Odnajdujemy naszych bohaterów

Odnajdujemy naszych bohaterów

Postprzez krzysiek4 » Wt sie 20, 2013 3:32 pm

Obrazek


„Aż trzy czwarte ofiar z Łączki nosi ślady po „katyńskiej” metodzie uśmiercania. Ofiary zginęły od pojedynczego strzału w potylicę oddanego z bliskiej odległości. Niekiedy w czaszkach skazańców odnajdujemy jednak dowody na to, że strzelano do nich dwa lub trzy razy” – mówi dla PCh24.pl dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN do spraw poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego 1944-1956.



Latem 2012 i 2013 r. nastąpiły ekshumacje na powązkowskiej Kwaterze na Łączce. Skąd informacje, że właśnie tam zostali pochowani pomordowani bohaterowie walk o niepodległą Polskę?



- Wiosną 1948 r. władze komunistyczne wybrały specjalne miejsce dla chowania osób skazanych na karę śmierci i straconych w więzieniu na Mokotowie. Uznano, że odpowiednim terenem będzie niedostępny, znajdujący się na samym końcu cmentarza obszar nazwany z czasem Łączką, noszący też numerację „Ł”. Nie pozostawiono przy tym żadnej dokumentacji związanej z tym miejscem, określającej precyzyjne położenie pola, jego wielkości i kształtu. Straconych nie wciągano też do zachowanych do dziś ksiąg cmentarnych.



Wiedza o lokalizacji Łączki pochodzi przede wszystkim od rodzin ofiar komunizmu, które pozbawione możliwości uzyskania oficjalnej wiadomości o miejscu pogrzebania ich krewnych, na własną rękę dochodziły do prawdy. Z czasem dotarły one do grabarzy Cmentarza Powązkowskiego, którzy mówili o tajemniczych pochówkach o świcie, dokonywanych na końcu cmentarza przez uzbrojonych strażników więziennych.



W połowie lat 50. obszar Łączki i sąsiednie kwatery zostały jednak przysypane warstwą ziemi o grubości od jednego do półtora metra. Po tym fakcie, wydawałoby się, przepadła całkowicie możliwość odnalezienia mogił straconych. Szczególnie, że jeszcze w latach 70. większość terenu kwatery więziennej została przeznaczona do pochówków, głównie ludzi zasłużonych dla władzy komunistycznej. Z dawnego obszaru pozostał jedynie kwadrat o powierzchni 18 na 18 metrów, a jedynym powodem jego pozostawienia był fakt zlokalizowania tam cmentarnego śmietnika.



Z chwilą podpisania w listopadzie 2011 r. porozumienia pomiędzy Instytutem Pamięci Narodowej, Radą Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa oraz Ministerstwem Sprawiedliwości powstały warunki do podjęcia starań o przeprowadzenie ziemnych prac poszukiwawczych na Łączce. Poprzedziły je badania georadarowe, które przeprowadziliśmy w marcu 2012 r. Ich wyniki dały nam dowód na istnienie wielu miejsc zakłóceń warstw ziemi układających się w dość regularny sposób. Jedyną możliwością zweryfikowania uzyskanych danych było przeprowadzenie badań archeologiczno-ekshumacyjnych, które przeprowadziliśmy w okresie lipiec-sierpień 2012 r. Drugi etap prac ekshumacyjnych nastąpił na przełomie maja i czerwca br.



W jaki sposób były w tym miejscu chowane ofiary komunistycznego reżimu?



- Rzadkością na Łączce są doły, w których odnajdywaliśmy pojedyncze szczątki. Najczęściej w jednym dole umieszczano szczątki dwóch-trzech-czterech osób. Są także takie miejsca, gdzie pochowano pięciu-ośmiu, a nawet dziewięciu ludzi. Ułożenie szczątków w sposób jednoznaczny wskazuje, że szczątki z reguły nie układano w dołach, lecz je do nich wrzucano z pewnej wysokości. W większości więźniowie byli w ubraniach i obuwiu, choć niekiedy występowały przypadki, gdzie nie stwierdziliśmy żadnych śladów po odzieży i butach.



Czy może Pan powiedzieć, w jaki sposób ci ludzie byli mordowani?



- Aż trzy czwarte ofiar z Łączki nosi ślady po „katyńskiej” metodzie uśmiercania. Ofiary zginęły od pojedynczego strzału w potylicę oddanego z bliskiej odległości. Niekiedy w czaszkach skazańców odnajdujemy jednak dowody na to, że strzelano do nich dwa lub trzy razy. W nielicznych sytuacjach szczątki nie noszą śladów po strzałach. Możliwe, że są to osoby wobec których wyrok śmierci wykonano przez powieszenie. Przypomnijmy, że ta forma uśmiercania nie była stosowana wyłącznie w odniesieniu do pospolitych przestępców i zbrodniarzy hitlerowskich, ale także do żołnierzy i oficerów Armii Krajowej, by przypomnieć tylko dwu najbardziej znanych: gen. Emila Fieldorfa – „Nila” i mjr. Bolesława Kontryma – „Żmudzina”.



Ile w sumie dotychczas odnaleziono szczątków ludzkich na Kwaterze na Łączce?



- Łącznie, w obu etapach odnaleźliśmy 194 więźniów. Przed nami decyzja, jaką metodę zastosować, by dotrzeć do szczątków jeszcze około dziewięćdziesięciu straconych, którzy leżą pod współczesnymi pomnikami.



W czasach komunistycznych wzniesione zostały nad częścią pochówku grobowce, głównie działaczy komunistycznych, pracowników bezpieki, ówczesnego wymiaru sprawiedliwości, zatrudnionych w Informacji Wojskowej. Jest szansa na to, że ich rodziny zgodzą się na prace ekshumacyjne pod tymi grobowcami?



- Dla precyzji dodajmy, że nie leżą tam wyłącznie ludzi aparatu terroru, są także inżynierowie, medycy. Wątpię, aby wszystkie rodziny z uwagi na wagę sprawy wyraziły zgodę. Dziś nie wiem nawet, czy z taką inicjatywą wystąpimy. W tej chwili zastanawiamy się nad różnymi rozwiązaniami, które mogą umożliwić nam przeprowadzenie trzeciego etapu ekshumacji, łącznie z zastosowaniem metody górniczej.



Dokonano pierwszych badań ekshumacyjnych w Białymstoku. Czy są plany prac na nowych miejscach? Jeśli tak, to gdzie?



- Jeszcze w tym roku realizować będziemy prace poszukiwawcze oraz ekshumacyjne w Białymstoku, Poznaniu, Gdańsku i Wejherowie. Rozpoczniemy także działania na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej w Warszawie. Na przyszły rok zaplanowane są prace w Łodzi, Sieradzu, Puławach, Jaworze, Rzeszowie, Radomsku, Bydgoszczy i Siedlcach.



Ciągle szuka Pan miejsca pochowania zamordowanych zdradziecko 150-200 żołnierzy Henryka Flamego „Bartka” z Podbeskidzia. Jest szansa na ich odnalezienie?



- Właśnie wróciliśmy z kolejnego wyjazdu na Opolszczyznę, gdzie przez kilka dni poszukiwaliśmy ich mogił. Wydaje się, że jesteśmy blisko, ale wciąż nie natrafiliśmy na zbiorowe doły, do których ich wrzucono. Wydaje się, że wykorzystaliśmy wszystkie źródła i możliwości, w tym środki techniczne, jak georadary, sondy, wykrywacze metali. Teraz potrzebujemy trochę czasu na zastanowienie się, co dalej. Sprawa ta będzie jednak kontynuowana, aż do jej pozytywnego zakończenia.



Pomaga Panu duża grupa wolontariuszy. Z jakich środowisk się oni rekrutują?



- Tak, jest z nami zawsze wielu wolontariuszy, wspaniałych ludzi wielkiego serca, patriotów, wywodzących się z różnych środowisk. Mamy przedstawicieli wielu zawodów, urzędników, harcerzy, przedstawicieli grup rekonstrukcji historycznych, kibiców Legii Warszawa i Śląska Wrocław, ludzi w wieku od lat 15 do 70. Nie ma znaczenia, czy pracujemy w Warszawie, Białymstoku, czy w lasach na Opolszczyźnie. Wszędzie możemy liczyć na wolontariuszy, ludzi, którzy swój wolny czas poświęcają dla sprawy – odnalezienia mogił Żołnierzy Wyklętych.



Dotychczas rozpoznano szczątki siedmiu ofiar komunistycznego systemu ekshumowanych na Kwaterze na Łączce: por. Edmunda Bukowskiego „Edmunda”, kpt. Stanisława Łukasika „Rysia”, Eugeniusza Smolińskiego „Kazimierza Staniszewskiego”, por. Tadeusza Pelaka „Junaka”, ppłk. Stanisława Kasznicy „Maszkowskiego”, Stanisława Abramowskiego „Burego”, Bolesława Budelewskiego „Pługa”. Jak rodziny przyjmowały po tylu latach wiadomość, że ich bliscy zostali odnalezieni?



- To ogromne przeżycia. Zawsze są to łzy i emocje, które trudno sobie nawet wyobrazić. Co bowiem czuje człowiek, który po 60 latach dowiaduje się, że odnaleziono szczątki jego ojca? Dal nas – członków zespołu, to szczególne chwile, dające satysfakcję z wykonanej pracy i siłę do dalszych poszukiwań.



Do tej pory rozpoznano siedem osób. Czy w najbliższym czasie możemy spodziewać się komunikatu o kolejnych udanych identyfikacjach szczątków?



- Już niebawem, jeszcze w sierpniu, odbędzie się konferencja prasowa IPN, na której podane zostaną nazwiska kolejnych osób, których szczątki odnaleźliśmy na Łączce w Warszawie.



Co Pan czuje, gdy widzi bestialsko pomordowanych polskich bohaterów, wiedząc, że prawie nikt spośród zbrodniarzy komunistycznych nie został osądzony?



- Wbrew całemu temu ogromowi zbrodni, przykładom pohańbienia zwłok naszych bohaterów, myślę, że jest to czas zwycięstwa prawdy. Państwo polskie poszukuje i odnajduje swoich bohaterów, a społeczeństwo polskie szczególnie pamięta o nich. Równocześnie jednak ludzie dawnego reżimu odchodzą do historii, często nie odpowiadając za popełnione przez siebie czyny. Niech ilustracją tego wątku stanie się sytuacja z prokuratorem oskarżającym rotmistrza Witolda Pileckiego, umierającym w szpitalu zlokalizowanym przy ulicy… Witolda Pileckiego.




Read more: http://www.pch24.pl/odnajdujemy-naszych ... z2cWHrhzXB



-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5338
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Re: Odnajdujemy naszych bohaterów

Postprzez Hubal » Wt paź 29, 2013 5:50 am

50 lat temu zabito Józefa Franczaka "Lalusia", ostatniego Żołnierza Wyklętego. Uroczystości w Piaskach k/Lublina. NASZA FOTORELACJA

http://wpolityce.pl/galerie/65165-50-la ... otorelacja

Obrazek
Hubal
 
Posty: 760
Dołączył(a): Śr lis 07, 2007 4:41 pm


Powrót do Historia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości