28 sierpnia.Rocznica smierci "Inki"

28 sierpnia.Rocznica smierci "Inki"

Postprzez Jerzy Ulicki-Rek » Śr sie 28, 2013 1:21 pm

28 sierpnia.Rocznica smierci "Inki"

28 sierpnia w więzieniu UB została zamordowana 18-letnia Danuta Siedzikówna „Inka” – sanitariuszka i łączniczka 5 Wileńskiej Brygady AK, skazana na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku. Torturowana w śledztwie, nikogo nie wydała.

Obrazek

https://www.facebook.com/index.php

Pamięć o Wyklętych. Sanitariuszka z lilijką w życiorysie Darek Szczecina Data dodania: 2013-03-01 19:19

Wzywam Was, Sierżancie „Zagończyku”, Sanitariuszko „Inko”. Umarliście z okrzykiem „Niech żyje Polska!” Polska żyje. Żyje nasza pamięć o Was. Cześć Ich Pamięci!


Podczas obchodów 60 rocznicy powstania Armii Krajowej w Sopocie, skwerkowi gdzie stoi Pomnik Armii Krajowej nadano imię Sanitariuszki „Inki”. Taką decyzję podjęły władze miasta na wniosek środowisk kombatanckich, który został poparty przez Instytut Pamięci Narodowej. „… Wśród ofiar złożonych na ołtarzu Ojczyzny najbardziej poruszają nas ofiary życia młodych ludzi – napisał do uczestników uroczystości ówczesny Prezes Instytutu Pamięci Narodowej prof. Leon Kieres - Młodość to czas najszlachetniejszych porywów serca i bezinteresownej służby, bez kalkulacji i bez oczekiwania na zapłatę. [...] Młodzi byli obrońcy Lwowa, bohaterowie wojny 1920 roku i powstańcy Warszawy. Młoda była też Danuta Siedzik „Inka” – 17-letnia dziewczyna, dziecko prawie, straszliwie okaleczona przez wojnę […] Oddała swoje życie, bo pozostała wierna złożonej w wieku 16 lat przysiędze Armii Krajowej [...] Obrona Niepodległości w warunkach narastającej sowietyzacji Polski wymagała heroizmu i niezgłębionej nadziei [...] Wierności przysiędze dochowała również Danuta Siedzikówna. To nie był przypadkowy wybór. Potwierdzają to późniejsze okoliczności – zwłaszcza fakt odmowy złożenia podpisu na podaniu o łaskę do Prezydenta Bieruta. Ważniejsza od ostatniej szansy ratowania życia była dla niej wierność samej sobie. Oto jednoznaczny przykład bohaterstwa!”. Danuta Siedzikówna, konspiracyjny pseudonim „Inka”, urodziła się w 1928 roku na Podlasiu. Jej ojciec za działalność niepodległościową został skazany przez władze carskie na zesłanie. Nawet rewolucja nie zmieniła jego losu. Do Polski powrócił dopiero po 13 latach posługując się dokumentami nieżyjącego człowieka. W wolnej Ojczyźnie był leśniczym. Po inwazji wojsk radzieckich został razem z tysiącami polskich patriotów zesłany powtórnie. Wolność odzyskał wstępując do Armii generała Andersa. Jednak niedożywiony i wycieńczony wkrótce zmarł w Teheranie. Matka „Inki” była spokrewniona z Elizą Orzeszkową. W czasie wojny była w miejscowej siatce AK. Gestapo aresztowało ją w wyniku donosu kolaborującego z Niemcami komitetu białoruskiego. Rozstrzelano ją w 1943 r.

Danka, podobnie jak inne dziewczynki uczyła się pilnie, należała też do harcerstwa. Przykład z harcerstwa i patriotyczne tradycje rodziny nie pozostawały bez wpływu na jej wojenne losy. Razem ze starszą siostrą ukończyły kurs sanitariuszek. Wkrótce „Inka” została zaprzysiężona: „W obliczu Boga [...] i przysięgam być wierną Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży Jej honoru [...] aż do ofiary życia mego [...] tak mi dopomóż Bóg”. W maju 1945 roku Danuta Siedzikówna została aresztowana przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa wraz z grupą pracowników nadleśnictwa Narewki. Związanych aresztantów prowadzono na sznurku za samochodem. Wtedy odbił ją leśny oddział „Konusa”. W tym oddziale Danka została do września, potem za sprawą babci, pod fałszywym nazwiskiem wyjechała do Nierośnia a następnie do leśnictwa koło Ostródy. Tu miała szansę na powrót, o ile po stracie rodziców i w nowej rzeczywistości w ogóle było to możliwe, do normalnego życia. Jednak gdy tylko spotkała oddziały 5 Wileńskiej Brygady „Łupaszki” przypomniała o złożonej przysiędze. Wprawdzie ostatni Komendant Armii Krajowej generał Leopold Okulicki rozwiązał struktury AK, ale powiedział też: „… Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania niepodległości Państwa i ochrony ludności polskiej przed zagładą!”. „Inka” przyjęła te słowa i uznała, że jej miejsce, dotrzymując słów przysięgi, jest przy partyzantach.

„To była bardzo skromna dziewczyna, bardzo obowiązkowa, nigdy się nie skarżyła” – tak wspomina Danutę Siedzikównę „Leszek” – jej ostatni dowódca. W lipcu 1946 r. przyjechała do Gdańska by uzupełnić zapas lekarstw i materiałów opatrunkowych. Aresztowano ją nad ranem, prawdopodobnie 20 lipca, w jednym z konspiracyjnych punktów kontaktowych. Oskarżono o mordowanie rannych i nakłanianie do egzekucji. Ustalenia IPN wskazują na wręcz coś innego. „Inka” pomagała nie tylko partyzantom ale i rannym milicjantom. Proces przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Gdańsku trwał zaledwie 14 dni. Karę śmierci wykonano w gdańskim więzieniu 28 sierpnia 1946 roku o godzinie 6:15. Świadek egzekucji i spowiednik „Inki” ksiądz Marian Prusak wspominał: „była już noc jak przyszli po mnie. Kazali się ubrać, całą drogę jechaliśmy w milczeniu. Potem zaprowadzili mnie do pustej celi. Po pewnym czasie, może po kilku godzinach zaprowadzono mnie do innej celi, gdzie był jakiś mężczyzna. Gdy zobaczył, że jestem w sutannie zrozumiał, że nie skorzystano z prawa łaski. Następnie wprowadzili mnie do celi gdzie była młoda, szczupła dziewczyna w letniej sukience. Przyjęła mnie bardzo spokojnie, wyspowiadała się. Podała mi adres i prosiła abym po wszystkim powiadomił jej siostrę o wyroku i śmierci.

Znowu zaprowadzili mnie do pustej celi. Już nad ranem poprowadzono mnie schodami jakby do piwnicy. Było tam pomieszczenie, ściany z cegły, a jedna z nich była wyłożona drewnianymi deskami. Skazani już tam byli, stali ze związanymi rękami. Była też duża grupa młodych ubowców. Po odczytaniu wyroku podał komendę: „Po zdrajcach narodu polskiego, ognia!” W tym momencie skazani krzyknęli: „Niech żyje Polska!”. Potem strzały z pepeszy. Skazani osunęli się na ziemię, ale jeszcze żyli. Podszedł do nich oficer i dobił strzałami w głowę”.

Przed Pomnikiem Armii Krajowej na sopockim skwerku imienia Sanitariuszki „Inki” odczytano Apel Poległych: Przyjęto Was w szeregi Armii Polskiej, walczącej z wrogiem w konspiracji o wyzwolenie Ojczyzny. Waszym obowiązkiem było walczyć z bronią w ręku. Jedyną nagrodą, jaka Wam obiecano, było zwycięstwo. Żołnierze Służby Zwycięstwu Polski, Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Wzywam Was do Apelu! Polegli na Polu Chwały! Stańcie do apelu żołnierze wszystkich formacji walczących o suwerenną Polskę, nie bacząc na polityczne układy możnych tego świata.
Wzywam Was do Apelu! Polegli na Polu Chwały! Wzywam Was, wyklęci żołnierze powojennej konspiracji niepodległościowej – 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” i innych formacji. Za wierność przysiędze złożonej Polsce spotkały Was upokorzenia i śmierć. Wzywam Was do Apelu! Polegli na Polu Chwały!


Obrazek

Wzywam Was, Sierżancie „Zagończyku”, Sanitariuszko „Inko”. Umarliście z okrzykiem „Niech żyje Polska!” Polska żyje. Żyje nasza pamięć o Was. Cześć Ich Pamięci! Cześć i Chwała! 28 sierpnia 1946 r. o godz. 6:15 w więzieniu przy Kurkowej w Gdańsku wykonano wyrok śmierci na sanitariuszce Danucie Siedzikównie ps. „Inka” i sierżancie Feliksie Selmanowiczu ps. „Zagończyk” – dowódcy szwadronu u majora „Łupaszki”.

Plutonem egzekucyjnym dowodził ppor. Franciszek Sawicki. Wyrok na członkach konspiracji antykomunistycznej wydał sędzia major Adam Gajewski. Kary śmierci dla „Inki” żądał młody prokurator chorąży Wacław Krzyżanowski.

Przed kilkunastu laty sąd pierwszej instancji umorzył sprawę przeciwko stalinowskiemu prokuratorowi. Czy w obchodach Dnia „Żołnierzy Wyklętych” chodzi o odwet na stalinowskich oprawcach? Chyba nie. Chodzi o, jak onegdaj powiedział wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Krupski, nazwanie zbrodni po imieniu.


http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pami ... --1-d.html
Avatar użytkownika
Jerzy Ulicki-Rek
 
Posty: 13402
Dołączył(a): Wt lis 06, 2007 2:10 pm

Powrót do Historia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość