” było całe niekomunistyczne podziemie polityczne i wojskowe, bez względu na fakt, czy działało podczas okupacji niemieckiej, czy również później.



Armię Krajową zwalczały liczne produkcje literackie i filmowe. Na przykład, Andrzej Wajda debiutował w roku 1954 stalinowskim gniotem Pokolenie. Późniejszy o trzy lata Kanał wciąż pozostaje utrzymany w podobnej, dialektycznej retoryce i wymowie ideowej. W tym samym bagnie babrali się również: Jerzy Kawalerowicz, Ewa i Czesław Petelscy oraz wielu innych.



Później zastosowano metodę „salami”, dzieląc Armię Krajową na „reakcyjną górę” i otumanione masy, które zbłądziły, lecz po odpowiednim pokajaniu się („samokrytyce”) mogły zostać dopuszczone, na przykład, do ZBoWiD.



Pamiętajmy, że bardzo ważną kategorią „żołnierzy wyklętych” byli wówczas (i praktycznie do końca komuny) uczestnicy wojny polsko-bolszewickiej roku 1920.



W siermiężnych latach gomułkowskich, a także za panowania Edwarda Gierka, utrzymywano wciąż tę samą propagandę co za Stalina, choć zmieniała ona swe formy, dopasowując się do nowych realiów. Cel jednak pozostał ten sam: zohydzanie i poniżanie „żołnierzy wyklętych” przy jednoczesnej gloryfikacji władzy komunistycznej.



Dobrego przykładu dostarcza tu film Kazimierza Kuca vel Kutza Znikąd donikąd z roku 1975 – rzecz o poakowskim oddziale partyzanckim na Żywiecczyźnie. W scenie kulminacyjnej mamy pijacką orgię żołnierzy niepodległościowych, którzy trzymają w niewoli członków międzynarodowej komisji i towarzyszących im enkawudzistów. Gdy anglojęzyczny jeniec pyta Sowieta wprost: Dlaczego nie zrobicie z nimi porządku?, słyszy w odpowiedzi: Jak to? Przecież to wolny kraj. To nie nasza sprawa.



Ale to nie był wolny kraj… Wymordowane elity, jej resztki rozproszone na emigracji lub skazane na margines, zostały zastąpione „awansem społecznym”, który z wdzięczności tworzył mity i fikcje, mające zastąpić niechcianą przez komunistów prawdę i historię.



Przełom lat osiemdziesiątych

Od lat osiemdziesiątych jednak etos podziemia niepodległościowego powoli się przebijał. Polskie Państwo Podziemne odzyskiwało swą rolę historyczną, ciesząc się coraz większym uznaniem młodych ludzi. Coraz większego znaczenia nabierał drugi obieg wydawniczy, jak również spotkania ze świadkami historii. Nie odbywały się one w głównym nurcie, zdominowanym przez tzw. opozycję demokratyczną, w której w roli propagandzistów jakże często brylowali funkcjonariusze PPR-PZPR, UB, Informacji Wojskowej (z oczywistych powodów niezbyt zainteresowani sięganiem do niepodległościowego etosu). Ale okazało się, że dwa pokolenia komunizmu w Polsce, choć poczyniły nieodwracalne szkody, nie zdołały do końca wykorzenić z nas tradycji i historii. W sytuacji braku poważnych badań na ten temat, braku publikacji i edycji dokumentów, trzeba było zaczynać niemal od zera, posiłkując się dorobkiem niepodległościowej emigracji, której rola i znaczenie w utrzymaniu polskiej kultury i jej ciągłości była nie do przecenienia.



Odzyskiwanie pamięci i przywracanie w niej roli „żołnierzy wyklętych” toczyło się bardzo powoli i zawsze w ogniu niezwykle ostrych dyskusji publicznych. Nie był to wyłącznie skutek mocnej pozycji formacji postkomunistycznych. Ze strony środowisk, które po roku 1989 uzyskały decydujący współudział we władzy III RP, padały nie mniej głośne wypowiedzi rodem z epoki stalinowskiej. Oto jeszcze w roku 1998 Jacek Kuroń dokonał następującego podsumowania działań podziemia niepodległościowego: W 1945 roku oddziały partyzanckie były zbyt rozdrobnione i za słabe, żeby atakować np. wojskowe magazyny. Bały się, że zostaną wykryte i rozbite przez Sowietów. Więc rabowano chłopów. Ruszył proces wyradzania się partyzantki w bandytyzm. Od chwili rozwiązania AK coraz trudniej było odróżnić bandę rabunkową od grupy niepodległościowej (Jacek Kuroń, Jacek Żakowski, PRL dla początkujących, Wrocław 1998, s. 13). Dawnym działaczom i funkcjonariuszom partyjnym, późniejszym opozycjonistom trudno było do końca pogodzić się faktem, że ich linia propagandowa zmierzająca do całkowitego potępienia i unicestwienia przeciwników legła w gruzach.



Prawda powoli zwycięża

Nie było łatwo. Nawet najwyżsi dostojnicy III RP wywodzący się z tego nurtu ideowego bardzo niechętnie patrzyli na jakiekolwiek istotne odstępstwa od polityki propagandowej Polski Ludowej. I nie tylko propagandowej. Wiązała się z tym walka o nowy kształt ustawy kombatanckiej czy o istotę stalinowskich wyroków sądowych. Skazani w tamtych procesach lub ich spadkobiercy musieli – i wciąż muszą! – udowadniać przed sądami III RP swą niewinność, gdy tymczasem żaden sędzia ani prokurator nie został postawiony przed wymiarem sprawiedliwości za popełnione zbrodnie sądowe.



Jednak podobnie jak kropla drąży kamień, wysiłki wielu osób, grup i środowisk, mające na celu powrót do normalności, zaczęły przynosić efekty. W roku 1993 z inicjatywy Ligi Republikańskiej pokazano na Uniwersytecie Warszawskim wystawę Żołnierze Wyklęci. Rozszerzana i rozbudowywana obiegła cały kraj, by w roku 1999 trafić do Sejmu RP. Równolegle pojawiało się coraz więcej publikacji. Szybko rozwijający się internet otworzył nową przestrzeń, w której można było bez cenzury docierać do szerokich rzesz odbiorców.

W roku 2001 Sejm III RP podjął uchwałę o uznaniu zasług organizacji i grup niepodległościowych, które po zakończeniu II wojny światowej zdecydowały się na podjęcie nierównej walki o suwerenność i niepodległość Polski. Uhonorowano przede wszystkim działaczy WiN. Dziesięć lat później ustanowiono święto państwowe Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Wreszcie w roku 2012 sejm podjął uchwałę o uczczeniu pamięci żołnierzy NSZ, w której padło stwierdzenie, że Narodowe Siły Zbrojne dobrze zasłużyły się Ojczyźnie. Nie obyło się oczywiście bez jazgotu spadkobierców komunistycznych okupantów, przybranych w III RP w szaty „demokratów”. Ich wysiłki jednak skazane były na zagładę, jest to bowiem formacja schyłkowa – żałować tylko należy, że do końca nierozliczona za popełnione zbrodnie i rabunki.



Nie do przecenienia jest olbrzymia rola naukowa, publicystyczna i edukacyjna Instytutu Pamięci Narodowej, który od początku swego istnienia przywraca pamięć „wyklętym”, cierpliwie i żmudnie, jednak bardzo skutecznie, prostując dotychczasowe kłamstwa propagandy komunistycznej i propagowanej przez nią „polityki kulturalnej”. Przy okazji też demaskując prawdziwe życiorysy jej twórców…



Nie oznacza to bynajmniej, że już jest normalnie. Do dziś przecież, podobnie jak przez całe lata dziewięćdziesiąte, ukazują się publikacje i wypowiedzi deprecjonujące „wyklętych” – nie tylko w publicystyce czy pseudonauce, ale również w szeroko pojętej kulturze i sztuce. Trudno jednak powiedzieć, że to nadal główny nurt.



Ogromną rolę w przywracaniu pamięci „żołnierzy wyklętych” odgrywa najmłodsze pokolenie, poszukujące własnej tożsamości ideowej i historycznej, a znacznie bardziej wrażliwe na prawdę. Liczne, szybko rozrastające się grupy rekonstrukcyjne, masowy udział w spotkaniach tematycznych, marszach, czytelnictwo publikacji z tego zakresu, spontaniczne poszukiwania ostatnich świadków historii, dokumentowanie ich istnienia i działalności – to praktyczny efekt działań podjętych jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku.



Leszek Żebrowski – publicysta, autor wielu artykułów historycznych i książek, m.in.: Żołnierze wyklęci. Antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 roku, Narodowe Siły Zbrojne. Dokumenty, struktury, personalia, Tajne oblicze GL-AL i PPR.


http://www.pch24.pl/wykleci-w-czasach-p ... z2uiaKMN7o


-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5341
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Powrót do Historia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

cron