Wspomnienia „Krysi” z oddziału „Otta” (część III)

Wspomnienia „Krysi” z oddziału „Otta” (część III)

Postprzez krzysiek4 » Wt lis 29, 2011 9:06 pm

Wyrok
31.05.1946 r. razem z kilkunastoma innymi członkami grupy „Otta” przewieziono mnie do Wojskowego Sądu Rejonowego we Wrocławiu przy ulicy Okrzei. Mężczyźni byli skuci kajdankami, natomiast kobiety szły tylko w eskorcie funkcjonariuszy UB. Obrońców trzech lub czterech mieliśmy z urzędu, żaden z nich nie odezwał się ani raz w czasie trzydniowej rozprawy. Oskarżał nas prokurator Badner, później zmienił nazwisko na Barski (por./ppłk. Filip Barski, ur. 1909 r. W 1946 r. został wyznaczony na stanowisko zastępcy wojskowego prokuratora rejonowego we Wrocławiu. W 1947 r. przeniesiony na podobne stanowisko do Szczecina. Wskutek reorganizacji wojskowych prokuratur w 1955 r. przeszedł na stanowisko prokuratora Prokuratury Wojewódzkiej we Wrocławiu. W 1969 r. wyjechał do Izraela). Dla wszystkich „bandytów” żądał kary śmierci, mnie łzy ciekły ciurkiem. Sędziom w naszej sprawie był ppłk. Bronisław Ochnio (ur. 1908 r. w Krasewie, pow. Radzyń. Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu w Lublinie (1939 r.). W Ludowym Wojsku Polskim od 30.08.1944 r. Od marca do grudnia 1946 r. pełnił funkcję pierwszego szefa WSR we Wrocławiu, a następnie w Łodzi i Lublinie. W 1955 r. przeniesiony do rezerwy. W procesach, którym przewodniczył, skazał na karę śmierci pięć osób (lista niepełna), w tym czterech z oddziału „Otta”). Razem ze mną byli oskarżeni również: Marian Mikulski ps. „Celus” z Rychtala (skazany na karę śmierci, postanowieniem Najwyższego Sądu w Warszawie zamienioną na 10 lat pozbawienia wolności), Sylwester Mikulski z Rychtala (skazany na 15 lat więzienia), Helena Motykówna ps. „Dziuńka” z Dobiesława (skazana na karę śmierci, wyrok wykonano 18.07.1946 r. w więzieniu przy ulicy Kleczkowskiej we Wrocławiu), Edward Szemberski ps. „Śmigus” z Bytomia (skazany na karę śmierci, wyrok wykonano 18.071946 r.), Idzi Piszczałka ps. „Osóbka” z Kuźnicy Słupskiej (skazany na karę śmierci wyrok wykonano 18.07.1946 r.), Roman Roszowski ps. „Wiarus” z Bolesławca (skazany na karę śmierci, wyrok wykonano 18.07.1946 r.), Józef Woźniak ps. „Iwan” z Borku (skazany na 12 lat więzienia), Stanisław Kuźnik (15 lat pozbawienia wolności), Irena Tomaszewicz ps. „Danka” z Ignacówki (skazana na dwukrotną karę śmierci, łączny wyrok 15 lat więzienia, bez prawa do amnestii. Pisała do Bieruta, aby anulował jej karę. Darował jej 7 lat, resztę odsiedziała w więzieniu), Jan Jeziorny, zawiadowca stacji w Czastarach (skazany na 1 rok więzienia). Ja otrzymałam wyrok 10 lat pozbawienia wolności.
Śmierć „Dziuńki”,
„Śmigusa”, „Osóbki” i „Wiarusa”
Po wyroku przewieźli nas na Kleczkowską i osadzili w celach, trafiłam do celi nr 51 razem z Ireną. Cela na parterze bez szyb, tylko kraty. Po kilku dniach przenieśli nas na drugi pawilon, tam dołączyła do nas Gertruda Mnichówna z Katowic. Kilka dni później rozdzielili mnie z Ireną. Trafiłam do celi trzyosobowej, gdzie już siedziały: Zosia Linowiecka z Boles-ławca oraz Helena Motykówna, która miała wyrok śmierci. Później znów mnie przenieśli do innej celi i tylko Zosia opowiedziała mi, jak przyszli po Helenkę, to powiedzieli jej, że idzie do naczelnika, już do celi nie wróciła. Postawili wszystkich, którzy dostali wyroki śmierci, w trakcie gdy byłam sądzona, pod mur i rozstrzelali. Pod murem stali: Helena Motykówna, Roman Roszkowski, Edward Szemberski i Idzi Piszczałka.
Przypadek sprawił, że w tym dniu, kiedy wykonywali wyroki na skazanych w naszym procesie (18.07.1946 r.), przyjechała do mnie w odwiedziny moja mama. Widziała, jak po egzekucji wychodzili pijani w sztok ubowcy. (Nieżyjący już Idzi Gatner z Kępna, który czekał na proces, osadzony w tym więzieniu był świadkiem tej egzekucji, tak ją zapamiętał — „Dowódcą plutonu egzekucyjnego był ppor. Julian Lach. Pod mur ich postawiono kobietę (…) [H. Motykówna] i tego Idziego [Piszczałka] i innych. Ja to widziałem. Ile tam było: dwadzieścia, trzydzieści metrów. Na tę egzekucję KBW przyszło podpite. I nie, że sędzia odczytał wyrok. Wyprowadzili, oczy zawiązane i karabinami jak tylko mogli, tak siekli. W trakcie brutalnej egzekucji ranna Helena Motyka miała głośno krzyczeć: „Mamo, mamo dobij!”. Więźniowie, słyszący i obserwujący dramatyczny przebieg rozstrzeliwania skazanych, rzucili się wówczas do okien i „zaczęli walić w miski — to był ich protest”). Mama ich zapamiętała, bowiem byli oni obecni w czasie naszego procesu jako eskorta. Widziała, jak wyjeżdżała platforma z trumnami i ładowali ich do samochodu, chciała wiedzieć, dokąd je wywożą. Mama myślała, że wsiądzie w tramwaj i pojedzie za nimi. Wsiadła jednak w zły tramwaj i oni pojechali na Cmentarz Osobowicki. Dopiero po kilkunastu latach dowiedziałam się, w którym miejscu zostali pochowani na cmentarzu we Wrocławiu. (Wszystkich rozstrzelanych partyzantów pochowano w „kwaterze więziennej” nr 77 na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu).
Więzienie w Fordonie
Z Wrocławia 1.11.1946 r. w bydlęcych wagonach i pajdą chleba w ręce przewieźli nas do Fordonu koło Bydgoszczy. W Fordonie przez miesiąc siedziałam w celi 40–osobowej na tzw. kwarantannie. Po czym trafiłam do celi nr 36, gdzie razem ze mną były: Irena Tomaszewicz, Zosia Gębiś z Radłowa nad Dunajcem, Bożena Mirowska z Łodzi, Ania Saja z Trzemeszna i Marysia Skonieczna z Lachmirowic k. Inowrocławia. W kolejnej celi siedziałam z: Genowefą Białatą z Gołebia woj. lubelskie, Martą Raich, Zosią Franek (Poznań), Izą Mazurkiewicz (Poznań), Marysią Skoniczną i Anią Sają. Spałyśmy w poszwach, aby nie gryzły nas pluskwy, które obsiadywały nasze łóżka. Jedzenie już było lepsze niż w areszcie UB i na Kleczkowskiej. Jedyny raz w czasie całego okresu uwięzienia na urodziny Stalina w 1948 r. dostaliśmy na obiad kartofle i gulasz, wcześniej ani później już mięsa na obiad nie było. Co jakiś czas przenosili mnie do innej celi i tak w grudniu 1946 r. trafiłam do celi wieloosobowej, gdzie były dziewczyny, które brały udział w powstaniu warszawskim: Krystyna Kosiorek i Alina Romanowska. Siedziały w niej również: Janeczka Oszast i Olga Siwek (obie z Krakowa), Bożena Mirowska i Doris Berliner (Holenderka, która miała męża w SS), Katarzyna Pec z Sobniowa. Tu znów trafiłam, ku mojej wielkiej radości, na moją serdeczną koleżankę Irenę Tomaszewicz. Chodziliśmy do pracy w szwalni. Ja robiłam swetry na drutach. Była norma, na jeden duży sweter miałam 5 dni czasu, a na bluzeczkę 3 dni. Za naszą pracę otrzymywałyśmy wynagrodzenie, za co mogłyśmy sobie kupić cebulę lub papierosy z tzw. wypiski. Swetry te były wysyłane do Warszawy. W celi przeżyłam niezwykłe wydarzenie. Zbliżał się sylwester, dziewczyny przy cichej zgodzie strażniczek postanowiły zorganizować bal w celi. Tworzyłyśmy 12 par, przebrałyśmy się w prześcieradła z dodatkami, które udało się nam przemycić ze szwalni. Zrobione nawet miałyśmy kotyliony. Łóżka były 4–piętrowe, więc wszystkie nie mieściłyśmy się, żeby tańczyć. Część patrzyła na tańczące pary z łóżek, później następowała zmiana, następne schodziły i tańczyły. W pewnej chwili uchylił się wizjer i ktoś patrzył jak my tańczymy. Przeraził nas zgrzyt otwieranych drzwi celi, stanął w nich kierownik specjalny Fordonu Tomaszewski. Zamarłyśmy z prze-rażenia. Wszystkim kazał wyjść na korytarz i ustawić się pod ścianą. Jednej z koleżanek kazał iść zobaczyć, co robią w celi obok, spojrzała przez „judasza” i oznajmiła, że czytają książki. Za naszą „zabawę” ukarał nas tylko miesięcznym wstrzymaniem paczek i listów. Nie zaprowadził nas boso do karceru, bo tego spodziewałam się, tak zakończył się mój pierwszy rok w więzieniu.
Pod koniec lat czterdziestych zorganizowano nam w Fordonie kurs korespondencyjny na tzw. „małą maturę”. Pisałyśmy prace z różnych przedmiotów. Każda z nas dostała wówczas numer, którym podpisywała swoją pracę, miałam numer 33. Gdy jedna z prac wróciła poprawiona i oczywiście przeczytana przez naczelnika więzienia na marginesie był dopisek: „Zamiast kryptonimu napisz swoje nazwisko”. Podpisywałam się wówczas już nazwiskiem pod swoimi pracami. Łaciny uczyła nas wówczas Basia Szwarczyk, wykładowca KUL z Lublina, a angielskiego Basia Sadowska. Jednak po 4–5 miesiącach, nie wiem z jakich powodów, przerwano kurs. Wówczas śmiałyśmy się, że mamy niepełne wykształcenie WSW, to znaczy Wyższej Szkoły Więziennej, to najlepsza szkoła życia.
Wolność
Dzień do dnia podobny mijał. Zmieniano mi tylko cele, gdzie poznawałam nowe więźniarki, głównie były to młode dziewczyny, które zostały skazane za walkę z ustrojem komunistycznym. Przyszedł 20.03.1951 r., moje wyjście z więzienia, albowiem objęła mnie amnestia i darowano mi 5 lat z wy-roku. To był również dzień moich urodzin. Przyjechała po mnie mama i prosto z więzienia poszłyśmy do kościoła pomodlić się za moje uwolnienie. Ja modliłam się też za moje koleżanki więzienne, a szczególnie za Irkę, która jeszcze była za kratami. Jak dojechałam na Szpot do domu, nie pamiętam, taka byłam szczęśliwa.

http://tygodnikkepinski.pl/nius/fullnews.php?id=1743

Obrazek


2 listopada książka Witolda Sienkiewicza "Polska od roku 1944. Najnowsza historia" pojawi się w księgraniach. By zachęcić ludzi do kupna książki, wydawnictwo Demart postanowiło publikować jej fragmenty w sieci.

http://www.facebook.com/pages/Polska-od ... 7474095052



http://www.demart.com.pl/



-
-
Avatar użytkownika
krzysiek4
 
Posty: 5338
Dołączył(a): Cz kwi 21, 2011 3:36 pm
Lokalizacja: Peloponez

Powrót do Historia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości